Rosja wydaliła dyplomatów ze stolicy

Rosja uznała za personae non gratae 18 pracowników Delegatury Unii Europejskiej w Rosji w ramach akcji odwetowej – poinformowało w piątek Ministerstwo Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej. Jednocześnie strona rosyjska oskarżyła UE o „konsekwentne niszczenie tworzonej przez dziesięciolecia architektury stosunków dwustronnych”. Rosyjskie MSZ zaznaczyło, że europejscy dyplomaci muszą wyjechać w najbliższym czasie. Na początku kwietnia Unia Europejska wydaliła 19 dyplomatów z rosyjskiego przedstawicielstwa przy Unii Europejskiej. Jako powód podano, że prowadzili działalność niezgodną z ich statusem dyplomatycznym.

Działalność niezgodna ze statusem dyplomatycznym

W dniu 23 marca szef polskiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego przekazał do Ministerstwa Spraw Zagranicznych listę zidentyfikowanych 45 osób: oficerów rosyjskich służb specjalnych i ich współpracowników, którzy przebywając w Polsce korzystają ze statusu dyplomatycznego.

Szef ABW wniósł do MSZ o wydanie decyzji skutkujących pilnym opuszczeniem Polski przez wszystkie objęte wnioskiem osoby, które według opinii szafa agencji prowadziły działalność niezgodną z ich statusem dyplomatycznym. W odpowiedzi na ten krok 8 kwietnia rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało o uznaniu za osoby niepożądane na terenie Federacji Rosyjskiej 45 polskich dyplomatów. W ciągu ostatnich tygodni decyzję o wydaleniu dyplomatów Rosji ogłosiły m.in. władze Francji, Niemiec, Danii, Szwecji, Norwegii, Włoch, Hiszpanii, Portugalii, Litwy, Łotwy i Estonii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Litwa wydaliła ambasadora Rosji

„W reakcji na militarne działania Rosji na Ukrainie Litwa wydala rosyjskiego ambasadora ze swego kraju oraz zamyka konsulat Rosji w Kłajpedzie” – poinformował w poniedziałek szef litewskiej dyplomacji Gabrielius Landsbergis.

Ranga stosunków dyplomatycznych z Rosją zostaje obniżona w odpowiedzi na agresję militarną Rosji przeciwko suwerennej Ukrainie oraz okrucieństwa popełniane przez rosyjskie siły zbrojne w różnych okupowanych miastach Ukrainy, w tym na przerażającą masakrę w Buczy – oświadczył podczas konferencji prasowej Landsbergis.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Molestowanie w taksówkach z aplikacji. Rośnie liczna zgłoszeń w kraju

W ostatnich dniach zgłosiło się do mnie kilkadziesiąt kobiet napastowanych przez kierowców -poinformowała w rozmowie z TVN Warszawa posłanka Koalicji Obywatelskiej, Aleksandra Gajewska. Posłanka zapowiedziała, że zostanie zorganizowane spotkanie z szefami Uber Polska oraz Uber Europa Wschodnio-Centralna, między innymi w celu umówienia procesu weryfikowania kierowców. – Ze swoimi historiami zgłosiło się do mnie kilkadziesiąt kobiet. To są historie podobne do tych, które zostały opisane ostatnio w mediach, czyli takie, które kończą się zgłoszeniem na policję i które wyczerpują znamiona przestępstw czy wykroczeń. Są też takie historie, w których kobiety miały znacznie więcej szczęścia – powiedziała w rozmowie z TVN Warszawa Aleksandra Gajewska, posłanka KO. Jak dodała, chodzi o zgłoszenia z różnych, większych polskich miast, choć przeważają te z Warszawy i okolic.

Posłanka przekazała, że w wielu sytuacjach kobietom udało się odpowiednio zareagować, dzięki czemu nie doszło do tragedii, co nie zmienia faktu, że w każdej z tych historii doszło do przekroczenia granicy.

Gajewska zapowiedziała, że zostanie zorganizowane spotkanie z szefami Uber Polska oraz Uber Europa Wschodnio-Centralna. Na spotkaniu będą omawianie takie kwestie jak proces weryfikowania kierowców czy to, w jaki sposób reagować na niebezpieczne zachowania.

