Groźby i hejt wylewany na lekarzy. Coraz więcej osób boi się o swoje życie

– Stałem się celem ruchów antykoronawirusowych – przyznaje Interii dr Bartosz Fiałek, który o COVID-19 pisze lub mówi niemal codziennie. To nie tylko hejt, ale także groźby skierowane w stronę lekarza i jego rodziny. Dr Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych, mówi o „hektolitrach hejtu”. I niepokojącym przyzwyczajeniu do tej sytuacji.

Medycy, z którymi rozmawiamy, zgodnie przyznają, że w ostatnim czasie przybrała na sile fala nienawiści i gróźb kierowanych w ich stronę.

Hejt nawet w SMS

– Każda osoba publiczna, która wypowiada się na temat pandemii COVID-19, dostaje różnego typu groźby. Ja z uwagi na to, iż jestem w przekazywaniu tej wiedzy bardzo aktywny, stałem się celem ruchów antykoronawirusowych. Większość nieakceptowalnych wiadomości otrzymuję na Messengera, ale także na adres e-mail, a niektórzy wysyłają mi nawet SMS-y – mówi dr Bartosz Fiałek, lekarz i specjalista w dziedzinie reumatologii.

I dodaje: – W ostatnim czasie znacznie przybyło hejtu i gróźb, których jestem adresatem. Teraz straszy się mnie na przykład międzynarodowym sądem, tym na wzór norymberskiego, który rozliczał zbrodniarzy po drugiej wojnie światowej. Wyzywa się mnie też, że jestem nieukiem, nic nie wiem i głoszę nieprawdę.

Najpoważniejsza groźba dotarła do dra Fiałka na przełomie stycznia i lutego. – Grożono mi i mojej rodzinie, że jeśli nie przestanę mówić o COVID-19, to pewne osoby odwiedzą mnie w Płońsku, w którym mieszkam, i będzie nieciekawie. To był e-mail, który zawierał realną groźbę. Trochę na własną rękę szukam obecnie, wraz z informatykami, osoby, która go wysłała – przyznaje lekarz. Zapowiada, że niebawem sprawa trafi do organów ścigania. Liczy na to, że tego typu działanie zostanie adekwatnie rozpatrzone.

Zgłoszenie, sprawa umorzona. „Stwierdzono, że bałam się za mało”

– Na nas, medyków, spływają hektolitry hejtu – ocenia dr Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych. – Są też groźby. W moim przypadku nasila się to zawsze, gdy wypowiem się gdzieś lub wystąpię w telewizji – dodaje. Podobnie, jak dr Fiałek, w ostatnim czasie otrzymuje wiadomości z groźbą postawienia jej przed „międzynarodowym trybunałem” za mówienie o pandemii koronawirusa.

– Największa fala hejtu wylała się na mnie jednak po jednym z artykułów w dużym portalu internetowym. Dostawałam dziesiątki wiadomości dziennie, obrażających mnie, a także moją siostrę. W tym czasie jeden z internautów groził mi ucięciem głowy, co zostało zgłoszone do prokuratury. To była najpoważniejsza z gróźb, jaką dostałam – wspomina dr Kłudkowska.

Postępowanie jednak umorzono. – W uzasadnieniu napisano, że nie bałam się zbyt mocno, bo upubliczniłam groźby w mediach społecznościowych. A ja się naprawdę przestraszyłam i właśnie dlatego je udostępniłam, by ten człowiek przestał mi grozić – tłumaczy lekarka.

Przyzwyczajenie
– Straszne jest to, że powoli zaczynam przyzwyczajać się do takich rzeczy. Przyzwyczajać do tego, że grozi się mi śmiercią za to, że mówię o COVID-19 to, co mówi cały naukowy i medyczny świat – dodaje nasza rozmówczyni.

I ocenia: – Dopóki nic złego się nie wydarzy, to mam wrażenie, że te groźby spływające do mnie, do dra Bartka Fiałka, prof. Krzysztofa Simona i innych medyków nie są traktowane poważnie. Wszyscy przymykają na nie oko.

