Funkcjonariusz SOP powodował stłuczkę pod wpływem alkoholu

W ciągu ostatnich dni doszło do dwóch kolizji z udziałem funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa – podaje TVN 24. W wypadku pod Warszawą zostały uszkodzone dwa busy, które należały do SOP. Drugą stłuczkę spowodował nietrzeźwy funkcjonariusz formacji. Wszczęto już procedurę mającą skutkować wydaleniem go ze służby. Jak informuje tvn24.pl, 11 kwietnia w Jastrzębiu-Zdroju w województwie śląskim doszło do stłuczki na parkingu, którą spowodował nietrzeźwy funkcjonariusz SOP.

„Oddalił się z miejsca, gdzie doszło do stłuczki, ale potem został namierzony przez policję. Okazało się, że miał promile” – mówi portalowi jeden z informatorów zbliżony do SOP.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kamil Durczok z wyrokiem

Kamil Durczok w 2019 r. spowodował kolizję na autostradzie, będąc pod wpływem alkoholu. We wtorek dziennikarz usłyszał wyrok w sprawie. Decyzją sądu Kamil Durczok został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, ponadto ma zapłacić 3 tys. zł grzywny oraz wpłacić 30 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym.

Kamil Durczok pod koniec lipca 2019 r. spowodował kolizję na autostradzie A1 w okolicy Piotrkowa Trybunalskiego, będąc pod wpływem alkoholu. W pewnym momencie najechał na pachołki oddzielające pasy ruchu. Nikt nie ucierpiał. W trakcie postępowania odbywającego się w Sądzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim Kamil Durczok usłyszał dwa zarzuty: prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości oraz spowodowania niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Groziło mu za to łącznie do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Plejada.pl

Michał Żewłakow o wypadku, który spowodował. Jest oświadczenie

Wczoraj w nocy wsiadłem za kierownicę samochodu po wypiciu alkoholu i spowodowałem kolizję, w której szczęśliwie nikt nie ucierpiał. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla mojego braku odpowiedzialności i wyobraźni – napisał były reprezentant Polski w piłce nożnej Michał Żewłakow. Przeprosił również wszystkich za swoje zachowanie.

Do zdarzenia z udziałem byłego reprezentanta kraju w piłce nożnej doszło w nocy z poniedziałku na wtorek. – Około godziny 0.40 na skrzyżowaniu ulicy Miodowej z Długą. W stojący na czerwonym świetle autobus wjechało osobowe bmw – powiedział podinspektor Szumiata z warszawskiej policji.

– Badanie alkomatem wykazało, że kierowca osobowego bmw miał w wydychanym powietrzu 1,6 promila alkoholu – poinformował policjant dodając, że mężczyzna został zatrzymany.

Oświadczenie byłego reprezentanta

Jak ustaliła PAP, za kierownicą osobowego bmw siedział były reprezentant Polski w piłce nożnej Michał Żewłakow, który po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty w sprawie kierowania w stanie nietrzeźwości. Odpowie także za spowodowanie kolizji w ruchu drogowym.

Żewłakow po usłyszeniu zarzutów został zwolniony do domu.

We wtorek wieczorem były piłkarz na swoim profilu na Twitterze opublikował oświadczenie. „Wczoraj w nocy wsiadłem za kierownicę samochodu po wypiciu alkoholu i spowodowałem kolizję, w której szczęśliwie nikt nie ucierpiał. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla mojego braku odpowiedzialności i wyobraźni. Przepraszam wszystkich za moje zachowanie, szczególnie najbliższych oraz tych, którzy poczuli się zawiedzeni i rozczarowani moją postawą” – napisał Żewłakow.

„Mam świadomość, że jako były kapitan reprezentacji Polski i wielokrotny reprezentant kraju, a także osoba wciąż aktywna w środowisku piłkarskim, powinienem być nie tylko źródłem dumy dla kibiców, ale także wzorem dla piłkarzy, przede wszystkim tych najmłodszych. Przepraszam całą społeczność Motor Lublin za cień, jaki swoim zachowaniem na nią rzuciłem. Postanowiłem oddać się do dyspozycji zarządu klubu – podkreślił.

Przeprosiny i deklaracje

Poinformował również, że zdaje sobie sprawę, że – jako osoba zapraszana do studia telewizyjnego w charakterze eksperta – powinien prezentować najwyższe standardy. „Przepraszam wszystkich telewidzów oraz współpracowników ze świata mediów, przede wszystkim ze stacji Canal+, za to, że zawiodłem ich zaufanie – zaznaczył.

„Rozumiem teraz, że konsekwencje mojego karygodnego zachowania mogły być znacznie gorsze. Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak jeszcze raz prosić o wybaczenie oraz szansę na naprawę szkód, które wyrządziłem. Deklaruję gotowość do złożenia wyczerpujących wyjaśnień wobec organów państwa polskiego oraz instytucji, z którymi, na co dzień współpracuję. Obiecuję również, że niezależenie od czekających mnie konsekwencji prawnych, w najbliższym czasie aktywnie włączę się w działania na rzecz propagowania trzeźwości kierowców oraz pomocy ofiarom wypadków drogowych. Wiem, że nie cofnie to czasu, ale być może pozwoli choć w części zadośćuczynić mojej głupocie oraz uchronić innych od błędu, który popełniłem” – oświadczył.

„Nie jestem w stanie wyrazić jak bardzo jest mi wstyd” – zakończył swoje przeprosiny. Według Kodeksu karnego za kierowanie w stanie nietrzeźwości grozi do dwóch lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

28-latek usłyszał zarzut zabójstwa partnerki

Mężczyzna został zatrzymany po pościgu w okolicy Elbląga, w trakcie którego spowodował kolizję z udziałem czterech aut – przekazała we wtorek rzeczniczka mazowieckiej policji podinsp. Katarzyna Kucharska. Jaki zarzuty zostały mu postawione?

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Kozienicach. W poniedziałek mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa. Dzisiaj będzie doprowadzony do sądu z wnioskiem o areszt. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności – przekazała PAP rzeczniczka policji.

Jak informowała wcześniej prokuratura, ciało 25-latki z ranami kłutymi klatki piersiowej znaleziono w sobotę w jednym z mieszkań w bloku przy ul. Kopernika w Kozienicach. W niedzielę wieczorem policja zatrzymała domniemanego sprawcę zabójstwa. To 28-letni mieszkaniec Kozienic, były partner kobiety.

We wtorek policja ujawniła szczegóły zatrzymania mężczyzny. Doszło do tego na drodze S7, kilka kilometrów za węzłem Elbląg Zachód w stronę Gdańska. 28-latek kierujący volvo nie zatrzymał się do kontroli drogowej, wówczas policjanci rozpoczęli pościg.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Celowo spowodował 90 kolizji

Policjanci zatrzymali 27-latka, który specjalnie doprowadzał do kolizji drogowych w Warszawie. Spowodował ich ok. 90. Następnie wymuszał pieniądze od uczestników kolizji za poniesione szkody. 27-letni warszawiak znalazł nietypowy sposób na wymuszanie pieniędzy. Policjanci z Komendy Stołecznej Policji ustalili, że w ciągu ostatniego pół roku celowo doprowadził do kilkunastu kolizji drogowych. Jego terenem działania była głównie Praga Północ.

Mężczyzna celowo powodował stłuczki z innymi samochodami. Następnie wymuszał od ich uczestników pieniądze na poczet strat wynikających z uszkodzenia pojazdów. W zamian obiecywał, że nie będzie powiadamiał policji.

– Jak ustalili pracujący nad sprawą policjanci, 27-latek działając w ten sposób, doprowadził do około 90 zdarzeń drogowych, które były celowe i zaplanowane – przekazała Edyta Adamus z Komendy Stołecznej Policji. Mężczyzna działał również na szkodę różnych towarzystw ubezpieczeniowych, bezprawnie ubiegając się o odszkodowania, które mu się nie należały. Ich łączna kwota mogła wynieść około 250 tys. złotych.

27- latek zatrzymali policjanci ze stołecznego wydziału do walki z przestępstwami gospodarczymi. Został objęty policyjnym dozorem. Mężczyzna odpowie za oszustwo. Grozi mu kara ośmiu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

Prokuratura sprawdzi nagrane materiały ze stacji paliw, na których był Kamil Durczok

Po naszym wczorajszym artykule prokuratura skontroluje zapisy z kamer na wszystkich stacjach, które w czasie pijackiego rajdu mijał Kamil Durczok (51 l.). Wczoraj ujawniliśmy, że na jednej z nich kupił setkę wódki. Działo się to niedługo przed tym, jak znany dziennikarz spowodował kolizję pod Piotrkowem Trybunalskim mając 2,6 promila alkoholu.

Prokuratura w Piotrkowie Trybunalskim nie chce zdradzać kulis tej sprawy. Jej rzecznik, prokurator Witold Błaszczyk, nie skomentował nam doniesień o nagraniu z monitoringu. Ale nieoficjalnie, od osób które pracują przy śledztwie, dowiedzieliśmy się, że podjęto działania w celu zabezpieczenia wszystkich monitoringów ze stacji z alkoholem na trasie, która pędził pijany Durczok. Przypomnijmy, że dziennikarz na podwójnym gazie jechał od brata z Władysławowa do Katowic. Po przejechaniu ok 400 km doprowadził do kolizji. Razem z nim była 20-latka, którą poznał niedawno pod Krakowem.

Wczoraj byliśmy na tej stacji. – Nie możemy nic powiedzieć – usłyszeliśmy jedynie od pracowników. Jednak starannie przyjrzeliśmy się temu miejscu. Jest tam zamontowanych wiele kamer. Ich zapis może okazać się kluczowy dla prokuratury. Kamery są skierowane na kasy, ale też na miejsca parkingowe obok budynku.

Około 30 min po wyjeździe ze stacji Durczok wjechał w pachołki na remontowanym odcinku autostrady A1. Został przebadany alkomatem. Wynik był szokujący, bo wskazał aż 2,6 promila! Dziennikarz tłumaczył śledczym, że rano wypił prawie dwa piwa i czuł się dobrze.

Prokuratura postawiła mu dwa zarzuty: jazdy pod wpływem alkoholu i możliwości spowodowania katastrofy lądowej. Grozi za to aż 12 lat więzienia. Ale ostatni zarzut może się nie utrzymać, wszak Durczok „tylko” pijany doprowadził do niegroźnej kolizji, a za to grozi „zaledwie” 3 lata za kratkami. Sąd uznał, że dziennikarz nie musi być aresztowany na czas wyjaśnienia sprawy. Prokuratura odwołała się od tej decyzji.

Prokurator Witold Błaszczyk, rzecznik prokuratury w Piotrkowie Trybunalskim, powiedział nam, że jeśli okaże się, że Durczok spożywał alkohol w czasie jazdy, to może mieć to wpływ na wymiar kary. Dodaje też, że nie ma żadnych informacji na temat tego, żeby w samochodzie dziennikarza znaleziono puste butelki po alkoholu.
Źródło info i foto: se.pl

Sąd nie umieścił Kamila Durczoka w areszcie

Kamil Durczok, który w piątek spowodował kolizję na autostradzie A1, prowadząc samochód pod wpływem alkoholu, na razie nie trafi do aresztu – informuje Wirtualna Polska. Dziennikarz zgodził się na publikację jego wizerunku.

Wniosek o tymczasowe aresztowanie Durczoka, któremu za spowodowanie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym oraz kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości grozi więzienie oraz grzywna, wpłynął do sądu rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim w niedzielę.

W poniedziałek decyzja sądu ws. aresztu została jednak przełożona – i dziennikarz, zatrzymany po wypadku – wychodzi na wolność. Po posiedzeniu sądu Durczok przeprosił swoich bliskich za swoje zachowanie.

Kolizja z udziałem samochodu Durczoka miała miejsce ok. 13 na autostradzie A1, w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. Samochód prowadzony przez Durczoka, który w wydychanym powietrzu miał 2,6 promila alkoholu (takie informacje przekazała policja), w pewnym momencie wypadł z pasa ruchu i staranował barierki na autostradzie.

Kamil Durczok to były dziennikarz TVP, wieloletni prowadzący „Faktów” w TVN, w ostatnim czasie prowadził program publicystyczny w Polsat News.
Źródło info i foto: rp.pl

Budapeszt: Areszt dla kapitana statku turystycznego, który uczestniczył w kolizji

Węgierski sąd zatwierdził w sobotę decyzję prokuratury o aresztowaniu na okres 30 dni ukraińskiego kapitana statku turystycznego Viking Sigyn, który zderzył się w środę na Dunaju w Budapeszcie ze statkiem spacerowym, powodując jego natychmiastowe zatonięcie.

Na pokładzie znacznie mniejszej od Viking Sigyn spacerowej jednostki Hableany (Syrena) było łącznie 35 ludzi: 33-osobowa grupa turystyczna z Korei Południowej oraz dwuosobowa węgierska załoga. Siedem osób uratowano, ciała siedmiu innych już odnaleziono, a poszukiwania 21 pozostałych trwają.

Pochodzący z Odessy ukraiński kapitan został zatrzymany jeszcze w czwartek. W sobotnim orzeczeniu sąd dał mu możliwość wyjścia na wolność za kaucją w wysokości 15 mln forintów (198 tys. złotych) bez prawa opuszczania Budapesztu i z obowiązkiem noszenia bransoletki elektronicznej. Jednak prokuratura zgodę na kaucję zaskarżyła.

Węgierska policja poinformowała w sobotę, że zidentyfikowano zwłoki wszystkich siedmiu południowokoreańskich ofiar wypadku, ale nie podała ich personaliów. „Mogliśmy tego dokonać wykorzystując odciski ich palców i dłoni oraz fotografie pokazane członkom rodzin ofiar, którzy zidentyfikowali swych bliskich” – powiedział policyjny rzecznik Kristof Gal.

Poszukiwania zaginionych mają być kontynuowane
Jak podała południowokoreańska agencja Yonhap powołując się na węgierskie władze, poszukiwania zaginionych mają być kontynuowane na powierzchni Dunaju na odcinku 50 kilometrów w dół od miejsca wypadku. W tym celu lokalne władze udostępniły łodzie także ekipom południowokoreańskim. Warunki hydrologiczne są nadal trudne, ale południowokoreańscy i węgierscy nurkowie spodziewają się, że w poniedziałek lub nawet wcześniej będą mogli ruszyć do akcji pod wodą.

Noszący szwajcarska banderę Viking Sigyn, który nie doznał w kolizji większych szkód, jeszcze w piątek przed południem wyruszył z Budapesztu w dalszy rejs. Należący do spółki Viking Cruises z siedzibą w Bazylei statek może zabierać na pokład do 190 pasażerów, a poziomem komfortu nie odbiega od luksusowych hoteli. Do służby wszedł dopiero w bieżącym roku.

Adwokat zatrzymanego kapitana Gabor Elo oświadczył, że nie ma podstaw, by uważać jego klienta za podejrzanego o spowodowanie kolizji, a rzeczywistym motywem aresztowania jest wyłącznie to, iż jest on obywatelem Ukrainy. Powiedział, że aresztantowi, zgodnie z węgierskim prawem nazywanemu tylko Jurijem C. z Odessy, „jest bardzo przykro z powodu uwikłania w wypadek, w którym tak wielu ludzi straciło życie lub zaginęło”.

„Nie popełnił żadnego błędu nawigacyjnego”

„Nie popełnił żadnego błędu nawigacyjnego. W obecnym postępowaniu zabrakło wielu danych, co nie pozwala nam na stwierdzenie, kto i w jakim stopniu jest winien. Czy był to kapitan lub ktoś inny, czy zadziałały tam czynniki zewnętrzne?” – formułuje swe wątpliwości Elo.

Dotychczasowe wysiłki w celu wydobycia wraku statku Hableany, w którego wnętrzu znajdują się zapewne ciała niektórych ofiar, nie przyniosły żadnego rezultatu ze względu na wezbranie wód Dunaju i przyspieszenie jego prądu. Węgierski państwowy zarząd wodny podał w swym komunikacie, że fala kulminacyjna minie Budapeszt jeszcze w sobotę, a poziom Dunaju powinien się potem obniżyć z obecnych blisko 6 metrów do około 4 metrów w połowie przyszłego tygodnia, co ułatwiłoby prace przy wraku.
Źródło info i foto: interia.pl

Auto, którym Włodzimierz Cimoszewicz potrącił rowerzystkę nie miało aktualnych badań technicznych?

Samochód, którym były premier potrącił rowerzystkę na pasach, miał nie mieć aktualnych badań technicznych – twierdzi Piotr Nisztor. Włodzimierz Cimoszewicz tuż po wypadku tłumaczył się, że sprawa może mieć związek z jego chorobą nowotworową.

Jak poinformował Piotr Nisztor auto, którym Włodzimierz Cimoszewicz potrącił 70-latkę, nie miało aktualnych badań technicznych. Dziennikarz śledczy współpracuje z „Gazetą Polską Codziennie” i portalem niezależna.pl. Były premier w sobotę potrącił w Hajnówce (woj. podlaskie) na przejściu dla pieszych rowerzystkę.

Kobieta została ranna i trafiła do szpitala. Doznała obrażeń nogi. Zarówno poszkodowana jak i były premier w momencie zdarzenia byli trzeźwi. Policjanci ustalają dokładne przyczyny i okoliczności wypadku. Polityk tuż po potrąceniu wydał oświadczenie, w którym opowiedział o szczegółach kolizji.

Jak przekonuje jechał z niewielką prędkością i udzielił rowerzystce natychmiastowej pomocy. Przyznaje, że przyczyną zdarzania mogło być rozkojarzenie z powodu otrzymania informacji o wykryciu u niego choroby nowotworowej. Dodatkowo miał jechać pod słońce. Cimoszewicz wyraził również ubolewanie z powodu kolizji i przekazał rowerzystce wyrazy współczucia.
Źródło info i foto: wp.pl

Kierowca potrącił 22-latka i uciekł z miejsca wypadku. Poszkodowany poprosił o pomoc na FB. 59-letni sprawca został zatrzymany

Potrącił 22-latka i uciekł. Chłopak na FB poprosił o pomoc. Kierowca został zatrzymany. 22-letni mieszkaniec Krakowa został potrącony przez samochód. Kierujący pojazdem uciekł z miejsca zdarzenia. Chłopak prosił o pomoc w ustaleniu tożsamości sprawcy w mediach społecznościowych. W czwartek małopolska policja zatrzymała podejrzanego.

Do wypadku doszło 29 grudnia 2018 roku pół godziny po północy na oznakowanym przejściu dla pieszych na ul. św. Gertrudy w Krakowie. 22-letniego Kacpra potrącił samochód marki Mercedes. Sprawca uciekł z miejsca wypadku, nie wzywając policji ani nie udzielając poszkodowanemu pomocy. Policję o zdarzeniu poinformowali świadkowie.

Potrącony doznał rozległych obrażeń ciała i trafił do szpitala. O pomoc prosił za pośrednictwem Facebooka. „Jeśli ktoś posiada konkretne informacje na temat zbiegłego kierowcy z miejsca zdarzenia, szczegóły istotne w sprawie, coś wiecie, widzieliście zdarzenie (jako świadek) proszę o kontakt z I Komisariatem Policji (…) albo najbliższej jednostce policji [pis. oryg.]” – napisał w apelu.

Policja zatrzymała podejrzanego

Funkcjonariusze z małopolskiej policji zatrzymali podejrzanego mężczyznę 3 stycznia w miejscu jego zamieszkania. „Na podstawie nagrania kryminalni wytypowali pojazd a następnie ustalili jego właściciela a zebrane dodatkowe informacje wskazały na jego udział w przedmiotowym zdarzeniu” – czytamy w oficjalnym komunikacie policji.

Samochód podejrzanego 59-latka został zabezpieczony. Wkrótce zostanie poddany szczegółowym oględzinom. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Grozi mu do 4,5 roku pozbawienia wolności oraz wieloletni zakaz prowadzenia pojazdów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl