Strzelanina nieopodal centrali CIA

Amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) podała, że agenci Federalnego Biura Śledczego (FBI) postrzelili uzbrojonego mężczyznę przed siedzibą CIA w Langley w stanie Wirginia. Incydent rozpoczął się w poniedziałek około godziny 18 czasu miejscowego, gdy intruz próbował wjechać do obiektu federalnego – podała telewizja NBC News.

Mężczyzna został zatrzymany przy bramie, mimo wielu poleceń odmówił odjechania. Gdy wysiadł z auta z bronią został postrzelony przez agentów FBI.

Biuro przekazało, że ranny trafił do szpitala. Nie wiadomo, w jakim jest stanie. Dwóch funkcjonariuszy powiedziało NBC News, że podejrzany, którego opisali jako „niestabilnego psychicznie”, w przeszłości kilkakrotnie miał próbować przedostać się na teren centrali CIA.

Wszczęto śledztwo w sprawie strzelaniny. „Przeprowadzamy czynności tak szybko, jak to jest możliwe w danych okolicznościach” – przekazało FBI w oświadczeniu.
Źródło info i foto: TVP.info

Niemcy: Sanitariusz zaatakował bezbronnego Syryjczyka na noszach

Premier Hesji w środkowych Niemczech zażądał wyjaśnienia incydentu ujawnionego przez dziennik „Bild”. Na opublikowanym przez gazetę nagraniu sanitariusz w ośrodku dla uchodźców uderza bezbronnego, przywiązanego do noszy Syryjczyka, czemu bezczynnie przygląda się dwóch policjantów.

To nagranie jest okropne. Okoliczności i przebieg wydarzeń należy wyjaśnić tak szybko, jak to możliwe – powiedział premier kraju związkowego Hesja Volker Bouffier (CDU). W nocy 8 listopada 2020 r. pracownicy ośrodka dla uchodźców w Kassel wezwali policję i ratowników medycznych z powodu awantury wszczętej przez pijanego mieszkańca placówki.

Po przybyciu przedstawicieli służb na miejsce 32-letni Syryjczyk Amar H. zaatakował ich aluminiową drabiną. W raporcie policyjnym odnotowano, że „funkcjonariusze (…) zdołali odeprzeć ten atak za pomocą gazu pieprzowego, a następnie obezwładnić napastnika”.

Kamera nagrała zdarzenie

W raporcie pominięto jednak nagranie z kamery monitoringu – pisze „Bild”. Widać na nim, jak po unieruchomieniu Amara H. przez policjantów 44-letni sanitariusz podchodzi do Syryjczyka, który jest przywiązany do noszy, i uderza go pięścią. Głowa Syryjczyka odskakuje w bok. Żaden z dwóch obecnych w pokoju policjantów nie interweniuje.

Amar H. został następnie umieszczony w karetce, która miała go zawieźć do szpitala. Według policyjnego raportu mężczyzna, który uciekł z Aleppo do Niemiec w 2015 roku, „kopał ratownika medycznego i policjanta (…) Na szczęście (…) nie odnieśli oni poważnych obrażeń”.

Syryjczyk spędził noc w celi. Policja prowadzi wobec niego śledztwo m.in. z powodu napaści na ratowników, stawiania oporu wobec funkcjonariuszy policji i zniszczenia mienia.

Skarga Syryjczyka

Dzień po ataku H. udał się na policję i złożył skargę w sprawie napaści ze strony ratownika medycznego. Zgodnie z jego oświadczeniem obecni wówczas na miejscu policjanci również zostali objęci dochodzeniem. Prokuratura w Kassel potwierdziła „Bildowi”, że „komenda policji w północnej Hesji wszczęła śledztwo przeciwko funkcjonariuszom biorącym udział w operacji 8 listopada 2020 r.”.

Z orzeczenia lekarskiego, do którego dotarł „Bild”, wynika, że H. doznał podwójnego złamania kości policzkowej.

Pracodawca ratownika medycznego poinformował o zwolnieniu go bez prawa do wypowiedzenia niezwłocznie po ujawnieniu zarzutów. Jeśli zarzuty stawiane tej osobie są prawdziwe, są niezgodne z wartościami naszej organizacji pomocowej – podkreślono.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Peter Madsen, morderca szwedzkiej dziennikarki, skazany za ucieczkę z więzienia

Duński konstruktor Peter Madsen, który odsiaduje dożywocie za zamordowanie w łodzi podwodnej szwedzkiej dziennikarki, został we wtorek skazany na rok i dziewięć miesięcy pozbawienia wolności za ucieczkę z więzienia. Wyrok utrudni mu starania o wcześniejsze zwolnienie. Sąd w Glostrup pod Kopenhagą uznał ponadto Madsena za winnego karalnych gróźb śmierci, kierowanych do funkcjonariuszy służby więziennej oraz policji.

Morderca przyznał się, że 20 października wydostał się z więzienia Herstedvester w Kopenhadze, mając własnoręcznie wykonaną atrapę broni oraz naśladujący ładunek wybuchowy pas. Przedmioty te wykonał podczas zajęć resocjalizacyjnych w stolarni. Został jednak schwytany po pięciu minutach. Jak ustaliła prokuratura, działał w pojedynkę i nikt nie został poszkodowany.

Madsen tłumaczył próbę ucieczki złymi – jego zdaniem – warunkami w więzieniu. Po tym incydencie został przeniesiony do zakładu karnego o zaostrzonym rygorze w Strostrom na wyspie Falster.

Według agencji Ritzau kolejny wyrok utrudni mordercy starania o wcześniejsze lub warunkowe zwolnienie z odbycia kary dożywocia.

Madsen w 2018 roku został skazany przez sąd w Kopenhadze na dożywocie za zamordowanie w sierpniu 2017 roku szwedzkiej dziennikarki Kim Wall.

Nie przyznał się do zabójstwa

Konstruktor łodzi podwodnych nie przyznał się do zabójstwa, a jedynie do rozczłonkowania ciała kobiety i wyrzucenia jego części za burtę swej łodzi. Sąd uznał, że jest on również winien zbezczeszczenia zwłok, jak i przestępstwa na tle seksualnym. W jego komputerze znaleziono materiały pornograficzne z przemocą.

Madsen nie odwołał się od wyroku, a jedynie domagał złagodzenia kary. Wniosek ten został jednak przez sąd wyższej instancji odrzucony. Ofiara Madsena Kim Wall, która miała doświadczenie w realizacji materiałów w Syrii, Sri Lance czy na Haiti, weszła na pokład jego łodzi, aby zrealizować o nim reportaż. Madsen był wówczas znany jako zdolny wynalazca i wizjoner, który chciał wystrzelić się w kosmos. Aby zrealizować ten cel, rywalizował z dawnymi współpracownikami, z którymi rozstał się w nieprzyjemnych okolicznościach.

Dopiero po morderstwie dziennikarki wyszło na jaw, że przejawiał on cechy psychopatyczne oraz narcystyczne. Rodzice Wall, również z zawodu dziennikarze, aby upamiętnić córkę ustanowili stypendium, które co roku w dniu jej urodzin 23 marca jest przyznawane młodym dziennikarkom.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Strzelanina we Francji. Desperat zastrzelił trzech policjantów w trakcie interwencji

48-letni mężczyzna zastrzelił trzech policjantów w centralnej Francji, czwarty jest ranny – poinformowała agencja AFP. Do zdarzenia doszło w nocy z wtorku na środę w wiosce w departamencie Puy-de-Dome, w pobliżu gminy Saint-Just. Z doniesień BFMTV wynika, że do zdarzenia doszło, gdy funkcjonariusze próbowali ratować kobietę podczas incydentu związanego z przemocą domową. Kobieta, według relacji mediów, miała schronić się na dachu budynku. Kiedy przybyli na miejsce, 48-letni napastnik otworzył do nich ogień. Zabił trzech funkcjonariuszy, czwartego postrzelił w nogę. Policjant trafił do szpitala.

Francja: Trzech policjantów zginęło w strzelaninie

48-letni sprawca podpalił też dom. Na miejscu nad ranem wciąż trwały czynności policji i straży pożarnej. „Le Figaro” podaje, że kobieta została przetransportowana w bezpieczne miejsce. Agencja AFP podaje, że mężczyzna był już znany policji i miał postawione zarzuty związane z opieką nad dzieckiem. Na razie nie wiadomo, czy doszło do zatrzymania sprawcy strzelaniny. BFMTV podaje, że mężczyzna mógł zginąć z pożarze domu lub uciec z budynku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Boston: Sześciu policjantów oskarżonych o zabójstwo 41-latka. Oddali do niego 31 strzałów w ciągu 3 sekund

Sześciu bostońskich policjantów zostało oskarżonych o zabójstwo 41-letniego Justona Roota. Strzelili do niego 31 raz w ciągu 3 sekund, gdy ten leżał ranny na ziemi. Po incydencie funkcjonariusze mieli komentować: „Tak, zabiłem tego sku…na” i „opróżniłem na niego swój magazynek”. Pozew złożyła rodzina zabitego. Do strzelaniny pomiędzy policją a 41-letnim Justonem Rootem doszło w lutym. Policja dostała zgłoszenie o uzbrojonym człowieku w okolicach szpitala Brigham and Women’s Hospital.

Kiedy funkcjonariusz zobaczył mężczyznę miał sięgnąć po broń, na co ten również wyjął pistolet – później okazało się, że był to przezroczysty zabawkowy pistolet do paintballa – i do niego strzelił. Policjant również oddał strzały, ranił Roota, po czym potknął się i upadając strzelił ponownie trafiając szpitalnego woźnego w oko.

Root zdołał wsiąść do samochodu, ale po sześciu minutach rozbił się, wysiadł i upadł na ziemię. Próbowała go opatrzyć ratowniczka medyczna, ale policjanci kazali jej odsunąć się. Chociaż funkcjonariusze nie widzieli broni w rękach 41-latka, a on sam leżał bezbronny, to oddali do niego 31 strzałów w ciągu 3 sekund.

W 35-stronicowym pozwie rodzina oskarża funkcjonariuszy m.in. o użycie nadmiernej siły, napaść i pobicie, spowodowanie śmierci oraz nieprzestrzeganie standardów i zasad. Oskarżą również władze Bostonu o niewłaściwe szkolenie policji i brak nadzoru. Zauważono, że większość funkcjonariuszy, którzy strzelali do leżącego na ulicy mężczyzny nie miało włączonych kamer na mundurach.

– Został zabity bez powodu – powiedział na konferencji prasowej ojciec zabitego Evan Root.

Mężczyzna leczył się psychiatrycznie

Rodzina Roota wyjawiła, że 41-latek był leczony psychiatrycznie, w tym na chorobę afektywną dwubiegunową i zaburzenia schizoafektywne. W pozwie wyjaśniono, że był rozczarowany tym, że nie może zostać policjantem, dlatego czasami nosił pistolet do paintballa z przezroczystego plastiku.

– Funkcjonariusze i policjant stanowy muszą ponieść odpowiedzialność za skandaliczne czyny i złe poprowadzenie sprawy, opróżniając niemal magazynki i strzelając 31 razy, kiedy on leżał ledwo przytomny na ziemi krwawiąc – stwierdziła Jennifer Root, siostra 41-latka.

W pozwie przypomniano, że oskarżeni, w złożonym po incydencie oświadczeniu, nie wspominali nic o tym, by widzieli Roota wymachującego bronią. Funkcjonariusze mieli natomiast krzyknąć do Roota, by się położył, choć ten leżał już ranny na jezdni.

„Tak, zabiłem tego sku…na”

Pozew zawiera również opis nagrania wideo, z którego ma wynikać, że funkcjonariusze nie próbowali udzielić pomocy medycznej po strzelaninie. Mieli natomiast gratulować sobie nawzajem używając zwrotów – jak opisano w pozwie – „Tak, zabiłem tego sku…na” i „opróżniłem na niego swój magazynek”.

– Juston był miłym, kochającym synem i bratem, a jego śmierć to tragedia. Juston i nasza rodzina zasługują chociaż na ujawnienie prawdy oraz ukaranie odpowiedzialnych za jego śmierć – dodała.

Śledztwo przeprowadzone po zdarzeniu przez prokuraturę okręgową hrabstwa Norfolk ustaliło, że oddanie strzałów przez policjantów było uzasadnione. Zarówno bostońska jak i stanowa policja odmówiły komentarzy w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Brytyjski poseł konserwatystów aresztowany. Sprawa dotyczy gwałtu

Brytyjski poseł z rządzącej Partii Konserwatywnej, którego personaliów nie ujawniono, został aresztowany w sobotę rano pod zarzutem gwałtu, ujawnił „The Sunday Times”. Gazeta podaje, że doniesienie złożyła dwudziestokilkuletnia kobieta, która pracowała w parlamencie i była w związku z posłem. Jak twierdzi, deputowany dopuścił się napaści na nią, zmusił ją do uprawiania seksu i zostawił ją w takiej traumie, że musiała iść do szpitala. Londyńska policja metropolitalna potwierdziła, że rozpoczęła dochodzenie w sprawie tych zarzutów i sprecyzowała, że chodzi o cztery odrębne zdarzenia.

„W piątek 31 lipca Policja Metropolitalna otrzymała informację o zarzutach odnoszących się do czterech odrębnych incydentów związanych z oskarżeniami o przestępstwa seksualne i napaść. Te domniemane przestępstwa miały miejsce pod adresami w Westminsterze, Lambeth i Hackney od lipca 2019 r. do stycznia 2020 r. Policja rozpoczęła dochodzenie w sprawie tych zarzutów. Mężczyzna po pięćdziesiątce został aresztowany w sobotę 1 sierpnia pod zarzutem gwałtu. Został zwolniony za kaucją i ma stawić się w połowie sierpnia” – napisano w oświadczeniu policji.

Rzecznik Partii Konserwatywnej powiedział: Traktujemy wszystkie zarzuty tego rodzaju niezwykle poważnie. Ponieważ ta sprawa jest teraz w rękach policji, dalsze komentowanie byłoby niestosowne.

Informacja o aresztowaniu posła nadeszła zaledwie trzy dni po tym jak Charlie Elphicke, były poseł Partii Konserwatywnej i żonaty ojciec dwójki dzieci, został pierwszym od wielu lat deputowanym skazanym za napaść na tle seksualnym. Został uznany winnym trzech zarzutów napaści na tle seksualnym – jednego w 2007 r. i dwóch w 2016 r. Wyrok zostanie wydany 15 września.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Atak nożownika w centrum Londynu

Dwie osoby zostały w piątek wieczorem pchnięte nożem w centrum Londynu, ich obrażenia nie zagrażają życiu – poinformowała brytyjska policja. Do zdarzenia doszło około godz. 22:30 w piątek. Rzecznik londyńskiej policji oświadczył, że incydent, którego dokładne okoliczności jeszcze są wyjaśniane, nie miał charakteru ataku terrorystycznego.

Atak w popularnej dzielnicy Londynu

Do zdarzenia doszło w rejonie Broadgate Circle, pełnego sklepów i lokali rozrywkowych w centrum Londynu. W pobliżu znajduje się dzielica banków i instytucji finansowych. Na miejsce incydentu przyjechały karetki; pierwsza z nich po sześciu minutach od zgłoszenia. Policja odradziła zbliżanie się do tego miejsca. Jak podał „Daily Mirror”, w ubiegłym roku wskaźnik przestępczości w Londynie był pięciokrotnie wyższy w porównaniu z innymi angielskimi miastami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Incydent w Toruniu. Zniszczono bus Krzysztofa Bosaka

Podczas środowego (26 czerwca) spotkania Krzysztofa Bosaka z wyborcami w Toruniu zniszczono bus kandydata Konfederacji w wyborach prezydenckich. W środę Krzysztof Bosak odwiedził województwo kujawsko-pomorskie. Pojawił się na wiecach w Inowrocławiu, Grudziądzu, Bydgoszczy i Toruniu.

W tym ostatnim mieście doszło do incydentu. Jak informuje na Facebooku Patryk Semczuk, wiceprezes Ruchu Narodowego w Pile i działacz Młodzieży Wszechpolskiej, w Toruniu zniszczono bus, którym podróżuje Bosak.

„Bus został pomalowany sprayem również uszkodzone zostały opony auta” – napisał Semczuk.

Na samochodzie Bosaka napisano między innymi „faszysta”.
Źródło info i foto: interia.pl

Incydent przy domu Jarosława Kaczyńskiego?

Interwencje stołecznej policji, którymi ta uzasadniała nadzwyczajną ochronę okolicy domu Jarosława Kaczyńskiego, dotyczą głównie happeningów i działalności dziennikarzy obywatelskich.

Zbadaliśmy listę przypadków łamania prawa, do których w ostatnich trzech miesiącach miało dojść w okolicy domu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Dane na ich temat przekazało nam biuro prasowe Komendy Stołecznej Policji, by uzasadnić konieczność skierowania właśnie w to miejsce większej liczby policjantów.

Jak ujawniliśmy na łamach tvn24.pl, było to nawet 18 policjantów każdej doby. Przez kilka tygodni – w różnych porach dnia i nocy – sprawdzaliśmy schemat działania mundurowych.

W każdej chwili dwóch umundurowanych funkcjonariuszy siedziało w radiowozie, mając oko na posesję prezesa PiS. Dwóch ich kolegów w tym czasie krążyło w bezpośredniej okolicy. Umundurowanym funkcjonariuszom towarzyszyła często dodatkowo para operacyjnych funkcjonariuszy, w cywilnych ubraniach. Każdej doby dochodziło do trzech zmian, po ośmiu godzinach służby, czyli nawet 18 funkcjonariuszy było zaangażowanych w pilnowanie okolicy domu Jarosława Kaczyńskiego. Rzecznik komendanta stołecznego policji Sylwester Marczak poinformował tvn24.pl, że działania te „nie mają nic wspólnego z pilnowaniem jakiejkolwiek posesji czy też osoby”. Na nasze pytanie o listę interwencji policji, rzecznik wysłał opisy siedmiu incydentów. Cytujemy je poniżej.

Siedem interwencji

Policyjny opis ewentualnego złamania prawa: „W dn. 28.03.2020 r. odnotowano zgromadzenie (pięciu osób). W związku z ujawnionymi czynami zabronionymi ustawą z dnia 20 maja 1971 r., Kodeks Wykroczeń (Dz. U. z 2019 r. poz. 821, 1238 z 2020 r. poz. 568) określonymi w treści: art. 54 Ustawy (naruszeniem przepisów porządkowych w związku z łamaniem zakazów i nakazów określonych w Rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii); art. 63a (nielegalne ogłoszenia); art. 65 (podanie fałszywych danych osobowych) – wobec uczestników podjęto określone prawem czynności służbowe”.

Tego dnia pod domem Jarosława Kaczyńskiego stanęło trzech mężczyzn i jedna kobieta. Protestowali przeciwko idei przeprowadzenia 10 maja wyborów prezydenckich. Trzymali transparent z napisem „Jarosławie K.!!! Nie chcemy kolejnej tragedii z powodu twojej żądzy władzy!”.

Przez megafon puszczali żałobny nokturn Chopina, na chodniku pod płotem posesji prezesa PiS ustawili znicze. Szybko pojawia się przy nich kilku policjantów. Jeden z funkcjonariuszy pyta: „kto jest organizatorem tego spontanicznego zgromadzenia?”.

Policjanci rozmawiają z uczestnikami pikiety, potem ich legitymują i odprowadzają mężczyzn do radiowozu. Jeden z nich krzyczy: „To jest państwo prawa? Panie pośle Kaczyński, rozliczymy pana z tego!”. Drugi mężczyzna jest przez dwóch policjantów ciągnięty po ziemi. Przez megafon krzyczy: „Zagrożenie epidemiologiczne nie może likwidować prawa do zgromadzeń!”.

Jednym z ukaranych jest Włodzimierz Ciejka, który przedstawiał się jako dziennikarz obywatelski. Taka forma jest zgodna z Prawem prasowym, które daje dziennikarzowi obywatelskiemu takie same prawa, jak zawodowemu dziennikarzowi.

Ciejka podkreśla w rozmowie z tvn24.pl, że został przewieziony na komisariat, na którym spędził około godziny.

– Spisali moje dane, dostałem protokół zatrzymania. Zostałem nie wylegitymowany, ale zatrzymany. Wielokrotnie tłumaczyłem, że nie byłem uczestnikiem pikiety, tylko dziennikarzem, który relacjonował to wydarzenie – podkreśla.
Policyjny opis: „W dniu 29.03.2020 r., odnotowano zgromadzenie (dziewięciu osób). W związku z ujawnionymi czynami zabronionymi ustawą z dnia 20 maja 1971 r., Kodeks Wykroczeń (Dz. U. z 2019 r. poz. 821, 1238 z 2020 r. poz. 568) określonymi w treści: art. 54 Ustawy (naruszeniem przepisów porządkowych w związku z łamaniem zakazów i nakazów określonych w Rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii); art. 63a (nielegalne ogłoszenia); art. 65 (podanie fałszywych danych osobowych) – wobec uczestników podjęto określone prawem czynności służbowe”.

Tego dnia dwóch aktywistów z Obywateli RP, stojąc blisko posesji Kaczyńskiego, rozwinęło baner z napisem „Pull up, idioto”. Ich pikietę dokumentowało dwóch fotoreporterów i ekipa TVP, a także reporter tvnwarszawa.pl Tomasz Zieliński. Aktywistów i przedstawicieli mediów spisuje policja. Wśród spisanych jest fotograf Wojciech Jakub Atys, pracujący dla redakcji „Gazety Wyborczej”.

24 kwietnia „Gazeta Wyborcza” informuje, że jej fotograf Wojciech Jakub Atys stanie przed sądem w związku z tym, że fotografował ten protest.

Atys zaznacza w rozmowie z nami, że został wysłany w tamtą okolicę przez redakcję, by sfotografować pikietę.

– Był kolega z PAP i telewizja państwowa. Jak obywatele zwinęli baner, to policjanci zaczęli wszystkich legitymować, dwóch fotoreporterów i ekipę TVP. Pokazywaliśmy legitymacje prasowe. Policjant sporządził wnioski o ukaranie do sądu – mówi.

Policyjny opis: „W dniu 10.04.2020 r. odnotowano zgromadzenie (czterech osób). W związku z ujawnionymi czynami zabronionymi ustawą z dnia 20 maja 1971 r., Kodeks Wykroczeń (Dz. U. z 2019 r. poz. 821, 1238 z 2020 r. poz. 568) określonymi w treści: art. 54 Ustawy (naruszeniem przepisów porządkowych w związku z łamaniem zakazów i nakazów określonych w Rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii); art. 63a (nielegalne ogłoszenia); art. 65 (podanie fałszywych danych osobowych) – wobec uczestników podjęto określone prawem czynności służbowe”.

W tym dniu na pl. Piłsudskiego w Warszawie delegacja na czele z Jarosławem Kaczyńskim złożyła kwiaty pod pomnikiem smoleńskim. Media obiegły zdjęcia polityków PiS stojących blisko siebie wbrew nakazowi zachowania 2 metrów dystansu, część z nich nie miała obowiązkowych maseczek.

Po południu pod willą szefa PiS pojawia się dwóch aktywistów, którzy prowadzą prześmiewczą wobec PiS stronę „Wolne Media”. Jednym z wylegitymowanych przez policjantów był również Robert Kuszyński, fotoreporter OKO.press. Na miejscu była także operatorka z tej redakcji.

Kuszyński zaznacza w rozmowie z nami, że dowiedział się o demonstracji, która ma się odbyć pod willą. – Dlatego tam się udałem, by zrobić zdjęcia. Zostałem wylegitymowany, podobnie jak operatorka OKO.press i dwóch panów z „Wolnych Mediów”. Na każde z nas przypadało po dwóch policjantów w mundurach, byli też tajniacy – relacjonuje.

Policyjny opis: „W dniu 15.04.2020 r. wylegitymowano dwie osoby. Wobec mężczyzn prowadzone są czynności wyjaśniające w kierunku wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń (naruszenie przepisów porządkowych)”.

Tego dnia para dziennikarzy obywatelskich publikujących swoje prześmiewcze materiały w internecie, jako „Wolne Media” odwiedziło dom Jarosława Kaczyńskiego. Zwrócili uwagę, że na płocie posesji prezesa Prawa i Sprawiedliwości nie ma obowiązkowej skrzynki pocztowej. Materiał wideo wolnych mediów przyniósł skutek – już w kilka dni później skrzynka pocztowa pojawiła się na ogrodzeniu.

Policyjny opis: „W dniu 02.05.2020 r. mężczyzna przerzucił przez płot posesji dyktę. Wobec mężczyzny wszczęto czynności wyjaśniające w kierunku wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń (naruszenie przepisów porządkowych) i art. 65 (podanie fałszywych danych osobowych). ”

Także duet dziennikarzy obywatelskich „Wolnych Mediów” odwiedziło dom Jarosława Kaczyńskiego. W swoim materiale wideo zwrócili uwagę, że skrzynka pocztowa już wisi na ogrodzeniu. Interwencja policji nastąpiła, gdy chcieli włożyć do niej list zaadresowany „Sz. Pan Prezes” z dwoma pytaniami:

„Czy był zamach?

Gdzie jest wrak?”.

Jeden z funkcjonariuszy, którzy podjęli interwencję wobec dziennikarzy obywatelskich, wytłumaczył, że „pilnuje skrzynki, bo to jego hobby”.

Policyjny opis: „W dniu 10.05.2020 r. odnotowano zgromadzenie osób, spośród których, wobec czterech osób została sporządzona dokumentacja w związku z popełnieniem wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń ( naruszenie przepisów porządkowych)”.

Tego dnia pod domem Jarosława Kaczyńskiego swój happening przeprowadził reżyser Grzegorz Jarzyna. Był to dzień w którym miały się odbyć tzw. wybory kopertowe. Reżyser chciał zorganizować kasłanie pod domem prezesa partii. Jak tłumaczył, happening miał pokazać, że rządząca partia dążyła do wyborów wbrew przestrogom epidemiologów.

Co do jednej z interwencji, o której poinformowała tvn24.pl policja – nie udzielając szczegółowych informacji na jej temat – nie mamy pewności, jakiego wydarzenia dotyczy. Rzecznik opisał ją w następujący sposób: „W dniu 15.04.2020 r. odnotowano zdarzenie z udziałem jednej kobiety, która na prywatnej posesji umieszczała plakaty. W toku czynności wyjaśniających ukarana została mandatem karnym kredytowym za wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń (naruszenie przepisów porządkowych) i art. 63a kodeksu wykroczeń (nielegalne ogłoszenia)”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Strzelanina na przedmieściach Atlanty. Są zabici

Pięć osób zostało rannych, zaś dwie zginęły – to bilans strzelaniny na przedmieściach Atlanty, stolicy amerykańskiego stanu Georgia. Sprawca zaczął strzelać do grupy ludzi z przejeżdżającego auta. Do incydentu doszło w sobotę około godziny 17.45 czasu lokalnego w Edgewood, miejscowości leżącej na północny wschód od Atlanty. Policja poinformowała, że funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce zastali pięć rannych osób będących w poważnym stanie. Trafili oni do szpitala. Dwie inne osoby zostały odwiezione do szpitala przed przyjazdem pierwszego patrolu.

Rzecznik policji przekazał, że dwie osoby zmarły, stan pozostałych jest stabilny – relacjonował dziennik „Atlanta Journal-Constitution”.

Wszczęto śledztwo w sprawie strzelaniny. Na razie nie wiadomo, jaki był motyw sprawcy i dlaczego zaatakował właśnie tę grupę osób. Policja opublikowała zdjęcie ciemnego pick-upa, z którego – jak oceniono – padły strzały.

W Atlancie doszło do nowych protestów po śmiertelnym zranieniu przez policjanta czarnoskórego mężczyzny Raysharda Brooksa podczas próby aresztowania.

Według oficjalnych doniesień 27-letni Brooks zasnął w samochodzie na podjeździe drive-in restauracji Wendy’s i jej pracownicy wezwali policję, ponieważ auto blokowało innych klientów. Mężczyzna był pod wpływem alkoholu i stawiał opór, gdy policja chciała go aresztować – podało w raporcie biuro śledcze stanu Georgia.

Materiał z monitoringu pokazuje, że „podczas szarpaniny z funkcjonariuszami Brooks wyrwał jednemu z nich paralizator i uciekł” – napisano w raporcie. „Policjanci pobiegli za Brooksem; podczas pościgu Brooks odwrócił się i skierował paralizator w stronę policjanta. Funkcjonariusz użył swojej broni, trafiając w Brooksa” – podano w dokumencie.

Mężczyzna został przetransportowany do szpitala i przeszedł operację, ale wkrótce potem zmarł. Funkcjonariusz został ranny. W związku z incydentem w sobotę ze stanowiska zrezygnowała szefowa policji w Atlancie Erika Shields.
Źródło info i foto: TVP.info