– Nie chciałabym być tą osobą, której faktycznie przydarzy się coś złego, i której przypadek sprawi, że organy państwowe podejdą do sprawy poważnie. Obawiam się, że za tymi wiadomościami naprawdę stoją niezrównoważone osoby, które swoje słowa mogą zamienić w czyny – podsumowuje.

„Serdeczne życzenia śmierci”

– Właśnie dostałem, oprócz świątecznych serdeczności, pierników i kwiatów od pacjentów: „serdeczne życzenia śmierci za propagowanie szczepień ochronnych przeciw COVID-19”. Oraz groźby zabicia mnie i wysadzenia klinki – mówił w grudniu Onetowi prof. Krzysztof Simon. Grożono też jego rodzinie. Sprawą zajęła się niedawno policja.

Wcześniej, w październiku, hejterów na policję zgłosił też wirusolog dr Tomasz Dzieciątkowski.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejna udana akcja CBŚP. Zatrzymano 6 osób

Rozbicie zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się multiprzestępczością, to kolejny efekt współpracy śląskiego CBŚP i Prokuratury Krajowej. Członkowie gangu podejrzani są m.in, o przestępstwa narkotykowe, pobicia, groźby, korupcję, oszustwa i inne. CBŚP zatrzymało 3 osoby i kolejne 3 doprowadziło do prokuratury z zakładów karnych.

Policjanci z Zarządu w Katowicach CBŚP, pod nadzorem Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach, prowadzą od wielu miesięcy czynności w ramach śledztwa dotyczącego zorganizowanej grupy przestępczej. Członkowie gangu działali w latach 2014 – 2017 na terenie niemal całego kraju, a głównie w województwie podkarpackim i śląskim. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że w tym czasie mogli dokonywać przestępstw narkotykowych, przeciwko życiu i zdrowiu, mieniu oraz inne. Z zebranego materiału wynika, że członkowie gangu mogą być również odpowiedzialni za wyłudzenie blisko 90 tys. litrów oleju napędowego.

Pod koniec stycznia policjanci CBŚP zatrzymali 3 osoby, w wieku od 33 do 61 lat. Kolejne 3 osoby doprowadzono do prokuratury z zakładów karnych. Działania przeprowadzono na terenie województwa podkarpackiego, śląskiego oraz małopolskiego. Wówczas to, policjanci zabezpieczyli amunicję, telefony komórkowe, komputery i inne nośniki bazy danych oraz dokumentację. Przejęty materiał obecnie jest szczegółowo analizowany. Zabezpieczono także 160 tys. zł w gotówce.

Prokurator Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach przedstawił dwóm zatrzymanym zarzuty dotyczące powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych. Pozostali podejrzani usłyszeli zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej oraz udziału w obrocie znaczonymi ilościami amfetaminy.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego wobec 5 osób sąd zastosował środki zapobiegawcze w postaci tymczasowego aresztowania, a wobec jednej dozór policyjny.

Śledztwo jest rozwojowe i planowane są następne zatrzymania.
Źródło info i foto: Policja.pl

Groźby śmierci pod adresem szefa serwisu Parler

Jak poinformował zespół prawników Parlera w złożonym w piątek dokumencie sądowym, szef amerykańskiego serwisu Parler John Matze i jego rodzina ukrywają się w związku z otrzymanymi groźbami śmierci i naruszeniami bezpieczeństwa osobistego. Z treścią pisma zapoznała się stacja telewizyjna Fox News.

Parler – platforma popularna zwłaszcza wśród zwolenników prezydenta USA Donalda Trumpa oraz osób głoszących teorie spiskowe związane z ruchem QAnon – zainicjował proces antymonopolowy przeciwko Amazonowi. Gigant technologiczny w następstwie zamieszek na Kapitolu z 6 stycznia zdjął serwis ze swojej platformy internetowej, motywując to „pogwałceniem zasad”. Wcześniej Parlera usunęły ze swoich sklepów internetowych Apple i Google.

Parler pozwał Amazona, uważając że gigant przy swojej decyzji kierował się „polityczną niechęcią” i chciał wyeliminować konkurencję w sferze platform mikroblogowych. Amazon odpowiedział, że „twierdzenia te nie są niczym uzasadnione”, oświadczył też, że jego pracowników spotkały groźby i prześladowania.

W dokumentach złożonych w sądzie przez prawników Parlera, których treść otrzymała stacja Fox News, stwierdzono, że „pracownicy Parlera byli w podobny sposób prześladowani i zastraszani”. „Dyrektor generalny Parlera, John Matze Jr, informuje (…), że wielu pracowników Parlera cierpi z powodu nękania i wrogości, obawia się o bezpieczeństwo swoje i swoich rodzin, a w niektórych przypadkach opuściło swój stan, by uciec przed prześladowaniami” – napisano.

„Sam Matze, jako szef firmy, którą oczernia AWS (Amazon Web Services – red.), musiał opuścić swój dom i ukryć się wraz z rodziną po otrzymaniu gróźb śmierci i naruszeniu bezpieczeństwa osobistego” – stwierdzono w dokumencie.

„Zagrozili, że wejdą przez moje drzwi”

Na początku tego tygodnia Matze mówił Fox News o groźbach, a także o środkach, które podejmie, aby chronić swoją rodzinę. – Jest grupa (hakerów – red.) o nazwie UGNazi, która mnie atakuje – oznajmił, dodając, że grupa ujawniła wiele jego haseł i danych osobowych w internecie. – Opublikowali mój adres, zagrozili, że wejdą przez moje drzwi – powiedział.

Jak dodał, zwykle nie traktuje skierowanych do niego gróźb zbyt poważnie, ale tym razem wraz z rodziną zaczął się ukrywać.
Źródło info i foto: interia.pl

Jeden z głównych opozycjonistów na Białorusi wywiózł rodzinę do Polski

Były szef komitetu strajkowego państwowego koncernu Biełaruśkalij Siarhiej Dyleuski wywiózł swą rodzinę do Polski ze względu na groźby ze strony KBG Białorusi. Na portalu Nasza Niwa Dyleuski ujawnił, że gdy któregoś dnia wychodził z pracy, przed zakładem czekali na niego funkcjonariusze KGB, którzy się przedstawili.

– Poszliśmy porozmawiać do pięknego granatowego autobusu. Wypowiedziano groźby pod adresem mojej rodziny. Nie chcę ich powtarzać. Po tym w celu bezpieczeństwa musiałem wywieźć rodzinę do Polski. Wszystko u nich w porządku, opiekuje się nimi nasza diaspora – powiedział.

Białoruski działacz dodał, że on sam na razie nie rozpatruje możliwości wyjazdu za żoną i synem.

W niedzielę Dyleuski poinformował, że zwolnił się z pracy.

– 12 lat w zakładzie. Niestety pora się rozstać. Do kierownictwa: chłopaki, zmuszanie do zwolnienia się przez szantażowanie rodzicami to coś najpodlejszego i najbardziej nieludzkiego, co można sobie wyobrazić – napisał na Instagramie. W koncernie Biełaruśkalij pracują też rodzice Dyleuskiego.

Pytany, czy szuka pracy, Dyleuski odparł, że znaleźli się wspaniali ludzie, którzy już go zasypali propozycjami pracy. – Wychodzi na to, że to nie ja szukam pracy, tylko praca mnie – powiedział.

Dyleuski jest jedynym członkiem opozycyjnej Rady Koordynacyjnej, który nie wyjechał z kraju i przebywa na wolności. W sierpniu i wrześniu odbył karę 25 dni aresztu.
Źródło info i foto: TVP.info

Napad na bank w Berlinie. Napastnik wziął zakładników

Mężczyzna wtargnął do oddziału niemieckiego Banku Pocztowego w berlińskiej dzielnicy Köpenick i groził pracownikom banku. W akcji służb brało udział ponad 200 funkcjonariuszy. Napastnika udało się obezwładnić po kilku godzinach. Celem mężczyzny był oddział Banku Pocztowego w centrum handlowym Forum Köpenick. Berlińska policja poinformowała o ataku kilka minut przed godz. 15 na Twitterze. „W okolicy występują utrudnienia w ruchu drogowym” – przekazano.

Napastnik wziął zakładników

Klienci i pracownicy centrum handlowego zostali ewakuowani. Napastnik wziął jednak trzech zakładników – dwie kobiety i mężczyznę. Wszyscy byli pracownikami banku.

Policja zatrzymała podejrzanego

Przez kilka godzin trwała akcja policji, która zamknęła ulice w pobliżu banku. Po godz. 17 policja poinformowała o zatrzymaniu podejrzanego. Nikt nie odniósł obrażeń. Nie poinformowano, czy napastnik był uzbrojony.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Francja: „Charlie Hebdo” i karykatury Mahometa. Al-Kaida grozi. Odpowiedź mediów

Setka mediów we Francji opublikowała w środę list otwarty z wezwaniem do mobilizacji na rzecz wolności słowa po tym, jak Al-Kaida ponownie groziła tygodnikowi satyrycznemu „Charlie Hebdo”, który kolejny raz zamieścił na swych łamach karykatury Mahometa.

„Dzisiaj, w 2020 roku, niektórzy z was otrzymują groźby śmierci na portalach społecznościowych, kiedy ujawniają swoje opinie. Międzynarodowe organizacje terrorystyczne otwarcie wyznaczyły sobie media jako cel. A państwa wywierają presję na francuskich dziennikarzy ‚winnych’ publikowania krytycznych artykułów” – brzmi list otwarty zatytułowany „Razem bronimy wolności”.

Przez ponad dwa stulecia opracowano zasady prawne „w celu ochrony waszej wolności słowa, która jest atakowana, jak nigdy dotąd w ciągu ostatnich 75 lat, tym razem przez nowe totalitarne ideologie, udające często wzorowanie się na tekstach religijnych” – czytamy w liście.

„Potrzebujemy was. Waszej mobilizacji. Bastionu waszych sumień. Wrogowie wolności muszą zrozumieć, że wszyscy razem jesteśmy ich zdecydowanymi przeciwnikami, niezależnie od naszych różnic zdań czy przekonań” – wezwali sygnatariusze: prasa krajowa i regionalna, główne kanały telewizyjne, tygodniki i stacje radiowe.

„Historyczna mobilizacja francuskich mediów”

„Po ponownej publikacji karykatur Mahometa 2 września 2020 roku ‚Charlie Hebdo’ jest ponownie zagrożony ze strony organizacji terrorystycznych. Groźby te stanowią prawdziwą prowokację w trakcie procesu dotyczącego zamachów terrorystycznych ze stycznia 2015 roku. Groźby, które wykraczają daleko poza ‚Charlie’, gdyż uderzają również we wszystkie media, a nawet w prezydenta Republiki” – ubolewa w oświadczeniu dla AFP Riss, dyrektor tygodnika.

„Wydało nam się konieczne zaproponowanie mediom, aby zastanowiły się nad zbiorową reakcją, jakiej wymaga ta sytuacja” – zaznaczył Riss, nie precyzując charakteru zagrożeń.

„Dzięki historycznej mobilizacji francuskich mediów, publikując dziś wspólnie ten list do naszych obywateli, pragniemy wysłać mocne przesłanie, że chcemy bronić naszej koncepcji wolności słowa, ale poza wszystkim wolności wszystkich obywateli Francji” – wyjaśnił dyrektor „Charlie Hebdo”, który również publikuje w środę list.
Źródło info i foto: interia.pl

Ruszył proces ws. zabójstwa Piotra R.

21 września w Sądzie Okręgowym w Kaliszu (woj. wielkopolskie) rozpoczął się proces ws. zabójstwa 34-letniego Piotra R. Zmarły był właścicielem fermy drobiu w Zadowicach, na której zatrudnił swojego 54-letniego znajomego wraz z jego konkubiną. Pozwolił im także mieszkać w budynku na terenie gospodarstwa. To właśnie Krzysztof K. wpakował w kolegę cały magazynek od pistoletu. W sądzie tłumaczył się psychozą i prześladowaniami

Rozpoczął się proces w sprawie śmierci Piotra R. Właściciel fermy drobiu z Zadowic w woj. wielkopolskim zginął we wrześniu 2019 roku od siedmiu strzałów z nielegalnie posiadanej przez niego broni. Do zabójstwa przyznał się Krzysztof K., który pracował na fermie wraz ze swoją konkubiną. Rodzina R. pozwoliła im także mieszkać w jednym z budynków na terenie gospodarstwa.

Znali się z rodzinnej miejscowości

54-latek zeznał, że znał Piotra R. od siedmiu lat z rodzimego Wałcza w woj. zachodniopomorskim. Oboje mieli zatargi z prawem. Zmarły miał być notowany m.in. za przemoc, groźby i narkotyki. Krzysztofa K. karano za rozboje, włamania, kradzieże i uszkodzenia ciała.

Kilka miesięcy przed śmiercią Piotr R. kupił wspomnianą fermę i przeprowadził się na nią wraz z rodziną: żoną, córkami (obecnie w wieku 9 i 3 lat) i teściową.

– Znaliśmy się od 7 lat. Żyliśmy w zgodzie. Mieliśmy do siebie zaufanie. Wiedziałem, gdzie trzyma broń i pieniądze. Kiedy Piotrek kupił w Zadowicach fermę za 700 tys. zł, to mnie i konkubinę zatrudnił u siebie – mówił oskarżony Krzysztof K.

Właściciele mieli dokuczać ukochanej sprawcy

Nieporozumienia między zamordowanym a oskarżonym miały zacząć się wtedy, gdy jak twierdzi Krzysztof K., właściciele zaczęli dokuczać jego konkubinie, poniżać ją, a także grozić jej śmiercią. 54-latek przekonywał, że „do tragedii nie doszło z chęci zysku, kłótni ani porachunków”. – Przyczyny to psychoza i prześladowanie pracowników przez właścicieli firmy – mówił.

Podczas jednej z awantur oskarżony miał stracić panowanie nad sobą. – Poszedłem do garażu i wróciłem do kurnika. Kiedy Piotrek zobaczył, co trzymam w ręku, zaczął biec w moim kierunku. Wystraszyłem się go, bo to rosły i wysportowany mężczyzna; zacząłem strzelać – powiedział oskarżony.

Wystrzelił cały magazynek

Zeznał, że wystrzelił cały magazynek, oddał łącznie 7 strzałów. Kiedy poszkodowany upadł, zdjął mu z szyi łańcuch z krzyżem o wartości 15 tys. zł i uciekł z gospodarstwa. W lombardzie dostał za zrabowany przedmiot 600 zł; pieniądze te planował przeznaczyć na podróż do innego miasta. Został jednak zatrzymany niedługo potem na terenie pustostanu.

Mężczyzna nie przyznał się do usiłowania zabójstwa żony 34-latka i żądania 150 tys. zł. – Chciał strzelić do kobiety, ale broń się zacięła – informował po zatrzymaniu oskarżonego rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. Maciej Meler. Krzysztofowi K. grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Brutalny atak w Lidlu we Francji

W pralni w Lidlu we Francji doszło do brutalnego pobicia. Mężczyzna został zaatakowany kijami baseballowymi przez czterech napastników po tym, jak poprosił ich o noszenie masek w miejscu publicznym. Do zdarzenia doszło w Soisy-sous-Montmorency, na północ od Paryża we Francji. W pralni znajdującej się na terenie sklepu sieci Lidl 44-letni Augustin M. podszedł do młodego mężczyzny i poprosił go, aby założył maseczkę, która jest wymagana w miejscach publicznych.

Mężczyzna zaczął się kłócić z Augustinem. Stanowczo odmówił włożenia maseczki, zaczął także wykrzywiać groźby. Chwilę później dołączyło do niego trzech znajomych, którzy mieli ze sobą kije bejsbolowe.

„Pobili mnie kijami baseballowymi i upadłem na ziemię. Bili mnie dalej, gdy leżałem i na kilka minut straciłem przytomność” – powiedział Augustin.

Nagranie z monitoringu zostało przekazane gazecie „Le Parisien”, a następnie opublikowane w internecie. Na wideo widać, że Augustin był wielokrotnie uderzany, zanim upadł. Napastnicy nie przestali go bić, nawet gdy w leżał nieruchomo na podłodze. Po wszystkim grupka mężczyzn spokojnie opuściła pralnię.

Augustin odniósł spore obrażenia i został przewieziony na intensywną terapię do pobliskiego szpitala Simone-Veil. Tam zdiagnozowano u niego uraz głowy. Mężczyzna złożył już skargę na policji.
Źródło info i foto: o2.pl

Trafili do aresztu za ściąganie haraczy

Podejrzani o wymuszenia pieniędzy, groźby i podpalenie samochodu wpadli w ręce policjantów, gdy przyszli odebrać pieniądze od pokrzywdzonej. Na wniosek śledczych, sąd zastosował tymczasowy areszt w sumie wobec czterech osób zatrzymanych przez jastrzębskich kryminalnych. Za wymuszenie rozbójnicze grozi im teraz do 10 lat więzienia.

Policjanci z Jastrzębia-Zdroju uzyskali informację, że od 2018 roku czterech młodych mężczyzn wymusza haracze. W pierwszym z przypadków mundurowi ustalili, że jedną z osób mogących mieć związek z tym procederem jest 29-letni partner biznesowy 55-letniej kobiety. Jak się okazało, 29-latek, wspólnie ze znajomym, od grudnia 2018 roku wymuszał od zgłaszającej pieniądze w wysokości od 1,5 do 2 tys. zł. Mężczyźni śledzili i fotografowali swoją ofiarę, a ze ściągania haraczy uczynili sobie stałe źródło utrzymania. Wielokrotnie grozili kobiecie i jej rodzicom pobiciem, a nawet pozbawieniem życia, czy wysadzeniem w powietrze domu. Używali też wobec pokrzywdzonej przemocy, szarpiąc ją, czy ciągnąc za włosy.

W drugim przypadku policjanci zatrzymali mężczyzn, którzy chcąc wymusić haracz od pewnego jastrzębianina, podpalili mu samochód oraz grozili pozbawieniem życia również jego będącej w ciąży partnerce.

Na wniosek śledczych i prokuratora, sąd zastosował wobec czterech zatrzymanych mężczyzn w wieku od 29 do 49 lat tymczasowy areszt. Grozi im nawet 10 lat więzienia. Sprawa ma charakter rozwojowy.

Pokrzywdzonych może być więcej, dlatego też prosimy wszystkie osoby, mające jakiekolwiek informacje w tej sprawie, o kontakt z Komendą Miejską Policji w Jastrzębiu-Zdroju pod numerem telefonu: 47 85 542 00.
Źródło info i foto: Policja.pl

Niemcy: Siatka prawicowych ekstremistów w tamtejszej policji?

Dochodzenie w sprawie prawicowego ekstremizmu w krajowej policji Hesji ustaliło, że z policyjnego komputera ściągane były również dane na temat zarzucanej od miesięcy internetowymi obelgami i groźbami artystki kabaretowej – podał we wtorek dziennik „Frankfurter Rundschau”.

Rzeczniczka prokuratury we Frankfurcie nad Menem potwierdziła tego dnia, że śledczy zajmują się „dalszymi przypadkami”. Jak zaznaczyła, „mamy do czynienia z większą liczbą listów z groźbami wobec większej liczby osób”. Nie chciała przy tym wymienić ich z nazwiska.

Według „Frankfurter Rundschau”, nowo wykryty wyciek danych dotyczy zaangażowanej w walkę z rasizmem artystki kabaretowej Idil Baydar. Kierowane do niej maile z pogróżkami były pod względem formy i treści podobne do tych, jakie otrzymywały inne atakowane z takich samych powodów osoby.

Jak informowano już wcześniej, są to szefowa frakcji postkomunistycznej Lewicy w parlamencie krajowym Hesji Janine Wissler oraz adwokat Seda Basay-Yildiz, która występowała jako pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych w procesie sprawców zabójstw z ekstremistycznego ugrupowania National Socialist Underground (NSU). Dane o obu kobietach ściągnięto także z heskiego policyjnego komputera, a kierowane do nich listy nosiły podpis „NSU 2.0”.

Chadecki krajowy minister spraw wewnętrznych Hesji Peter Beuth oświadczył, że nie dysponuje dowodami na funkcjonowanie w tamtejszej policji prawicowo-ekstremistycznej siatki, ale można podejrzewać jej istnienie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl