USA: Raport odnośnie ataku na Kapitol. „Służby nie były przygotowane, zignorowano zagrożenie”

​Policja Kapitolu miała informacje na temat planowanych zamieszek 6 stycznia, ale nie były one rozpowszechniane wewnątrz instytucji. Ani policja, ani żadna ze służb nie miała też żadnego planu ochrony gmachu – wynika z opublikowanego we wtorek raportu Senatu. 127-stronicowy dokument przedstawiony przez połączone komisje Senatu jest wynikiem kilkumiesięcznego śledztwa.

W raporcie stwierdzono, iż „federalna społeczność wywiadowcza – przewodzona przez FBI i Departament Bezpieczeństwa Krajowego – nie ostrzegła o potencjalnej przemocy 6 stycznia”. Zdaniem autorów dokumentu „wywiadowcze oddziały USCP (Policji Kapitolu) nie przekazały posiadanych przez nie pełnych informacji nt. zagrożeń”, a USCP „nie była odpowiednio przygotowana, by zapobiec lub odpowiedzieć na zagrożenia bezpieczeństwa 6 stycznia, co przyczyniło się do wtargnięcia na Kapitol”.

Służby uznały, że zagrożenie nie jest poważne

Dołączone materiały sugerują też, że ani odpowiedzialne za to ministerstwo sprawiedliwości, ani sama policja nie miały żadnego planu na wypadek przemocy. Stało się tak, mimo że USCP od grudnia zbierała informacje na temat planów ekstremistów, w tym planów infiltracji tunelów pod Kapitolem i wtargnięcia do biur parlamentarzystów.

Jak się jednak okazało, informacje zbierane przez analityków nie zostały przekazane ani szefostwu, ani samym policjantom. Nie zrobiła tego też FBI, uważając zagrożenie ze strony sympatyków Donalda Trumpa za mało poważne. Dochodzenie ustaliło również, że nieprzejrzyste procedury biurokratyczne spowolniły odpowiedź na zamieszki i wezwanie na pomoc Gwardii Narodowej.

– Byliśmy źle przygotowani. Nie byliśmy informowani. Zostaliśmy zdradzeni – powiedział senatorom jeden z funkcjonariuszy. – Byłem przerażony, że żaden z szefów nie był z nami w łączności przez radio i nie pomagał nam. Przez godziny krzyki w radiu były okropne, widoki niewyobrażalne i doszło do kompletnej utraty kontroli. Przez godziny żaden z szefów nie przejął dowództwa i kontroli. Funkcjonariusze błagali o pomoc i opiekę medyczną – mówił inny.

„Błędy są oczywiste”

W konkluzjach raportu senatorowie zalecili m.in. całkowitą zmianę struktury dowodzenia i podejmowania decyzji w USCP, zmianę szefa instytucji, wzmocnienie działań wywiadowczych i uproszczenie procedur w sytuacjach nadzwyczajnych.

– Błędy są oczywiste. Wszystko to zostało dobrze podsumowane przez jeden fragment w naszym raporcie, gdzie jeden z funkcjonariuszy zadał tragicznie proste pytanie za pomocą radia: „Czy ktokolwiek ma jakiś plan?”. Niestety, nikt nie miał – powiedziała przewodnicząca komisji regulaminowej Senatu, Demokratka Amy Klobuchar.
Źródło info i foto: interia.pl

Dziennikarka zostanie skazana na kolonię karną? Protesty pod gmachem FSB w stolicy Rosji

15 osób zatrzymała policja w Moskwie podczas protestu przed gmachem Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Około 100 osób prowadziło tam pikiety w obronie niezależnej dziennikarki z Pskowa Swietłany Prokopiewej, której grozi kara pozbawienia wolności.

Informację o 15 zatrzymanych podał dziennik „Kommiersant”. Są wśród nich dziennikarze, m.in.: korespondentka portalu Meduza Kristina Safonowa i komentator niezależnej „Nowej Gaziety” Ilja Azar.

Dziennikarze przyszli pod gmach FSB, by wyrazić solidarność zawodową i wsparcie dla Prokopiewej. Demonstracja miała formę jednoosobowych pikiet, niektórzy protestujący przynieśli plakaty z hasłami w obronie dziennikarki. Jednoosobowe pikiety nie wymagają zezwolenia władz, ale policjanci oświadczyli, że zgromadzenie nie zostało uzgodnione i zagrozili zatrzymaniami. Demonstranci, którzy rozwijali plakaty, byli od razu zabierani do samochodów policyjnych.

