Zabójstwo brytyjskiego posła. Pochodzący z Somalii zwolennik tzw. Państwa Islamskiego winny

Ali Harbi Ali, 26-letni obywatel brytyjski somalijskiego pochodzenia, został dziś uznany przez sąd w Londynie za winnego zabójstwa posła Davida Amessa oraz przygotowywania aktu terroru. Sprawca zadał Amessowi ponad 20 ciosów nożem. Wymiar kary zostanie ogłoszony w środę. Podczas procesu Ali przyznał się do zabicia posła, natomiast zaprzeczał zarzutom przygotowywania aktu terroru oraz morderstwa. Wyjaśniał, że zrobił to, bo Amess był jednym z posłów, którzy głosowali za nalotami na Syrię w 2014 i 2015 roku, a ponieważ nie mógł dołączyć do tzw. Państwa Islamskiego, więc postanowił „zrobić coś tutaj”. Mówił też, że nie żałuje popełnionego czynu, a gdyby mógł ponownie przeżyć dzień ataku, zabiłby Amessa znowu.

Jak powiedział, Amess miał być „jednym z listy” do zabicia. Według prokuratury sprawca przez dwa lata na chłodno planował dokonanie zabójstwa, przeprowadzając rozpoznanie na temat kilkunastu polityków, w tym obecnych wpływowych ministrów Michaela Gove’a i Dominica Raaba oraz lidera opozycji Keira Starmera, zanim ostatecznie zdecydował się na Amessa. W sądzie Ali oświadczył też, że wcale nie jest radykałem, lecz „umiarkowanym muzułmaninem”.

Amess, 69-letni poseł Partii Konserwatywnej, został zabity w październiku 2021 roku podczas spotkania z wyborcami w miejscowości Leigh-on-Sea w swoim okręgu wyborczym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Czystki w FSB. Kara za „nazbyt optymistyczne” informacje o Ukrainie

Rosyjscy niezależni dziennikarze oraz szef portalu śledczego Bellingcat Christo Grozew informują o przeniesieniu do aresztu śledczego szefa struktury rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa, która odpowiadała za sprawy ukraińskie. Ze służby odsunięto także 150 oficerów. Mieli dostarczać władzom Rosji nieprawdziwe i nazbyt optymistyczne informacji na temat Ukrainy, co w konsekwencji przyczyniło się do niepowodzeń na polu walki.

W rozmowie z niezależnym rosyjskim internetowym kanałem Popularna Polityka Christo Grozew powiedział, że były szef 5. służby (Służby Informacji Operacyjnej i Kontaktów Międzynarodowych) rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa generał Siergiej Biesieda został przeniesiony do aresztu śledczego. – Jego telefon pozostaje wyłączony już od dwóch tygodni. Odsunięto też około 150 oficerów tej służby. Dokonano czystki – większość tych osób, o ile nie została aresztowana, na pewno nie pracuje już w FSB – przekazał Grozew.

Areszt po inwazji

O przeniesieniu generała Biesiedy do aresztu śledczego Lefortowo poinformował także Andriej Sołdatow, rosyjski niezależny dziennikarz, zajmujący się tematyką służb specjalnych. Przekazał, że funkcjonariusz został umieszczony w areszcie domowym wkrótce po rosyjskiej inwazji Rosji na Ukrainę. Sprawą Biesiedy – jak relacjonował Soldatow – zajmuje się główny wojskowy zarząd śledczy Komitetu Śledczego. Zarzuty dotyczą – jak twierdzili rozmówcy Sołdatowa – „kradzieży środków przeznaczonych na działalność wywrotową i agenturalną w Ukrainie, a także podawanie nieprawdziwych informacji o sytuacji politycznej w sąsiednim kraju”.

W ocenie Grozewa przyczyną decyzji w sprawie aresztów było dostarczanie władzom Rosji nieprawdziwych i nazbyt optymistycznych informacji na temat Ukrainy, co w konsekwencji przyczyniło się do niepowodzeń na polu walki.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zatrzymano podejrzanego o usiłowanie zabójstwa

Policjanci z Komendy przy ulicy Wilczej zatrzymali mężczyznę podejrzanego o usiłowanie zabójstwa i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. 28-latek, grożąc nożem swojej ofierze, zażądał pieniędzy, nie osiągając zamierzonego celu, dwukrotnie ugodził pokrzywdzonego nożem, po czym uciekł. Za to przestępstwo mężczyźnie grozi teraz kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności albo kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Do napaści doszło w październiku ubiegłego roku w jednym z parków w centrum miasta. O świcie, do siedzącego tam 21-latka podszedł mężczyzna, wyjął z plecaka nóż kuchenny i grożąc nim swojej ofierze, zażądał pieniędzy. Kiedy pokrzywdzony powiedział mu, że jest bez grosza, napastnik wbił mu nóż w lewy bok klatki piersiowej, łamiąc mu przy tym żebro. Chwilę później, kiedy doszło do szamotaniny między mężczyznami, sprawca drugi raz ugodził nożem 21-latka w to samo miejsce.

Napastnik uciekł, a pokrzywdzony z otwartymi i krwawiącymi ranami został dostrzeżony przez przechodniów, którzy wezwali na miejsce pogotowie ratunkowe i o tym, co się stało, powiadomili policję.

Sprawą zajęli się policjanci ze śródmiejskiego wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu. Dzień po dniu szukali wszystkich możliwych kamer, które tego dnia swoim zasięgiem mogły objąć miejsce przestępstwa, jego przebieg oraz drogę ucieczki sprawcy. Kiedy nagrania zostały już zgromadzone, przyszedł czas na ich wnikliwą analizę, która zajęła kolejne dni. To wszystko, plus determinacja i zaangażowanie policjantów w wyjaśnienie tego, co się stało, doprowadziły do ustalenia nie tylko tego, jak wygląda napastnik, ale co zrobił zaraz po popełnionym przestępstwie i dokąd uciekł.

Okazało się, że mężczyzna zaraz po ataku próbował okraść jeszcze śpiącą na ławce osobę, po czym poszedł w zarośla, przebrał się w odzież, którą miał w plecaku, ogolił się, a następnie ze stacji dworca kolejowego Warszawa Śródmieście pojechał na dworzec Warszawa Wschodnia, a stamtąd już do jednej z miejscowości w województwie lubelskim.

Trop urwał się, kiedy 28-latek wsiadł do wytypowanego przez funkcjonariuszy pociągu. To, na jaki pomysł wpadli wtedy śródmiejscy policjanci, okazało się kluczowe w tym śledztwie. Wiadomo było, że napastnik był bez pieniędzy, dlatego policjanci postanowili sprawdzić, komu wtedy kierownik pociągu wypisał wezwanie do zapłaty za jazdę „na gapę”. Jedno z nazwisk, po porównaniu danych personalnych ze zdjęciem tej osoby, idealnie odpowiadało wizerunkowi zarejestrowanemu przez kamery monitoringu.

Policjanci, wiedząc już, z kim mają do czynienia, i gdzie mieszka poszukiwana przez nich osoba, w najdrobniejszych szczegółach zaplanowali akcję, ustalając dzień wyjazdu i sposób działania. Policjanci pojechali do ustalonej wcześniej miejscowości, zorganizowali zasadzkę i zatrzymali mężczyznę nieopodal miejsca, w którym przebywał. Podczas przeszukania mieszkania policjanci znaleźli odzież, w którą był ubrany mężczyzna w dniu przestępstwa oraz wezwanie do zapłaty wystawione mu tamtego dnia przez kierownika pociągu.

To nie był pierwszy raz, kiedy 28-latek wszedł w konflikt z prawem. W czerwcu tego roku wyszedł z więzienia, w którym spędził 7 lat za rozbój, kradzież z włamaniem i posiadanie narkotyków.

Zgromadzony przez policjantów materiał dowodowy pozwolił Prokuraturze Rejonowej dla Warszawy Śródmieścia Północ prowadzącej śledztwo w tej sprawie, na postawienie 28-latkowi zarzutu usiłowania zabójstwa i spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sąd na wniosek prokuratury podjął już decyzję o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny na 3 miesiące.
Źródło info i foto: Policja.pl

Minister Sprawiedliwości zapowiada zaostrzenie kar dla najgroźniejszych przestępców

Dla najgroźniejszych przestępców przewidujemy znacznie surowsze kary – powiedział na konferencji dotyczącej zmian w Kodeksie karnym minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Jak zaznaczył, „to najgroźniejsi sprawcy, którzy dopuszczają się najcięższych przestępstw stanowią realny problem i realne zagrożenie dla bezpieczeństwa, zdrowia, życia i podstawowych wartości ważnych dla Polaków”. Przyjęta przez rząd reforma kodeksu karnego przewiduje karę bezwzględnego dożywocia bez możliwości warunkowego zwolnienia oraz podniesienie górnej granicy terminowej kary pozbawienia wolności do 30 lat z jednoczesną likwidacją osobnej kary 25 lat więzienia.

Nie ma żadnego uzasadnienia, by bardziej litować się nad sprawcą niż ofiarą lub przyszłymi ofiarami – mówił minister Ziobro uzasadniając potrzebę wprowadzenia kary bezwzględnego dożywotniego więzienia, przewidzianej w rządowej reformie prawa karnego. Dodał, że rząd nie proponuje wprowadzenia kary śmierci ze względu na polskie członkostwo w Unii Europejskiej, choć „zdaniem wielu, w tym mówiącego te słowa” byłoby to dobre rozwiązanie.

W tej chwili sprawca może zawsze starać się o warunkowe zwolnienie. Dlatego w Polsce w zakładach karnych są osoby, które ponownie dopuściły się jednego z najcięższych przestępstw, czyli zabójstwa. Jeśli damy takim osobom szansę, to one z dużym prawdopodobieństwem znów kogoś zabiją, a są przypadki, że mordowane są dzieci – tłumaczył.

Ziobro dodał, że po reformie sądy będą miały większą elastyczność w orzekaniu kar więzienia – w zakresie od miesiąca do 30 lat. Elastycznie oceniając zło, które sprawca popełnił, jego osobowość, motywacje – wszystko, co ma wpływ na wysokość kary – powiedział minister sprawiedliwości.

„Nie zaostrzamy kar za drobniejsze przestępstwa”

Podkreślił, że dla najgroźniejszych przestępców przewidziane są znacznie surowsze kary. To najgroźniejsi sprawcy, którzy dopuszczają się najcięższych przestępstw stanowią realny problem i realne zagrożenie dla bezpieczeństwa, zdrowia, życia i podstawowych wartości ważnych dla Polaków – zaznaczył.

Nie zaostrzamy kar za drobniejsze przestępstwa. Zdecydowanie inną polityką karną powinno kierować się państwo w stosunku do tych zdemoralizowanych, niepoprawnych sprawców, członków zorganizowanych grup przestępczych i struktur mafijnych. A inną wobec sprawców jednorazowych, którym zdarzyło się złamać prawo i popełnić przestępstwo – powiedział. Tym drugim powinno się dawać szansę, wyciągać do nich rękę, stwarzać możliwość resocjalizacji i stosować inne wolnościowe środki, takie jak dozór elektroniczny, zamiast lokować ich w zakładach karnych – dodał.

Podkreślił, że „kiedy mamy do czynienia z groźnymi przestępstwami, bandytami, tymi, którzy dopuszczają się ciężkich przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, zgwałcenia czy ciężkich przestępstw pedofilskich, tych działających w zorganizowanych strukturach, wreszcie recydywistów, zwłaszcza tych wielokrotnych, zawodowych to tam państwo powinno pokazać twardą, żelazną rękę”.

„Dobre prawo nie może pobłażać sprawcom najcięższych przestępstw”

Za przygotowanie reformy odpowiedzialny był wiceminister w resorcie sprawiedliwości Marcin Warchoł, który stwierdził, że „dobre prawo nie może pobłażać sprawcom najcięższych przestępstw. Dobre prawo ma odstraszać, a nie zachęcać”.

Przywołał statystyki, które wskazują, że wyroki polskich sądów należą do najłagodniejszych w Europie: co czwarty sprawca dostaje karę w dolnej granicy „widełek” przewidzianych w kodeksie karnym, a w przypadku przestępstw seksualnych, dotyczy to ponad 30 proc. sprawców.

Chodzi o sprawców gwałtów zbiorowych, czy pedofili, dlatego jednym z głównych założeń reformy kodeksu karnego jest podniesienie najniższych wymiarów kary. Ci, którzy krzywdzą najbardziej bezbronnych, niewinnych muszą się liczyć z surowymi wyrokami – powiedział. Wskazał, że rząd chce podnieść minimalną karę za zgwałcenie dziecka poniżej 15. roku życia do 5 lat, a sprawca takiego przestępstwa nie będzie mógł liczyć na przedawnienie.

Jak podało ministerstwo po posiedzeniu rządu, bezwzględne dożywocie będzie grozić właśnie między innymi za gwałt ze szczególnym okrucieństwem, jeśli jego wynikiem będzie ciężkie uszkodzenie ciała lub śmierć. W przepisach znajdą się też nowe typy kwalifikowane zgwałceń, np. na kobiecie ciężarnej, z użyciem broni palnej z utrwaleniem obrazu i dźwięku. Ma za nie grozić do 20 lat.

Wprowadzamy recydywę seksualną, ci, którzy powracają do przestępstwa, muszą się liczyć z wyższymi wyrokami – przekazał wiceminister. Dodał, że wobec przestępców seksualnych recydywistów i multirecydywistów stosowane będzie specjalne zaostrzenie – podwyższone o połowę będą dolne granice kary. Zaostrzone zostaną też zasady warunkowego zwolnienia przestępców seksualnych.

Wyższe kary dla pijanych kierowców, wysokie łapówki traktowane jako zbrodnia

Rządowa reforma przewiduje też wyższe kary dla pijanych kierowców, którzy – jak powiedział Marcin Warchoł – „wiozą śmierć”. Minimalna kara za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym lub ciężkim uszkodzeniem ciała wynosić ma odpowiednio 5 i 3 lata. 1,5 promila to będzie próg, od którego będzie stosowana konfiskata auta, jako narzędzia popełnienia przestępstwa. A jeśli ktoś spowoduje wypadek, sąd może orzec przepadek samochodu już przy 0,5 promila – dodał.

Zapowiedział też bezwzględne więzienie dla recydywistów, którzy już raz prowadzili po pijanemu.

Kolejnym elementem reformy ma być uzależnienie kary od kwoty, której dotyczyło przestępstwo.

Dziś prawo nie pozwala na wymierzenie wyższej kary za przyjęcie wysokiej łapówki. Po przyjęciu nowych rozwiązań przyjęcie łapówki powyżej miliona zł ma być traktowane jak zbrodnia – mówił wiceminister. Ma za to grozić od 3 do 20 lat (a nie od 2 do 12 – jak dotychczas). Wyższe zagrożenie karą ma dotyczyć także oszustw. Za oszustwo na kwotę powyżej 5 mln zł będzie groziło powyżej 3 lat, a za 10 mln od 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zbiorowy gwałt na Cyprze. Nowe fakty

Do zdarzenia miało dojść na Cyprze w lipcu 2019 roku. Przebywająca tam na wakacjach 19-letnia Brytyjka zgłosiła się na policję i zgłosiła, że została zgwałcona przez grupę 12 mężczyzn. Do zdarzenia miało dojść na Cyprze w lipcu 2019 roku. Przebywająca tam na wakacjach 19-letnia Brytyjka zgłosiła się na policję i zgłosiła, że została zgwałcona przez grupę 12 mężczyzn. Na dowód pokazała filmik nagrany telefonem.

Na dowód pokazała filmik nagrany telefonem. Policja szybko znalazła i zatrzymała mężczyzn izraelskiego pochodzenia. Informacje o gwałcie przedostały się do światowych mediów. Kilka dni później dziewczyna nagle wycofała zeznania. 19-latka, której tożsamość jest ukryta pod fałszywym imieniem Jenny, powiedziała, że do zmiany zeznań zmusiła ją policja. Brytyjka miała dostać do ręki oświadczenie już gotowe do podpisu. Oskarżeni o gwałt turyści zostali uwolnieni a nastolatce postawiono zarzuty.

Za fałszywe oskarżenia w 2020 r. cypryjski sąd skazał Jenny na cztery miesiące więzienia w zawieszeniu. Podczas rozpraw kobieta mówiła, że ​​w sprawie winni są policjanci i jest ofiarą gwałtu. Niedługo później odwołała się od wyroku i zażądała unieważnienia kary.

31 stycznia 2022 roku Brytyjka wygrała apelację, a jej wyrok został unieważniony. Sąd uznał, że kobieta nie składała fałszywych zeznań, a zatem nie wymyśliła gwałtu zbiorowego. Wydawałoby się, że ponownie ruszy śledztwo, ale ta sprawa nie zostanie ponownie rozpatrzona. Policja z Cypru wydała oświadczenie, z którego wynika, że śledztwo zamknięto na zawsze.
Źródło info i foto: o2.pl

47-latek zatrzymany za napad z bronią

Kilka dni temu zamaskowany kominiarką mężczyzna po zastraszeniu bronią personelu stacji paliw ukradł gotówkę. Wpadł w ręce policjantów po tym, jak dyżurny inowrocławskiej policji otrzymał informację, kto może być zamieszany w napad. Przypomnijmy: do przestępstwa doszło dzień przed wigilią około godz. 22.00 na stacji paliw przy ul. Dworcowej w Inowrocławiu. Mężczyzna ubrany w czarną kurtkę, przed budynkiem stacji założył kominiarkę. Następnie po wejściu do środka, zagroził personelowi przedmiotem przypominającym broń i zażądał pieniędzy. Po zabraniu gotówki uciekł.

Policjanci prowadzili szeroko zakrojone działania, by ustalić i zatrzymać sprawcę napadu. Został rozpowszechniony także komunikat z wizerunkiem przestępcy, którego zarejestrował monitoring.

W drugi dzień świąt (26 grudnia) dyżurny inowrocławskiej policji otrzymał informację, że w napad może być zamieszany jeden z mieszkańców Inowrocławia. Zorganizowana grupa policjantów zajęła się dalszymi ustaleniami i weryfikacją informacji. Kryminalni namierzyli podejrzewanego mężczyznę i jeszcze w drugi dzień świąt wieczorem wkroczyli do jego mieszkania i tam go zatrzymali.

Zabezpieczone ślady pozwoliły na ustalenie, że 47-letni mieszkaniec Inowrocławia ma związek z napadem. Penetracja wytypowanego rejonu miasta skutkowała odnalezieniem broni, jaką podczas przestępstwa posłużył się sprawca. Określeniem jej rodzaju zajmie się biegły z dziedziny balistyki.

Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. W tym czasie policjanci pracowali nad sprawą, by wczoraj (27 grudnia) przekazać zebrane dowody prokuratorowi. Na ich podstawie mężczyzna usłyszał zarzut rozboju z bronią. Prokuratura wystąpiła z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego.

Dziś mężczyzna zostanie doprowadzony do sądu. Za rozbój z bronią kodeks karny przewiduje karę więzienia od 3 lat wzwyż.
Źródło info i foto: Policja.pl

ŻW będzie prowadzić postępowanie wobec Emila Cz.

Powszechne organy ścigania przekazują Żandarmerii Wojskowej materiały postępowania przygotowawczego w sprawie Emila Cz., który 11 grudnia w Giżycku (woj. warmińsko-mazurskie) kierował pojazdem pod wpływem alkoholu i marihuany – przekazała PAP we wtorek Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej.

Emil Cz. to żołnierz, wobec którego Żandarmeria Wojskowa wszczęła śledztwo w kierunku dezercji. Przestępstwo to jest zagrożone karą pozbawienia wolności od roku do lat 10. Z ustaleń śledczych wynika, że st. szer. Emil Cz. pełnił służbę w okolicach przejścia granicznego z Białorusią w miejscowości Narewka, ale w ostatni czwartek „opuścił wyznaczony posterunek i w celu trwałego uchylania się od pełnienia służby wojskowej uciekł za granicę Polski na terytorium Republiki Białorusi”.

Jak potwierdził PAP we wtorek szef oddziału komunikacji społecznej płk Marcin Wiącek, 11 grudnia policja (w centrum Giżycka – PAP) zatrzymała do rutynowej kontroli drogowej Emila Cz. – Kierujący znajdował się pod wpływem alkoholu i marihuany. W związku z faktem, że Emil Cz. jest żołnierzem, dalsze czynności w tej sprawie będzie prowadziła Żandarmeria Wojskowa – wskazał płk Wiącek.

Podkreślił, że aktualnie powszechne organa ściągania przekazują Żandarmerii Wojskowej materiały postępowania przygotowawczego. „Niezwłocznie po ich otrzymaniu Żandarmeria Wojskowa przejmie do prowadzenia postępowanie w kierunku art. 178 a § 1 kk – prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, za co grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” – dodał płk Wiącek.

Kolejny konflikt z prawem

To kolejny konflikt z prawem żołnierza – dezertera. Emil Cz. wyrokiem Sądu Rejonowego w Bartoszycach 27 września 2021 r. został uznany za winnego znęcania się psychicznego i fizycznego nad swoją matką. Sąd skazał go za to na 6 miesięcy ograniczenia wolności oraz zobowiązał oskarżonego do powstrzymywania się od nadużywania alkoholu. Sąd orzekł wobec Emila Cz. także zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej kobiety na odległość mniejszą niż 50 m i bezpośredniego kontaktowania się z nią na okres 1 roku od uprawomocnienia się wyroku. Oskarżony został obciążony również kosztami sądowymi. 29 grudnia Sąd Okręgowy w Olsztynie będzie rozpoznawał apelację dotyczącą tej sprawy Emila Cz. Apelację złożył obrońca oskarżonego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Stefan W. z aktem oskarżenia ws. zabójstwa Pawła Adamowicza

Koniec śledztwa w sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Do sądu skierowany został akt oskarżenia przeciwko Stefanowi W. – poinformowała Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Stefanowi W. zarzucono dokonanie zabójstwa w zamiarze bezpośrednim w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Zarzucono mu również zmuszanie innej osoby do określonego zachowania. Jak czytamy w komunikacie prokuratury, „obu przestępstw oskarżony dopuścił się w warunkach powrotu do przestępstwa, a w chwili ich popełnienia miał ograniczoną poczytalność”. Oskarżony przebywa w areszcie. Stefan W. nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu przestępstw.

Sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary

Podczas śledztwa Stefan W. został poddany badaniom sądowo-psychiatrycznym, w tym połączonym z obserwacjami sądowo-psychiatrycznymi. W sprawie uzyskano trzy opinie dotyczące kwestii poczytalności. W trzeciej, rozstrzygającej biegli orzekli, że w chwili popełnienia zarzuconych przestępstw Stefan W. miał ograniczoną poczytalność.

Jak uznała prokuratura, motyw zabójstwa prezydenta Pawła Adamowicza został przedstawiony przez Stefana W. w oświadczeniu wygłoszonym przez niego bezpośrednio po dokonaniu ataku. Jak napisano w komunikacie prokuratury, „była to chęć dokonania zemsty z powodu niesłusznego i zbyt wysokiego, według oskarżonego, wyroku za rozboje z użyciem niebezpiecznego narzędzia”. „Oskarżony utożsamiał osobę Prezydenta Miasta Gdańska ogólnie z osobami, które sprawowały wszelką władzę, w tym sądowniczą w czasie, gdy zapadł wobec niego skazujący wyrok” – czytamy w piśmie.

Stefanowi W. grozi od 12 lat więzienia do dożywocia. Jak zaznacza prokuratura, wobec sprawcy, który w chwili czynu miał ograniczoną poczytalność, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary. Nie oznacza to jednak, że tak się w tym przypadku stanie.

„Proces powinien odbyć się publicznie”

Zabójstwo odbyło się na oczach tysięcy ludzi, za pośrednictwem mediów widziały je miliony. Musimy poznać prawdę o motywach, autorytetach oraz idolach zabójcy. Zbrodni dokonano publicznie, dlatego też proces powinien odbyć publicznie, bez wyłączenia jawności – powiedział dziennikarzowi RMF FM już po ogłoszeniu informacji o akcie oskarżenia Piotr Adamowicz, brat zamordowanego prezydenta Gdańska.

Obrońca Stefana W., adwokat Marcin Lipski przyznał nam, że nie rozmawiał jeszcze ze swoim klientem o tym, czy jego zdaniem proces powinien być jawny, czy nie. Proces będzie dotyczył głównie ocenienia poczytalności sprawcy. Ustalenie stanu faktycznego nie będzie najważniejsze, bo ten jest w miarę jasne. Wszyscy wiedzą, jakie są wątpliwości związane ze zdrowiem psychicznym mojego klienta – powiedział RMF FM Lipski.

Tragedia w czasie gdańskiego finału WOŚP

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został zaatakowany 13 stycznia 2019 roku, podczas miejskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który zorganizowano na gdańskim Targu Węglowym. W trakcie tak zwanego „światełka do nieba” został ciężko raniony nożem przez 27-letniego wówczas Stefana W. Zmarł następnego dnia w szpitalu.

Na nagraniach wideo ze sceny WOŚP widać, jak Stefan W. przebiega przez scenę, na której stoi Adamowicz i zadaje prezydentowi kilka ciosów nożem. Po ataku 27-latek uniósł ręce w geście zwycięstwa. Zanim został obezwładniony, chodził po scenie i wykrzyczał: „Halo, halo. Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Marcin K. ps. „Belmondziak” ścigany listem gończym

W styczniu 2018 r. Marcin K. ps. „Belmondziak” odzyskał wolność, kiedy sędzia mimo skazania go na trzy lata odsiadki ulitował się nad prośbą podsądnego. Przyrodni brat „Szkatuły”, prosił bowiem o uchylenie aresztu, aby mógł się uczyć. Jak przebiegała jego edukacja, dowiemy się pewnie dopiero wtedy, gdy schwyta go policja. „Belmondziak” nie stawił się bowiem w 2020 r. do odbycia kary, a od 11 miesięcy jest ścigany listem gończym.

47-letni Marcin K. ps. „Belmondziak” vel „Wściekły” to jedna z barwniejszych postaci kryminalnego podziemia stolicy. Choć przyćmiewa go niesława jego przyrodniego brata Rafała S. ps. „Szkatuła”, bossa jednej z największych grup przestępczych w Warszawie, to jednak i on sam dołożył co nieco do kronik policyjnych.

„Szkatuła” ukrywał się przez blisko dekadę (wpadł w 2011 r.) i to „Belmondziak” był jednym z kilku członków bandy, który mógł mieć z nim osobisty kontakt.

– Rafał był bardziej od kombinowania, a Marcin stawiał na argumenty siły. Jest charakterny. Potrafił się postawić grupie mokotowskiej, a z mniejszymi, choć równie znanymi gangami Warszawy i okolic szedł zdecydowanie na konfrontację – mówi jeden ze stołecznych policjantów, który przez lata rozpracowywał bandę „Szkatuły” i „Belmondziaka”.

– To on doprowadził do zrzeszenia mniejszych grup w sprawny organizm – wyjaśnia funkcjonariusz.

Biorąc pod uwagę rangę Marcina K. w półświatku, nie ma chyba wątpliwości, że to stoi na czele przetrzebionej bandy. Sam zaprzecza oczywiście, jakoby miał cokolwiek wspólnego z przestępczością. Siebie zaś widzi jako ofiarę nierzetelnych mediów, w tym piszącego te słowa.

Bez pośpiechu

Dlatego dziwić może, że musiał minąć rok, odkąd gangster nie raczył stawić się do odbycia kary, aby wydano za nim list gończy. Z informacji uzyskanej w Sądzie Okręgowym w Warszawie wynika, że „zarządzenie do policji z poleceniem niezwłocznego doprowadzenia skazanego do zakładu karnego zostało wydane 11 marca 2020 r. Sąd dał policji aż 10 miesięcy na załatwienie sprawy.

Kiedy okazało się, że „Belmondziak” zniknął, 19 stycznia 2021 r. został wydany za nim list gończy. A dopiero na początku września zdjęcie „Belmondziaka” pojawiło się na stronach stołecznej policji z informacją, że poszukują go kryminalni Komisariatu Policji Warszawa-Białołęka.

W komunikacie stróże prawa zaznaczyli, że „ważna jest każda informacja dotycząca ściganego mężczyzny i jego obecnego miejsca pobytu”. Policjanci zwracają się z prośbą do wszystkich, którzy znają miejsce pobytu poszukiwanego, o kontakt pod numerem telefonu 47 723-51-30, 47 723 52 20, za pomocą poczty elektronicznej: dyzurny.kp-bialoleka, ksp.policja.gov.pl. lub z najbliższą jednostką policji.

Droga do wolności

„Belmondziak” cieszy się wolnością od zimy 2018 r, po tym jak w styczniu Sąd Najwyższy uchylił mu areszt. Stało się to niedługo po tym, jak sąd uznał kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który skazał gangstera na 13 lat więzienia. Była to kara m.in. za handel znacznymi ilościami narkotyków.

Sprawa wróciła do Sądu Okręgowego w Warszawie i toczy się od początku. Sąd Najwyższy uznał, że K. musi wpłacić 150 tys. zł poręczenia majątkowego, co też szybko nastąpiło.

Co ciekawe, na tym posiedzeniu SN obrońca „Belmondziaka” złożył oświadczenie Prezesa Zarządu Fundacji Kamili Skolimowskiej potwierdzające gotowość nawiązania współpracy z Marcinem K.

To był ostatni areszt ciążący na Marcinie K., który za kratami przebywał od 2009 r. Wcześniej udało mu się przekonać sędziego Andrzeja Krasnodębskiego, aby ten też uchylił tak dolegliwy środek zapobiegawczy. Czym przekonał sędziego, znanego z surowych wyroków wobec gangsterów? Rzekomym pędem do wiedzy.

Kiedy 11 grudnia 2017 r. usłyszał wyrok trzech lat więzienia za pomoc w próbie uprowadzenia pewnego złodzieja, przekonywał, że przez areszt nie może korzystać z dobrodziejstwa edukacji za kratami. – Chcę się uczyć. Skończyć jakieś kursy albo liceum – wyjaśniał „Belmondziak”.

Sędzia uznał, że to racjonalny argument i środek zapobiegawczy uchylił. Tyle, że wtedy na gangsterze ciążył jeszcze wspomniany areszt do sprawy narkotykowej.

Gorąca głowa

Na razie niewiele wiadomo o życiu „Belmondziaka” na wolności. Do policjantów i prokuratorów docierały tylko sygnały, że nie zrezygnował z gangsterki. Tym bardziej, że wielu członków bandy było już na wolności. Ale od 2018 r. Marcin K. nie został ani razu zatrzymany za tego rodzaju przestępstwa

Portal tvp.info odkrył jednak, że „Belmondziak” zadebiutował w innej roli – stadionowego chuligana. Będąc zapalonym kibicem Legii Warszawa (wielu członków jego gangu należy Teddy Boys, bojówki drużyny z Łazienkowskiej), pojawił się 1 grudnia 2018 r. na meczu z Koroną Kielce.

Najwyraźniej jednak dał się ponieść emocjom, ponieważ w pewnym momencie wdarł na murawę. Na jego drodze znalazł się porządkowy K.T. „Belmondziak” zadał trzy ciosy pięścią w głowę.

Chwilę potem podbiegł do sektora gości i „prowokował kibiców klubu Korona Kielce do działań zagrażających bezpieczeństwu tej imprezy poprzez wykonywanie przed ich trybuną nieprzyzwoitych gestów”.

Jako że w tumulcie tym brało udział kilka innych osób, osądzenie chuligańskiej akcji zajęło blisko rok. W październiku 2019 r, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał Marcina K. za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów.
Źródło info i foto: TVP.info

Pakistan zaostrza kary. Kastracja za gwałt, kara śmierci za gwałt zbiorowy

Parlament Pakistanu zatwierdził przepisy zaostrzające kary dla gwałcicieli, w tym chemiczną kastrację. Ustawy są odpowiedzią na falę społecznego oburzenia wywołaną wzrostem przestępczości seksualnej i nieskutecznością wymiaru sprawiedliwości – informuje Voice of America. Na podstawie przyjętych regulacji „osoby uznane za winne gwałtu zbiorowego będą skazywane na karę śmierci lub dożywotniego więzienia, a recydywiści poddawani chemicznej kastracji”.

Nowe prawo nakłada na rząd obowiązek ustanowienia specjalnych sądów w całym kraju, by przyspieszyć procesy osób oskarżonych o gwałt i zakończyć je „najlepiej w ciągu czterech miesięcy”. Wprowadzony zostaje także rejestr przestępców seksualnych, oparty na danych Krajowej Bazy Danych i Urzędu Rejestracji. Tożsamość ofiar będzie chroniona, a wyznaczone jednostki zostaną utworzone w celu przeprowadzenia badań lekarskich ofiar w ciągu kilku godzin od momentu popełnienia przestępstwa – podaje VOA.

Krytycy dotychczasowych przepisów prawnych przytaczają dane pokazujące, że zaledwie 4 proc. przypadków napaści seksualnej w Pakistanie kończy się skazującym wyrokiem sądu.

Kobiety prześladowane przez policję?

Wokół sprawy pojawiają się też głosy wskazujące na potrzebę usprawnienia działań policji i organów ścigania, których bierność oddala ofiary od sprawiedliwości. Kobiety nierzadko odstępują od zgłaszania popełnionych wobec nich przestępstw – w konserwatywnym społeczeństwie pakistańskim wygrywa wstyd i obawy przed prześladowaniem ze strony policji – konkludują dziennikarze amerykańskiej rozgłośni.
Źródło info i foto: Dziennik.pl