Jest wniosek do prokuratury ws. Stanisława Dziwisza

Komisja ds. pedofili informuje, że „skierowała we własnym zakresie zawiadomienie i wniosek o przeprowadzenie postępowania” w sprawie czterech hierarchów – Tadeusza Rakoczego, Stanisława Dziwisza, Romana Pindla i Piotra Gregera. Chodzi o podejrzenie niezawiadomienia organów ścigania o przestępstwie.

Pismo w tej sprawie otrzymał Janusz Szymik, który w latach 80. był wykorzystywany seksualnie przez ks. Jana Wodniaka, proboszcza w Międzybrodziu Bialskim (województwo śląskie). List, który otrzymała także Gazeta.pl, dotyczy zarejestrowaniu dwóch zgłoszeń w sprawie popełnienia przestępstwa z art. 240 par. 1 k.k. Chodzi o przepis dotyczący niezawiadomienia organów o możliwości popełnienia przestępstwa.

Zawiadomienie w komisji złożył mecenas Artur Nowak, pełnomocnik Janusza Szymika. „Komisja […] przekazała ww. zgłoszenia w dniu 2 marca 2021 do Zastępcy Prokuratora Generalnego” – czytamy. Dalej w piśmie poinformowano, że komisja „skierowała we własnym zakresie zawiadomienie i wniosek o przeprowadzenie postępowania w sprawie podejrzenia popełnienia przez Tadeusza Rakoczego, Stanisława Dziwisza, Romana Pindla i Piotra Gregera czynów stypizowanych w przepisie art. 240 par. 1 k.k.”.

„Wreszcie komisja może kierować wnioski do prokuratury”

– Wreszcie komisja może kierować wnioski do prokuratury, może występować w tej sprawie jako oskarżyciel posiłkowy i może, ze mnie przynajmniej, zdjąć część obowiązku udowadniania, że te rzeczy się w przeszłości wydarzyły i ci hierarchowie przez tyle lat nic z tą sprawą nie robili, cały czas ją ukrywając poprzez brak swojego działania – powiedział w TVN24 Janusz Szymik. – Uważam, że komisja działa, jak na komisję, szybko i sprawnie. Zdążyła przeanalizować moje materiały, które przedstawiłem i zdążyła wyciągnąć wnioski, że zachodzi uzasadnione podejrzenie naruszenia przepisu artykułu 240 Kodeksu karnego przez wymienionych przeze mnie hierarchów – dodał. Jak podkreślił, daje państwowej komisji „kredyt zaufania”. – Widzę, że wszyscy, co do których mam żal, że we właściwym czasie nie zachowali się jak ludzie sumienia i nie wdrożyli odpowiednich procedur, będą pociągnięci przed oblicze komisji w celu złożenia stosownych wyjaśnień w tym zakresie – przyznał.

Biskup Tadeusz Rakoczy w latach 1992-2013 kierował diecezją bielsko-żywiecką. Od 2013 r. jest biskupem seniorem. Z relacji Szymika wynika, że bp Rakoczy dowiedział się o przestępstwach seksualnych, których dokonał ks. Janusz Wodniak już w 1993 roku.

Roman Pindel jest obecnym biskupem diecezji bielsko-żywieckiej, natomiast Piotr Greger jest biskupem pomocniczym diecezji. W przeszłości przesłuchiwał m.in. Janusza Szymika w postępowaniu dotyczącym ks. Wodniaka. Szymik uważa, że również kard. Stanisław Dziwisz wiedział o sprawie. W 2012 roku miał go poinformować o niej ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Kard. Dziwisz mówił w październiku ubiegłego roku w TVN24, że proponował Szymikowi spotkanie. Według ofiary ks. Wodniaka do dzisiaj spotkanie się nie odbyło.

„Wtórna wiktymizacja”

– Wieloletnie przewlekanie tej sprawy przez biskupa Rakoczego i kardynała Dziwisza z dzisiejszego punktu widzenia zrobiło mi większą krzywdę niż rzeczywisty okres wykorzystywania seksualnego. Gdyby w 1993 roku biskup podjął stosowne działania i odsunął sprawcę od urzędu i gdyby nie wymuszono na mnie wtedy wycofania zawiadomienia z prokuratury, Wodniak zostałby zapewne skazany prawomocnym wyrokiem. Nie byłoby dalszych ofiar i całego postępowania, które dla mnie było wtórną wiktymizacja – mówił w Gazeta.pl Janusz Szymik.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dokumenty z okresu II wojny światowej wystawione na sprzedaż na jednym z portali. Jest śledztwo

Dokumenty wytworzone w latach 1939 – 1944, m.in. przez organy okupacyjne państwa niemieckiego w okresie II wojny światowej zabezpieczyli policjanci wydziału kryminalnego i dochodzeniowo-śledczego Komendy Stołecznej Policji. Na jednym z portali oferował je do sprzedaży mieszkaniec Bielan. Śledztwo w tej sprawie jest prowadzone przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu przy Instytucie Pamięci Narodowej.

Wspólne działania prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie oraz funkcjonariuszy Komendy Stołecznej Policji doprowadziły do odzyskania blisko 300 dokumentów, wytworzonych w latach 1939 – 1944 przez niemieckie władze okupacyjne w Łodzi, które znajdowały się w posiadaniu osób nieuprawnionych i usiłowano je sprzedać.

Działania zmierzające do ustalenia miejsc ukrycia owych dokumentów, a następnie ich odzyskania podjęto w śledztwie Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie, prowadzonym w sprawie uchylania się od przekazania Instytutowi Pamięci Narodowej posiadanych bez tytułu prawnego dokumentów archiwalnych z okresu II wojny światowej i zostały wykonane przez funkcjonariuszy Komendy Stołecznej Policji w Warszawie.

Jak ustalili śledczy, wśród dokumentacji znajdują się odręczne zapiski, maszynowe dokumenty, skoroszyty zawierające plany konstrukcyjne – techniczne różnego rodzaju maszyn sporządzone w języku niemieckim.

Dokumenty za kwotę 59 tysięcy złotych oferował do sprzedaży na jednym z portali internetowych mieszkaniec Bielan. Mężczyzna miał zakupić materiały archiwalne na jednym z warszawskich targowisk.

Zabezpieczone dokumenty zawierają informacje o działaniach niemieckich władz okupacyjnych w Łodzi wymierzonych przeciwko obywatelom polskim w latach 1939 – 1944 oraz o stratach i szkodach poniesionych przez Naród Polski w latach II wojny światowej. Będą miały zatem istotne znaczenie dla badań nad okresem najnowszej historii Polski.

Czyn stanowiący podstawę wszczęcia śledztwa i przeprowadzenia czynności zatrzymania rzeczy, połączonych z przeszukaniami, określony w art. 54 ust. 2 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, jest zagrożony karą pozbawienia wolności do lat 8.
Źródło info i foto: Policja.pl

Państwo komisja ds. pedofilii wciąż nie ma pieniędzy by ruszyć

Państwowa komisja do spraw pedofilii otrzyma z budżetu środki na swoją działalność, kiedy będzie gotowy jej statut – tak wyjaśnia opóźnienie w jej finansowaniu Kancelaria Premiera. Istniejąca od dwóch miesięcy komisja nadal nie ma siedziby ani pracowników, i wciąż czeka na pieniądze.

Opóźnienie finansowania to kolejne tygodnie zwłoki w uruchomieniu komisji. Wszystkie one składają się już na długie miesiące, bo gdyby nie opieszałość urzędników powołujących członków komisji, od dawna mogła się ona już zajmować przypadkami molestowania małoletnich.

Dwa miesiące od zaprzysiężenia komisja zebrała się tylko dwa razy, bo rząd aż sześć tygodni tworzył rozporządzenie dotyczące jej urzędu. W ubiegłym tygodniu członkowie komisji dowiedzieli się, że stracili trzy z ośmiu milionów wstępnie przewidzianych na utrzymanie urzędu, a planowaną na 44 liczbę etatów jej pracowników obcięto do 30.

Co więcej, przelew środków rząd uzależnia od opracowania przez komisję statutu, a z jego przygotowaniem komisja z kolei czekała na rozporządzenie rządu. Wygląda na to, że Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak oceniając, że jeśli urząd komisji ds. pedofilii ruszy w ciągu półtora miesiąca, rzeczywiście będzie to duże osiągnięcie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Agnieszka Rękas wybrana członkiem Państwowej Komisji ds. pedofilii

W czwartkowym (2 lipca) głosowaniu Senat wybrał Agnieszkę Rękas na członka Państwowej Komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15.

Zgodnie z ustawą, która weszła w życie we wrześniu ubiegłego roku, komisja do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15 ma być organem „niezależnym od innych organów władzy państwowej” i składać się z siedmiu członków: trzech powołanych przez Sejm większością trzech piątych głosów, jednego powołanego przez Senat również większością trzech piątych głosów oraz po jednym członku powołanym przez: premiera, prezydenta i Rzecznika Praw Dziecka.

Powołana w czwartek przez Senat na członka tej komisji Agnieszka Rękas została zgłoszona przez senatorów KO, PSL i senatorów niezależnych; jest sędzią w stanie spoczynku. Wcześniej była sędzią w Sądzie Rejonowym, następnie w Sądzie Okręgowym w Częstochowie. Orzekała w Wydziale Karnym i Wydziale Karnym Odwoławczym. Była prekursorem mediacji w Polsce. Była też doradcą, a następnie głównym konsultantem do spraw prawnych Rzecznika Praw Dziecka, gdy funkcję tę pełnił Marek Michalak.

Na liście kandydatów zgłoszonych do Senatu, oprócz Rękas, byli również: Adam Czarnecki zgłoszony przez Stowarzyszenie „Możesz” na rzecz psychoprofilaktyki i rozwoju dzieci i młodzieży z siedzibą w Piastowie oraz Marian Jagielski zgłoszony przez Naczelną Radę Adwokacką. Agnieszka Widera-Wysoczańska zgłoszona przez Stowarzyszenie Pomocy Kobietom i Matkom „Eurydyka” zrezygnowała „z przyczyn osobistych” z kandydowania na stanowisko w trakcie czwartkowego posiedzenia Senatu – poinformował marszałek izby Tomasz Grodzki.

Dotychczas swoich przedstawicieli do komisji powołali prezydent – Justynę Kotowską, premier – Elżbietę Malicką oraz Rzecznik Praw Dziecka – Błażeja Kmieciaka.

W połowie czerwca sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka zarekomendowała wszystkich zgłoszonych do Sejmu kandydatów do komisji. Spośród nich Sejm wybierze trzech.

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział powstanie państwowej komisji do badania przypadków pedofilii w maju ubiegłego roku po premierze filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, w którym przedstawione zostały przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich przez osoby duchowne.
Źródło info i foto: interia.pl

Francja: 3 tys. ofiar księży pedofilów w latach 1950-70. Cząstkowy raport komisji

Komisja ds. pedofilii w Kościele zidentyfikowała na obecnym etapie prac 3 tys. ofiar. Większość przestępstw popełniono w latach 1950-70 przez 1,5 tys. księży – powiedział dziennikowi „Le Figaro” przewodniczący komisji Jean-Marc Sauve.

– Nigdy nie jest wystarczająco dużo, aby mówić o przemocy, jakiej doświadczyły dzieci w Kościele katolickim oraz we wszystkich innych kręgach francuskiego społeczeństwa; rodzinach, instytucjach publicznych i prywatnych – stwierdził Sauve na łamach czwartkowego dziennika „Le Figaro”.

Sauve przewodniczy Niezależnej Komisji ds. Seksualnego Wykorzystywania w Kościele (CIASE) od 2018 roku. Komisja rozpoczęła pracę w listopadzie 2018 roku, a zakończenie jej działania planowane jest na październik 2021 roku.

Komisja wystosowała apel o składanie zeznań ma temat przestępstw pedofilii. Od czasu powstania komisja zarejestrowała około 5,3 tys. skarg. Komisja zaprezentowała w środę w Zgromadzeniu Narodowym sprawozdanie z postępu swoich prac.

„Czas ujawnić ukrytą stronę naszego społeczeństwa ”

W sprawozdaniu zidentyfikowano 3 tys. ofiar pedofili oraz 1,5 tys. księży – pedofilów. 2/3 przestępstw popełniono w latach 1950-70. Około 5 proc. zeznań dotyczy lat 90-tych i późniejszych.

– Wykorzystywanie seksualne jest wszędzie – stwierdził Sauve, dodając, że „czas ujawnić ukrytą stronę naszego społeczeństwa i oddać sprawiedliwość cierpieniom wykorzystywanych dzieci”. Sauve opowiada się również za utworzeniem krajowej komisji ds. wykorzystywania seksualnego w rodzinach oraz w instytucjach prywatnych i publicznych.

Przewodniczący przyznał, że widział wiele rzeczy w swojej karierze, ale podczas prac nad raportem doznał „osobistego szoku” podczas słuchania bezpośrednich zeznań setek ofiar i skalą „zniszczeń spowodowanych wykorzystywaniem ofiar, w ich życiu”. Sauve uważa jednak, że „obserwujemy spadek, ale nie zanik tego zjawiska”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Co z państwową komisją dotyczącą pedofilii w Kościele?

Choć od ośmiu miesięcy formalnie funkcjonuje państwowa komisja ds. wyjaśnienia przypadków molestowania nieletnich oraz urząd ją obsługujący, to do tej pory rząd nie powołał ani jednego członka. Politycy obozu rządzącego, którzy zapewniali, że zajmą się problemem pedofilii na poważnie, powołali komisję widmo i zamietli sprawę pod dywan. I trudno oczekiwać, że ten zespół zacznie kiedykolwiek działać.

Morawiecki: ani mundur, ani koloratka…

– Zdecydowaliśmy o powołaniu państwowej komisji do zbadania wszelkich przypadków pedofilii – mówił w maju ub.r., krótko po premierze filmu „Tylko nie mów nikomu” premier Mateusz Morawiecki, podkreślając, że nikt nie uniknie odpowiedzialności za czyny pedofilskie.

– Ani mundur, ani koloratka, ani fartuch lekarski, ani waciak, ani Nagroda Nobla, ani żadne inne tytuły, czy stroje nie mogą służyć jako zasłona dymna – zapewniał wówczas premier, wskazując, że pedofilia nie jest jedynie problemem Kościoła i osób duchownych, lecz całego społeczeństwa.

Jednak na szumnych zapowiedziach rządzących podjęcia skutecznej walki z molestowaniem nieletnich się skończyło.

PR-owe alibi dla rządzących

Co z tego, że zaostrzono przepisy karne i przyjęto ustawę powołującą specjalną państwową komisję do badania spraw pedofilii, skoro jej działania zostały ewidentnie storpedowane. Można odnieść wręcz wrażenie, że ta komisja nigdy nie miała rozpocząć swojego funkcjonowania. Miała być jedynie PR-owym alibi dla partii rządzącej, by nikt nie mógł powiedzieć, że nic w tej sprawie nie zrobiono.

Reakcja na film Sekielskich

Prace nad ustawą powołującą komisję ds. pedofilii rozpoczęły się w Kancelarii Premiera pod okiem wicepremiera Jacka Sasina w reakcji na gorącą dyskusję, jaką wywołał ubiegłoroczny film braci Sekielskich pt. „Tylko nie mów nikomu”.
Została ona uchwalona wręcz w błyskawicznym tempie, nie zważając na uwagi m.in. Sądu Najwyższego, Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka, czy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, które zwracały uwagę na niejasności uprawnień komisji, dublowanie kompetencji komisji i które zgłaszały zastrzeżenia konstytucyjne związane z umieszczaniem przez komisję podejrzanych w rejestrze przestępców seksualnych.

Duże uprawnienia komisji

Jak wskazano już na początkowym rządowym etapie tworzenia ustawy, celem państwowej komisji miało być wyjaśnienie przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich we wszystkich środowiskach społecznych. Do zadań komisji – według ustawodawcy – należeć ma m.in. wskazywanie zaniedbań i zaniechań instytucji państwowych, organizacji pozarządowych, podmiotów i instytucji prowadzących działalność kulturalną, wypoczynkową, wychowawczą, opiekuńczą oraz edukacyjną.

