Skandaliczny wyrok w Niemczech. Neonaziści napadli na dziennikarzy

Sąd w Muehlhausen skazał dwóch neonazistów, którzy napadli na dziennikarzy, na kary znacznie niższe, niż żądała tego prokuratura. Oskarżeni rozbili kluczem głowę dziennikarza, ugodzili nożem w nogę jego kolegę, ukradli aparat fotograficzny wraz z kartą pamięci i zdemolowali samochód reporterów. Niemiecka prasa pisze o skandalicznym wyroku. Dwóch dziennikarzy z Getyngi zostało poważnie rannych w ataku w 2018 roku w regionie Fretterode na północy Turyngii. Sędzia przewodnicząca orzekła w czwartek, że izba nie była w stanie stwierdzić, czy był to celowy atak na dziennikarzy.

Młodszy z dwóch mężczyzn został skazany na 200 godzin prac społecznych, starszy oskarżony na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wyrok ten wywołał powszechną krytykę. Prokurator domagał się dla młodszego z dwóch oskarżonych kary roku i dziewięciu miesięcy w zawieszeniu. Dla starszego wnosił o wymierzenie kary pozbawienia wolności w wysokości trzech lat i czterech miesięcy.

Jeden z dziennikarzy opuścił salę sądową w proteście przeciwko wyrokowi i jego uzasadnieniu podczas wypowiedzi sędziego przewodniczącego – pisze portal dziennika „Sueddeutsche Zeitung”.

– Moje zaufanie do państwa prawa zostało zachwiane do głębi – powiedział później. Jego zdaniem wyrok jest dla prawicowych ekstremistów przepustką do dalszych ataków na dziennikarzy.

Pościg i napad

Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” w komentarzu zauważa, że „dziennikarze powinni uważać na słowo skandal, bowiem ono szybko się zużywa. Ale to, co wydarzyło się w czwartek w Sądzie Okręgowym w Muehlhausen, trudno opisać inaczej”.

W 2018 roku „po pościgu samochodowym we Fretterode w północnej Turyngii oskarżeni, dwaj znani neonaziści, rozbili kluczem (do śrub) głowę dziennikarza, ugodzili nożem w nogę jego kolegę, ukradli aparat fotograficzny wraz z kartą pamięci i zdemolowali samochód reporterów” – przypomina FAZ. Trudno się dziwić, że jedna z ofiar oświadczyła po ogłoszeniu wyroku, że jej zaufanie do państwa prawa zostało „zachwiane do głębi”.

Przeciwko wyrokowi natychmiast zaprotestowały również partie, związki zawodowe i stowarzyszenia dziennikarzy, ponieważ chodzi o zasadę: czy ofiary przemocy prawicowych ekstremistów mogą liczyć na ochronę ze strony państwa prawa? – pisze FAZ.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabójstwo na terenie ogródków działkowych w Olsztynie. Kary utrzymane

Sąd Apelacyjny w Białymstoku nie znalazł okoliczności łagodzących i prawomocnie utrzymał kary 25 lat więzienia dla dwójki oskarżonych o zabójstwo młodego mężczyzny na terenie jednego z olsztyńskich ogrodów działkowych. Zwrócił uwagę, że do zbrodni doszło wręcz bez powodu. Apelacje składali obrońcy, którzy chcieli zmiany kwalifikacji prawnej czynu – z zabójstwa na pobicie ze skutkiem śmiertelnym i kary łagodniejszej, albo uchylenia wyroku i zwrotu sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Olsztynie.

Do zbrodni doszło 30 grudnia 2020 roku, na terenie ogródków działkowych „Szafirek” w Olsztynie. Według ustaleń prokuratury, mieszkaniec jednej z podmiejskich miejscowości, dzień wcześniej późnym popołudniem przyjechał do Olsztyna, gdzie poznał trzech mężczyzn.

Wspólnie pili alkohol i zażywali narkotyki w altanie na terenie ogródków działkowych. Mężczyźni byli bezdomni i wówczas zajmowali tę altankę. Do konfliktu między pokrzywdzonym a oskarżonymi miało dojść w momencie, gdy próbował on zażyć porcję narkotyku przeznaczoną nie dla niego. Doszło do kłótni, potem do brutalnego pobicia. Do zgonu doprowadziły rozległe, poważne obrażenia głowy i ubytek krwi.

Jak wskazali powołani w śledztwie biegli, ofiara została brutalnie pobita m.in. przy użyciu metalowej rurki o ponadmetrowej długości i szklanej butelki, nieustalonym ostrym narzędziem zadano jej też pięć ran kłutych ramion.

Sąd utrzymał kary

Sąd Apelacyjny w Białymstoku uznał apelacje za bezzasadne i kary 25 lat więzienia utrzymał. Sprawcy działali w porozumieniu i z zamiarem ewentualnym zabójstwa, apelacje obrońców stanowią jedynie polemikę z prawidłowymi ustaleniami pierwszej instancji – uzasadniał sąd.

– Bili wspólnie, po całym ciele, a następnie razem przeciągnęli – skatowanego mężczyznę – w stronę domu znajdującego się na działce, gdzie porzucili go bez żadnych szans na jakąkolwiek pomoc i w okolicznościach, które musiały w sposób nieuchronny prowadzić do śmierci pokrzywdzonego – uzasadniała wyrok sędzia Alina Kamińska. Przypominała, że była zima, noc i teren ogródków działkowych, gdzie nie ma wtedy ludzi.

Sędzia zwracała uwagę na brutalność sprawców, pastwienie się nad ofiarą i rozległość zadanych obrażeń. – Skutek w postaci śmierci pokrzywdzonego był im obojętny. A przypomnieć należy, że obojętność wobec skutku już statuuje zamiar ewentualny – dodała. Odnosząc się do stopnia demoralizacji sprawców, ich wcześniej wielokrotnej karalności sędzia Kamińska mówiła, że w tej sprawie 25 lat więzienia to kara „właściwa i sprawiedliwa”. – Ma też chronić społeczeństwo przed takimi osobami, jak oskarżeni – podkreśliła.

Przypomniała, że sprawcy, którzy byli pod wpływem alkoholu i środków odurzających, działali z błahego powodu, a w ocenie społecznej „bez powodu”, bo chodziło o tzw. działkę narkotyku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Żona Ryszarda Kalisza skazana

Rok i osiem miesięcy prac społecznych – to wyrok, jaki w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Żoliborza zapadł wobec adwokatki Dominiki K., żony Ryszarda Kalisza. To niejedyna kara. Prawniczka była oskarżona o prowadzenie samochodu po pijanemu i narażenie syna na niebezpieczeństwo. To finał głośnej sprawy z 2019 r., gdy znana adwokatka prowadziła samochód w stanie nietrzeźwości. Wykonane wtedy na miejscu zdarzenia badanie wykazało 2,5 promila alkoholu.

W ogłoszonym wyroku przez sędzię sądu rejonowego Ewę Soczyńską-Baran, sąd uznał Dominikę K. za winną prowadzenia w 2019 r. samochodu po pijanemu i narażenia syna na niebezpieczeństwo. Wymierzył jej łączną karę roku i ośmiu miesięcy ograniczenia wolności polegającej na wykonywaniu nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin w stosunku miesięcznym i zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych przez sześć lat, wliczając czas od zatrzymania prawa jazdy 15 lutego 2019 r.

Prokuratura żądała jeszcze surowszej kary

K. musi również wpłacić 15 tys. zł na rzecz funduszu pomocy pokrzywdzonym oraz pomocy postpenitencjarnej.

Podczas mów końcowych prokuratura wnosiła o uznanie Dominiki K. za winną i wymierzenie jej łącznej kary dwóch lat ograniczenia wolności polegającej na wykonywaniu nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin w stosunku miesięcznym oraz zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na okres sześć lat, świadczenie pieniężne na rzecz funduszu pomocy pokrzywdzonym i pomocy postpenitencjarnej w wysokości 15 tys. zł oraz obciążenie kosztami postępowania.

Uzasadnienie sądu

Sędzia zauważyła, że mimo stanu nietrzeźwości – czyli 2,5 promila – Dominika K. nie tylko zdecydowała się na kierowanie samochodem, ale i odebrała swoje dziecko z przedszkola.

– Następnie woziła je swoim samochodem w charakterze pasażera. 3-letnie dziecko jest całkowicie zależne od swoich rodziców. Dziecko znalazło się w sytuacji bezpośredniego niebezpieczeństwa. Co do tego sąd nie miał żadnych wątpliwości – podkreśliła Soczyńska-Baran.

O uniewinnienie Dominiki K. wniosła obrona i kurator reprezentujący oskarżyciela posiłkowego, którym jest syn oskarżonej. Według nich dowody, które do sprawy zostały dołączone, „absolutnie nie wskazują na sprawstwo czy winę oskarżonej”. Dominika K. oskarżona była o to, że 15 lutego 2019 r. prowadziła samochód na terenie stacji benzynowej w stanie nietrzeźwości. Wykonane na miejscu zdarzenia badanie wykazało 2,5 promila alkoholu u kobiety.

Śledczy ustalili, że wcześniej Dominika K. odebrała syna z przedszkola. W postępowaniu wykazano, że prowadząc pojazd, w którym znajdował się jej wtedy 3,5-letni syn, i będąc przy tym w stanie nietrzeźwości, naraziła dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Wyrok w tej sprawie jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: TVP.info

Zabójstwo brytyjskiego posła. Pochodzący z Somalii zwolennik tzw. Państwa Islamskiego winny

Ali Harbi Ali, 26-letni obywatel brytyjski somalijskiego pochodzenia, został dziś uznany przez sąd w Londynie za winnego zabójstwa posła Davida Amessa oraz przygotowywania aktu terroru. Sprawca zadał Amessowi ponad 20 ciosów nożem. Wymiar kary zostanie ogłoszony w środę. Podczas procesu Ali przyznał się do zabicia posła, natomiast zaprzeczał zarzutom przygotowywania aktu terroru oraz morderstwa. Wyjaśniał, że zrobił to, bo Amess był jednym z posłów, którzy głosowali za nalotami na Syrię w 2014 i 2015 roku, a ponieważ nie mógł dołączyć do tzw. Państwa Islamskiego, więc postanowił „zrobić coś tutaj”. Mówił też, że nie żałuje popełnionego czynu, a gdyby mógł ponownie przeżyć dzień ataku, zabiłby Amessa znowu.

Jak powiedział, Amess miał być „jednym z listy” do zabicia. Według prokuratury sprawca przez dwa lata na chłodno planował dokonanie zabójstwa, przeprowadzając rozpoznanie na temat kilkunastu polityków, w tym obecnych wpływowych ministrów Michaela Gove’a i Dominica Raaba oraz lidera opozycji Keira Starmera, zanim ostatecznie zdecydował się na Amessa. W sądzie Ali oświadczył też, że wcale nie jest radykałem, lecz „umiarkowanym muzułmaninem”.

Amess, 69-letni poseł Partii Konserwatywnej, został zabity w październiku 2021 roku podczas spotkania z wyborcami w miejscowości Leigh-on-Sea w swoim okręgu wyborczym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Czystki w FSB. Kara za „nazbyt optymistyczne” informacje o Ukrainie

Rosyjscy niezależni dziennikarze oraz szef portalu śledczego Bellingcat Christo Grozew informują o przeniesieniu do aresztu śledczego szefa struktury rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa, która odpowiadała za sprawy ukraińskie. Ze służby odsunięto także 150 oficerów. Mieli dostarczać władzom Rosji nieprawdziwe i nazbyt optymistyczne informacji na temat Ukrainy, co w konsekwencji przyczyniło się do niepowodzeń na polu walki.

W rozmowie z niezależnym rosyjskim internetowym kanałem Popularna Polityka Christo Grozew powiedział, że były szef 5. służby (Służby Informacji Operacyjnej i Kontaktów Międzynarodowych) rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa generał Siergiej Biesieda został przeniesiony do aresztu śledczego. – Jego telefon pozostaje wyłączony już od dwóch tygodni. Odsunięto też około 150 oficerów tej służby. Dokonano czystki – większość tych osób, o ile nie została aresztowana, na pewno nie pracuje już w FSB – przekazał Grozew.

Areszt po inwazji

O przeniesieniu generała Biesiedy do aresztu śledczego Lefortowo poinformował także Andriej Sołdatow, rosyjski niezależny dziennikarz, zajmujący się tematyką służb specjalnych. Przekazał, że funkcjonariusz został umieszczony w areszcie domowym wkrótce po rosyjskiej inwazji Rosji na Ukrainę. Sprawą Biesiedy – jak relacjonował Soldatow – zajmuje się główny wojskowy zarząd śledczy Komitetu Śledczego. Zarzuty dotyczą – jak twierdzili rozmówcy Sołdatowa – „kradzieży środków przeznaczonych na działalność wywrotową i agenturalną w Ukrainie, a także podawanie nieprawdziwych informacji o sytuacji politycznej w sąsiednim kraju”.

W ocenie Grozewa przyczyną decyzji w sprawie aresztów było dostarczanie władzom Rosji nieprawdziwych i nazbyt optymistycznych informacji na temat Ukrainy, co w konsekwencji przyczyniło się do niepowodzeń na polu walki.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zatrzymano podejrzanego o usiłowanie zabójstwa

Policjanci z Komendy przy ulicy Wilczej zatrzymali mężczyznę podejrzanego o usiłowanie zabójstwa i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. 28-latek, grożąc nożem swojej ofierze, zażądał pieniędzy, nie osiągając zamierzonego celu, dwukrotnie ugodził pokrzywdzonego nożem, po czym uciekł. Za to przestępstwo mężczyźnie grozi teraz kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności albo kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Do napaści doszło w październiku ubiegłego roku w jednym z parków w centrum miasta. O świcie, do siedzącego tam 21-latka podszedł mężczyzna, wyjął z plecaka nóż kuchenny i grożąc nim swojej ofierze, zażądał pieniędzy. Kiedy pokrzywdzony powiedział mu, że jest bez grosza, napastnik wbił mu nóż w lewy bok klatki piersiowej, łamiąc mu przy tym żebro. Chwilę później, kiedy doszło do szamotaniny między mężczyznami, sprawca drugi raz ugodził nożem 21-latka w to samo miejsce.

Napastnik uciekł, a pokrzywdzony z otwartymi i krwawiącymi ranami został dostrzeżony przez przechodniów, którzy wezwali na miejsce pogotowie ratunkowe i o tym, co się stało, powiadomili policję.

Sprawą zajęli się policjanci ze śródmiejskiego wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu. Dzień po dniu szukali wszystkich możliwych kamer, które tego dnia swoim zasięgiem mogły objąć miejsce przestępstwa, jego przebieg oraz drogę ucieczki sprawcy. Kiedy nagrania zostały już zgromadzone, przyszedł czas na ich wnikliwą analizę, która zajęła kolejne dni. To wszystko, plus determinacja i zaangażowanie policjantów w wyjaśnienie tego, co się stało, doprowadziły do ustalenia nie tylko tego, jak wygląda napastnik, ale co zrobił zaraz po popełnionym przestępstwie i dokąd uciekł.

Okazało się, że mężczyzna zaraz po ataku próbował okraść jeszcze śpiącą na ławce osobę, po czym poszedł w zarośla, przebrał się w odzież, którą miał w plecaku, ogolił się, a następnie ze stacji dworca kolejowego Warszawa Śródmieście pojechał na dworzec Warszawa Wschodnia, a stamtąd już do jednej z miejscowości w województwie lubelskim.

Trop urwał się, kiedy 28-latek wsiadł do wytypowanego przez funkcjonariuszy pociągu. To, na jaki pomysł wpadli wtedy śródmiejscy policjanci, okazało się kluczowe w tym śledztwie. Wiadomo było, że napastnik był bez pieniędzy, dlatego policjanci postanowili sprawdzić, komu wtedy kierownik pociągu wypisał wezwanie do zapłaty za jazdę „na gapę”. Jedno z nazwisk, po porównaniu danych personalnych ze zdjęciem tej osoby, idealnie odpowiadało wizerunkowi zarejestrowanemu przez kamery monitoringu.

Policjanci, wiedząc już, z kim mają do czynienia, i gdzie mieszka poszukiwana przez nich osoba, w najdrobniejszych szczegółach zaplanowali akcję, ustalając dzień wyjazdu i sposób działania. Policjanci pojechali do ustalonej wcześniej miejscowości, zorganizowali zasadzkę i zatrzymali mężczyznę nieopodal miejsca, w którym przebywał. Podczas przeszukania mieszkania policjanci znaleźli odzież, w którą był ubrany mężczyzna w dniu przestępstwa oraz wezwanie do zapłaty wystawione mu tamtego dnia przez kierownika pociągu.

To nie był pierwszy raz, kiedy 28-latek wszedł w konflikt z prawem. W czerwcu tego roku wyszedł z więzienia, w którym spędził 7 lat za rozbój, kradzież z włamaniem i posiadanie narkotyków.

Zgromadzony przez policjantów materiał dowodowy pozwolił Prokuraturze Rejonowej dla Warszawy Śródmieścia Północ prowadzącej śledztwo w tej sprawie, na postawienie 28-latkowi zarzutu usiłowania zabójstwa i spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sąd na wniosek prokuratury podjął już decyzję o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny na 3 miesiące.
Źródło info i foto: Policja.pl

Minister Sprawiedliwości zapowiada zaostrzenie kar dla najgroźniejszych przestępców

Dla najgroźniejszych przestępców przewidujemy znacznie surowsze kary – powiedział na konferencji dotyczącej zmian w Kodeksie karnym minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Jak zaznaczył, „to najgroźniejsi sprawcy, którzy dopuszczają się najcięższych przestępstw stanowią realny problem i realne zagrożenie dla bezpieczeństwa, zdrowia, życia i podstawowych wartości ważnych dla Polaków”. Przyjęta przez rząd reforma kodeksu karnego przewiduje karę bezwzględnego dożywocia bez możliwości warunkowego zwolnienia oraz podniesienie górnej granicy terminowej kary pozbawienia wolności do 30 lat z jednoczesną likwidacją osobnej kary 25 lat więzienia.

Nie ma żadnego uzasadnienia, by bardziej litować się nad sprawcą niż ofiarą lub przyszłymi ofiarami – mówił minister Ziobro uzasadniając potrzebę wprowadzenia kary bezwzględnego dożywotniego więzienia, przewidzianej w rządowej reformie prawa karnego. Dodał, że rząd nie proponuje wprowadzenia kary śmierci ze względu na polskie członkostwo w Unii Europejskiej, choć „zdaniem wielu, w tym mówiącego te słowa” byłoby to dobre rozwiązanie.

W tej chwili sprawca może zawsze starać się o warunkowe zwolnienie. Dlatego w Polsce w zakładach karnych są osoby, które ponownie dopuściły się jednego z najcięższych przestępstw, czyli zabójstwa. Jeśli damy takim osobom szansę, to one z dużym prawdopodobieństwem znów kogoś zabiją, a są przypadki, że mordowane są dzieci – tłumaczył.

Ziobro dodał, że po reformie sądy będą miały większą elastyczność w orzekaniu kar więzienia – w zakresie od miesiąca do 30 lat. Elastycznie oceniając zło, które sprawca popełnił, jego osobowość, motywacje – wszystko, co ma wpływ na wysokość kary – powiedział minister sprawiedliwości.