– Chcemy podejść do tego bardzo rzetelnie. Najważniejsze są przede wszystkim skuteczna działalność instytucji takich jak policja, prokuratura i sądy. Poczucie bezkarności kierowców jest przytłaczająca – dodała posłanka.

Wskazała także, że potrzebne są nowe regulaminy i regulacje związane z kontrolą kierowców.

23-letni kierowca Bolta oskarżony o molestowanie

W ubiegłym tygodniu niepokojącą sytuację w trakcie przejazdu Boltem opisała jedna z kobiet (pani Noemi) w mediach społecznościowych. „Zamówiłam Bolta, który miał mnie zawieźć ze spotkania ze znajomymi na Świętokrzyskiej w Warszawie do domu – na Wolę. Ta trasa zwykle zajmuje jakieś sześć minut o tej porze. Wczorajszej nocy trwała godzinę” – napisała.

„Śniło mi się, że mówi do mnie jakiś męski głos i dotyka mnie po pośladkach. Gdy się obudziłam, okazało się, że to nie był sen… facet ze zdjęcia, czyli kierowca Bolta, wywiózł mnie na jakiś parking, było pusto dookoła, jakieś domy jednorodzinne, niedaleko ogromny piętrowy parking typu Park and Ride” – opisywała. Kobieta poinformowała, że po tym jak zagroziła kierowcy policją, ostatecznie odwiózł ją do domu. Po napisaniu skargi do przewoźnika otrzymała zwrot kosztów w wysokości 8,23 zł.

Jak informowaliśmy, kierowca został zatrzymany i trafił na trzy miesiące do aresztu. Nie wiadomo, czy mężczyzna był w przeszłości karany. Policja nie ujawnia również, czy przyznał się do zarzucanych mu czynów. – Gromadziliśmy materiał dowodowy w tej sprawie, po przeprowadzeniu szeregu czynności 23-letni mężczyzna został zatrzymany w piątek. W Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Wola usłyszał zarzut dotyczący innej czynności seksualnej – przekazała w rozmowie z Metrowarszawa.gazeta.pl kom. Marta Sulowska z Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kazachstan: Antyrządowe protesty. 8 tys. zatrzymanych

W ciągu tygodnia od wybuchu gwałtownych zamieszek w Kazachstanie miejscowe służby bezpieczeństwa zatrzymały prawie osiem tysięcy osób – przekazał w poniedziałek resort spraw wewnętrznych tego kraju. Media donoszą o 164 ofiarach śmiertelnych demonstracji tłumionych przez wojsko i policję. Protesty wybuchły po tym, jak władze podniosły ceny gazu.

Demonstracje w całym Kazachstanie rozpoczęły się 2 stycznia i przerodziły w gwałtowne starcia z wojskiem i policją. Manifestanci początkowo protestowali przeciwko podwyżce cen gazu LPG używanego do tankowania samochodów, później ich postulaty przeszły w żądania polityczne. Sytuacja w Kazachstanie ustabilizowała się i znajduje się pod kontrolą władz, a zagrożenie terrorystyczne zostało zneutralizowane – zakomunikował w poniedziałek Komitet Bezpieczeństwa Państwowego (KNB). MSW Kazachstanu podało w poniedziałek, że do tej pory zatrzymano 7939 osób. W niedzielę resort informował o 5135 zatrzymanych.

Władze winią za wybuch przemocy „ekstremistów” i „terrorystów”, z których część – jak twierdzą – pochodzi z zagranicy. – Myślę, że mieliśmy do czynienia z rodzajem spisku, z udziałem krajowych i zagranicznych destabilizujących sił – powiedział w poniedziałek w państwowej telewizji sekretarz stanu i bliski współpracownik prezydenta Erlan Karin.

Prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew ogłosił w kraju stan wyjątkowy i nakazał wojsku i policji strzelać bez ostrzeżenia do „terrorystów”. Na jego prośbę do Kazachstanu przybyli także żołnierze Rosji, Armenii, Białorusi, Tadżykistanu i Kirgistanu, działający w ramach sił pokojowych Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB).

Tokajew zdymisjonował rząd i obniżył ceny gazu. Pod zarzutem zamachu stanu aresztowano byłego szefa KNB Kazachstanu Karyma Masymowa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Coraz więcej zabitych w Kazachstanie. Setki rannych

W zamieszkach w Kazachstanie zostało poszkodowanych ponad tysiąc osób – poinformował tamtejszy resort zdrowia. Wcześniej policja w największym mieście kraju – Ałmaty – podała, że w starciach z funkcjonariuszami zginęło kilkudziesięciu demonstrantów i ośmiu policjantów. Najnowsze dane mówią o nawet 13 zabitych funkcjonariuszach. Według wiceministerki zdrowia Ażar Ginijat około 400 osób przebywa w szpitalach, w tym 62 na oddziałach intensywnej terapii. Policja poinformowała o kilkudziesięciu zabitych protestujących. Ofiary są także po stronie służb – początkowo mówiono o ośmiu zabitych, jednak, jak podała telewizja państwowa, zginęło 13 funkcjonariuszy, w tym dwóm ścięto głowy – podaje Reuters.

„Słychać strzały i krzyki na ulicach Ałmaty” – relacjonuje Biełsat, udostępniając nagrania nagrane w nocy na jednej z tamtejszych ulic.

Zamieszki w Kazachstanie wybuchły 2 stycznia po ogłoszeniu przez rząd podwyżek cen paliw. W kilku największych miastach tysiące demonstrantów wyszły na ulice. Zażądali też odsunięcia od władzy osób związanych z byłym prezydentem Nursułtanem Nazarbajewem. Urzędujący prezydent Kasym-Żomart Tokajew zdymisjonował rząd, odwołał Nursułtana Nazarbajewa ze stanowiska szefa Rady Bezpieczeństwa, ale protesty nie ustały. W środę protestujący demolowali budynki rządowe, redakcje państwowych mediów i biura lokalnych administracji. W całym kraju ogłoszono stan wyjątkowy. Dziennikarze donoszą, że w płomieniach stanęła rezydencja prezydenta. Demonstrujący zajęli także lotnisko, jednak to zostało już odzyskane przez wojsko.

Prezydent Kasym-Żomart Tokajew wezwał na pomoc sojuszników z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Do Kazachstanu polecieli już rosyjscy komandosi. Poinformował o tym sekretariat Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB). Jak dowiedziało się Polskie Radio, w skład rosyjskiego kontyngentu wchodzą jednostki powietrznodesantowe. Mają pomóc w tłumieniu protestów. Gotowość zgłosili także pozostali uczestnicy ODKB: Białoruś, Armenia, Kirgistan i Tadżykistan.

Wcześnie rano w czwartek prezydent Kazachstanu oświadczył, że na jego kraj napadli terroryści, wyszkoleni za granicą. – To podważenie integralności państwa, a co najważniejsze, jest to atak na naszych obywateli, którzy proszą mnie o pilną pomoc. (…) Mieszkańcy Ałmaty padli ofiarą bandytów. Naszym obowiązkiem jest podejmować wszelkie możliwe działania w celu ochrony naszego państwa – stwierdził.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Austria wprowadziła legalną eutanazję

Od soboty w Austrii można legalnie dokonywać eutanazji. Będzie ona podlegała ścisłym regułom, a każdy przypadek zostanie oceniony przez dwóch lekarzy – w tym eksperta medycyny paliatywnej. Osoby dorosłe bez stwierdzonych chorób psychicznych, które chcą umrzeć, muszą posiadać diagnozę medyczną wskazującą m.in. na nieuleczalność schorzenia, a także potwierdzoną zdolność do podejmowania decyzji. Następnym krokiem jest odbycie rozmów z dwoma lekarzami. Po okresie przeznaczonym na podjęcie decyzji (12 tygodni, a w przypadku choroby śmiertelnej 2 tygodnie – PAP) będzie można sporządzić testament u notariusza i otrzymać w aptece śmiercionośny preparat.

Austriacka Rada Narodowa w połowie grudnia zatwierdziła ustawę zdecydowaną większością głosów. Dotychczas według austriackiego prawa każdemu, kto nakłaniał do popełnienia samobójstwa lub w nim pomagał innej osobie, groziło do pięciu lat więzienia.

W nowej ustawie, na życzenie Izby Aptekarskiej, znajduje się zapis dotyczący nieupubliczniania informacji o aptekach wydających śmiertelne preparaty. Dane te będą przekazywane wyłącznie notariuszowi lub adwokatowi pacjenta. Przeciwnicy nowego prawa argumentują, że przepisy nie wyjaśniają, co stanie się ze śmiertelnym preparatem, jeśli nie zostanie użyty lub będzie zużyty tylko częściowo. Wskazują również, że nie zapewnia się opieki tym osobom, które „z pewnością pod ogromną presją psychiczną” pomagają w samobójstwie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

W RPA zatrzymano poszukiwanego bankiera. Podawał, że mieszka w Polsce

W Durbanie na wschodzie RPA zatrzymano portugalskiego bankiera poszukiwanego listem gończym – Joao Rendeiro. Mężczyzna przed ucieczką ze swojego kraju udawał, że mieszka w Polsce. W akcję oprócz służb z Portugalii zaangażowana była południowoafrykańska policja. Joao Rendeiro, który został skazany przez portugalski wymiar sprawiedliwości w trzech procesach o oszustwa i fałszowanie dokumentów, przebywał od kilku tygodni w RPA. Został ujęty wczesnym rankiem przez funkcjonariuszy w jednym z domów w Durbanie. Ze wstępnych ustaleń wynika, że po ucieczce z Portugalii bankier zmieniał miejsce zamieszkania. Przez pewien czas przebywał w Katarze.

Podał polski adres

Podczas śledztwa ustalono, że pod koniec września Rendeiro dyskretnie wyjechał z Portugalii. Aby zmylić policję, kupił kilka biletów lotniczych, w tym dwa na trasie Lizbona-Londyn, podając podczas ich zakupu polski adres zamieszkania. Dodatkowo śledczy potwierdzili, że Rendeiro korzystał ze skrzynki mailowej z polską domeną.

Pod koniec września br. ogłosił na swoim blogu, że uciekł z Portugalii, gdyż nie zgadza się z wymierzoną mu 3,5-letnią karą więzienia za nadużycia podczas kierowania bankiem BPP, który w 2010 r. został zmuszony do ogłoszenia bankructwa. Określił wyrok sądu w Lizbonie za „krzywdzący”, a swoją ucieczkę – za „sprawiedliwą formę obrony”.

Niebawem po ucieczce bankiera portugalski wymiar sprawiedliwości wystawił za nim międzynarodowy list gończy, a także nakazał zajęcie jego mienia, m.in. dzieł sztuki. Ich część, jak ustaliła później policja, okazała się falsyfikatami.
Źródło info i foto: interia.pl

Incydent na granicy. Migranci siłowo przedzierają się do kraju

W rejonie Usnarza Górnego (woj. podlaskie) migranci sforsowali granicę. Zniszczono zabezpieczenia, a 16 cudzoziemców wdarło się na teren Polski. Jak poinformowała Straż Graniczna migranci zostali cofnięci na linię granicy. Straż Graniczna opublikowała nagranie, jak cudzoziemcy w rejonie Usnarza Górnego próbują przedostać się na terytorium Polski i w tym celu niszczą postawione wzdłuż granicy z Białorusią ogrodzenie, rzucając na nie kłody.

W wydanym komunikacie SG podała, że pełniący tam służbę patrol rano poinformował, że cudzoziemcy siłowo forsują granicę. „Około 6 osób rzuciło kilka kłód drzewa na zabezpieczenia graniczne.

W stronę funkcjonariuszy Straży Granicznej i Wojska migranci rzucali kamienie, a ich działaniom asystowali funkcjonariusze służb białoruskich. W wyżej wymieniony rejon zostały skierowane dodatkowe patrole Straży Granicznej, Wojska Polskiego i Policji” – przekazała SG.

Funkcjonariusze, jak zrelacjonowała, „zauważyli również, że cudzoziemcy znajdujący się po stronie białoruskiej posiadają niebezpieczne narzędzia (siekiera i noże)”. „W stosunku do migrantów niszczących zabezpieczenia graniczne użyto środków przymusu bezpośredniego, w tym gazu” – zaznaczono w komunikacie.

„16 nielegalnych migrantów, którzy siłowo wdarli się na teren Polski zgodnie z rozporządzeniem MSWiA zawrócono na linię granicy z Białorusią” – poinformowała SG.

Problem migrantów na granicy

Mowa o rozporządzeniu, które weszło w życie 21 sierpnia i znowelizowało rozporządzenie MSWiA pierwotnie wprowadzone w ub. roku w związku z pandemią. Zgodnie z nim do wjazdu do Polski zza granicy zewnętrznej UE uprawnione są osoby spełniające określone warunki. Nowelizacja wprowadziła przepisy, że pozostałe osoby, które nie mają prawa wjazdu, poucza się o obowiązku niezwłocznego opuszczenia terytorium RP, jak również, że w przypadku ujawnienia tych osób w zawieszonym lub ograniczonym przejściu granicznym oraz poza zasięgiem terytorialnym przejścia granicznego, zawraca się je do linii granicy państwowej.

W ostatnich miesiącach nasila się presja migracyjna na granicy Polski z Białorusią. W tym roku odnotowano ponad 20 tysięcy prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej, z czego ok. połowę w tym miesiącu. SG informuje w ostatnich dniach o kolejnych przypadkach prób siłowego przejścia granicy przez duże grupy cudzoziemców.

Rząd podkreśla, że sytuacja na granicy ma źródło w celowych działaniach reżimu Alaksandra Łukaszenki. Od 2 września w pasie przygranicznym – również w Usnarzu Górnym, gdzie od sierpnia przy granicy koczują migranci – obowiązuje stan wyjątkowy. Rząd na granicy z Białorusią planuje ponadto budowę zapory
Źródło info i foto: interia.pl

Zamach bombowy na gubernatora Jemenu

Wybuch samochodu pułapki w Adenie na południu Jemenu, który pełni funkcję faktycznej stolicy kraju, pociągnął za sobą 5 ofiar śmiertelnych i tyle samo rannych. Według saudyjskiej telewizji Al-Arabija atak był wymierzony w gubernatora Adenu Ahmeda Lamlasa. W kolumnie samochodów rządowych znajdował się również pojazd wiozący ministra rolnictwa i irygacji Salema al-Socotriego. „Ani gubernatorowi, ani ministrowi rolnictwa nic się nie stało, ucierpiała natomiast ich ochrona” – podała telewizja Al-Arabija.

Eksplozja

Do eksplozji doszło w dzielnicy Tawahi, w której koncentruje się życie biznesowe Adenu i całego kraju. W swym wystąpieniu w lokalnej telewizji gubernator Lamlas, mianowany na to stanowisko w lipcu 2020 r., zapewnił, że „pozostaje w dobrym zdrowiu i będzie kontynuował wypełnianie obowiązków”.

Nie wiadomo, kto stał za próbą zamachu – kontrolujący północną część Jemenu (wraz ze stolicą Saną) rebelianci Huti czy też raczej bojownicy Państwa Islamskiego. W grudniu 2015 r., gdy w podobnym zamachu życie stracił ówczesny gubernator Adenu, generał Dżaafar Mohammed Saad wraz z szóstką swych ochroniarzy, do zamachu przyznało się Państwo Islamskie.

Konflikty w Jemenie

Jemen pogrążony jest w chaosie od 2011 roku. Międzynarodowa koalicja krajów, gdzie dominują sunnici: Bahrajn, Bangladesz, Egipt, Jordania, Katar, Kuwejt, Maroko, Senegal, Sudan i Zjednoczone Emiraty Arabskie, a której przewodzi Arabia Saudyjska, od 2015 r. walczy w Jemenie ze wspieranymi przez Iran szyickimi rebeliantami Huti pod hasłem przywrócenia jurysdykcji legalnych władz na całym terytorium Jemenu. Huti kontrolują terytoria na północy i zachodzie kraju.

Dodatkowo krajem wstrząsał w ostatnim okresie konflikt między rządem i separatystami z południa kraju, którzy powołali do życia Południową Radę Tymczasową (STC).

W listopadzie 2019 r. pod egidą Arabii Saudyjskiej uznawany przez społeczność międzynarodową rząd Jemenu i separatyści z południa podpisali w Rijadzie wstępne porozumienie o podziale władzy. Gubernator Ahmed Lamlas, wcześniej członek STC został powołany na to stanowisko w ramach przyjętych wtedy uzgodnień.

Porozumienie z Rijadu, oprócz utworzenia wspólnego rządu, co stało się faktem w grudniu 2020 r., zawierało też kilka innych ważnych postanowień, takich jak rozbrojenie i wcielenie rozmaitych milicji oraz innych formacji militarnych do struktur podległych ministerstwom obrony (armia) i spraw wewnętrznych (policja), saudyjską pomoc gospodarczą dla jemeńskiej gospodarki i całkowitą demilitaryzację Adenu.

Według ONZ konflikty w Jemenie pochłonęły od 2015 r. tysiące ofiar i przyczyniły się do jednego z „największych kryzysów humanitarnych na świecie”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Atak bombowy w Nigerii

W ataku lotniczym na jedną z miejscowości na północy kraju, jaki przeprowadziły w niedzielę siły powietrzne Nigerii, zginęło nawet do kilkudziesięciu cywilów – twierdzą naoczni świadkowie cytowani we wtorek przez media.

Dwa samoloty zrzuciły bomby na targ rybny w miejscowości Daban Masara w niedzielę – powiedział w rozmowie telefonicznej dziennikarzom agencji Reutera niejaki Husaini, który prosił o zatajenie jego nazwiska. Na miejscu zginęło 50 osób, w tym – mój przyjaciel, który przez trzema tygodniami się ożenił – dodał mężczyzna.

Inny z mieszkańców podkreślił w rozmowie z agencją Reutera, że atak bombowy był odwetem za dokonywanie połowów mimo zakazu władz. Rząd jest przekonany, że przychód ze sprzedaży ryb jest wykorzystywany do finasowania ugrupowania Państwo Islamskie Prowincji Afryki Zachodniej (ISWAP), rozłamowej frakcji dżihadystów z Boko Haram – zaznaczył. Twierdzi, że po ataku widział ok. 60 ciał zabitych zgromadzonych w jednym miejscu.

Raport ONZ

Misja ONZ podała natomiast w swoim raporcie, że zabity został jeden z rybaków a sześciu innych jest rannych. W raporcie nie ma informacji o kilkudziesięciu ofiarach nalotów.

Reuters przypomina, że w 2017 r. – zgodnie z decyzją prezydenta Donalda Trumpa – Nigeria zakupiła kilka samolotów A-29 Super Tucanos, które są lekkimi myśliwcami. Główną cechą tych maszyn jest możliwość startu i lądowania w trudnym terenie. Kontrakt na zakup tych samolotów został zamrożony za czasów Baracka Obamy po nigeryjskim ataku powietrznym na obóz uchodźców, w którym życie straciło co najmniej 170 osób.

Agencja zaznacza, że nie ma żadnych wskazówek sugerujących użycie niedawno nabytych, supernowoczesnych samolotów, ale – jak argumentuje – nie można też tego wykluczyć. Mimo licznych ponagleń władze Nigerii nie odpowiedziały na pytania agencji Reutera w sprawie niedzielnych bombardowań.

W Nigerii, gdzie armia i jednostki policji są nader często atakowane przez bojowników Państwa Islamskiego Afryki Zachodniej, od 12 lat trwa rebelia, która pochłonęła już ponad 40 tysięcy ofiar śmiertelnych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl