John McAfee zmarł w więzieniu

Amerykański programista John McAfee został w środę znaleziony martwy w swej celi w więzieniu w Barcelonie. Tego dnia hiszpański sąd zgodził się na jego ekstradycję do USA. Twórca firmy McAfee, w której powstały jedne z pierwszych programów antywirusowych, był oskarżany o przestępstwa podatkowe. Amerykańska prokuratura federalna zarzucała McAfee unikanie płacenia podatków, nieskładanie deklaracji podatkowych i ukrywanie majątku. Dodatkowo Komisja Papierów Wartościowych (SEC) oskarżała mężczyznę o zarobienie ponad 23 mln dolarów na wprowadzających w błąd rekomendacjach dotyczących handlu kryptowalutami. Groziło mu 30 lat więzienia.

Działającego w branży cyberbezpieczeństwa przedsiębiorcę zatrzymano na lotnisku w Barcelonie w październiku 2020 roku i od tego czasu przebywał w hiszpańskim więzieniu. McAfee tłumaczył, że formułowane przeciwko niemu oskarżenia miały charakter polityczny i łączyły się z jego nieudanym startem w prawyborach amerykańskiej Partii Libertariańskiej przed wyborami prezydenckimi w 2020 roku.

Hiszpański prokurator podkreślił, że przedsiębiorca po prostu uchylał się od płacenia podatków, a w zarzutach trudno dopatrywać się politycznej motywacji, ponieważ Partia Libertariańska rzadko zdobywa w USA więcej niż jeden procent głosów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójcy Dżamala Chaszodżdżiego byli szkoleni w Stanach

Czterech Saudyjczyków, którzy brali udział w zabójstwie dziennikarza „Washington Post” Dżamala Chaszodżdżiego, wcześniej uczestniczyło w szkoleniu paramilitarnym w USA – podał we wtorek „New York Times”. Szkolenie odbyło się to w ramach umowy zatwierdzonej przez Departament Stanu. Według gazety kurs prowadziła grupa należąca do firmy Cerberus Capital Management. Szkolenie miało charakter defensywny i zostało opracowane pod kątem ochrony przywódców saudyjskich.

Odnosząc się do informacji „NYT”, rzecznik Departamentu Stanu Ned Price wyjaśnił, że zgodnie z prawem nie może komentować „żadnych działań wiążących się z eksportem w dziedzinie obrony, o których donoszą media”. Price dodał, że polityka USA wobec Arabii Saudyjskiej „będzie traktować priorytetowo rządy prawa i poszanowanie praw człowieka”.

Jak twierdzi nowojorski dziennik, w ubiegłym roku, w pisemnych odpowiedziach na pytania członków Kongresu USA, dyrektor wykonawczy Cerberus Louis Bremer potwierdził, że firma szkoliła czterech członków zespołu zabójców Chaszodżdżiego. Do ustawodawców nigdy nie dotarły te wyjaśnienia.

Zabójstwo Chaszodżdżiego

Współpracujący jako komentator z amerykańskim dziennikiem „Washington Post” Chaszodżdżi był krytykiem panujących w Arabii Saudyjskiej stosunków politycznych. W październiku 2018 roku wszedł do saudyjskiego konsulatu w Stambule w celu odebrania dokumentów potrzebnych mu do zawarcia małżeństwa i od tej pory nikt go więcej nie widział.

Zebrany w ramach międzynarodowego niezależnego dochodzenia materiał dowodowy wskazuje, iż Chaszodżdżiego zamordowali obecni w konsulacie agenci saudyjskich służb specjalnych, którzy następnie wywieźli z Turcji jego pokawałkowane zwłoki. Władze Arabii Saudyjskiej konsekwentnie twierdzą, że nie miały nic wspólnego z tą zbrodnią.

