Sędzia podwyższył wyrok za handel narkotykami

Podczas procesu odwoławczego rosyjskiego kierowcy, który przemycał w samochodzie narkotyki, sędzia uzasadnił, że ze wzrostem ich ilości nie może następować łagodzenie kary. Wyliczył, że skoro w innym procesie za przemyt 65 kilogramów haszyszu sprawca dostał 7 lat więzienia, to za przemyt o 10 kg większej ilości kara nie może być identyczna. I dołożył 3 lata.

44-letni Rosjanin z Sankt Petersburga zatrzymany został w województwie podlaskim we wrześniu 2019 roku. W mercedesie Mercedes ML 350 na rosyjskich numerach rejestracyjnych, którym jechał w kierunku litewskiej granicy (SG zatrzymała go do kontroli w okolicach Wiżajn), ukryto prawie 77 kg haszyszu, wartego na czarnym rynku ponad 4 mln zł.

Straż Graniczna podała wówczas, że kierowca w czasie rutynowych czynności zachowywał się nienaturalnie i dlatego pogranicznicy nabrali podejrzeń, że w aucie może być przemyt. W czasie szczegółowej kontroli okazało się, że samochód ma zbyt grubą podłogę. W skrytce znaleziono 134 zamknięte hermetycznie paczki różnej wielkości z suszem roślinnym. Okazało się, że był to haszysz.

Prokuratura postawiła także mężczyźnie zarzut udziału w innym przemycie narkotyków z Hiszpanii do Rosji, zatrzymanym w Kuźnicy (Podlaskie), na granicy z Białorusią w listopadzie 2018 r. Tam zarzut dotyczył współdziałania z kurierem tego transportu jadącym autem marki BMW X6 i z innymi, nieustalonymi osobami. Straż Graniczna zatrzymała wtedy ładunek 65 kg haszyszu wartego około 3,5 mln zł.

Sąd pierwszej instancji skazał kierowcę na 7 lat więzienia (plus 7,5 tys. zł grzywny) za przemyt, od współudziału w drugim z przestępstw go jednak uniewinnił. Sąd apelacyjny również uznał, iż nie ma dowodów na współudział Rosjanina w przemycie udaremnionym w Kuźnicy. Jednak rozpoznając odwołania obu stron uznał, że za transport 77 kg haszyszu oskarżony zasługuje na karę 10 lat więzienia.

Uzasadniając wyrok przewodniczący składu orzekającego sędzia Jerzy Szczurewski powiedział, że przy ocenie szkodliwości społecznej przemytu narkotyków kluczowa jest ich ilość oraz okoliczności. Sędzia przypomniał, że sprawie przemytu udaremnionego w Kuźnicy, w której Rosjanin został uniewinniony, kierowca-kurier został skazany na 7 lat więzienia za próbę przewiezienia 65 kilogramów haszyszu. Oskarżony Rosjanin przewoził o 10 kg narkotyków więcej. Oba transporty różniły się także o ok. 0,5 mln zł czarnorynkową wartością.

– Nie może być tak, że w miarę wzrostu ilości narkotyku następuje liberalizacja oceny szkodliwości społecznej przestępstwa- uzasadniał sędzia Szczurewski.

Sędzia: „Zinstytucjonalizowany” przemyt
Prokuratura chciała podwyższenia kary do 12 lat więzienia. Obrona z kolei wnioskowała o obniżenie kary do trzech lat więzienia za przemyt i zmniejszenie grzywny.

Zdaniem sędziego transport narkotyków z Hiszpanii przez szereg krajów, w tym Polskę, prawdopodobnie do Rosji, był „zinstytucjonalizowany”. Grupa przestępcza przygotowywała bliźniaczo podobne skrytki w podwoziach drogich aut na duże ilości narkotyków, korzystała z tego samego szlaku, a kierowcy byli jedynie kurierami.

„Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością” można mówić o działalności jednej grupy przestępczej, o czym świadczy m.in. identyczny sposób działania i szlak przerzutowy – powiedział sędzia.

