Ruszył proces ws. zabójstwa Piotra R.

21 września w Sądzie Okręgowym w Kaliszu (woj. wielkopolskie) rozpoczął się proces ws. zabójstwa 34-letniego Piotra R. Zmarły był właścicielem fermy drobiu w Zadowicach, na której zatrudnił swojego 54-letniego znajomego wraz z jego konkubiną. Pozwolił im także mieszkać w budynku na terenie gospodarstwa. To właśnie Krzysztof K. wpakował w kolegę cały magazynek od pistoletu. W sądzie tłumaczył się psychozą i prześladowaniami

Rozpoczął się proces w sprawie śmierci Piotra R. Właściciel fermy drobiu z Zadowic w woj. wielkopolskim zginął we wrześniu 2019 roku od siedmiu strzałów z nielegalnie posiadanej przez niego broni. Do zabójstwa przyznał się Krzysztof K., który pracował na fermie wraz ze swoją konkubiną. Rodzina R. pozwoliła im także mieszkać w jednym z budynków na terenie gospodarstwa.

Znali się z rodzinnej miejscowości

54-latek zeznał, że znał Piotra R. od siedmiu lat z rodzimego Wałcza w woj. zachodniopomorskim. Oboje mieli zatargi z prawem. Zmarły miał być notowany m.in. za przemoc, groźby i narkotyki. Krzysztofa K. karano za rozboje, włamania, kradzieże i uszkodzenia ciała.

Kilka miesięcy przed śmiercią Piotr R. kupił wspomnianą fermę i przeprowadził się na nią wraz z rodziną: żoną, córkami (obecnie w wieku 9 i 3 lat) i teściową.

– Znaliśmy się od 7 lat. Żyliśmy w zgodzie. Mieliśmy do siebie zaufanie. Wiedziałem, gdzie trzyma broń i pieniądze. Kiedy Piotrek kupił w Zadowicach fermę za 700 tys. zł, to mnie i konkubinę zatrudnił u siebie – mówił oskarżony Krzysztof K.

Właściciele mieli dokuczać ukochanej sprawcy

Nieporozumienia między zamordowanym a oskarżonym miały zacząć się wtedy, gdy jak twierdzi Krzysztof K., właściciele zaczęli dokuczać jego konkubinie, poniżać ją, a także grozić jej śmiercią. 54-latek przekonywał, że „do tragedii nie doszło z chęci zysku, kłótni ani porachunków”. – Przyczyny to psychoza i prześladowanie pracowników przez właścicieli firmy – mówił.

Podczas jednej z awantur oskarżony miał stracić panowanie nad sobą. – Poszedłem do garażu i wróciłem do kurnika. Kiedy Piotrek zobaczył, co trzymam w ręku, zaczął biec w moim kierunku. Wystraszyłem się go, bo to rosły i wysportowany mężczyzna; zacząłem strzelać – powiedział oskarżony.

Wystrzelił cały magazynek

Zeznał, że wystrzelił cały magazynek, oddał łącznie 7 strzałów. Kiedy poszkodowany upadł, zdjął mu z szyi łańcuch z krzyżem o wartości 15 tys. zł i uciekł z gospodarstwa. W lombardzie dostał za zrabowany przedmiot 600 zł; pieniądze te planował przeznaczyć na podróż do innego miasta. Został jednak zatrzymany niedługo potem na terenie pustostanu.

Mężczyzna nie przyznał się do usiłowania zabójstwa żony 34-latka i żądania 150 tys. zł. – Chciał strzelić do kobiety, ale broń się zacięła – informował po zatrzymaniu oskarżonego rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. Maciej Meler. Krzysztofowi K. grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Co ze śledztwem ws. zabójstwa wójt gminy Zgierz?

Prokuratura w Zgierzu cały czas prowadzi śledztwo w sprawie śmierci Barbary Kaczmarek. Przypomnijmy, że dotychczasowa wójt zmarła pod koniec lutego w zgierskim szpitalu z powodu rozległych obrażeń głowy i poważnego urazu mózgu. Zarzuty spowodowania u niej ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu usłyszał jej syn, Krzysztof K..

Mężczyzna początkowo trafił do aresztu, który jednak dość szybko opuścił. – Zebrany materiał dowodowy, a w szczególności kolejna opinia biegłych z Zakresu Medycyny Sądowej uzasadniał odstąpienie od najsurowszego środka zapobiegawczego. Podejrzany pozostaje jednak cały czas pod zarzutem spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – mówi Krzysztof Kopania (53 l.) z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Mężczyźnie grozi 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Były dyrektor Domu Dziecka Caritas w Lesznie skazany za molestowanie seksualne chłopca na koloniach

Na 3 lata i 2 miesiące pozbawienia wolności skazał w piątek poznański sąd Krzysztofa K.; byłego dyrektora Domu Dziecka Caritas w Lesznie i b. prezesa Polonii Leszno. Mężczyzna oskarżony był o przestępstwa pedofilskie i posiadanie dziecięcej pornografii.

Do przestępstw o charakterze seksualnym wobec dwóch chłopców w wieku poniżej 15 lat doszło według śledczych w 2017 r. podczas obozu sportowego w Pucku, zorganizowanego przez Salezjańską Organizację Sportową z Poznania. Krzysztof K. był opiekunem uczestników obozu. Po powrocie z kolonii jeden z molestowanych chłopców miał opowiedzieć rodzicom o zachowaniu Krzysztofa K. – ci zawiadomili policję.

Prokuratura oskarżyła Krzysztofa K.; byłego dyrektora Domu Dziecka Caritas w Lesznie i b. prezesa Polonii Leszno o przestępstwa pedofilskie i posiadanie dziecięcej pornografii. Mężczyzna nie przyznał się do winy.

W piątek poznański sąd rejonowy skazał Krzysztofa K. na karę łączną 3 lat i 2 miesięcy więzienia. Sąd wskazał, że mężczyzna ma odbywać karę pozbawienia wolności w systemie terapeutycznym dla sprawców przestępstw na tle seksualnym.

Sąd uznał mężczyznę za winnego posiadania pornografii dziecięcej i molestowania jednego z chłopców. W odniesieniu do przestępstwa, którego miał się dopuścić względem drugiego z małoletnich – sąd uniewinnił mężczyznę podkreślając, że „brak jest jednoznacznych dowodów wskazujących na winę oskarżonego”. Sędzia Przemysław Wita zaznaczył, że chłopiec w swoich zeznaniach nie wskazywał wprost, że był ofiarą niewłaściwego zachowania mężczyzny, a jedynie – że Krzysztof K. przychodził w nocy do pokoju chłopców, „coś robił, ale on nie widział, coś mu opowiadali inni, którzy nie spali”.

Sędzia wskazał w tym przypadku także na nieprawidłowości w działaniu prokuratury. Jak mówił, o ile jeden z chłopców został przesłuchany po ok. miesiącu od zawiadomienia o przestępstwie, to drugi – po ok. 7 miesiącach od powrotu z kolonii.

Nie rozumiem kompletnie tego. Trudno mi to zrozumieć, dlaczego dopiero po tak długim czasie to dziecko zostało przesłuchane. Chyba nie trzeba tłumaczyć, że po takim czasie nawet osoba dorosła, a tym bardziej dziecko – pewnych rzeczy może już po prostu nie pamiętać dokładnie. Trudno tu dywagować, czy to mogło mieć jakieś znaczenie, natomiast nie powinno tak się dziać, że po tak długim czasie osobę, co do której od początku było wiadome, że to dziecko może jakieś wiadomości posiadać, przesłuchać tak późno – mówił sędzia.

Na Krzysztofa K. został także nałożony 5-letni zakaz zajmowania wszelkich stanowisk i wykonywania wszelkich zawodów związanych z wychowaniem, edukacją, leczenie i opieką nad małoletnimi oraz zakaz przebywania w środowiskach i miejscach związanych z małoletnimi. Sąd orzekł również 5-letni zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego oraz zapłatę nawiązki na rzecz chłopca w wysokości 5 tys. zł.

Wydany w piątek wyrok nie jest prawomocny.

Krzysztofa K. nie było na sali w trakcie odczytywania wyroku. Strony postępowania nie chciały komentować postanowienia sądu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ojciec z kolegami brutalnie gwałcił 7-letniego syna. Jest wyrok

Dziecko przez długi czas było usypiane tabletkami i brutalnie gwałcone przez swojego ojca i jego kolegów. Zwyrodnialcy stanęli przed sądem, bo były policjant, pod którego skrzydła trafił chłopiec, nagrał jego wstrząsającą relację. Sąd nie miał litości dla bezwzględnych oprawców.

Pierwsze sygnały, że w życiu chłopca ze Zborowa dzieje się coś złego, pojawiły się w 2013 roku, gdy ten miał sześć lat. Wówczas, jak podaje „Gazeta Wyborcza”, pracownicy socjalni zaniepokoili się wybuchami agresji dziecka oraz niekontrolowaniem przez niego potrzeb fizjologicznych.

Mniej więcej w tym czasie ojciec chłopca wyprowadził się z domu, jednak co jakiś czas mężczyzna zabierał syna do siebie na weekendy. Gdy chłopiec miał 8 lat, w 2015 roku, przyłapano go w szkole na alarmującym zachowaniu – dziecko symulowało akt seksualny na uczniu. Szkoła powiadomiła wówczas policję. Śledczy sprawdzali, czy dziecko nie jest wykorzystywane seksualnie, jednak nie znaleźli dowodów.

Pod koniec 2016 roku sąd rodzinny postanowił odebrać chłopca matce, która nadużywała alkoholu i nie interesowała się dzieckiem. Kilkulatek trafił do pogotowia rodzinnego w Mosinie prowadzonego przez byłego policjanta Krzysztofa Matusiaka.

– To była najbardziej dramatyczna historia, z jaką się zetknęliśmy, a trafiały już do nas i wciąż trafiają dzieci wykorzystywane seksualnie. Żadne nie miało jednak takiej traumy – powiedział Matusiak w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Gdy chłopiec trafił do pogotowia rodzinnego, rozpoznano u niego syndrom stresu pourazowego. Dziecko moczyło się, wyszukiwało w internecie treści pornograficzne, bawiło się genitaliami. Jednak dopiero po pewnym czasie Matusiak poznał dokładne przyczyny tego zachowania. Gdy chłopiec zaufał nowym opiekunom, opowiedział im o traumie, jakiej doświadczył. Były policjant wszystko nagrał, zdobywając tym samym dla sądu materiał dowodowy.

Prokuratura oskarżyła ojca chłopca, 50-letniego Krzysztofa K., o wielokrotne zgwałcenie syna ze szczególnym okrucieństwem. Zarzuty gwałtów na chłopcu postawiono także znajomym mężczyzny – 38-letniemu Marcinowi W. oraz 35-letniemu Karolowi K. Chłopcu pokazywano także treści pornograficzne.

Sąd nie miał litości

Proces mężczyzn był niejawny. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, wszyscy oskarżeni zostali uznani winnymi. Krzysztof K. za wielokrotne zgwałcenie syna ze szczególnym okrucieństwem otrzymał maksymalny wymiar kary przewidziany za to przestępstwo w polskim prawie, czyli 15 lat więzienia. Marcin W. został skazany na 12 lat więzienia, a Karol K. na sześć lat. Oprócz tego mężczyźni zostali pozbawieni praw publicznych odpowiednio na 10, 15 oraz 10 lat. Mężczyźni mają także wypłacić poszkodowanemu chłopcu nawiązkę w łącznej kwocie 250 tys. zł. Zwyrodnialcy nie mogą się także kontaktować z pokrzywdzonym.

„Wyborcza” podaje, że gwałcony chłopiec przebywał w pogotowiu rodzinnym przez rok. Stamtąd trafił do specjalistycznego ośrodka wychowawczego, gdzie przebywa już od dwóch lat. Jego były opiekun Krzysztof Matusiak twierdzi, że trauma, jakiej doznało dziecko, jest tak ogromna, że najprawdopodobniej nigdy nie będzie ono w stanie normalnie funkcjonować w społeczeństwie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Krzysztof K. usłyszy zarzut w związku z zabójstwem na fermie drobiu

Najprawdopodobniej zarzut zabójstwa z użyciem broni usłyszy dziś 53-letni Krzysztof K. Mężczyzna jest podejrzany o śmiertelne postrzelenie szefa fermy drobiu w Zadowicach koło Kalisza w Wielkopolsce. Jak usłyszał nasz dziennikarz Mateusz Chłystun w Prokuraturze Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, niewykluczone, że przesłuchanie nastąpi jeszcze dziś. Wszystko zależy jednak od materiału dowodowego, który wciąż zbierają policjanci.

Kluczowe będą też wyniki sekcji zwłok zastrzelonego 34-latka, którą zaplanowano na jutro. Decyzja o terminie przesłuchania Krzysztofa K. ma zapaść dziś wczesnym popołudniem. Mężczyzna cały czas przebywa w policyjnym areszcie.

Krzysztof K. był pracownikiem sezonowym mężczyzny, którego śmiertelnie postrzelił. Policjanci zatrzymali go wczoraj po 17:00 na ulicy w Kaliszu. Film z obławy opublikował portal faktykaliskie.pl.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano Krzysztofa K. Był poszukiwany w sprawie zabójstwa na fermie drobiu

Krzysztof K. został ujęty przez wielkopolską policję. Był poszukiwany w sprawie zabójstwa 34-letniego właściciela fermy drobiu we wsi Zadowice w Wielkopolsce – obława trwała zaledwie kilka godzin. Wielkopolska policja potwierdziła, że doszło do zatrzymania 53-letniego Krzysztofa K., który poszukiwany był w związku ze sprawą śmierci właściciela fermy drobiu we wsi Zadowice w województwie wielkopolskim. Jak wcześniej informowaliśmy, 34-latek został zastrzelony 2 września około godziny 9.00 rano we własnym gospodarstwie.

Policja zatrzymała poszukiwanego Krzysztofa K.

Rzecznik policji w Poznaniu, Andrzej Borowiak, przekazał na swoim koncie na Twitterze, że w okolicach godziny 18.00 – „Krzysztof K. został zatrzymany przez policjantów kryminalnych, na ulicy w Kaliszu. Po komunikatach w mediach i internecie otrzymaliśmy bardzo dużo sygnałów od mieszkańców. To pomogło w obławie”.

Radio Zet informuje, że Krzysztof K. był pracownikiem sezonowym na fermie drobiu należącej do zastrzelonego gospodarza i zamieszkiwał tam w jednym z budynków gospodarczych. Sprawca zabójstwa miał zastrzelić 34-letniego właściciela gospodarstwa, a następnie porzucić pistolet, z którego padł śmiertelny strzał i uciec w pobliskie pole kukurydzy.

Jak podaje polsatnews.pl, 53-latka poszukiwano nawet za pomocą policyjnego śmigłowca z Wrocławia. Z kolei portal kalisz24.info donosi, że w dniu zabójstwa Krzysztof K. był widziany w Urzędzie Gminy Godziesze Wielkie – miał odpracować kilkanaście godzin prac społecznych. Jedna z urzędniczek twierdzi, że czuła od niego alkohol i dlatego też nie zgodziła się na to, by zaczął odpracowywać to, co musiał. 53-latka miał wtedy odebrać jego szef, właściciel fermy. Tego samego dnia został postrzelony.

Zgodnie z policyjnymi informacjami, poszukiwany 53-latek miał na twarzy charakterystyczny tatuaż „Kocham cię Beatko”, a w czasie zajścia ubrany był w sięgające do kolan niebiesko-białe spodnie, niebieską koszulkę z krótkim rękawem oraz czerwone buty. Tego samego dnia do mediów trafiła informacja, że Krzysztof K. jest poszukiwany, a już o godzinie 18.00 został ujęty na jednej z ulic Kalisza.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Agenci CBA zatrzymali biznesmenów, którzy wręczali łapówkę posłowi

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego z delegatury w Łodzi zatrzymali trzech biznesmenów, którzy w zamian za intratne kontrakty w spółkach Skarbu Państwa wręczali korzyść majątkową posłowi na Sejm RP. Do zatrzymań doszło w Łodzi i Konstantynowie Łódzkim – poinformował rzecznik Biura Temistokles Brodowski.

Bogdan W., Wojciech K. i Krzysztof K. w zamian za łapówki dla posła mieli otrzymać korzystne kontrakty i decyzje administracyjne w samorządzie łódzkim i innych instytucjach publicznych.

Jak ujawnił Brodowski, funkcjonariusze przeszukali mieszkania przedsiębiorców i skonfiskowali materiały, które będą dowodem w sprawie.

Trójka skorumpowanych biznesmenów trafi teraz do prokuratury krajowej w Łodzi, gdzie usłyszy zarzuty. W najbliższym czasie planowane są kolejne czynności procesowe. Sprawa ma charakter wielowątkowy i jest rozwojowa – podaje Brodowski.
Źródło info i foto: TVP.info

Rybnik: Ksiądz gwałcił głuchoniemą 17-latkę. Usłyszał wyrok w zawieszeniu

Rybnicki sąd apelacyjny utrzymał wyrok ws. księdza, który w latach 2012 i 2013 r. miał uprawiać seks z 17-letnią podopieczną. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, Krzysztof K. został skazany na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 6 lat. 45-letni duchowny Krzysztof K. uczył religii w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niesłyszących i Słabosłyszących w Raciborzu. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, mężczyzna miał trzykrotnie uprawiać seks z głuchoniemą 17-latką. Sprawa wyszła na jaw, gdy koleżanka nastolatki przeczytała SMS-y, które ksiądz wysyłał do uczennicy.

Krzysztof K. został skazany przez Sąd Okręgowy w Rybniku na półtora roku więzienia w zawieszeniu na sześć lat oraz grzywnę. Ma także zakaz wykonywania zawodu nauczyciela przez pięć lat. Nie może również przez trzy lata kontaktować się z byłą podopieczną. Sprawą duchownego ma zająć się Kongregacja Nauki Wiary w Watykanie. Krzysztof K. może przestać być księdzem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Bracia, którzy zabili 25-letniego Krzysztofa i spalili jego zwłoki skazani na 25 lat więzienia

W czwartek 16 marca gorzowski sąd okręgowy skazał braci na 25 lat więzienia z zakazem ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. 40-letni Piotr Ż. i 34-letni Krzysztof K. zamordowali 25-letniego Krzysztofa, a potem spalili jego zwłoki na szkolnym boisku. Bracia zadali swojej ofierze kilkanaście ciosów nożem.

Do brutalnego morderstwa doszło 24 października 2015 r. na gorzowskim osiedlu Słonecznym. Właśnie tam Piotr Ż. i Krzysztof K. spotkali 25-letniego Krzysztofa. Ten miał wcześniej grozić jednemu z braci, co wywołało u mężczyzn chęć rozliczenia się za dawne nieporozumienie i urazy. Podczas szarpaniny doszło do morderstwa. Bracia zadali Krzysztofowi kilkanaście ciosów nożem w korpus oraz szyję. Zwłoki 25-latka oblali paliwem i podpalili na szkolnym boisku.

Obaj mordercy szybko zostali zatrzymani przez gorzowską policję. Trafili do aresztów. Podczas długiego procesu obciążali siebie nawzajem.

Prokurator żądała dla obu mężczyzn kar dożywotniego pozbawienia wolności. Sąd po zbadaniu materiału dowodowego uznał, że obaj trafią za kraty na 25 lat. Kary zostały jednak dodatkowo zaostrzone przez sąd. Piotr Ż. będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie dopiero po odbyciu 22 lat kary. Krzysztof K. po tym, jak w więzieniu spędzi 20 lat. Wyroki nie są prawomocne.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Krzysztof K. spalił kobietę, aby zatrzeć ślady kradzieży

– Macie mnie słuchać, inaczej spalę was jak tę k… z Warszawy – w taki sposób 37-letni Krzysztof K. miał terroryzować kompanów z celi. Musiał być bardzo przekonujący, bo doświadczeni przestępcy zdecydowali się na rzadki w tym środowisku krok: zawiadomili policję. Śledczy ustalili, że K. rzeczywiście może mieć na sumieniu brutalną zbrodnię.

Okazało się, że K. prawdopodobnie podpalił mieszkanie z pijaną w sztok gospodynią w środku. Pożar miał zatuszować kradzież mocno zużytych telefonów, telewizora i drobnych kosztowności.

– Właśnie skierowaliśmy Krzysztofa K. na badanie psychiatryczne. Możemy przyjąć z duża dozą pewności, że biegli będą chcieli, aby podejrzany trafił na zamkniętą obserwację psychiatryczną, która wykaże, czy jest on poczytalny – mówi tvp.info prok. Przemysław Ścibisz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

To nie wypadek

1 lipca 2015 r. w mieszkaniu na parterze bloku przy ul. Dalekiej na stołecznej Ochocie wybuchł pożar. Gospodyni lokalu, 62-letnia kobieta trafiła do szpitala z rozległymi oparzeniami. Po kilku dniach zmarła nie odzyskawszy przytomności. Nic nie wskazywało na to, że wydarzenie może mieć inne tło niż nieszczęśliwy wypadek. Tym bardziej, że choć lokal nie cieszył się najlepszą sławą, to jednak na ciele kobiety nie znaleziono śladów przemocy.

Sprawa została, więc szybko zamknięta. Jednak kilka miesięcy później do śledczych zgłosił się pensjonariusz jednego z zakładów karnych. Opowiedział, że razem z dwoma innymi kompanami siedział w celi z „prawdziwym szajbusem”. Krzysztof K. miał regularnie grozić towarzyszom niedoli, że „zrobi z nimi porządek”. Miał także grozić ich spaleniem. W czasie rozmów przechwalał się, że właśnie w taki sposób zabił kobietę w Warszawie. Osadzeni dogadali się, że zawiadomią o tym, co usłyszeli, policję. Jeden z nich opowiedział o wszystkim w czasie przesłuchania..

Kluczowe dowody

Sprawa trafiła do policjantów z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw KSP. Ci wespół z prokuraturą zaczęli sprawdzać, czy K. rzeczywiście jest zamieszany w morderstwo. Śledczy szybko ustalili, że donos zza krat jest prawdziwy. W czerwcu K., który w tym czasie przebywał już na wolności, został zatrzymany. – W czasie postępowania ustaliliśmy, że Krzysztof K. poznał ofiarę dzień wcześniej i przed tragedią pili razem alkohol. Zdobyliśmy nagranie z monitoringu, z którego wynika, że podejrzany wychodzi z bloku, w którym doszło do pożaru. Po ok. minucie wraca i wychodzi z walizką. Telefonował także do siostry z aparatu zabranego z domu zamordowanej kobiety – wyjaśnia prok. Ścibisz.

Krzysztof K. przyznał, że był w mieszkaniu ofiary, ale kategorycznie zaprzeczył, aby miał coś wspólnego z pożarem. Przekonywał, że pewnie, pijana kobieta zasnęła z papierosem w ręku. Nie wzbraniał się przed zarzutami o kradzież i przywłaszczenie przedmiotów zabitej. Usłyszał jednak zarzuty.

Mocnym dowodem przeciwko K. może być fakt, że na zapisie z monitoringu widać, jak rękawem wyciera klamkę drzwi wejściowych do bloku. Wiadomo, że za 20 zł zabranych ofierze kupił bilet na pociąg.

Bez powodu

Warszawscy śledczy dysponują także ekspertyzą biegłego pożarnictwa, który wykazał, że pożar zaczął się przy drzwiach sypialni ofiary. Z jego opinii wynika, że ogień rozprzestrzenił się po mieszkaniu w ciągu 4 minut. I z pewnością nie był to wypadek.

Śledczy mówią, że Krzysztof K. to bardzo niebezpieczny człowiek. – Z naszych ustaleń wynika, że zamordował swoją ofiarę, choć nie musiał tego robić, bo gdy postanowił ją okraść, kobieta była nieprzytomna i nie mogła mu żaden sposób przeszkodzić – mówi jeden ze śledczych. – Podejrzewamy, że zabił, bo chciał to zrobić. Możliwe, że ma skłonności piromańskie. Podczas pobytu w więzieniu miał opowiadać, że podpalił kiedyś kota, który „wyglądał później jak kometa” – dodaje nasz rozmówca.

Co ciekawe przed Sądem Okręgowym w Katowicach toczy się proces, w którym K. jest oskarżony o zamordowanie bezdomnego w pustostanie. Mężczyzna odpowiadał w nim z wolnej stopy.
Żródło info i foto: TVP.info