Jest wyrok sądu apelacyjnego. Marek Liński kłamał ws. molestowania przez księdza

Sąd Apelacyjny w Łodzi uznał, że Marek Lisiński nie był molestowany przez księdza, którego o to oskarżał. Uznał, że jego wersja jest niewiarygodna. Tym samym oddalił roszczenia byłego działacza na rzecz pokrzywdzonych w Kościele i byłego prezesa fundacji „Nie lękajcie się”, który żądał 1 mln zł odszkodowania od diecezji, parafii i księdza W. Lisiński przez lata podawał się za ofiarę molestowania w kościele, jako pokrzywdzony spotkał się w 2019 r. z papieżem Franciszkiem. Według sądu duchowny jest niewinny, a do molestowania, o które oskarżał go Marek Lisiński nigdy nie doszło.

Marek Lisiński przez lata twierdził, że jako 13-latek we wczesnych latach 80. padł ofiarą molestowania ze strony księdza Zdzisława W. – wikariusza z jego rodzinnej wsi. Jak zeznawał, był zmuszany do dotykania księdza wieczorami w budynku nazywanym „organistówką”, co podważył m.in. syn organisty w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. Stało się to jednak kilka lat później.

Na początku 2014 r. kuria uznała winę księdza. Wówczas Lisiński zaproponował biskupowi, że jeżeli wypłaci mu 200 tys. zł rekompensaty, to ten odstąpi o dalszych roszczeń. Do ugody nie doszło, więc Lisiński pozwał diecezję, swoją parafię oraz księdza W.

Pierwszy wyrok zapadł w maju 2018 r. przed Sądem Okręgowym w Płocku. Ksiądz W. został uznany winnym, ale miał jedynie wysłać do rzekomego pokrzywdzonego list z przeprosinami. Zarówno duchowny, jak Lisiński odwołali się. Były prezes fundacji „”Nie lękajcie się” żądał 1 mln zł.

Marek Lisiński oskarża o molestowanie. Ksiądz zaprzecza

W luty 2019 roku Lisiński, jeszcze jako prezes Fundacji „Nie lękajcie się” towarzyszył warszawskiej radnej Agacie Diduszko i posłance Joannie Scheuring-Wielgus podczas spotkania z papieżem Franciszkiem. Są oni współautorami raportu o pedofilii w polskim Kościele. Odbierając go papież Franciszek ucałował dłonie Lisińskiego, jako ofiary pedofilii.

Kilka miesięcy później „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł na temat wątpliwości wokół sprawy molestowania, informując, iż kuria nadal uważa, że ksiądz Zdzisław W. jest winny, mimo że przed sądem biskupim nie przesłuchano zgłaszanych przez niego świadków. Gazeta dotarła do ofiar duchownego, który, jak się okazało, istotnie molestował nieletnich.

Dziennik podał, że ksiądz W. nie wypiera się molestowania seksualnego innych osób, jednak kategorycznie zaprzecza, by molestował Marka Lisińskiego. Doniósł również, że Lisiński wyłudził pieniądze od 26-letniej Katarzyny, ofiary księdza Romana B. z Towarzystwa Chrystusowego. Według ustaleń dziennikarzy napisał on do Katarzyny, że ma raka trzustki i potrzebuje 30 tys. zł na operację. Otrzymał od kobiety 20 tys. zł w ramach pożyczki i 10 tys. zł w prezencie.

Po publikacji Lisiński złożył rezygnację z funkcji prezesa fundacji. Teraz o mężczyźnie znów jest głośno. 11 października 2021 r. Sąd Apelacyjny w Łodzi wydał bowiem wyrok ws. rzekomego molestowania go przez księdza. Podważył wcześniejsze orzeczenie sądu w Płocku, a powództwo Lisińskiego oddalił, uznając że oskarżenia Lisińskiego o wykorzystywanie seksualne przez duchownego są niewiarygodne – informuje Onet, który dotarł do uzasadnienia wyroku.

Marek Lisiński ma zwrócić ks. W. koszty procesu w wysokości ok. 11 tys. zł.

„Trzy różne wersje zdarzeń”

Sąd zwrócił uwagę, że Lisiński relacjonując to samo wydarzenie przedstawił jego trzy różne wersje, a „tak daleko idące rozbieżności nie dają się wytłumaczyć w świetle zasad wiedzy i doświadczenia życiowego, co prowadzić musi do wniosku, że twierdzenia powoda są niewiarygodne”, Lisiński miał również nie być w stanie udowodnić, że był ministrantem u ks. W.
Źródło info i foto: interia.pl

Mężczyzna ułaskawiony przez prezydenta zarzucał córce kłamstwo. Sąd nie miał wątpliwości dotyczących jego winy

Mężczyzna, skazany w 2013 roku za wieloletnie znęcanie się nad córką i molestowanie jej od 11. roku życia, którego w marcu tego roku ułaskawił prezydent Andrzej Duda, nigdy nie przyznał się przed sądem do winy: twierdził, że jego konkubina i córka kłamią – donosi „Rzeczpospolita”, która w ubiegłym tygodniu nagłośniła sprawę ułaskawienia. Gazeta podkreśla równocześnie, że sądy dwóch instancji nie miały wątpliwości co do jego winy.

Przypomnijmy, mężczyzna skazany został na 4 lata więzienia za znęcanie się nad bliskimi i molestowanie seksualne córki. Karę odbył w całości, na wolność wyszedł w 2015 roku. Za to jednak, że w trakcie odbywania kary złamał zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi – dzwonił do nich i wysłał co najmniej 12 listów – został skazany na rok więzienia. Również tę karę odbył w całości – a po opuszczeniu zakładu karnego w marcu 2018 roku zamieszkał razem z pokrzywdzonymi – choć zakaz zbliżania się do córki i jej matki miał go obowiązywać przez 6 lat od dnia opuszczenia więzienia po pierwszym wyroku.

To sprawiło, że kurator sądowy zawiadomił prokuraturę o złamaniu zakazu. Wtedy konkubina mężczyzny i ich córka – obecnie już dorosła – zwróciły się do prezydenta z prośbą o ułaskawienie, czyli skrócenie zakazu zbliżania.

Zarzucał córce i konkubinie kłamstwo, składał wnioski o przebadanie ich wariografem

Według dzisiejszej publikacji „Rzeczpospolitej”, która powołuje się na sądowe wyroki, mężczyzna nigdy nie przyznał się przed sądami do winy, a konkubinie i córce zarzucał kłamstwo.

W cytowanym przez gazetę uzasadnieniu prawomocnego wyroku, jaki zapadł przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku w 2013 roku, czytamy: „Oskarżony bezsprzecznie był agresorem w domu, wykorzystując przewagę fizyczną, często stosował wobec nich (partnerki i córki – red.) przemoc, znieważał je i zastraszał”.

Obrońca mężczyzny złożył apelację, całkowicie odrzucając dowody jego winy, a w czasie procesu dwukrotnie – jak podaje „Rz” – składał wnioski o przebadanie konkubiny i córki wariografem, bowiem podważał ich prawdomówność.

Dziennik cytuje argumentację obrońcy: „Oskarżony nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów i nigdy nie doprowadzał (…) do innych czynności seksualnych. Być może zbyt surowo traktował (…) wyzywając ją od ‘głąbów’, jednak tak prymitywnie rozumiał proces wychowawczy (…). Potwierdzają to opinie sądowo-psychiatryczne i psychologiczno-seksuologiczne, w których stwierdzono u A. W. zaburzenia psychiczne i uzależnienie od alkoholu przy jednoczesnym braku zaburzeń preferencji seksualnych pod postacią parafilii”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Centralne Biuro Antykorupcyjne nie kontroluje nawet 1 proc. oświadczeń majątkowych polityków

Politycy czy urzędnicy nie muszą się obawiać, że ewentualne kłamstwo w ich oświadczeniu majątkowym wyjdzie na jaw, twierdzi „Rzeczpospolita” po lekturze raportu „Fundacji Batorego”. Centralne Biuro Antykorupcyjne nie bada nawet 1 proc. oświadczeń majątkowych. Jak podaje raport – w 2013 r. skontrolowano prawdziwość zaledwie 535 z ok. 800 tys. obowiązkowo składanych oświadczeń. CBA wykrywa też niewielki wycinek przypadków korupcji w Polsce. Rejestruje około 300 wykroczeń rocznie, gdy ogółem wykrywa się ponad 15 tys. przypadków łapownictwa, pisze „Rzeczpospolita”.

CBA nie jest wystarczająco neutralne

Niska efektywność działań wynika przede wszystkim z braku odpowiednich środków, twierdzi Grzegorz Makowski z fundacji. I podaje, że w ciągu siedmiu lat budżet CBA spadł o 8 proc. Budżet CBA jest całkowicie uzależniony od woli politycznej rządu i większości parlamentarnej, podkreśla „Rzeczpospolita”. Dodatkowym czynnikiem, który nie sprzyja neutralności biura, jest fakt, że szef CBA wybierany jest przez szefa rządu, a nie przez parlament. Nie ma też wymogu, żeby szef biura nie był zaangażowany politycznie.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Prokuratura bada kluczową inwestycję Darłowa

Prokuratura Apelacyjna w Szczecinie prowadzi śledztwo w sprawie rzekomych nieprawidłowości, do jakich miało dojść w związku ze sprzedażą gruntów pod belgijską inwestycję w Darłowie. Doniesienie w tej sprawie złożył jeden z radnych, sugerując przekroczenie uprawnień i tło korupcyjne. Burmistrz Darłowa o zarzutach mówi krótko: kłamstwo. Sprawa dotyczy największej w ostatnich latach inwestycji w Darłowie. W Darłówku Zachodnim na gruncie o powierzchni 1,5 ha belgijska firma ma zbudować kompleks apartamentów oraz nowoczesną marinę. Działkę sprzedano za 15 mln zł. Budowa ma ruszyć w tym roku, a wartość inwestycji szacowana jest na ok. 200 mln zł. Jednak w październiku, jeden z radnych złożył do prokuratury zawiadomienie, że w związku, ze sprzedażą gruntów doszło ze strony władz miasta do nieprawidłowości. Żródło info i foto: TVP.info

Koncern BP przyłapany na kłamstwie

Kłamstwo ma krótkie nogi. Przekonał się o tym koncern BP, który podrasował w komputerowym programie graficznym zdjęcie ze sztabu walczącego z wyciekiem ropy w Zatoce Meksykańskiej. Firma niczego nie nauczyła się na swoich wcześniejszych wpadkach. Oryginalne zdjęcie zamieszczone przed weekendem na firmowej stronie internetowej przedstawia trzech mężczyzn przed 10 wielkimi komputerowymi monitorami. Dwa z nich są wyłączone, na trzecim widać jedynie szarą plamę. W nocy z wtorku na środę zdjęcie podmieniono – na takie, które zostało komputerowo zmienione. Teraz na wszystkich monitorach w sztabie w Houston widać, jak zdalnie sterowane roboty pracują pod wodą, by zaczopować szyb. Żródło info i foto: Dziennik.pl

Norbert Z. wymyślił historię o napadach

Dostawca pizzy dwukrotnie zgłosił na policji, że został napadnięty. Przyciśnięty do muru wyznał, że wszystko wymyślił – opisuje Gazeta.pl
20-letni Norbert Z. pracuje w śródmiejskiej restauracji jako dostawca pizzy. Dwa tygodnie temu, 6 czerwca wieczorem zgłosił się do śródmiejskiej komendy. – „Zostałem napadnięty” – oznajmił. Na klatce schodowej kamienicy przy ul. Lenartowskiego miało go obrabować trzech mężczyzn. Stracił 250 zł.
– „Wtedy jeszcze nie wychwyciliśmy kłamstwa” – przyznaje oficer śródmiejskiej policji. W miejsce, w którym doszło do napadu, wysłano okoliczne patrole. Mundurowi nikogo jednak nie znaleźli. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Blogerzy – postrach ministrów i burmistrzów

Syn ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy zagroził pozwem blogerce. Nie on pierwszy. Za komentarze w Internecie założeniem sprawy w sądzie grożą nawet radni – podaje Rzeczpospolita.pl
– Trochę żartem, ale zastanawiałam się, czy go nie pozwać za to, że zarzuca mi kłamstwo – mówi „Rz” Kataryna. – Nie chciałabym jednak skończyć jak ta kobieta z Olsztyna, na którą nasłano wszelkie możliwe kontrole, bo oskarżyła prezydenta miasta o molestowanie.
Tak słynna blogerka komentuje pismo Krzysztofa Czumy, syna ministra sprawiedliwości. Zażądał on w czwartek od administracji portalu Salon24.pl (na którym publikuje Kataryna) ujawnienia danych blogerki. Jej samej zagroził procesem.
Żródło info: rp.pl