„Nie zaostrzamy kar za drobniejsze przestępstwa”

Podkreślił, że dla najgroźniejszych przestępców przewidziane są znacznie surowsze kary. To najgroźniejsi sprawcy, którzy dopuszczają się najcięższych przestępstw stanowią realny problem i realne zagrożenie dla bezpieczeństwa, zdrowia, życia i podstawowych wartości ważnych dla Polaków – zaznaczył.

Nie zaostrzamy kar za drobniejsze przestępstwa. Zdecydowanie inną polityką karną powinno kierować się państwo w stosunku do tych zdemoralizowanych, niepoprawnych sprawców, członków zorganizowanych grup przestępczych i struktur mafijnych. A inną wobec sprawców jednorazowych, którym zdarzyło się złamać prawo i popełnić przestępstwo – powiedział. Tym drugim powinno się dawać szansę, wyciągać do nich rękę, stwarzać możliwość resocjalizacji i stosować inne wolnościowe środki, takie jak dozór elektroniczny, zamiast lokować ich w zakładach karnych – dodał.

Podkreślił, że „kiedy mamy do czynienia z groźnymi przestępstwami, bandytami, tymi, którzy dopuszczają się ciężkich przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, zgwałcenia czy ciężkich przestępstw pedofilskich, tych działających w zorganizowanych strukturach, wreszcie recydywistów, zwłaszcza tych wielokrotnych, zawodowych to tam państwo powinno pokazać twardą, żelazną rękę”.

„Dobre prawo nie może pobłażać sprawcom najcięższych przestępstw”

Za przygotowanie reformy odpowiedzialny był wiceminister w resorcie sprawiedliwości Marcin Warchoł, który stwierdził, że „dobre prawo nie może pobłażać sprawcom najcięższych przestępstw. Dobre prawo ma odstraszać, a nie zachęcać”.

Przywołał statystyki, które wskazują, że wyroki polskich sądów należą do najłagodniejszych w Europie: co czwarty sprawca dostaje karę w dolnej granicy „widełek” przewidzianych w kodeksie karnym, a w przypadku przestępstw seksualnych, dotyczy to ponad 30 proc. sprawców.

Chodzi o sprawców gwałtów zbiorowych, czy pedofili, dlatego jednym z głównych założeń reformy kodeksu karnego jest podniesienie najniższych wymiarów kary. Ci, którzy krzywdzą najbardziej bezbronnych, niewinnych muszą się liczyć z surowymi wyrokami – powiedział. Wskazał, że rząd chce podnieść minimalną karę za zgwałcenie dziecka poniżej 15. roku życia do 5 lat, a sprawca takiego przestępstwa nie będzie mógł liczyć na przedawnienie.

Jak podało ministerstwo po posiedzeniu rządu, bezwzględne dożywocie będzie grozić właśnie między innymi za gwałt ze szczególnym okrucieństwem, jeśli jego wynikiem będzie ciężkie uszkodzenie ciała lub śmierć. W przepisach znajdą się też nowe typy kwalifikowane zgwałceń, np. na kobiecie ciężarnej, z użyciem broni palnej z utrwaleniem obrazu i dźwięku. Ma za nie grozić do 20 lat.

Wprowadzamy recydywę seksualną, ci, którzy powracają do przestępstwa, muszą się liczyć z wyższymi wyrokami – przekazał wiceminister. Dodał, że wobec przestępców seksualnych recydywistów i multirecydywistów stosowane będzie specjalne zaostrzenie – podwyższone o połowę będą dolne granice kary. Zaostrzone zostaną też zasady warunkowego zwolnienia przestępców seksualnych.

Wyższe kary dla pijanych kierowców, wysokie łapówki traktowane jako zbrodnia

Rządowa reforma przewiduje też wyższe kary dla pijanych kierowców, którzy – jak powiedział Marcin Warchoł – „wiozą śmierć”. Minimalna kara za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym lub ciężkim uszkodzeniem ciała wynosić ma odpowiednio 5 i 3 lata. 1,5 promila to będzie próg, od którego będzie stosowana konfiskata auta, jako narzędzia popełnienia przestępstwa. A jeśli ktoś spowoduje wypadek, sąd może orzec przepadek samochodu już przy 0,5 promila – dodał.

Zapowiedział też bezwzględne więzienie dla recydywistów, którzy już raz prowadzili po pijanemu.

Kolejnym elementem reformy ma być uzależnienie kary od kwoty, której dotyczyło przestępstwo.

Dziś prawo nie pozwala na wymierzenie wyższej kary za przyjęcie wysokiej łapówki. Po przyjęciu nowych rozwiązań przyjęcie łapówki powyżej miliona zł ma być traktowane jak zbrodnia – mówił wiceminister. Ma za to grozić od 3 do 20 lat (a nie od 2 do 12 – jak dotychczas). Wyższe zagrożenie karą ma dotyczyć także oszustw. Za oszustwo na kwotę powyżej 5 mln zł będzie groziło powyżej 3 lat, a za 10 mln od 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zbiorowy gwałt na Cyprze. Nowe fakty

Do zdarzenia miało dojść na Cyprze w lipcu 2019 roku. Przebywająca tam na wakacjach 19-letnia Brytyjka zgłosiła się na policję i zgłosiła, że została zgwałcona przez grupę 12 mężczyzn. Do zdarzenia miało dojść na Cyprze w lipcu 2019 roku. Przebywająca tam na wakacjach 19-letnia Brytyjka zgłosiła się na policję i zgłosiła, że została zgwałcona przez grupę 12 mężczyzn. Na dowód pokazała filmik nagrany telefonem.

Na dowód pokazała filmik nagrany telefonem. Policja szybko znalazła i zatrzymała mężczyzn izraelskiego pochodzenia. Informacje o gwałcie przedostały się do światowych mediów. Kilka dni później dziewczyna nagle wycofała zeznania. 19-latka, której tożsamość jest ukryta pod fałszywym imieniem Jenny, powiedziała, że do zmiany zeznań zmusiła ją policja. Brytyjka miała dostać do ręki oświadczenie już gotowe do podpisu. Oskarżeni o gwałt turyści zostali uwolnieni a nastolatce postawiono zarzuty.

Za fałszywe oskarżenia w 2020 r. cypryjski sąd skazał Jenny na cztery miesiące więzienia w zawieszeniu. Podczas rozpraw kobieta mówiła, że ​​w sprawie winni są policjanci i jest ofiarą gwałtu. Niedługo później odwołała się od wyroku i zażądała unieważnienia kary.

31 stycznia 2022 roku Brytyjka wygrała apelację, a jej wyrok został unieważniony. Sąd uznał, że kobieta nie składała fałszywych zeznań, a zatem nie wymyśliła gwałtu zbiorowego. Wydawałoby się, że ponownie ruszy śledztwo, ale ta sprawa nie zostanie ponownie rozpatrzona. Policja z Cypru wydała oświadczenie, z którego wynika, że śledztwo zamknięto na zawsze.
Źródło info i foto: o2.pl

47-latek zatrzymany za napad z bronią

Kilka dni temu zamaskowany kominiarką mężczyzna po zastraszeniu bronią personelu stacji paliw ukradł gotówkę. Wpadł w ręce policjantów po tym, jak dyżurny inowrocławskiej policji otrzymał informację, kto może być zamieszany w napad. Przypomnijmy: do przestępstwa doszło dzień przed wigilią około godz. 22.00 na stacji paliw przy ul. Dworcowej w Inowrocławiu. Mężczyzna ubrany w czarną kurtkę, przed budynkiem stacji założył kominiarkę. Następnie po wejściu do środka, zagroził personelowi przedmiotem przypominającym broń i zażądał pieniędzy. Po zabraniu gotówki uciekł.

Policjanci prowadzili szeroko zakrojone działania, by ustalić i zatrzymać sprawcę napadu. Został rozpowszechniony także komunikat z wizerunkiem przestępcy, którego zarejestrował monitoring.

W drugi dzień świąt (26 grudnia) dyżurny inowrocławskiej policji otrzymał informację, że w napad może być zamieszany jeden z mieszkańców Inowrocławia. Zorganizowana grupa policjantów zajęła się dalszymi ustaleniami i weryfikacją informacji. Kryminalni namierzyli podejrzewanego mężczyznę i jeszcze w drugi dzień świąt wieczorem wkroczyli do jego mieszkania i tam go zatrzymali.

Zabezpieczone ślady pozwoliły na ustalenie, że 47-letni mieszkaniec Inowrocławia ma związek z napadem. Penetracja wytypowanego rejonu miasta skutkowała odnalezieniem broni, jaką podczas przestępstwa posłużył się sprawca. Określeniem jej rodzaju zajmie się biegły z dziedziny balistyki.

Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. W tym czasie policjanci pracowali nad sprawą, by wczoraj (27 grudnia) przekazać zebrane dowody prokuratorowi. Na ich podstawie mężczyzna usłyszał zarzut rozboju z bronią. Prokuratura wystąpiła z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego.

Dziś mężczyzna zostanie doprowadzony do sądu. Za rozbój z bronią kodeks karny przewiduje karę więzienia od 3 lat wzwyż.
Źródło info i foto: Policja.pl

ŻW będzie prowadzić postępowanie wobec Emila Cz.

Powszechne organy ścigania przekazują Żandarmerii Wojskowej materiały postępowania przygotowawczego w sprawie Emila Cz., który 11 grudnia w Giżycku (woj. warmińsko-mazurskie) kierował pojazdem pod wpływem alkoholu i marihuany – przekazała PAP we wtorek Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej.

Emil Cz. to żołnierz, wobec którego Żandarmeria Wojskowa wszczęła śledztwo w kierunku dezercji. Przestępstwo to jest zagrożone karą pozbawienia wolności od roku do lat 10. Z ustaleń śledczych wynika, że st. szer. Emil Cz. pełnił służbę w okolicach przejścia granicznego z Białorusią w miejscowości Narewka, ale w ostatni czwartek „opuścił wyznaczony posterunek i w celu trwałego uchylania się od pełnienia służby wojskowej uciekł za granicę Polski na terytorium Republiki Białorusi”.

Jak potwierdził PAP we wtorek szef oddziału komunikacji społecznej płk Marcin Wiącek, 11 grudnia policja (w centrum Giżycka – PAP) zatrzymała do rutynowej kontroli drogowej Emila Cz. – Kierujący znajdował się pod wpływem alkoholu i marihuany. W związku z faktem, że Emil Cz. jest żołnierzem, dalsze czynności w tej sprawie będzie prowadziła Żandarmeria Wojskowa – wskazał płk Wiącek.

Podkreślił, że aktualnie powszechne organa ściągania przekazują Żandarmerii Wojskowej materiały postępowania przygotowawczego. „Niezwłocznie po ich otrzymaniu Żandarmeria Wojskowa przejmie do prowadzenia postępowanie w kierunku art. 178 a § 1 kk – prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, za co grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” – dodał płk Wiącek.

Kolejny konflikt z prawem

To kolejny konflikt z prawem żołnierza – dezertera. Emil Cz. wyrokiem Sądu Rejonowego w Bartoszycach 27 września 2021 r. został uznany za winnego znęcania się psychicznego i fizycznego nad swoją matką. Sąd skazał go za to na 6 miesięcy ograniczenia wolności oraz zobowiązał oskarżonego do powstrzymywania się od nadużywania alkoholu. Sąd orzekł wobec Emila Cz. także zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej kobiety na odległość mniejszą niż 50 m i bezpośredniego kontaktowania się z nią na okres 1 roku od uprawomocnienia się wyroku. Oskarżony został obciążony również kosztami sądowymi. 29 grudnia Sąd Okręgowy w Olsztynie będzie rozpoznawał apelację dotyczącą tej sprawy Emila Cz. Apelację złożył obrońca oskarżonego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl