Pruszkowski gangster Piotr Kapuściński, ps. „Broda” w ukraińskim legionie

​Żołnierze Międzynarodowego Legionu Obrony Terytorialnej Ukrainy skarżą się na nadużycia ze strony przywódców. Mówią o znęcaniu się, kradzieżach i nieprzygotowanych operacjach, które można nazwać „misjami samobójczymi”. Według portalu Kyiv Independent, jednym z dowódców jest pruszkowski gangster Piotr Kapuściński, ps. „Broda”. Dziennikarze dotarli do porucznika z Brazylii, którzy przyjechał na Ukrainę, by walczyć w Międzynarodowym Legionie Obrony Terytorialnej. To specjalny oddział utworzony dla obcokrajowców, którzy chcieli wesprzeć Kijów w starciu z Rosjanami. Wojskowy krytykuje jednak dowódców legionu.

Przybyliśmy tu, by pomagać ludziom walczyć o ten kraj, opierać się inwazji. Nie przyjechaliśmy tu, by robić dokładnie to, co p***doleni Rosjanie robią na ukraińskiej ziemi – mówi żołnierz w rozmowie z portalem Kyiv Independent.

Członkowie legionu utworzyli 78-stronicowy raport o nadużyciach wewnątrz oddziału. Przez cztery miesiące próbowali sytuacją zainteresować ukraiński parlament i gabinet prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Przedstawicielka głowy państwa ds. praw żołnierzy Alina Werbycka powiedziała, że otrzymała zeznania i przekazała je służbom. Ale wojskowi przekonują, że władze nie spieszą się do zajęcia się sprawą.

Międzynarodowy legion składa się z dwóch grup. Jedną nadzoruje ukraińska armia, drugą – wywiad wojskowy. Ta druga jest oficjalnie dowodzona przez majora Wadyma Popyka. Według żołnierzy faktycznymi przywódcami są jednak major Taras Waszuk (nazywany „młodym Tarasem”), jego wuj „stary Taras” oraz 60-letni Sasza Kuczyński.

Według żołnierzy, dowódcy są zamieszani w kradzieże, molestowanie seksualne i fatalne przygotowanie operacji wojskowych. Jeden z Amerykanów, którzy należeli do legionu, opisuje jak podczas jednej misji w rejonie Mikołajowa ich oddział został wykryty przez Rosjan, którzy rozpoczęli ostrzał. Część wojskowych, którzy mieli ich osłaniać, wycofała się. Zostawili nas za sobą i nie chcieli nas ewakuować – powiedział. Zginął wtedy jego kolega, a trzech innych zostało poważnie rannych.

Kiedy oddziałowi udało się uciec, „stary Taras” rozkazał innej grupie zajęcie tej samej pozycji. Wojskowi próbowali mu powiedzieć, że to wysyłanie ludzi na śmierć, jednak dowódca nie chciał tego słuchać. Zginęły cztery osoby, a jeden z legionistów trafił do niewoli i grozi mu egzekucja w kontrolowanym przez Rosję Doniecku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poszukiwany czerwoną notą Interpolu gangster przetransportowany do Polski

Zatrzymany we Francji 41-latek, za którym wystawiono dwie czerwone noty Interpolu, został przekazany sosnowieckim policjantom przez kolegów z zagranicy. Mężczyzna, który był poszukiwany m.in. za udział w gangu i wymuszenia, trafił już do polskiego aresztu. Jak podała we wtorek (22 marca) sosnowiecka komenda, tamtejsi policjanci prowadzili poszukiwania 41-latka od czerwca 2018 r. Sądy z całej aglomeracji górnośląskiej wydały za nim listy gończe, a Prokuratura Regionalna w Katowicach poszukiwała go na podstawie dwóch czerwonych not Interpolu.

