Międzynarodowa operacja Pangea XIV. Ponad połowa przejętych medykamentów to bezwartościowe testy na COVID-19

Ponad dziewięć milionów wyrobów medycznych i nielegalnych leków przechwycono podczas międzynarodowej operacji Pangea XIV, koordynowanej przez Interpol. Służby z 92 krajów doprowadziły także do zamknięcia ponad 113 tys. stron internetowych, oferujących leki i środki przeciw COVID-19. Ponad połowa wszystkich medykamentów oraz sprzętu dotyczyła fałszywych lub niecertyfikowanych testów do wykrywania koronawirusa.

Operacja Pangea to cykliczne działania służb policyjnych, celnych i sanitarnych z całego świata, wymierzone w handlarzy i producentów podrobionych oraz nielegalnych leków i produktów medycznych. W tegorocznej akcji uczestniczyły 92 państwa.

Według Interpolu, bardzo niepokojący jest stały wzrost internetowych sklepów lub „aptek”, które stały się jeszcze bardziej popularne za sprawą izolacji ogromnej rzeszy ludzi w związku z pandemią koronawirusa. – Ponieważ pandemia zmusiła więcej ludzi do przeniesienia swojego życia online, przestępcy szybko „wycelowali w tych nowych klientów – powiedział sekretarz generalny Interpolu Jürgen Stock.

Pandemia zwiększyła zyski gangów farmaceutycznych

Według Interpolu operacja Pangea XIV doprowadziła do usunięcia rekordowej liczby ponad 113 tys. fałszywych „aptek” internetowych oraz stron oferujących medykamenty. To najwyższa liczba wyeliminowanych takich stron, od 2008 r. Najpopularniejszymi medykamentami kupowanymi w sieci są m.in.: leki psychotropowe i uspokajające, tabletki na zaburzenia erekcji, leki przeciwbólowe, leki przeciwnowotworowe, sterydy anaboliczne oraz wszelakie wyroby medyczne związane z pandemią (testy na obecność koronawirusa, maski ochronne, rzekome lekarstwo na tę chorobę).

Służby ostrzegają, że leki z internetowych „aptek” mogą być bardzo niebezpieczne, gdyż często mogą zawierać niewłaściwą ilość substancji czynnej (zbyt mało, zbyt dużo, lub w ogóle), mają zmienione daty ważności lub były źle przechowywane. Większość produkowana jest w Azji i przemycana na resztę kontynentów.

W Wenezueli aresztowano np. mężczyznę, który „otworzył” sklep z nielegalnymi lekami na jednym z popularnych komunikatorów. Był przekonany, że skoro w internecie nie ma jego strony, to nie sposób będzie go namierzyć.

Obfite „łupy” zebrały służby na terenie Wielkiej Brytanii. Przejęto tam trzy miliony leków oraz sprzętu medycznego o wartości ponad 13 mln dolarów. Do kompletu zamknięto 43 strony internetowe, a z sieci usunięto ponad 3 tys. linków reklamujących sprzedawców nielegalnych leków.

Dochodowy patogen

Operacja potwierdziła, że wciąż najbardziej dochodowym zajęciem gangów „farmaceutów” jest sprzedaż medykamentów oraz środków ochrony przeciwko pandemii. Ponad połowę medykamentów zajętych podczas tych działań, stanowiły fałszywe lub nieautoryzowane testy, mające wykrywać koronawirusa.

We Włoszech przechwycono ponad 500 tys. fałszywych masek chirurgicznych oraz zajęto 35 urządzeń do wyroby takich środków bezpieczeństwa. Podczas prowadzonych przez tydzień działań aresztowano 277 osób, przejęto też dziewięć milionów nielegalnych leków o wartości ponad 23 mln dolarów.
Źródło info i foto: TVP.info

Nigeria: Atak na 8 wiosek. Nie żyje 88 osób

W północno-zachodniej Nigerii co najmniej 88 osób zginęło z rąk złodziei bydła, którzy zaatakowali osiem wiosek. W tej części kraju cały czas działają gangi, które atakują wsie, kradną zwierzęta, plądrują domy, a także porywają mieszkańców dla okupu. Kilkudziesięciu poruszających się na motocyklach członków gangu złodziei zaatakowało w czwartek osiem sąsiadujących ze sobą wsi w stanie Kebbi w północno-zachodniej Nigerii.

Funkcjonariusze prowadzą dochodzenie. Początkowo odnalezionych ciał było 66, ale kilka godzin później rzecznik policji, stanowej Nafi’u Abubakar poinformował, że liczba ofiar wzrosła do 88.

Policjanci obawiają się, że znajdą jeszcze więcej zabitych. W rejon ataków sprowadzono dodatkowe siły policyjne, aby zapobiec kolejnym napadom. Część mieszkańców zaatakowanych wsi uciekła z domów z obawy przed złodziejami. Sprawcami ataków byli prawdopodobnie bandyci z sąsiednich stanów Zamfara lub Niger.

W północno-zachodniej i środkowej Nigerii działają gangi złodziei bydła, którzy atakują wsie, kradną zwierzęta, plądrują domy, a także porywają mieszkańców dla okupu – pisze xinhuanet.com. Pod koniec kwietnia dziewięciu policjantów i dwóch członków cywilnej grupy obronnej w Kebbi zostało zabitych podczas odpierania ataku bandytów.

Mieszkańcy i władze obawiają się, że do gangów przenikają muzułmańscy terroryści z grupy Boko Haram, którzy od 12 lat walczą o utworzenie islamskiego państwa w północno-wschodniej Nigerii. Od początku rebelii zginęło łącznie około 36 tysięcy ludzi, a ponad 2 miliony mieszkańców zostało zmuszonych do ucieczki. W 2016 roku z kolei struktury Boko Haram zaczęły współpracować z tzw. Państwem Islamskim – pisał „New York Times”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szwecja: 20 podpaleń w ciągu dwóch godzin

W mieście Eskilstuna, 90 km na wschód od Sztokholmu, doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek do 20 podpaleń w ciągu dwóch godzin. Koktajl Mołotowa został rzucony m.in. w budynek policji. Zatrzymano trzech 20-letnich mężczyzn, skazanych wcześniej za przestępstwa narkotykowe.

Nie wykluczamy, że skoordynowane ataki miały związek z walkami gangów – stwierdził rzecznik policji Thomas Agnevik.

Policja najpierw otrzymała zgłoszenie o uzbrojonym mężczyźnie w Torshaella pod Eskilstuną. Gdy pojechali tam funkcjonariusze, w samej Eskilstunie zaczęto podpalać samochody, autobusy oraz elewacje budynków. Atak został skierowany także w komisariat policji. Zniszczono samochód do przewożenia policyjnych psów, pozostałe radiowozy polano benzyną. Aby opanować sytuację do Eskilstuny wezwano posiłki z innych miast Szwecji.

Według jednej z wersji śledztwa informacja o mężczyźnie z bronią była fałszywym alarmem, aby odwrócić uwagę policji. Położone nad jeziorem Melar miasto Eskilstuna ma 70 tys. mieszkańców.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Noc grozy w Malmoe. Trzy eksplozje w ciągu pół godziny

Do trzech eksplozji materiałów wybuchowych w ciągu pół godziny doszło w nocy w Malmoe na południu Szwecji. Ewakuowano okolicznych mieszkańców, jedna osoba została lekko ranna. Wybuchy miały miejsce na klatce schodowej bloku mieszkalnego, w innym budynku oraz przed sklepem spożywczym.

Według lokalnej policji, prawdopodobnie zdarzenia były ze sobą powiązane. Nikt nie został zatrzymany ani nie ma statusu podejrzanego. Seria detonacji kończy spokojniejszy okres, jaki trwał w Malmoe od kilku miesięcy. Władze twierdziły, że po aresztowaniu wielu przywódców gangów w mieście udało się przywrócić spokój.

W 2020 roku w regionie Skania, w którym znajduje się Malmoe, doszło do 40 detonacji. W tym roku do końca kwietnia odnotowano 10 wybuchów. Jest to forma zastraszania, stosowana przez walczące ze sobą o wpływy ze sprzedaży narkotyków grupy przestępcze.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Na Haiti uprowadzono grupę duchownych katolickich

Siedmioro osób duchownych katolickich, w tym dwoje Francuzów – zakonnicę oraz księdza – porwano w niedzielę na Haiti. Porywacze żądają miliona dolarów okupu.

Grupa osób duchownych, w skład której wchodziła francuska zakonnica i francuski ksiądz, została porwana rano w Croix-des-Bouquets, niedaleko stolicy haiti Port-au-Prince – poinformował rzecznik Konferencji Biskupów Haiti ojciec Loudger Mazile. Dodał, że porywacze zażądali miliona dolarów okupu.

Policja podejrzewa, że za porwaniem stoi działający w okolicy uzbrojony gang, zwany „400 Mawozo”. Ambasada Francji, z którą skontaktowała się agencja AFP nie wydała jeszcze oświadczenia w tej sprawie.

W ostatnich miesiącach w Port-au-Prince i na prowincji wzrosła liczba porwań dla okupu, co świadczy o rosnącej liczbie uzbrojonych gangów na terytorium Haiti.

„Nadszedł czas, aby te nieludzkie czyny ustały” – stwierdził biskup Pierre-Andre Dumas, biskup Miragoane, cytowany przez AFP. „Kościół modli się i solidaryzuje ze wszystkimi ofiarami tego nikczemnego czynu” – dodał.

W marcu haitańskie władze ogłosiły wprowadzenie na miesiąc stanu wyjątkowego w niektórych dzielnicach stolicy i regionu w celu „przywrócenia autorytetu państwa” na obszarach kontrolowanych przez gangi.

Gangi porywają ludzi dla okupu, kradnąc i grabiąc własność publiczną i prywatną oraz otwarcie stawiając czoła siłom bezpieczeństwa – podkreślają władze.
Źródło info i foto: gazetaprawna.pl

Meksyk: Krwawa wojna gangów narkotykowych. 24 osoby nie żyją

24 osoby poniosły śmierć, a 7 zostało rannych, w tym 3 ciężko, w rezultacie krwawych porachunków gangów narkotykowych w środkowym Meksyku – poinformowały w środę władze. Według policji w mieście Irapuato, w stanie Guanajuato, do miejscowego prywatnego ośrodka leczenia uzależnień narkotykowych wtargnęła grupa uzbrojonych mężczyzn, którzy otworzyli ogień do znajdujących się tam osób.

Motywu ataku nie podano, ale zdaniem gubernatora stanu Diego Sinhue były to najprawdopodobniej porachunki gangów narkotykowych. Było to jedno z najkrwawszych tego rodzaju zdarzeń w Meksyku od czasu podobnego ataku w 2010 r. w mieście Chihuahua, kiedy zginęło 19 osób.

Stan Guanajuato jest terenem otwartej wojny między kartelem narkotykowym Jalisco i lokalnym gangiem. Liczne strzelaniny i duża liczba ofiar spowodowały, że stan zajął pierwsze miejsce w Meksyku pod względem przestępczości.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Włochy: Przejęto mafijny majątek o wartości 20 milionów euro

Majątek wartości 20 milionów euro skonfiskowała we wtorek policja w ramach operacji przeciwko działającemu w Rzymie klanowi mafijnemu. Gang wielkiego i znanego wymiarowi sprawiedliwości klanu rodzinnego Casamonica praktycznie opanował część miasta.

Policyjna akcja z udziałem około 150 funkcjonariuszy odbyła się o świcie pod kryptonimem „Chronimy Rzym”. Wymierzona była w członków potężnego gangu, którego członkom zarzuca się działalność mafijną, wymuszenia i lichwę. Operacja jest ważna nie tylko ze względu na jej represyjny charakter, ale przede wszystkim dlatego, że uderzyliśmy w mafijną, znaną w Rzymie grupę Casamonica, która jakiś czas temu skolonizowała południowo-wschodnią część stolicy, a także jej okolice – powiedział szef policyjnego wydziału do walki z przestępczością zorganizowaną w komendzie w Wiecznym Mieście Francesco Messina.