Ponadto komisja otrzymała uprawnienia do informowania organów śledczych o podejrzeniu popełnienie przestępstwa pedofilii, a także o możliwych przypadkach zaniechania lub zatajania tego rodzaju przestępstw. Członkowie komisji otrzymali także uprawnienia do wydawania postanowień o wpisie do państwowego rejestru sprawców na tle seksualnym.

Według uchwalonej ustawy Komisja miała liczyć siedem osób i być całkowicie niezależna od innych organów państwowych.

Nieposzlakowani członkowie

Jej członkowie powinni cieszyć się nieposzlakowaną opinią, nie być politykami, oraz posiadać w najwyższym stopniu wiedzę merytoryczną i bogate doświadczenie zawodowe.

Wśród podmiotów, które mogły zgłaszać kandydatów na członków Komisji, wskazano w ustawie: Naczelną Radę Adwokacką, Krajową Radę Radców Prawnych, Krajową Radę Sądownictwa, Krajową Radę Prokuratorów, Naczelną Izbę Lekarską, Krajową Izbę Psychologów oraz organizacje pozarządowe, których zadania statutowe przez co najmniej dwa lata obejmowały działania związane z prawami dzieci, w tym szczególnie związane z ochroną i przeciwdziałaniem przemocy seksualnej.

Członkowie komisji mieli zostać wybrani przez Sejm (trzech – większością 3/5 głosów), Senat (jeden – większością 3/5 głosów), prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka.

Dlaczego komisja nie działa? Państwo nie potrafi wyjaśnić

Dość szybko okazało się, że nie ma politycznej woli, aby tę procedurę przeprowadzić, a państwowe instytucje w korespondencji z Onetem nie potrafią wyjaśnić, dlaczego po upływie tylu miesięcy komisja wciąż nie może rozpocząć działalności.

„Do Kancelarii Sejmu jak dotąd nie wpłynęły formalne kandydatury do uczestnictwa w Komisji wskazanej w zapytaniu. Złożona została inicjatywa uchwałodawcza (druk 270) grupy posłów w celu zmiany regulaminu Sejmu, co jest niezbędne do powołania Komisji. Marszałek Sejmu nadała inicjatywie bieg i w marcu br. skierowała ją do I czytania w Komisji Regulaminowej, Spraw Poselskich i Immunitetowych. Obecnie ze względu na koronawirusa i aktualne priorytety działania Parlamentu, prace zostały wstrzymane” – odpowiedziała nam kancelaria Sejmu, w korespondencji datowanej na 14 maja.

Z tymi samymi pytaniami zwróciliśmy się także do Kancelarii Senatu, która w przesłanej odpowiedzi poinformowała, że do tej pory trzy podmioty zgłosiły kandydatów na członków Państwowej Komisji ds. wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej 15 lat. Uczyniły to: Naczelna Rada Adwokacka, Fundacja Opowiemy Wszystkim oraz Fundacja Arrow-Instytut Przywództwa. Jak podkreśla Kancelaria Senatu, „przeprowadzenie wyboru kandydata do przywołanej Komisji wymaga zmiany Regulaminu Senatu”.

Zmiana została zaproponowana w projekcie uchwały, który senackie komisje przyjęły w dniach 25 lutego i 10 marca. Projekt ten czeka obecnie na dopuszczenie pod obrady na posiedzeniu plenarnym Senatu. Dlaczego przez osiem miesięcy Senat nie był w stanie zmienić swojego regulaminu? To pytanie pozostaje, jak na razie bez odpowiedzi.

Kancelarie premiera i prezydenta milczą

Z kolei wody w usta nabrała Kancelaria Premiera, która w odpowiedzi na nadesłane pytania zacytowała nam treść ustawy, powołującej komisję. I przyznała jednocześnie, że 26 września ub.r. zarówno państwowa komisja, jak i obsługujący ją urząd zostały powołane i formalnie funkcjonują. Na pytania, ile osób zatem urząd zatrudnia, jakim dysponuje budżetem oraz gdzie się mieści siedziba urzędu, KPRM od tygodni milczy.

Na pytania Onetu nie odpowiedziała w ogóle Kancelaria Prezydenta.

Rzecznik Praw Dziecka prowadzi konsultacje

Z pytaniami zwróciliśmy się także do Rzecznika Praw Dziecka, czyli do instytucji powołanej w polskim porządku prawnym właśnie do ochrony praw nieletnich. W odpowiedzi czytamy, że Rzecznik Praw Dziecka wciąż prowadzi konsultacje w sprawie wyboru kandydata. „Jak tylko zostanie wyłoniony kandydat, Rzecznik Praw Dziecka poinformuje o tym opinię publiczną” – podkreślono.

Politycy władzy rozkładają ręce

Wielu polityków z kręgów władzy w rozmowach z Onetem bezradnie rozkładało ręce, wskazując na zapisy w ustawie, które nie określają żadnych terminów zgłaszania członków, czy ich powołania.

Autorzy jednak nie zapomnieli dość szczegółowo rozpisać założeń finansowych, według których roczne wynagrodzenie członków komisji kosztowałoby podatnika ok. 1 mln zł, a powołany specjalny urząd tylko w pierwszym roku otrzymał 8 mln zł na swoją działalność. Zatrudniać miałby on w sumie 44 pracowników: dyrektora, zastępcę, 32 pracowników merytorycznych, 4 pracowników administracji, 4 sekretarki i 2 kierowców.

Jak pisał dziennik „Rzeczpospolita”, wynagrodzenie dyrektora określono na 13 tys. zł brutto, zastępcy na 11 tys. zł, pracowników merytorycznych i administracyjnych oraz kierowców średnio na 9 tys. zł, a sekretarek na 5,5 tys. zł. Łącznie na wynagrodzenia przewidziano 4,6 mln zł oraz 1 mln zł na dodatki motywacyjne.

– Ta komisja powinna już dawno funkcjonować. Ta sprawa jeszcze przysporzy nam wielu kłopotów i będzie dużym wyrzutem sumienia dla całej Zjednoczonej Prawicy – mówi Onetowi jeden z liderów koalicji rządzącej.

Tego się nie da zamieść pod dywan

Mimo tej świadomości w obozie władzy, zarówno Sejm, jak i Senat, prezydent, premier i Rzecznik Praw Dziecka od miesięcy świadomie blokują prace komisji. A przecież deklarację współpracy z nią złożyli przedstawiciele Kościoła w Polsce, w tym m.in. prymas abp Wojciech Polak.

Dzieje się tak zapewne nie bez powodu, a dobro dzieci, które rok temu było na ustach wszystkich polityków dobrej zmiany, szybko przestało być politycznie potrzebne tak, jak uchwalone martwe prawo. Ale tego problemu, jakim jest pedofilia, której sprawcami są nie tylko duchowni, lecz i świeccy nie da się zwyczajnie zamieść pod dywan.
Źródło info i foto: onet.pl

Kościelna komisja zbada zarzuty wobec ks. Henryka Jankowskiego

Metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź powołał na życzenie Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie komisję, która zbada zarzuty stawiane zmarłemu w lipcu 2010 r. ks. prałatowi Henrykowi Jankowskiemu. Dotyczą one wykorzystywania seksualnego nieletnich.

O tym, że w gdańskiej kurii zostanie powołana kościelna komisja, dowiedziała się Barbara Borowiecka, którą jako dziecko miał molestować prałat Jankowski. 17 kwietnia otrzymała ona pismo z kurii archidiecezji gdańskiej. Jej kanclerz, ks. Rafał Dettlaff, poinformował w nim, że Nuncjatura Apostolska w Warszawie „uznając, iż zasadnym jest wyjaśnienie sprawy ks. Jankowskiego w trybie przewidzianym przez wytyczne Konferencji Episkopatu Polski”, zwróciła się do metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia.

Zostanie powołana komisja wyjaśniająca sprawę wieloletniego proboszcza kościoła św. Brygidy. Jak tłumaczy w liście ks. Dettlaff, jej zadaniem będzie „jedynie zebranie informacji, w aspekcie historycznym, a także moralnym, dotyczących zarzutów stawianych ks. Henrykowi Jankowskiemu”, zaś „zgromadzony materiał zostanie przekazany Nuncjaturze Apostolskiej w Warszawie”.

Kanclerz kurii przypomniał, że zgodnie z orzeczeniem Kongregacji Nauki Wiary, niemożliwe jest rozpoczęcie postępowania karnego wobec zmarłego prałata.

O sprawie jako pierwszy poinformował serwis internetowy kwartalnika „Więź”. Barbara Borowiecka była bohaterką reportażu Bożeny Aksamit „Sekret św. Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?” opublikowanego w grudniu 2018 r. w „Dużym Formacie”, magazynie „Gazety Wyborczej”. Borowiecka twierdziła w reportażu, że padła ofiarą przemocy seksualnej ze strony ks. Jankowskiego.

Po publikacji materiału kobieta zgłosiła sprawę do gdańskiej kurii, ale nie otrzymała żadnej odpowiedzi. W marcu złożyła do Sądu Okręgowego w Gdańsku pozew przeciwko kurii. Kobieta domaga się przeprosin i pół miliona złotych zadośćuczynienia.

W lutym 2019 r., po oskarżeniach kapelana Solidarności o wykorzystywanie seksualne nieletnich, trzej mężczyźni przewrócili pomnik prałata Henryka Jankowskiego stojący na skwerze niedaleko kościoła świętej Brygidy. Prokuratura złożyła w sądzie akt oskarżenia przeciwko nim. Mężczyzn oskarżono o znieważenie pomnika i uszkodzenie mienia, za co grozi do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest zawiadomienie CBA do prokuratury ws. jednej z działek Mariana Banasia

Warszawa, 27.11.2019. Prezes Najwy¿szej Izby Kontroli Marian Banaœ podczas posiedzenia Sejmowej Komisji ds. Kontroli Pañstwowej, 27 bm. w Warszawie. Komisja zajmuje siê zaopiniowaniem wniosków Prezesa NIK o powo³anie na stanowiska wiceprezesów NIK Tadeusza Dziuby i Marka Opio³y. (mm/doro) PAP/Mateusz Marek

CBA odkryło, że gminna spółka przepłaciła za działkę, którą kupiła od Mariana Banasia, niemal ćwierć miliona złotych. I zawiadomiło prokuraturę – pisze środowa „Rzeczpospolita”.

„Śledztwo dotyczące nieprawidłowości w majątku obecnego prezesa NIK rozszerzono o sprawę sprzedaży przez niego działki w Myślenicach, której pozbył się, wchodząc jako wiceminister finansów do rządu Beaty Szydło” – ustaliła nieoficjalnie „Rzeczpospolita”.

Jak pisze „Rz”, chodzi o grunt, który w grudniu 2016 r. kupiła od Mariana Banasia samorządowa spółka – Myślenicka Agencja Rozwoju Gospodarczego (MARG).

„Według CBA przepłaciła ok. 220 tys. zł. O działce w Myślenicach, którą Marian Banaś zakupił w 2006 r., reportaż jesienią ub. roku zrobił TVN. Stacja pokazała jedynie, jakie wątpliwości wzbudziła zmieniająca się powierzchnia działki w kolejnych oświadczeniach majątkowych. Początkowo Marian Banaś podawał, że ma ona 36 arów powierzchni, ale w oświadczeniu za rok 2015 napisał, że jest dziesięć razy mniejsza” – czytamy. Jak dodano, w reportażu wspomniano także o sprzedaży tej działki MARG.

Dziennik podaje, że CBA w postępowaniu kontrolnym nie mogło badać szczegółowo tego wątku, ale w śledztwie już tak. „Ustalono, że samorządowa agencja przepłaciła za działkę – operat szacunkowy, jaki zlecono w ubiegłym roku po zmianie władzy w Myślenicach dotyczący działki Banasia, określał jej wartość na zaledwie 437 tys. zł i to po rekordowym skoku cen nieruchomości w ciągu ostatnich trzech lat” – czytamy.

„Rz” wskazuje, że ówczesny wiceminister finansów i szef KAS sprzedał grunt samorządowej Agencji trzy lata wcześniej za 650 tys. zł. „Daniel Piskorski, wtedy prezes MARG, tłumaczył, że to wyjątkowa promocja i niebywała okazja” – pisze „Rz”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Malta. Rodzina zamordowanej dziennikarki sprzeciwia się składowi komisji badającej sprawę

Rodzina zamordowanej maltańskiej dziennikarki Daphne Caruany Galizii protestuje przeciwko składowi komisji powołanej przez premiera Josepha Muscata do przeprowadzenia niezależnego publicznego dochodzenia w sprawie tego, czy rząd mógł zapobiec zabójstwu. Caruana Galizia, która pisała o korupcji wśród maltańskich polityków, zginęła w zamachu bombowym przed swoim domem w październiku 2017 roku.

Zarzut morderstwa dziennikarki postawiono trzem mężczyznom, którzy mają stanąć przed sądem. Policja kontynuuje dochodzenie, by ustalić, kto zaplanował zabójstwo i jaki był jego motyw. Przeprowadzenie niezależnego publicznego dochodzenia zostało przewidziane w czerwcowej rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

W skład komisji weszli: emerytowany sędzia Michael Mallia, prawnik i ekspert ds. prawa konstytucyjnego Ian Refalo i były ekspert z zakresu medycyny sądowej Anthony Abela Medici.

Rodzina zabitej dziennikarki w wydanym oświadczeniu poprosiła o spotkanie z premierem w celu przedyskutowania wątpliwości dotyczących składu komisji. Podkreślono, że komisja nie zrealizuje swojego celu, jeśli społeczeństwo będzie miało wątpliwości co do jej niezależności i bezstronności.

Rzecznik biura premiera poinformował, że trwają w tej sprawie rozmowy z rodziną zabitej dziennikarki.
Źródło info i foto: interia.pl

Powstaną specjalne komisje ws. śmierci Dawida Kosteckiego i Brunona Kwietnia

„Prokuratura i Służba Więzienna profesjonalnie wyjaśniają wszelkie okoliczności” – obwieściło Ministerstwo Sprawiedliwości w kontekście samobójstwa Dawida Kosteckiego i śmierci Brunona Kwietnia, do których doszło w zakładach karnych. Resort przekazał, że obydwiema sprawami zajmują się „specjalne komisje”.

Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało w poniedziałek oświadczenie dotyczące dwóch spraw, które wydarzyły się w więzieniach. Chodzi o śmierć Brunona Kwietnia oraz samobójstwo boksera Dawida Kosteckiego. Choć resort dementuje wiele informacji i potwierdza dotychczasowe ustalenia, to zaznacza:

Niezależnie od tych ustaleń sprawę tych dwóch zgonów badają specjalne komisje Służby Więziennej oraz prokuratura.
Padają też zapewnienia, że „Prokuratura i Służba Więzienna profesjonalnie wyjaśniają wszelkie okoliczności”.

Ministerstwo o sprawie Kosteckiego: Już wcześniej chciał popełnić samobójstwo

W przypadku Kosteckiego resort sprawiedliwości stanowczo zaprzecza – za Prokuraturą Krajową – że ten nigdy nie zeznawał, że „znani politycy i urzędnicy państwowi korzystali z usług podkarpackich agencji towarzyskich”. Ministerstwo zaznacza, że to nieprawdziwe informacje.

Zlecona przez prokuraturę sekcja zwłok mężczyzny wykluczyła udział osób trzecich, potwierdzając, że Dawid Kostecki popełnił samobójstwo. Warto podkreślić, że wcześniej już próbował popełnić samobójstwo na wolności. Wynika to z informacji podanych przez niego w czasie przyjęcia do zakładu karnego w 2015 roku. Był także członkiem podkultury przestępczej w więzieniu – czytamy. Resort sprawiedliwości w oświadczeniu postanowił zaznaczyć, że rodzina Dawida Kosteckiego spotkała się 6 sierpnia z dyrektorem Aresztu Śledczego w Warszawie Białołęce i uzyskała „pełną informację o okolicznościach zdarzenia i nie zgłosiła żadnych uwag”.

Inaczej twierdzi Roman Giertych, pełnomocnik rodziny. Jak przekazał mediom, rodzina domaga się zmiany prokuratora prowadzącego sprawę i ponownego przeprowadzanie sekcji zwłok.
Źródło info i foto: Gazeta.pl