„Kiedy w toku prowadzonej sprawy kryminalni ustalili, że może się ukrywać poza granicami kraju, Prokuratura Regionalna w Katowicach wydała za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Dzięki przekazanym przez sosnowieckich policjantów informacjom mężczyzna został zatrzymany 16 listopada 2021 roku na terenie Francji” – podała sosnowiecka policja.
Źródło info i foto: se.pl

Boss mafii ‘Ndrangheta Rocco Morabito ujęty

Boss mafii ‘Ndrangheta Rocco Morabito został aresztowany w poniedziałek w hotelu w mieście João Pessoa w północno-wschodniej części Brazylii podczas wspólnej akcji włoskich karabinierów, brazylijskiej policji i Interpolu. Uważany jest za drugiego w kolejności – zaraz po sycylijskim bossie Matteo Messinie Denaro – najgroźniejszego włoskiego gangstera. 4 lata temu został schwytany w Urugwaju, gdzie oczekiwał na ekstradycję do Włoch, ale w 2019 roku udało mu się uciec z więzienia.

Morabito organizował handel narkotykami między Brazylią a Europą. Już w latach 90. zajmował się m.in. przemytem kokainy na rzecz gangów mafijnych z Kalabrii. Poszukiwany był przez policję od 1994 roku. Został wpisany na listę 10 najbardziej niebezpiecznych uciekinierów, prowadzoną przez włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych.

Został aresztowany dopiero w 2017 roku w Urugwaju. Posługiwał się wówczas fałszywym dowodem osobistym na brazylijskie nazwisko. W 2019 roku udało mu się uciec z więzienia w Montevideo.

24 maja Rocco Morabito został aresztowany razem z innym uciekinierem – Vincenzo Pasquino, również uznawanym za bardzo niebezpiecznego. Jak podaje włoska agencja informacyjna ANSA, przy operacji współpracowali m.in. karabinierzy ze Specjalnej Grupy Operacyjnej (Raggruppamento Operativo Speciale), włoskie służby ds. współpracy międzynarodowej policji, amerykański departament ds. sprawiedliwości, FBI, amerykańska agencja rządowa do walki z narkotykami (Drug Enforcement Administration).

Pasquino urodził się w 1990 roku w Turynie. Był nieuchwytny od 5 listopada 2019 roku. Tego samego dnia sąd w Turynie wydał nakaz w sprawie zastosowania środków nadzoru wobec niego. Według karabinierów, jest on oskarżony o bycie przedstawicielem zorganizowanej grupy przestępczej zw. z mafią ‘Ndrangheta. Do tego, odpowiada za międzynarodowy handel narkotykami. Na listę niebezpiecznych uciekinierów został wpisany w styczniu 2021 roku.

55-letni Morabito współpracował z kartelami handlującymi narkotykami w Ameryce Południowej. Jest uznawany za wysokiego rangą przedstawiciela gangu Morabito-Bruzzaniti-Palamara.

– Aresztowaliśmy Rocco Morabitę, głowę ‘Ndranghety, jednej z głównych włoskich organizacji, która specjalizuje się w handlu narkotykami, bronią, ludźmi i w praniu pieniędzy. Operacja ta zaczęła się w zeszłym roku – poinformował we wtorek Paulo Gustavo Maiurino, szef brazylijskiej policji federalnej podczas konferencji prasowej.

Jak zaznaczył, w działania „było zaangażowanych 11 państw wraz z włoskim departamentem ds. bezpieczeństwa publicznego”. – Z naszej strony, wzmocniliśmy poszukiwania tego kryminalisty, który przemieścił się przez trzy stany – Sao Paolo, Rio de Janeiro i Paraiba, i został aresztowany w hotelu w mieście João Pessoa – dodał Maiurino.
Źródło info i foto: TVP.info

„Masa” znów trafi za kratki?

Najsłynniejszy polski świadek koronny już niedługo może znów trafić do więzienia. Wszystko przez to, że Jarosław Ł. ps. „Masa”, miał zaprzepaścić szansę porozumienia z prokuraturą. Teraz grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.

Portal tvpinfo.pl donosi, że Jarosław Ł. (przedtem S. – red.) „Masa” miał mieć odmienne zdanie od śledczych w kwestii pobytu w zakładzie karnym. Świadek koronny spędził ostatnie dwa lata w areszcie śledczym i w ramach dobrowolnego poddania się karze ten czas zaliczony byłby na poczet odbywania wyroku. „Tym samym spełniałby warunki do warunkowego przedterminowego zwolnienia z więzienia z racji odbycia połowy kary” – twierdzi portal.