Prokopiewa jest oskarżona o usprawiedliwianie terroryzmu. Na procesie toczącym się w Pskowie prokurator zażądał dla niej kary sześciu lat kolonii karnej. Wyrok zapadnie w poniedziałek, 6 lipca.

Powodem oskarżeń wobec Prokopiewej stał się jej komentarz wygłoszony na falach rozgłośni Echo Moskwy w Pskowie 6 listopada 2018 roku. Dziennikarka mówiła o zamachu bombowym w Archangielsku, gdzie 17-latek zdetonował w samobójczym ataku ładunek wybuchowy w gmachu regionalnego oddziału FSB.

W komentarzu Prokopiewa wyraziła ocenę, że czyn zamachowca mógł być sprowokowany represyjnymi działaniami systemu politycznego; zauważyła m.in. iż „okrucieństwo rodzi okrucieństwo”. Niemniej zastrzegła, że akt terroru jest działaniem niedopuszczalnym. Regulator mediów Roskomnadzor ocenił jednak, że materiał zawierał wypowiedzi wyrażające usprawiedliwianie terroryzmu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Włochy: Prokuratura wznowiła śledztwo ws. zaginięcia Emanueli Orlandi. Szczątki w gmachu Watykanu

W piwnicy nuncjatury apostolskiej w Rzymie, eksterytorialnego gmachu Watykanu, odkryto we wtorek kolejne szczątki kostne – podały włoskie media, powołując się na śledczych. We współpracy z Watykanem włoski wymiar sprawiedliwości prowadzi dochodzenie w tej sprawie. Według dziennikarzy mogą to być szczątki zaginionej w czerwcu 1983 r. córki pracownika Stolicy Apostolskiej Emanueli Orlandi.

Pierwsze szczątki, należące prawdopodobnie do dwóch osób, znalezione zostały w Villa Giorgina pod koniec października.

Według wstępnych ustaleń śledczych są to m.in. kości młodej kobiety o drobnej budowie. Zarówno te odkryte wcześniej, jak i znalezione obecnie fragmenty czaszki zostały skierowane do badań DNA, by ustalić płeć i wiek, a także prawdopodobny czas zgonu.

Wznawiają sprawę zaginionej przed 35 laty Emanueli Orlandi

Dokonane w czasie prac budowlanych odkrycie w podziemiach siedziby nuncjatury we Włoszech, czyli ambasady Watykanu, otworzyło na nowo sprawę niewyjaśnionego dotąd zaginięcia w czerwcu 1983 r. córki pracownika Stolicy Apostolskiej Emanueli Orlandi.

Nastolatka zniknęła w biały dzień w Rzymie, a wieloletnie śledztwo nigdy nie potwierdziło żadnej z licznych wysuwanych hipotez, dotyczących tego co miało się z nią stać. W tym okresie w Wiecznym Mieście zaginęła bez śladu również inna nastolatka – Mirella Gregori.

Od krewnych obu zaginionych pobrano materiał DNA, który rzymskie laboratorium kryminalistyczne zamierza porównać z uzyskanym z próbek pobranych ze znalezionych szczątków.

Wśród hipotez: siatka księży pedofilów, porachunki mafii

Do zaginięcia 15-letniej Emanueli Orlandi doszło 22 czerwca 1983 roku. Córka świeckiego urzędnika kurii rzymskiej wyszła z domu do szkoły muzycznej. Sprawa jest dotąd niewyjaśniona, mimo, że od porwania upłynęło 35 lat.

Wśród hipotez pojawiły się m.in domysły, że za porwaniem i – prawdopodobnie – zabójstwem Emanueli Orlandi może stać siatka księży pedofilów, włoski gangster Enrico De Pedis, a nawet były rektor bazyliki świętego Apolinarego w Rzymie.

Inna koncepcja zakładała, że za jej porwaniem stać miała groźna Banda della Magliana z Rzymu. Gangsterzy mieli próbować zastraszyć najwyższych hierarchów, a nawet samego Jana Pawła II z powodu rzekomych finansowych porachunków z Watykanem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kabul: Zamachowiec-samobójca wysadził się przed gmachem ministerstwa

Co najmniej 12 osób zginęło, a 31 zostało rannych w poniedziałek w zamachu samobójczym przed gmachem ministerstwa ds. rozwoju i odbudowy okręgów wiejskich w centrum stolicy Afganistanu, Kabulu – poinformował rzecznik resortu zdrowia Wahid Madżroh. Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie (IS) – podała propagandowa agencja Amak, nie przedstawiając jednak żadnych dowodów.

Według policji zamachowiec samobójca zdetonował na sobie kamizelkę z ładunkami wybuchowymi przed wejściem do ministerstwa, gdy budynek opuszczali pracownicy w związku ze zmienionymi godzinami pracy na czasu ramadanu.

W chwili eksplozji przed resortem zebrali się pracownicy, którzy czekali na autobusy – powiedział rzecznik ministerstwa ministerstwa ds. rozwoju i odbudowy okręgów wiejskich Faridun Azhand. – Niestety straciliśmy kolegów – dodał.

– Nie wiemy, czy wszystkimi ofiarami są pracownicy, czy też są wśród nich też inni cywile – oznajmił Azhand.

IS przyznało się do wielu ataków w Kabulu, ale przedstawiciele sił bezpieczeństwa twierdzą, że niektóre z nich mogły być dziełem związanej z talibami siatki Hakkaniego. W sobotę afgańscy talibowie niespodziewanie ogłosili trzydniowe zawieszenie broni z siłami rządowymi w czasie przypadających pod koniec tego tygodnia obchodów święta Id al-Fitr. Zastrzegli jednak, że rozejm nie będzie dotyczył sił międzynarodowych i że operacje przeciwko nim będą kontynuowane. Bojownicy dodali też, że będą się bronić przed ewentualnymi atakami.

Obchody Id al-Fitr (Eid al-Fitr, Aid el-Fitr) kończą ramadan, święty dla muzułmanów miesiąc postu. W czwartek prezydent Afganistanu Aszraf Ghani ogłosił jednostronne bezwarunkowe zawieszenie broni z talibami od 12 do 20 czerwca, co właśnie zbiega się z zakończeniem ramadanu. Zastrzegł jednak, że zawieszenie broni nie dotyczy IS i Al-Kaidy.
Źródło info i foto: TVP.info

Kolejny atak islamistów w Somalii

Co najmniej 23 osoby zginęły a ponad 30 zostało rannych w sobotę w eksplozji dwóch samochodów pułapek przed popularnym hotelem w stolicy Somalii, Mogadiszu – poinformowała policja. Do ataków przyznała się islamistyczna partyzantka Al-Szabab. Zdaniem władz bilans ofiar najprawdopodobniej jeszcze wzrośnie.

Według policji, pierwszy pojazd wyładowany materiałami wybuchowymi uderzył w hotel Nasa-Hablod, położony w odległości ok. 600 metrów od pałacu prezydenckiego, po czym uzbrojeni bojownicy wtargnęli do budynku. Kilka minut później kolejny samochód pułapka eksplodował w tej samej okolicy, w pobliżu gmachu parlamentu.

Przedstawiciel policji kpt. Mohamed Hussein poinformował, że z budynku hotelu ewakuowano 30 osób, w tym członka rządu. Trzech z pięciu zamachowców zostało zabitych. Pozostali obrzucili atakujących funkcjonariuszy granatami i odcięli dopływ prądu do hotelu.

Według innego policjanta Alego Nura wśród ofiar śmiertelnych znalazł się były somalijski deputowany, pułkownik policji oraz kobieta z trojgiem dzieci. Większość zabitych to policjanci. Nad miejscem zdarzenia unosił się wielki obłok czarnego dymu, a na ulicy przed hotelem zniszczonych zostało kilkanaście zaparkowanych tam samochodów; na chodniku widać było też ślady krwi.

Do ataków przyznali się islamiści z ugrupowania Al-Szabab. „Naszym celem byli ministrowie i przedstawiciele sił bezpieczeństwa znajdujący się w hotelu” – powiedział w rozmowie z Reuterem rzecznik tej organizacji Abdiasis Abu Musab.
Jak dodał, hotel należy do somalijskiego ministra ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Mohammeda Abukara Islowa. Wcześniej w październiku w wyniku eksplozji samochodu ciężarowego w Mogadiszu zginęło co najmniej 358 osób. Był to najtragiczniejszy atak tego typu w historii kraju. Al-Szabab nie przyznało się do jego przeprowadzenia.

Al-Szabab, ugrupowanie powiązane ze wschodnioafrykańskim odłamem Al-Kaidy, walczy o narzucenie w Somalii surowej wersji islamu. Choć ekstremiści ponieśli w ostatnich latach straty, ich ugrupowanie nadal przeprowadza krwawe ataki w wielu rejonach Somalii, zwłaszcza w stolicy kraju.
Źródło info i foto: interia.pl

Trzej Niemcy zatrzymani w Warszawie odpowiedzą za znieważenie polskiej flagi

​Policja zatrzymała trzech młodych obywateli Niemiec, którzy z jednego z budynków w centrum Warszawy zdjęli, a następnie zdeptali biało-czerwoną flagę – dowiedziała się w poniedziałek PAP w Komendzie Stołecznej Policji. Za to przestępstwo grozi nawet rok więzienia. Do zdarzenia doszło w okolicy skrzyżowania ulic: Chmielnej i Żelaznej, przy gmachu Zarządu Dróg Miejskich.

Pytany przez PAP o szczegóły sprawy rzecznik KSP kom. Sylwester Marczak powiedział, że trzech młodych mężczyzn – w wieku od 21 do 25 lat – zauważył w nocy operator monitoringu miejskiego. W pewnym momencie zdjęli oni ze ściany budynku biało-czerwoną flagę i ją zdeptali. Zgodnie z artykułem 137. kodeksu karnego, kto znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Donald Tusk spędził w prokuraturze 8 godzin

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk opuścił gmach warszawskiej prokuratury, gdzie przebywał ponad 8 godzin.

– Nie jestem upoważniony do udzielania jakichkolwiek informacji na temat śledztwa. Pan prokurator uprzedził, zgodnie z przepisami, że nie można w żaden sposób naruszać tajemnicy śledztwa. Sprawa dotyczy poważnych kwestii, więc pragnę pozostać dyskretny – powiedział Tusk. – Nie mogę narzekać na gościnność prokuratury. Dostałem kawę, herbatę i wodę – dodał.

„Zjawiłem się przez szacunek dla państwa polskiego”

Pytany przez dziennikarzy, czy jego przesłuchanie ma charakter polityczny, Tusk odpowiedział twierdząco. – Cała sprawa ma charakter wybitnie polityczny – podkreślił.

– Poinformowałem pana prokuratora, że zjawiłem się ze względu na szacunek przede wszystkim dla państwa polskiego. Zdaję sobie sprawę, że najlepiej byłoby, gdybyśmy mieli sobie wyjaśniać w sposób cywilizowany wszystkie sprawy i wątpliwości, ale poinformowałem także, że mój urząd objęty jest pełnym immunitetem zgodnie z prawem europejskim – relacjonował b. premier.

Prokuratura nie chciała przesłuchania w Brukseli

– Skorzystam z immunitetu wtedy, kiedy dojdę do wniosku, że celowo wykorzystywane są sprawy przeciwko mnie po to, aby utrudnić lub uniemożliwić mi sprawowanie funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale jeśli tak, to nie będę się wahał – zapowiedział Tusk.

– Z całą pewnością wielogodzinne przesłuchanie nie ułatwia wykonywania obowiązków, ale to też mój publiczny obowiązek. Nie jestem tu od tego, by użalać się nad swoim losem – mówił Tusk. Przewodniczący RE wyjaśnił, że proponował, by przesłuchanie odbyło się w Brukseli, w placówce konsularnej, ale „z powodów technicznych odmówiono tej możliwości”.

Giertych: Zeznania protokołowano ręcznie

Po przesłuchaniu na antenie TVN24 wypowiedział się Roman Giertych, pełnomocnik Tuska. – Całość tej sprawy ma związek z planami politycznymi, które są konsekwentnie realizowane – mówił. Giertych wyjaśnił, że przesłuchanie trwało tak długo, ponieważ było protokołowane ręcznie. Pytany, czy to normalna procedura, odparł: „Spotykałem się z tym często, ale 20 lat temu”.

– Jako obywatel mogę powiedzieć, że sprawa jest polityczna, ponieważ Donald Tusk jest traktowany przez władzę jako poważny polityczne zagrożenie – dodał pełnomocnik.

Nie będzie kolejnego przesłuchania

Głos po przesłuchaniu zabrała też prokuratura. Na krótkim briefingu poinformowano, że „zeznania Donalda Tuska były niezbędne do wszechstronnego wyjaśnienia sprawy”. Rzecznik prokuratury dodał, że zaproszenie przewodniczącego RE miało charakter standardowy, zgodny z procedurami.

– Okoliczności zostały w ocenie prokuratury wyjaśnione – dodał prokurator. Śledczy nie przewidują dalszego przesłuchania Tuska.

Powitanie Tuska w Warszawie

Tusk zeznawał jako świadek w śledztwie dotyczącym współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Przed godz. 11 były premier przejechał do Warszawy pociągiem z Sopotu. Potem w licznej grupie – swoich zwolenników i przeciwników – przeszedł pieszo z Dworca Centralnego do budynku prokuratury przy ulicy Nowowiejskiej.

