Były dyrektor Teatru Bagatela molestował pracownice?! Pojawiły się oskarżenia

Były Dyrektor Teatru Bagatela Henryk Jacek S. podejrzany jest o mobbing oraz nadużycia seksualne. Akt oskarżenia w tej sprawie wpłynął do krakowskiego sądu, podaje RMF FM. Rzecznik krakowskiej prokuratury okręgowej, Janusz Hnatko, wyjaśnia, że Dyrektorowi zarzucane są czyny przeciwko wolności seksualnej, naruszanie praw pracowniczych i naruszanie nietykalności cielesnej. Poszkodowanych ma być dziewięć osób. Do zdarzeń dochodzić miało między 2009 a 2019 rokiem.

Henryk Jacek S. nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Jeśli sąd uzna go winnym, grozi mu kara do trzech lat pozbawienia wolności. Henryk Jacek S. był Dyrektorem Teatru Bagatela od 1999 aż do końca stycznia 2020 roku. Obecnie zastąpili go Andrzej Wyrobiec oraz Krzysztof Materna.
Źródło info i foto: se.pl

Jest akt oskarżenia ws. 55-letniego Jacka Ś. oskarżonego o gwałt na 3-latce

Akt oskarżenia, który właśnie skierowano do sądu, to obraz nieopisanego bestialstwa i zwyrodnienia. Wioskowy zbir Jacek Ś. (55 l.) w biały dzień porwał spod domu trzyletnią dziewczynkę, a potem wykorzystał ją seksualnie. Dla mieszkańców wioski pod Sztumem sprawiedliwy wyrok dla takiej potworności może być jeden: sprawca do końca swoich dni powinien pozostać w więzieniu. A na pewno nie zbliżać się do ich domów.

We wsi mówili na niego Jaca. Bali się go wszyscy. Gdy szedł ulicą, ludzie schodzili mu z drogi, opuszczali wzrok. Nigdy nie było wiadomo, kiedy wpadnie w furię.

– Nieraz walił ludziom w drzwi, skakał po samochodach. To że jest groźny, wiedzieliśmy od dawna, ale nikt nie spodziewał się, że skrzywdzi małe dziecko – mówią wstrząśnięci mieszkańcy miejscowości.

Do dramatu doszło wiosną zeszłego roku. Jaca zwabił do swojego domu bawiącą się nieopodal dziewczynkę. Posadził bezbronną małą na kolanach i zrealizował swój obrzydliwy plan. Matkę zaalarmował brat dziewczynki, który przybiegł do domu ze łzami w oczach. Kobieta natychmiast wezwała policję. Podczas zatrzymania mężczyzna próbował zaatakować policjantów. Szarpał się z nimi i wyzywał. Był kompletnie pijany.

Zwyrodnialec trafił do aresztu. Od tamtej pory siedzi w celi i czeka na wyrok, który może zapaść już niedługo. Prokuratura zakończyła bowiem śledztwo i skierowała do sądu akt oskarżenia. Jacy grozi do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

To on zgwałcił 3-letnią dziewczynkę

Ten koszmar wydarzył się w biały dzień, na podwórku pełnym bawiących dzieci. Jacek Ś. (54 l.) wypatrzył sobie Karolinkę, wziął na ręce i zwabił do swojego domu. Dziecko płakało, broniło się ale nie miało siły by walczyć z muskularnym recydywistą. Ma przecież tylko 3-latka. Pomoc nie przyszła na czas, bydlak zgwałcił maleństwo.

Dramat rozegrał się w jednej z małych wiosek pod Sztumem (woj. pomorskie). Karolinka z innymi dziećmi bawiła się niedaleko domu. Nagle pojawił się Jacek Ś. , zwabił czymś zaskoczoną dziewczynkę do domu. Posadził sobie na kolanach… Malutka próbowała się wyrwać, machała rączkami, nóżkami, płakała wniebogłosy, nie miała szans w starciu z bestią.

Niepowstrzymany bandyta zrobił to, co sobie zaplanował… – Zaalarmował mnie młodszy syn. Kiedy przybiegł z podwórka ze łzami w oczach wiedziałam, że stało się coś strasznego. On był świadkiem tych okropności… Usłyszał ujadanie psa, który musiał pójść za nimi. Psiak pilnował naszej córeczki. Mąż był w pracy, sama więc poszłam po moje dzieciątko… – nie kryje łez mama dziewczynki.

– Lepiej żeby on tu nie wrócił. Nie ma dla niego miejsca! – dodaje tata Karolinki.

Kiedy przyjechało pogotowie i policja zwyrodnialec miał 2 promile alkoholu. 54-latek nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

– Najpoważniejszy zarzut dotyczy zgwałcenia osoby małoletniej i spowodowanie u niej obrażeń ciała trwających powyżej 7 dniu. Pozostałe zarzuty dotyczą naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia policjantów – mówi Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Grozi mu 15 lat więzienia. Prokuratura skierowała do sądu wniosek o trzymiesięczny areszt dla podejrzanego.

Mieszkańcy wsi już się boją jego zemsty po powrocie z celi. – Jak wyjdzie, to my wszyscy tu będziemy fruwać. On jest nieobliczalny. Każdy w naszej wiosce miał z nim do czynienia. Wali nam w drzwi, widziałam, jak skakał po samochodach. Jednej sąsiadce to nawet, za przeproszeniem, zrobił kupę na auto. Ludzie przed nim zamykali się w domach. Tragedia wisiała w powietrzu – mówi nam jedna z mieszkanek wsi.

Sąsiedzi nazywają go „Jaca”. Cała wieś przed nim drży. To recydywista z pokaźną kartoteką, karany za kradzieże i bijatyki. Tym razem zrobił coś, czego mu nikt we wsi nie daruje do końca życia!
Źródło info i foto: Fakt.pl

Trwają poszukiwania sprawców, którzy wysadzili bankomat w Czerwieńsku

​Trwają poszukiwania zuchwałych przestępców, którzy w nocy z poniedziałku na wtorek napadli na bankomat w Czerwieńsku w Lubuskiem. Sprawcy wysadzili bankomat i uciekli z pieniędzmi. W rozmowie z RMF FM Małgorzata Stanisławska z zielonogórskiej policji potwierdziła doniesienia.

– Tuż przed godz. 3 rano dyżurny komendy miejskiej w Zielonej Górze otrzymał zgłoszenie od firmy ochroniarskiej. Na miejscu funkcjonariusze stwierdzili, że w Czerwieńsku wysadzono bankomat. Na miejsce natychmiast udała się grupa dochodzeniowo-śledcza, by przeprowadzić oględziny – tłumaczyła.

W Czerwińsku trwają czynności policji. Pomogą w ustaleniu i zatrzymaniu złodziei. Póki co nie wiadomo jeszcze, ile pieniędzy skradziono z bankomatu.

Zabójstwo policjanta w Wiszni Małej

Na początku grudnia miało miejsce podobne zdarzenie. Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu prowadziła śledztwo odnośnie wydarzeń w Wiszni Małej, gdzie doszło do zabójstwa i usiłowania zabójstwa funkcjonariuszy policji oraz próby kradzieży z włamaniem do bankomatu.

Podczas akcji zginął jeden antyterrorysta, trzech zostało rannych. Zginął też jeden z dwóch przestępców, którzy strzelali do mundurowych z AK 47 Kałasznikow.

Prokuratura postawiła 41-letniemu Jackowi S., zatrzymanemu podczas próby sforsowania bankomatu, zarzut dotyczący włamania i usiłowania kradzieży kilkudziesięciu tysięcy złotych. Także drugi z zatrzymanych w tej sprawie mężczyzn Grzegorz K. usłyszał te same zarzuty.
Źródło info i foto: wp.pl

Zarzuty dla wspólnika bandyty z Wiszni Małej

Przesłuchiwany w poniedziałek 41-letni Jacek S. usłyszał zarzut usiłowania kradzieży kilkudziesięciu tys zł. z włamaniem do bankomatu. Mężczyzna przyznał się do winy, ale próbuje umniejszać swoją rolę w napadzie, którego próbowano dokonać w Wiszni Małej. Podczas akcji zginęli policjant i jeden z napastników.

O zarzutach przedstawionych 41-letniemu wspólnikowi bandyty z Wiszni Małej poinformował TVN24. Jeszcze w poniedziałek policja przesłucha drugiego zatrzymanego w związku z tą sprawą mężczyznę. Obydwaj, jak podaje RMF FM, byli wcześniej notowani. Możliwe, że napadali na bankomaty w całym kraju.

– To, że tam skierowano funkcjonariuszy pionu antyterrorystycznego, zapobiegło zdecydowanie większej tragedii – podkreślił w rozmowie z TVP Info komendant główny Policji nadinspektor Jarosław Szymczyk.

Do strzelaniny doszło w sobotę ok. północy. Antyterroryści przygotowali zasadzkę na przestępców próbujących ukraść pieniądze z bankomatu. – Bezwzględny bandyta otworzył ogień z broni maszynowej. Policjanci w obronie własnego życia również odpowiedzieli ogniem – powiedział Wirtualnej Polsce asp. szt. Paweł Petrykowski z dolnośląskiej policji.
Źródło info i foto: wp.pl

Prezenter TVP Jacek S. z 9 zarzutami

Czy znany prezenter pogody z TVP jest zamieszany w aferę reprywatyzacyjną? Jan Śpiewak ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze poinformował na Twitterze, że Jackowi S. postawiono aż 9 zarzutów w sprawie Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Warszawie. Nazwisko znanego dziennikarza telewizyjnego figuruje na liście oskarżonych.

Jacek S. jest prezenterem pogody i prowadzącym „Panoramę” w TVP2. Zdaniem Śpiewaka, Jacek S. usłyszał już 9 zarzutów. Sam Jacek S. spytany przez dziennikarzy „Faktu” o tę sprawę, stwierdził, że nic na ten temat nie wie, jednak jego nazwisko figuruje na liście oskarżonych. Kilkukrotnie próbowaliśmy skontaktować się z Jackiem S. aby spytać o kometnarz, jednak nie odebrał od nas telefonu.

Dziesiątki zarzutów, wielu oskarżonych

Jak podaje portal Wawalove, poza Jackiem S. zarzuty usłyszeli też trzej członkowie zarządu Spółdzielni, tj. Krystyna R. – 30 zarzutów, Agnieszka Ch. – 4 zarzuty i Władysław Ś. – 2.

– Członkowie poprzedniego zarządu mają 64 zarzuty. Dotyczą one działania na szkodę spółdzielni i fałszowanie dokumentów. Stary zarząd doprowadził do celowego zadłużenia spółdzielni i na tej podstawie wyprowadzał pieniądze. Już prawie oddali działki pod wieżowiec jednej z firm na poczet wirtualnego długu. Poza tym księgowa miała przenieść na siebie własność lokalu usługowego przy ul. Jana Pawła II a z rachunku powierniczego, który prowadził jeden z mecenasów spółdzielni, zniknęły 2 mln złotych. To ile pieniędzy zostało wyprowadzonych, nawet ciężko jest oszacować. To pieniądze rzędu kilkudziesięciu milionów złotych – mówił Jan Śpiewak w rozmowie z dziennikarzem „Faktu”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zdjęcie polskiego dźihadysty tuż przed samobójczym zamachem

Tuż przed samobójczą śmiercią Jacek S. zrobił sobie zdjęcie w samochodzie pułapce. Uśmiecha się na nim zza kierownicy lśniącej, czarnej Toyoty Land Cruiser, wznosząc do nieba wskazujący palec. Ten palec to znak, że Jacek S. oddał swe życie Allahowi. Również w sensie dosłownym.

Zdjęcie Jacusia w srebrnej ramce stoi na nocnym stoliku obok łóżka babci. Zrobiono je dziewięć lat temu w mieszkaniu jego rodziców w Getyndze, gdy kończył osiemnaście lat. Jacuś ma zaczesane do góry, krótkie, ciemne włosy, białą sportową bluzę, modne wówczas jeansy z opuszczonym krokiem i czarne adidasy. Lewą rękę trzyma w kieszeni, a prawą obejmuje starszą siostrę Agatkę. Oboje uśmiechają się ze stoliczka do babci, która teraz przerzuca gruby album z rodzinnymi fotografiami, by znaleźć w nim zdjęcie wnuka z pierwszej komunii świętej. (Miał ją w kościele polskim w Getyndze).

Mieszkanie babci Jacusia w Miastku na Pomorzu pełne jest portretów papieża, figurek Matki Boskiej i świętych obrazków. Babcia pamięta, że jakieś dwa lata temu Jacuś wkroczył tu już zupełnie odmieniony. Miał brodę, długą, czarną koszulę nocną i białą czapeczkę na czubku głowy.

– I przywiózł z sobą własny dywanik – opowiada. – Codziennie rozkładał go, klękał na nim i tak śmiesznie się kłaniał. Nie traktowaliśmy tego poważnie. Myśleliśmy, że się wygłupia, wie pan, jak to z młodymi bywa.

Abu Ibrahim al-Almani spod 7

Że to nie były wygłupy, znajomi Jacka S. mogli przekonać się w połowie czerwca, gdy zaczęły o nim pisać izraelskie, angielskie i niemieckie gazety. W Getyndze stał się bohaterem lokalnego dziennika „Goettinger Tageblatt”. Dziennikarze gazety ustalili, że mieszkał w południowej części miasta blisko obwodnicy, nawrócił się niedawno na Islam, ale początkowo nie był bardzo religijny, bo trzymał w domu psa, który, jak podkreśla gazeta, jest dla muzułmanina zwierzęciem nieczystym.

Sąsiedzi powiedzieli reporterom „Goettinger Tageblatt”, że Jacek ostatnio bardzo się zradykalizował, kłócił się z nimi i był agresywny. Na zdjęciu zamieszczonym w gazecie nie wygląda na napastliwego. Wręcz przeciwnie. Uśmiecha się zza kierownicy lśniącej, czarnej Toyoty Land Cruiser , wznosząc do nieba wskazujący palec. Ten palec to znak, że Jacek S. oddał swe życie Allahowi, również w sensie dosłownym. Bo jako wojownik Państwa Islamskiego ruszy zaraz tym samochodem ze zdjęcia, wraz z trzema innymi samobójcami, w kierunku posterunku milicji w okolicach rafinerii w irackim mieście Bajdżi. Tam zdetonuje samochód pułapkę, zabijając 11 milicjantów i raniąc kolejnych 27 osób. O heroicznym czynie Jacka jeszcze tego samego dnia poinformuje na Twitterze arabski bloger RamiAlLolah, zamieszczając zdjęcie bohatera frontu islamskiego z krótką informacją, że wziął on udział w samobójczym ataku w południowym Iraku. Tylko, że dla bojowników Państwa Islamskiego to żaden Jacek, ale Abu Ibrahim al-Almani.

O tym, że Jacek S. to teraz Abu Ibrahim al-Almanii mieszkańcy jego rodzinnej wsi Kamnica na Pomorzu dowiedzieli się, gdy zobaczyli w telewizorze stojące pod ich domami wozy transmisyjne. W sierpniu Kamnica przeżyła najazd dziennikarzy z całej Polski. Reporterzy, pod wiejskim blokiem z szarej płyty, w którym kiedyś mieszkał z rodzicami, pokazywali okno na pierwszym piętrze i mówili do mikrofonów o tym, jak narodziły się korzenie polskiego dżihadu. Pod wiejskim sklepem trwało polowanie z kamerą na tych, którzy go kiedykolwiek znali, by zadać im pytanie: „Dlaczego Jacek został islamskim terrorystą?”

– A skąd mieliśmy to wiedzieć? – mówi dawna sąsiadka państwa S.

Rodzice Jacka – Ireneusz i Beata pochodzą z pobliskiego Miastka, które do tej pory było znane tylko z tego, że powstał tam jeden z pierwszych polskich punkrockowych zespołów, czyli WC.

Beata była krawcową, a Irek pilarzem w miejscowym nadleśnictwie. Pobrali się w 1987 roku. Do Kamnicy przenieśli się pod koniec lat 80., gdy Irek dostał od nadleśnictwa służbowe mieszkanie – trzy pokoje w wiejskim bloku, gdzie mieszkali z dwójką dzieci: Agatą i rok młodszym Jackiem. Gdy zakład drzewny w Kamnicy sprywatyzowano, upadł miejscowy PGR, rodzina S. zamieniła w nazwisku „ł” na „l” i zaczęła myśleć o emigracji. Mieli łatwiej, bo ojciec Irka, który był wiele lat węglarzem w Miastku, odkrył swoje niemieckie korzenie, wyjechał z matką do Reichu, ściągając w połowie lat 90. syna, a on resztę swojej rodziny z Kamnicy.

Gdy wyjeżdżali dwadzieścia lat temu Jacek był dopiero po pierwszej klasie.

– Beata z wyjazdem czekała aż do wakacji, by mu nauki nie przerywać – wspomina sąsiadka państwa S.

Niewiele osób pamięta go z tamtego okresu. W ogóle nie przypomina go sobie wychowawczyni z wiejskiej podstawówki w Kamnicy. Bo, co można powiedzieć o siedmiolatku?

Że był uroczym chudziutkim blondynkiem o wielkich, wyłupiastych, niebieskich oczach? Że w kolorowych rajstopkach biegał po mieszkaniach sąsiadek poszukując słodyczy? Że co rano siadał z innymi dziećmi przed telewizorem i oglądał Bolka i Lolka? Że w majowych nabożeństwach pod drewnianym krzyżem Jacuś śpiewał religijne pieśni, że – jako dziecko – biegał z innymi dziećmi do kościoła? Że do komunii miał iść z dwoma Łukaszami z tej samej klatki schodowej, z tym spod „piątki” i z tym spod „ósemki”? Sam mieszkał z rodzicami na pierwszym piętrze pod „siódemką”.

Islamska palma

W sierpniu, gdy o samobójczym ataku zrobiło się w Polsce głośno, płk Maciej Karczyński z ABW zapewniał, że Jacek S. po wyjeździe z Kamnicy nie miał z krajem kontaktu. Ale to nieprawda. Przez wiele lat jego rodzice wynajmowali swoje mieszkanie w bloku, przyjeżdżali doglądać majątku, a ponadto byli częstymi gośćmi w Miastku, gdzie mieszkali rodzice Beaty i wuj Irka. Potem kupili dom w Węgorzynku. Przyjeżdżał z nim Jacek, spotykał się z rodziną i dawnymi kolegami.

Dziesięć lat temu przyjechał do Kamnicy świętować urodziny swojego kolegi z podstawówki i sąsiada – Łukasza.

– Normalny wiejski łepek: dresik, katana, lubił wypić – wspomina Szymon, brat Łukasza. – Próbował przed nami szpanować, ale my mieliśmy na to wylane. Czym on mógł nam przyszpanować, skoro był bez pieniędzy?

Szymon pamięta, że jak na wiejskie standardy Jacek zachowywał się dziwnie. Zamiast pić alkohol jak inni chłopcy, zaczął poszukiwać nieużywanej tu marihuany. W końcu zamiast konopi znalazł jakieś grzyby, chciał je wysuszyć i wypalić, ale chłopcy go wyśmiali.

O tym, co się dzieje z Jackiem, dawni sąsiedzi rodziny S. dowiadywali się od jego mamy – Beaty, która cały czas utrzymywała ze wsią kontakt. Mówiła, że Jacuś trudno się aklimatyzuje, nie ma kolegów, ma problemy z akceptacją w nowym środowisku. Dlatego chodzi z nim systematycznie do psychologa.

Do Kamnicy docierają informacje, że Jacek nie chce się uczyć, ani pracować. W Getyndze zatrudnił się w budce z hamburgerami, ale na krótko, bo mu ta praca nie odpowiadała. Potem, że się wyprowadził od rodziców, ma własne mieszkanie w biedniejszej dzielnicy Getyngi, gdzie mieszka dużo muzułmanów. Ponoć się z nimi lepiej dogadywał niż z rodowitymi Niemcami. Rodzice tylko się skarżyli, że rzadko z nimi się kontaktuje.

– Kompletnie odbiła mu palma, przeszedł na islam i próbował nas jeszcze nawracać – ogłosił w ubiegłe wakacje ojciec Jacka, gdy odwiedził Kamnicę.

– Był szalony, ale nie głupi – mówi dziś Szymek. – Jak musieli mu ten łeb zryć, że on w to wszystko uwierzył? – zastanawia się.

W listopadzie 2014 Jacek S. przyjechał ponownie do Polski. Odwiedził umierającego w słupskim szpitalu dziadka.

– Mąż był bardzo religijny – opowiada babka Jacusia. – Tłumaczył mu, że tak się nie robi. Że jak ktoś w jednej wierze się urodził , to w tej samej powinien umrzeć.

– Nic do niego nie trafiało – dodaje babka. – Pocieszaliśmy się tylko, że to tylko taka moda i zaraz mu przejdzie.

Miesiąc później Jacek znów był w Polsce. Tym razem na pogrzebie dziadka z Miastka. Szedł w swojej galabii za jego trumną, budząc sensację na cmentarzu. To była jego ostatnia wizyta w Polsce.

Jacek nietypowy

Pod koniec lipca Jacek Gawryszewski z ABW przedstawił posłom ze speckomisji raport o zagrożeniu terroryzmem islamskim. Według portalu TVN24 z raportu wynika, że jednym z poważnych zagrożeń są Polacy, którzy przeszli konwersję na islam i tak, jak Jacek, walczą po stronie Państwa Islamskiego. Zdaniem ABW problem głównie dotyczy osób, które wyemigrowały z Polski do Niemiec, Francji i Norwegii, tam związały się z komórkami ISIS i wyjechały walczyć do Syrii.

Jednym z takich bojowników jest urodzony w Niemczech Adrian, który przyjął imię Abu Bakr Al Sham i od trzech lat walczy w Syrii o zwycięstwo Państwa Islamskiego.

– W wieku 15 lat przejrzałem na oczy i ujrzałem Boga Jedynego – mówił w wywiadzie dla tygodnika ABC. – Wiem, że dla Allaha zrobię wszystko i jeśli mam zostać jego męczennikiem, to jest to najpiękniejszy los jaki może on mi zgotować.

Matką Adriana jest Polka, ojcem Palestyńczyk z Jordanii. I właśnie z takich mieszanych małżeństw głównie rekrutują się „polscy” bojownicy ISIS w Syrii. Jest ich około dziesięciu. Tak twierdzi jedna z osób znających raport ABW.

Nie udało mi się ustalić, czy przypadek Jacka S. jest opisany w raporcie. Ale jeśli jest, to jest on nietypowy. Jacek S., wychowywał się przecież w podmiasteckiej wsi, pochodził z katolickiej rodziny, która nie miała żadnych związków z muzułmanami.

Powiązani z dżihadem?

„Ze strzępków gazet, rozmów z jego znajomymi, wspomnień rodzinnych, próbuję zrekonstruować przemianę, która nastąpiła w Jacku. Bardzo chciałbym go zrozumieć. Jeśli uzna Pani, że może mi w tym pomóc, to proszę o kontakt” – napisałem do mamy Jacka, której profil pomogli mi odnaleźć na Facebooku jej znajomi. Beata S. to atrakcyjna, uśmiechnięta czterdziestokilkulatka w pastelowej sukience. Prowadzi niewielki butik w Getyndze (tak twierdzą jej znajomi). Z zamieszczonych na jej profilu zdjęć widać, że bardziej lubi się bawić, niż zamartwiać.

– Raczej nic panu nie odpowie – ostrzegła mnie matka Beaty.

– Dlaczego?

– Bo Beata nie chce o tym rozmawiać.

Ojciec Jacka też chyba nie chce . Był w Kamnicy miesiąc po śmierci syna i o samobójczym ataku w Iraku nikomu nie wspomniał.

– O wszystkim dowiedzieliśmy się później z telewizora – mówi Szymon.

Ireneusz S. milczał, bo co miał ludziom powiedzieć? Że nic nie wie?

Jacek znikł w kwietniu. Rodzice dowiedzieli się tylko, że wyjechał z kolegami do Turcji. Nic im przecież nie mówił, że idzie walczyć. I od tamtej pory żadnego śladu. Ani listu, ani maila, ani telefonu.

– Matka z ojcem poszukiwali go w całych Niemczech, ale nikt nic nie wie – mówi babka..

– To skąd wiadomo, że zginął w Iraku?

– Oficjalnego potwierdzenia zgonu nie ma, dlatego Beata ciągle wierzy, że Jacuś wróci – odpowiada.

Co jej daje taką nadzieję? Siostra Beaty zauważyła, że człowiek na zdjęciu opublikowanym w Internecie przez dżihadystów nie ma tatuaży na palcach, a Jacek przecież miał tam wytatuowane arabskie litery.

Latem rodziców Abu Ibrahima al-Almaniego, odpoczywających w okolicach Miastka, odwiedzili funkcjonariusze ABW z Warszawy. Chcieli się czegokolwiek dowiedzieć o Jacku, jego zniknięciu, przemianie i tajemniczej śmierci, bo nic o sprawie nie wiedzieli.

Miesiąc później babka Jacka zobaczyła w telewizji rzecznika ABW i bardzo się zdziwiła. Mówił, że służby mają pełną wiedzę na temat zdarzenia, złożyły w tej sprawie wyczerpujący raport pani premier, ale żadnych szczegółów zdradzić nie mogą dla dobra śledztwa. Wtedy pani K. po raz pierwszy dowiedziała się, że w sprawie wnuka prowadzone jest jakiekolwiek postępowanie. Jedynym zauważalnym elementem tego śledztwa była dyskretna obecność funkcjonariuszy ABW na odbywającym się w sierpniu we Wrocławiu ślubie siostry Jacka – Agaty. Cały przebieg uroczystości, jak twierdzi rodzina, był niejawnie rejestrowany przez funkcjonariuszy, którzy w ten sposób próbowali sprawdzić, kto się tam pojawił.

Rodzina Jacka S. nawet się zastanawiała, po co im takie nagrania.

– Widocznie sprawdzali, czy my też nie mamy jakichś powiązań z dżihadem – mówi babka.
Żródło info i foto: wp.pl

Zatrzymano polskiego bojownika IS

W Norwegii zatrzymano młodego Polaka, który walczył w szeregach Państwa Islamskiego. Tę informację potwierdził Radiu ZET rzecznik ABW. Od kilku miesięcy Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego współpracuje w tej sprawie ze służbami w Norwegii. W zeszłym tygodniu do Oslo pojechali agenci ABW aby przejrzeć dokumenty. Wkrótce sąd ma zdecydować, czy wysłać mężczyznę do Polski. W Norwegii grozi mu do 6 lat więzienia. W Polsce znacznie więcej. Polak nie chce deportacji do kraju, bo jak twierdzi mogłoby mu to wyrządzić „fizyczne i psychiczne szkody”.

Kolejny Polak terrorystą

To kolejny przypadek, kiedy Polak walczy po tronie Państwa Islamskiego. W czerwcu tego roku Jacek S. prawdopodobnie wziął udział w samobójczym ataku na rafinerię w Iraku. Mężczyzna kilka lat temu opuścił Polskę i zamieszkał w Niemczech. Tam miał nawiązać kontakty z terrorystami z Państwa Islamskiego. W przeprowadzonym przez niego samobójczym zamachu zginęło 11 osób, a blisko 30 zostało rannych.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Polski islamski terrorysta-samobójca odpowiedzialny za śmierć 11 osób

Urodzony w Polsce Jacek S. został terrorystą Państwa Islamskiego. W czerwcu wziął udział w samobójczym ataku na rafinerię w Iraku, w którym zginęło 11 osób, a 27 zostało rannych – ustalili reporterzy tvn24.pl . – Znamy sprawę, szczegółów nie ujawniamy – mówi portalowi tvn24.pl płk Maciej Karczyński, rzecznik Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Mężczyzna od lat mieszkał w Niemczech. Jacek S. to pierwszy Polak, o którym wiadomo, że po przejściu na Islam wziął udział w terrorystycznym, samobójczym zamachu. Ustaliliśmy, że według informacji zebranych przez Centrum Antyterrorystyczne ABW (CAT ABW) brał udział w złożonej akcji w Iraku.

13 czerwca jako bojownik Państwa Islamskiego wraz z innym dżihadystą z Europy oraz Palestyńczykiem i Kuwejtczykiem, zginął w trakcie samobójczego ataku na rafinerię w irackim Bajdżi, kontrolowaną przez siły rządowe. Polak wjechał samochodem wypełnionym ładunkami wybuchowymi w budynki rafinerii, gdy pozostali terroryści atakowali inne cele rządowe w tym irackim mieście.

Działania ABW

Zapytaliśmy ABW o potwierdzenie, czy Jacek S. wziął udział w samobójczym zamachu na iracką rafinerię i zginął w jego trakcie. „Temat, o którym Pan pisze, jest nam znany. Działania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadzone są we współpracy ze służbami partnerskimi w Europie. Osoba, o której Pan wspomina, nie przebywa na terenie naszego kraju i od wielu lat nie ma związku z Polską. Ze względu na ograniczenia natury prawnej i charakter sprawy nie możemy podawać do publicznej wiadomości szczegółowych informacji dotyczących naszych działań w tej kwestii” – odpisał tvn24.pl płk Maciej Karczyński, rzecznik ABW.
Z informacji Centrum Antyterrorystycznego ABW, które nieoficjalnie poznaliśmy, jednoznacznie jednak wynika, że to Jacek S. zginął 13 czerwca w Iraku. Informacje o nim w ostatnich dniach ABW przekazała najważniejszym osobom w państwie – m.in. premier Ewie Kopacz i prezydentowi Andrzejowi Dudzie.

– Ta sprawa, jak i inne, są monitorowane przez nasze służby – mówi tvn24.pl Marek Biernacki, minister – koordynator służb specjalnych.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Teresa S. wiedziała, że jej mąż gwałci 8-miesięczną dziewczynkę

Zdaniem prokuratora Teresa S. (35 l.), ciotka zgwałconej Gabrysi (8 mies.) spod Elbląga (woj. warmińsko-mazurskie), dobrze wiedziała, że jej mąż krzywdzi maleństwo. Widziała, jak dziewczynka krwawi, i nic nie robiła! Wezwała lekarza dopiero po kilku dniach, kiedy maleństwo zaczęło umierać… Wczoraj ciotka grozy została tymczasowo aresztowana.

Wujek gwałciciel już dwa dni temu trafił do aresztu. Wczoraj dołączyła do niego żona. Śledczy wycisnęli z wyrodnej ciotki wstrząsające informacje. Maleńka Gabrysia została brutalnie zgwałcona przez swojego wujka zboczeńca Jacka S. (37 l.) w piątek tydzień temu, a nie w poniedziałek. Zwyrodnialcy czekali trzy dni, zanim wezwali do umierającej już dziewczynki pogotowie. Gabrysia trzy dni wykrwawiała się z porozrywanych podczas gwałtu narządów wewnętrznych. Jej ciotka była nieczuła na cierpienie maleństwa. Obojętnie patrzyła, jak zbrukana przez zboczeńca dziewczynka gaśnie w oczach. Kiedy w końcu ciotka wezwała pogotowie, maleństwo było bliskie śmierci. Potwierdzają to lekarze z elbląskiego szpitala.

– To był stan agonalny – stwierdzają.

Gabrysia po operacji w Szpitalu Dziecięcym w Olsztynie powoli dochodzi do siebie. Dodatkowo ma syndrom dziecka maltretowanego. Można tylko domyślać się, co przeszła przez miesiąc opieki przez parę z piekła rodem. Teraz śledczy sprawdzają, czy małżeństwo Teresa i Jacek S. nie gwałcili własnych dzieci. A mają przecież ich dwójkę. Starszego synka i młodszą córeczkę. Dzieci aresztowanych trafiły pod opiekę najbliższej rodziny. Sąd rodzinny zdecyduje, co się z nimi dalej stanie. Teresa S. wczorajszą decyzję elbląskiego sądu rejonowego przyjęła z kamienną twarzą. Prowadzona przez policjantów do aresztu nie okazywała żadnych emocji. Za narażenie Gabrysi na utratę zdrowia i życia grozi jej 5 lat więzienia. Jej mąż Jacek S. za gwałt na niemowlęciu może dostać 12 lat.
Żródło info i foto: se.pl