Wielu przedstawicieli tego lokalnego gangu zostało wcześniej aresztowanych i skazanych. Zwracano też uwagę na bezkarność klanu, który w 2015 roku urządził w kościele w Rzymie spektakularny i przyjęty z oburzeniem pogrzeb jednego ze swych sędziwych członków. W 2018 roku na polecenie władz miejskich zburzono nielegalnie zbudowane przez ten klan, pełne przepychu wille na peryferiach.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Starachowicki gang odpowie za obrót narkotykami wartymi ponad 15 mln złotych

Narkotyki warte ponad 15 mln zł, miał wprowadzić do obrotu gang Damiana S. ze Starachowic, rozbity przez kielecką policję i prokuraturę. 33-letni boss oraz 19 jego podwładnych i klientów, zostali właśnie oskarżeni o kilkadziesiąt przestępstw. Jedna z osób odpowiada za nakłanianie świadka koronnego do fałszywych zeznań.

Początkiem końca gangu była akcja policjantów z wydziału antynarkotykowego świętokrzyskiej komendy wojewódzkiej z 1 marca 2018 r. Tego dnia, pod wieczór, funkcjonariusze wkroczyli do domu 66-letniego mieszkańca Starachowic. Z informacji operacyjnych wynikało, że mężczyzna zamieszany jest w przemyt i dystrybucję narkotyków. Podczas przeszukania domu i garażu 66-latka policjanci znaleźli prawie 13 kg marihuany, 10 litrów płynnej amfetaminy (z której można uzyskać około 14 kg narkotyku w proszku) oraz prawie 19 tys. tabletek ecstasy. Wartość przejętych narkotyków przekraczała dwa miliony złotych. Zabezpieczono także sprzęt do „suszenia” płynnej amfetaminy.

Podczas akcji zatrzymano gospodarza narkotykowego magazynu oraz 36-letniego mieszkańca Starachowic, który miał z nim współpracować. W Prokuraturze Okręgowej w Kielcach, obaj mężczyźni usłyszeli zarzuty „udziału w obrocie znacznymi ilościami narkotyków” i trafili do aresztów.

Pogrążeni przez świadka koronnego

Dzięki akcji z marca 2018 r., śledczym udało się nakłonić do współpracy jednego z gangsterów. Ten, w zamian za status świadka koronnego, opowiedział o narkotykowych interesach gangu ze Starachowic. Po kilku miesiącach inwigilacji grupy, policjanci i pogranicznicy zatrzymali wiosną 2019 r. kilkunastu członków gangu. Do końca roku zarzuty usłyszało w sumie 20 osób, w tym szef i organizatora bandy – 32-letni Damian S.

Śledczy ustalili, że gang sprowadzał z Hiszpanii marihuanę, a z Holandii narkotyki syntetyczne, takie jak amfetamina czy ecstasy. Towar był rozprowadzany później wśród grup przestępczych z południowej i wschodniej Polski.

Według prokuratury gang Damiana S. wprowadził do obrotu: 250 kg marihuany, 96 kg amfetaminy, 114 tys. tabletek ecstasy i co najmniej kilogram kokainy. Zdaniem śledczych, na czarnym rynku narkotyki te warte były ponad 15 mln zł. Kolejne dwa miliony wart był towar znaleziony podczas przeszukań u członków gangu.

22 zarzuty bossa

Damian S., usłyszał łącznie 22 zarzuty, w tym m.in.: „założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, udziału w przemycie narkotyków, udziału w obrocie znacznymi ilościami narkotyków, utrudniania postępowań karnych prowadzonych przeciwko członkom grupy”. O udział w gangu i przestepstwa narkotykowe oskarżono kolejne 17 osób. Pozostali dwaj oskarżeni to jeden z klientów (odpowie za posiadanie znacznych ilości narkotyków) oraz osoba, która nakłaniała świadka koronnego do składania fałszywych zeznań.

Części oskarżonych grozi nawet do 20 lat więzienia. 16 osób wciąż jest w aresztach.
Źródło info i foto: TVP.info

Członkowie gangu związani z „Torcidą”, oskarżeni o ponad 90 przestępstw

O ponad 90 przestępstw śledczy śląskich „pezetów” Prokuratury Krajowej oskarżył 17 osób z gangu związanego z „Torcidą”, najzagorzalszymi kibicami Górnika Zabrze. Grupa była uzbrojona, opłacała adwokata, który miał ją informować o potencjalnych zdrajcach, a „problemy” rozwiązywała silnie rozbudowana bojówka. Niekwestionowanym bossem tej bandy był Arkadiusz L. ps. „Mały”, znany handlarz narkotykami, który w ciągu kilku lat „podbił” kilka śląskich miast.

Śledczy ze Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zakończyli postępowanie dotycząc kolejnego gangu związanego ze środowiskiem śląskich pseudokibiców. Przed sądem odpowiada już kilkudziesięciu kiboli „Psycho Fans”, groźnej bojówki Ruchu Chorzów.

Teraz przyszła na rozliczenie kolejnej „ekipy” – gangsterów związanych z „Torcidą” Górnika Zabrze. O bandzie było głośno za sprawą akcji CBŚP z maja 2019 r., kiedy to blisko 400 policjantów wkroczyło jednocześnie do kilkunastu domów i mieszkań na Śląsku. Celem obławy było zatrzymanie grupy Krzysztofa M. ps. „Mara”, dowodzącego chuligańską bojówką „Torcidy”. Za kraty trafiło wówczas 17 osób.

Podczas mniej spektakularnych akcji z 2017 r. i 2018 r. ujęto blisko 30 osób. Okazało się, że osławieni chuligani podporządkowani byli Arkadiuszowi L. ps. Mały.
Chuligani z Torcidy zamieszani w przemyt i handel znacznymi ilościami narkotyków

Kibole z Torcidy – chuligańskiej bojówki Górnika Zabrze, współpracowali z narkotykowym gangiem Arkadiusza Ł. ps. „Mały”. Ich rolą było zastraszanie…

Imperium „Małego”

Gang Arkadiusza L. pojawił się na mapie śląskiego półświatka w 2011 r. Początkowo grupa zajmowała się handlem narkotykami na terenie Zabrza. Jednak za sprawą bezwzględności i determinacji, w ciągu pięciu następnych lat rozszerzyła działalność o Gliwice, Bytom i Białą.

Według śledczych „Mały” był niekwestionowanym liderem, który miał ostateczny i decydujący głos. – To on decydował, kto może działać na jego terenie. Chodziło przede wszystkim o dilerów, ale zgodę musieli mieć także inni przestępcy. Arkadiusz L. rozstrzygał także spory między poszczególnymi członkami gangu. Wskazywał także osoby, które są pod jego specjalną ochroną. Czyniło je to de facto nietykalnymi – mówią śledczy z Prokuratury Krajowej.

Przestępca, który podpadł L., nie tylko był usuwany z gangu, ale narażał się na represje ze strony byłych kompanów.

Kibolom imponowało, że podczas chuligańskich akcji „Mały” bardzo często nie był zamaskowany. Po tym jak trafił do celi, jego podwładni często urządzali demonstracje lojalności przed budynkiem aresztu. Zdaniem prokuratury Arkadiusz L. kierował gangiem także zza krat.

Gang jak rodzina

Śledczy z „pezetów” zebrali dowody, że gang „Małego” działał do maja 2019 r. Najwierniejszym wspólnikiem bossa był Przemysław S. ps. „Nowy”, który od sierpnia 2018 r. nadzorował działania organizacji. Do grupy należeli także: Włodzimierz D. ps. „Kecher”, Łukasz L. ps. „Krótki”, Krzysztof S. ps. „Małolat”, Arkadiusz M. ps. „Ruby”, Daniel K., Adrian L. ps. „Lasania”, Łukasz Cz. ps. „Żurek”, Piotr M. ps. „Mizi”, Tomasz M., Łukasz F. ps. „Filut”.

W gangu obowiązywała swoista podległość służbowa. Ale gangsterów, zwłaszcza tych bardziej znaczących, łączyły również więzy towarzyskie i rodzinne. Często razem ćwiczyli na siłowniach czy trenowali sztuki walki. Niektórzy pojawiali się w teledyskach zaprzyjaźnionego rapera. Zaufani członkowie gangu tatuowali sobie litery „BRT”.

W skład ekipy Arkadiusza L. wchodziło kilka podgrup. Jednym z takich gangów zawiadywał Łukasz Cz. ps. Boruta. Inną, w skład której wchodzili chuligani związani z „Torcidą”, miał kierować Krzysztof M. ps. „Mara”. Zarządzana przez niego bojówka była dobrze zorganizowana. Na jeden telefon od szefostwa, mobilizowało się nawet kilkudziesięciu chuliganów.

Członkowie grupy korzystali z usług tego samego adwokata, który według prokuratury, miał być łącznikiem między zatrzymanymi przestępcami, a ich kompanami na wolności. Prawnik miał wiedzieć o tym, kto obciąża przestępców, którzy uniknęli zatrzymań. Zdrajców lub świadków zastraszali, wspomniani już bojówkarze.

Miliony z narkotyków

Podstawowym źródłem zarobku bandy „Małego” był handel znacznymi ilościami marihuany, haszyszu, amfetaminy, kokainy, mefedronu i ekstazy. Gang przemycał większość towaru z Holandii czy Hiszpanii, ale sam też miał zajmować się produkcją niektórych substancji psychoaktywnych. W ciągu blisko dekady działalności grupa miała wprowadzić do obrotu kilkaset kilogramów narkotyków, wartych kilka milionów złotych.

Każdy z dilerów związany z gangiem musiał mieć swoistą „licencję”. Mógł odbierać towar od członków grupy, nie mógł prowadzić żadnych interesów z przestępcami spoza ekipy. Groziła za to kara finansowa, a nawet ciężkie pobicie.

Według prokuratury gang używał często „sprzętu”: siekier, maczet, noży, kijów bejsbolowych, pałek teleskopowych, a nawet broni palnej. Pistolety znaleziono m.in. u „Małego”, Rafała N. i Damiana P. Podczas napadów, a także ustawek i polowań na bojówki innych drużyn piłkarskich, gangsterzy używali licznych urządzeń elektronicznych, takich jak zagłuszacze lub nadajniki GPS.
Źródło info i foto: TVP.info

Jak koronawirus utrudnia walkę z gangsterami

Bieżące interwencje oraz dozorowanie osób na kwarantannie to obecnie najważniejsze zadania policji w czasie epidemii koronawirusa. Wstrzymano większość realizacji, wiążących się z zatrzymaniem większej liczby podejrzanych i wymagających większych sił policyjnych. W podobnej sytuacji są prokuratorskie wydziały zajmujące się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej. Nie oznacza to jednak, że gangsterzy mogą spać spokojnie. Śledczy na bieżąco monitorują działanie najgroźniejszych grup przestępczych.

Epidemia koronawirusa poważnie utrudniła działanie policyjnych i prokuratorskich służb zajmujących się najpoważniejszymi sprawami, jak walka z przestępczością zorganizowaną. Z informacji portalu tvp.info wynika, że do odwołania wstrzymane są poważniejsze realizacje. Zwłaszcza te wiążące się z zatrzymaniem większej liczby podejrzanych. Przeprowadza się przede wszystkim akcje, gdy w grę wchodzi zagrożenie dla życia lub zdrowia, np. w związku z porwaniami. Niektóre sprawy mniejszego kalibru zostały na trochę odłożone.

– Za duże ryzyko kontaktu z osobą potencjalnie zakażoną. W połowie marca szykowaliśmy się do zatrzymania kilku figurantów. Okazało się, że jeden z nich jest poddany kwarantannie. Oczywiście można poczekać, aż się wyjaśni, czy jest zakażony. Ale my musimy jednocześnie zatrzymać kilka osób, tak aby, nie zdążyły się nam wymknąć. A to oznacza zaangażowanie sporej liczby funkcjonariuszy i ryzyko, że w razie podejrzenia zakażenia wypada ze służby kilkadziesiąt osób – mówi jeden z policjantów, zajmujący się walką z przestępczością zorganizowaną. – Zapewniam jednak, że gangsterzy nie mogą spać spokojnie. Nie zamknęliśmy interesu – dodaje.

Śledczy na bieżąco monitorują działanie najgroźniejszych grup przestępczych, których członkowie także mają utrudnione życie za sprawą obostrzeń w związku z epidemią.

Uciążliwa „bieżączka”

Policjanci koncentrują się obecnie na bieżących wydarzeniach i interwencjach oraz dozorowaniem osób na kwarantannie. Na początku ubiegłego tygodnia, ograniczono możliwości poruszania się liczba codziennych interwencji spadła z ok. 13,5-14,5 tys. do ok. 12 tys. Jednak już w piątek wróciła do ponad 14 tys. a w minioną sobotę przekroczyła 18,7 tys. Jednocześnie z każdym dniem rośnie liczba osób poddanych kwarantannie. Obecnie objęto nią ponad 100 tys. osób. Policjanci muszą codziennie sprawdzać przestrzeganie przez nie zasad kwarantanny, a ponadto pilnować zakazu zgromadzeń czy liczby pasażerów w środkach komunikacji publicznej.

Co ciekawe, w związku z zagrożeniem koronawirusem, także w jednostkach policyjnych obowiązuje swoisty „zakaz zgromadzeń”. Zgodnie z zaleceniami, funkcjonariusze mają unikać gromadzenia się w większych grupach, gdy tylko jest to możliwe.

Według Rafała Jankowskiego, przewodniczącego Zarządu Głównego NSZZ Policjantów, obecnie 11 funkcjonariuszy jest zakażonych koronawirusem. Związkowiec podkreśla, że udało się poprawić zaopatrzenie policjantów w środki ochrony.

Przewodniczący zwrócił uwagę, że ważną sprawą była decyzja komendanta głównego o wyznaczeniu miejsc, w których kwarantannę mogą odbywać policjanci. – Stwarzamy ludziom możliwość odbycia kwarantanny w obiektach policyjnych, takich jak np. szkoła w Katowicach, czy oddział prewencji w Rzeszowie – mówi Jankowski.

Czas na zaległości

Podobne ograniczenia dotknęły prokuratury. Bieżącymi sprawami zajmują się „rejonówki” i „okręgówki”. We wszystkich jednostkach wprowadzono specjalne środki bezpieczeństwa m.in. ograniczenie liczby osób przebywających w budynkach, badanie temperatury wchodzących do budynków, pracę zdalną i rotacyjną.

Wyspecjalizowane jednostki, jak wydziały ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej czy wydziały ds. przestępczości gospodarczej prokuratur regionalnych, musiały ograniczyć zlecanie większych realizacji. Takich, które wymagałaby np. zaangażowania kilku prokuratorów do przesłuchań i stawiania zarzutów.

– Jeżeli sprawa nie jest pilna i nie zachodzi obawa zniszczenia dowodów, to nic się nie stanie, jak trochę poczekamy. Już teraz poważnym utrudnieniem jest „pobieranie” podejrzanych z aresztów i wykonywanie z nimi czynności – mówi tvp.info jeden ze śledczych. – Mamy za to więcej czasu na zajęcie się zaległościami bądź analizę zeznań czy wyjaśnień w nowych postępowaniach. Bo, poza posiedzeniami aresztowymi, spadły z wokand wszystkie sprawy – dodaje nasz rozmówca.
Źródło info i foto: TVP.info