Zgromadzeni przed siedzibą prokuratury skandowali: „Dziękujemy!”. – To ja dziękuję bardzo. Trzymajcie się – odpowiedział Tusk.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Afganistan: Atak na Sąd Najwyższy w Kabulu

Co najmniej 20 osób zginęło, a 48 zostało rannych w ataku terrorystycznym w stolicy Afganistanu – podały miejscowe władze. Zamachowiec samobójca wysadził się w powietrze obok budynku Sądu Najwyższego. Terrorysta zdetonował bombę na parkingu przed sądem, gdy pracownicy opuszczali gmach. Urzędnicy w grupie szli do autobusu, który miał ich rozwieźć do domów.

Władze informują, że większość ofiar stanowią pracownicy sądu. Budynek mieści się on w pobliżu ambasady USA. Policja odgrodziła miejsce zamachu i rozpoczęła dochodzenie. Na razie nikt nie wziął odpowiedzialności za atak. Do ostatniego zamachu na tak dużą skalę doszło w Kabulu 10 stycznia. Wówczas w pobliżu parlamentu zginęło 38 osób. Do ataku przyznali się talibowie.
Żródło info i foto: TVP.info

Policja poszukuje trzech mężczyzna spod Sejmu

Stołeczna policja opublikowała wizerunki trzech mężczyzn, którzy mieli naruszyć porządek prawny podczas demonstracji przed Sejmem w nocy z 16 na 17 grudnia 2016 r. Blokowano wtedy wyjazd posłów i przedstawicieli rządu z gmachu. Nie ujawniono, co konkretnie mieli zrobić poszukiwani. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Michał Dziekański powiedział PAP, że nie może udzielać szczegółowych informacji na temat tego, w związku z czym konkretnie policja i prokuratura chcą ustalić tożsamość tych mężczyzn.

Śledztwo dotyczy m.in. blokowania wyjazdu posłów i przedstawicieli rządu przez manifestujących przed budynkiem; w jego ramach analizowane mają być też inne wątki – m.in. informacje o poturbowaniu posłanek opozycji przez Straż Marszałkowską. Postępowanie wszczęto na podstawie dwóch artykułów Kodeksu karnego – 191 i 224, które przewidują do 3 lat więzienia dla tego, „kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania” oraz dla tego, kto „przemocą lub groźbą bezprawną” wywiera wpływ na czynności urzędowe organu państwowego.

W czwartek prokuratura poinformowała, że w tym samym śledztwie planuje przesłuchanie posłów.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi także postępowanie sprawdzające dotyczące przebiegu obrad Sejmu 16 grudnia. W ramach tego postępowania analizowane są m.in. zawiadomienia Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Dotyczą one domniemanego złamania prawa przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego oraz domniemanego popełnienia przestępstwa przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, wiceszefa MSWiA Jarosława Zielińskiego oraz nieustaloną liczebnie grupę posłów, „polegającego na wprowadzeniu do dokumentu (listy obecności) niezgodnych z rzeczywistością elementów (podpisu)”. Zawiadomienia powołują się na art. 231 kodeksu karnego, stanowiący, że funkcjonariuszowi publicznemu za przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków, którymi działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, grozi kara pozbawienia wolności do lat 3. Postępowanie sprawdzające kończy się wszczęciem śledztwa albo jego odmową.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Ewakuacja Trump Tower. Podejrzany plecak wewnątrz budynku

We wtorek po południu policja nowojorska zarządziła ewakuację gmachu należącego do prezydenta elekta Donalda Trumpa tzw. Trump Tower. Decyzję podyktowało odkrycie podejrzanego, porzuconego plecaka. W jego wnętrzu znajdowały się – jak ustaliła policja- zabawki. – Ewakuowano nas bardzo szybko. To była histeria – opisywał telewizji CBS Andy Martin, 16-latek z Huntington na przedmieściach Nowego Jorku, który był na Manhattanie z rodziną.

– Policja przez cały czas krzyczała i nakazała ludziom się oddalić – dodał.

Według jednego z funkcjonariuszy policji podejrzany plecak znaleziono w pobliżu sklepu Niketown w lobby budynku dostępnym dla szerszej publiczności. Dla zbadania sytuacji wezwano oddział specjalizujący się w wykrywaniu bomb.
Żródło info i foto: polsatnews.pl