Jednocześnie zwracał uwagę, że nie ma namacalnych dowodów (np. nagrań rozmów telefonicznych czy zapisów sms-ów), by można było uznać za udowodnione, że kurierzy współpracowali ze sobą.
Źródło info i foto: interia.pl

Żołnierz kierował gangiem handlującym dopalaczami

Wydział do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie oskarżył zawodowego żołnierza o kierowanie grupą przestępczą handlującą dopalaczami. Cezary D. i podległe mu osoby, miały na tym zarobić ok. 200 tysięcy złotych. Większość z nich chce dobrowolnie poddać się karze.

Akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Siedlcach. 25-letni zawodowy żołnierz Cezary D. miał od października 2019 r. do listopada 2020 r. kierować zorganizowaną grupą przestępczą handlującą dopalaczami. Do jego grupy należeć mieli koledzy, 23-letni Jacek T. i Dominik A., a 20-letnia Adrianna N. miała im kilkukrotnie pomagać. Środki odurzające miały trafiać do „cywilów”, Cezary D. nie handlował dopalaczami w wojsku. Jednak działania operacyjne żandarmerii wojskowej doprowadziły do ustalenia czym trudni się 25-latek po służbie.

– Z ustaleń postępowania wynika, że trzej mężczyźni stworzyli zorganizowaną grupę przestępczą, która kierowana była przez szeregowego Cezarego D. Oskarżeni działali na terenie Siedlec. Zostali oni zatrzymani przez Mazowiecki Oddział Żandarmerię Wojskową, a następnie na wniosek prokuratora Wydziału do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie zostali tymczasowo aresztowani przez sąd – powiedziała prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Grupa zajmowała się handlem „znacznymi ilościami plastycznej substancji stanowiącej mieszankę trzech nowych substancji psychoaktywnych” oraz środkami psychotropowymi i odurzającymi. Oskarżeni mieli w ten sposób zarobić co najmniej 200 tysięcy złotych. – Kwota ta została zabezpieczona przez organy ścigania w toku czynności procesowych – podała prok. Skrzyniarz.

Wraz z aktem oskarżenia prokurator skierował do sądu wnioski oskarżonych Cezarego D., Jacka T. i Adriannę N. o dobrowolne poddanie się karze. Dominik A. nie przyznał się do winy. Mężczyźni pozostają tymczasowo aresztowani. Grozi im do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: TVP.info

Handlowali półproduktami do produkcji metamfetaminy. Adwokat i były policjant wśród zatrzymanych

Przez pięć lat mieli wytwarzać półprodukty potrzebne do produkcji metamfetaminy i wywozić je do Czech. Za zarobione w ten sposób pieniądze kupowali nieruchomości, luksusowe auta i motocykle. W sprawie zatrzymano dziewięć osób, w tym mającego kierować zorganizowaną grupą przestępczą adwokata oraz byłego policjanta. Przy zatrzymanych zabezpieczono 13 milionów złotych w gotówce.

W trakcie działań przeprowadzonych na terenie województwa dolnośląskiego przeszukano kilkanaście miejsc zamieszkanych i użytkowanych przez podejrzanych. Wówczas znaleziono i zabezpieczono ponad 13 milionów złotych w gotówce, które ukryte były w jednym z mieszkań w walizkach, torbach podróżnych i pudełkach. Na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono także mienie ruchome należące do podejrzanych warte ponad 300 tys. zł.

Zatrzymani mają usłyszeć zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej dokonującej przestępstw określonych w Ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii, wewnątrzwspólnotowego obrotu prekursorami służącymi do produkcji metamfetaminy oraz tzw. prania brudnych pieniędzy.

Mieli wykorzystywać hurtownię farmaceutyczną

Rozpracowywana przez policjantów CBŚP grupa działała głównie w województwie dolnośląskim. Jak podała Prokuratura Krajowa, członkowie grupy, wykorzystując hurtownię farmaceutyczną, kupowali w innej, legalnie działającej hurtowni farmaceutycznej ogromne ilości produktów leczniczych zawierających substancje pozwalające na wytwarzanie metamfetaminy.

– Następnie członkowie grupy wyłuskiwali tabletki z blistrów i sprzedawali je jako prekursory grupom przestępczym działającym w Polsce i w Czechach. Nielegalny towar trafiał na teren niemal całego kraju oraz do Czech, gdzie była produkowana matamfetamina – informuje Iwona Jurkiewicz z CBŚP.

Według prokuratury grupa działała w latach 2014-2018. Pieniądze uzyskane z procederu jej członkowie inwestowali m.in. w zakup nieruchomości, luksusowych samochodów i motocykli. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Wielkopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu wspólnie z poznańskim zarządem CBŚP.

Po przedstawieniu zarzutów śledczy zdecydują o zastosowaniu wobec zatrzymanych środków zapobiegawczych. „Podejrzanym, którzy usłyszą zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą grożą kary do 10 lat pozbawienia wolności. Pozostałym kary do 5 lat pozbawienia wolności” – podała Prokuratura Krajowa.

Policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rozkwita handel bonami turystycznymi w sieci. Można za to dostać gigantyczną grzywnę

Bon turystyczny nie podlega wymianie na gotówkę ani inne środki płatnicze – ostrzega Zakład Ubezpieczeń Społecznych razem z Polską Organizacją Turystyczną. Przestrzegają przed oszustami, którzy próbują sprzedawać bon w internecie. Z bonu mogą skorzystać tylko osoby uprawnione. Za jego pomocą można zapłacić za usługi hotelarskie i imprezy turystyczne w Polsce. Bon jest ważny do 31 marca 2022 roku.

Bony turystyczne dostępne są od 1 sierpnia. W internecie można już znaleźć oferty sprzedaży bonów za gotówkę. ZUS przypomina, że bon jest dokumentem elektronicznym. Ma unikalny 16-cyfrowy numer i jest na Platformie Usług Elektronicznych (PUE) ZUS. Z tego dokumentu wynika m.in., kto jest uprawniony do świadczenia, na które dzieci, jaka jest kwota świadczenia na poszczególne dzieci oraz łączna kwota przyznanych świadczeń.

Zgodnie z art. 5 ustawy bon nie podlega wymianie na gotówkę, inne prawne środki płatnicze oraz inne środki wymiany.

Bon nie może być wystawiany na sprzedaż. Jak komentuje Adam Ziębicki, prawnik z kancelarii Chałas i Wspólnicy, za podjęcie takich działań grozi odpowiedzialność karna.

Na portalach ogłoszeniowych można zaobserwować próby sprzedaży Bonu Turystycznego. Bez względu na towarzyszące temu okoliczności, takie działania są niezgodne z prawem. Ustawodawca na etapie prac legislacyjnych rozpoznał taki proceder i przewidział za niego karę grzywny (nawet do jednego miliona złotych), karę ograniczenia wolności albo, w przypadku najzuchwalszych czynów, karę pozbawienia wolności do lat 3. Należy być wyjątkowo czujnym na takie procedery i uważać na oszustów, którzy będą próbowali wyłudzić w ten sposób pieniądze – podkreśla mecenas Adam Ziębicki.

Nie jest to jedyny przypadek związany z funkcjonowaniem bonu, w którym przewidziano karę grzywny, ograniczenia bądź pozbawienia wolności. Ustawa wprost wskazuje, że zabronione są również działania podmiotów, które w działaniach promocyjnych używają hasła „Polski Bon Turystyczny”, nie będąc do niego uprawnionym. Przykładowo, przedsiębiorca nieturystyczny (np. salon urody), nie może ogłaszać możliwości zapłaty za usługi w salonie środkami znajdującymi się na bonie ani w żaden inny sposób odnosić się do jego funkcjonowania. Przypomnijmy, że bonem można płacić np. za hotel czy imprezy turystyczne, czyli aktywności bezpośrednio związane z wyjazdami wakacyjnymi – dodaje Adam Ziębicki.

Bon Turystyczny jest przyznawany w formie imiennych voucherów dostępnych przez konto PUE ZUS. Podczas aktywacji bonu za pomocą SMS-a wysyłany jest specjalny kod, który należy podać podczas płatności za nocleg lub wycieczkę.

Uwaga na oszustów

Polska Organizacja Turystyczna prosi o zgłaszanie nieprawidłowości związanych z bonami.

POT reagując na doniesienia medialne uruchamia maila: nieprawidlowosci@bonturystyczny.gov.pl i prosimy o zgłaszanie wszelkich nieprawidłowości dotyczących bonu turystycznego. Zgłoszenia będą kierowane do organów ścigania. Polska Organizacja Turystyczna przestrzega przed takimi aukcjami. Może to być kolejny pomysł naciągania beneficjentów na bon turystyczny – powiedział rzecznik organizacji Grzegorz Cendrowski.

Przypomniał, że sam 16-znakowy kod nie wystarczy, aby zrealizować transakcję. Podczas jej potwierdzania, trzeba podać czterocyfrowy pin, który otrzymamy na numer telefonu podany podczas aktywacji bonu.

Przy zakupie takiego bonu, nie będziemy mieli też pewności, czy kod nie został już zrealizowany. Prosimy zatem wszystkich beneficjentów o to, żeby byli uważni – dodał Cendrowski.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Został zatrzymany za płatność fałszywymi banknotami

60-letni mieszkaniec Jelcza-Laskowic (woj. dolnośląskie) wprowadził do obiegu podrobiony banknot o nominale 100 złotych. Udało mu się za niego kupić alkohol. Wpadł, gdy pojawił się w sklepie ponownie i również podrobioną stuzłotówką chciał zapłacić za papierosy. Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia. Mężczyzna fałszywy banknot stuzłotowy wprowadził do obrotu handlowego w jednym ze sklepów spożywczych w Jelczu-Laskowicach. Zapłacił nim za alkohol, a ekspedientka nie zwróciła uwagi na podejrzany banknot i wydała klientowi resztę.

Stuzłotówka z napisem „Souvenir”

Podczas rozliczania kasy i segregowania gotówki kobieta zauważyła jednak „wyróżniającą” się stuzłotówkę – miała napis „Souvenir” i nadruk, że „nie jest środkiem płatniczym”. Ekspedientka przejrzała monitoring i wytypowała sprawcę oszustwa.

Kiedy mężczyzna ponownie pojawił się w sklepie, chcąc po raz kolejny zapłacić podrobionym banknotem, tym razem za papierosy, pracownica sklepu nakazała mu zwrócić pieniądze za poprzednio zakupiony alkohol. 60-latek nie uregulował należności i wyszedł. Wtedy kobieta powiadomiła policję.

Siedział na ławce w pobliżu sklepu

– Funkcjonariusze po przyjeździe na miejsce zabezpieczyli fałszywą stuzłotówkę. Na podstawie informacji zebranych od zgłaszającej oraz dzięki nagraniu z monitoringu, szybko wyszło na jaw, że oszust jest znany mundurowym – poinformowała podinsp. Alicja Jędo z policji w Oławie.

Sprawdzając okolice sklepu, policjanci zauważyli podejrzanego siedzącego na ławce. Mężczyzna został wylegitymowany, zatrzymany i doprowadzony do policyjnego aresztu. 60-latkowi postawiono dwa zarzuty, odpowie za wprowadzenie w obieg podrobionego banknotu oraz usiłowanie wprowadzenia w obieg fałszywych pieniędzy. Przestępstwo to jest zagrożone karą do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

19-latek udawał policjanta i kontrolował, czy sklepy przestrzegają zasad w czasach koronawirusa

19-latek „uzbrojony” był w fałszywą legitymację policyjną, pas, na którym miał atrapę borni oraz krótkofalówkę. Kontrolował sklepy w Ostrzeszowie i okolicach (Wielkopolska) niemal od początku wprowadzenia obostrzeń, czyli od połowy marca. Gdy zatrzymali go prawdziwi policjanci tłumaczył, że miał nieodpartą chęć skontrolowania sprzedawców oraz że… nie miał nic innego do robienia. Młody mieszkaniec powiatu ostrzeszowskiego chciał na własną rękę upewnić się, że miejscowe sklepy stosują się do wprowadzonych obostrzeń dotyczących handlu i obsługi klienta.

„Jakkolwiek idea słuszna, tak metoda, którą obrał gorliwy młodzieniec, była wysoce nieodpowiednia i nieodpowiedzialna” – skomentowali policjanci. Dodali, że 19-latek wychwytywał faktyczne naruszenia w sklepach, ale też wymyślał takie przepisy, do których sklepy nie miały obowiązku się stosować.

Zatrzymany stwierdził, że podszywał się pod policjanta, bo bardzo chciał kontrolować sklepy oraz bo mu się nudziło. Za jego nadgorliwość (przywłaszczenie funkcji funkcjonariusza publicznego) grozi mu kara grzywny, ograniczenia wolności, bądź pozbawienia wolności do roku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Chiny: Koniec z jedzeniem psów? Nowe wytyczne resortu rolnictwa

Chińskie ministerstwo rolnictwa opublikowało projekt wytycznych, zgodnie z którymi psy mają być klasyfikowane jako zwierzęta domowe, a nie, jak dotąd, jako część żywego inwentarza. Obrońcy praw zwierząt oceniają to jako potencjalny przełom dla dobrostanu tych czworonogów. Planowana nowelizacja katalogu gatunków to element kampanii na rzecz całkowitego zakazania handlu dzikimi zwierzętami w związku z pandemią koronawirusa. Podejrzewa się, że patogen przeniósł się na człowieka z dzikich zwierząt.

Decyzja w związku z koronawirusem

Choć w niektórych częściach Chin wciąż spożywa się mięso psów, resort rolnictwa napisał w opublikowanym w środę komunikacie, że nie będą one już zaliczane do żywego inwentarza. Do tej grupy należą zwierzęta wykorzystywane jako źródło mięsa, mleka, futer czy składników medycznych, w celach sportowych lub wojskowych.

„Zgodnie z powszechną praktyką międzynarodową, podążając z postępem ludzkiej cywilizacji oraz z publiczną troską o ochronę zwierząt, psy zostały »wyspecjalizowane« jako zwierzęta towarzyszące, na świecie nie są powszechnie uważane za część inwentarza i nie powinny być do tej grupy zaliczane w Chinach” – napisano.

Po wybuchu pod koniec 2019 roku epidemii nowego koronawirusa chińskie władze tymczasowo zakazały handlu dzikimi zwierzętami oraz ich spożywania. Zapowiedziały nowelizację odpowiednich ustaw i wprowadzenie zakazu na stałe.

„To może być przełomowy moment”

Opublikowany w środę projekt wytycznych, który ma być poddany publicznej dyskusji, do tradycyjnego inwentarza zalicza 18 rodzajów zwierząt, w tym bydło, trzodę chlewną, drób i wielbłądy. Wymienia również 13 gatunków „inwentarza specjalnego”, które również mają być wyłączone spod restrykcji w handlu dzikimi zwierzętami, w tym renifery, alpaki, bażanty, strusie i lisy.

Jedzenie psów staje się w Chinach coraz mniej popularne, szczególnie w dużych metropoliach. Władze miasta Shenzhen na południu kraju jako pierwsze w Chinach zakazały w marcu spożywania psów i kotów. Organizacja praw zwierząt Humane Society International (HSI) ocenia jednak, że co roku w ChRL na mięso zabija się wciąż ok. 10 mln psów, a część z nich to zwierzęta ukradzione ich opiekunom.

HSI pozytywnie oceniła projekt wytycznych chińskiego ministerstwa. – Ten projekt może sygnalizować moment przełomowy dla ochrony zwierząt w Chinach – oświadczyła rzeczniczka tej organizacji Wendy Higgins, cytowana w czwartek przez agencję Reuters.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Młodociana szajka handlowała pornografią z udziałem dzieci

Policja niemieckim w Fryburgu (Badenia-Wirtembergia) rozbiła szajkę handlującą pornografią dziecięcą w sieci. Śledztwem objęte są 42 osoby, w tym domniemany herszt grupy – 14-latek. Agencja AFP wskazała, że ze wstępnego rozpoznania wynika, iż chłopak namówił dwie dziewczynki, aby przesłały mu pornograficzne zdjęcia i filmy z ich udziałem. Otrzymanymi materiałami następnie handlował w internecie.

Podczas śledztwa w sprawie wykorzystywania seksualnego, szerzenia treści pornograficznych z udziałem dzieci oraz oszustw zidentyfikowano 31 mężczyzn w wieku od 16 do 58 lat, którzy byli klientami głównego sprawcy.

Telewizja Deutsche Welle wskazała, że nastolatek dokonywał transakcji, posługując się wirtualną walutą. Aby uzyskane w ten sposób walory zamieniać na pieniądze, sprzedawał on potem e-walutę innym młodocianym, którzy byli wtajemniczeni w proceder lub sami rozprowadzali pornografię dziecięcą.

Sąd orzekł już o winie głównego oskarżonego na podstawie prawa karnego nieletnich. Musiał zapłacić karę pieniężną i finansowo zadośćuczynić swoim ofiarom. Dziewięciu innych nieletnich objętych zostało specjalną kuratelą pedagogiczną. Śledztwo przeciwko innym podejrzanym jeszcze się toczy.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Hollywoodzki aktor handlował handlował lewymi lekami na koronawirusa

Keith Middlebrook wielkiej kariery w Hollywood nie zrobił, grał epizody, ale cały czas marzył o fortunie. Zdecydował się zdobyć ją dzięki oszustwu. Mamił potencjalnych inwestorów cudownym lekiem na koronawirusa, aż trafił na agenta FBI. Middlebrook wystąpił m.in. w filmach „Moneyball”, „Iron Man 3” czy „Transformers 3”. Lepiej wiodło mu się w mediach społecznościowych, tylko na Instagramie miał przed zawieszeniem konta przeszło 2,5 mln obserwujących.

Za pomocą mediów społecznościowych aktor chciał dotrzeć do inwestorów, których mamił wizją niebotycznych zysków ze sprzedaży swojego wynalazku – leku na koronawirusa. Twierdził, że za każdy zainwestowany milion dolarów można liczyć nawet na 300 mln zysku. Kłamał, że jedną z osób, które go wsparły, jest legendarny koszykarz Earvin „Magic” Johnson.

Sprawą zainteresowali się agenci FBI. Skontaktowali się z Middlebrookiem, który twierdził, że lek na Covid-19 jest na etapie patentowania, ale już teraz może pokazać jego działanie. Twierdził, że pacjent ze szpitala w Los Angeles wyzdrowiał 51 godzin po zażyciu cudownego specyfiku.

Jeden z agentów umówił się na spotkanie z aktorem, ten przyniósł tabletki, ale do transakcji nie doszło. Middlebrook został aresztowany. Za oszustwo grozi mu 20 lat więzienia. Służby nie ujawniły, co zawierał rzekomy lek na Covid-19.

Co najmniej 246 osób zakażonych koronawirusem zmarło w czwartek w USA – podała telewizja CNN. Tym samym od początku epidemii Covid-19 w tym kraju zmarło prawie 1,2 tys. osób. Od czwartku to w USA jest najwięcej wykrytych przypadków Covid-19 na świecie – ponad 83 tys.
Źródło info i foto: TVP.info

Zarzuty dla księdza. Duchowny miał być „skrzynką kontaktową” dla dilerów

Zarzuty posiadania i wewnętrznego obrotu środkami odurzającymi usłyszał ksiądz Tomasz Ś. z parafii w Jedlnie Pierwszym. Archidiecezja częstochowska poinformowała o zawieszeniu duchownego w czynnościach i pozbawieniu go funkcji proboszcza.

Policjanci, prowadząc narkotykowe śledztwo, dotarli do 41-letniego księdza Tomasza Ś. z parafii w Jedlnie Pierwszym (województwo łódzkie). Jak ustalili śledczy, do proboszcza zza granicy docierały przesyłki pocztowe z zawartością narkotyków. Duchowny usłyszał zarzut posiadania i wewnętrznego obrotu środkami odurzającymi – donosi lokalny portal pulsradomska.pl.

Za pierwszy z czynów grożą trzy lata wiezienia, za drugi – pięć. „Wszystko wskazuje, że duchowny był dla dilerów ‚skrzynką kontaktową’, odbierając przesyłki z narkotykami, które słano z zagranicy” pisze „Gazeta Wyborcza”.

Wcześniej w sprawie zatrzymany cztery osoby (20-, 22-, 25- i 28-latka). Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań. Ksiądz przyznał się do zarzucanych czynów i złożył wyjaśnienia. Został zwolniony do domu, jest objęty nadzorem policyjnym, ma też zakaz opuszczania kraju. Na poczet przyszłych kar zabezpieczono majątek księdza szacowany na 5 tys. zł.

Archidiecezja częstochowska opublikowała komunikat o zawieszeniu duchownego w czynnościach i pozbawieniu go funkcji proboszcza. „Współpracujemy z organami śledczymi w celu przeprowadzenia niezbędnych czynności, oczekując na wyniki ich działań, które będą podstawą do ewentualnego podjęcia dalszych konsekwencji kanonicznych” – czytamy.

Nie brakuje obrońców księdza Na Facebooku powstała grupa „Wspieramy księdza Tomasza. Parafia Jedlno”.
Źródło info i foto: wp.pl