Jakub Banaś wpłacił poręczenie majątkowe

Jakub Banaś wpłacił 200 tys. złotych poręczenia majątkowego za siebie i żonę. Jak dowiedział się reporter RMF FM, jego adwokat złożył też zażalenie na zatrzymanie syna prezesa NIK, Mariana Banasia. Jakub Banaś i jego małżonka uiścili poręczenie majątkowe w wysokości 200 tys. złotych – tak wynika z informacji podawanych przez reportera RMF FM, Krzysztofa Zasadę. W rozmowie ze stacją radiową adwokat Dariusz Raczkiewicz podkreślał, że kwestionował zarówno wysokość, jak i zasadność orzeczonej przez sąd kaucji.

Pełnomocnik Jakuba Banasia za bezpodstawne uważa również samo zatrzymanie swojego klienta przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Przypominał, że tego typu działania podejmuje się, kiedy zachodzi obawa ukrywania się czy utrudniania postępowania.

Mecenas Raczkiewicz złożył zażalenie zarówno na fakt zatrzymania, jak i ustaloną kaucję.

Syn prezesa NIK Mariana Banasia we wcześniejszej rozmowie z RMF FM podkreślał, że nie ma wątpliwości co do rzeczywistego celu działań służb w jego sprawie. – Chodziło o to, żeby zrobić show medialne. To rzeczywiście zostało dobrze zrobione, cel został osiągnięty, ponieważ nie ja jestem celem. Ja jestem zwykłą płotką biznesową. Celem jest mój ojciec, celem jest Najwyższa Izba Kontroli – mówił.

Zaznaczał również, że nie ma zarzutów co do samego przebiegu zatrzymania. – Agenci zachowywali się bardzo profesjonalnie, kulturalnie – od samego momentu zatrzymania aż do wypuszczenia w sobotę w prokuraturze. Natomiast uważam, że była to po prostu operacja medialna i taki miała cel – oceniał.

Zatrzymanie syna Mariana Banasia

Funkcjonariusze krakowskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego prowadzą pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Białymstoku śledztwo dotyczące składania fałszywych oświadczeń majątkowych przez osobę pełniącą funkcję publiczną.

Jak czytamy w komunikacie CBA, w toku postępowania śledczy zgromadzili obszerny materiał dowodowy, który został poddany analizie. W związku ze śledztwem w piątek 23 lipca zatrzymano społecznego doradcę prezesa NIK – Jakuba Banasia. Marian Banaś poinformował w mediach społecznościowych, że jego syn został zatrzymany na lotnisku Kraków Balice, gdy w towarzystwie małżonki wracał z urlopu. Agenci CBA zatrzymali także dyrektora Izby Skarbowej w Krakowie – Tadeusza G.

Zarzuty dla Jakuba Banasia

Prokuratura Regionalna w Białymstoku poinformowała w oficjalnym komunikacie, że Jakub Banaś, syn prezesa NIK, usłyszy siedem zarzutów popełnienia przestępstw, w tym dwóch oszustw w związku z wyłudzeniem w 2016 r. ze środków Narodowego Funduszu Rewaloryzacji Zabytków Krakowa dofinansowania w łącznej kwocie około 120 000 zł na realizację prac renowacyjnych w kamienicy położonej w Krakowie.

Prokuratura przekazała, że zarzuty obejmują również podrobienie przez Jakuba Banasia umowy o wykonanie robót budowlanych w kamienicy, na których realizację wyłudzono dofinansowanie ze środków Skarbu Państwa, a także popełnienie przestępstw skarbowych polegających na dwukrotnym posłużeniu się podrobionymi fakturami VAT na kwotę ponad 310 000 zł w celu rozliczenia powyższego dofinansowania i wyłudzenia podatku VAT w kwocie prawie 80 000 zł.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Tajna zrzutka na kaucję dla Sławomira Nowaka. „Każdy dawał, ile mógł”

Partyjni koledzy nie chcą się chwalić, że pomogli byłemu ministrowi – donosi we wtorek dziennik „Fakt”

– „Krewni, znajomi i koledzy z PO zebrali milion złotych, żeby oskarżany o korupcję Sławomir Nowak nie musiał wracać do aresztu” – pisze gazeta.

– „Koledzy i koleżanki udzielali panu Nowakowi pożyczek. Każdy dawał, ile mógł” – mówi Faktowi Małgorzata Kidawa-Błońska.

„Wsparcie kolegów”

„Gazeta przypomina, że Sławomir Nowak opuścił areszt w kwietniu. Jednak 2 czerwca Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował, że ma wrócić za kratki, chyba że wpłaci milion złotych poręczenia. Na zebranie tej astronomicznej kwoty dał czas do 18 czerwca. Nowak wpłacił kaucję. Udało mu się zebrać pieniądze dzięki wsparciu kolegów z dawnej partii” – czytamy.

Jak podaje „Fakt”, o zbiórce wiedziała również Małgorzata Kidawa-Błońska. – Uważamy, że to jest ludzka przyzwoitość, żeby pomóc. Pan Nowak jak najszybciej powinien stanąć przed sądem – mówi dziennikowi Kidawa-Błońska.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zażalenie prokuratury ws. Nowaka. Sąd zdecydował

Sąd Apelacyjny w Warszawie odmówił przyjęcia zażalenia prokuratora w sprawie Sławomira Nowaka – wynika z uzyskanych w sądzie informacji. Oskarżyciel publiczny nie zgodził się z decyzją sądu o zastosowaniu wobec podejrzanego tzw. aresztu warunkowego, czyli zamiennego za kaucję w wysokości 1 mln zł.

Decyzję o odmowie przyjęcia zażalenia prokuratury w sprawie Sławomira Nowaka Sąd Apelacyjny w Warszawie podjął w piątek 18 czerwca. Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że sąd uznał, że oskarżycielowi publicznemu nie należy się środek odwoławczy, ponieważ został zastosowany areszt, o który wnioskował.

Prokurator nie zgadza się jednak z możliwością, którą SA postanowieniem z 2 czerwca br. zostawił Nowakowi, czyli zamianą aresztu na 1 mln złotych poręczenia majątkowego. Pieniądze wpłynęły na konto Prokuratury Okręgowej w Warszawie w czwartek, wpłaciła je córka Nowaka. Prokuratura odmówiła sporządzenia protokołu przyjęcia pieniędzy z uwagi na złożone zażalenie.

Zaskarżą decyzję?

O tym, że prokuratorowi oraz podejrzanemu przysługuje zażalenie, pouczyła strony – ustnie oraz pisemne – sędzia Dorota Radlińska, która to postanowienie wydała. Innego zdania była sekcja zażaleniowo-wnioskowa SA. Zapytana o stanowisko Prokuratura Okręgowa w Warszawie zapowiedziała w sobotę, że zaskarży decyzję sądu.

– Decyzja Sądu Apelacyjnego w Warszawie jest sprzeczna z art. 426 par. 2 kodeksu postępowania karnego, który stanowi, że takie zażalenie przysługuje wszystkim stronom, a więc zarówno prokuraturze, jak i podejrzanemu – przekazała prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest zażalenie prokuratury ws. Sławomira Nowaka

Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował 2 czerwca, że Sławomir Nowak, były minister w rządzie Donalda Tuska, ma wrócić do aresztu śledczego, chyba, że wpłaci poręczenie majątkowe w kwocie 1 mln złotych. Sędzia Dorota Radlińska wstrzymała wykonalność postanowienia do 19 czerwca, dając podejrzanemu czas na wpłatę sumy do 18 czerwca. Jeżeli pieniądze nie wpłyną, Nowak powinien zostać aresztowany.

Zażalenie Prokuratury Okręgowej zostało skierowane do sądu w środę 16 czerwca. „Sąd Apelacyjny w Warszawie na skutek zażalenia prokuratora warunkowo zastosował wobec Sławomira N., podejrzanego o poważne przestępstwa korupcyjne, środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Postanowienie sądu zostało zaskarżone m.in. w zakresie zastrzeżenia warunkowej zmiany tymczasowego aresztowania na środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego w przypadku wpłacenia kwoty 1 miliona złotych oraz wstrzymania wykonania orzeczenia o tymczasowym aresztowaniu” – wyjaśniła prokurator Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Referent postępowania przeciwko Sławomirowi Nowakowi podzielił większość argumentów przedstawionych przez sędzię Dorotę Radlińska z Sądu Apelacyjnego w Warszawie w pisemnym uzasadnieniu, m.in. w kwestii istnienia przesłanek do stosowania środków zapobiegawczych w postaci obawy matactwa, obawy ucieczki oraz grożącej obawy wymierzenia surowej kary. Oskarżyciel publiczny nie zgadza się jednak z przedstawioną przez sąd oceną, że z uwagi na obszerność zgromadzonego materiału dowodowego możliwe było stosowanie wolnościowych środków zapobiegawczych na obecnym etapie śledztwa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sławomir Nowak wróci do aresztu? Ma problem z zebraniem środków na kaucję

Podejrzany o przestępstwa korupcyjne były minister transportu nie wpłacił do tej pory miliona złotych, które pozwoliłyby mu uniknąć powrotu za mury aresztu. – Sławomir Nowak i jego rodzina nie mają możliwości ekonomicznych, by uiścić tak ogromną kwotę poręczenia majątkowego – przekazała tvn24.pl jego adwokat Joanna Broniszewska.

Gdy 2 czerwca sędzia Dorota Radlińska decydowała o losie Sławomira Nowaka, on sam był w Warszawie, przygotowany na to, że będzie musiał wrócić za kraty. Sędzia Radlińska orzekła, że areszt w tej sprawie jest konieczny, ale jeśli podejrzany wpłaci na konto prokuratury milion złotych kaucji, będzie mógł pozostać na wolności.

– Nie wchodzi w rachubę hipoteka na nieruchomościach, żadne poręczenia innych osób, wyłącznie przelew na taką kwotę, jak zdecydował sąd – usłyszeliśmy nieoficjalnie w prokuraturze.

Powrót za mury aresztu

Na wpłatę tej kwoty Nowak dostał ponad dwa tygodnie. Od decyzji sądu minęło dziewięć dni. Pieniędzy wciąż nie wpłacił. I, jak wynika z ustaleń tvn24.pl, może mieć z tym problem.

– Przy tak niespotykanym, wieloletnim zaangażowaniu służb państwa i niespotykanym ostracyzmie wobec tej rodziny jestem sceptyczna wobec odwagi kogokolwiek, kto, kontestując skrajnie intencjonalnie działania prokuratury, wsparłby tę rodzinę, dając szansę na możliwość obrony w warunkach wolnościowych – mówi nam mec. Broniszewska.

Od samego początku, gdy podjęła się obrony byłego ministra transportu, mecenas podkreśla, że jej klient jest niewinny, a w materiałach zgromadzonych przez ukraińskich i polskich śledczych nie ma żadnych dowodów jego winy.

Nowak siedział w areszcie blisko dziewięć miesięcy, od lipca 2020 roku, kiedy zatrzymali go agenci CBA. 12 kwietnia tego roku Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował, że może wyjść na wolność. Sąd uznał m.in., że skoro przesłuchanych 33 kolejnych świadków zeznawało korzystnie dla niego, Nowak nie miałby powodu, żeby utrudniać śledztwo. Jednocześnie sędzia orzekła, że podejrzany musi oddać paszport, regularnie meldować się na komisariacie oraz wpłacić milion złotych poręczenia majątkowego.

Prokuratura zaskarżyła tę decyzję. Z kolei obrona zaskarżyła decyzję o milionowej kaucji.

„Legislacyjne grafomaństwo”

Sad Apelacyjny w Warszawie uznał argumenty prokuratury, zdecydował o powrocie Nowaka za kraty, ale zastrzegł, że warunkowo będzie on mógł wyjść, jeśli wpłaci milion złotych kaucji. Sąd ocenił, że przestępstwa, których popełnienie zarzuca Nowakowi prokuratura, są zagrożone wysokim wymiarem kary, nawet do 15 lat więzienia.

Sąd apelacyjny formalnie uchylił więc decyzję sądu niższej instancji, ale skutek pozostał podobny: jeśli Nowak chce zostać na wolności, musi wpłacić milion złotych.

Taka decyzja oznacza też, że stronom przysługuje od niej odwołanie. Zażalenie na nią złoży zarówno obrona, jak i prokuratura. Zażalenie to rozpozna trzyosobowy skład Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

– Prokuratura cały czas stoi na stanowisku, że dla dobra śledztwa Sławomir Nowak musi pozostawać w areszcie – wyjaśniał prokurator Jan Drelewski.

Według obrony decyzja sądu apelacyjnego to „porażka całego wymiaru sprawiedliwości”. – Zażalenia prokuratora i obrońcy nie zostały rozpoznane co do istoty sprawy [przez sędzię Dorotę Radlińską -red.]. To efekt legislacyjnego grafomaństwa ostatnich lat. Sędzia zamiast rozpoznać zażalenie i wydać jednoznaczne orzeczenie wykorzystała świeżą nowelizację Kodeksu postępowania karnego i zrzuciła decyzję na innych sędziów sądu apelacyjnego – ocenia w rozmowie z nami mecenas Broniszewska.

Ukraina nie chce śledztwa

Według kilku niezależnych od siebie źródeł tvn24.pl, na biurko prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry trafił wniosek strony ukraińskiej, by to Polska przejęła w całości śledztwo dotyczące Sławomira Nowaka. Przypomnijmy, że początkowo dotyczyło ono podejrzeń, że jako szef Ukrawtodor (odpowiednik polskiej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad) przyjmował łapówki w zamian za korzystne dla firm budowlanych decyzje. Szczegóły tych zarzutów ujawniliśmy w tvn24.pl w sierpniu ubiegłego roku.

O ukraiński wniosek zapytaliśmy oficjalnie rzecznika Prokuratury Krajowej prokuratora Łukasza Łapczyńskiego. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy do chwili publikacji tekstu.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się w prokuraturze, że „trwają analizy tego wniosku”.

To, że taki wniosek trafił do Polski, potwierdza nam mecenas Broniszewska. – O tym, że władze ukraińskie w styczniu 2021 roku przekazały wszystkie tak zwane własne materiały ze śledztwa, z prośbą o dalsze prowadzenie sprawy przez polską prokuraturę i polski wymiar sprawiedliwości, dowiedziałam się w styczniu ze strony ukraińskiej. Mija pół roku i wciąż nie ma merytorycznej decyzji w tej kwestii – komentuje.

Mecenas Broniszewska wskazuje na komplikacje, które będą efektem ewentualnej decyzji o przejęciu śledztwa i w konsekwencji procesu.

– To szereg wyzwań intelektualnych nawet dla doświadczonych prawników, nie wspominając już o obowiązujących przepisach prawa polskiego, ukraińskiego i międzynarodowego. Jak osądzić zorganizowaną grupę przestępczą, skoro jej członkowie nie są polskimi obywatelami, nie przebywają w Polsce i najprawdopodobniej nigdy nie staną przed polskim wymiarem sprawiedliwości? – pyta mecenas Broniszewska.

„To bardzo trudne”

O to, jak będzie ewentualnie wyglądało śledztwo (a następnie proces) z tyloma świadkami, którzy mieszkają na Ukrainie, zapytaliśmy już w kwietniu tego roku Prokuraturę Krajową. Ponawialiśmy swoje pytania – jednak nie otrzymaliśmy żadnych odpowiedzi.

– Już na etapie śledztwa to jest bardzo trudne, a w momencie rozpoczęcia procesu sytuacja tylko się skomplikuje – ocenia były prokurator krajowy, a dziś mecenas Janusz Kaczmarek.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Morderstwo 33-letniej Sary Everard. Trwa poszukiwanie dowodów w hrabstwie Kent

Policjanci w ramach śledztwa dot. morderstwa Sary Everard przeczesują tereny Sandwich w hrabstwie Kent. Śledczy w poszukiwaniu dowodów odgrodzili część miasta. Jak informuje BBC, w niedzielę policja odgrodziła taśmą The Rope Walk, część miasta Sandwich w hrabstwie Kent. Chodzi o obszar o powierzchni ok. jednej mili kwadratowej (ok. 2,5 km kw.). Wcześniej Scotland Yard informował, że tereny Londynu i hrabstwa Kent są przeszukiwane w ramach rutynowej procedury.

BBC podaje, że policjanci kontynuują także przeczesywanie wzdłuż rzeki Delf, mają ze sobą metrowe kije. Brytyjska stacja relacjonuje, że jeden z policjantów znajdujących się na obrzeżu kordonu włożył do torby na dowody biżuterię. Mieszkańców poproszono, by nie gromadzili się w miejscu działań policji.

3 marca Sarah Everard wyszła wieczorem z odwiedzin u przyjaciółki i wracała pieszo do domu w pobliskiej dzielnicy. Kamery monitoringu zarejestrowały jej ślad po raz ostatni około 21:30. 12 marca zwłoki kobiety zostały znalezione w lesie w hrabstwie Kent. W sprawie porwania i morderstwa 33-latki oskarżono policjanta, który w dzień zaginięcia kończył swoją zmianę w pobliżu miejsca zaginięcia zmarłej. Ciało zamordowanej odnaleziono w pobliżu miejsca zamieszkania funkcjonariusza. Do aresztu trafiła również żona policjanta, która została oskarżona o współudział, ale została zwolniona za kaucją. Sprawa Sary Everard wywołała manifestacje w Londynie, które w sobotę przerodziły się w protesty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Były policjant oskarżony o śmierć George’a Floyda wyszedł z aresztu

Były policjant Derek Chauvin, oskarżony o zabójstwo Afroamerykanina George’a Floyda w Minneapolis, wpłacił w środę kaucję w wysokości jednego miliona dolarów i wyszedł z aresztu.

Śmierć Floyda 25 maja stała się zarzewiem bezprecedensowych protestów w Stanach Zjednoczonych i poza krajem. W trakcie zatrzymania Chauvin przez prawie 9 minut dusił Floyda, przyciskając mu szyję kolanem do ziemi i nie reagując na okrzyki mężczyzny, że ten nie może oddychać.

Chauvin został oskarżony o morderstwo drugiego stopnia, za co w Minnesocie grozi do 40 lat więzienia. Razem z nim sądzonych będzie trzech innych funkcjonariuszy biorących udział w zatrzymaniu.

Nie jest jasne, skąd Chauvin zdobył pieniądze na uiszczenie kaucji. Miał on możliwość wpłacenia kaucji w wysokości 1,25 miliona dolarów bez warunków lub 1 miliona dolarów z warunkami. Zgodnie z warunkami jego zwolnienia musi uczestniczyć we wszystkich rozprawach sądowych, nie może mieć bezpośredniego ani pośredniego kontaktu, w tym przez media społecznościowe, z członkami rodziny Floyda, nie może pracować w organach ścigania ani w ochronie i nie może posiadać amunicji do broni palnej.

Pozostali trzej funkcjonariusze wpłacili wcześniej kaucję w wysokości 750 000 dolarów. Cała czwórka oczekuje na proces, który ma się rozpocząć w marcu, lecz sędzia rozważa sądzenie ich osobno.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Los Angeles: Duchowny oskarżony o pedofilię. 90 mln dolarów kaucji

Sędzia w Los Angeles wyznaczył w czwartek kaucję w wys. 90 mln USD dla przywódcy Kościoła „La Luz del Mundo” Naasona Joaquina Garcii, któremu postawiono zarzuty dotyczące przestępstw seksualnych, w tym posiadanie materiałów z pornografią dziecięcą i gwałt. Oznacza to w praktyce, że duchowny pozostanie w więzieniu aż do procesu – pisze Reuters.

„La Luz del Mundo” (Światło Świata) to Kościół o proweniencji pentekostalnej, utworzony w 1926 r. przez Eusebio Joaquina Gonzaleza, znanego jako „Aaron Apostoł”. Kościół ma swą siedzibę w Meksyku i liczy około miliona wyznawców. Jego liderzy utrzymują, że wspólnota liczy ok. 5 mln wiernych. Cechuje go antytrynitaryzm – nie uznaje Trójcy Świętej.

Przywódca amerykańskiej gałęzi Kościoła „La Luz de Mundo” Naason Joaquin Garcia został oskarżony o gwałt i uczestnictwo w handlu ludźmi. W należącym do niego komputerze odnaleziono też niedawno liczne materiały z pornografią dziecięcą. Wziąwszy te okoliczności pod uwagę, sędzia w Los Angeles podwoił kaucję dla Garcii z 50 mln USD do 90 mld dolarów.

Proces w tej sprawie rozpocznie się w najbliższych tygodniach.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Marek J. wydany USA. Przez 25 lat ukrywał się w Polsce

9 grudnia 1995 r. w Lake Forest w stanie Illinois doszło do śmiertelnego wypadku. O spowodowanie go oskarżono Polaka, Marka J., który prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Mężczyzna początkowo został aresztowany, ale wyszedł na wolność po wpłaceniu kaucji i uciekł do Polski. Przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości ukrywał się przez blisko 25 lat.

J. został oskarżony o spowodowanie wypadku na trasie 41, w wyniku którego zginął Dennis Bourass. Z ustaleń śledczych wynika, że Polak był pod wpływem alkoholu i jechał pod prąd.

Kierowca został aresztowany, ale wyszedł na wolność po wpłaceniu kaucji. Gdy wydawało się, że mężczyzna będzie czekać na proces w USA, prokurator zaostrzył zarzuty, oskarżając J. o „lekkomyślne zabójstwo”. Wiedząc, że w świetle prawa musi zostać ponownie aresztowany, a kaucja będzie wyższa, oskarżony uciekł do Polski. Z powodu obowiązujących przepisów o ekstradycji, Marek J. nie mógł zostać przekazany Amerykanom.

Aresztowany w 2020 r.

Przez prawie 19 lat sprawa stała w miejscu. Amerykańscy śledczy nie dali jednak za wygraną – na mocy nowej umowy o ekstradycji, polskie służby mogły ostatecznie przekazać go swoim odpowiednikom w USA. W 2014 r. do sprawy przydzielono policjanta Marka Sengera, który nawiązał współpracę z FBI i amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości. Ich celem było ustalenie dokładnego miejsca pobytu oskarżonego.

Poszukiwania J. zakończyły się w 2018 r. Mężczyzna został aresztowany przez polskie służby, a następnie… wypuszczony na wolność. Obiecał wówczas, że będzie pojawiał się w sądzie – słowa dotrzymał.

Decyzję o ostatecznym aresztowaniu mężczyzny polski sąd podjął po otrzymaniu listu, w którym rodzina zmarłego Dennisa Bourassa wyjaśniała całą sytuację ze swojej perspektywy. Ostatecznie J. trafił do aresztu w Przemyślu w lutym tego roku. Po czterech miesiącach i opóźnieniach w związku z pandemią koronawirusa, został przekazany stronie amerykańskiej 25 czerwca.

66-letni Marek J. 27 czerwca trafił do więzienia w Lake County 27 czerwca. Kaucję wyznaczono na milion dolarów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Danny Masterson, znany z serialu „Rózowe lata 70.”, oskarżony o zgwałcenie trzech kobiet

Danny Masterson (44 l.) znany z roli Stevena Hyde’ a w popularnym serialu „Rózowe lata 70.”, podejrzewany jest o gwałt na trzech kobietach. Został zatrzymany przez policję w Los Angeles. Aktor może opuścić areszt tylko po wpłaceniu kaucji w wysokości 3 milionów dolarów!

Sprawa gwałtów dotyczy okresu od 2001 do 2003, czyli czasu, kiedy Danny Masterson był sławny dzięki graniu w serialu „Rózowe lata 70.”. Aktor miał dopuścić się czynów lubieżnych wobec dwóch 23-latek i jednej 28-latki. Było to jeszcze zanim ożenił się z aktorką Bijou Phillips (40 l.), córką Johna Phillipsa (+65 l.), twórcy zespołu The Mamas & the Papas, z którą ma córkę Fianna Francis (9 l.).

Aktor nie przyznaje się do czynów. Prokuratura nie postawiła mu na razie zarzutów. – Mój klient jest niewinny, jesteśmy pewni, że zostanie oczyszczony z zarzutów, kiedy wszystkie dowody ujrzą światło dzienne a świadkowie będą mieli okazję złożyć zeznania. Pan Masterson i jego żona są w szoku, zważywszy na to, że nagle oskarżono go o domniemane czyny sprzed prawie 20 lat. Wiedzą jednak, że prawda wyjdzie na jaw – cytowała słowa prawnika Masterson telewizja CNN.

Przypomnijmy, że w 2017 roku Danny Masterson był posądzany o molestowanie seksualne swojej byłej dziewczyny i kilku innych kobiet. W obronę aktora miał włączyć się kościół scjentologiczny, którego Masterson jest wyznawcą. Miało dochodzić do nękania kobiet przez członków tej organizacji. Aktorowi grozi teraz do 45 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl