Upozorował własne porwanie. Chciał otrzymać od rodziny 7,5 mln złotych

To miało być porwanie dla okupu. Sprawca zażądał od rodziny rzekomo uprowadzonego młodego mężczyzny kilka mln zł za jego uwolnienie. Ta powiadomiła policję. Nad sprawą pracowało ponad 300 funkcjonariuszy. Okazało się, że wszystko sfingował sam „porwany” i jego kolega. Chcieli w ten sposób zdobyć pieniądze na rozkręcenie firmy.

Zaczęło się od tego, że w kwietniu do stołecznego CBŚP wpłynęła informacja o uprowadzeniu młodego mieszkańca jednej z podwarszawskich miejscowości. Sprawca za pomocą komunikatora internetowego skontaktował się z jego matką i znajomym.

– Z wstępnych informacji wynikało, że „sprawca porwania” w zamian za uwolnienie mężczyzny, zażądał od członków jego rodziny kilka mln zł, grożąc przy tym pozbawieniem życia porwanego. Dowodem uprowadzenia miało być przesłane nagranie audio uprowadzonego, w którym płaczącym głosem prosił o spełnienie żądań porywaczy – tłumaczy w przesłanej Onetowi informacji kom. Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

Co ciekawe, od rodziny zażądano okupu w kwocie 30 bitcoinów, które miały zostać przelane na specjalnie utworzony portfel bitcoinowy – jak informuje prokuratura. W przesłanych wiadomościach grożono śmiercią porwanego, jeżeli nie zostaną spełnione te żądania.

Reakcja służb była natychmiastowa. Do akcji uwolnienia mężczyzny zaangażowano ponad 300 funkcjonariuszy z CBŚP i Komendy Stołecznej Policji, którzy prowadzili czynności non stop przez sześć dni. Mundurowi pracowali pod ogromną presją czasu, mając przekonanie, że może być zagrożone życie uprowadzonego mężczyzny. Jednak w miarę zbierania informacji, zaczęli mieć wątpliwości, czy do porwania w ogóle doszło.

To miały być pieniądze na rozwój firmy

– Policjanci ustalili ostatecznie, że dwóch młodych „biznesmenów” zaplanowało pozyskanie środków na rozwój swojej firmy, pozorując uprowadzenie dla okupu jednego z nich. Tym samym legł w gruzach biznesplan, a jego autorzy zostali zatrzymani – informuje Iwona Jurkiewicz.

W Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga obu mężczyznom przedstawiono zarzuty usiłowania wymuszenia rozbójniczego. Grozi im za to do 10 lat więzienia. Sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu obu podejrzanych na razie na trzy miesiące.
Źródło info i foto: onet.pl

Ponad pół miliona złotych kar dla firm, które odmarzają działalność pomimo zakazu

W porównaniu z tym, jak wiele firm zapowiadało odmrożenie, liczba nakładanych kar wydaje się znikoma.

Z informacji zebranych przez DGP ze wszystkich wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych wynika, że od początku roku sanepidy nałożyły blisko 50 kar na łączną kwotę przekraczającą 565 tys. zł. Najwięcej – stacja w woj. łódzkim, która do końca stycznia użyła tego narzędzia dziewięć razy. Ponieważ jednak była to jednocześnie jedna z najłagodniejszych inspekcji, kary były symboliczne – ich łączna kwota to zaledwie 3,4 tys. zł. Najbardziej dotkliwe były inspekcje w woj. mazowieckim – tutaj sześć kar wystarczyło, by osiągnąć kwotę 115 tys. zł. Największą kwotę zebrano w Wielkopolsce – 141 tys. zł.

W wielu województwach toczą się postępowania, ale choć jest ich znacznie więcej niż kar, to i tak niewiele w porównaniu z liczbą przeprowadzonych w 2021 r. kontroli. Jak podaje wojewódzka stacja we Wrocławiu, tylko do zeszłego poniedziałku przeprowadzono ich już ponad 2 tys. Efekt?
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nalot niemieckiej policji. W centrum śledztwa dwie firmy z Polski

Niemiecka policja przeprowadziła nalot na ponad 40 firm i mieszkań prywatnych. Chodzi o nielegalnych pracowników z Polski, Ukrainy i Białorusi. Polskie firmy, które ich zatrudniały, miały posługiwać się fałszywymi dokumentami. Niemieccy policjanci chcą przesłuchać ponad 80 osób. To pracownicy niemieckiego sektora pakowania wędlin. Zatrudnione w nim osoby z Polski, Ukrainy i Białorusi miały pracować na podrobionych dokumentach.

W centrum śledztwa znajdują się dwie polskie firmy. Jak podaje Reuters, miały zatrudniać w Niemczech pracowników, posługując się fałszywymi dokumentami. Śledczy chcą także dotrzeć do 10 osób z Rosji, które także miały uczestniczyć w nielegalnym procederze.

Podczas nalotu na siedziby firm policja przejęła gotówkę i kosztowności o wartości 1,5 miliona euro (około 6,7 milionów złotych). Śledczy twierdzą, że te pieniądze firmy zarobiły nielegalnie. Miały przekazywać pracownikom tylko ułamek należnego im wynagrodzenia.

„Mamy w Niemczech płacę minimalną, ale musimy założyć, że zagraniczni pracownicy niekoniecznie o tym wiedzą” – powiedział rzecznik niemieckiej policji.

Policyjne przeszukania miały miejsce głównie w mieście Weißenfels na wschodzie Niemiec. Tam zlokalizowana jest fabryka największej niemieckiej firmy produkującej mięso Tönnies. Rzecznik mięsnego potentata nie był w stanie stwierdzić czy podejrzewane o przestępstwa firmy są podwykonawcami jego zakładu.

Przedstawiciel jednej z firm, cytowany przez Reutersa, stwierdził, że nie jest możliwe, aby firma wysłała kogoś do Niemiec z podrobionymi dokumentami. Jednocześnie odmówił dalszego komentowania sprawy. Druga z firm nie udzieliła jakiegokolwiek komentarza.

Niemiecki sektor wędliniarski znalazł się w tym roku pod ostrzałem ze względu na wykorzystywanie pracowników z Europy Wschodniej. Złe warunki pracy miały przyspieszyć rozprzestrzenianie się w kraju koronawirusa. W związku z tym rząd w Berlinie przyjął w lipcu ustawę, która nakazuje niemieckim firmom bezpośrednie zatrudnianie pracowników, bez udziału spółek pośredniczących.
Źródło info i foto: o2.pl

Wzrost przestępczości i ekstremizmy. To konsekwencje epidemii koronawirusa we Włoszech

We Włoszech istnieje ryzyko poważnych napięć w konsekwencji kryzysu na tle epidemii koronawirusa – ostrzegła szefowa MSW Luciana Lamorgese. W wydanym do lokalnych władz piśmie zaleciła wzmożenie czujności i kontroli.

Ansa podała w sobotę, że minister spraw wewnętrznych napisała do przedstawicieli lokalnej administracji: „Trudnościom firm i świata pracy w związku z epidemią mogą towarzyszyć poważne napięcia, których echem może być z jednej strony nawrót form pospolitej przestępczości i dojście do głosu ognisk ekstremizmu, a z drugiej to, że w obliczu nowych potrzeb zagnieżdżą się zgubne szanse dla organizacji przestępczych”.

Luciana Lamorgese zaapelowała o wzmożone kontrole i zapewnienie praworządności oraz bezpieczeństwa publicznego w kraju. Ponadto zaznaczyła, że funkcjonariusze sił porządkowych muszą wykazywać wrażliwość i reagować na potrzeby społeczne i ekonomiczne w terenie. Szefowa MSW zwróciła uwagę na konieczność niedopuszczenia do tego, by organizacje mafijne przeniknęły do sfery przetargów.

Trzeba zrobić wszystko, dodała, aby „wzmocnić ochronę legalnej gospodarki” przed wpływami przestępczości zorganizowanej i zamknąć wszelkie możliwe tereny jej działania „w trudnych warunkach, jakie nas czekają”.
Źródło info i foto: interia.pl

Ukrainka dostała udaru, szef zostawił ją na ulicy. Prokuratura domaga się surowego wyroku dla Jędrzeja C.

Obrońca mężczyzny, oskarżonego o nieudzielenie pomocy pracującej na czarno w jego firmie Oksanie, chce dla swojego klienta pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Prokuratura uważa, że proponowana kara jest zbyt łagodna.

Sprawa dotyczy Ukrainki Oksany. Kobieta pracowała na czarno w firmie Jędrzeja C. Na początku 2018 r. tuż obok zakładu doznała udaru. Pracodawca zamiast zawieźć ją do szpitala zostawił na przystanku. Potem zadzwonił na policję i udawał, że znalazł ją pijaną. Ukraina w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Zmarła w połowie stycznia 2020 r. – przypomina portal gloswielkopolski.pl.

Prokuratura wszczęła śledztwo wobec pracodawcy Oksany. Mężczyzna został oskarżony o nieudzielenie pomocy oraz narażenie kobiety na utratę życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Łącznie usłyszał dziewięć zarzutów. We wrześniu 2018 r. Jędrzej C. został uznany winnym zarzucanych mu czynów, ale sprawa została umorzona na dwa lata. Od wyroku odwołała się jednak prokuratura.

Sprawa ma zostać ponownie rozpatrzona. Pracodawca Ukrainki złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Chce pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, 20 tys. zł grzywny i 10 tys. zł ewentualne nawiązki na rzecz pokrzywdzonej. Propozycji obrony sprzeciwił się prokurator, który uważa, że jest za niska. Domaga się roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 50 tys. zł grzywny. Kolejna rozprawa odbędzie się 13 marca. Wówczas najprawdopodobniej zapadnie wyrok.
Źródło info i foto: wp.pl

Agenci CBA zatrzymali kolejne 4 osoby podejrzane o wyłudzenie VAT

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało cztery osoby w związku z podejrzeniem o wyłudzenie podatku VAT. Wartość fikcyjnych faktur wprowadzonych przez nich do obrotu ma sięgać kilkuset tysięcy złotych. Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski potwierdził, że funkcjonariusze z rzeszowskiej delegatury CBA dokonali zatrzymań czworga właścicieli prywatnych firm z branży finansowej, doradczej i usługowej.

– Agenci zatrzymali ich na terenie woj. lubelskiego i podkarpackiego – dodał Brodowski.

– Wcześniej w tym wielowątkowym śledztwie zarzuty usłyszał właściciel przedsiębiorstwa, które wystawiało puste faktury – wyjaśnił naczelnik wydziału komunikacji społecznej CBA.

Według śledczych zatrzymani przez CBA mieli działać w zorganizowanej grupie przestępczej, zajmującej się m.in. wyłudzeniami podatku VAT i wprowadzali do obrotu faktury dokumentujące fikcyjny obrót towarów. Agenci uważają, że grupa działała w latach 2014-18.

Brodowski zaznaczył, że śledztwo CBA prowadzone jest wspólnie z Prokuraturą Regionalną w Lublinie i tam po zakończeniu czynności trafią osoby zatrzymane. W prokuraturze mają usłyszeć zarzuty.
Źródło info i foto: TVP.info

Atak na konwój kanadyjskiej firmy Semafo w Burkina Faso. Nie żyje 37 osób

Co najmniej 37 osób zginęło, a ponad 60 zostało rannych w ataku na konwój przewożący pracowników kanadyjskiej firmy Semafo w Burkinie Faso. Bilans zamachu może być jednak znacznie tragiczniejszy. Jak podają lokalne media, bilans obejmuje jedynie cywilów, a w zasadzce mogli zginąć także żołnierze, którzy eskortowali konwój. Ofiarą zamachu padli kurierzy kanadyjskiej firmy Semafo z siedzibą w Montrealu, która prowadzi eksploatację złóż złota w Burkinie Faso.

Do ataku na kolumnę pięciu autobusów doszło około 40 km przed miejscowością Boungou, gdzie znajduje się kopalnia złota. Burkińska armia prowadzi obławę na sprawców zamachu.

Atak na konwój kanadyjskiej firmy był jednym z najkrwawszych w ostatnich latach. Dżihadyści powiązani z Al-Kaidą i ISIS regularnie dokonują zamachów na terenie Burkina Faso. Ocenia się, że w tym kraju od 2015 roku terroryści zabili łącznie 620 osób. W związku z niebezpieczną sytuacją od początku tego roku Burkina Faso opuściło ponad 500 tys. osób.
Źródło info i foto: wp.pl

Ogromny wyciek danych w USA. Wyciekły dane 4,9 mln klientów firmy DoorDash

Świadcząca usługi dostaw żywności z renomowanych restauracji firma DoorDash poinformowała wczoraj o wycieku wrażliwych danych ok. 4,9 mln klientów. W niepowołane ręce wpadły m.in. numery kart kredytowych, kont bankowych, ich adresy pocztowe i elektroniczne. Do incydentu miało dojść 4 maja, gdy nieupoważniony dostawca uzyskał przypadkowy dostęp do chronionych danych klientów oraz restauracji, skąd zamawiano dania. Kierownictwo firmy zorientowało się, że doszło do wycieku, dopiero na początku września bieżącego roku. – wskazuje Reuters.

Z informacji opublikowanych na blogu firmy DoorDash wynika, że w niepowołane ręce wpadł też m.in. wykaz z numerami prawa jazdy ponad 100 tys. operatorów dostaw jedzenia.

Ponadto, upublicznione zostały cztery ostatnie cyfry numerów kart kredytowych i kont bankowych, które nie są publikowane na fakturach czy paragonach. Prawdopodobnie jest możliwe ich powiązanie z nazwiskami oraz danymi adresowymi – pisze Reuters. Władze firmy zapewniły, że prowadzą dochodzenie, które ma wyjaśnić, w jaki sposób doszło do wycieku.

W komunikacie opublikowanym wczoraj przez firmę, która ma siedzibę w San Francisco, zapewniono, że dane klientów, którzy korzystali z usług firmy po raz pierwszy i zarejestrowali się po 5 października 2018 r., są całkowicie bezpieczne i nie wyciekły z DoorDash.
Źródło info i foto: onet.pl

Hiszpańscy terroryści wyłudzili podatek ponad 8 mln euro

Grupa zdobywała pieniądze za pośrednictwem spółek spożywczych zarejestrowanych w Danii.

„El Confidencial”, wraz z ponad 30 redakcjami z krajów UE, bierze udział w projekcie Grand Theft Europe obejmującym dochodzenia dziennikarskie związane z procederem wyłudzania podatku VAT. Projekt koordynowała niemiecka redakcja non profit Correctiv, w której pracują dziennikarze śledczy.

Z ustaleń hiszpańskiej gazety wynika, że przez kilka lat dżihadystyczna grupa z Melilli wyłudzała VAT od duńskiego fiskusa poprzez rejestrowane w tym kraju spółki. Oficjalnie handlowały one m.in. napojami, drobiem, nabiałem, słodyczami, a także sprzętem elektronicznym.

Według duńskiego fiskusa oraz hiszpańskiej żandarmerii, radykalni islamiści z Melilli wyłudzili w ten sposób ponad 8 mln euro. Ze śledztwa wynika, że na terenie Danii swoje własne spółki prowadziło dwóch członków siatki dżihadystycznej. Obaj zostali ujęci w 2014 r.

Ze sprawy opisanej w dzienniku wynika, że z terrorystyczną grupą z hiszpańskiej enklawy w Afryce Północnej związane były łącznie 42 firmy zarejestrowane w różnych krajach UE. Siatka działała od 2010 r.

Według madryckiej gazety dotychczas policji udało się zatrzymać sześciu członków grupy terrorystycznej z Melilli. Wszyscy, w tym dwóch dyrektorów duńskich spółek, otrzymało już wyroki sześciu lat więzienia.

„Żaden z dwóch skazanych dyrektorów duńskich firm nich nie miał wcześniej doświadczenia w kierowaniu spółkami. Trzeci z terrorystów, który był dyrektorem w duńskiej spółce sprzedającej napoje, zginął w walkach w Mali, gdzie został wysłany przez swoją komórkę dżihadystyczną” – ujawnił „El Confidencial”.

Z ustaleń gazety wynika, że na „dyrektorskie stanowiska” wprowadził do Danii hiszpańskich terrorystów miejscowy dżihadysta Kenneth Sorensen. Zmarły w 2013 r. islamista ułatwił wejście w ten proceder terrorystom z Melilli w 2005 r., sprowadzając ich do tego skandynawskiego kraju. Od tego czasu członkowie grupy często podróżowali między Hiszpanią a Danią.

Śledczy ustalili, że grupa z Melilli po 2010 r. przeszkoliła i wysłała do bojówek Państwa Islamskiego w Syrii, Libii i Mali 24 obywateli Maroka oraz dwóch Hiszpanów.

Zaangażowani w projekt Grand Theft Europe dziennikarze chcieli ujawnić oszustwa „karuzeli podatkowej”, w wyniku których co roku z budżetów państw unijnych znika ponad 50 mld euro z podatku VAT. Według szacunków Europolu europejskie służby są zdolne odzyskać jedynie 1,1 proc. zdobywanych w ten nielegalny sposób zysków.

Podmioty uwikłane w proceder wprowadzają na rynek towary lub usługi, często pozornie, aby otrzymać od państwa członkowskiego zwrot podatku VAT, który w rzeczywistości nigdy nie został zapłacony. Dzięki wielokrotnemu powtarzaniu takich operacji w ciągu kilku miesięcy przestępcy mogą zdobyć bardzo duże środki. Zanim służby państwowe odkryją przestępstwo, firmy znikają, a wyłudzone pieniądze trafiają do rajów podatkowych.

Od 2006 r. na terenie Hiszpanii rozbito 10 grup przestępczych dokonujących przestępstw na podatku VAT. Łącznie wyłudziły one z budżetu 550 mln euro.
Źródło info i foto: onet.pl

Oszuści podszywali się pod Krajowy Rejestr Sądowy. Ofiarami oszustwa padło ok. tysiąc firm

Gdańska prokuratura postawiła zarzuty oszustwa i usiłowania oszustwa czterem osobom wysyłającym do firm pisma, w których – podszywając się pod Krajowy Rejestr Sądowy – żądały opłaty za wpis do rejestru. Pokrzywdzonych mogło zostać około tysiąca firm z całego kraju.

O postawieniu zarzutów trzem mężczyznom i jednej kobiecie poinformowała w poniedziałek Grażyna Wawryniuk – rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, która prowadzi śledztwo w tej sprawie.

Podejrzanym zarzucono, że „wspólnie i w porozumieniu” od lipca 2016 r. do 31 stycznia 2019 r. oszukali lub próbowali oszukać 238 firm. Przestępcy wzbogacili się o ponad 51 tys. zł., a próbowali wyłudzić ponad 53 tys. zł.

– Kodeks karny przewiduje za oszustwo do 8 lat więzienia – wyjaśniła Wawryniuk. – W przypadku podejrzanych kara może sięgnąć nawet 12 lat więzienia, bo uczynili sobie z przestępczego procederu stałe źródło dochodu – dodała.

Pranie brudnych pieniędzy

Rzecznik poinformowała, że jednemu z podejrzanych prokuratura zarzucił też – zagrożone karą do 8 lat więzienia – pranie brudnych pieniędzy. – Wpłacane na rachunki bankowe przez pokrzywdzonych pieniądze były przelewane na kolejne rachunki, a następnie wypłacane – tłumaczyła.

Dwoje podejrzanych przyznało się do popełnienia zarzucacnych czynów – jeden z nich został tymczasowo aresztowny, wobec dwojga innych zastosowano dozór policji i poręczenia majątkowe.

Rzecznik powiedziała, że policja zatrzymała podejrzanych w tej sprawie w pierwszych dniach kwietnia w Poznaniu i okolicach. Przeszukano wówczas także siedem miejsc, w których znaleziono komputery, telefony i inne przedmioty.

300 spraw z całego kraju

Decyzje o zatrzymaniach i przeszukaniach gdańska prokuratura podjęła po tym, jak w ramach jednego śledztwa zgromadziła około 300 spraw prowadzonych w różnych rejonach kraju. Wszystkie postępowania dotyczyły oszustw, a analiza rachunków bankowych, na które pokrzywdzeni wpłacali pieniądze doprowadziła organa ścigania do czwórki podejrzanych.

Wawryniuk podkreśliła, że osoby te były powiązane z dwiema spółkami z ograniczoną odpowiedzialnością o nazwach Krajowy Rejestr Sądowny z siedzibą w Warszawie oraz Sunrice System z siedzibą w Poznaniu. Obie firmy założono na potrzeby przestępczego procederu.

– Jego pomysłodawcą i organizatorem był jeden z zatrzymanych mężczyzn – podała rzecznik.

Oszuści wysyłali do przedsiębiorców pisma o treści i szacie graficznej zbliżonej do tej, której używa Krajowy Rejestr Sądowy. Zawierały one nieprawdziwe informacje o obowiązku dokonania wpisu do rejestru i wniesienia w bardzo krótkim czasie opłaty w kwocie od 350 do 484 zł.

– Prokuratura dysponuje informacjami o co najmniej 700 kolejnych firmach z całego kraju, które po otrzymaniu pism z Krajowego Rejestru Sądownego, wpłaciły 400 złotych. W śledztwie mogą więc zostać postawione kolejne zarzuty, a suma szkód wyrządzonych przez podejrzanych może wzrosnąć o co najmniej około 280 tys. zł – podsumowała rzecznik.
Źródło info i foto: polsatnews.pl