Izrael ma własną aferę z Pegasusem

Władze Izraela domagają się niezależnego śledztwa w sprawie używania programu podsłuchowego Pegasus wobec bliskich współpracowników byłego premiera Benjamina Netanjahu i innych postaci życia publicznego. Dziennik „Calcalist” podał, że policja używała oprogramowania mimo braku nakazu sądowego. Wśród podsłuchiwanych mieli być syn i dwaj doradcy Benjamina Netanjahu, a także dyrektorzy generalni kilku ministerstw, biznesmeni, szefowie związków zawodowych, związku pracodawców oraz samorządowcy. Były premier Izraela odpiera zarzuty. Jego zdaniem wszelkie postępowania prawne powinny być wstrzymane do czasu weryfikacji doniesień medialnych.

Komendant główny policji Kobi Shabtai domaga się niezależnej komisji śledczej po stosowaniu podsłuchów za czasów jego poprzednika. Jak tłumaczy, komisja miałaby „przywrócić zaufanie obywateli do funkcjonariuszy”. Policja prowadzi wewnętrzne śledztwo odkąd „Calcalist” poinformował w ubiegłym miesiącu o używaniu Pegasusa przeciwko obywatelom – czasem bez nakazu sądowego.

Za powołaniem komisji opowiedzieli się też prezydent Isaac Herzog, ministerki migracji Pnina Tamano-Shata, środowiska Tamar Zandberg oraz spraw wewnętrznych Ajjelet Szaked. Ta ostatnia w wywiadzie dla radia Kan uznała najnowsze doniesienia – jeśli się potwierdzą – za „trzęsienie ziemi i jeden z najbardziej rażących czynów izraelskiej policji, pasujących do mrocznych reżimów, a nie do demokratycznego kraju”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Afera Pegasusa na Węgrzech. Lawina pozwów

Osoby szpiegowane przy użyciu Pegasusa na Węgrzech składają pozwy przeciwko rządowi – informuje Deutsche Welle. Rząd w Budapeszcie miał używać tego szpiegowskiego oprogramowania do inwigilacji swoich politycznych oponentów. Afera związana z Pegasusem nie dotyczy wyłącznie Polski. Na Węgrzech inwigilowanych tym systemem było kilkadziesiąt osób. Jedną z nich jest dziennikarz portalu śledczego Direkt36 Szabolcs Panyi, który dowiedział, że był śledzony wiosną 2021 roku.

Panyi miał świadomość, że Pegasus to nie jest zwykły podsłuch, a narzędzie, które daje dostęp do wszystkich danych na telefonie, włączając w to możliwość uruchomienie kamerki i mikrofonu.

Dziennikarz razem ze swoimi redakcyjnymi kolegami w ostatnim czasie odkrywał kolejne przypadki inwigilacji Pegasusem. Ich zdaniem śledzeni są nie tylko oponenci polityczni, ale też ludzie z otoczenia premiera Węgier Viktora Orbana. Jedną z nich ma być ochroniarz prezydenta kraju Jonasa Adera. Środki na wysoki procent. Oprocentowanie stałe 2,4% w skali roku. Załóż Lokatę na nowe środki nawet na 30 000 zł na 9 miesięcy. Sprawdź!

Inwigilowani Węgrzy składają pozwy

Pół roku po wybuchu afery na Węgrzech, sześciu z podsłuchiwanych na czele z Panyim dochodzi swoich praw przed sądami, a nawet przed izraelskim prokuratorem generalnym. Poszkodowani są reprezentowani przez Towarzystwo Swobód Obywatelskich (TASZ) oraz izraelskiego prawnika Eitay Macka. Organizacja w piątek rano poinformowała nawet o uruchomieniu osobnej strony internetowej, gdzie publikuje informacje związane ze sprawą.

TASZ ma dwa cele. Po pierwsze chce uświadomić poszkodowanych jakie informacje o nich mogą posiadać służby. Po drugie przeciwdziałać inwigilacji. – Chcemy podjąć działania przeciwko nadużyciom w zakresie inwigilacji w ogóle i doprowadzić do tego, aby tajne służby na Węgrzech były kontrolowane lepiej i w sposób niezależny – powiedział dla DW prawnik TASZ Adam Remport.

Z kolei Mack złożył pozew do prokurator generalnego Izraela przeciwko producentowi Pegasusa, jakim jest prywatna firma NSO Group oraz przeciwko ministerstwu obrony tego kraju, które odpowiada za zatwierdzanie sprzedaży programu na granicę. – Pegasus został sprzedany państwu węgierskiemu, mimo że istniało wiele obaw związanych z łamaniem praworządności na Węgrzech – przekazał prawnik w rozmowie z DW. Dodał, że chce pozwać izraelskie MON za „niezapobieżenie przestępstwu, jak również naruszenie prawa do prywatności”.

Mack powiedział będzie kontynuował wysiłki, żeby pociągnąć do odpowiedzialności Izrael, sprzedający broń, także tę cybernetyczną do państw – jego zdaniem – autokratycznych takich jak Węgry.

Afera Pegasusa w Polsce

W grudniu agencja AP informowała, że według ustaleń działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab, za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus byli inwigilowani mec. Roman Giertych, prokurator Ewa Wrzosek i senator KO Krzysztof Brejza. Do telefonu polityka miano się włamać 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r., gdy był on szefem sztabu KO przed wyborami parlamentarnymi. W Senacie od połowy stycznia działa komisja nadzwyczajna (bez uprawnień śledczych – red.), która wyjaśnia przypadki nielegalnej inwigilacji z użyciem oprogramowania Pegasus.

Przedstawiciele rządu wielokrotnie zapewniali, że żadna służba w tej sprawie nie złamała prawa, a kontrola operacyjna – jeśli była podejmowana – była prowadzona legalnie. Z kolei prezes PiS, wicepremier Jarosław Kaczyński mówił w tygodniku „Sieci”, że powstanie i używanie Pegasusa jest wynikiem zmiany technologicznej, rozwoju szyfrowanych komunikatorów, których za pomocą starych systemów monitorujących nie można odczytać. – Źle by było, gdyby polskie służby nie miały tego typu narzędzia – powiedział. Zapewnił jednak, że nie był on używany wobec opozycji.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejne osoby inwigilowane Pegasusem?

„Ujawnienie inwigilacji Pegasusem Kołodziejczaka rozwala w drobny pył narrację PiS, że rzekomo sądy wyrażały na takie draństwo zgodę”, „PiS nielegalnie inwigilował tych, których się boi”, „Kaczyński używa inwigilacji jako sposobu na zdobywanie i utrzymywanie władzy” – m.in. takie komentarze pojawiły się w sieci po ujawnieniu przez Citizen Lab, że Pegasusem mieli być inwigilowani również Michał Kołodziejczak i Tomasz Szwejgiert.

Eksperci z Citizen Lab przy Uniwersytecie w Toronto poinformowali we wtorek o dwóch nowych przypadkach stosowania Pegasusa w Polsce. Za pomocą oprogramowania mieli być inwigilowani lider Agrounii Michał Kołodziejczak i dziennikarz Tomasz Szwejgiert, zastępca redaktora naczelnego portalu Służby Specjalne, współautor książki o szefie MSWiA i koordynatorze służb specjalnych Mariuszu Kamińskim.

Kołodziejczak, jak podaje agencja Associated Press, został „kilkukrotnie zhakowany w maju 2019 roku”, czyli na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi. Z kolei Szwejgiert został zhakowany 21 razy z Pegasusem od końca marca do czerwca 2019 roku. Włamania rozpoczęły się po tym, jak on i jego współpracownicy wysłali pytania do polskiego rządu dotyczące Kamińskiego – przekazała AP.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Marek Suski ujawnił skalę inwigilacji Pegasusem?

Podczas czwartkowej konferencji prasowej polityk PiS Marek Suski wypowiedział się nt. inwigilacji za pomocą Pegasusa. „Mówienie o jakiejś masowej inwigilacji to jest w ogóle jakiś wymysł z księżyca. Bo to były niewielkie ilości, nieprzekraczające kilkuset osób w ciągu roku” – powiedział.

Poseł PiS na czwartkowej konferencji był pytany o to, czy jest możliwość powstania w Sejmie komisji śledczej, która zajęłaby się doniesieniami o inwigilacji. – Myślę, że nie ma – odpowiedział Suski.

„Mówienie o masowej inwigilacji to wymysł”

– Te zarzuty dotyczące jakiejś masowej inwigilacji – na posiedzeniu komisji zajmowaliśmy się tym tematem. Ja mogę państwa zapewnić, że mówienie o jakiejś masowej inwigilacji to jest w ogóle jakiś wymysł z księżyca. Bo to były niewielkie ilości, nieprzekraczające kilkuset osób w ciągu roku, ani milionów. Nie mogę oczywiście podać dokładnych danych, bo to jest objęte tajemnicą – powiedział Marek Suski.

Na pytanie o to, czy pegasusem mogło być inwigilowanych kilkaset osób, Suski odparł, że „w różnych latach bardzo różnie”. – Nie mogę podać ilości – dodał. – Niektóre służby mówiły, że miały dosłownie poniżej dziesięciu nawet w trakcie roku tych działań operacyjnych, na wniosek prokuratorów, za zgodą sądu.

W Senacie od zeszłego tygodnia działa komisja nadzwyczajna (bez uprawnień śledczych), która także wyjaśnia przypadki nielegalnej inwigilacji z użyciem oprogramowania Pegasus.

Według ustaleń działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab, senator KO Krzysztof Brejza był inwigilowany za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus. Do telefonu Brejzy miano się włamać 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Polityk był wówczas szefem sztabu KO przed wyborami parlamentarnymi. Wcześniej Citizen Lab informowała, że inwigilowani za pomocą Pegasusa mieli być także adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek.

Przedstawiciele rządu wielokrotnie zapewniali, że żadna służba w tej sprawie nie złamała prawa, a kontrola operacyjna – jeśli była podejmowana – była prowadzona legalnie. Z kolei prezes PiS, wicepremier Jarosław Kaczyński mówił w tygodniku „Sieci”, że powstanie i używanie Pegasusa jest wynikiem zmiany technologicznej, rozwoju szyfrowanych komunikatorów, których za pomocą starych systemów monitorujących nie można odczytać. – Źle by było, gdyby polskie służby nie miały tego typu narzędzia – powiedział. Zapewnił jednak, że nie był on używany wobec opozycji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest wniosek do NIK ws. „inwigilacji Pegasusem”

Posłanka Lewicy Monika Falej złożyła wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie możliwych nieprawidłowości związanych z wykorzystaniem systemu Pegasus. To efekt informacji agencji Associated Press o inwigilowaniu Krzysztofa Brejzy, Romana Giertycha i Ewy Wrzosek. Wcześniej taki wniosek złożył senator Krzysztof Brejza, czyli potencjalnie poszkodowany w tej sprawie. Teraz formalny krok robi posłanka Lewicy Monika Falej, która prosi w swym wniosku kontrolerów NIK „o zbadanie niepokojących doniesień”.

Co, zdaniem Falej, powinno zostać objęte kontrolą NIK? Zwraca się ona bezpośrednio do prezesa NIK Mariana Banasia.

„Proszę Pana o ustalenie czy i kto w Polsce wykorzystuje system Pegasus. Od kiedy jest on używany i w jakim celu. Kto sprawuje nadzór nad działaniami wywiadowczymi? Jakie muszą zaistnieć przesłanki, by obywatel został objęty podsłuchem, śledzeniem jego urządzeń mobilnych?” – czytamy w piśmie Falej.
Źródło info i foto: interia.pl

Będzie komisja śledcza w „sprawie Pegasusa”?

„Uważam, że jeżeli takie twierdzenia się pojawiają, to sprawa wymaga wyjaśnienia; od tego jest parlament, żeby tego typu sprawy były wyjaśniane w parlamencie” – powiedział prezydent Andrzej Duda, odnosząc się do sprawy Pegasusa. Nie wykluczył, że tą sprawą powinna się zająć komisja śledcza.

Prezydent był w poniedziałek gościem Polsat News oraz portalu interia.pl. W internetowej części rozmowy Andrzej Duda został zapytany o sprawę oprogramowania Pegasus, którym – według amerykańskiej agencji prasowej Associated Press – inwigilowany był senator KO Krzysztof Brejza, adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek. – Od tego jest parlament, żeby tego typu sprawy były wyjaśniane w parlamencie – ocenił prezydent.

Podczas rozmowy nie wykluczył, że tą sprawą powinna się zająć komisja śledcza. – Jeżeli taka będzie decyzja posłów, jeżeli taka będzie decyzja parlamentu, jeżeli są takie twierdzenia. Nic nie słyszałem, żeby były jakiekolwiek dowody na tę okoliczność, żeby była jasność. Ja żadnego dowodu na tę okoliczność nie widziałem i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nigdy nie miałem żadnej korespondencji w tej sprawie. Nigdy nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, w związku z powyższym jestem za tym, żeby absolutnie te sprawę wyjaśnić – podkreślił.

– Uważam, że jeżeli takie pojawiają się twierdzenia, to sprawa wymaga wyjaśnienia. Zwłaszcza, jeżeli tego typu twierdzenia dotyczą prokuratora, który prowadził jakąś sprawę. Zdumiewające były te informacje dla mnie, bo tak jak mówię, ja nigdy o tym nie słyszałem i nigdy też nie miałem żadnych dokumentów, które o czymś takim mogłyby stanowić, w związku z powyższym uważam, że sprawę trzeba wyjaśnić, skoro takie twierdzenia są – zaznaczył.

Na pytanie czy powinna się tą sprawą zająć komisja ds. służb specjalnych czy komisja śledcza powiedział, żeby „zostawić to Sejmowi i posłom, bo to oni zdecydują”.

– Powtarzam jeszcze raz. Jest chociażby w Sejmie komisja do spraw służb specjalnych, która – jeżeli są wątpliwości – w pierwszej kolejności mogłaby się tym zająć – dodał prezydent.

Amerykańska agencja prasowa Associated Press podała, że działająca przy Uniwersytecie w Toronto grupa Citizen Lab poinformowała, że senator KO Krzysztof Brejza był w 2019 roku inwigilowany za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus. Według Citizen Lab do telefonu Brejzy włamywano się 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Wcześniej Citizen Lab informowała, że inwigilowani przy pomocy Pegasusa mieli być także adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sławomir Nowak wpadł przez system inwigilacji Pegasus?

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka domaga się informacji na temat tego, czy sprawa Sławomira Nowaka nie była pretekstem do inwigilowania polityków opozycji i zdobywania w nielegalny sposób informacji na temat kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego. „Rzeczpospolita” twierdzi, że materiał dowodowy, jaki zgromadzono w śledztwie ws. Nowaka jest mocny – opiera się głównie na zabezpieczonych rozmowach na szyfrowanych komunikatorach, dzięki zastosowaniu systemu inwigilacji Pegasus.

Były minister transportu i były szef ukraińskiej agencji drogowej Ukrawtodor Sławomir Nowak został w poniedziałek zatrzymany w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymano w Warszawie b. Dariusza Z., a w Gdańsku biznesmena Jacka P. We wtorek Nowak usłyszał zarzuty, a wczoraj tymczasowo aresztowany.

Nowak jest podejrzany o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych i osobistych w zamian za przyznawanie prywatnym podmiotom kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy. W efekcie tych przestępstw miał uzyskać 1,3 mln zł.

Lider PO Bory Budka pytany w TVN24 o areszt dla byłego polityka Platformy (zarazem osoby, która pracowała dla sztabu kandydata KO na prezydenta Rafała Trzaskowskiego) powiedział, że nie ma wiedzy „co jest w sprawie” Nowaka. Dodał, że o ewentualnej winie b. ministra transportu wypowie się sąd.

Zwrócił jednak uwagę na fakt, że zarzuty, które Nowakowi postawiła prokuratura, dotyczą okresu jego pracy na Ukrainie.

Ten okres skończył się jesienią ubiegłego roku, natomiast cała operacja służb, również służb polskich, z tego co donoszą media, trwała do teraz, w związku z czym należy się zastanowić co było prawdziwą intencją tego, że ta sprawa trwała tak długo i czy możliwe jest to, że ta sprawa została wykorzystana do tego, by inwigilować polską opozycję – podkreślił Budka.

Budka zastanawia się, czy skoro Sławomir Nowak był obiektem prac operacyjnych polskich służb, to może nie chodziło o niego, ale o wiedzę dotyczącą kampanii wyborczej i tego, co działo się w sztabie Trzaskowskiego.

Przewodniczący PO w Polsat News przyznał, że Nowak był jedną z osób, które „doradzały i dzieliły się swoją wiedzą w kampanii”. To była wymiana informacji, omawianie pewnych strategii, wymiany myśli. Jeżeli prawdą jest to, co mówią niektóre media, że celem polskich służb nie było wyjaśnianie czegoś, co już dawno było zamknięte na Ukrainie, a monitorowanie przeciwników politycznych, w tym samego kandydata na prezydenta, to mamy rzecz bulwersującą i skandaliczną. Służby powinny się zajmować tym, od czego są – powiedział.

Zapowiedział, że PO będzie żądać „pełnej i rzetelnej” informacji na temat tego, czy politycy opozycji byli inwigilowani przez służby pod pretekstem sprawy Nowaka.
Źródło info i foto: RMF24.pl

CBA o „systemie do masowej inwigilacji”

„CBA nie zakupiło żadnego ‚systemu masowej inwigilacji Polaków’. Pojawiające się w tej sprawie opinie i komentarze są insynuacjami i nie mają poparcia w faktach” – pisze w oświadczeniu Centralne Biuro Antykorupcyjne. To reakcja na doniesienia o systemie Pegasus, którym mają dysponować służby. Technologia pozwala uzyskać wgląd do danych przechowywanych m.in. na telefonach.

„W związku z doniesieniami mediów informujemy, że Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi swoje działania w oparciu o przepisy polskiego prawa. Kontrola operacyjna jest prowadzona w uzasadnionych i opisanych prawem przypadkach, po uzyskaniu zgody Prokuratura Generalnego i wydaniu postanowienia przez sąd” – przekonuje CBA w komunikacie.

CBA korzysta z Pegasusa do inwigilacji? Jest oświadczenie

Jak twierdzi, biuro „nie zakupiło żadnego ‚systemu masowej inwigilacji Polaków'”. „Pojawiające się w tej sprawie opinie i komentarze są insynuacjami i nie mają poparcia w faktach” – informuje CBA.

O Pegasusie informowała przed kilkoma dniami stacja TVN24. Istnienie systemu miała potwierdzać faktura podpisana przez szefa CBA. Natrafiła na nią NIK, która badała, czy Ministerstwo Sprawiedliwości zgodnie z planem wykorzystuje Fundusz Sprawiedliwości (wcześniej nazywany był Funduszem pomocy Poszkodowanym i Pomocy Postpenitencjarnej). Z kontroli NIK wynika, że największą kwotę, 25 milionów złotych z funduszu, przekazano CBA. Najprawdopodobniej kwota sfinansowała część faktury wystawionej przez warszawską firmę informatyczną na kwotę 33 mln złotych. „Zakup środków techniki specjalnej służących do wykrywania i zapobiegania przestępczości” ma oznaczać zakup systemu do inwigilacji telefonów i komputerów, którym najprawdopodobniej jest Pegasus.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowe ustalenia ws. zamachowców z Londynu

Brytyjskie media publikują szczegóły zatrzymań 18-latka i 21-latka podejrzanych o piątkowy zamach w londyńskim metrze. Mężczyźni przetrzymywani są na komisariacie w południowym Londynie. Starszy z nich Yahyah Farroukh został aresztowany przez policjanta przebranego za bezdomnego. Scotland Yard nie zaprzeczył, że w operacji zatrzymania 21-latka mogli uczestniczyć funkcjonariusze, którzy prowadzą tego typu inwigilację.

21-letni Syryjczyk we wpisach na portalach społecznościowych nie ukrywał, że nie stroni od narkotyków i alkoholu. Zdaniem właściciela restauracji w której pracował ubierał się jak każdy młody londyńczyk: chodził w dżinsach i podkoszulkach.

Zatrzymany po zamachu w Londynie 18-latek jest z pochodzenia Irakijczykiem. W ubiegłą sobotę został aresztowany w porcie Dover, kiedy chciał uciec z Wielkiej Brytanii. Według prasowych doniesień, wcześniej znany był już specjalnej komórce Scotland Yardu, która zajmuje się zwalczaniem terroryzmu. Miał zostać objęty programem edukacyjnym dla młodych ludzi o radykalnych poglądach.

Zatrzymany przez policję i zwolniony?

Obaj mężczyźni mieszkali razem w rodzinie zastępczej w hrabstwie Surrey, w domu należącym do pary brytyjskich emerytów. W ciągu 40 lat państwo Ronald i Penelopa Jonesowie opiekowali się prawie 300 dziećmi. Większość z nich była sierotami, albo pochodziła z rozbitych rodzin. Do rodziny zastępczej trafiali także uchodźcy. 18-latek – którego nazwiska wciąż nie ujawniono – znalazł tam schronienie po przyjeździe do Wielkiej Brytanii. Na Wyspy trafił po śmierci rodziców.

Sąsiedzi Jonesów wielokrotnie skarżyli się na zachowanie 18-latka. Ich zdaniem młody Irakijczyk w ubiegłym miesiącu został aresztowany przez policję a następnie został zwolniony. Para emerytów miała mówić, że nie może się nim dalej opiekować, bo nie ma wpływu na jago zachowanie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Edward Snowden chciał jechać do Norwegii. Odrzucono jego wniosek

Norweski Sąd Najwyższy odrzucił w piątek wniosek byłego współpracownika wywiadu USA Edwarda Snowdena. Domagał się gwarancji, że nie zostanie wydany Stanom Zjednoczonym, jeśli przyjedzie do Norwegii odebrać nagrodę przyznaną mu przez tamtejszy PEN Club. Po ujawnieniu w 2013 r. tajnego programu inwigilacji prowadzonego przez amerykańskie służby specjalne Snowden znalazł schronienie w Rosji.

Podtrzymana została tym samym decyzja sądu drugiej instancji z września.

Sąd Najwyższy w Oslo argumentował, że resort sprawiedliwości nie może zbadać, czy warunki do ekstradycji Snowdena do USA są spełnione, dopóki nie pojawi się on na norweskim terytorium i Waszyngton formalnie nie wystąpi z wnioskiem w sprawie ekstradycji.

Chciał gwarancji

Oskarżony o szpiegostwo w swoim kraju Edward Snowden, który w 2013 roku ujawnił informacje o masowej inwigilacji prowadzonej przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego, zwrócił się do sądu w kwietniu. Chciał otrzymać gwarancję, że będzie mógł odebrać w Norwegii Nagrodę Ossietzky’ego, przyznawaną co roku w uznaniu zasług w obszarze wolności słowa, bez obawy, że zostanie odesłany za Atlantyk.

W 2015 roku Snowden też nie mógł się udać do Norwegii, aby odebrać inną nagrodę, również w dziedzinie wolności słowa. Przyjął wyróżnienie w czasie specjalnie zorganizowanej wideokonferencji. 33-letni Snowden od czerwca 2013 roku przebywa w Rosji, która przyznała mu azyl. W USA grozi mu do 30 lat więzienia za ujawnienie szczegółów programu inwigilacji.
Żródło info i foto: TVP.info