Według lutowego raportu wywiadu amerykańskiego następca tronu Arabii Saudyjskiej i faktyczny władca królestwa, książę Muhammad ibn Salman zatwierdził operację mającą na celu schwytanie lub zabicie dziennikarza.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Upozorował własne porwanie. Chciał otrzymać od rodziny 7,5 mln złotych

To miało być porwanie dla okupu. Sprawca zażądał od rodziny rzekomo uprowadzonego młodego mężczyzny kilka mln zł za jego uwolnienie. Ta powiadomiła policję. Nad sprawą pracowało ponad 300 funkcjonariuszy. Okazało się, że wszystko sfingował sam „porwany” i jego kolega. Chcieli w ten sposób zdobyć pieniądze na rozkręcenie firmy.

Zaczęło się od tego, że w kwietniu do stołecznego CBŚP wpłynęła informacja o uprowadzeniu młodego mieszkańca jednej z podwarszawskich miejscowości. Sprawca za pomocą komunikatora internetowego skontaktował się z jego matką i znajomym.

– Z wstępnych informacji wynikało, że „sprawca porwania” w zamian za uwolnienie mężczyzny, zażądał od członków jego rodziny kilka mln zł, grożąc przy tym pozbawieniem życia porwanego. Dowodem uprowadzenia miało być przesłane nagranie audio uprowadzonego, w którym płaczącym głosem prosił o spełnienie żądań porywaczy – tłumaczy w przesłanej Onetowi informacji kom. Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

Co ciekawe, od rodziny zażądano okupu w kwocie 30 bitcoinów, które miały zostać przelane na specjalnie utworzony portfel bitcoinowy – jak informuje prokuratura. W przesłanych wiadomościach grożono śmiercią porwanego, jeżeli nie zostaną spełnione te żądania.

Reakcja służb była natychmiastowa. Do akcji uwolnienia mężczyzny zaangażowano ponad 300 funkcjonariuszy z CBŚP i Komendy Stołecznej Policji, którzy prowadzili czynności non stop przez sześć dni. Mundurowi pracowali pod ogromną presją czasu, mając przekonanie, że może być zagrożone życie uprowadzonego mężczyzny. Jednak w miarę zbierania informacji, zaczęli mieć wątpliwości, czy do porwania w ogóle doszło.

To miały być pieniądze na rozwój firmy

– Policjanci ustalili ostatecznie, że dwóch młodych „biznesmenów” zaplanowało pozyskanie środków na rozwój swojej firmy, pozorując uprowadzenie dla okupu jednego z nich. Tym samym legł w gruzach biznesplan, a jego autorzy zostali zatrzymani – informuje Iwona Jurkiewicz.

W Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga obu mężczyznom przedstawiono zarzuty usiłowania wymuszenia rozbójniczego. Grozi im za to do 10 lat więzienia. Sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu obu podejrzanych na razie na trzy miesiące.
Źródło info i foto: onet.pl

Indianapolis: Strzelanina w placówce firmy FedEx

W amerykańskim Indianapolis doszło do masowej strzelaniny. Służby informują o wielu ofiarach znalezionych w placówce firmy FedEx. Doniesienia o strzelaninie pojawiły się w czwartek późnym wieczorem czasu lokalnego (piątek rano w Polsce). Służby informują o „licznych ofiarach” – podaje NBC.

Policja poinformowała dziennikarzy, że funkcjonariusze odpowiedzieli na zgłoszenie o strzałach z broni palnej. Jak podano, sprawca zastrzelił się. Służby mówią o „licznych ofiarach”, ale nie podano oficjalnie, ile osób zostało postrzelonych i w jakim są stanie.

Cytowany przez lokalne media świadek powiedział, ze widział mężczyznę z bronią automatyczną, który strzelał na otwartej przestrzeni.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Taśmy Daniela Obajtka. Ciąg dalszy

Ty jesteś od grubszych tematów – mówi do Szymona, pracownika firmy TT Plast Daniel Obajtek. Według „Gazety Wyborczej” rozmowa została zarejestrowana w sierpniu 2009 roku, gdy obecny prezes Orlenu był wójtem Pcimia. Potwierdzać ma to obecność na materiałach Bernadetty Obajtek, która jeszcze do lipca 2009 roku pracowała w firmie Elektroplast. Według gazety Daniel Obajtek „z tylnego siedzenia” kierował spółką TT Plast. Ustawa o samorządach zabrania łączenia funkcji wójta oraz działalności biznesowej – przypomina „GW”.

Pierwsze nagrania z udziałem ówczesnego wójta Pcimia, a dzisiejszego prezesa Orlenu Daniela Obajtka „Gazeta Wyborcza” opublikowała w piątek. Są to nagrania rozmów telefonicznych z 2009 roku, podczas których rozmawia z mężczyzną, którego nazywa Szymonem. Mężczyzna ten pracuje dla spółki TT Plast działającej w branży elektroinstalacyjnej. TT Plast jest konkurencją dla Elektroplastu – firmy wujów Obajtka Romana i Józefa Lisów.

W jednej z nagranych rozmów Obajtek w wulgarnych słowach krytykuje Romana Lisa – współwłaściciela Elektroplastu, swojego wuja. „Sk*****yn. Ten ch*j pi******ny, brudna pała. W****ia mnie to, wiesz, ale co mam zrobić? Ten pie******y Elektroplast wiecznie, k***a, słyszę. (…) Stary buc, który na emeryturze powinien siedzieć po sześćdziesiątce. (…) Nie damy się, my go i tak weźmiemy. C***a trypla” – mówi.

„Daniel powiedział, żebym się kontaktowała z panem, jak Polskę dzielić”

W środę „Gazeta Wyborcza” opublikowała kolejne nagrania z udziałem osób związanych z firmą TT Plast. W pierwszej części materiału, zarejestrowanego 14 sierpnia 2009 roku, słychać rozmowę Szymona z Bernadettą Obajtek, pracownicą firmy TT Plast, prywatnie żoną kuzyna Daniela Obajtka. Obecnie jest ona członkiem zarządu TT Plastu. – Sławek będzie teraz nominowany na Bieruń i teraz mam pytanie, jak ja mam podzielić Polskę między tymi dwoma przedstawicielami? – pyta Bernadka, jak w dalszej części nagrania nazywa ją Szymon.

Szymon, wydaje się zaskoczony słowami kobiety, deklaruje, że „nic takiego nie słyszał”. – Nie? Mi tak Daniel powiedział, żebym się kontaktowała z panem, jak Polskę dzielić – mówi Bernadetta Obajtek.

Jak pisze „Wyborcza”, kilka godzin po rozmowie z Bernadką Szymon kontaktuje się z Danielem Obajtkiem, ówczesnym wójtem Pcimia. – Powiedz mi, Danielu, o dwie rzeczy chciałem się zapytać. Coś mi Bernadka mówiła, że Sławek idzie do Bierunia, nic nie wiem – mówi Szymon.

– A to nic, to akurat, przyjacielu, ciebie nie dotyczy, taka sytuacja, że się zastanawiamy z chłopakami. Ty jesteś od grubszych tematów, tych dwóch chłopaków i jeszcze ten mój przyjaciel, który nam pomaga, a w Bieruniu, no, k***a, tam, Szymek, musisz coś mieć, bo słuchaj, ty jesteś w porządku człowiek, ale sam wiesz, jak to wygląda jechać tam na dzień, na dwa, jak tu mamy, k***a, tyle tematów – mówi Obajtek

W odniesieniu do wymienianego wcześniej Sławka, Daniek Obajtek mówi: – A powiem ci jeszcze jedną rzecz, Szymek, tylko tyle, co dla ciebie. Wiesz co, k***a, mi się ten Sławek nie widzi, k***a. Nie lubię takich karierowiczów z deczka. Wiesz.

Obajtek: Jestem w firmie. Patrzę na tę rurę

W rozmowie, którą „Gazeta Wyborcza” datuje na 18 sierpnia 2009 roku, Daniel Obajtek rozmawia z Szymonem o sprawach przedsiębiorstwa. – Jestem w firmie. Patrzę na tę rurę, chcę ci powiedzieć, przyjacielu, że szukają ch**a do d**y. Powiem ci szczerze, że jedynie „37” była cieńsza, ale wizualnie, no rura jak rura, przyjacielu. Ja jeszcze kazałem ją 15 procent pogrubić teraz, i to jest szukanie do d**y – mówi Obajtek, wówczas będący wójtem Pcimia.

– No, to wiesz co, ja bym pojechał jutro do tego, k***a, gdzie była ta akcja, i po prostu autorytetem bym próbował to już jakoś ułagodzić – oznajmia Szymon. W odpowiedzi obecny prezes Orlenu mówi: – No to jedź. Wojtek ma jechać, to zadzwoń do niego, że ty pojedziesz, k***a.

Ustawa „zabrania łączenia posady wójta z działalnością w biznesie”

Błażej Spychalski, rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy, pytany o sprawę nagrań Daniela Obajtka, mówił w niedzielę w „Kawie na ławę” w TVN24, że „wcale nie ma pewności, że te nagrania pochodzą z okresu, kiedy pan prezes Daniel Obajtek był wójtem Pcimia”. – Dlaczego to jest tak istotne? Dlatego, że przed tym, zanim prezes Obajtek objął fotel wójta Pcimia, był współwłaścicielem tej spółki – mówił Spychalski. – Jeżeli to są nagrania, które pochodzą z okresu, kiedy pan prezes Obajtek był współwłaścicielem tej spółki, czyli generalnie mógł wydawać polecenia, mógł rozmawiać z pracownikami na tematy pracownicze, urlopowe, biznesowe, to rzeczywiście kapiszon – kontynuował Spychalski.

„Gazeta Wyborcza” zwraca jednak uwagę, że Bernadetta Obajtek, która w powyższych fragmentach nagrań wypowiada się jako pracownica TT Plast, do 17 lipca 2009 roku pracowała w firmie Elektroplast, a dopiero później przeniosła się do TT Plastu. Daniel Obajtek był wójtem Pcimia w latach 2006-2015.

Gazeta przypomina, że „Ustawa o pracownikach samorządowych zabrania łączenia posady wójta z działalnością w biznesie. Za zatajenie informacji o prowadzeniu działalności gospodarczej grozi nawet do ośmiu lat więzienia”.

Z „firmy w Stróżach” do państwowego koncernu

„Gazeta Wyborcza” odnotowuje również fakt, że w firmie Elektroplast, gdzie przed lipcem 2009 roku pracowała Bernadetta Obajtek, poznała ona swojego męża, kuzyna Daniela Obajtka, Grzegorza. „Grzegorz Obajtek w Elektroplaście został kierownikiem, zastępując na tym stanowisku Daniela Obajtka, gdy wygrał on wybory na wójta. Z firmy w Stróżach odszedł w 2009 r., a po 2015 r. odnalazł się w państwowej spółce Bioeko Tauron” – pisze „GW”.

„GW”: Obajtek skłamał przed sądem

W grudniu 2014 roku – po pięciu latach od zarejestrowania nagrań – przed sądem toczył się proces Romana i Józefa Lisów, współwłaścicieli Elektroplastu, którzy byli oskarżeni o wyłudzenie 200 tysięcy złotych unijnych dotacji.

Obajtek zeznawał w tej sprawie jako świadek. Pełnomocnik Elektroplastu pytał go między innymi o jego współpracę z firmą TT Plast. – Nigdy nie byłem cichym wspólnikiem spółki TT Plast. Wówczas, te 12 czy 15 lat temu, posiadałem udziały w tej spółce przez krótki okres. Gdy pełniłem już funkcję wójta, to nie pełniłem i nie mogłem pełnić żadnych funkcji w tej spółce – zapewnia Obajtek.

Przyznaje – pytany przez adwokata – że „zna Szymona średnio”. – Może z nim rozmawiałem, ale nie współpracowałem z nim. Szymon był zatrudniony w TT Plaście, ale nie wiem, w jakim okresie czasu, ani nie wiem, w jakim charakterze – odpowiada.

Prokuratura nie dopatrzyła się „znamion czynu zabronionego”

Niecałe dwa lata później, w 2016 roku – pisze „GW” – Roman Lis zawiadomił krakowską prokuraturę o podejrzeniu złożenia fałszywych zeznań przez Obajtka. Z informacji „Wyborczej” wynika, że „wuj obecnego prezesa Orlenu jako dowód dołączył dysk z nagraniami rozmów z Szymonem oraz ich pisemną transkrypcję”. Za składanie fałszywych zeznań grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.

Jednak prokuratura – podaje dziennik – „już po miesiącu zdecydowała, że nie będzie badać sprawy ze względu na brak znamion czynu zabronionego”. Obajtek był już wtedy szefem państwowej Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Niemcy: Zatrzymano mężczyznę, który szpiegował dla Rosji. Przekazał m.in. plany budynków Parlamentu

Prokuratura Federalna w Niemczech oskarżyła niemieckiego obywatela, pracownika firmy działającej na zlecenie Bundestagu o przekazywanie planów budynków parlamentu rosyjskim służbom wywiadowczym. Zdaniem Prokuratora Generalnego mężczyzna jest szpiegiem.

Jak przekazał „Spiegel”, obywatel Niemiec Jens F. był pracownikiem firmy, która przeprowadzała weryfikację ruchomych urządzeń elektronicznych w nieruchomościach użytkowanych przez Bundestag. Prokuratura Federalna poinformowała, że oskarżony miał dostęp do plików pdf, które przedstawiały układy pięter budynków należących do parlamentu. „Z własnej inicjatywy” w okresie pomiędzy lipcem a wrześniem 2017 r. miał przekazywać te informacje pracownikowi ambasady rosyjskiej w Berlinie, który pełnoetatowo związany jest z Głównym Zarządem Wywiadowczym (GRU – wywiad wojskowy) w Rosji.

Nie podano dalszych szczegółów sprawy. Berliński Sąd Najwyższy jest odpowiedzialny za rozpatrywanie aktu oskarżenia i zdecyduje o wszczęciu procesu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Wybuch bomby w budynku Lidla. Materiał wybuchowy był umieszczony w liście

05.2019 N/z logo Lidla fot. Artur Szczepanski/REPORTER

Bomba eksplodowała w budynku sieci Lidl w miejscowości Neckarsulm na południowym zachodzie Niemiec. Materiał wybuchowy był umieszczony w liście. Trzy osoby zostały ranne – informują niemieckie media. Do eksplozji w budynku firmy Lidl doszło w środę 17 lutego około godziny 14:50 – podała niemiecka agencja prasowa dpa. Miejsce zdarzenia znajduje się w strefie przemysłowej w miejscowości Neckarsulm. Spółka nie skomentowała na razie medialnych doniesień.

Na miejscu pracuje policja i służby ratownicze. Skierowano tam helikopter ratunkowy. Budynek, w którym pracuje ponad 100 osób, został ewakuowany. Sprawą zajmują się także policjanci z wydziału kryminalnego.

Według Stimme.de dwie osoby odniosły lekkie obrażenia, a jedna ciężkie. Wszystkie trafiły do szpitala. Portal przypomina, że we wtorek do eksplozji doszło w firmie produkującej napoje w miejscowości Eppelheim, oddalonej od Neckarsulm o ok. 45 km. Nie jest jasne, czy oba zdarzenia są ze sobą powiązane.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ataki na domy prawników Donalda Trumpa

Adwokat Michael van der Veen stał się obiektem ataków po udanej obronie Donalda Trumpa w procesie impeachmentu. Nie tylko zresztą sam prawnik: w weekend w jego domu wybito okna i namalowano napis „zdrajca”. – Cała moja rodzina, moja firma, moja kancelaria są teraz w stanie oblężenia – przyznaje van der Veen.

W sobotę Senat USA uniewinnił Trumpa z zarzutów podżegania tłumu jego zwolenników do ataku na Kapitol. 57 senatorów (w tym siedmioro Republikanów) głosowało za impeachmentem, a 43 przeciwko. Zwolennikom impeachmentu byłego prezydenta nie udało się jednak uzyskać wymaganej większości 2/3 głosów.

Atak na prawników Trumpa

Po uniewinnieniu przez Senat byłego prezydenta USA, gniew przeciwników Donalda Trumpa zwrócił się przeciw jego adwokatom: dom Michaela van der Veena został zdewastowany, podobnie jak drugiego z obrońców – Bruce’a Castora. Przed domem van der Veena w Filadelfii czerwonym sprayem namalowano napis „zdrajca” i strzałkę kierującą na budynek, gdzie mieszka rodzina prawnika. W piątek w nocy wybito szyby.

– Mój dom został zaatakowany – powiedział van der Veen w Fox News. – Cała moja rodzina, moja firma, moja kancelaria są teraz w stanie oblężenia. Jednak naprawdę nie chcę w to wchodzić – dodał adwokat.

Lokalny „Philadelphia Inquirer” podaje, że także przed kancelarią prawnika manifestanci wykrzykiwali wymierzone w van der Veena hasła.

„Chcą wykonywać pracę bez obaw o własne bezpieczeństwo”

Drugi z adwokatów w procesie Donalda Trumpa, Bruce Castor, przyznaje, że także jego dom został zaatakowany.

– Mój dom był przedmiotem ataków. Ci ludzie są prawnikami i oczekują, że będą wykonywać swoją pracę bez obawy o własne bezpieczeństwo – podkreślił na antenie Fox News.

Rok temu pozywał, teraz bronił

Jak przypominają amerykańskie media, choć Michael van der Veen ostatnio bronił Donalda Trumpa, to jeszcze rok temu pozwał byłego już prezydenta i szefa amerykańskiej poczty. Powodem były wprowadzone przez nich zmiany w funkcjonowaniu firmy pocztowej, które – jak wskazywał adwokat – uniemożliwiały sprawne przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych.
Źródło info i foto: TVP.info

Rudy Giuliani zarzucał firmie fałszerstwa wyborcze. Jest pozew na 1,3 miliarda dolarów

Odszkodowania na astronomiczną kwotę 1,3 miliarda dolarów domaga się od prawnika Donalda Trumpa firma Dominion. Rudy Giuliani bez żadnych dowodów zarzucał jej rzekome fałszerstwa, które miały doprowadzić do wyboru Joe Bidena na prezydenta. Firma w pozwie pisze o „bezprecedensowej” szkodzie dla wizerunku i biznesu.

Nie tylko Donald Trump może być zmuszony zmierzyć się z konsekwencjami swoich działań w ostatnich miesiącach prezydentury, kiedy on i jego otoczenie podburzali zwolenników teoriami o sfałszowanych wyborach. Jego prawnik z czasów prezydentury i były burmistrz Nowego Jorku Rudy Giuliani został pozwany przez firmę Dominion, którą oskarżał o współudział w rzekomych fałszerstwach.

Dominion to firma odpowiedzialna za obsługę elektronicznych systemów do głosowania w ponad połowie stanów. Po przegranych przez Trumpa wyborach on i jego współpracownicy sugerowali liczne teorie spiskowe o tym, jak rzekomo głosowanie zostało sfałszowane. Wiele z nich dotyczyło właśnie urządzeń i systemów Dominion. M.in. Giuliani wielokrotnie sugerował – nie przedstawiając dowodów – że doszło do fałszerstw z wykorzystaniem systemów Dominion.

Teraz firma pozwała go o zniesławienie i żąda zadośćuczynienia na kwotę 1,3 miliarda dolarów – podaje CNN.

„Zgodnie z zamiarem Giulianiego i jego sojuszników, ‚Wielkie Kłamstwo’ (określenie na teorie spiskowe o rzekomym sfałszowaniu wyborów i tym, że to Trump miał wygrać – red.) stało się popularne w mediach społecznościowych, gdy ludzie tweetowali i wściekali się, że Dominion ukradł ich głosy. Podczas gdy niektóre kłamstwa – małe kłamstwa – pojawiają się w mediach społecznościowych i giną, ‚Wielkie Kłamstwo było inne” – napisali prawnicy Dominion w pozwie.

Argumentują oni, że „szkoda dla biznesu i reputacji Dominion jest bezprecedensowa i nieodwracalna ze względu na to, jak mocno miliony ludzi w to uwierzyło”. Przytaczają m.in. nieprawdziwe stwierdzenia o tym, jakoby firma była w rękach „wenezuelskich komunistów”. Zwracają też uwagę, że te stwierdzenia pojawiały się nie w (odrzuconych przez sądy) pozwach, ale w wypowiedziach medialnych. Ponadto firma wcześniej wysłała mu wezwanie do zaprzestania działań na ich szkodę, które Giuliani zignorował.

Prawnicy poinformowali, że przez działania prawnika Trumpa pracownicy Dominion padli ofiarą prześladowań, a setki kontraktów na obsługę wyborów są zagrożone. Wyliczyli, że mogą stracić na tym setki milionów dolarów.

Giuliani w oświadczeniu stwierdził, że kwota w pozwie ma na celu „straszenie”, a sprawa sądowa pozwoli mu „w pełni zbadać historię, finanse i praktyki” firmy. Dodał też, że to „kolejna próba zastraszania przez pełną nienawiści lewicę” i atak na „wolność słowa”. Rozważa pozwanie firmy samemu za „naruszenie jego praw konstytucyjnych”.

To drugi pozew Dominion wobec sojuszników Trumpa ws. kłamstwa wyborczego. Zapytani o to, czy zamierzają pozwać też samego Trumpa, prawnicy powiedzieli, że „niczego nie wykluczają”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wiceprezes spółki Samsung Electronics wraca za kraty

Wiceprezes spółki Samsung Electronics został skazany na 2 lata i 6 miesięcy więzienia za korupcję. Jay Y. Lee stracił też prawo nadzorowania procesu dziedziczenia firmy po zmarłym ojcu. Po kilku latach sądowej batalii wiceprezes Samsunga został skazany na 2,5 roku pozbawienia wolności przez południowokoreański Sąd Najwyższy. Jay Y. Lee oskarżany był o korupcję i wykorzystywanie poufałych relacji z rządem Korei Południowej. Wydany w poniedziałek 18 stycznia wyrok oznacza, że 52-letni Jay Y. Lee, który miał przejąć firmę po śmierci ojca, zostanie odsunięty od podejmowania istotnych dla korporacji decyzji. W związku z zatrzymaniem miliardera akcje firmy zaliczyły spadek o prawie 4 proc.

Sąd poprzedniej instancji w 2017 roku skazał Jay Y. Lee na pięć lat więzienia. Miliarder zaprzeczał oskarżeniom o przekupienie byłej prezydent kraju Park Geun-hye, a jego wyrok zmniejszono i zawieszono w postępowaniu odwoławczym. Biznesmen na krótko wrócił na wolność. Dotychczasowy pobyt za kratami zostanie wliczony w poczet obecnie zasądzonej kary. Miliarder może jeszcze odwołać się od wyroku.
Źródło info i foto: Wprost.pl