Nowy świadek ws. zabójstwa Ziętary opowiedział o zbrodni po 28 latach milczenia

– Jarosław Ziętara, który zniknął 1 września 1992 r., interesował się przekrętami Elektromisu. Sądziłem, że firma go przekupi, ale sprawy wymknęły się spod kontroli. Został zabity, a ciało wrzucono do kwasu – zeznał w czwartek w sądzie nowy świadek, Zdzisław K. ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza śledczego. Mężczyzna milczał przez 28 lat.

Jak poinformował Onet, latem 2020 roku, po niemal 28 latach od zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary, do redakcji „Głosu Wielkopolskiego” miał zgłosić się Zdzisław K., który chciał dowiedzieć się, kiedy odbędzie się najbliższa sprawa ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza. Zdecydował się złożyć zeznania, które miały wzmocnić akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G. Choć mężczyzna złożył wniosek do sądu blisko rok temu, został przesłuchany dopiero teraz – w czwartek 20 maja 2021 r.

Jak poinformował Onet, latem 2020 roku, po niemal 28 latach od zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary, do redakcji „Głosu Wielkopolskiego” miał zgłosić się Zdzisław K., który chciał dowiedzieć się, kiedy odbędzie się najbliższa sprawa ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza. Zdecydował się złożyć zeznania, które miały wzmocnić akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G. Choć mężczyzna złożył wniosek do sądu blisko rok temu, został przesłuchany dopiero teraz – w czwartek 20 maja 2021 r.

Proces ws. podżegania o zabójstwo Ziętary. „To miał być taki przekręt ”

Aleksander G., poznański biznesmen, jest oskarżany o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Prokuratura utrzymuje, że mężczyzna miał zlecić zabójstwo dziennikarza w trakcie jednej z narad w firmie Elektromis w 1992 roku. Zdzisław K., nowy świadek w sprawie, był kolegą Mariusza Ś. (twórcy Elektromisu) z domu dziecka, a następnie z więzienia, obaj panowie później współpracowali ze sobą.

– W 1991 r., wspólnie z moim kolegą Mariuszem Ś., przejęliśmy poznańską spółkę Strefa Wolnocłowa. Zostałem jej prezesem. Wiedziałem od Mariusza, że dostaje informacje od Aleksandra G., mającego wtedy dobre kontakty i wiedzę o zmieniających się przepisach, że mamy szybko sprowadzić do Polski papierosy. To miał być taki przekręt „w białych kołnierzykach” – zeznał w czwartek w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, rozprawę relacjonował Łukasz Cieśla z Onetu.

Papierosy sprzedawano wprost do Elektromisu bez odprowadzania podatku. Sprawą zainteresowała się prokuratura, jednak finalnie śledztwo zostało umorzone. Jarosław Ziętara nadal interesował się jednak tym procederem i prawdopodobnie posiadał już wiele informacji. Jak twierdził Zdzisław K., szef Elektromisu miał mówić, że „trzeba będzie uciszyć dziennikarza”. Mężczyzna miał odebrać to jednak jako zapowiedź przekupienia Ziętary. O samym zaginięciu miał dowiedzieć się dopiero kilka miesięcy po fakcie.

Świadek tłumaczył, że dwóch znajomych z firmy Mariusza Ś. opowiedziało mu o szczegółach zbrodni. Obaj mieli być zatrudnieni tam do „brudnej roboty”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kontrola CBA w urzędzie gminy w Ciechanowcu. Jest zawiadomienie do prokuratury

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Białymstoku przeprowadzili kontrolę w Urzędzie Gminy Ciechanowiec. Kontrolerzy badali przetarg przeprowadzony w 2018 roku na montaż paneli solarnych przeznaczonych dla gminnych budynków użyteczności publicznej. Koszt tej inwestycji wyniósł blisko 2 mln zł, a przedsięwzięcie było dofinansowane z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego.

Postępowanie CBA trwało od 14 września 2020 r. do 5 marca 2021 r. Według ustaleń kontroli, Gmina Ciechanowiec dopuściła się naruszenia prawa zamówień publicznych, które polegało na preferowaniu urządzeń technicznych konkretnego producenta, co doprowadziło do nieuzasadnionego ograniczenia konkurencji. W związku z tym CBA skierowało zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Białymstoku. Następnie sprawa została przekazana do Prokuratury Rejonowej w Łomży. Obecnie sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Łomży. O naruszeniu dyscypliny finansów publicznych poinformowano także Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych.
Źródło info i foto: se.pl

Żona byłego policjanta oskarżonego o włamanie do kantoru pracuje w sądzie. Będzie kontrola

Żona byłego policjanta, który jest oskarżony o obrabowanie kantoru, pracuje w Sądzie Rejonowym w Olsztynie, w jednostce, przez którą przechodzą akta sądowe. Prezes tego sądu Maciej Nawacki zapowiedział, że zleci kontrolę, czy pracownica w nieuprawniony sposób nie zaglądała do akt sprawy męża.

Chodzi o urzędniczkę, która była protokolantką sędziego Pawła Juszczyszyna, gdy ten orzekał w wydziale cywilnym olsztyńskiego Sądu Rejonowego. Kobietę we wrześniu 2019 r. przeniesiono do innej komórki, pod zarządzeniem w tej sprawie osobiście podpisał się prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie Maciej Nawacki. Pytany, z jakiego powodu urzędniczka zmieniła stanowisko pracy prezes Nawacki odmówił odpowiedzi argumentując, że taka kwestia „nie wchodzi w zakres informacji publicznej”.

W chwili przeniesienia mąż urzędniczki, były policjant, był oskarżony o brak nadzoru nad podwładnymi, którzy w komendzie bili zatrzymanych (sprawa jest w Olsztynie znana jako „Guantanamo” – red.). Kilka dni po przeniesieniu żony do innego wydziału były policjant z bratem i kolegą włamał się do kantoru przy ul. Dąbrowszczaków, skąd według oskarżenia, zrabowano 2,5 mln zł.

Jednostka, do której we wrześniu 2019 r. została przeniesiona urzędniczka m.in. udostępnia akta, przyjmuje dokumenty, obsługuje telefony interesantów. Według pracowników sądu, praca ta w czasie przeniesienia urzędniczki była lepiej wynagradzana, niż praca protokolanta. Prezes Nawacki pytany o zarobki urzędniczki po przeniesieniu na inne stanowisko powiedział, że „siatka płac jest w sądzie ściśle regulowana” i zapewnił, że „na pewno ta pani nie dostała nic ekstra”.

Kobieta była przesłuchiwana

Kilka miesięcy przed przeniesieniem, w kwietniu 2019 roku, kobieta była przesłuchiwana przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Michała Lasotę. Powodem był fakt, że sędzia Juszczyszyn trzy razy odmawiał sądzenia sprawy „Guantanamo”. Argumentował, że nie powinien sądzić sprawy, w której jednym z oskarżonych jest mąż sekretarki, z którą pracuje.

Kilka miesięcy po zeznaniach pracownicy sądu rzecznik Lasota przedstawił Juszczyszynowi zarzut dyscyplinarny „dwukrotnego podania nieprawdy co do okoliczności faktycznych, którym uzasadnił swoje wnioski o wyłączenie go od rozpoznania sprawy karnej”.

– Nie ujawniłem protokolantce niczego z akt sprawy, zarzuty wiążą się wyłącznie z tym, że chciałem się wyłączyć od jej sądzenia z powodów formalnych – podkreślił Juszczyszyn i dodał, że nie wie, co zeznała w jego sprawie protokolantka.

– Wątek tej pani przewijał się we wnioskach sędziego Juszczyszyna o wyłącznie go ze sprawy „Guantanamo” – potwierdził  prezes Nawacki, ale zastrzegł, że nie wie, czy zarzuty sędziego-rzecznika co do tej kwestii są wynikiem zeznań protokolantki, czy opierają się na innych dowodach. Sędzia Nawacki podkreślił, że ten zarzut jest mniej ważny. „Kluczowe jest to, że sędzia Juszczyszyn kwestionował prawo innych sędziów (wybranych przez KRS w nowym składzie – red. ) o pracy”.

„Dokonali włamania do kantoru”

Po 9 miesiącach pracy w innej komórce sądu prokuratura zatrzymała męża urzędniczki w związku z włamaniem do kantoru. – Mężczyźni, działając wspólnie i w porozumieniu, dokonali włamania do kantoru. Użyli podrobionych kluczy i dezaktywowali kody do alarmu oraz do sejfu – mówił po skierowaniu aktu oskarżenia w tej sprawie rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny.

Gdy prokuratura wnioskowała do sądu o działania w tej sprawie, np. aresztowanie zatrzymanych, czy przedłużenie aresztów, akta przechodziły przez komórkę, w której pracowała opisywana urzędniczka. Ponieważ sprawa była szeroko komentowana w sądzie, doszło do interwencji prokuratury, która skierowała pismo do kierownictwa sądu z prośbą, by uniemożliwić urzędniczce kontakt z aktami sprawy męża.

„Sprawdzę, by nie było pola do spekulacji”

– Przychyliłem się do tego, zawsze tak robimy, gdy pojawia się taka prośba prokuratury. Nie zdarza się to często, ale się zdarza. (…) Dostęp do wszelkich akt karnych tej osobie został wyłączony – powiedział prezes sądu Maciej Nawacki i dodał, że nikt go nie informował o próbach nieuprawnionych działań urzędniczki. Prezes sądu zapowiedział, że sprawdzi w systemie komputerowym, czy ta pracownica sądu logowała się do wglądu w akta sprawy włamania do kantoru.

Sprawa włamania do kantoru wciąż jest rozpoznawana przed olsztyńskim sądem rejonowym – kolejne rozprawy zaplanowano w maju. Urzędniczka jest w tej sprawie świadkiem.

Sędzia Nawacki zapewnił, że „nie ma żadnych podstaw, ani formalnych, ani nieformalnych, by nie ufać urzędniczce”. Podkreślił, że pracownicy sądu nie mają obowiązku zgłaszania, że ich najbliższa rodzina jest postawiona w stan oskarżenia i przyznał, że „o tym, że mąż tej pani jest zamieszany w sprawę kantoru sam dowiedział się z mediów”.

– Ta pani jest urzędnikiem publicznym, nie mam żadnych podstaw do wysnuwania wobec niej jakichkolwiek zarzutów, a nieoficjalne informacje krążące wśród pracowników sprawdzę, by nie było pola do spekulacji w tym zakresie – zapewnił Nawacki. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wniosek do CBA w sprawie posła KO

Poseł PiS Krzysztof Sobolewski złożył wniosek do CBA w sprawie posła KO Roberta Kropiwnickiego. Chce, by przeprowadzono kontrolę w sprawie jego oświadczeń majątkowych.

„W związku doniesieniami medialnymi o pobieranych wynagrodzeniach, stanie majątkowym i składnikach majątkowych pana posła na Sejm Roberta Kropiwnickiego, wnoszę o przeprowadzenie kontroli rzetelności, prawidłowości i prawdziwości oświadczenia majątkowego posła na Sejm RP Roberta Kropiwnickiego, z dnia 7 maja 2020 r., oraz uprzednio składanych oświadczeń majątkowych w związku z pełnieniem funkcji publicznych” – brzmi fragment pisma do CBA, które poznała Polska Agencja Prasowa.

W uzasadnieniu szef Komitetu Wykonawczego PiS, poseł Krzysztof Sobolewski, przywołuje niedawny wywiad, jakiego Kropiwnicki udzielił RMF FM.

Poseł KO pytany o to, czy jest „kolekcjonerem” mieszkań, odparł, że „raczej inwestorem”. Na uwagę dziennikarza, że posiada dziewięć mieszkań, Kropiwnicki odparł, że jest posłem zawodowym od 2015 r., a wcześniej pracował w spółce, w której zarabiał więcej niż poseł.

– Jestem posłem zawodowym dopiero od 2015 r., wcześniej długo pracowałem, byłem posłem niezawodowym i pracowałem w spółce, w której zarabiałem dużo lepiej niż poseł – mówił Kropiwnicki.

Poseł KO dodał, że była to „spółka samorządowa”, w której pracował 12 lat i to wówczas odłożył pieniądze na zakup mieszkań.

Majątek posła KO

Sobolewski w piśmie do CBA zwrócił uwagę, że wywiad ten stał się przyczynkiem do publicznej dyskusji na temat bardzo pokaźnego majątku zgromadzonego przez Kropiwnickiego i – jak dodał – poddawana jest publicznej polemice możliwość zgromadzenia takiego majątku „wobec rzeczywistych wynagrodzeń pobieranych przez pana posła, zarówno z tytułu funkcji publicznych, jak również w związku z wcześniejszą aktywnością zawodową”. W tym kontekście zwrócił uwagę, że wartość oszczędności i nieruchomości to według oświadczenia majątkowego ok. 2,7 mln zł.
Źródło info i foto: interia.pl

Nieprawidłowości przy budowie basenu w Szczecinie. CBA zawiadamia prokuraturę

Centralne Biuro Antykorupcyjne po kontroli budowy basenu przy szkole w Szczecinie zawiadomiło prokuraturę. Straty Szczecina za brak kary umownej od wykonawcy szacowane są na blisko 1,5 mln zł. Wydział komunikacji społecznej CBA potwierdził, że kontrolę w szczecińskim Urzędzie Miasta prowadzili funkcjonariusze z wydziału postępowań kontrolnych tamtejszej delegatury Biura od sierpnia 2019 do maja 2020 r.

Kontrolujący sprawdzali poprawność realizacji zamówienia publicznego na budowę basenu przy Szkole Podstawowej nr 10 w Szczecinie. Funkcjonariusze po analizie dokumentów ustalili, że zastępca prezydenta Szczecina z naruszeniem ustalonego w umowie z wykonawcą terminu odstąpił od niej, przez co uniemożliwił skuteczne dochodzenie należnej miastu kary w wysokości 1 mln. 418,7 tys. zł.

Zawiadomienie do prokuratury

Miasto zapłaciło też podwykonawcom 364,1 tys. zł wynagrodzenia ze środków zabezpieczenia należytego wykonania umowy, mimo, że nie miało obowiązku pokrycia tych niezgłoszonych kosztów – podał wydział.

CBA w wyniku tej kontroli skierowało pod koniec stycznia zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Szczecinie o możliwości popełnienia przestępstwa przez zastępcę prezydenta miasta w związku z niedopełnieniem obowiązków. To zawiadomienie prokuratura okręgowa skierowała do Prokuratury Rejonowej Szczecin-Niebuszewo – zaznaczył wydział.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CBA miało dostrzec więcej nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych Daniela Obajtka

Z informacji tvn24.pl wynika, że Maciej Wąsik nie poinformował w Sejmie o wszystkich nieprawidłowościach, które znajdowały się w oświadczeniach majątkowych Daniela Obajtka. Jako wójt Pcimia miał między innymi zaniżyć wartość jednej z nieruchomości o 291 tys. zł.

Z dokumentów CBA, na które powołuje się tvn24.pl, ma wynikać, że Daniel Obajtek zaniżył wartość domu w Stróży o powierzchni 270 metrów o co najmniej 93 700 zł. Jako wójt Pcimia Obajtek miał też zaniżyć wartość innej nieruchomości o co najmniej 291 400 zł poprzez niewykazanie czterech budynków rekreacyjnych. Chodzi o działkę w Kopalinie.

Tvn24.pl podaje także, że samorządowiec nie wykazał prawa dożywotniego bezpłatnego użytkowania, tj. posiadania nieruchomości, a także zaniżył kwotę zobowiązań o 86 763 zł. Według CBA, Obajtek miał powielać te błędy w kolejnych latach.

Dokument, na który powołuje się portal, dotyczy oświadczeń majątkowych złożonych w 2010 i 2011 r.. „Nie znamy wyników dotyczących kontrolowanych wtedy oświadczeń z lat 2006, 2007, 2008, 2009 i 2012” – czytamy na portalu.

O wynikach kontroli oświadczeń majątkowych, które przeprowadziło CBA, w środę w Sejmie mówił Maciej Wąsik, wiceszef MSWiA. – Wśród ustaleń CBA zawarło tezy mówiące, że Daniel Obajtek nie wykazał kilkutysięcznej kwoty środków pieniężnych, które miał na koncie bankowym. Raz w zawiadomieniu jest mowa o 9 tysiącach, raz o 4,5 tysiącach złotych. Daniel Obajtek zaniżył szacunkową wartość domu wykazując 400 tysięcy złotych, a biegły powołany przez CBA wycenił go nie na 400 tysięcy, a 493 tysiące 700 złotych – powiedział Wąsik. – Daniel Obajtek dopuścił się nieścisłości w deklaracjach dotyczących posiadanych nieruchomości z uwagi na błędne określenie, jaką część udziałów posiada osobiście, a także Daniel Obajtek rzekomo zawyżył kwoty posiadanych zobowiązań, czy nie wykazał prawa dożywotniego, bezpłatnego użytkowania działki – dodał.

Oświadczenia majątkowe Obajtka były sprawdzane dwukrotnie – w 2012 i 2018 roku. Po pierwszej kontroli złożono zawiadomienie w prokuraturze. Wszczęto śledztwo i umorzono w maju 2013 roku. Paweł Wojtunik, ówczesny szef CBA, nie złożył zażalenia na decyzję prokuratury. W środę zwracał na to uwagę Wąsik. – Nie składałem zażalenia, bo wówczas Kodeks postępowania karnego nie dawał takiej możliwości szefowi Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Przepisy dające takie uprawnienia weszły w życie dopiero później – przekonywał w tvn24.pl Wojtunik.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szczepienie Zbigniewa Girzyńskiego. Będzie kontrola na UMK

Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział kontrolę NFZ i MEN ws. szczepień na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. To pokłosie zaszczepienia przeciw Covid-19 posła Prawa i Sprawiedliwości Zbigniewa Giżyńskiego. Toruński portal dziennika „Nowości” poinformował, że część niemedycznych pracowników Uniwersytetu Mikołaja Kopernika miała zostać zaszczepiona przeciw koronawirusowi SARS-CoV-2 – wśród nich poseł Prawa i Sprawiedliwości i jednocześnie pracownik naukowy UMK Zbigniew Girzyński.

Po tych doniesieniach szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski poinformował, że decyzją prezesa Jarosława Kaczyńskiego Girzyński został zawieszony w prawach członka partii. „Zasady obowiązują wszystkich” – zaznaczył Sobolewski.

Wkrótce po tej informacji oświadczenie opublikował poseł Girzyński. „Nikogo o żadne pierwszeństwo w kolejce nie prosiłem i w żadnym wypadku nie zaszczepiłem się poza kolejnością. Postąpiłem od A do Z zgodnie z obowiązującym mnie prawem i w myśl zaleceń władz uczelni, która jest moim podstawowym miejscem pracy” – napisał poseł.

Girzyński podkreślił też, że zgadza się z opinią Krzysztofa Sobolewskiego, że zasady obowiązują wszystkich. „Obowiązywać powinny zwłaszcza tych, którzy je ustanawiają. Ja jedynie zgodnie z nimi postępowałem i postępować będę” – zaznaczył polityk.

KPRM: Poseł Girzyński złamał zasady, nie ma usprawiedliwienia dla takiego postępowania

Do sprawy odniosła się kancelaria premiera. „Uczelnie medyczne oraz uczelnie prowadzące kierunki medyczne mogły zgłosić pracowników medycznych, zgodnie z Narodowym Programem Szczepień. UMK dał taką możliwość wszystkim pracownikom. Poseł Girzyński nie mieści się w tych kryteriach, złamał zasady. Nie ma usprawiedliwienia dla takiego postępowania” – napisał KPRM na Twitterze.

O naruszeniu zasad szczepień na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika mówił podczas konferencji prasowej minister zdrowia.

„Naruszenie jest o tyle niepokojące, że znowu widać tutaj taką sytuację, że pracodawca, czyli rektor (Uniwersytetu Mikołaja Kopernika – red.) wpisał osoby nieuprawnione na listę, która została zgłoszona jako osoby do szczepienia właśnie w ramach tej potencjalnej grupy zerowej” – powiedział Adam Niedzielski.

Zaznaczył, że bez względu na barwy polityczne oraz to, czy dotyczy to aktorów, biznesmenów czy polityków, to jest niezachowanie standardów i taka sytuacja jest niedopuszczalna.

„Moją rolą, jako ministra zdrowia, jest pilnowanie pewnego porządku” – zaznaczył.

Poinformował też, że Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Ministerstwo Edukacji i Nauki przeprowadzą kontrolę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Waszyngton przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta. Pojazdy opancerzone, zapory, żołnierze na ulicach

Do inauguracji prezydentury Joe Bidena pozostały godziny. Przysięgę złoży około godziny 18 czasu polskiego. W związku z tym w Waszyngtonie trwają ostatnie przygotowania do uroczystości, która w tym roku – ze względu na pandemię i niedawne zamieszki na Kapitolu – będzie miała inny przebieg niż dotychczas.

Zaprzysiężenie Joe Bidena na prezydenta USA z powodu pandemii i zamieszek na Kapitolu, do których doszło 6 stycznia, będzie miało inny przebieg, niż nakazuje tradycja. Nie będzie tłumów. Dla bezpieczeństwa zmobilizowano 26 tysięcy żołnierzy Gwardii Narodowej. Mniej będzie wydarzeń towarzyszących.

Jak relacjonował reporter TVN24 Michał Sznajder, przed Kapitolem rozstawiono betonowe zapory i specjalny namiot, w którym będzie sprawdzana każda osoba, która ma uczestniczyć w uroczystości. W pobliżu miejsca, w którym przysięgę złoży Biden, są też pojazdy opancerzone.

Zazwyczaj ceremonii zaprzysiężenia towarzyszy około 20 tysięcy zaproszonych gości. Także na dzielących Kapitol od pomnika Lincolna błoniach National Mall zbierają się tłumy. Tym razem ze względu na COVID-19 i niedawne wtargnięcie tłumu do budynku Kongresu nastąpiło zerwanie z tradycją.

Wśród stosunkowo niewielu gości ceremonii znajdą się między innymi byli prezydenci i członkowie Kongresu. Ci ostatni mogą zaprosić tylko jednego gościa.

Wiele towarzyszących przejęciu władzy wydarzeń zostało odwołanych lub zaplanowano je w wersji online.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Szczepienia aktorów poza kolejnością. 250 tys. złotych kary dla CM WUM

Kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia w Centrum Medycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, gdzie przeciwko Covid-19 zaszczepiono poza kolejnością m.in. znanych artystów, zakończy się karą pieniężną. Minister zdrowia Adam Niedzielski potwierdził nieoficjalne ustalenia RMF FM i poinformował, że stwierdzone do tej pory nieprawidłowości dają podstawę do nałożenia kary w wysokości 250 tys. złotych, ale ta kwota może się zwiększyć.

Doszło do celowego złamania zasad Narodowego Programu Szczepień – oświadczył na konferencji prasowej minister zdrowia Adam Niedzielski. Jak poinformował, osoby spoza grupy zero, które zostały zaszczepione w CM WUM, zarejestrowano jako personel niemedyczny, pracujący w szpitalu. Co ważne, zgłoszenia tych osób dokonano jeszcze przed ogłoszeniem listy wyjątków, pozwalających na szczepienia poza grupą zero.

Szczepienia w ramach kampanii promocyjnej? Nie ma śladów

Niedzielski poinformował, że w czasie kontroli nie znaleziono żadnych umów i innych dokumentów, które potwierdzałyby przedstawianą przez artystów wersję, że ich zaszczepienie było elementem kampanii promocyjnej. Ten wątek ma być jednak jeszcze badany.

Według kontrolerów NFZ, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wiedział od początku o planowanej akcji szczepień obejmującej znane osoby ze świata kultury i sztuki. Profesor Zbigniew Gaciong pytany o to przez dziennikarzy najpierw zaprzeczał, a później utrzymywał, że wśród szczepiących się jedynie widział znane osoby. Ustalenia kontroli uderzają więc w wiarygodność wyjaśnień składanych dotąd publicznie przez rektora WUM.

Minister zdrowia poinformował, że kontrola NFZ w CM WUM ma się zakończyć do końca tego tygodnia.

Zostałem poinformowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, że stwierdzone tylko w pierwszym dniu – podkreślam – nieprawidłowości są podstawą do nałożenia kary w wysokości powyżej 250 tys. zł. To jest minimalna kara, z jaką musi się liczyć Uniwersyteckie Centrum Kliniczne WUM w przypadku naruszenia zasad Narodowego Programu Szczepień – tłumaczył Niedzielski.

Wiemy, że jedna osoba już podała się do dymisji, to jest szefowa tego centrum, które było odpowiedzialne za przeprowadzenie szczepień – mówił Niedzielski. Ale nie można udawać, że ta sytuacja odbywała się bez nadzoru, że tutaj tylko odpowiedzialność jest wyłącznie skoncentrowana na jednej osobie. Odwaga przyznania się do winy, do odpowiedzialności jest również honorowym wyjściem z tej sytuacji. Dlatego apeluję do wszystkich zarówno do władz WUM-u, jak i do osób zaszczepionych, żeby tej odwagi cywilnej im nie zabrakło, żeby przyznali się w tej sytuacji do swojej odpowiedzialności, i tam, gdzie nie ma narzędzi formalnych, żeby ta odpowiedzialność skończyła się skruchą przynajmniej i pokorą – oświadczył.

Niedzielski podkreślił, że sprawa szczepień poza kolejnością ma również wymiar etyczny, „związany z promowaniem postawy nieuzasadnionego preferowania osób, wyznaczania grup uprzywilejowanych niezgodnie z pewną umową społeczną”.

Przyznał, że jest zbulwersowany zachowaniem nie tylko organizatora szczepień poza kolejnością, ale również osób, które publicznie deklarowały, iż są zaskoczone tym, że ich szczepienie odbyło się poza kolejnością.

Wykazywanie zaskoczenia tym, że to nie była moja kolej, że być może to ja powinien być (zaszczepiony – przyp. red.) jest naprawdę tutaj postawą wyparcia, która zresztą pojawia się w wielu wypowiedziach osób publicznych, które właśnie starają się rozliczyć ze swojego szczepienia bądź z odpowiedzialności za szczepienie – ocenił.
Zgodnie z programem szczepień, w pierwszej kolejności przeciw Covid-19 powinni być szczepieni m.in. medycy i pracownicy domów pomocy społecznej. Tymczasem w Centrum Medycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego szczepienia otrzymała grupa osób, które prawo do szczepień powinny mieć w późniejszym etapie – m.in. artyści.

W poniedziałek poinformowano, że powołana przez rektora WUM prof. Zbigniewa Gacionga komisja wykazała liczne nieprawidłowości w organizacji szczepień. Później podano, że dr n. med. Ewa Trzepla została odwołana przez radę nadzorczą spółki Centrum Medyczne WUM Sp. z o.o. ze stanowiska prezesa zarządu.

Kto został zaszczepiony poza kolejnością?

Wśród znanych osób, które zostały zaszczepione w CM WUM poza kolejnością, są m.in. były premier, a obecnie europoseł Leszek Miller, piosenkarka Magda Umer, aktor i piosenkarz Michał Bajor, a także grono aktorów: Krystyna Janda, Maria Seweryn, Andrzej Seweryn, Wiktor Zborowski, Olgierd Łukaszewiczi Anna Cieślak. Twierdzili oni, że zostali zaproszeni do akcji promującej szczepienia.

„Wiedząc, jak wielu Polaków obawia się szczepionki, chciałam dać świadectwo swojego zaufania do jej bezpieczeństwa” – zapewniła Anna Cieślak. „Wierzę naukowcom i lekarzom, którzy zalecają szczepienia, jako bezpieczną i skuteczną drogę do pokonania pandemii i powrotu do normalności” – dodała. Jak podkreśliła, by do tego doszło, konieczny jest „nasz masowy udział w Narodowym Programie Szczepień”.

W weekend pełnomocnik rządu ds. szczepień Michał Dworczyk zapewniał, że oficjalni ambasadorzy rządowej akcji promującej szczepienia nie otrzymali jeszcze szczepionki i czekają na swoją kolej. „Żadna z osób szczepionych wbrew zasadom na WUM nie uczestniczy w akcji promocji szczepień, nie było też nigdy takich planów” – podkreślał także szef Centrum Informacyjnego Rządu Tomasz Matynia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Za nami pierwszy dzień kontroli w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym

Szef resortu zdrowia Adam Niedzielski podsumuje we wtorek pierwszy dzień kontroli w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Kontrolę NFZ w jednostkach związanych z WUM zlecono w związku z zamieszaniem wokół przedterminowych szczepień artystów i polityków. Transmisja w Polsat News i na polsatnews.pl.

– Jest jeszcze kilka wątków sprawy, które muszą zostać wyjaśnione w imieniu ministra zdrowia przez NFZ – podkreślił w poniedziałkowej minister zdrowia w „Gościu Wydarzeń”. – Chcielibyśmy wiedzieć w jaki sposób osoby, które nie należały do personelu medycznego, zostały zapisane na szczepienie – dodał. 

– Chcę się przyjrzeć wątkowi sprawowanego nadzoru, w tym przez rektora – przyznał

– Muszę otrzymać jakieś dokumenty, które potwierdzą, że ten proceder odbywał się według jakiegoś modelu. Również z punktu widzenia całego systemu szczepień w Polsce, chcę wiedzieć, przed jakim ryzykiem należy się zabezpieczać. Chciałbym, żeby to była lekcja – mówił Adam Niedzielski. 

– Jest pytanie, w jakim charakterze te osoby pojawiły się na szczepieniach – jako personel medyczny, niemedyczny? – zastawiał się minister. – Druga sprawa, jaką weryfikujemy – kiedy listy (osób do szczepień – red.) zostały do nas wysłane – nasza wytyczna dot. możliwości szczepień rodzin medyków była wydana 29 grudnia – tłumaczył.

Dziś minister przedstawi wyniki pierwszego dnia kontroli NFZ w WUM.

Wewnętrzna kontrola

Równolegle wewnętrzną kontrolę przeprowadziła Komisja powołana przez rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jej wyniki poznaliśmy w poniedziałek. – Wykazała liczne nieprawidłowości w organizacji szczepień przez Centrum Medyczne WUM Sp. z o.o. – poinformowała rzeczniczka WUM Marta Wojtach.

Z wniosków Komisji wynika, że szczepienia były zorganizowane pod presją czasu w okresie świąteczno-noworocznym, choć planowo CM WUM sp. o.o. przygotowywało się do ich rozpoczęcia 4 stycznia br., zgodnie z pierwotnymi ustaleniami z NFZ. Jednak – jak podano w komunikacie – już 29 grudnia 2020 r. CM WUM sp. z o.o. otrzymało 75 pierwszych dawek, a 30 grudnia 2020 r. kolejnych 375 dawek, które ze względu na to, że zostały dostarczone rozmrożone, należało zużyć do końca roku.

„W związku z tym zdecydowano się zaproponować szczepienia dodatkowym osobom. Wynikało to z obawy, że nie uda się wykorzystać w pełni wszystkich dawek szczepionki w okresie świąteczno-noworocznym” – wyjaśniła rzeczniczka.

Jednocześnie komisja stwierdziła, że CM WUM Sp. z o.o. „nie dopełniło w należyty sposób akcji informacyjnej w społeczności WUM, wśród pracowników szpitali klinicznych, pracowników administracyjnych i studentów WUM”. „Komisja jednoznacznie stwierdza, że w Centrum Medycznym WUM sp. z o.o. miała miejsce zła organizacja akcji szczepień. Komisja stwierdza ponadto fakt braku należytego doboru osób, którym zaproponowano i wykonano szczepienia” – poinformowano w komunikacie.

Z ustaleń komisji wynika również, że rektor WUM prof. Zbigniew Gaciong „nie wywierał żadnych nacisków na zarząd spółki zależnej CM WUM Sp. z o.o. w kwestii doboru osób do szczepienia”. Jak podano w komunikacie, komisja ustaliła, że rektorowi nie zostały przedstawione listy zgłaszanych do szczepień osób i nie znał kryteriów kwalifikacji do szczepień przez CM WUM sp. z o.o.
Źródło info i foto: polsatnews.pl