Były gangster z grupy Pruszkowskiej od kilku miesięcy miał lobbować za wyjściem na wolność i nie zamierzał dłużej pozostawać za kratami. „Masa” – według relacji tvpinfo.pl – miał umniejszać swoją rolę w przestępstwach i nie być do końca szczerym ze śledczymi, dlatego w styczniu skierowano akt oskarżenia wobec przestępcy.

– „Masa” zagrał va banque. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby wyrok, jaki usłyszy, był wyższy od naszej propozycji. Jarosław Ł. popełniał przestępstwa, będąc świadkiem koronnym, znajdując się pod ochroną państwa. Za sprawą „korony” uniknął z pewnością wieloletniej odsiadki i miał warunki, aby zerwać z kryminalną przeszłością – przyznała anonimowa osoba zbliżona do śledztwa. Według niej „powrót do popełnienia przestępstw może być okolicznością obciążającą”.

Jarosław Ł. będzie teraz odpowiadał z wolnej stopy, mury aresztu opuścił w maju. – Nie miałem myśli samobójczych, choć było ciężko. Bardzo brakowało mi przez te dwa lata żony, która na szczęście regularnie mnie odwiedziała – powiedział po wyjściu z ośrodka penitencjarnego „Masa”. – Dziś jestem kompletnie inny, przemyślałem bardzo wiele rzeczy, zrobiłem rachunek sumienia- dodał gangster.

Przypomnijmy, że najsłynniejszy polski świadek koronny jest oskarżony o popełnienie 17 przestępstw – m.in. oszustw, wręczania łapówek oraz paserstwa. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wp.pl

Wrocławski gangster z zarzutami w sprawie spalenia żywcem czteroosobowej rodziny w 2007 roku

Kolejny wrocławski gangster usłyszał zarzuty w sprawie spalenia żywcem czteroosobowej rodziny w 2007 r. 36-letni mężczyzna doprowadzony z więzienia przez funkcjonariuszy CBŚP do dolnośląskich „pezetów”, miał zlecić podpalenie mieszkania ofiar i kierować zbrodnią. To już trzecia osoba, która jest podejrzana o bestialskie porachunki przestępcze.

Sprawa jest bardzo tajemnicza. O podejrzanych wiadomo tylko tyle, że byli związani z grupą osławionego wrocławskiego watażki – Piotra S. ps. „Suchy”. Tożsamość gangsterów trzymana jest nadal w tajemnicy. W 2007 r., kiedy to doszło do zbrodni, ustaleni dotąd podejrzani byli bardzo młodzi. Bezpośredni sprawca podpalenia mieszkania w kamienicy przy ul. Świętego Wincentego we Wrocławiu miał wówczas 20 lat. Dwaj zleceniodawcy byli starsi od niego o trzy i cztery lata.

Pierwsi dwaj podejrzani usłyszeli zarzuty w listopadzie i grudniu 2019 r. W Dolnośląskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zarzucono im zabójstwo czterech osób w wyniku umyślnego podpalenia mieszkania, zagrożenia dla życia i zdrowia pozostałych mieszkańców kamienicy, a także udziału w obrocie znacznymi ilościami heroiny.

Przed kilkoma dniami, funkcjonariusze CBŚP doprowadzili z więzienia przed oblicze prokuratora, drugiego ze zleceniodawców. 36-latek miał także kierować zbrodnią. Tak jego kompani został aresztowany.

Z ustaleń śledztwa wynika, że 24 lutego 2007 r. ok. godz. 2 w nocy ustaleni sprawcy podpalili jedno z mieszkań w kamienicy przy ul. Świętego Wincentego. Przestępcy oblali wcześniej benzyną drzwi wejściowe do lokalu, w którym znajdowała się czteroosobowa rodzina. Wlali paliwo przez szparę w drzwiach do wnętrza mieszkania, po czym podłożyli ogień i uciekli.

Śledztwo prowadzone początkowo przez Prokuraturę Rejonową dla Wrocławia Śródmieście zostało umorzone po trzech miesiącach, ponieważ uznano, że pożar był wynikiem nieszczęśliwego wypadku. W 2014 r. akta sprawy zostały zmielone.

Jednak przed kilkunastoma miesiącami prokurator wrocławskich „pezetów” wraz z „cebesiami” natrafili na informacje, że tragedia z lutego 2007 r. była skutkiem gangsterskich porachunków. Podejrzenia te potwierdziły ekspertyzy biegłych z zakresu pożarnictwa i medycyny sądowej.
Źródło info i foto: TVP.info

Ruszyła pierwsza rozprawa w procesie „Masy”

Przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczęła się w czwartek pierwsza rozprawa w procesie, w którym jednym z oskarżonych jest Jarosław Ł. ps. „Masa”. Wyłączono jawność postępowania – poinformował w czwartek PAP sędzia Damian Krakowiak rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Łodzi. Postępowanie przed łódzkim sądem rozpoczęło się przy drzwiach zamkniętych. „W uzasadnieniu wyłączenia jawności sąd wskazał na ważny interes państwa i ważny interes uczestników postępowania” – powiedział PAP w czwartek rano sędzia Damian Krakowiak.

Akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Łodzi skierował pod koniec stycznia 2020 roku prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Były gangster tzw. grupy pruszkowskiej Jarosław Ł. ps. „Masa” (dawniej Jarosław S. – PAP), od 20 lat najbardziej znany polski świadek koronny, który niegdyś zeznawał przeciwko swoim mafijnym kompanom, w łódzkim postępowaniu oskarżony jest o popełnienie siedemnastu czynów, w tym m.in. o oszustwa związane z mieniem o znacznej wartości, czyny o charakterze korupcyjnym, fałszywe zeznania, przywłaszczenie powierzonego mienia i paserstwo.

„To są zarzuty przestępstw przeciwko mieniu i ważności dokumentów” – podsumował Krakowiak. „Masie” grozi do 10 lat więzienia.

Oskarżono także Zbigniewa G., byłego naczelnika wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji o popełnienie dziesięciu czynów, w tym m.in. przestępstw o charakterze korupcyjnym oraz ujawnienia informacji niejawnych. Za te czyny również grozi do 10 lat więzienia.

Pozostałe osoby zostały oskarżone o popełnienie szeregu czynów, w tym o charakterze korupcyjnym, oraz oszustw, co do mienia znacznej wartości. Tutaj również wymiar kary to 10 lat więzienia.

Postępowanie dotyczyło m.in. oszustw kredytowych. Przestępstwa te, zdaniem prokuratury, polegały one na doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem szeregu banków, powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych oraz udzielania korzyści majątkowych i wyłudzania usług budowlanych.

„Masie” przedstawiono m.in. zarzuty korumpowania oficera policji, bo śledztwo dotyczyło również m.in. wielokrotnego udzielania korzyści majątkowych naczelnikowi wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji w związku z pełnioną przez niego funkcją publiczną.

Zarzuty wobec oskarżonych to także m.in. wyłudzenia odszkodowań komunikacyjnych, ujawniania informacji niejawnych, składania zawiadomień o przestępstwach niepopełnionych i składania fałszywych zeznań, przywłaszczanie pieniędzy, zakup artykułów uzyskanych w wyniku czynu zabronionego oraz przyjmowanie korzyści majątkowych przez funkcjonariusza policji.

„Masa”, w związku z zarzutami – a potem z oskarżeniami w rozpoczynającym się łódzkim postępowaniu sądowym – był aresztowany. W maju 2020 roku Jarosław Ł. Wyszedł na wolność.

„Uchylono tymczasowe aresztowanie, zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze” – poinformował rzecznik łódzkiego sądu okręgowego.
Źródło info i foto: portalsamorzadowy.pl

Sprawa Ewy Tylman. Policjanci nakłaniali do składania fałszywych zeznań?

Jak donosi „Fakt”, prokuratura w Zielonej Górze bada nowy wątek, jakoby policjanci CBŚ mieli namawiać domniemanego świadka, gangstera „Ramzesa” do kłamstwa. Ewa Tylman zaginęła w Poznaniu w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku, wracała wtedy z firmowej imprezy w towarzystwie Adama Z. Dopiero w lipcu 2016 roku udało się odnaleźć jej ciało w Warcie.

W 2019 roku sąd uznał, że Adam Z., jeden z głównych podejrzanych, nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go. Jednak w styczniu 2020 roku Sąd Apelacyjny uchylił ten wyrok, a sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia. Śledczy wskazywali, że Z. miał zepchnąć dziewczynę ze skarpy i wrzucić do wody i dotąd trzymają się tej tezy. Choć jak zauważa „Fakt”, prokuratura „nigdy nie dysponowała niezbitymi dowodami na winę Adama Z.”.

Prokuratura bada nowy wątek ws. śledztwa po śmierci Ewy Tylman

W trakcie procesu zgłosił się świadek, który utrzymywał, że Adam Z., gdy przebywał w areszcie, wyjawił mu, że to on zabił Tylman. Świadkiem był gangster „Ramzes”, Paweł P., a sąd ostatecznie nie dał wiary jego relacji.

Wszczęto więc śledztwo ws. składania fałszywych zeznań przez „Ramzesa”, podczas którego prokuratorzy natrafili na nowy trop. „Fakt” przytacza w tej sprawie wypowiedź Łukasza Wojtasika z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze:

„Na kanwie tego postępowania powstało podejrzenie, że za nakłanianiem „Ramzesa” do składania fałszywych zeznań mogą stać funkcjonariusze publiczni, dokładniej policjanci CBŚP. Te materiały z tego powstępowania zostały wyłączone i objęte osobnym śledztwem, które jednak zostało czasowo zawieszone”.

Z kolei „Ramzes” twierdzi, że do składania fałszywych zeznań nakłaniał go zielonogórski prokurator.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dariusz G. , ps. „Łoli”, powiesił się w celi

Fot. Bartosz Krupa/East News. Warszawa 14.05.216. Zwiedzanie Aresztu Sledczego Warszawa – Mokotow w ramach wydarzenia „Noc Muzeow 2016”.

Nie żyje Dariusz G., pseudonim „Łoli”. Słynny gangster i były żołnierz popełnił samobójstwo we wrocławskim areszcie – podaje lokalna „Gazeta Wrocławska”. Trafił za kraty kilka dni temu, był powiązany w sprawie szajki oszustów. Tragiczna śmierć w areszcie śledczym we Wrocławiu. Samobójstwo popełnił Dariusz G. ps. „Łoli”. Były żołnierz Legii Cudzoziemskiej, był już karany za handel narkotykami, czy udział w zabójstwie.

Znany gangster był ścigany za niedawne porachunki z półświatka. Ciągnęły się za nim stare sprawy – w 1997 roku miał brać udział w wyroku śmierci na Marku Ł., ps. Łopuch. G. trafił do aresztu kilka dni temu – prokuratura zarzucała mu udział w grupie przestępczej i podatkowe oszustwa.

Czytamy, że jeszcze dwa dni temu nic nie zwiastowało tragedii. Jak podaje „Gazeta Wrocławska” „Łoli” powiesił się w dwuosobowej celi aresztu śledczego, 17 czerwca. Tuż przed północą wszczęto alarm, okazało się, że mężczyzna powiesił się na pętli zrobionej z koca. Pomoc strażników przyszła za późno, lekarz stwierdził zgon.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest akt oskarżenia przeciwko Jarosławowi Ł. ps. „Masa”

Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko Jarosławowi Ł. ps. Masa, Zbigniewowi G. – byłemu naczelnikowi wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji oraz 20 innym osobom – poinformowała w poniedziałek rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

Jak przekazała prokurator Ewa Bialik, akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Łodzi skierował 22 stycznia prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Korupcja, fałszywe zeznania, paserstwo

– Prokurator oskarżył Jarosława Ł. ps. Masa o popełnienie siedemnastu czynów w tym m.in. oszustwa co do mienia znacznej wartości, czynów o charakterze korupcyjnym, fałszywych zeznań, przywłaszczenia powierzonego mienia, paserstwa oraz udaremniania zaspokajania wierzycieli – wskazała prokurator. Za zarzucane czyny „Masie” może grozić do 10 lat więzienia.

Ewa Bialik dodała, że prokurator w akcie oskarżenia wysłanym do sądu oskarżył Zbigniewa G. byłego naczelnika wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji o popełnienie dziesięciu czynów w tym o charakterze korupcyjnym oraz ujawnienia informacji niejawnych. Za te czyny także grozi kara do 10 lat więzienia.

Oszustwa kredytowe

– Pozostałe osoby zostały oskarżone o popełnienie szeregu czynów, w tym o charakterze korupcyjnym, oraz oszustw co do mienia znacznej wartości – poinformowała rzeczniczka Prokuratury Krajowej. Te zarzuty również zagrożone są karą 10 lat więzienia.

Jak tłumaczyła prokurator Bialik, postępowanie dotyczyło oszustw kredytowych. Przestępstwa te, zdaniem prokuratury, polegały na doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem szeregu banków, powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych oraz udzielania korzyści majątkowych jak i wyłudzania usług budowlanych.

– Śledztwo dotyczyło również wielokrotnego udzielania korzyści majątkowych naczelnikowi wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji w związku z pełnioną przez niego funkcją publiczną, wyłudzania odszkodowań komunikacyjnych, ujawniania informacji niejawnych, udzielania substancji psychotropowych, udaremniania zaspokajania wierzycieli, składania zawiadomień o przestępstwach niepopełnionych i składania fałszywych zeznań – podkreśliła prokurator.

– Ponadto postępowanie obejmowało przywłaszczenie pieniędzy, nabywanie artykułów higienicznych oraz produktów spożywczych uzyskanych w wyniku czynu zabronionego oraz przyjmowania korzyści majątkowych przez funkcjonariusza policji oraz wielu innych – dodała.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Brazylia: Torturowali i mordowali kierowców Ubera

Czterech kierowców pracujących dla firm zajmujących się przewozem osób w Salwador (Brazylia) zostało brutalnie zamordowanych. Według lokalnych władz porwania i morderstwa miał zlecić szef jednego z lokalnych gangów. Miał to zrobić po tym, jak kierowca Ubera anulował kurs zamówiony przez jego chorą matkę.

Do porwań i zabójstw czterech mężczyzn w wieku między 23. a 48. rokiem życia doszło w zeszły piątek, 13 grudnia. Dwóch kierowców pracowało dla Ubera, z kolei dwóch innych dla konkurencyjnej firmy 99. Wszystkie kursy były zamawiane na teren faweli Jardim Santo Inacio w północno-wschodnim Salwadorze.

Byli bici i torturowani

Jedynym, któremu udało się uciec z pułapki zastawionej przez gangsterów był kierowca pracujący dla firmy 99. Mężczyzna miał odebrać klienta w piątek nad ranem. Osoba, która wsiadła do auta wycelowała broń w jego stronę, a następnie kazała jechać mu we wskazane miejsce.

Porywacz wraz ze swoją ofiarą zatrzymali się za jedną z chat. W środku pomieszczenia leżało ciało jednego z kierowców, reszta była przywiązana do krzeseł z poważnymi obrażeniami. Kierowca 99 również został skrępowany, a napastnicy zaczęli go bić i torturować.

W pewnym momencie jednej z ofiar udało się złapać za broń, która miał przy sobie porywacz. Wywiązała się szamotanina, z której skorzystał kierowca firmy 99, który wyswobodził się z więzów i uciekł na zewnątrz. Po oddaleniu się na bezpieczna odległość, mężczyzna zadzwonił na policję. Po kilku dniach o swoich przeżyciach powiedział lokalnej stacji telewizyjnej.

Porywacze i zleceniodawca nie żyją

Jeszcze tego samego dnia policja namierzyła dwóch podejrzanych. Podczas konfrontacji doszło do strzelaniny. Domniemani sprawcy zostali zabici przez funkcjonariuszy. Niestety na ratunek dla kierowców było już za późno – policja odnalazła ich ciała owinięte w foliowe worki. Za zleceniem zabójstw miał stać lider jednego z gangów. Jego ciało policja odnalazła w poniedziałek – został zastrzelony.

– Gangster zlecił zabójstwa, po tym jak kierowca Ubera anulował kurs, który zamówiła jego matka – powiedział „The Guardian” Rui Costa, gubernator stanu Bahia.

Choć policja wciąż ustala dokładny motyw, to w czwartek poinformowała, że prawdopodobnie chodziło o „chęć zemsty za odwołany kurs”.

„Uber jest wstrząśnięty tą brutalną i szokującą zbrodnią” – poinformowała firma. Z kolei 99 dodało, że jest „głęboko zasmucona tymi przerażającymi atakami”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl