Holandia: Przebrani za nazistów odgrywali scenę egzekucji żydowskiego więźnia

Kilku młodych Holendrów przebrało się w nazistowskie mundury i maszerowało po centrum miasta Urk, a następnie przeprowadziło inscenizowaną likwidację żydowskiego więźnia. Policja wszczęła w tej sprawie dochodzenie. W pewnym momencie odegrali scenę likwidacji żydowskiego więźnia z żółtą Gwiazdą Dawida na piersi. Zdjęcia tej sceny zostały opublikowane w mediach społecznościowych.

– To czysta nienawiść – uważa Aron Vrieler, badacz antysemityzmu w Izraelskim Centrum Informacji i Dokumentacji (CIDI). „Banda idiotów”, „ludzie bez szacunku”, „lekceważenie Holokaustu”, „normalizowanie antysemityzmu” – to tylko kilka cytowanych przez dziennik „De Telegraaf” reakcji mieszkańców tej rybackiej miejscowości na zachowanie młodych mężczyzn.

Dziennik „Algemeen Dagblad” przypomina, że w czasie II wojny światowej z Urk deportowano do obozu w Sobiborze 80 Żydów. Z oświadczenia władz gminy wynika, że była to „niedopuszczalna forma protestu przeciwko obostrzeniom wprowadzonym w związku z koronawirusem”.

Jak informuje we wtorek portal NOS, mężczyźni przeprosili za swoje zachowanie. „Chcemy podkreślić, że absolutnie nie jesteśmy antysemitami, ani nie popieramy niemieckiego reżimu z II wojny światowej” – napisali w oświadczeniu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nocna eksplozja w polskim sklepie w Holandii

W nocy z niedzieli na poniedziałek w Lelystad w środkowej Holandii nastąpiła eksplozja w polskim sklepie – podał dziennik „De Telegraaf”. Do sklepu podrzucono ładunek wybuchowy. Nie ma informacji o ofiarach. To kolejny tego rodzaju incydent. Jak podają tamtejsze media, do zdarzenia doszło około godz. 3.30 w nocy w miejscowości Lelystad, w środkowej części kraju.

Do supermarketu wrzucony został ładunek wybuchowy, który spowodował pożar sklepu. Funkcjonariusze policji na miejscu badają okoliczności zdarzenia.

Mowa o kolejnym ataku na polski sklep w Niderlandach. Wcześniej dochodziło do nich w grudniu 2020 roku oraz na początku i w czerwcu bieżącego roku w Aalsmeer, Heeswijk-Dinther, Beverwijk i Tilburgu. Policja powołała specjalny zespół, który miał zbadać, czy nie mają one ze sobą związku. W czerwcu zatrzymano czterech podejrzanych, którzy przebywają obecnie w areszcie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Holandia: Komornik oskarżony o molestowanie seksualne oraz gwałcenie dłużniczek

Przed sądem w Roermond stanął 69-letni Hans K, komornik sądowy oskarżony o molestowanie seksualne oraz gwałcenie dłużniczek. Jak poinformował dziennik „De Telegraaf” sprawa dotyczy jedenastu kobiet. Hans K. twierdzi, że współżył z klientami w przerwie na lunch, a nie w czasie pracy.

Akt oskarżenia przeciwko 69-latkowi obejmuje przestępstwa o charakterze seksualnym. Pracujący jako komornik Hans K. miał wielokrotnie wykorzystywać swoją pozycję do molestowania seksualnego swoich klientek. Prokuratura zarzuca mu także trzy gwałty.

Oskarżony tłumaczył podczas rozprawy, że nie uprawiał seksu z klientkami w godzinach pracy, tylko w czasie przerwy na lunch.

– Kobiety czuły się zastraszane, komornik czynił im niedwuznaczne propozycje – informuje „De Telegraaf”. – Wszyscy boją się komornika – powiedziała śledczym jedna z poszkodowanych kobiet.

Hans K. twierdzi, że żadna z kobiet wcześniej się na niego nie skarżyła. – Im się to podobało – mówił w sądzie 69-letni oskarżony. Prokuratura domaga się dla komornika sześciu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Biznesmen Zbigniew S. i jego rodzina oskarżeni

Prokuratura Regionalna w Lublinie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Zbigniewowi S., jego żonie Iwonie S., synowi Przemysławowi S. i dwóm innym osobom. Dotyczy on działań na szkodę fundacji zarządzanej przez Zbigniewa S. Skazany za liczne przestępstwa i podejrzany o kolejne Zbigniew S. został sprowadzony z Holandii do Polski 2 czerwca na podstawie 7 listów gończych, które wystawiły za nim prokuratury i sądy w kilku regionach kraju. Akt oskarżenia zakończył śledztwo, w którym połączono dwie sprawy prowadzone przeciwko Zbigniewowi S. Jedna z nich dotyczyła przywłaszczenia pieniędzy fundacji i prania brudnych pieniędzy, druga zaś: przywłaszczenia środków podczas pobytu Zbigniewa S. w kasynie.

Zarzut przywłaszczenia ponad 535 tys. zł

W pierwszym wątku postępowania Zbigniewowi S. postawiono zarzut przywłaszczenia powierzonych mu przez darczyńców środków fundacji w wysokości ponad 535 tys. złotych. Pieniądze te miały zostać wykorzystane przez S. niezgodnie z celami statutowymi fundacji. Według ustaleń śledztwa, zostały one przelane z rachunku fundacji na konto spółki kapitałowej, po czym wielokrotnie wypłacano je z bankomatów.

Według prokuratury, Zbigniew S. razem z żoną Iwoną S. oraz synem Przemysławem S. prał brudne pieniądze, by ukryć ich nielegalne pochodzenie. Jak ustalono, przestępstwa tego oskarżeni dokonali za pomocą rachunków bankowych prowadzonych dla jednej ze spółek powiązanych ze Zbigniewem S.

Zbigniewowi S. prokuratura zarzuciła również, że wbrew obowiązującym przepisom nie sporządził sprawozdań finansowych dotyczących działalności fundacji w latach 2016-19.

Żetony do kasyna za 217 tys. zł

W kolejnym wątku postępowania zarzucono Zbigniewowi S. działanie w warunkach recydywy, polegające na przywłaszczeniu środków fundacji. Według śledczych Zbigniew S. miał kilka razy zapłacić za żetony do gry w jednym z warszawskich kasyn kartą przypisaną do rachunku fundacji. Zarzucono mu także pranie brudnych pieniędzy. Jak ustalono, podczas nocnych wizyt w kasynie w grudniu 2019 Zbigniew S. wydał w ten sposób 217 tys. zł na zakup żetonów do gier hazardowych.

S. zarzucono także przywłaszczenie pieniędzy na szkodę fundacji poprzez udzielenie nieoprocentowanej pożyczki na rzecz Edwarda S. oraz dokonanie płatności z konta fundacji na rzecz adwokatów w sprawie niezwiązanej z funkcjonowaniem fundacji.

Aktem oskarżenia objęto też Iwonę S., której zarzucono podrobienie dokumentu i poświadczenie nieprawdy w innym dokumencie. Edward S. został oskarżony o pomocnictwo w przywłaszczeniu środków fundacji przez Zbigniewa S., zaś Sebastian W. – o pomocnictwo w poświadczeniu nieprawdy w dokumencie. Za zarzucone przestępstwa Zbigniewowi S. i Iwonie S. grożą kary łączne do 20 lat więzienia. Przemysławowi S. i Edwardowi S. grożą kary do 10 lat pozbawienia wolności, natomiast Sebastianowi W. do 5 lat więzienia.

Długa lista zarzutów

To kolejne już problemy Zbigniewa S. z wymiarem sprawiedliwości. Na początku czerwca usłyszał zarzuty w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie: chodzi o oszustwo z 2011 roku, w wyniku którego S. miał wyłudzić od zadłużonego małżeństwa nieruchomości warte około 5,5 mln złotych. Zbigniew S. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła mu zarzut doprowadzenia dwóch osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie 532 tys. złotych.

Z kolei Sąd Okręgowy w Krakowie poszukiwał Zbigniewa S. w związku z postępowaniem zainicjowanym aktem oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Krakowie. S. został oskarżony o popełnienie 15 przestępstw, w tym o wyrządzenie w mieniu szkody w kwocie około 42 mln złotych, o pranie brudnych pieniędzy i oszustwa podatkowe na kwotę około 2 mln złotych.

Ucieczka do Norwegii, później Holandia

W październiku 2020 roku Sąd Rejonowy Lublin-Zachód oddalił wniosek prokuratury o aresztowanie Zbigniewa S. Podejrzany uciekł do Norwegii, gdzie ubiegał się o azyl polityczny. W mediach społecznościowych przekonywał, że w Polsce jest prześladowany i „fałszywie oskarżany przez prokuratury w całej Polsce”, które „nie znajdowały elementarnych walorów dowodowych oskarżeń kierowanych wraz z wnioskami o kolejne aresztowania”.

Z Norwegii S. przeniósł się do Holandii i tam został w styczniu zatrzymany.

Prokuratura Krajowa: W latach 2000-2020 zapadło 28 wyroków skazujących Zbigniewa S.
Prokuratura Krajowa już w październiku 2020 ustosunkowała się do zarzutów o ewentualne polityczne podłoże wszczynanych przeciwko Zbigniewowi S. postępowań.

„Zbigniew S. był skazany m.in. za oszustwa, znieważenia (w tym Prezydenta RP) i zniesławienia, znieważenie osób publicznych, kierowanie gróźb karalnych, składanie fałszywych zeznań, fałszywe oskarżenie, fałszowanie dokumentów, przywłaszczenia, wymuszania zaniechania prawnej czynności służbowej groźbą lub przemocą, naruszenie miru domowego, publiczne nawoływanie do występku lub przestępstwa skarbowego oraz sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy” – wyliczyła Prokuratur Krajowa.

Z danych przygotowanych przez Dział Prasowy PK wynika, że w latach 2000-20 zapadło 28 wyroków skazujących Zbigniewa S.

„Ostatnio w sierpniu i we wrześniu 2020 r. w sądach w Ostrowi Mazowieckiej, Warszawie i w Zawierciu zapadły trzy nieprawomocne wyroki skazujące Zbigniewa S. na – odpowiednio – 2 lata 6 miesięcy, 1 rok 8 miesięcy i 8 miesięcy pozbawienia wolności” – podała prokuratura.

O przekazaniu Polsce zatrzymanego w Holandii Zbigniewa S. zdecydował holenderski sąd, który – jak podkreślała na początku czerwca Prokuratura Krajowa – „podzielił stanowisko polskiego wymiaru sprawiedliwości o wysokiej szkodliwości czynów podejrzanego”, a także uznał, że czyny te „zostały przez polską prokuraturę dobrze udokumentowane”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Holandia: Matka pozwalała partnerowi wykorzystywać swoje dzieci. Jest wyrok

Sąd w Middelburgu na południu Holandii w poniedziałek skazał na 10 lat więzienia kobietę, która pozwalała partnerowi wykorzystywać seksualnie swoje dzieci. Tanja D. przez wiele lat pozostawała w związku z Pascalem P., który molestował jej nieletnie córki. Kobieta nie tylko o tym wiedziała, ale jak ustalił sąd, udostępniała mężczyźnie swoje dzieci.

– Dzieci były wykorzystywane seksualnie od 8. roku życia, a oskarżona świadomie pozwalała na to swojemu partnerowi – uzasadnił wyrok sąd w Middelburgu i skazał kobietę na 10 lat pozbawienia wolności.

Pascal P. jest oskarżony o seksualne wykorzystywanie nieletnich, a także posiadanie pornografii dziecięcej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Holandia: Nie żyje postrzelony dziennikarz Peter R. de Vries

Nie żyje holenderski dziennikarz śledczy Peter R. de Vries – poinformowała agencja AFP. 6 lipca 64-latek został postrzelony w Amsterdamie, tuż po wyjściu ze studia telewizyjnego.

„Peter walczył do końca, ale przegrał tę bitwę. Zmarł otoczony ludźmi, którzy go kochali” – powiedziała rodzina dziennikarza w oświadczeniu dla telewizji RTL.

We wtorek 6 lipca Peter R. de Vries występował w telewizji RTL Boulevard. Kiedy opuścił studio, oddano w jego kierunku pięć strzałów z bliskiej odległości – relacjonowało BBC. Dziennikarz śledczy z raną głowy trafił do szpitala. Jego stan określano jako ciężki. Burmistrzyni Amsterdamu Femke Halsema powiedziała, że de Vries „walczy o życie” i potępiła zdarzenie, nazywając je „okrutnym atakiem bez serca”. – Peter R. de Vries jest dla nas wszystkich bohaterem narodowym, niezwykle odważnym dziennikarzem, niestrudzenie poszukującym sprawiedliwości – podkreśliła.

Okazało się później, że wśród aresztowanych po ataku na dziennikarza jest 35-letni Kamil E. Portal dutchnews.nl informował, że Polak miał być kierowcą. Oddać strzały do dziennikarza miał natomiast pochodzący z Antyli Holenderskich 21-letni Delano G.

Portal tvn24.pl informował, że Kamil E. był poszukiwany przez polskie służby listem gończym za kradzieże i rozboje. Miał odsiedzieć w Polsce wyrok. Obaj mężczyźni zostali zatrzymani na autostradzie w Leidschendam jeszcze tego samego dnia.

Na razie nie wiadomo, jaki motyw miał sprawca. W przeszłości policja chroniła de Vriesa, ponieważ ten otrzymywał groźby. Dziennikarz zajmował się m.in. sprawami porwania magnata browarnictwa Freddy’ego Heinekena czy zniknięcia nastolatki Natalee Holloway.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ewakuowano studio telewizyjne. Dziennikarzom grożą gangsterzy

Emisja popularnego w holenderskiej telewizji RTL4 programu musiała zostać odwołana. Widzowie nie zobaczyli RTL Boulevard z powodu „poważnego zagrożenia ze strony zorganizowanej przestępczości”. Ewakuowano budynek redakcji przy Leidseplain w Amsterdamie. Po wyjściu z tego studia postrzelony został we wtorek dziennikarz śledczy Peter R. de Vries. Stacja RTL4 podała, że „istniało poważne zagrożenie ze strony zorganizowanej przestępczości” i dlatego postanowiono odwołać emisję transmitowanego na żywo programu. Według niderlandzkich mediów informację o zagrożeniu przekazała stacji policja.

Minister sprawiedliwości Holandii Ferd Grapperhaus powiedział po rozmowie z kierownictwem RTL4, że była to „drastyczna, ale niezbędna decyzja”. Rzecznik stacji poinformował media, że trwają konsultację co do kolejnych kroków. „Bezpieczeństwo jest jednak najważniejsze” – czytamy w komunikacie rzecznika. W okolicach Leidseplain rozlokowanych jest kilkanaście radiowozów. Telewizja zamiast zapowiadanego programu na żywo wyemitowała powtórkę środowej audycji, która była poświęcona rannemu dziennikarzowi śledczemu.

Postrzelony dziennikarz śledczy stacji

Peter R. de Veries został postrzelony po wyjściu ze studia telewizji, zaraz po udziale w programie RTL Boulevard. Do De Vriesa oddano pięć strzałów – podała stacja telewizyjna NPO 1. 64-letni Peter R. de Vries był doradcą Nabila B., świadka koronnego w procesie dotyczącym narkotykowego barona Ridouana Taghiego. Proces Ridouana Taghiego i 16 współoskarżonych nazwanym jest w Holandii procesem Marengo. W sprawie tej przewijało się kilka przypadków zabójstw na ulicy i zamachów.

De Vries powiedział, że nie mógł odmówić prośbie o pomoc. Za udział w procesie trafił na mafijną listę śmierci. Był świadom zagrożenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Holandia: Polak zatrzymany po zamachu na dziennikarza był poszukiwany listem gończym

Jeden z dwóch podejrzanych o zamach na holenderskiego dziennikarza śledczego Petera R. de Vriesa, 35-letni Polak Kamil E., przed tygodniem został zatrzymany za grożenie bronią, ale wkrótce go wypuszczono. Ponadto jak ustalił TVN24, to ścigany w Polsce listem gończym recydywista. 64-letni Peter R. de Vries został postrzelony we wtorek wieczorem w Amsterdamie. Dziennikarza zaatakowano wkrótce po opuszczeniu przez niego studia telewizyjnego RTL4, gdzie uczestniczył w programie Boulevard.

Napastnik oddał do niego kilka strzałów z bliskiej odległości. Mężczyzna został trafiony w głowę. Jest w szpitalu, a lekarze walczą o jego życie. Po zamachu policja zatrzymała dwie osoby: jedną z nich jest 35-letni Polak Kamil E. Jak podają niderlandzkie media, prowadził on w wiosce Maurik jednoosobową firmę zajmującą się pracami montażowymi. Mieszkał z żoną, która jest w ciąży i dwójką dzieci.

„Pokryty tatuażami, łysy i mrukliwy” – powiedział dziennikowi „De Telegraaf” jeden z mieszkańców.

Jak informuje dziennik „De Volkskrant”, Kamil E. został zatrzymany 1 lipca za grożenie bronią w miejscowości Tiel, niedaleko Utrechtu. Potem go wypuszczono.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Holandia: 35-letni Polak zatrzymany ws. postrzelenia dziennikarza śledczego Petera de Vriesa

Jak podaje portal „NL Times”, holenderska policja zatrzymała 35-letniego Polaka w sprawie postrzelenia holenderskiego dziennikarza śledczego Petera de Vriesa. Napastnik miał oddać pięć strzałów z bliskiej odległości. Stan dziennikarza jest ciężki. We wtorek Peter R. de Vries występował w telewizji RTL Boulevard. Kiedy opuścił studio i wyszedł na ulicę oddano w jego kierunku pięć strzałów z bliskiej odległości. Dziennikarz śledczy z raną głowy trafił do szpitala. Jego stan jest ciężki.

Policja zatrzymała dwóch podejrzanych na holenderskiej autostradzie A4 w pobliżu Leidschendam. Poza 35-letnim Polakiem mieszkającym w Maurik, zatrzymany został również 21-letni mężczyzna z Rotterdamu.

Policja poinformowała, że w piątek dwóch mężczyzn zostanie postawionych w stan oskarżenia za brutalne przestępstwo. Na ten moment obaj przebywają w areszcie, nie pozwolono im kontaktować się z nikim poza ich przedstawicielami prawnymi.

Sprawę skomentował premier Mark Rutte. Polityk cytowany przez Associated Press, nazwał atak „szokującym i niezrozumiałym”. Do zdarzenia odniosła się także burmistrzyni Amsterdamu Femke Halsema powiedziała, że „walczy o życie” i potępiła zdarzenie, nazywając je „okrutnym atakiem bez serca”.

Na razie nie wiadomo, jaki motyw miał sprawca. W przeszłości policja chroniła Petera R. de Vriesa, ponieważ dziennikarz otrzymywał groźby za swoją pracę. Dziennikarz zajmował się m.in. sprawami porwania magnata browarnictwa Freddy’ego Heinekena czy zniknięcia nastolatki Natalee Holloway.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Znany dziennikarz śledczy postrzelony w Amsterdamie. „Pięć strzałów z bliskiej odległości”

Peter R. de Vries został postrzelony tuż po wyjściu ze studia telewizyjnego. Przebywa w szpitalu w stanie ciężkim. Policja zatrzymała trzech podejrzanych. We wtorek Peter R. de Vries występował w telewizji RTL Boulevard. Kiedy opuścił studio, oddano w jego kierunku pięć strzałów z bliskiej odległości – informuje BBC. Dziennikarz śledczy z raną głowy trafił do szpitala. Jego stan jest ciężki. Burmistrzyni Amsterdamu Femke Halsema powiedziała, że „walczy o życie” i potępiła zdarzenie, nazywając je „okrutnym atakiem bez serca”. – Peter R. de Vries jest dla nas wszystkich bohaterem narodowym, niezwykle odważnym dziennikarzem, niestrudzenie poszukującym sprawiedliwości – podkreśliła.

Premier Mark Rutte, cytowany przez Associated Press, nazwał atak „szokującym i niezrozumiałym”. Stwierdził, że to nie tylko atak na „odważnego dziennikarza”, ale i na „wolne media, które są istotne dla demokracji”.

Jak podaje BBC, powołując się na policję, w sprawie zatrzymano trzy osoby. Dwóch podejrzanych aresztowano w samochodzie na autostradzie w Leidschendam, a trzeciego w Amsterdamie. Wśród nich, zaznaczył szef miejscowej policji Frank Paauw, prawdopodobnie znajduje się sprawca.

Na razie nie wiadomo, jaki motyw miał sprawca. W przeszłości policja chroniła Petera R. de Vriesa, ponieważ dziennikarz otrzymywał groźby za swoją pracę. Dziennikarz zajmował się m.in. sprawami porwania magnata browarnictwa Freddy’ego Heinekena czy zniknięcia nastolatki Natalee Holloway.
Źródło info i foto: Gazeta.pl