Ciężko i dotkliwie pobił swoją matkę. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa

Zarzut usiłowania zabójstwa matki usłyszał mieszkaniec Lubania (woj. dolnośląskie). We wtorek ciężko ją pobił w mieszkaniu w Lubaniu. Kobieta w stanie krytycznym trafiła do szpitala. Podejrzany w listopadzie napadał na strażników leśnych i w marcu wyszedł z aresztu, gdzie przebywał z powodu tej napaści.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski poinformował w środę, że dzień wcześniej w mieszkaniu w Lubaniu (woj. dolnośląskie) 24-letni Krzysztof S. dotkliwie i ciężko pobił matkę. – Kobietę śmigłowcem LPR przetransportowano do szpitala w Legnicy, jest w stanie krytycznym. Krzysztofowi S. prokurator postawił zarzut usiłowania zabójstwa matki – powiedział, cytowany przez Polską Agencję Prasową. 

Przypomniał, że podejrzany w listopadzie 2020 roku napadał w lesie na strażników leśnych. Zaatakował ich wówczas metalowym prętem. Jeden ze strażników użył wówczas broni palnej, by obezwładnić napastnika. Po tej napaści Krzysztof S. został tymczasowo aresztowany.

„Obserwacja i opinie biegłych potwierdziły, że Krzysztof S. jest niepoczytalny. Dlatego prokurator skierował do sądu wniosek o umorzenie postępowania karnego wobec niego i orzeczenie środka zapobiegawczego, nakazującego leczenie psychiatryczne w warunkach zamkniętych” – PROK. TOMASZ CZUŁOWSKI

Jednak sąd I instancji orzekł jedynie zwolnienie 24-latka z aresztu, co nastąpiło 31 marca tego roku. Prokurator złożył zażalenie na taką decyzję sądu I instancji i Sąd Okręgowy w Jelenie Górze 19 kwietnia 2021 r. uwzględnił zażalenie prokuratury, orzekając, że podejrzany ponownie trafi do aresztu. Jednak tego postanowienia nie zdążono już wykonać.

Prok. Czułowski poinformował również, że w czwartek, w związku z zarzutem usiłowania zabójstwa matki, prokurator złoży w sądzie wniosek o tymczasowy areszt dla mężczyzny. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest akt oskarżenia przeciwko duchownemu, który miał molestować nieletnich

Krzysztof S., 46-letni ksiądz, który jest oskarżony m.in o wykorzystywanie seksualne małoletnich i posiadanie treści pornograficznych z udziałem dzieci, stanie przed sądem. Duchowny usłyszał cztery zarzuty. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności. Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach poinformował, że śledztwo w tej sprawie się zakończyło, a do Sądu Rejonowego w Kielcach został skierowany akt oskarżenia. Duchownemu przedstawiono cztery zarzuty. W dwóch przypadkach chodziło m.in. o seksualne wykorzystanie małoletnich poniżej 15. roku życia w zamian za udzielenie im korzyści majątkowej. Trzeci zarzut związany jest z posiadaniem przez 46-latka treści pornograficznych m.in. z udziałem małoletnich. Natomiast czwarty związany jest z „uzyskaniem dostępu i utrwaleniem treści pornograficznych z udziałem małoletniego”.

Zarzuty dotyczą zdarzeń, które miały miejsce w latach 2017-2020 na terenie województw małopolskiego, świętokrzyskiego i śląskiego. Krzysztof S. przyznał się tylko do posiadania pornografii dziecięcej, w początkowym etapie śledztwa składał wyjaśnienia – dodał Prokopowicz.

Śledztwo w tej sprawie prokuratura prowadziła od jesieni ubiegłego roku. 13 czerwca mężczyzna został zatrzymany i doprowadzony do Prokuratury Rejonowej Kielce-Wschód, gdzie przedstawiono mu zarzuty. Grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Podejrzany o zabójstwo w Dąbrówce trafił do aresztu

34-latek podejrzany o zabójstwo z rozbojem na 32-latku w Dąbrówce (Kujawsko-Pomorskie) trafił do aresztu na trzy miesiące – poinformował Adam Andrejczuk, zastępca szefa tucholskiej prokuratury. Ciało ofiary znaleziono przed jego posesją, miał kilkadziesiąt ran kłutych i ciętych. Ciało 32-letniego mężczyzny znaleziono w piątek 1 maja przed wejściem na jego posesję, przy samochodzie.

