Racibórz: Policjant zastrzelony podczas interwencji. Sprawca zatrzymany

W Raciborzu na Śląsku podczas policyjnej interwencji śmiertelnie postrzelony został funkcjonariusz. Do tragicznego zdarzenia doszło w pobliżu jednej ze stacji benzynowych. Na miejscu pracują służby. Jak przekazała policja, mężczyzna, który strzelał do funkcjonariusza, był notowany za przestępstwa narkotykowe.

Do tragedii doszło przy ul. Chełmońskiego w Raciborzu. Chwilę wcześniej policjanci otrzymali dwa zgłoszenia. Pierwsze – około godz. 8 – dotyczyło mężczyzny, prowadzącego renault scenic, prawdopodobnie pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Kierowca miał się zachowywać „nieracjonalnie”.

Drugie zgłoszenie – jak przekazała dziennikarzom rzeczniczka śląskiej policji Aleksandra Nowara – dotyczyło człowieka, który podawał się za policjanta i próbował kontrolować samochody. Na pobliskim osiedlu mężczyzna w polowym stroju policjanta miał podchodzić do kierowców i próbować z nimi rozmawiać.

Na miejsce udał się umundurowany patrol, w policyjnym radiowozie. Kiedy funkcjonariusze poprosili go o dokumenty, wyciągnął broń i strzelił w kierunku policjanta – opisuje Aleksandra Nowara. Funkcjonariusz doznał ciężkich obrażeń. Niestety, mimo reanimacji funkcjonariusza nie udało się uratować.

Sprawca został zatrzymany.

Według pierwszych ustaleń, kierowca samochodu renault scenic oddał do funkcjonariusza kilka strzałów.

W trakcie zajścia także policjanci użyli broni. Napastnik został postrzelony. Został przewieziony do szpitala. Obrażenia – jak informuje dziennikarz RMF FM Marcin Buczek – nie zagrażają życiu mężczyzny. Według nieoficjalnych informacji, zatrzymany został prawdopodobnie trafiony w udo. To 40-latek z rejonu Raciborza, notowany wcześniej za przestępstwa narkotykowe. Z naszych informacji wynika, że mężczyzna nie miał stałego zameldowania, niewykluczone, że niedawno wrócił z zagranicy.

Na razie nie wiadomo, kiedy 40-latek zostanie przesłuchany. O tym zdecydują lekarze.

Policjanci podejmujący interwencję wobec kierowcy byli umundurowani, na miejsce przyjechali oznakowanym radiowozem.

W rozmowie z dziennikarzami opisują, że zatrzymany mężczyzna miał ubiór łudząco przypominający policyjny mundur. Odzież została zabezpieczona, zostanie poddana oględzinom. Policja nie udziela na razie szczegółowych informacji na temat zastrzelonego policjanta. Wiadomo jedynie, że był doświadczonym funkcjonariuszem, z kilkunastoletnim stażem. Miał 42 lata.

Na miejscu trwają policyjne czynności z udziałem prokuratora, teren został zabezpieczony. Rodzina zmarłego policjanta oraz jego partner z patrolu będą objęci pomocą psychologiczną.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nakryli go inni policjanci? Ustalono, kto użył gazu wobec posłanki Magdaleny Biejat

To nieumundurowany funkcjonariusz pododdziału kontrterrorystycznego BOA użył gazu wobec posłanki Lewicy Magdaleny Biejat podczas listopadowej demonstracji w Warszawie. Jak dowiedział się reporter RMF FM, po blisko półrocznej kontroli udało się ustalić tożsamość tego policjanta. Wcześniej inni funkcjonariusze obecni na demonstracji twierdzili, że go nie rozpoznają.

Prowadzący postępowanie nie mają wątpliwości, że użycie miotacza gazu z bliskiej odległości w twarz kobiety, która nie stanowiła żadnego zagrożenia, a po prostu stała obok, jest złamaniem przepisów. Z ustaleń RMF FM wynika, że nie zapadła jeszcze decyzja o karze dyscyplinarnej dla funkcjonariusza, ma ona być jednak surowa. Policjant musi się też liczyć z odpowiedzialnością karną. Ma być zawiadomienie do prokuratury w jego sprawie za przekroczenie uprawnień.

Według informacji RMF FM, podczas kontroli policyjni antyterroryści, którzy byli na demonstracji, twierdzili, że nie rozpoznają człowieka z miotaczem gazu zarejestrowanego na filmie dostępnym w sieci. Mężczyzna miał na twarzy maseczkę. Ostatnio zdecydowano o uprzedzeniu funkcjonariuszy o odpowiedzialności za mówienie nieprawdy i dopiero wtedy rozpoznali swego kolegę. W tej sytuacji zasadne jest pytanie, czy i oni nie powinni mieć postępowań dyscyplinarnych za złamanie zasad etyki.

To, co trzymam na nagraniu, to jest moja legitymacja poselska, bo próbuję w tym momencie przeprowadzić interwencję poselską i wezwać policję do tego, żeby przestała używać przemocy wobec pokojowo demonstrujących osób, żeby przestała bić je pałkami i lać gazem na oślep po oczach i wylegitymowała się – mówiła posłanka Magdalena Biejat w listopadzie 2020 r., odnosząc się do nagrania dokumentującego incydent. W tym momencie, kiedy starałam się tę interwencję przeprowadzić, jeden z nieoznakowanych policjantów, policjantów w cywilu, strzelił mi gazem w oczy, po czym ukrył się za szpalerem umundurowanych już policjantów – tłumaczyła.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Głogów: Funkcjonariusz uderzył młodą kobietę podczas protestu. Policja: Pałka użyta zgodnie z przepisami

Media społecznościowe obiegło w niedzielę nagranie z protestu przeciwników obostrzeń epidemicznych w Głogowie. Na filmie widać funkcjonariusza uderzającego pałką młodą kobietę. Jak przekazała nam Komenda Wojewódzka Policji we Wrocławiu, kobieta była wobec policjanta agresywna i nie stosowała się do jego poleceń.

Uczestnicy protestu pod hasłem „Polaku, dawaj z nami!” sprzeciwiali się m.in. wprowadzanym przez rząd obostrzeniom i nakazowi noszenia maseczek. Jak podaje portal Glogow.naszemiasto.pl, w niedzielne południe w Głogowie (woj. dolnośląskie) zebrała się grupa ok. 100 demonstrantów, w tym głogowscy kibice. Uczestnicy przeszli przez starówkę, zostali zablokowani na al. Wolności. Portal informuje, że doszło do przepychanek, a policja użyła m.in. gazu łzawiącego.

Media społecznościowe obiegło nagranie, na którym widać policjanta uderzającego pałką młodą kobietę. Film udostępnił m.in. poseł KO Michał Szczerba.

„Ustalę nazwisko tego policyjnego bandyty z Głogowa. Proszę o informacje na priv. Gwarantuję anonimowość. Złożę zawiadomienia do prokuratury za przekroczenie uprawnień. Za dwa lata nie będzie go w tej formacji. Będzie szukał pracy w białoruskim OMON!” – napisał parlamentarzysta.

– Film ukazuje tylko fragment całej interwencji. Kobieta, która jest na nim widoczna, wcześniej była agresywna wobec funkcjonariusza. Była to agresja słowna i fizyczna, kobieta szarpała, ubliżała policjantowi. Policjant ostrzegł, że użyje środków przymusu bezpośredniego. To ostrzeżenie nie zmieniło zachowania kobiety. Policjant użył pałki służbowej – mówi w rozmowie z Gazeta.pl młodszy aspirant Przemysław Ratajczyk z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

– Policjant użył pałki służbowej raz, użył jej zgodnie z obowiązującymi przepisami, bo starał się uderzyć w miejsce umięśnione, czyli udo. W to udo nie trafił, bo pani miała torebkę. Kobieta została następnie obezwładniona w celu założenia kajdanek i zatrzymania – dodaje funkcjonariusz.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Masakra w supermarkecie w Boulder . Nie żyje 10 osób

BOULDER, CO – MARCH 22: Healthcare workers walk out of a King Sooper’s Grocery store after a gunman opened fire on March 22, 2021 in Boulder, Colorado. Dozens of police responded to the afternoon shooting in which at least one witness described three people who appeared to be wounded, according to published reports. Chet Strange/Getty Images/AFP) == FOR NEWSPAPERS, INTERNET, TELCOS & TELEVISION USE ONLY ==

W masowej strzelaninie w supermarkecie w miejscowości Boulder w stanie Kolorado w USA, zginęło 10 osób, w tym policjant. Podejrzany o masakrę mężczyzna, który doznał obrażeń, został zatrzymany. W miejscowości Boulder w stanie Kolorado rozpętała się ona w jednym ze sklepów. O 10 zabitych poinformowała początkowo agencja Associated Press, powołując się na źródła policyjne. 

W strzelaninie w Boulder w Kolorado zginął funkcjonariusz policji. To 51-letni Eric Talley, o czym poinformowała lokalna policja na konferencji prasowej.

Wcześniej podczas konferencji prasowej komendant policji w Boulder, Kerry Yamaguchi, odmówił w rozmowie z mediami podania szczegółów, zasłaniając się bardzo wczesnym etapem śledztwa. Powiadomił o zabiciu jednego funkcjonariusza oraz zatrzymaniu podejrzanego.

„Policja/koroner nie ujawnią nazwisk innych ofiar, dopóki rodziny nie zostaną powiadomione” – dodała policja z Boulder na Twitterze. Na pokazywanym przez stacje telewizyjne nagraniu wideo widać, jak funkcjonariusze policji wyprowadzają ze sklepu rannego mężczyznę zakutego z tyłu w kajdanki. Był bez koszuli, odziany tylko w bokserki. Umieszczono go na noszach i załadowano do karetki.

Rzecznik szpitala Boulder Community Health, Rich Sheehan poinformował o przewiezieniu tam karetką jednej osoby z supermarketu. Przyznał, że pacjent poddany został leczeniu, ale odmówił sprecyzowania charakteru obrażeń lub stanu jego zdrowia. Reuters podał cytat kilku świadków strzelaniny, m.in. Deana Schillera, który przedstawił się jako dziennikarz transmitujący na żywo z miejsca zbrodni dla kanału YouTube ZFG Videography. Opisywał w wywiadach dla lokalnych mediów, że słyszał coś, co brzmiało jak wystrzał, gdy wychodził ze sklepu spożywczego. Zauważył też trzy rzekome ofiary, ale nie potrafił ocenić, w jakim były stanie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Polska: Strzały w Sejmie

Funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej postrzelił w Sejmie samego siebie podczas czyszczenia broni – informuje TVN24. Mężczyzna trafił do szpitala.

Podczas rutynowych czynności służbowych wykonywanych przez funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej, doszło do postrzału; bezpieczeństwo osób postronnych w żadnej mierze nie było zagrożone, aktualnie trwa ustalanie okoliczności zdarzenia – powiedział dyrektor Centrum Informacjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka.

W odpowiedzi na liczne pytania przedstawicieli mediów, potwierdzamy, że w niedzielę 31 stycznia, podczas rutynowych czynności służbowych wykonywanych przez funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej, doszło do postrzału – dodał.

„Bezpieczeństwo nie było zagrożone”

Jak dodał wypadek miał miejsce w strefie zamkniętej, do której dostęp posiadają wyłącznie funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej, „w budynku niebędącym główną częścią kompleksu sejmowego”. Należy podkreślić, że w żadnej mierze nie było zagrożone bezpieczeństwo osób postronnych – zapewnił.

Grzegrzółka dodał, że aktualnie trwa ustalanie okoliczności zdarzenia. Szczegóły sprawy bada dowództwo Straży Marszałkowskiej, a także prokuratura i policja, zgodnie z obowiązującymi przepisami – wskazał Grzegrzółka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Strajk Kobiet. Użycie gazu wobec Barbary Nowackiej. Dla policji kluczowy będzie materiał z kamerki funkcjonariusza

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji odniósł się do zdarzenia na warszawskim proteście. Wobec Barbary Nowackiej, która pokazywała legitymację poselską, został użyty gaz przez funkcjonariusza. – Nie możemy mówić, że cokolwiek tutaj można tłumaczyć, ale nie możemy też skazywać policjanta – powiedział Sylwester Marczak. Dodał, że kluczowe w sprawie będzie nagranie z kamerki, którą miał przy sobie funkcjonariusz.

W 102. rocznicę uzyskania przez Polki praw wyborczych w wielu miastach odbyły się protesty. Mimo pokojowego charakteru demonstracji w Warszawie, policja użyła gazu. Jedną z poszkodowanych była posłanka Barbara Nowacka. Chwilę po tym, jak polityczka pokazała funkcjonariuszowi legitymację poselską, dostała gazem w twarz z bliskiej odległości.

Na temat sobotnich wydarzeń w stolicy podczas konferencji prasowej mówił Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji. – Grupa ludzi wychodzi na ulicę, zaczyna się tamowanie ruchu. To, na co należy zwrócić uwagę to komunikaty kierowane do uczestników. One są bardzo wyraźne, odnoszą się przede wszystkim do tego, że w danym miejscu nie zgłoszono żadnego zgromadzenia – powiedział Sylwester Marczak. Dodał, że to były zapowiadane zgromadzenia i nie można tutaj mówić o spontaniczności.

„Nasza taktyka i cel nie zmieniły się. Cały czas są te same działania, które zmierzają do tego, aby przywrócić porządek w miejscu, gdzie dochodzi do naruszenia prawa, stąd m.in. w niektórych miejscach policjanci blokują ruch na jezdni po to, aby osoby były kierowane na chodniki” – dodał rzecznik stołecznej policji. Podkreślił, że jeśli protestujący wracali na jezdnię, to byli legitymowani. – Niestety część osób posłuchała organizatorek, które wskazywały, żeby odmawiać podawania swoich danych, co po prostu stanowi wykroczenie – stwierdził.

„Trudno wskazywać, że mamy do czynienia z nastawieniem pokojowym”

Sylwester Marczak zaznaczył, że sobotni protest był spokojniejszy od tego, który odbył się 18 listopada, jednak nie zgadza się, że są to zgromadzenia pokojowe, bo „one same w sobie zakładają legalność”.

„Widzimy hasła, które są wznoszone, a jeżeli ktoś mówi: ‚to jest wojna’, to też trudno wskazywać, że mamy do czynienia z nastawieniem pokojowym. A zwłaszcza chodzi o zachowanie jednej z organizatorek to, w jaki sposób zwraca się do policjantów, to, jakie gesty wykonuje” – powiedział rzecznik Komendy Stołecznej Policji, dodając, że hasło „pokojowy protest” jest używane jedynie na potrzeby medialne, a na samym proteście wygląda to zupełnie inaczej.

Funkcjonariusz podkreślił, że najtrudniejsza sytuacja była na Trasie Łazienkowskiej, gdzie uczestnicy manifestacji wybiegli na jezdnię, po której jeździły samochody. Poinformował, że policjanci używali takich środków przymusu bezpośredniego, jak kajdanki, siła fizyczna i gaz. – Tam były kierowane komunikaty, również do posłów i senatorów. (…) Badamy zdjęcia, które się pojawiły związane z użyciem gazu, okoliczność, dlaczego on został użyty, w jaki sposób zachował się policjant – powiedział Sylwester Marczak. Stwierdził, że najważniejsze będzie zbadanie materiału z kamerki policjanta, który użył gazu wobec posłanki Barbary Nowackiej. Podkreślił, że to będzie „kluczem”. Zaznaczył, że tam, gdzie są funkcjonariusze i wykonują działania dynamiczne, to nie najlepsze miejsce, aby posłowie stawali między policjantami a protestującymi.

„Nie możemy mówić, że cokolwiek tutaj można tłumaczyć, ale nie możemy też skazywać policjanta, bo pamiętajmy o tym, że ulica i media nie są miejscami do skazywania policjantów. Od tego są prokuratury, sądy i przełożeni dyscyplinarni” – zaznaczył funkcjonariusz. Dodał, że nagranie z kamerki policjanta, który użył gazu, zostanie upublicznione. Podkreślił, że „na pierwszy rzut oka jest to bulwersująca sytuacja”.

W sobotę w Warszawie zatrzymano 11 osób, ponad 900 osób zostało wylegitymowanych, ponad 450 notatek zostało skierowanych do sanepidu, wystawiono ponad 370 wniosków o ukaranie oraz pojedyncze mandaty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Warszawa: Zadłużony policjant okradł swoją komendę

Sierżant sztabowy z komendy rejonowej na warszawskiej Woli, został zatrzymany przez Biuro Spraw Wewnętrznych Policji za okradzenie swojej jednostki – dowiedział się portal tvp.info. Funkcjonariusz miał wynieść sprzęt teleinformatyczny o wartości ok. 300 tys. zł i zastawić go w lombardzie. To głównie komputery, i to nawet kilkadziesiąt sztuk, które musiał wynosić od kilku miesięcy.

Do zatrzymania wolskiego policjanta doszło przed dwoma dniami. Śledczy na razie nie ujawniają, czy przyznał się do okradzenia swojej jednostki. Nieoficjalnie wiadomo, że funkcjonariusz był odpowiedzialny za sprzęt teleinformatyczny. Miał wynieść z komendy, przede wszystkim komputery o łącznej wartości ok. 300 tys. zł.

Z ustaleń śledczych wynika, że sprzęt trafił do lombardu. Nie wiadomo, czy udało się odzyskać choćby jego część. Policjant miał kraść, ponieważ był uzależniony od hazardu. Możliwe, że funkcjonariusz z kilkunastoletnim stażem liczył, że się „odegra” i odzyska sprzęt, ale tylko pogrążał się dalej.

– 14 października w trakcie kontroli ewidencji sprzętu w jednym z wydziałów w KRP IV (komenda rejonowa policji na Woli – przyp. red.) wykryto nieprawidłowości związane ze stanem faktycznym komputerów. Komendant rejonowy niezwłocznie powołał komisję, która wykazała braki. O nieprawidłowościach poinformowano prokuraturę oraz BSWP. Oprócz postępowania karnego prowadzone są także czynności dyscyplinarne, jak również w kierunku zwolnienia ze służby – powiedział tvp.info nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik stołecznej policji.
Źródło info i foto: TVP.info

Odzyskano ponad 100 tajnych dokumentów SB

Prokuratorzy IPN odzyskali ponad 100 tajnych dokumentów SB z lat 1970-90, które były nielegalnie przetrzymywane przez byłego funkcjonariusza wywiadu PRL. Wśród materiałów – odzyskanych we wspólnej akcji z ABW – są dokumenty dotyczące agentury PRL poza granicami Polski i działań SB podczas stanu wojennego.

O sprawie poinformowała Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Były funkcjonariusz wywiadu PRL (czyli Departamentu I MSW), któremu grozi teraz do 8 lat więzienia, po 1990 r. zajął wysokie stanowisko służbowe w Urzędzie Ochrony Państwa.

„Ta sprawa potwierdza, że na przełomie lat 80. i 90., gdy upadał system komunistyczny w Polsce, funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa wynosili dokumenty z dawnych struktur MSW i do dzisiaj bezprawnie je posiadają. Można się oczywiście domyślać, że funkcjonariusze SB zabierali dokumenty dotyczące głównie tych osób, o których sądzili, że w przyszłości, w wolnej Polsce, mogą zrobić karierę. I choć dzisiaj te dokumenty widnieją w naszej ewidencji jako ‚wybrakowane’, to tak naprawdę znajdują się w prywatnych rękach” – powiedział prok. Andrzej Pozorski, dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu i zastępca prokuratora generalnego.

„Trudno przypuszczać, by były funkcjonariusz wywiadu PRL wynosiłby dokumenty, które są bez wartości”
Do odzyskania ponad 100 dokumentów, wytworzonych w latach 1970-90 przez jednostki organizacyjne Służby Bezpieczeństwa, doszło 22 września 2020 r. dzięki wspólnym działaniom prokuratorów IPN i funkcjonariuszy ABW z Katowic. Dokumentację odkryto nie tylko w mieszkaniu podejrzanego, ale również w pomieszczeniach bliskich mu osób.

„To były przeprowadzone na szeroką skalę działania nie w jednym, a w kilku miejscach, gdzie odzyskaliśmy dokumenty Służby Bezpieczeństwa z nadanymi im klauzulami utajnienia. Z samej istoty tych klauzul, które przecież nadawały służby specjalne PRL, wynika, że mogą być one nie tylko istotne w prowadzonych przez prokuratorów IPN postępowaniach, ale także bardzo cenne dla historyków” – podkreślił prok. Pozorski. Dodał też, że trudno przypuszczać, by były funkcjonariusz wywiadu PRL wynosiłby dokumenty, które są bez wartości.

„Tajne”, „ściśle tajne”

Wśród zabezpieczonych materiałów archiwalnych znajdują się m.in. dokumenty oznaczone klauzulami „tajne”, „ściśle tajne” i „tajne specjalnego znaczenia”, które zostały wytworzone – jak podali prokuratorzy IPN – w związku z prowadzoną przez Departament I MSW działalnością agenturalną poza granicami Polski, a także z działaniami SB podejmowanymi w okresie obowiązywania w Polsce stanu wojennego. Ponadto zabezpieczono 15 nośników elektronicznych, z których sporządzono kopie binarne, które teraz trafią do badań biegłego specjalisty z zakresu techniki komputerowej i informatyki; sprawdzi on, czy nośniki te nie zawierają kopii dokumentów podlegających przekazaniu do zasobu archiwalnego IPN.

Działania zmierzające do ustalenia miejsc ukrycia owych dokumentów i ich odzyskania podjęto w śledztwie Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach, którego pracami kieruje prok. Michał Skwara. Postępowanie to prowadzono w sprawie uchylania się od przekazania do Archiwum IPN posiadanych bez tytułu prawnego dokumentów archiwalnych organów bezpieczeństwa PRL. Zgodnie z art. 54 ustawy o IPN, każdy, kto będąc w posiadaniu dokumentów podlegających przekazaniu do IPN, uchyla się od ich przekazania, utrudnia je lub udaremnia, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

„Szafa Kiszczaka”

W Polsce na przełomie lat 80. i 90. funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa masowo niszczyli dokumenty, między innymi te, które mogłyby być dowodami zbrodni popełnionych przez organy bezpieczeństwa państwa komunistycznego. Z kolei materiały, które mogłyby obciążać np. ludzi opozycji „prywatyzowali”, by ewentualnie móc ich szantażować w przyszłości. Przykładem takiej sprawy są dokumenty zabezpieczone przez IPN w lutym 2016 r. w domu gen. Czesława Kiszczaka – szefa MSW w latach 80. Wówczas odnaleziono również, co stało się głośną sprawą w Polsce, materiały, z których wynika, że w latach 1970-76 późniejszy przywódca Solidarności i prezydent Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa.

Inną kategorią dokumentów, które – zgodnie z ustawą o IPN – powinny zostać przekazane do zasobów archiwalnych Instytutu są materiały z lat II wojny światowej. W ostatnim czasie prokuratorzy IPN wspólnie z policją zabezpieczyli np. prawie 300 dokumentów z lat 1939-44, wytworzonych przez niemieckie władze okupacyjne w Łodzi. Cenne dla historyków materiały próbowano sprzedać na jednym z portali internetowych za 59 tys. zł.
Źródło info i foto: interia.pl

Były policjant skazany za gwałt na 20-latce

Były policjant został skazany za gwałt na 20-letniej kobiecie. Piotr S. dostał też 10-letni zakaz jakiegokolwiek kontaktu z pokrzywdzoną, a także zakaz zbliżania się do niej. Sprawa dotyczyła wydarzeń z października 2018 r., gdy Piotr S. był policjantem w lubelskim oddziale prewencji. To właśnie wtedy miało dojść do gwałtu na 20-latce. Funkcjonariusz miał jej m.in. wykręcić ręce i uderzyć w twarz.

Po postawieniu zarzutów Piotr S. spędził rok w areszcie. Teraz usłyszał wyrok dwóch lat bezwzględnego więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśniania, jednak prokuratura ze względu na dobro sprawy ich nie ujawnia.

Orzeczenie jest nieprawomocne.

Piotr S. był znany wymiarowi sprawiedliwości już wcześniej. W 2009 r. usłyszał zarzuty dotyczące przekroczenia uprawnień i gróźb, gdy pełnił służbę w drogówce. Jak podaje „Dziennik Wschodni”, policjant miał wydzwaniać do kobiet i przesyłać im setki wiadomości z propozycjami seksualnymi. Jedna z pokrzywdzonych zgłosiła to organom ścigania.

Ostatecznie w 2012 r. sąd uniewinnił policjanta od zarzutów nękania. Został skazany tylko za groźby karalne: Piotr S. miał pokazywać jednej z kobiet przedmiot przypominający pistolet. Zdaniem śledczych mężczyzna groził jej śmiercią. Jednak również od tego zarzutu policjant został uniewinniony. Dzięki temu Piotr S. mógł wrócić do służby w mundurze.
Źródło info i foto: wp.pl

Poszukiwane listami gończymi kobiety zatrzymane we Włocławku

Długie i intensywne działania funkcjonariuszy z Komendy Miejskiej Policji we Włocławku doprowadziły do ustalenia miejsca pobytu oraz zatrzymania matki i jej dwóch córek poszukiwanych listami gończymi przez sądy oraz prokuratury w całym kraju. Krok po kroku funkcjonariusze z kilku wydziałów zbierali i analizowali dane, które pozwoliły ostatecznie na zatrzymanie kobiet. Siostrom przedstawiono łącznie około 300 zarzutów oszustw. Z kolei ich matka, poszukiwana dla celów prawnych przez sąd i prokuratury z innych miast, najprawdopodobniej tam usłyszy wkrótce zarzuty. Zdaniem śledczych sprawa jest rozwojowa i możliwe, że kobiety odpowiedzą także za inne przestępstwa.

Od dłuższego czasu policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą KMP we Włocławku, przy współudziale kolegów z innych wydziałów i pod nadzorem Prokuratury Okręgowej we Włocławku, pracowali nad sprawą wyłudzania pieniędzy poprzez wystawianie na aukcjach internetowych nieistniejących towarów. Były to artykuły różnego typu, od mebli ogrodowych po artykuły spożywcze. Jak ustalili śledczy, oszustw miały dokonywać siostry w wieku 35 i 38 lat, które oferując rzekome produkty, podawały różne adresy na terenie kraju. Zysk ze sprzedaże wpływał zaś na wiele rachunków bankowych założonych przez obie kobiety na fałszywe dane osobowe. W wyniku oszustw, pokrzywdzonych zostało około 300 osób z całej Polski, a ponad 50 prokuratur z kraju wszczęło wobec nich poszukiwania. Kobiety ścigane były także listami gończymi wydanymi przez sądy z różnych województw do odbycia kary pozbawienia wolności za wcześniejsze oszustwa.

Skrupulatna analiza zgromadzonych informacji pozwoliła wytypować miejsce pobytu oszustek. Jak się okazało, kobiety przebywały w jednym domów z matką i nie opuszczały posesji od ponad roku. Z zewnątrz budynek przypominał dobrze obwarowaną i opuszczoną twierdzę, otoczoną szczelnym ogrodzeniem. Stare śmieci, zarośnięty teren i skutecznie zasłonięte okna sprawiały wrażenie, jakby nikt nie przebywał tam od dawna. Mimo to funkcjonariusze ustalili, że posesja jest zamieszkana, a poszukiwane przebywają wewnątrz. Kiedy policjanci weszli na jej teren, okazało się, że budynek posiada dodatkowe zabezpieczenia oraz specjalnie przygotowane, osłonięte przed widokiem sąsiadów miejsca, po których ukradkiem mogli przemieszczać się mieszkańcy.

Ostatecznie funkcjonariusze zatrzymali ukrywające się w domu kobiety. Oprócz sióstr była tam też ich matka (59 l.), która była poszukiwana przez inne jednostki do celów prawnych oraz ścigana listem gończym w celu tymczasowego aresztowania na 14 dni. Jej córki usłyszały łącznie około 300 zarzutów oszustw! Obie także były poszukiwane listami gończymi z uwagi na zasądzone im kary za wcześniej dokonywane przestępstwa tego samego typu. Oznacza to, że na sprawę karną będą oczekiwać za kratami. Starsza z sióstr spędzi tam ponad 3 lata, a młodsza ponad 4.

Śledczy zaznaczają, że sprawa jest rozwojowa i niewykluczone, że kobiety usłyszą kolejne zarzuty.
Źródło info i foto: Policja.pl