Chińska agentka przeniknęła do brytyjskiego parlamentu

Tajna agentka pracująca dla Komunistycznej Partii Chin (KPCh) przeniknęła do brytyjskiego parlamentu i próbowała wpływać na procesy legislacyjne – ostrzegł w czwartek brytyjski kontrwywiad. W ostrzeżeniu przekazanym przez MI5 spikerowi Izby Gmin Lindsayowi Hoyle’owi napisano, że Christine Ching Kui Lee „ustanowiła powiązania” dla KPCh z obecnymi posłami i kandydatami na posłów, a następnie przekazywała darowizny finansowe dla polityków, które pochodziły od rezydentów Chin kontynentalnych oraz Hongkongu w taki sposób, by ukryć ich prawdziwe źródło. MI5 dodało, że każdy, kto miał kontakty z Lee, powinien być „świadomy jej afiliacji” oraz tego, że jej „zadaniem jest forsowanie agendy KPCh”.

Lee twierdziła, że jej działalność ma na celu reprezentowanie mieszkających w Wielkiej Brytanii Chińczyków i zwiększenie różnorodności w Izbie Gmin. Według wysłanego ostrzeżenia miała ona kontakty z politykami wszystkich partii, w szczególności z rozwiązanej już ponadpartyjnej grupy ds. Chin.

Stacja Sky News podaje, że z parlamentarnych rejestrów dotacji wynika, iż Lee przekazała posłom ponad 700 tys. funtów, z czego istotna część trafiła do Barry’ego Gardinera, który w laburzystowskim gabinecie cieni za czasów poprzedniego lidera partii Jeremy’ego Corbyna był odpowiednikiem ministra handlu międzynarodowego. W jego biurze poselskim pracował syn Lee, który w czwartek rano zrezygnował z pracy. Gardiner powiedział Sky News, że w sprawie Lee pozostawał od lat w kontakcie z MI5, i zapewnił, że dotacje przekazywane przez Chinkę były na badania i on z nich nie korzystał osobiście, a także nie wpływała ona w żaden sposób na te badania ani jego aktywność poselską.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rozbito gang handlujący bronią

98 jednostek broni palnej, ponad 30 tys. sztuk amunicji, narzędzia do wytwarzania i przerabiania broni oraz 2 kg narkotyków, to efekt akcji CBŚP i Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Do sprawy zatrzymano 16 osób, którym w Mazowieckim Wydziale Zamiejscowym Prokuratury Krajowej przedstawiono zarzuty dotyczące m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, nielegalnego posiadania i handlu bronią oraz amunicją, a także obrotu znacznych ilości narkotyków. Zabezpieczone jednostki broni oraz amunicja ukryte były w drewnie, gołębniku, pralce czy różnego rodzaju torbach z ubraniami i pudełkach.

W przeprowadzonych na szeroką skalę działaniach wzięło udział ponad 300 policjantów. Funkcjonariusze CBŚP wspierani przez Centralny Pododdział Kontrterrorystyczny Policji „BOA” oraz policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie i w Radomiu zatrzymali 16 osób. Wśród nich są osoby podejrzane o udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz współpracujące z nimi. Działania przeprowadzono w województwach mazowieckim i lubelskim. Według śledczych grupa ta działała głównie w okolicach Lublina i Radomia od 2020 roku aż do chwili jej rozbicia. Śledczy zarzucają członkom gangu przede wszystkim handel bronią i amunicją. Członkowie grupy oferowali do sprzedaży niemal pełny asortyment broni palnej, od automatycznej do samodziałowej, a także granaty i materiały wybuchowe. Ofertę handlową uzupełniali marihuaną i haszyszem.

Podczas działań policjanci zabezpieczyli 98 jednostek broni, w tym pistolety maszynowe Scorpion, Uzi, Rak, PPS wz. 43, karabinki szturmowe AK 47 – Kałasznikow, AR 15, Galil ARM, pistolety Glock, CZ, Luger, Beretta, H&K USP, Grand Power, Norinco, karabiny rewolwery, sztucery, dubeltówki oraz broń samodziałową, przerobioną bądź wytworzoną przez członków grupy, a także kuszę z bełtami. Zabezpieczono również ponad 30 tys. sztuk amunicji różnego kalibru, granaty hukowe i łzawiące, tłumiki, lunety oraz narzędzia służące do wytwarzania i przerabiania broni. Policjanci przejęli także marihuanę i haszysz. Wśród ujawnionego arsenału odzyskano legendarny pistolet VIS wz. 35 – będący chlubą uzbrojenia przedwojennego Wojska Polskiego, uważany za jeden z najlepszych pistoletów wojskowych, jakie kiedykolwiek zostały wyprodukowane.
Zabezpieczone jednostki broni oraz amunicja znajdowały się w różnych miejscach m.in. w garażach, warsztatach, szopach, pomieszczeniach gospodarczych, piwnicach czy mieszkaniach, a poukrywane były w stercie drewna, gołębniku, pralce czy różnego rodzaju torbach z ubraniami i pudełkach.

Wszyscy zatrzymani trafili do Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie, gdzie ogłoszono im zarzuty, a następnie na wniosek prokuratora nadzorującego śledztwo w stosunku do 12 zatrzymanych sąd zastosował tymczasowe aresztowanie na 3 miesiące.

Śledczy zapowiadają, że to dopiero początek sprawy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Niemcy: Raport kontrwywiadu. Dwa tysiące groźnych islamistów w kraju

Około dwóch tysięcy islamistów przebywających w Niemczech uznajemy za „szczególnie niebezpiecznych” – przyznał Thomas Haldenwang, szef tamtejszego kontrwywiadu. Kierowany przez niego Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) obawia się też wzrostu zagrożenia terroryzmem w Europie po triumfie talibów w Afganistanie. Szef BfV Thomas Haldenwang stwierdził, że lista dwóch tysięcy nazwisk zawiera „wszystkich, których podejrzewa się o zdolność do przeprowadzenia aktów terroru, w tym zamachów”. Powiedział to gazecie „Tagesspiegel” w 20. rocznicę zamachów na World Trade Center i Pentagon.

Deutsche Welle uściśliło, że liczba niebezpiecznych islamistów jest wyższa niż ta z policyjnego rejestru. BfV rejestruje takie osoby jako „zagrożenie” nawet jeśli nie popełnili karalnego czynu, czego nie robi Federalny Urząd Kryminalny.

Według tej drugiej instytucji, tzw. „osób zagrażających” jest 551, a dodatkowo 536 osób uznano za „powiązane”, czyli mogące udzielać wsparcia „zagrażającym”, np. w zakresie logistyki. BfV przygotowuje się na wzrost zagrożenia terroryzmem w Niemczech po tym, jak władzę w Afganistanie na nowo przejęli talibowie. Instytucja obawia się, że triumf bojowników może przekonać zwłaszcza młodych do ich wizji świata. W jej ocenie istnieje też ryzyko, że terroryści zaczną „intensywniej reorganizować się” w całej Europie.

Thomas Haldenwang zapewnił jednak, że odpowiedni departament w BfV jest zorganizowany tak, aby poradzić sobie z nowymi zagrożeniami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Atak hakerski na skrzynki niemieckich polityków

Grupa hakerów, która stoi za atakiem na ministra Michała Dworczyka, włamała się też do skrzynek niemieckich polityków. Tamtejsze agencje bezpieczeństwa z niepokojem obserwują, jak Rosja próbuje ingerować przed wyborami parlamentarnymi w RFN za pomocą dezinformacji i cyberataków.

Według polskiego rządu grupa UNC1151 jest odpowiedzialna za atak hakerski w ramach akcji „Ghostwriter”, której ofiarą padł szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. „Służby dysponują wiarygodnymi informacjami łączącymi działania grupy UNC1151 z działaniami rosyjskich służb specjalnych” – poinformował rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Niemieckie agencje bezpieczeństwa z niepokojem obserwują, jak Rosja próbuje ingerować także u nich przed wyborami parlamentarnymi w RFN za pomocą dezinformacji i cyberataków. Jak ujawnił tygodnik „Spiegel” członkowie Bundestagu zostali ostrzeżeni przed problemami bezpieczeństwa IT w roku wyborczym.

Jak podawał dziennik „Tagesspiegel”, według poufnego raportu federalnego MSW sporządzonego na posiedzenie konferencji ministrów spraw wewnętrznych „możliwe są różne działania hybrydowe wymierzone w interesy Niemiec, które mogą zakłócić spójność społeczną, zaufanie do instytucji państwowych, kształtowanie woli politycznej, a także procesy wyborcze”.

Strategia „hack and leak”

Służby wywiadowcze Federacji Rosyjskiej w szczególności wykorzystują (strategię) „hack and leak” – ostrzega Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV), czyli niemiecki kontrwywiad, w poufnym „Specjalnym raporcie sytuacyjnym o zagrożeniach i potencjalnych ryzykach, szczególnie ze strony ekstremistów i obcych służb”.

Hack and leak” odnosi się do cyberataków, w których dane są przechwytywane z komputera ofiary, a następnie publikowane w ukierunkowany i zmanipulowany sposób” – wyjaśnia „Tagesspiegel”.

„W specjalnym raporcie sytuacyjnym (BfV), jak i w raporcie MSW, wspomina się o machinacjach rosyjskich sił cybernetycznych, które amerykańska firma bezpieczeństwa Mandiant określa mianem operacji „Ghostwriter”. Hakerzy od miesięcy dokonywali ataków phishingowych na prywatne konta posłów Bundestagu i parlamentów krajów związkowych” – pisze dziennik.

Niemieckie MSW ostrzega parlamentarzystów

„Spiegel” informował już w maju, że frederalny minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer ostrzegał w liście do wszystkich członków Bundestagu przed problemami bezpieczeństwa IT w roku wyborczym. „W ostatnich tygodniach o tym, jak ważne jest bezpieczeństwo informacji, świadczyły różne incydenty” – napisał w liście.

O ile za bezpieczeństwo urządzeń służbowych odpowiada administracja Bundestagu, o tyle odpowiedzialność za korzystanie z prywatnych komputerów i telefonów komórkowych spoczywa na posłach – ostrzegał Seehofer.

Z kolei w marcu „Spiegel” informował, że grupa „Ghostwriter” próbowała dostać się na prywatne konta e-mailowe siedmiu posłów do Bundestagu z SPD i CDU/CSU oraz ponad 70 posłów do parlamentów krajowych. Władze podejrzewają, że za atakiem stał rosyjski wywiad wojskowy GRU.

GRU stał również za atakiem na Bundestag w 2015 r. – uważają niemieckie organy bezpieczeństwa. W tym czasie zaatakowano kilka komputerów, w tym komputery w biurze kanclerz Niemiec Angeli Merkel. W sumie wypłynęło wtedy ponad 16 gigabajtów danych.

Prokurator Generalny uzyskał w zeszłym roku nakaz aresztowania rosyjskiego hakera Dmitrija Badina. Miał on odegrać kluczową rolę w ataku cybernetycznym i pracować dla GRU.

Sejmowa komisja ds. służb o atakach hakerskich

W Polsce na piątek zostało zaplanowano posiedzenie sejmowej komisji ds. służb specjalnych, podczas której w niejawnym trybie ma zostać przedstawiona informacja na temat ataków hakerskich na osoby pełniące funkcje publiczne.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Średnio co 10 godzin FBI otwiera nowe śledztwo ws. Chin

Dyrektor FBI Christopher Wray powiedział we wtorek czasu lokalnego, że działania chińskich służb stanowią największe długoterminowe zagrożenie dla przyszłości USA. Kontrwywiad FBI otwiera nowe śledztwo w sprawie Chin średnio co 10 godzin – dodał.

Wray przemawiał w think tanku Hudson Institute w Waszyngtonie. Jak ocenił, działania chińskiego wywiadu przeciwko Ameryce są niezwykle szeroko zakrojone, uczestniczy w nich niemal cały aparat państwowy i mają jeden cel: zdetronizować USA i „za wszelką cenę” zostać jedynym supermocarstwem.

Wśród działań Pekinu wymienił m.in. szpiegostwo gospodarcze, kradzież danych i pieniędzy, nielegalne działania polityczne oraz wpływanie na politykę USA za pomocą szantażu i łapówek.

Doszliśmy do punktu, w którym FBI wszczyna nowe śledztwo kontrwywiadowcze związane z Chinami co 10 godzin – stwierdził Wray, dodając że spośród 5 tys. otwartych dochodzeń kontrwywiadowczych, prawie połowa dotyczy działalności chińskich służb.

Dyrektor FBI zwrócił szczególną uwagę na prowadzony przez Pekin program nazwany „polowaniem na lisy”, wymierzony przeciwko chińskim emigrantom i dysydentom. Według Wraya chińskie władze zmuszają ich do powrotu do kraju, używając do tego wszelkich metod, włącznie z groźbami śmierci oraz pogróżkami wobec ich rodzin. Jak stwierdził, Chiny zmierzają w ten sposób m.in. do sabotażu amerykańskich badań nad koronawirusem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kontrwywiad ABW ujawnił „hybrydowych” szpiegów

W wyniku działań pionu kontrwywiadu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w marcu br. wydalono z Polski wicekonsula Konsulatu Generalnego Federacji Rosyjskiej w Poznaniu. Pod koniec 2017 r. ABW objęła zakazem wjazdu na teren Polski i strefy Schengen trzech „ekspertów”, którzy kierowali rosyjskimi działaniami hybrydowymi w Europie. Portal tvp.info ujawnia nieznane dotychczas operacje polskiego kontrwywiadu.

ABW w ramach działań neutralizujących zagrożenia obcego wywiadu wykorzystuje m.in. możliwości prawne dotyczące przebywania cudzoziemców na terytorium RP. W wyniku działań ABW w ostatnich latach wydalono z Polski lub odmówiono wjazdu cudzoziemcom, których obecność w Polsce wiązała się z zagrożeniami dla interesów Polski.

Jak dowiedział się portal tvp.info, w marcu 2019 r. w wyniku działań pionu kontrwywiadu ABW wydalono z Polski wicekonsula Konsulatu Generalnego Federacji Rosyjskiej w Poznaniu.

Na podstawie ustaleń agentów mężczyzna został uznany za persona non grata; otrzymał również zakaz wjazdu do Polski i na teren strefy Schengen. Rosjanin prowadził działania niezgodne ze statusem dyplomatycznym, które mogły szkodzić relacjom polsko-rosyjskim.

Kolejnym – nieujawnionym dotychczas – przypadkiem działań kontrwywiadu ABW jest sprawa z końca 2017 r., kiedy to ustalenia Agencji pozwoliły na objęcie zakazem wjazdu do państw strefy Schengen trzech rosyjskich „ekspertów”: Olega B., Dmitryja K. i Aleksieja M.

B. to zastępca dyrektora moskiewskiego think tanku i dyrektor Rosyjsko-Ukraińskiego Centrum Informacyjnego, który sam przedstawia się jako międzynarodowy doradca liderki francuskiego Frontu Narodowego Marine Le Pen.

Kolejny „ekspert” – K. – to rosyjski politolog i publicysta związany z agencją informacyjną „Regnum”, stanowiącą przykrycie dla rosyjskich służb specjalnych w aspekcie prowadzenia wojny informacyjnej w Europie Środkowo-Wschodniej.

Z kolei M. to oficer rosyjskiego wywiadu, działający jako ekspert do spraw międzynarodowych. Należał on do głównych zleceniodawców prorosyjskich projektów realizowanych w Polsce przez środowisko jednej z partii politycznych.

ABW ustaliła, że wszyscy trzej mężczyźni pełnili rolę wiodących moderatorów rosyjskich działań hybrydowych w Europie. Na wniosek szefa ABW zostali objęci zakazem wjazdu do Polski i strefy Schengen.

Przypadki ujawnione

Kolejnym – ujawnionym już wcześniej – przykładem działań tego pionu ABW jest przykład z 2018 r. ze Szwecji, gdzie skazano agenta współpracującego z chińskim wywiadem. Proces, oparty w największym stopniu na materiałach ABW, dotyczył działań szpiegowskich przeciwko diasporze tybetańskiej w Szwecji i poza nią.

Dzięki ustaleniom polskiego kontrwywiadu udało się udokumentować pobyty oskarżonego w Polsce, a także ustalić dane jego oficera prowadzącego. W związku z tym, iż działał on pod przykrywką dyplomatyczną w Polsce, mężczyzna został wydalony i otrzymał zakaz wjazdu do Polski i UE.

W październiku 2017 r. na wniosek szefa ABW wydalono z terytorium RP Dmitryia K., który był przedstawicielem Rosyjskiego Instytutu Studiów Strategicznych w Moskwie (RISS), czyli ośrodka uznawanego za zaplecze analityczne rosyjskiego wywiadu.

Dmitryi K. pracujący w Polsce jako naukowiec, tak naprawdę inicjował elementy wojny hybrydowej przeciwko RP, a także utrzymywał kontakty z rosyjskimi służbami specjalnymi. Do jego „naukowych” zadań należało m.in. wyszukiwanie w środowisku naukowym osób o prorosyjskim światopoglądzie, wciąganie ich do współpracy, a także instruowanie w kwestii szerzenia prorosyjskiej propagandy.

W 2018 roku działania ABW pozwoliły na zneutralizowanie aktywności dwóch struktur sieciowych biorących udział w rosyjskiej wojnie hybrydowej i informacyjnej prowadzonej przeciwko RP.

W związku z materiałami zgromadzonymi w tej sprawie ABW ustaliła personalia osób angażujących się w aktywność wymierzoną w bezpieczeństwo RP. W związku z tym pięć osób zostało objętych zakazem wjazdu do Polski, na wniosek szefa ABW. Jekaterina C. i Anastazja Z., zostały zatrzymywane w Polsce w celu wydalenia.

Szef ABW w ostatnich latach korzystał również z prawa negatywnego zaopiniowania wniosków o wydanie polskiego obywatelstwa. Wydał w tej sprawie 19 negatywnych opinii.
Źródło info i foto: TVP.info

Australijski kontrwywiad chce inwigilować dziennikarzy

Zagraniczne wywiady chętnie werbują australijskich dziennikarzy do szpiegowania, i jest to praktyka powszechna na świecie – stwierdziła w parlamencie wiceszefowa australijskiej służby kontrwywiadowczej. Choć sprawa dotyczy Australii, jej rozwój jest niezwykle interesujący dla wielu krajów demokratycznych, w tym tych w Europie. Dotyczy bowiem prawa dziennikarzy do kontrolowania poczynań władzy oraz prawa władzy do chronienia swoich sekretów w skomplikowanym świecie.

Heather Cook, wicedyrektor Australijskiej Organizacji Bezpieczeństwa Wywiadu (ASIO to odpowiednik polskiej ABW) uważa, że dziennikarze nie mogą być automatycznie wyłączani ze śledztw dotyczących bezpieczeństwa narodowego. Cook prosiła w poniedziałek australijskich posłów podczas przesłuchania w parlamencie, by pozwolili jej organizacji na śledzenie dziennikarzy.

Cook i wielu innych urzędników państwowych tłumaczą się w parlamencie po serii przeszukań, dokonanych w czerwcu br. przez australijską policję w domach dziennikarzy i w redakcjach mediów, które ujawniły serię tajemnic państwowych. Przeszukania wywołały wielką burzę w samej Australii oraz w wielu innych krajach. Australijski rząd został oskarżony o łamanie zasad demokracji i ograniczanie wolności słowa.

W pierwszym przypadku policja przeszukała dom i skonfiskowała archiwum dziennikarza, którzy ujawnił, że rząd Australii chce po raz pierwszy w historii dać australijskiemu wywiadowi elektronicznemu prawo do podsłuchiwania obywateli Australii, w tym dziennikarzy. W drugim przypadku policja przeszukała redakcję publicznej telewizji ABC, która ujawniła ukrywane przez rząd informacje o tym, że australijscy komandosi zabili w Afganistanie grupę cywilów.

Prawa australijskich dziennikarzy do publikowania takich i podobnych informacji bronią tamtejsze i zagraniczne organizacje prawa człowieka i ochrony wolności słowa. W obronę przesłuchiwanych reporterów włączył się m.in. „New York Times”. Australijskie stowarzyszenie dziennikarzy uważa, że rząd mści się na dziennikarzach, którzy utrudniają im życie.

Australijski rząd twierdzi, że w niezwykle skomplikowanej sytuacji międzynarodowej władze muszą mieć możliwości skutecznego zapewnienia bezpieczeństwa swoim obywatelom. Wicedyrektor ASIO w jawnej części swojego przesłuchania powiedziała też posłom, że dziennikarze są szczególnie mocno narażeni na propozycje szpiegowania własnego kraju. I dodała, że dotyczy to „wielu przypadków na całym świecie”, choć nie podała ani jednego przykładu. Dodała za to, że służby wywiadowcze wielu krajów chętnie używają dziennikarstwa jako przykrywki dla swoich oficerów i agentów.

Na razie nie wiadomo, czy i jakie konsekwencje będzie miała dla australijskich mediów i prawa afera związana z akcjami policji przeciwko reporterom.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Federalne Biuro Śledcze może już ujawnić dokumenty ws. Russiagate

Prezydent Trump podpisał w czwartek rozporządzenie, zgodnie z którym prokurator generalny William Barr jest uprawniony do ujawnienia dokumentów rzucających światło na powody, dla których FBI wszczęło śledztwo ws. związków sztabu wyborczego Trumpa z Kremlem.

W tym samym dokumencie Trump wydał polecenie szefom wszystkich agencji wywiadu i kontrwywiadu, aby podległe im placówki – stanowiące część amerykańskiej wspólnoty wywiadowczej – udzieliły jak najdalej idącej pomocy w pracach nad raportem o monitorowaniu tej sprawy przez FBI. Raport ma być przygotowany przez ministra sprawiedliwości i zarazem prokuratora generalnego, Williama Barra.

Prezydent USA zalecił, by współpraca agencji wywiadowczych z prokuratorem generalnym przy śledztwie mającym wyjaśnić dlaczego i w oparciu, o jakie przesłanki wszczęto dochodzenie w sprawie domniemanych kontaktów członków sztabu wyborczego Donalda Trumpa z Rosjanami, „była natychmiastowa i pełna”.

Agencje przypominają w tym kontekście, że niezależnie od zdjęcia klauzuli „poufne” i „tajne” z dokumentów wywiadowczych z 2016 r., które pokazują, w jaki sposób sprawa była monitorowana przez służby, Donald Trump sprzeciwił się udostępnieniu Kongresowi USA pełnej wersji raportu prokuratora specjalnego Roberta Muellera ws. Russiagate, czego domagała się komisja sprawiedliwości Izby Reprezentantów.

Zaprotestował też stanowczo przeciwko wysłuchaniu prokuratora specjalnego Roberta Muellera przez komisję Kongresu badającą domniemane związki sztabu wyborczego Trumpa z Rosją oraz utrudnianie przezeń działania wymiaru sprawiedliwości.

Sprzeciwiając się temu, prezydent Donald Trump, powołał się na przywilej władzy wykonawczej. Jest to przepis, który daje prezydentowi prawo do odmówienia przekazania informacji sądom, Kongresowi i opinii publicznej, aby chronić poufny charakter decyzji podejmowanych przez Biały Dom. AP zwraca uwagę, że w tym przypadku nie jest jasne, czy powołanie się na ten przywilej w związku z raportem Muellera jest prawnie uzasadnione, jako że skrót tego dokumentu został już upubliczniony, a administracja Trumpa przekazywała wcześniej dokumenty i informacje zespołowi prokuratora specjalnego.

Przedstawiciel resortu sprawiedliwości powiedział dziennikarzom, że Trump ma prawo skorzystać z przywileju egzekutywy, nie mógłby jednak zabronić Muellerowi zeznawania w Kongresie.

Zredagowaną wersję raportu opublikowano 18 kwietnia. Cały dokument ma 448 stron, ale na wielu z nich niektóre fragmenty zaczerniono, wskazując na konieczność nieujawniania niektórych wrażliwych danych.

Raport nie zarzuca prezydentowi popełnienia przestępstwa polegającego na utrudnianiu działań wymiaru sprawiedliwości, co było ważnym wątkiem śledztwa Muellera, nie pada jednak jednoznaczne stwierdzenie, iż Trump tego nie robił.

Prezydent wielokrotnie krytykował śledztwo Muellera i określał je jako „polowanie na czarownice”, a po opublikowaniu jego raportu starał się przedstawić konkluzje dokumentu jako swoje zwycięstwo.

Mueller w swym raporcie napisał, że w śledztwie nie stwierdzono, by ktokolwiek ze sztabu Trumpa spiskował z Rosją, i nie znaleziono wystarczających dowodów, by kogokolwiek oskarżyć o to, że jest niezarejestrowanym agentem rosyjskiego rządu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Francja: Urzędnik Senatu podejrzany o szpiegowanie na rzecz Korei Płn.

Wysokiej rangi urzędnik francuskiego Senatu został aresztowany w związku z podejrzeniami, że prowadził działalność szpiegowską na rzecz Korei Północnej – podały francuskie media. Śledztwo w sprawie prowadzi kontrwywiad (DGSI). Benoit Quennedey został aresztowany w niedzielę wieczorem przez funkcjonariuszy DGSI w swoim domu w Paryżu.

Do aresztowania doszło w ramach śledztwa prowadzonego od marca przez paryską prokuraturę w sprawie „gromadzenia i dostarczania obcemu państwu informacji mogących zaszkodzić kluczowym interesom narodu (francuskiego)” – poinformowała agencja AFP, powołując się na źródło w wymiarze sprawiedliwości.

Jako pierwszy o sprawie poinformował program „Le Quotidien” stacji TMC. Quennedey był przesłuchiwany przez DGSI, a jego mieszkanie w Paryżu oraz mieszkanie jego rodziców w Dijon na wschodzie kraju zostały przeszukane – podał dziennik „Le Parisien”.

Ze strony internetowej Senatu (wyższej izby francuskiego parlamentu) można wyczytać, że Quennedey jest jednym z kierowników senackiej dyrekcji ds. architektury, dziedzictwa i ogrodów, odpowiedzialnym za sprawy administracyjne i finansowe.

Quennedey ukończył studia na prestiżowej uczelni ENA i w swojej późniejszej pracy poświęcił kilka publikacji Korei Północnej. Jako przewodniczący Stowarzyszenia Przyjaźni Francusko-Koreańskiej wielokrotnie podróżował na Półwysep Koreański w ciągu ostatnich 13 lat – informuje na stronie internetowej wydawnictwo Delga, które opublikowało książkę jego autorstwa „Korea Północna, ta niewiadoma”.

Ponadto w 2013 r. Quennedey napisał esej o gospodarce północnokoreańskiego reżimu pod tytułem „Gospodarka Korei Północnej. Narodziny nowego azjatyckiego tygrysa”.

W wywiadzie, jakiego w sierpniu udzielił rosyjskiej stacji RT (dawniej Russia Today), Quennedey, przedstawiony jako ekspert ds. międzynarodowych, z zadowoleniem przyjął ocieplenie relacji między Koreą Płn. a USA po zapowiedzi Waszyngtonu, że wstrzymuje działania wojskowe w Korei Południowej.

– Budujemy zaufanie, by wszcząć dialog na właściwej ścieżce – ocenił wówczas w rozmowie, której zapis w formie nagrania wideo zamieszczono na YouTube’ie.
Źródło info i foto: TVP.info

W Niemczech przybywa radykalnych salafitów

W Niemczech przebywa ponad 11 tysięcy zradykalizowanych salafitów. Tak pisze dziennik „Der Tegesspiegel”, opierając się na danych kontrwywiadu, czyli Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji. Jeszcze w 2013 roku radykalnych salafitów było około 5 tysięcy. W ciągu ostatnich pięciu lat ich liczba wzrosła dwukrotnie.

Z danych niemieckiego kontrwywiadu wynika, że radykalnych salafitów w Niemczech od wielu lat systematycznie przybywa, ale największy wzrost odnotowano w ostatnich czterech latach. Najczęściej osiedlają się oni w dużych miastach. Najwięcej salafitów przebywa obecnie w Berlinie i Hamburgu. W każdym z tych miast i landów jednocześnie służby kontrwywiadowcze zarejestrowały po około 800 salafitów, z czego ponad połowa należy do dżihadystów. Tę grupę Federalny Urząd Ochrony Konstytucji zakwalifikował jako osoby niebezpieczne, które są w każdej chwili gotowi do zastosowania przemocy.

Federalny Urząd Ochrony Konstytucji w oficjalnych dokumentach określił salafitów jako groźną bazę dla radykalnego islamu, który może popychać tych ludzi do działań terrorystycznych.
Źródło info i foto: interia.pl