Warszawa: Pijany urzędnik jechał samochodem. Miał dwa promile

Wszystko wskazywało na to, że był pijany. Jechał zygzakiem, miał problem z hamowaniem i wymijaniem. Jego dziwne zachowanie zauważył inny kierowca, który nagrał niebezpieczną jazdę i zgłosił napotkanym policjantom. Jak się okazało, pijany kierowca to jeden z naczelników Urzędu Dzielnicy Włochy. Z redakcją Kontaktu 24 skontaktował się w poniedziałek Reporter 24 (chce zostać anonimowy), który przesłał nam nagranie pokazujące kierowcę mazdy poruszającego się zygzakiem po warszawskich Włochach.

– Samochód zauważyłem, gdy zjeżdżał z ronda w ulicę Bakalarską. Po zjeździe poruszał się zygzakiem. Na początku pomyślałem, że może szuka miejsca parkingowego. Wjechał później w Borsuczą i Podborską, żeby skręcić do Urzędu Dzielnicy Włochy. Też tam jechałem. Musiałem skupić się bardziej na jeździe, zachowywałem odpowiedni dystans, trzymałem cały czas nogę na hamulcu – opisał Kontaktowi 24.
Źródło info i foto: tvn24.pl/tvnwarszawa

Piosenkarka Beata Kozidrak skazana za jazdę po alkoholu

Beata Kozidrak stawiła się przed sądem za jazdę samochodem po alkoholu we wrześniu 2021 r. W momencie zatrzymania miała 2 promile w wydychanym powietrzu. Jaki wyrok usłyszała gwiazda w dniu swoich urodzin?

Beata Kozidrak w sądzie rejonowym dla Warszawy Mokotowa w Warszawie usłyszała wyrok za jazdę po alkoholu. 1 września 2021 roku około godziny 19.40 piosenkarka została zatrzymana za kierownicą BMW, przy skrzyżowaniu al. Niepodległości z ulicą Batorego na warszawskim Mokotowie. Badanie wykazało 2 promile alkoholu w wydychanym przez artystkę powietrzu. Kozidrak w środę została ukarana 200 stawkami dziennymi w wysokości 250 zł każda oraz pięcioletnim zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych. Ma też zapłacić 20 tys. zł świadczenia na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Beata Kozidrak usłyszała wyrok za jazdę po alkoholu

– W ocenie prokuratury orzeczona przez sąd rejonowy dla Mokotowa kara jest rażąco łagodna, a jako taka nie spełni stawianych jej celów – przekazała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz.

O tym, że kierująca BMW może być nietrzeźwa poinformowali policję inni kierowcy. Para świadków, podróżujących w tym samym kierunku co wokalistka zespołu „Bajm” zauważyła, że kierowany przez nią pojazd chaotycznie zmienia pasy ruchu, podjeżdża bardzo blisko pojazdów, wymuszając tym samym reakcje innych uczestników ruchu. Z relacji jednej z przesłuchanych osób wynika, że bmw wjeżdżało również na krawężniki.

Zdarzenie zostało nagrane przez pasażera innego samochodu. To świadkowie uniemożliwili artystce odjechanie ze skrzyżowania al. Niepodległości i ul. Batorego do czasu przyjazdu policji.

Kozidrak na spotkaniu wypiła litr alkoholu

Beata Kozidrak jeszcze na miejscu zdarzenia oświadczyła policjantom, że dzień wcześniej była na spotkaniu, które zakończyło się około 2 w nocy. To wtedy miała spożywać wino, z jej relacji wynikało, że wypiła około 1 litr alkoholu. Na komendzie, podczas przesłuchania w charakterze podejrzanej, przyznała się do winy, ale skorzystała z prawa do odmowy składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania.

Beata Kozidrak przeprosiła fanów

Wokalistka zespołu „Bajm” 2 września wydała krótkie oświadczenie. W mediach społecznościowych napisała: Kochani, przepraszam wszystkich. Wiem, że was zawiodłam. Z całego serca żałuję tego, co się wczoraj wydarzyło. Bardzo się tego wstydzę. Wiem, że muszę ponieść konsekwencje tego, co się stało. Jestem na to gotowa.

Wobec Beaty Pietras nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych, po zdarzeniu policja zabezpieczyła jej prawo jazdy. Artystka nie była karana sądownie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Generał Mirosław Hermaszewski zatrzymany za jazdę pod wpływem alkoholu

Generał Mirosław Hermaszewski został zatrzymany na Mazowszu za jazdę po pijanemu. Badanie wykazało prawie 0,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Policjanci zatrzymali Hermaszewskiego w miejscowości Kiełpieniec na Mazowszu. Jego samochód jadący zygzakiem wypatrzyli policjanci po cywilnemu, którzy akurat jechali tuż za nim. Powiadomili patrol drogówki, że kierowca może być nietrzeźwy.

Funkcjonariusze zjawili się chwilę potem i zatrzymali volvo. Zbadali alkomatem 80-letniego prowadzącego i okazało się, że ma on 0,6 promila alkoholu. Po spisaniu protokołu Hermaszewski został zwolniony, a samochód przekazano trzeźwej osobie. Generałowi grozi odpowiedzialność karna, bo taki poziom alkoholu we krwi kierowcy to przestępstwo.

Jedyny Polak w kosmosie

Hermaszewski jest jedynym Polakiem, który wziął udział w locie w kosmos. 27 czerwca 1978 roku razem z Piotrem Klimukiem wyleciał na orbitę okołoziemską statkiem Sojuz 30. W czasie misji 126 razy okrążył ziemię astronauci wrócili na ziemię 5 lipca.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Były bramkarz reprezentacji Polski zatrzymany za jazdę pod wpływem

– Nie miałem świadomości, że mogę być pod wpływem alkoholu. Gdybym wiedział, nie wsiadłbym za kierownicę – mówi WP SportoweFakty Maciej Szczęsny.

Były bramkarz reprezentacji Polski, a dziś wzięty ekspert telewizyjny, Maciej Szczęsny, został zatrzymany przez policję o godzinie 4.05 nad ranem na Alejach Jerozolimskich w Warszawie. Okazało się, że prowadził samochód, będąc pod wpływem alkoholu. Sam zapewnia, że był przekonany, że jest trzeźwy.

Gdybym miał promil, to na pewno bym o tym wiedział. Teoretycznie dwie godziny po wypiciu jednego piwa mógłbym już spokojnie jechać. I tak to obliczyłem. Piłem sobie piwko późno w nocy, ale jeszcze przed północą poszedłem spać. Zostałem zatrzymany około 4 nad ranem.

Wzbudzał pan może jakieś podejrzenia?

Nie, to była rutynowa kontrola. Naprawdę normalnie jechałem i byłem pewien, że wszystko jest ok. Bez żadnych oporów dmuchnąłem w alkomat i byłem bardziej niż zdziwiony.

Ale to nie jest usprawiedliwienie.

Nie mam zamiaru się usprawiedliwiać i udawać, że wszystko jest ok. To była straszna głupota. Jestem tym załamany, zażenowany, jest mi strasznie wstyd. Byłem na komisariacie Warszawa Włochy, złożyłem obszerne wyjaśnienia, nie próbowałem i nie mam zamiaru się usprawiedliwiać. Mogę tylko raz jeszcze podkreślić, że jako zapalony motocyklista i podróżnik nigdy nie spodziewałbym się, że coś takiego zmontuję. Nie wsiadłbym do samochodu, mając podejrzenie, że mogę znajdować się pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: sportowefakty.wp.pl

Wokalistka Beata K. wydała oficjalne oświadczenie ws. jazdy po alkoholu

Beata K. została zatrzymana przez policję za jazdę pod wpływem alkoholu. Liderka zespołu Bajm przecięła na czerwonym świetle przez jedno z najbardziej ruchliwych skrzyżowań w Warszawie. Policja poinformowała, że Beata K. w momencie zatrzymania miała 2 promile alkoholu we krwi. 2 września, tuż po godzinie 17:00 liderka Bajmu wydała oficjalne oświadczenie w tej sprawie.

Beata K. i jej managerka już od samego rana mają prawdziwe urwanie głowy. Po tym, jak okazało się, że liderka Bajmu pędziła Warszawą pod wpływem alkoholu, dziennikarze nieustannie próbują się z nimi skontaktować z prośbą o komentarz. Internauci zaznaczają, że w miejscu, w którym została zatrzymana Beata K., nawet w godzinach wieczornych, panuje bardzo duży ruch. Zauważają, że gdyby nie interwencja funkcjonariuszy, mogłoby dojść do prawdziwej tragedii.

Większość komentujących nie ma litości dla pijanych kierowców. Zauważają, że stanowią oni zagrożenie zdrowia i życia nie tylko dla siebie, ale także dla niewinnych, znajdujących się na ich drodze osób. Już od samego rana w liderkę zespołu „Bajm” lecą prawdziwe gromy!

Można spodziewać się, że po medialnych doniesieniach o wydarzeniach z środowego wieczoru, internauci nie szczędzili też ostrych słów na prywatnych profilach gwiazdy. Beata K. zablokowała możliwość komentowania na swoich profilach w mediach społecznościowych. W czwartek 2 września tuż po godzinie 17:00 liderka zespołu „Bajm” wydała oficjalne oświadczenie. Nie wyłączyła jednak blokady dla komentarzy ze strony fanów.

– Kochani, przepraszam wszystkich. Wiem, że Was zawiodłam. Z całego serca żałuję tego, co się wczoraj wydarzyło. Bardzo się tego wstydzę. Wiem, że muszę ponieść konsekwencje tego, co się stało. Jestem na to gotowa – napisała Beata K.
Źródło info i foto: se.pl

Znana wokalistka Beata K. zatrzymana przez policję. Jechała pod wpływem alkoholu

Media donoszą o zatrzymaniu Beaty K., „artystki estradowej”. Gwiazda miała prowadzić samochód po spożyciu alkoholu. Jak donosi dziennik Fakt, 1 września w Warszawie koło godziny 20:05 na skrzyżowaniu ulic Batorego i Alei Niepodległości doszło do zatrzymania przez policję kierowcy naruszającego przepisy.

Osoba kierująca samochodem marki BMW miała przejechać przez skrzyżowanie na czerwonym świetle. Poddano ją badaniu alkomatem. Według relacji naocznych świadków kierowcę wpierw zbadano „standardowym urządzeniem”, po czym powtórzono cały proces na dodatkowym urządzeniu, który został dostarczony na miejsce przez patrol na sygnale.

Według nieoficjalnych ustaleń dziennikarzy Faktu kierowcą miała być Beata K., „znana piosenkarka i artystka estradowa”. W wydychanym powietrzu miała podobno aż 2 promile alkoholu. Przewieziono ją na komendę, natomiast jej samochód zabrany został przez znajomego, którego wcześniej wezwano na miejsce. Beata K. ma ponoć zostać przesłuchana przez policję jeszcze w czwartek.
Źródło info i foto: Pudelek.pl

Katowice: Świadek o tragedii. Kierowca autobusu jechał agresywnie

– Jeśli się obawiał, dlaczego zabił człowieka? Nie chodzi o to, że się bał, ale może był wściekły lub coś w tym rodzaju. On jechał bardzo agresywnie – mówi w rozmowie z Radiem ZET jeden ze świadków wypadku w Katowicach, w którym zginęła 19-latka. Dziewczynę śmiertelnie potrącił autobus, którego kierowca wjechał w grupę ludzi awanturujących się na ulicy. 

Katowice. W sobotę rano w centrum miasta – przy ul. Stawowej, obok pawilonów handlowych – autobus wjechał w grupę osób, które uczestniczyły w awanturze na środku ulicy. Jedną z osób potrąconych przez pojazd była 19-latka, która nie przeżyła wypadku. 

Jeden ze świadków zdarzenia – pracownik budki z kebabem, który jest obcokrajowcem – twierdzi, że wszystko rozegrało się na jego oczach. Jego zdaniem bardzo agresywnie zachował się kierowca autobusu. – Jeśli się obawiał, dlaczego zabił człowieka? Nie chodzi o to, że się bał, ale może był wściekły lub coś w tym rodzaju. On jechał bardzo agresywnie – mówi mężczyzna w rozmowie z Radiem ZET. 

Według niego 19-latka nie brała udziału w bójce. Weszła na ulicę, ponieważ chciała uspokoić bijących się w tym miejscu mężczyzn. Świadek wypadku, zapytany o bójkę, odpowiada, że nie wie, dlaczego mężczyźni bili się na środku ulicy. Jak ocenia, byli pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest wyrok dla 69-letniej kursantki za śmierć egzaminatora

Przed Sądem Okręgowym w Rybniku zapadł wyrok dla Barbary K. (69l.) która podczas egzaminów na prawo jazdy śmiertelnie potrąciła egzaminatora. Łukasz O. (35l.) próbował powstrzymać rozpędzone auto, za kierownicą którego siedziała Barbara K. Kobieta nie reagowała na nic. Biegli orzekli, że miała znacznie ograniczoną poczytalność w chwili wypadku. Barbarze K. groziło 8 lat pozbawienia wolności. Sąd jednak złagodził jej karę zasądzając pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Barbara K. ma również sądowy zakaz prowadzenia samochodów na 10 lat. Ukarana została grzywną w wysokości 4 tys. zł.

Proces przed Sądem Okręgowym w Rybniku toczył się od marca tego roku. Barbara K. od początku procesu nie przyznawała się do spowodowania wypadku, odmawiała udzielania wyjaśnień. Twierdziła, że leczy się na wiele schorzeń. Jednak sąd powołał się na opinię biegłych z zakresu wypadków drogowych oraz zapisami z kamer z wnętrza auta i na placu manewrowym.

– Materiał dowodowy pozwala przypisać Barbarze K. spowodowanie wypadku drogowego, w wyniku którego śmierć na miejscu poniósł egzaminator. Wobec osób zdających egzamin na prawo jazdy albo kursantów stosuje się przepisy ogólne za naruszenie bezpieczeństwa, albowiem odpowiadają jako uczestnicy ruchu drogowego – mówiła sędzia Justyna Sarikaya.

Egzamin odbywał się 24 czerwca ub. roku w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Rybniku. – Barbara K. w rażący sposób naruszyła zasady bezpieczeństwa. Po wykonaniu pierwszego manewru na placu WORD-u, jakim była jazda po łuku do przodu, nie zatrzymała się na „kopercie”, lecz kontynuowała jazdę. Po potrąceniu pachołków poruszała się dalej w sposób niekontrolowany, używając tylko gazu i sprzęgła – zaznaczyła sędzia.

Biegli orzekli, że kursantka jechała z prędkością 50 km na pierwszym biegu! Operowała tylko sprzęgłem i gazem, ani razu nie włączyła hamulca! Bezradna spojrzała nawet na układ jezdny samochodu, ale nie wiedziała co ma zrobić.

Kobieta była badana przez trzech biegłych psychiatrów. Ci orzekli, że cierpiała na zaburzenia czynności poznawczych, mimo to zdecydowała się przystąpić do egzaminu.

Barbara K. kurs na prawo jazdy rozpoczęła w kwietniu 2018 roku. Nie radziła sobie za kierownicą, wykupiła dodatkowe godziny jazdy. Dopiero za piątym razem w styczniu 2019 roku zdała egzamin teoretyczny. Pół roku później doszło do tragedii.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego orzekła ws. Andrzeja S. Prokurator prawomocnie wydalony z zawodu za jazdę po alkoholu

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego orzekła we wtorek o prawomocnym wydaleniu z zawodu prokuratora z Krasnegostawu Andrzeja S. Mężczyzna był pod wpływem alkoholu w pracy, a następnie pijany prowadził samochód. Linię obrony prokuratora sąd uznał za „absurdalną”.

Chodzi o zdarzenia z lipca 2018 r., kiedy prokurator – znajdując się w stanie nietrzeźwości i bez powiadomienia przełożonego – opuścił miejsce pełnienia czynności służbowych, a następnie prowadził samochód, mając we krwi co najmniej 2,08 promila. Według osób, które zadzwoniły na numer alarmowy, mężczyzna potrącał pachołki drogowe oddzielające pasy jezdni i nie był w stanie utrzymać prostego toru jazdy.

W grudniu 2019 r. Izba Dyscyplinarna w I instancji uznała prokuratora winnego uchybienia godności urzędu i za oba czyny wymierzyła mu karę łączną wydalenia ze służby prokuratorskiej. We wtorek Izba Dyscyplinarna rozpatrywała odwołanie od tego orzeczenia.

Tłumacząc swoje zachowanie, Andrzej S. wskazywał m.in. na problemy rodzinne. Argumentował też, że alkohol spożył dopiero w samochodzie, zatrzymując się na poboczu głównej drogi po to, by ktoś mógł go stamtąd odebrać. Prokurator powołał się ponadto na uchwałę trzech połączonych izb Sądu Najwyższego, sugerując, że w sprawie tej orzeka nieuprawniony skład.

Uchwała z 23 styczna jest zasadą prawną i wiąże wszystkie izby Sadu Najwyższego (…), to, że Trybunał Konstytucyjny bardzo krytycznie się o niej wyraził nie oznacza, że ona znikła z obiegu prawnego, ona dalej istnieje – mówił we wtorek S.

Sąd uznał tę argumentację za chybioną i oddalił odwołanie. Odnosząc się do zarzutów pod kierunkiem Izby Dyscyplinarnej, sędzia sprawozdawca Konrad Wytrykowski podkreślił m.in., że sprawa „powinna być zamknięta” po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Sąd Najwyższy stoi na stanowisku, że ani uchwała połączonych izb, ani tym bardziej wyrok SN z 5 grudnia 2019 r. nie mogą mieć mocy wiążącej dla składu Sądu Najwyższego – mówił.

Przechodząc do kwestii zarzucanych obwinionemu czynów, sędzia podkreślił, że w I instancji wzięto pod uwagę wszystkie dowody, zeznania wielu świadków, uwzględniono także zapisy nagrań oraz różnego rodzaju dokumentację.

Sędzia Wytrykowski przyznał, że kwestią sporną był czas spożycia alkoholu. Ale na żadnym etapie postępowania nie było kwestionowane, że pan Andrzej S. prowadził samochód, że wcześniej opuścił miejsce pracy, nie stawiając się na wokandach, do których był wyznaczony, i też pan nie kwestionuje tego, że w momencie, kiedy przyjechała policja, siedział pan w zaparkowanym pojeździe już w stanie wysokiej nietrzeźwości – wymieniał.

Jak ocenił, linia obrony, z której wynika, że zachowanie prokuratora za kółkiem było powodowane złym samopoczuciem i problemami zdrowotnymi „nie wytrzymuje konfrontacji z logicznym myśleniem”. Sąd dopuszcza taką sytuację, że kierowca w czasie jazdy źle się czuje i – nie radząc sobie – zjeżdża gdzieś na bok, zatrzymuje pojazd, ale już zupełnie niewiarygodne jest, żeby lekarstwem na takie samopoczucie było wypicie niemalże duszkiem półlitrowej butelki wódki – mówił.

Sąd podkreślił przy tym, że Andrzej S. jest wysoko wykwalifikowanym prawnikiem z dużym stażem pracy i musiał „doskonale zdawać sobie sprawę z tego, jaki jest odbiór pijanej osoby w samochodzie”.

Sędzia Wytrykowski zaznaczył ponadto, że jako prokurator w swojej karierze S. musiał czasami spotykać się z absurdalną linią obrony oskarżonych. Z ubolewaniem należy stwierdzić, że ta linia obrony, którą tutaj zaprezentował pan S., należy właśnie do takiej kategorii – ocenił.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Przedłużone śledztwo ws. dziennikarza Kamila Durczoka

Śledztwo w sprawie oszustwa i sfałszowania weksla, w którym podejrzany jest znany dziennikarz telewizyjny Kamil Durczok, zostało przedłużone do końca lutego – poinformowała we wtorek prokurator Katarzyna Żołna z Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

Znany dziennikarz został zatrzymany 2 grudnia. Prokurator przedstawił mu zarzuty podrobienia dokumentów, umożliwiających uzyskanie kredytu i przedłożenia ich w banku oraz doprowadzenia banku do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości.

Prokuratura wnioskowała w tej sprawie o areszt, sąd nie uwzględnił tego wniosku.

Zarzuty wobec Durczoka dotyczą podrobienia weksla i dokumentów towarzyszących zabezpieczeniu kredytu hipotecznego na blisko trzy mln zł z sierpnia 2008 r. Prokuratura zarzuca Durczokowi oszustwo oraz przestępstwo dotyczące m.in. podrobienia papieru wartościowego, jakim jest weksel. Może za to grozić kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat pięciu albo kara 25 lat.

Oświadczenie dziennikarza

W ostatnich dniach Kamil Durczok ujawnił na Twitterze, że zmaga się z chorobą alkoholową.

„Choroba alkoholowa to potwór. Atakuje, kiedy uważamy się za wszechsilnych. I pokazuje, że nie ma mocnych. Jestem alkoholikiem. Nie piję czwarty miesiąc” – napisał 12 stycznia.

Nie tylko sprawa weksla

Dziennikarz jest też podejrzany w innej sprawie. Chodzi o sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, prowadzonej przez Prokuraturę Okręgową w Piotrkowie Trybunalskim.

Pod koniec lipca na drodze krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim Durczok uczestniczył w kolizji na remontowanym odcinku trasy. Jak się okazało, dziennikarz miał 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Trafił do policyjnej izby zatrzymań. Po wytrzeźwieniu został przewieziony do piotrkowskiej prokuratury rejonowej, gdzie usłyszał dwa zarzuty: sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, którego dopuściła się osoba będąca w stanie nietrzeźwości, oraz kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości.

Grozi za to do 12 lat więzienia. Durczok przyznał się tylko do jazdy pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: interia.pl