Koncern Renault oskarżony o oszustwa

Koncern samochodowy Renault został we wtorek oskarżony o instalowanie w swoich pojazdach oprogramowania do wykrywania tzw. faz homologacji i ich zniekształcania. Oskarżenie sformułowano w ramach śledztwa sądowego prowadzonego we Francji od 2017 r. Renault został oskarżony we wtorek o „oszustwo” w celu obniżenia wskaźników emisji spalin w swoich samochodach w ramach śledztwa sądowego, które we Francji rozpoczęło się 12 stycznia. 2017 r. – poinformował dziennik „Le Figaro”.

Procedura fałszowania oprogramowania modyfikującego pomiary emisji zanieczyszczeń z pojazdów z silnikami Diesla przez niemieckiego Volkswagena została wykryta w 2015 roku.

Francuskie ministerstwo gospodarki i finansów po wykryciu afery Volkswagena, nazwanej „Dieselgate”, poprosiło Generalną Dyrekcję ds. Konkurencji, Konsumpcji i Kontroli Oszustw (DGCCRF) o zbadanie silników Diesla francuskich samochodów.

„Nigdy nie było strategii oszustwa”

Po badaniach DGCCRF w centrali Renault, a następnie u innych producentów, Renault został oskarżony o instalowanie w swoich pojazdach oprogramowania służącego do wykrywania faz homologacji, czyli tych, które określają poziomy emisji zanieczyszczeń, i ich zniekształcania.

– Nigdy nie było strategii oszustwa i nigdy nie było żadnego fałszywego oprogramowania w silnikach Renault – odpowiedział ma oskarżenia dyrektor ds. badań w Renault Gilles Le Borgne,

Renault będzie musiało wpłacić kaucję w wysokości 20 mln euro, w tym 18 mln euro na ewentualną zapłatę odszkodowań i grzywien. Musi również zapłacić gotówką gwarancję bankową w wysokości 60 mln euro, aby zrekompensować wszelkie ewentualne szkody.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jeden z głównych opozycjonistów na Białorusi wywiózł rodzinę do Polski

Były szef komitetu strajkowego państwowego koncernu Biełaruśkalij Siarhiej Dyleuski wywiózł swą rodzinę do Polski ze względu na groźby ze strony KBG Białorusi. Na portalu Nasza Niwa Dyleuski ujawnił, że gdy któregoś dnia wychodził z pracy, przed zakładem czekali na niego funkcjonariusze KGB, którzy się przedstawili.

– Poszliśmy porozmawiać do pięknego granatowego autobusu. Wypowiedziano groźby pod adresem mojej rodziny. Nie chcę ich powtarzać. Po tym w celu bezpieczeństwa musiałem wywieźć rodzinę do Polski. Wszystko u nich w porządku, opiekuje się nimi nasza diaspora – powiedział.

Białoruski działacz dodał, że on sam na razie nie rozpatruje możliwości wyjazdu za żoną i synem.

W niedzielę Dyleuski poinformował, że zwolnił się z pracy.

– 12 lat w zakładzie. Niestety pora się rozstać. Do kierownictwa: chłopaki, zmuszanie do zwolnienia się przez szantażowanie rodzicami to coś najpodlejszego i najbardziej nieludzkiego, co można sobie wyobrazić – napisał na Instagramie. W koncernie Biełaruśkalij pracują też rodzice Dyleuskiego.

Pytany, czy szuka pracy, Dyleuski odparł, że znaleźli się wspaniali ludzie, którzy już go zasypali propozycjami pracy. – Wychodzi na to, że to nie ja szukam pracy, tylko praca mnie – powiedział.

Dyleuski jest jedynym członkiem opozycyjnej Rady Koordynacyjnej, który nie wyjechał z kraju i przebywa na wolności. W sierpniu i wrześniu odbył karę 25 dni aresztu.
Źródło info i foto: TVP.info

Chiny: Kara śmierci dla obywatela Kanady za produkcję narkotyków

Obywatel Kanady został w Chinach skazany na śmierć za produkcję narkotyków – poinformował sąd w Kantonie na południu ChRL. Wyrok zbiega się w czasie z narastającymi napięciami na linii Ottawa-Pekin, m.in. w związku z chińskim koncernem Huawei. W komunikacie sądu skazanego obywatela Kanady przedstawiono po chińsku jako Xu Weihong. Po procesie pierwszej instancji sąd w Kantonie wydał również wyrok dożywocia dla jego wspólnika, osoby przedstawionej jako Wen Guanxiong, której narodowości nie podano.

Według sądu obie skazane osoby wytwarzały ketaminę, a w ich posiadłościach znaleziono łącznie ponad 120 kg tego narkotyku – przekazały miejscowe media. Wyroki śmierci są w Chinach automatycznie kierowane do weryfikacji przez Sąd Najwyższy.

Wyrok zbiega się w czasie z nasileniem napięć w relacjach kanadyjsko-chińskich. W Chinach od ponad 600 dni przetrzymywani są dwaj Kanadyjczycy – były dyplomata Michael Kovrig i biznesmen Michael Spavor – oskarżeni przez chińskie władze o szpiegostwo.

Działania przeciw obu mężczyznom powszechnie oceniane są jako odwet Pekinu za aresztowanie w Kanadzie wiceprezes Huawei Meng Wanzhou, córki założyciela tego koncernu, którą władze USA podejrzewają o oszustwa i zabiegają o jej ekstradycję. Pekin żądał jej uwolnienia i zarzucał Ottawie współpracę z Waszyngtonem w próbach zaszkodzenia Huawei.

Od czasu aresztowania Meng chińskie władze skazały na śmierć za przemyt narkotyków innego Kanadyjczyka, Roberta Lloyda Schellenberga, zaostrzając wydany na niego już wcześniej wyrok 15 lat więzienia. Pekin wprowadził również restrykcje dotyczące importu z Kanady niektórych produktów.

W ostatnich tygodniach do napięć w relacjach kanadyjsko-chińskich dochodziło również w związku z działaniami chińskich władz w Hongkongu. Kanada jako jeden z pierwszych krajów zawiesiła swój traktat ekstradycyjny z tym miastem w reakcji na narzucenie mu przez rząd centralny ChRL kontrowersyjnego prawa o bezpieczeństwie państwowym. Pekin stanowczo potępił decyzję Ottawy, oceniając ją jako ingerencję w wewnętrzne sprawy Chin.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Orlen zawiadamia prokuraturę. Koncern mógł stracić 300 mln złotych

Co najmniej 300 milionów złotych mógł stracić Orlen na zakupie amerykańskiej spółki paliwowej FX Energy. Jak dowiedzieli się reporterzy RMF FM, władze koncernu zawiadomiły śledczych o podejrzeniu gigantycznej niegospodarności, której miały się dopuścić poprzednie zarządy spółek Orlen oraz Orlen Upstream. Prokuratura wszczęła już śledztwo w sprawie.

Z zawiadomienia wynika, że transakcja – sfinalizowana na przełomie 2015 i 2016 roku – była całkowicie nieopłacalna. Kupowana spółka była w fatalnej kondycji finansowej, od kilkunastu miesięcy wartość jej akcji gwałtownie spadała. Firma miała potężne zadłużenie. Wartość długów na koniec 2015 roku ponad dwuipółkrotnie przekraczała wartość jej aktywów.

Ile kosztowała transakcja?

Transakcja kosztowała 83 miliony dolarów – w przeliczeniu wówczas było to ponad 320 milionów złotych. Na tym jednak nie skończyły się wydatki poniesione w związku z zakupem tej amerykańskiej firmy. Do zeszłego roku firmę dokapitalizowano na ponad 360 milionów złotych – chodzi między innymi o emisję obligacji.

Do zeszłego roku sytuacja spółki nie została w żaden sposób naprawiona, mimo że wartość firmy, w związku z długami, była ujemna.

Prokuratura wszczęła już śledztwo

W sprawie podejrzenia niegospodarności w spółce Orlen Upstream prokuratura wszczęła już śledztwo. Na razie śledczy zwrócili się do koncernu o dokumenty, by zweryfikować fakty przedstawione w zawiadomieniu autorstwa obecnych władz Orlenu. Chodzi między innymi o przedstawioną przez nie interpretację celu zakupu nierentownej spółki. To między innymi spłata kredytu zabezpieczonego na majątku przejętej spółki, ale także chociażby zwolnienie amerykańskiej spółki z odpowiedzialności w zakresie niegospodarności wobec spółek zależnych i akcjonariuszy.

Jak do zawiadomienia odnoszą się ówczesne władze Orlen Upstream? „Proszę wybaczyć, ale nie będę komentował mojej pracy w Orlenie” – napisał w korespondencji mailowej były prezes Orlen Upstream Wiesław Prugar.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Amerykanie oskarżają firmę Huawei o prowadzenie potajemnej działalności w Syrii i Sudanie

Amerykańskie władze oskarżają chiński koncern Huawei Technologies o prowadzenie potajemnej działalności w Syrii i Sudanie. Firma miała w tym celu korzystać z sekretnych oddziałów i nazw kodowych dla krajów objętych sankcjami – podał Bloomberg. Jak dodaje agencja, dyrektorka finansowa Huaweia Meng Wanzhou miała przyznać funkcjonariuszowi straży granicznej Kanady, że chińska spółka ma biuro w Iranie. Kobieta oskarżana jest przez rząd w Waszyngtonie o złamanie sankcji wobec tego kraju.

Jak opisuje Bloomberg, według amerykańskich władz chiński producent sprzętu telekomunikacyjnego miał prowadzić działalność w Sudanie (jako DirectPoint) oraz w Syrii (jako Canicula). W wewnętrznych dokumentach firmy kraje te miały ponadto figurować pod nazwami kodowymi, odpowiednio: A5 i A7. Koncern miał zarządzać tymi oddziałami w podobny sposób, jak w przypadku domniemanej filii w Iranie, która – zdaniem Waszyngtonu – pozyskiwała amerykańskie towary, technologie i usługi z naruszeniem sankcji USA.

Łamanie sankcji, oszustwa finansowe, kradzież technologii

Zarzuty dotyczące potajemnej działalności Huaweia w Syrii i Sudanie są częścią upublicznionych przez sąd w Kanadzie dokumentów złożonych przez Stany Zjednoczone na poparcie wniosku o ekstradycję zatrzymanej w grudniu 2018 roku wiceprezes i dyrektor finansowej Huaweia Meng Wanzhou.

„Motywacja dla przekłamań wynikała z potrzeby przenoszenia przez Huawei pieniędzy z krajów podlegających amerykańskim lub unijnym sankcjom, takich jak Iran, Syria czy Sudan, za pośrednictwem międzynarodowego systemu bankowego” – zaznaczyło w swoim wniosku o aresztowanie Meng ministerstwo sprawiedliwości USA.

Jak przypomina agencja, w styczniu resort przedstawił koncernowi Huawei oraz jego wiceprezes 13 zarzutów dotyczących łamania amerykańskich sankcji przeciwko Iranowi, a także licznych oszustw, w tym bankowych, elektronicznych i kradzieży technologii. Według USA Meng i inni pracownicy firmy mieli spiskować, by podstępem skłonić banki do przeprowadzenia potencjalnie sprzecznych z sankcjami transakcji o wartości ponad 100 mln dolarów.
Meng nie przyznaje się do winy

Firma zaprzeczyła, jakoby miałaby dopuścić do jakichkolwiek naruszeń. Sama Meng nie przyznaje się do winy, a Pekin domaga się jej uwolnienia. Z opublikowanych we wtorek dokumentów wynika, że w razie zgody na ekstradycję USA zamierzają powołać na świadków menedżerów z HSBC Holdings, Standard Chartered, BNP Paribas i Citigroup, którzy rzekomo zostali wprowadzeni w błąd przez Meng i innych pracowników Huaweia – podał Bloomberg. Agencja odnotowała wcześniej, że podczas grudniowego zatrzymania Meng była przesłuchiwana przez funkcjonariusza straży granicznej Kanady. Miał on pytać ją o interesy Huaweia w Iranie, a także czy firma sprzedawała produkty w krajach, w których nie powinna tego robić. Dyrektor finansowa miała przyznać, że „jej koncern posiada biuro na terytorium Iranu”.

Nagranie z zatrzymania

We wtorek sąd udostępnił również nagranie z trzygodzinnego zatrzymania Meng na lotnisku w Vancouver. Zarówno oświadczenie, jak i materiał wideo zostały wniesione do sprawy przez obrońców dyrektorki. Prawnicy argumentują, że ich klientka została oszukana co do prawdziwego charakteru jej zatrzymania, by funkcjonariusze mogli zebrać wystarczające dowody dla amerykańskiego FBI. Obrońcy starają się o kasację wniosku o ekstradycję Meng do USA, przekonując, że została bezprawnie zatrzymana, przeszukana i przesłuchana przed jej właściwym aresztowaniem. Funkcjonariusze mieli jej zezwolić na rozmowę z prawnikiem dopiero 4 godziny po aresztowaniu, a także zmusić ją do przekazania im urządzeń mobilnych i podania do nich haseł.

„Władze zaangażowały się w proceder, który można nazwać ‚tajnym dochodzeniem karnym’ ” – wskazali prawnicy, którzy domagają się upublicznienia całej komunikacji dotyczącej Meng wymienionej między poszczególnymi organami ścigania w Kanadzie oraz pomiędzy rządami w Ottawie i Waszyngtonie.

Prokuratura ma czas na odpowiedź na wezwanie do 17 września. Następny cykl rozpraw rozpocznie się 23 września.
Źródło info i foto: tvn24.pl

4 osobom, w tym byłemu prezesowi Lotosu, postawiono zarzuty niegospodarności

Zarzuty związane z niegospodarnością postawiono zatrzymanym we wtorek pracownikom Lotosu, w tym byłemu prezesowi tej spółki – poinformował PAP rzecznik prasowy gdańskiej prokuratury regionalnej Maciej Załęski.

Rzecznik poinformował, że trzy osoby usłyszały zarzuty we wtorek, z kolei byłemu prezesowi Lotosu postawiono je w środę. Załęski wyjaśnił, że wszystkim podejrzanym przedstawiono zarzut z artykułu 296 paragraf 2, za popełnienie którego to przestępstwa grozi do 8 lat więzienia. Zarzuty dotyczą niegospodarności, w efekcie której Lotos mogła ponieść szkodę rzędu 250 tys. zł. Chodzi o zawartą w 2011 r. umowę na usługi doradcze, którą przedstawiciele Lotosu podpisali z prywatną firmą. Zdaniem organów ścigania, umowa ta była fikcyjna.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Agenci CBA zatrzymali dwóch pracowników KGHM. Ogromne straty finansowe

Funkcjonariusze CBA po raz kolejny w Polskiej Miedzi. Wczoraj zatrzymano dwóch pracowników koncernu i czterech przedsiębiorców. Zatrzymań dokonano na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Funkcjonariusze Delegatury CBA w Lublinie zatrzymali sześć osób: przedsiębiorców i pracowników z Grupy Kapitałowej KGHM Polska Miedź S.A. Zatrzymań dokonano na terenie województw kujawsko-pomorskiego i dolnośląskiego realizując postanowienia Prokuratury Okręgowej w Legnicy. – Ustalenia śledztwa wskazują, że zatrzymani, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadzili jedną ze spółek z Grupy Kapitałowej KGHM Polska Miedź S.A. do niekorzystnego rozporządzenia mieniem i strat w kwocie co najmniej 4 mln zł – mówi rzecznik prasowy CBA Temistokles Brodowski. – Te pieniądze stanowiły zapłatę za wióry i granulat miedzi.

Jak wyjaśnia funkcjonariusz CBA – przy zakupie wiór i granulatu zawyżano zawartość procentową samej miedzi w dostawach złomu poprzez podmianę próbek, które są podstawą do szacowania wartości skupionego towaru. Do takiego procederu miało dochodzić przez co najmniej osiem miesięcy 2017 roku. Agenci CBA przeszukali mieszkania oraz miejsca pracy zatrzymanych. Biznesmeni i pracownicy miedziowej spółki usłyszą zarzuty w Prokuraturze Okręgowej w Legnicy. KGHM wydał oficjalne oświadczenie w tej sprawie, w którym zapewnia o ścisłej współpracy z CBA.
Źródło info i foto: gazetawroclawska.pl

CBA zatrzymało byłych członków zarządu Enei

CBA zatrzymało dwóch byłych członków zarządu energetycznego giganta Enei, którzy w 2011 r. podpisali niekorzystną umowę zakupu linii energetycznej łączącej Polskę z Białorusią. Kontrolowany przez skarb państwa koncern miał na tym stracić minimum 15 mln zł – ustaliła „Gazeta Polska Codziennie”.

Jak podaje gazeta, w sierpniu 2011 r. kontrolowany przez skarb państwa koncern energetyczny Enea kupił 61 proc. udziałów w spółce Annaconed Enterprises – transakcja ta miała wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne Polski.

„Podmiot ten był właścicielem linii energetycznej łączącej Polskę z Białorusią (Wólka Dobrzyńska – Brześć). Kwota transakcji opiewała na 15,25 mln zł. Pieniądze trafiły do zarejestrowanej na Cyprze spółki Zelino Ltd. Jednak linią tą prąd nigdy nie popłynął, a sama transakcja od początku budziła wiele wątpliwości” – czytamy.

W artykule wskazano, że pod kontraktem widnieją podpisy dwóch ówczesnych członków zarządu przedsiębiorstwa – Maksymiliana G. i Krzysztofa Z. Zgodnie z ustaleniami „GPC” agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego na polecenie poznańskich śledczych zatrzymali G. i Z. Zatrzymani – czytamy – usłyszeli zarzuty działania na szkodę koncernu Enea i wielomilionowej straty w majątku przedsiębiorstwa.

Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu uważa, że umowa kupna udziałów w Annaconed Enterprises była skrajnie niekorzystna dla koncernu Enea.

„Tylko w 2010 r. spółka zanotowała stratę blisko 3,5 mln zł. Na poważne ryzyko związane z transakcją wskazywał raport PBO Polish Business Offers. Z dokumentu wynikało, że Wólka Dobrzyńska-Brześć jest linią o mocy niewystarczającej do tranzytu energii elektrycznej w ilości większej niż 150 MW. Nie była też traktowana jako linia przesyłowa, ale dystrybucyjna. Jej zakup nie był więc konieczny do obrotu energią elektryczną pochodzącą z Białorusi” – podaje dziennik.

Jak dodano, według śledczych Maksymilian G. i Krzysztof Z. zataili ten fakt przed radą nadzorczą Enei.

W trakcie śledztwa prokuratura i CBA odkryły, że Enea nie mogła prowadzić żadnych inwestycji związanych z nabytą spółką. „Została ona wcześniej wydzierżawiona spółce Heat Engineering Technology Europe. Podmiot ten w 100 proc. należał do Zelino Ltd., czyli spółki, która była beneficjentem wątpliwej transakcji. Formalnie Enea za bezwartościowe udziały – jak twierdzi prokuratura – zapłaciła przelewem. 30 sierpnia 2011 r. na konto cypryjskiej spółki trafiło 15,25 mln zł” – podaje gazeta.

Z ustaleń „GPC” wynika również, że Maksymilian G. i Krzysztof Z. „robili interesy także po opuszczeniu zarządu koncernu Enea”. „Ich nazwiska pojawiają się w kontekście działalności handlującej paliwami spółki Rokka Trade. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie. „Według tamtejszych śledczych spółka Maksymiliana G., w której przez kilka miesięcy doradzał Krzysztof Z., miała oszukać skarb państwa na przynajmniej 60 mln zł. Zarzuty w tej sprawie usłyszało ponad 40 osób, w tym G.” – czytamy.
Źródło info i foto: TVP.info

Funkcjonariusze CBŚP rozbili gang handlujący dopalaczami

To był w zasadzie sprawnie działający koncern. Czterech liderów grupy handlującej dopalaczami zasiadło w zarządach blisko 50 spółek, kontrolujących 80 sklepów z nielegalnymi substancjami odurzającymi w całej Polsce. Gangsterzy urządzali nawet sprzedawcom specjalne szkolenie, jak mają sprzedawać towar i jak się zachowywać podczas kontroli policji czy służb sanitarnych.

Od blisko trzech lat śledczy z Łódzkiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oraz rzeszowskiego CBŚP rozpracowują ogólnopolski gang handlujący dopalaczami.

Grupa sprzedawała wszystkie tego rodzaju używki popularne na czarnym rynku. W ich ofercie znajdował się towar o nazwach: „Rozpałka do pieca koloru srebrnego”, „Dodatek do piasku koloru srebrnego”, „Figowy dym”, „Odświeżacz do toalet o zapachu figowym”, „Rzymskie medaliony Jupiter”, „Ekstrakt rdzawy ogień”, „Clinax”, „Czereśniowy powiew”, „Niebieski kryształ”, „Zielony ogień”, „Turkusowy brud”, „Malinowy powiew”, „Jaśminowy ogień”. Pod tymi dziwnymi nazwami kryły się takie substancje psychoaktywne jak: 3,4-DMMC, UR-144, Pentedron, 3-MMC, NM2201, 3-EEC, MBMD, 4-Mec, AB Chminaca oraz 4-CMC.

Pora na sprzedawców

W ostatnich dniach funkcjonariusze zatrzymali 17 osób i przeszukali kilkadziesiąt mieszkań oraz pomieszczeń, wykorzystywanych przez członków gangu. Wszyscy podejrzani byli zatrudnieni w sklepach z dopalaczami na terenie woj. śląskiego.

Zatrzymani usłyszeli w prokuraturze zarzuty sprowadzenia zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób poprzez sprzedaż szkodliwych dla zdrowia substancji. Zarzuty usłyszała również jeszcze jedna osoba, która stawiła się na wezwanie prokuratora.

Podczas śledztwa zarzuty związane z handlem zabójczymi dopalaczami usłyszało już ponad 70 podejrzanych. Śledczy zabezpieczyli majątki gangsterów warte ponad 8 mln zł.

Lipny towar

Gang działał jak sprawny koncern. Czterech liderów bandy zasiadło w zarządach blisko 50 spółek, kontrolujących 80 sklepów z dopalaczami w całej Polsce. Grupa miała także swój sklep w internecie oferujący np. odczynniki chemiczne czy sprzęt do czyszczenia komputerów.

Przestępcy urządzali nawet swoim sprzedawcom specjalne szkolenia, jak mają sprzedawać towar i jak się zachowywać podczas kontroli policji czy sanepidu.

Pierwszy raz śledczy uderzyli w gang w listopadzie 2015 roku. W toku śledztwa policjanci wspólnie z pracownikami Państwowych Powiatowych Inspekcji Sanitarnych zabezpieczyli ponad 154 tys. opakowań substancji chemicznych. Zdaniem specjalistów szczególnie niebezpieczne były dopalacze zawierające takie substancje jak 4-CMC, 4-Mec i UR-144. Mogą one powodować m.in. zaburzenie rytmu serca, zmiany ciśnienia krwi skutkujące utratą przytomności z zatrzymaniem krążenia, podwyższenie ciśnienia tętniczego krwi, halucynacje, ataki paniki, pobudzenie ruchowe.
Źródło info i foto: TVP.info

Przyjaciółka byłej prezydent Korei Płd. została skazana na 20 lat więzienia

Bliska przyjaciółka byłej prezydent Korei Płd. Park Geun Hie, Czoi Sun Sil, będąca w centrum skandalu wokół płatnej protekcji, który wstrząsnął elitami politycznymi i biznesowymi kraju, została skazana na 20 lat więzienia – ogłosił we wtorek sąd w Seulu

Prokuratorzy domagali się 25 lat więzienia dla Czoi Sun Sil w związku z zarzutami łapownictwa, płatnej protekcji i nadużycia władzy za wykorzystywanie znajomości z szefową państwa w celu uzyskania osobistych korzyści. Czoi była oskarżona o wywieranie nacisków na największe południowokoreańskie koncerny (jak Samsung, czy Lotte), by wpłacały pieniądze do fundacji wspierających inicjatywy polityczne prezydent Park.

Sąd w Seulu orzekł również, że szef Lotte Group, Szin Dong Bin, oskarżony o łapówkarstwo, jest winny i skazał go na dwa i pół roku więzienia. Sąd nakazał jego natychmiastowe aresztowanie.

Wyrok w zawieszeniu dla wiceszefa Samsunga

Park Geun Hie nie zajmuje najwyższego urzędu w Korei Płd. od 9 grudniu 2016 roku, kiedy to parlament opowiedział się za jej odsunięciem od władzy w związku z oskarżeniami o płatną protekcję i korupcję. Zarzuca się jej nadużycie konstytucyjnych uprawnień poprzez zmowę z Czoi Sun Sil. 10 marca 2017 r. Trybunał Konstytucyjny Korei Południowej podjął decyzję o utrzymaniu w mocy decyzji o impeachmencie.

Tymczasem w zeszłym tygodniu sąd apelacyjny w Seulu wydał wyrok dwóch i pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu w sprawie wiceszefa Samsunga, Li Dze Jonga, który w pierwszej instancji został skazany na pięć lat więzienia m.in. za łapownictwo. Li zarzucano przekazanie łapówek o równowartości 38 mln USD organizacjom wspieranym przez Czoi Sun Sil w zamian za pomoc rządu w fuzji przedsiębiorstw w 2015 roku, która umocniła jego kontrolę nad koncernem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl