Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź i biskup Edward Janiak wciąż nie wpłacili pieniędzy na rzecz fundacji

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź i biskup Edward Janiak, którzy zostali ukarani przez Watykan za tuszowanie pedofilii wśród duchownych, wciąż nie wpłacili pieniędzy na rzecz kościelnej Fundacji Świętego Józefa – dowiedział się reporter RMF FM. Nuncjatura Apostolska o nałożonej bezpośrednio przez papieża karze poinformowała ponad dwa tygodnie temu.

Duchowni zastosowali się do papieskiej decyzji połowicznie. Obaj nie wypełnili ostatniego nakazu z kary papieskiej – wpłaty z osobistych funduszy odpowiedniej kwoty na rzecz Fundacji Świętego Józefa. Pieniądze miały być przeznaczone na pomoc ofiarom i prewencję.

Duchowni wypełnili pozostałe polecania. Arcybiskup Głódź opuścił Gdańsk i teren archidiecezji, a biskup Janiak musiał opuścić diecezję kaliską prawie rok temu.

Obaj też od 29 marca nie uczestniczą w żadnych, publicznych uroczystościach na terenach, które kiedyś podlegały ich władzy duszpasterskiej. Sprawa abp Głódzia badana była na podstawie przepisów motu proprio „Vos estis lux mundi”, ogłoszonego przez papieża Franciszka w maju 2019 ubiegłego roku. W dokumencie tym papież wskazał, że do odpowiedzialności kościelnej mogą być pociągnięci nie tylko sprawcy przestępstw seksualnych na szkodę osób małoletnich i zależnych, ale także ich kościelni przełożeni, jeśli udowodni się im „działania lub zaniechania mające na celu zakłócanie lub uniknięcie dochodzeń cywilnych lub kanonicznych, administracyjnych lub karnych”.

W oświadczeniu przesłanym PAP w październiku ubiegłym roku 16 kapłanów archidiecezji gdańskiej potwierdziło, że przesłało stosowne dokumenty do nuncjatury apostolskiej. Pojawiły się m.in. zarzuty ukrywania doniesień o przypadkach molestowania w archidiecezji gdańskiej.

Abp Głódź zapewniał wówczas, że nie zbagatelizował żadnych doniesień. Chcę podkreślić, że nie wykazałem żadnej opieszałości w sprawie jakichkolwiek duchownych, którzy dopuścili się przestępstwa. Prowadzone są one zgodnie z procedurami określonymi przez Stolicę Apostolską i Konferencję Episkopatu Polski – napisał 24 lutego w oświadczeniu.

Papież Franciszek przyjął 13 sierpnia rezygnację abpa Sławoja Leszka Głódzia z pełnienia posługi arcybiskupa metropolity gdańskiego. Duchowny skończył 75 lat, osiągając tym samym wiek emerytalny. Nie oznacza to jednak, że został zwolniony z odpowiedzialności za czyny popełnione w trakcie sprawowania urzędu.

Sprawa bpa Janiaka

Z kolei biskup Edward Janiak miał ukrywać przypadki molestowania seksualnego przez księdza pracującego w diecezji kaliskiej.

Afera wokół biskupa wybuchła po filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”. W nim dziennikarze przedstawili sprawę księdza Arkadiusza H., który przez lata molestował seksualnie trzech chłopców – braci Bartłomieja i Jakuba oraz Andrzeja. W marcu 2021 roku ksiądz Arkadiusz H. został uznany przez Sąd Rejonowy w Pleszewie za winnego molestowania nieletniego. W dokumencie zostały pokazane też zaniedbania ze strony ordynariusza diecezji. W związku z tym prymas Polski abp Wojciech Polak skierował do Watykanu wniosek o przeprowadzenie dochodzenia w tej sprawie.

Po premierze filmu „Zabawa w chowanego” przed siedzibą kurii diecezjalnej w Kaliszu odbył się protest mieszkańców przeciwko księżom pedofilom i biskupowi Janiakowi. Protestujący przynieśli ze sobą transparenty m.in. z hasłami: „Z parafii do parafii zamiast do celi”, „Biskupie, czas na sąd ostateczny”, „Jesteśmy z ofiarami”.

W czerwcu 2020 roku „Gazeta Wyborcza” informowała, że tuż po premierze filmu bp Edward Janiak trafił do szpitala z podejrzeniem udaru. Okazało się, że hierarcha był kompletnie pijany.

Ponadto portal „Więź” opisał sprawę, gdzie Janiak miał mobbingować rektora seminarium w Kaliszu. Miał też wspierać przyjęcie do tego seminarium kleryka, o którym wiedział, że ten jest podejrzewany o posiadanie materiałów pedofilskich. We wrześniu Prokuratura Rejonowa w Pleszewie oskarżyła księdza z diecezji kaliskiej Arkadiusza H. o molestowanie nieletnich.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Była posłanka PO, Ligia K. oskarżona o przywłaszczenie pieniędzy fundacji

Prokuratura oskarżyła byłą posłankę PO Ligię K. o działanie na szkodę Fundacji Szkoła Społeczna, której prezeską była w latach 2001-2007. Miała działać na szkodę fundacji i m.in. przywłaszczać sobie pieniądze. Akt oskarżenia trafił do sądu w piątek.

– W piątek 29 czerwca skierowaliśmy do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga akt oskarżenia przeciwko Ligii K. Zarzuty dotyczą nadużycia uprawnień jako prezes zarządu Fundacji Szkoła Społeczna, a także przywłaszczenie pieniędzy, towarów i usług na szkodę fundacji, na kwotę blisko 250 tysięcy złotych, oraz posługiwanie się podrobionymi fakturami. W toku śledztwa oskarżona nie przyznała się do winy – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prok. Marcin Saduś.

Nieprawidłowości wykryli jej następcy

Ligia K. była w 1989 roku jednym z fundatorów Fundacji Szkoła Społeczna. Od maja 2001 roku pełniła tam funkcję prezesa zarządu. Była również dyrektorką założonej przez fundację szkoły społecznej w Wesołej. Według prokuratury, w latach 2003-2007 była jedyną użytkowniczką karty do rachunku FSS. Nieprawidłowości w wydatkach pokrywanych z tego konta wykryli jej następcy. Sprawą zajęła się prokuratura.

Prokuratura zarzuca jej, że pieniędzmi Fundacji płaciła za prywatne zakupy w drogeriach, księgarniach, sklepach z alkoholem i zoologicznych. Miała też kupić porcelanowy serwis, robione na zamówienie meble, żelazko, telewizor, szlifierkę, wiertarkę, zamrażarkę, piaskownicę, a nawet pampersy. Z konta FSS miały też być opłacane bilety do teatru, usługi remontowe, przeglądy dentystyczne i przegląd samochodu, podróż promem do Danii. K. miała się też ubiegać o zwrot kosztów na podstawie podrobionych faktur. Według prokuratury niezgodność podpisów na dokumentach potwierdziła opinia biegłego.

„Kontekst działań jest jednoznaczny”

Straty oszacowano na 249 930,11 zł.

W styczniu, po tym jak Ligii K. przedstawiono zarzuty, wydała ona oświadczenie, w którym prowadzone przeciwko niej śledztwo tłumaczyła zemstą obecnego zarządu fundacji. Była prezes zeznawała bowiem jako świadek w sprawie karnej dotyczącej defraudacji pieniędzy przez FSS. „W mojej ocenie kontekst działań osób składających przeciwko mnie zawiadomienie jest jednoznaczny. Stawiane mi zarzuty są nieprawdziwe i tego dowiodę” – napisała. W związku z prowadzonym przez prokuraturę postępowaniem wystąpiła też wtedy z Platformy Obywatelskiej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest zawiadomienie do CBA ws. pieniędzy dla o. Tadeusza Rydzyka

Posłowie PO złożyli zawiadomienie do CBA ws. dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dla prowadzonej przez Tadeusza Rydzyka fundacji Lux Veritatis. Ich zdaniem rząd w ten sposób „odwdzięcza się” za popieranie PiS.

W ubiełym tygodniu tygodnik „Nie” udostępnił umowę między Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego i fundacją Tadeusza Rydzyka. Z dokumentu wynikało, że na budowę i utrzymanie Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II resort przeznaczy 100 mln zł.

Zawiadomienie do Centralnego Biura Antykorupcyjnego złożyli w tej sprawie posłowie PO – Cezary Tomczyk i Marcin Kierwiński. Posłowie wnieśli o przeprowadzenie czynności sprawdzających umowy MKiDN z Fundacją Lux Veritatis „ws. zasadności i celowości wydawanych publicznych pieniędzy na prywatne muzeum o. Rydzyka”. We wniosku podano, że resort na działalność muzeum przeznaczy łącznie 70 mln zł. W 2018 r. – 5 mln zł dotacji, w 2019 r. – 55 mln zł, a w 2020 r. – 10 mln zł.

Dotacja jako „odwdzięczenie się” Rydzykowi?

Posłowie są zdania, że w związku z wieloletnim wsparciem wizerunkowym, jakiego instytucje związane z Rydzkiem udzielają Prawu i Sprawiedliwości, istnieje możliwość „pojawiania się okoliczności o charakterze korupcyjnym w sprawie zawarcia przedmiotowej umowy, której konsekwencją jest wielomilionowe dotowanie projektu realizowanego z udziałem Fundacji Lux Veritatis”.

Zważywszy na powszechnie znane relacje środowiska i podmiotów zarządzanych lub nadzorowanych przez o. Tadeusza Rydzyka z przedstawicielami partii rządzącej, wysoce prawdopodobną jest sytuacja, w której władze Prawa i Sprawiedliwości w celu „odwdzięczenia się” o. Tadeuszowi Rydzykowi przekazują wysokie środki finansowe pod pretekstem utworzenia Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II – czytamy we wniosku do CBA. Posłowie przypominają również, że wbrew oświadczeniu Glińskiego, którego zdaniem muzeum „wypełni istotną lukę w naszej ofercie muzealnej, która wciąż w niedostatecznym stopniu obejmuje zarówno aksjologię Jana Pawła II, jak i kwestie relacji polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej”, należy wskazać, że w Polsce funkcjonuje wiele instytucji spełniających te kryteria, jak Centrum Myśli Jana Pawła II, Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku czy Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie.

Usprawiedliwienie transferu do fundacji

Działania podejmowane przez ministra Piotra Glińskiego „podobnie jak w przypadku zakupu (…) kolekcji Muzeum i Biblioteki książąt Czartoryskich, mogą stanowić rodzaj maskowania faktycznych czynności podejmowanych w celu stworzenia sztucznej potrzeby budowy kolejnego muzeum oraz uzasadnienia i usprawiedliwienia transferu wielu milionów zł ze Skarbu Państwa na konta Fundacji” – piszą posłowie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Skandal seksualny w Oxfam. Mniej wpłat od darczyńców

Skandal seksualny w fundacji humanitarnej Oxfam zatacza coraz szersze kręgi. Po doniesieniach o orgiach seksualnych na Haiti pojawiły się informacje o podobnych zdarzeniach, które miały miejsce w Azji.

Orgie na Haiti

Przypomnijmy, Oxfam to organizacja założona w 1942 roku, która zajmuje się walką z głodem na świecie i pomocą w krajach rozwijających się. Promuje również ideę sprawiedliwego handlu. Na początku lutego „The Times” opublikował kulisy szokującego skandalu, do którego doszło w 2010 roku na dotkniętym trzęsieniem ziemi Haiti. Pracownicy Oxfamu, w tym jej były dyrektor Roland van Hauwermeiren, mieli w wynajętej willi urządzać orgie z udziałem nieletnich osób za pieniądze pochodzące ze zbiorek charytatywnych. Specjalnie powołana do wyjaśnienia nieprawidłowości komisja, która pracowała w 2011 roku, miała zignorować oskarżenia o nadużycia seksualne.

Skandale w Azji

W rozmowie z BBC dyrektorka regionalna Oxfamu Lan Mercado przyznała, że skala skandalu jest znacznie większa i do takich samych zdarzeń dochodziło na Filipinach, w Bangladeszu oraz Nepalu. Pracownicy fundacji wynajmowali prostytutki z pieniędzy przeznaczonych na pomoc mieszkańcom oraz dopuszczali się wykorzystywania seksualnego osób potrzebujących w latach 2009-2013. Z okropnych czynów zdawano sobie sprawę w fundacji i organizowano wewnętrzne dochodzenia, ale sprawy były praktycznie zamiatane pod dywan. Zdaniem Mercado, sytuacja w Azji była jeszcze gorsza niż na Haiti. – Jedynym sposobem by położyć kres skandalom i ocalić wiarygodność jest mówienie otwarcie o takich zdarzeniach – powiedziała dyrektorka regionalna.

W lutym ponad 1200 osób odwołało swoje regularne wpłaty na konto fundacji. Po nagłośnieniu skandalu, brytyjska aktorka Minnie Driver wycofała się z bycia honorową ambasadorką Oxfamu. Ministerstwo rozwoju międzynarodowego Wielkiej Brytaniii zapowiedziało, że nie jest wykluczone zaprzestanie dotowania organizacji. Po tym, gdy media dowiedziały się o wydarzeniach na Haiti do dymisji podał się zastępca kierownika Oxfamu Penny Lawrence.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Fundacja Leonardo DiCaprio pod lupą. Zdefraudowano ogromną kasę?

Aktor jest podejrzany o udział w malwersacjach pieniężnych na ogromną skalę. Wszczęto śledztwo. Badana jest fundacja DiCaprio.

Czy Leonardo DiCaprio brał udział w defraudacji 3,5 miliarda dolarów z malezyjskiego funduszu gospodarczego? Właśnie rozpoczęło się śledztwo, w którym badana jest fundacja aktora. Z najnowszych informacji podawanych przez CBS, wynika, że niektórzy z darczyńców fundacji Leo są zamieszani w malwersacje. Organizacja Bruno Manser, zajmująca się zbiorem środków na ochronę lasów tropikalnych, wezwała fundację Leo do spłacenia wszystkich darowizn, jakie otrzymała od Rizy Aziza, pasierba malezyjskiego premiera Najiba Razaka. Przedstawiciele Bruno Manser twierdzą, że pieniądze, które miały być przeznaczone na rozwój ekonomiczny Malezji, trafiły do fundacji DiCaprio a on i jego współpracownicy wydali je m.in. na drogiego szampana, dzieła sztuki, a nawet dofinansowanie „Wilka z Wall Street”.

„Jesteśmy głęboko poruszeni, że Leonardo DiCaprio i jego fundacja akceptują aktywa, które pochodzą z malwersacji finansowych. To jest hańba i całkowita sprzeczność z deklarowanymi celami jego fundacji. Wzywamy DiCaprio do spłaty wszystkich środków, pochodzących z nielegalnych źródeł”.

Jak wiadomo, Leonardo od dawna zajmuje się promowaniem ochrony środowiska i wspiera ten cel finansowo. Właśnie po to założył swoją fundację. Jak widać, nie wszystko może tam działać tak, jak powinno. Szczegóły sprawy są jeszcze nieznane.

Jest to kolejna już „wpadka” Leo, związana z ochroną środowiska. Wcześniej, wiosną 2016, w trakcie festiwalu w Cannes, DiCaprio nazwany został hipokrytą, bo poleciał prywatnym odrzutowcem z Cannes do Nowego Yorku. Wszystko po to, by… odebrać nagrodę za swój wkład w działania proekologiczne. Nie uszło uwadze mediów i osób z organizacji „eko”, że aktor spalił wtedy ponad 3 tysiące litrów paliwa. Leciał 8 tysięcy mil dla chwili splendoru.

Tamta sprawa przycichła, jednak podejrzenie o dysponowanie pieniędzmi z malwersacji dla Leo może skończyć się poważnym uszczerbkiem w reputacji. Uszczerbkiem – zakładając, że aktor nie jest w sprawę zamieszany. W przeciwnym razie nie będzie to tylko plama na wizerunku.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Jutro poznamy kolejne dokumenty „Panama Papers”

Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych udostępni w internecie dokumenty „Panama Papers”, które pokazały skalę oszustw podatkowych, uchylania się od podatków i prania brudnych pieniędzy na świecie. Udostępniona baza danych będzie zawierała informacje o ponad 200 tys. spółek, funduszy inwestycyjnych i fundacji zarejestrowanych w 21 rajach podatkowych od Hongkongu po amerykański stan Nevada.

W sumie w aferze „Panama Papers” na początku kwietnia wyciekło 11 mln dokumentów kancelarii Mossack Fonseca w Panamie, które pokazują w jaki sposób wpływowe i bogate osoby wykorzystują raje podatkowe. Dokumenty trafiły do niemieckiej gazety „Suddeutsche Zeitung”.

Mossack Fonseca w Panamie należy do największych na świecie placówek oferujących klientom założenie i prowadzenie firm offshore znajdujących się w tzw. rajach podatkowych. Panamska kancelaria założyła dotąd 200 tys. takich firm.

W dokumentach nazwiska 72 światowych przywódców

Panamska firma – jak wynika z dokumentów – pomagała swoim klientom w praniu pieniędzy, omijaniu międzynarodowych sankcji i unikaniu płacenia podatków.

W dokumentach pojawiają się nazwiska 72 byłych i obecnych przywódców światowych. Wśród właścicieli firm w rajach podatkowych znajdowali się, według „SZ”, m. in. premier Islandii Sigmundur David Gunnlaugsson i król Arabii Saudyjskiej Salman ibn Abd al-Aziz.

W dokumentach widnieje także nazwisko ukraińskiego prezydenta Petro Poroszenki. Zarejestrował na Wyspach Dziewiczych spółkę Prime Asset Partners Ltd., przez którą kontroluje cukierniczy koncern Roshen. Poroszenko unika w ten sposób zapłacenia podatków na Ukrainie po sprzedaży koncernu Roshen. Chodzi o miliony dolarów.

W dokumentach pojawiają się m.in. nazwiska byłego prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka, byłego przywódcy Libii Muammara Kaddafiego oraz prezydenta Syrii Baszara al-Assada.

„Sueddeutsche Zeitung” natrafiła w „panamskich papierach” na członków różnych organizacji mafijnych, a także na gwiazdy piłki nożnej, 350 dużych banków i setki tysięcy zwykłych ludzi.

CNBC: „Panamskie papiery” wstrząsną rajami podatkowymi

Media podkreślały, że choć posiadanie firm offshore samo w sobie nie jest nielegalne, często są to fasadowe firmy wykorzystywane do nielegalnych operacji.

BBC wskazywała, że fasadowa firma „na zewnątrz sprawia wrażenie prawowitego biznesu”. W rzeczywistości jest to jednak „tylko pusta skorupka”, która jedynie zarządza włożonymi w nią pieniędzmi, ukrywając, kto jest właścicielem tych pieniędzy. Fasadowe firmy są też często nazywane „skrzynkami pocztowymi”, ponieważ praktycznie są tylko adresami, na które wysyła się dokumenty.

Amerykańska telewizja CNBC na swym portalu wyrażała przekonanie, że „panamskie papiery” wstrząsną rajami podatkowymi.

Ramon Fonseca, współzałożyciel kancelarii, potwierdził w panamskiej telewizji, że dokumenty, które wyciekły, są autentyczne i że zostały wykradzione przez hakerów.

Mossack Fonseca twierdzi, że zawsze postępowała zgodnie z normami międzynarodowymi, dbając, by firmy nie były wykorzystywane do uchylania się od podatków, do prania pieniędzy, finansowania terroryzmu i innych nielegalnych działań. Panamska kancelaria wydała oświadczenie, w którym zdecydowanie zaprzecza, jakoby „udostępniała struktury zaprojektowane w celu ukrywania tożsamości prawdziwych właścicieli”.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Szokujący raport fundacji Ster. „Co piąta Polka została zgwałcona”

Porażający raport fundacji Ster. Co piąta Polka została zgwałcona, a co czwarta doświadczyła próby gwałtu. Najwięcej przemocy seksualnej występuje w rodzinie i związkach. Materiał magazynu „Polska i Świat”. Zjawisko przemocy seksualnej wobec kobiet badała fundacja Ster. Z raportu wynika, że co piąta kobieta w Polsce doświadczyła gwałtu. Co czwarta ma za sobą próbę gwałtu. Jednak ponad 90 proc. kobiet nigdzie tego faktu nie zgłasza. O swoim doświadczeniu również nikomu nie mówiła aktywnie działająca na rzecz kobiet Bogna Czałczyńska. Gdy miała 15 lat, w lesie napadł na nią nieznajomy mężczyzna. Chciał ją zgwałcić.

– Zatykał mi ręką usta. Strasznie się wyrywałam, strasznie się darłam – wspomina. – Udało mi się wstać i uciec, ale ja o tym nikomu nie powiedziałam – dodaje. Jak mówi, czekała 20 lat, żeby o tym opowiedzieć.

„Czy już ci piersiątka rosną?”

Według badań 87 proc. kobiet w Polsce doświadczyło jakiejś formy przemocy seksualnej. Oprócz gwałtu czy jego próby badaczki jako przemoc seksualną traktują m.in. obsceniczne zachowanie, próby wymuszenia kontaktu fizycznego, natarczywe rozmowy o podtekście seksualnym, dotykanie wbrew woli kobiety czy nieprzyzwoite dowcipy. – Takie najbardziej wstrząsające wspomnienie z wywiadów pogłębionych to opowieść kobiety z czasów jej dzieciństwa. Jeździła na wakacje i tam był taki wujek, który obmacywał 12-letnie dziewczynki, macał je po piersiach i pytał się: „czy już ci piersiątka rosną” – przytacza jedną z relacji Agnieszka Grzybowska z fundacji Ster. Przypuszcza, że pewnie większość kobiet spotkała w swoim życiu takiego wujka.

Przemoc seksualna w rodzinie i związkach

Niepokojące zdaniem autorek raportu jest to, że najwięcej przemocy seksualnej występuje w rodzinie i związkach. – To jest takie zjawisko, które absolutnie nie jest wykrywalne przez instytucje. Zarówno przez policję jak i opiekę społeczną – zwraca uwagę Magdalena Grabowska. To, co zostanie wykryte lub zgłoszone, często kończy się na niczym. Fundacja Ster przez ostatnie półtora roku zbierała dane ze wszystkich prokuratur w kraju. Okazało się, że niemal dwie trzecie spraw o gwałt zostało umorzonych.
Żródło info i foto: tvn24.pl

SWR intensyfikuje działalność szpiegowską w Niemczech?

Rosyjska służba wywiadu zagranicznego SWR nasiliła działalność szpiegowską na terenie Niemiec – podał niemiecki tygodnik „Welt am Sonntag”. Rosyjscy agenci werbują współpracowników niemieckich polityków, fundacji i ministerstw. – „Żaden inny kraj nie traktuje działalności szpiegowskiej w Niemczech tak poważnie jak Rosja” – powiedział „Welt am Sonntag” szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji Hans-Georg Maassen. Przedstawiając się jako szeregowi pracownicy ambasady rosyjskiej w Berlinie, agenci nawiązują kontakty z osobami mającymi dostęp do informacji o NATO, Bundeswerze, UE czy też polityce energetycznej Niemiec. Zdaniem kontrwywiadu, po wyborach do Bundestagu we wrześniu 2013 roku rosyjskie służby zabiegają szczególnie o względy nowych parlamentarzystów, którzy po raz pierwszy zasiedli w ławach poselskich. W polu zainteresowania służb są też ich asystenci i współpracownicy. Żródło info i foto: TVP.info

Martwe zwierzęta w mieszkaniu Anny K.

W mieszkaniu prezes fundacji opiekującej się zwierzętami znaleziono martwe psy i koty. Anna K. (55 l.) przetrzymywała w ciasnym mieszkaniu 30 zwierząt. Kobieta została zatrzymana przez policję. Zamiast pomagać zwierzętom, dręczyła je! Anna K. (55 l.), prezes fundacji pomagającej porzuconym psom i kotom w ciasnym mieszkaniu w centrum miasta trzymała ponad 30 zwierząt. Wszystkie żyły w skandalicznych warunkach. Pozbawione jedzenia, zamknięte w ciasnych klatkach czekały na powolną śmierć. Wczoraj do mieszkania Anny K. przy ul. Pawiej wkroczyła policja. W środku znaleźli 10 martwych zwierząt. Pozostałe w fatalnym stanie trafiły do schroniska. O tym, że ze zwierzętami może być źle, zaalarmowali sąsiedzi. Już od dawna skarżyli się na fetor dochodzący z mieszkania Anny K. oraz przeraźliwe szczekanie psów. Żródło info i foto: wp.pl

Prezes fundacji Promyk Słońca Dzieciom molestował dzieci!

Policjanci zatrzymali Grzegorza K. (44 l.), prezesa fundacji Promyk Słońca Dzieciom. Wszystko wskazuje na to, że zboczeniec przez lata molestował dzieci na organizowanych przez siebie wyjazdach. Niewykluczone, że skrzywdził nawet 30 swoich podopiecznych. Niewielka wioska Kosowo pod Piasecznem aż huczy od plotek. Niektórzy nadal nie mogą uwierzyć, że ten uprzejmy i uśmiechnięty 44-latek, który zajmował się działalnością charytatywną i opiekuńczą zrobił coś tak potwornego. Mężczyzna organizował dla dzieciaków z okolicznych miejscowości wyjazdy i wówczas je molestował. Żródło info i foto: se.pl