– 32-letniemu Krzysztofowi S. prokurator przedstawił zarzut zabójstwa z rozbojem oraz podżegania do zabójstwa. Podejrzany przyznał się do wszystkich czynów. Grozi mu kara dożywotniego więzienia – powiedziała w poniedziałek Agnieszka Adamska-Okońska, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.

Sprawę bada Prokuratura Rejonowa w Tucholi.

Analizowane są dwa możliwe motywy

Śledczy ustali, że narzędziem zbrodni był nóż. Analizowane są dwa możliwe motywy zabójstwa, ale prokuratura nie ujawnia ich na tym etapie.

– Trwają czynności z pozostałymi pięcioma zatrzymanymi. Oni najprawdopodobniej nie usłyszą zarzutów zabójstwa, ale inne, związane z ich udziałem w tym przestępstwie – dodała Adamska-Okońska.

Sąd w Tucholi przychylił się do wniosku prokuratury i aresztował Krzysztofa S. na trzy miesiące.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Ruszył proces Krzysztofa S. z Izdebek. Miał molestować seksualnie swoje córki

38-letni Krzysztof S. z Izdebek (Podkarpackie) oskarżony o molestowanie seksualne trzech córek poniżej 15. roku życia stanął przed sądem w Brzozowie, gdzie w czwartek rozpoczął się jego proces. Z uwagi na charakter sprawy, odbywa się on z wyłączeniem jawności. O tym, że w domu dzieje się źle zrobiło się głośno niespełna rok po tym jak przez 3 dni służby ratunkowe i mieszkańcy szukali 12-letniego syna mężczyzny.

Odnaleziony chłopiec był wychłodzony, miał problemy z komunikowaniem się. Okazało się, że w rodzinie dzieje się bardzo źle. Dzieci były zaniedbane i żyły w fatalnych warunkach, głodne jadły to, co znalazły w psiej misce. Dom zamienił się w melinę.

Co gorsza – o wszystkim wiedział miejscowy GOPS. Rodzina miała wyznaczonego asystenta, korzystała z zasiłków, ale pieniądze wydawane były głównie na alkohol. W toku postępowania wyszło na jaw, że 3 dziewczynki były molestowane seksualnie przez swojego ojca.

Każdą z dziewczynek molestował co najmniej kilka razy

Oskarżony został dowieziony na rozpoczęcie procesu z aresztu. Prokuratura w Lublinie oskarżyła 38-letniego Krzysztofa S., ojca dziesięciorga dzieci, o doprowadzenie trzech swoich małoletnich córek, poniżej 15. roku życia, do tzw. innych czynności seksualnych. Według aktu oskarżenia, czynów tych dopuścił się w okresie od kwietnia do listopada 2018 r.

Jak mówiła w chwili skierowania aktu oskarżenia rzeczniczka lubelskiej prokuratury prok. Agnieszka Kępka nie były to pojedyncze przypadki – ojciec molestował każdą z dziewczynek co najmniej kilka razy.

W trakcie śledztwa oskarżony nie przyznał się do żadnego z zarzucanych mu czynów, składał jedynie krótkie wyjaśnienia.

Zdaniem biegłych psychiatrów i seksuologa Krzysztof S. miał zdolność rozpoznania znaczenia swoich czynów i pokierowania swoim postępowaniem. Jego stan psychiczny pozwala na udział w procesie.

Żona nie wierzy w winę męża

Żona oskarżonego, która występuje jako świadek, powiedziała dziennikarzom przed rozpoczęciem rozprawy, że nie wierzy w winę Krzysztofa, i że jest on dobrym ojcem. Dodała, że dzieci obecnie przebywają w placówce opiekuńczej w Sanoku i chce, żeby szybko wróciły do domu.

Prokurator Dariusz Lenard z prokuratury w Lublinie powiedział dziennikarzom, że w sprawie przesłuchano około 30 świadków, w tym niektóre z dzieci oskarżonego (część skorzystała z odmowy składania zeznań, a część jest zbyt mała na przesłuchanie).

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu w Brzozowie jesienią 2019 r. ale akta sprawy zostały zwrócone prokuraturze, bowiem sąd uznał, że w postępowaniu przygotowawczym występują istotne braki, które prokuratura powinna uzupełnić.

Chodziło m.in. o to, że zwyczajowo w tego typu sprawach do akt dołącza się stenogram z przesłuchania małoletniego. Tymczasem w aktach sprawy znajdował się protokół z tego przesłuchania, wobec czego – według prokuratury – stenogram nie był konieczny.

Prokuratura złożyła zażalenie na postanowienie sądu o zwrocie akt i sąd II instancji uchylił decyzję sądu w Brzozowie i skierował sprawę do rozpoznania ponownie do tamtejszego sądu. Krzysztof S. został zatrzymany i postawiono mu zarzut dopuszczenia się innej czynności seksualnej wobec dziecka.

W międzyczasie śledztwo przeniesiono do Lublina. W jego trakcie pojawiły się nowe okoliczności, świadczące o tym, że również dwie inne córki Krzysztofa S. mogły być przez niego wykorzystywane seksualnie. Z nieoficjalnych informacji wynika, że dziewczynki miały wtedy po kilka lat. Wówczas prokuratura uzupełniła 38-latkowi zarzuty.

Ze śledztwa w tej sprawie wyłączony został do odrębnego postępowania wątek dotyczący niedopełnienia obowiązków przez pracowników Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej oraz narażenia przez to małoletnich dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i uszczerbku na zdrowiu. Pracownicy GOPS mieli także nie zobowiązać rodziców do opieki i przez to również narazić dzieci.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Podkarpacie: 39-latek z Izdebek oskarżony o molestowanie córeczek. Niebawem ruszy proces

Nieporozumienia między prokuraturą a sądem rozstrzygnął sąd wyższej instancji. Teraz już nic nie stoi na przeszkodzie, aby Krzysztof S. (39 l.) z Izdebek na Podkarpaciu odpowiedział za ohydne czyny, których miał się dopuścić wobec trzech swoich kilkuletnich córeczek.

Choć akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Brzozowie wiele tygodni temu, proces jeszcze się nie rozpoczął. Nieoczekiwanie sąd dopatrzył się braków w dokumentach. Chodziło o stenogram z przesłuchania dziecka. Prokuratorzy z Lublina, którzy zajmowali się sprawą, byli zdziwieni. Według nich akt oskarżenia jest kompletny, a z przesłuchania jest nawet nagranie. Decyzję zaskarżyli do Sądu Okręgowego w Krośnie, który przyznał im rację. Akt oskarżenia wróciły zatem do brzozowskiej rejonówki. Teraz ten sąd powinien niebawem wyznaczyć termin pierwszej rozprawy.

O wielodzietnej rodzinie z Izdebek rok temu mówiła cała Polska. To wtedy zaginął najstarszy syn Danielek (13 l). Dwie doby błąkał się po lesie na bosaka i omal nie zamarzł. Na szczęście w porę odnalazł się cały i zdrowy. Akcja poszukiwawcza skupiła większą uwagę śledczych i na jaw wyszedł dramat, który rozgrywał się w czterech ścianach biednego domu.

Prokuratura oskarżyła Krzysztofa S. (39 l.) o pedofilię. Według śledczych ojciec krzywdził trzy dziewczynki. Kilkukrotnie dopuszczał się wobec nich tzw. innych czynności seksualnych. Ten horror miał trwać miesiącami. Po ujawnieniu koszmaru, dziesięcioro dzieci małżeństwa S. trafiło do rodziny zastępczej.

Oskarżony ojciec na swój proces oczekuje w areszcie. Podczas śledztwa do niczego się nie przyznał. Grozi mu do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

39-letni ojciec molestował seksualnie swoje córki

Ojciec zgotował swoim dzieciom prawdziwe piekło. Prokuratorskie śledztwo ujawniło horror, który rozgrywał się w domu na uboczu wsi w małych Izdebkach na Podkarpaciu. Ojciec dziesięciorga dzieci traktował córeczki jak seksualne zabawki. Molestował 3 dziewczynki. Choć do domu wielokrotnie przychodził kurator, asystent rodziny i dzielnicowy, nikt nic nie zauważył.

O rodzinie z Izdebek rok temu mówiła cała Polska. To wtedy zaginął najstarszy syn Danielek (13 l). Dwie doby błąkał się po lesie na bosaka i omal nie zamarzł. Szukało go niemal tysiąc osób. Przy okazji wyszła na jaw sprawa, które zbulwersowała całą lokalną społeczność.

Horror w domu

Policjantki poszły do domu po ubranie dziecka dla psa tropiącego. Wtedy w rzeczach do prania znalazły bieliznę ze śladami krwi. Zaczęto drążyć sprawę, w końcu wszczęto śledztwo. Okazało się, że wyrodny ojciec wykorzystywał swoje córki. Został aresztowany, a wszystkie dzieci zabrane do rodzin zastępczych.

Teraz prokuratura oskarżyła Krzysztofa S. (39 l.) o pedofilię. Według śledczych ojciec krzywdził trzy dziewczynki. Kilkukrotnie dopuszczał się wobec nich tzw. innych czynności seksualnych. Ten horror miał trwać miesiącami.

Akta wracają do prokuratury

We wsi Krzysztof S. nie cieszył się dobrą opinią. – Do pracy się nie garnął. Nie raz chwalił się, że on fabrykę to ma w spodniach – mówi znajomy rodziny.

Mieszkańcy współczuli dzieciom. – Tam od zawsze była bieda. Poprawiło się im, kiedy dostali 500 plus. Trochę pomagała gmina, wyremontowali pokój, a na komunię Danielka zrobili uroczystość, aby chłopcu nie było przykro – mówi sąsiadka.

Babcia dzieci twierdzi, że o niczym nie wiedziała. – O niczym nie miałam pojęcia. Danielek często do mnie odwiedzał i reszta wnuków też przychodziła. Mieszkamy przecież blisko siebie. Nigdy na nic się nie skarżyły – mówi pani Stanisława.

Krzysztof S. miał niebawem stanąć przed sądem, ale akta sprawy zostały nieoczekiwanie odesłana do prokuratury. – W dokumentach są braki, trzeba je uzupełnić – powiedział nam Artur Lipiński, rzecznik Sądu Okręgowego w Krośnie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sąd uchylił areszt adwokatowi oskarżonemu o znęcanie się nad niepełnosprawną żoną

Prokuratura złożyła zażalenie na decyzję sądu, który wypuścił z aresztu adwokata oskarżonego o znęcanie się nad niepełnosprawną małżonką. Krzysztof S. jest objęty dozorem i ma zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 200 metrów.

– Prokuratura Rejonowa Warszawa Ochota skierowała zażalenie na postanowienie Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy, którym sąd uchylił stosowane wobec Krzysztofa S. tymczasowe aresztowanie – poinformował prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Zażalenie trafiło do sądu 17 lipca.

Krzysztof S. wyszedł na wolność w ubiegłym tygodniu. Decyzja o uchyleniu mu aresztu zapadła na drugiej rozprawie procesu, po przesłuchaniu świadków, w tym pokrzywdzonej, czyli jego żony. Adwokat jest teraz objęty dozorem policyjnym, ma zakaz kontaktowania się z małżonką i zakaz zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż 200 metrów.

Do czasu rozpatrzenia zażalenia pozostanie na wolności

– W ocenie prokuratora, jedynie izolacyjny środek zapobiegawczy jest w stanie zabezpieczyć prawidłowy tok postępowania. W dalszym ciągu zachodzi bowiem realna obawa matactwa procesowego. Ponadto, biorąc pod uwagę ustalenia sprawy i przestępstwo, o jakie został oskarżony, realnie grozi mu surowa kara pozbawienia wolności – dodał prok. Łapczyński.

Do czasu rozpatrzenia zażalenia Krzysztof S. będzie na wolności.

Pytania o powód zmiany środka zapobiegawczego wysłaliśmy do sądu.

„W odpowiedzi na zadane pytanie uprzejmie informujemy, że w związku z tym, że sprawa toczy się z wyłączeniem jawności, nie udzielamy żadnych informacji o jej przebiegu” – odpisała Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jawność procesu wyłączono 5 lipca, na pierwszym posiedzeniu sądu. Sędzia Urszula Andrejuk-Kielak decyzję uzasadniła, przede wszystkim, ważnym interesem prywatnym pokrzywdzonej.

„Wielokrotnie wszczynał awantury, wyzywał i poniżał pokrzywdzoną”

Krzysztof S. jest doktorem prawa i adwokatem. Do niedawna był także głównym przedstawicielem warszawskiej fundacji wspierającej osoby dotknięte przemocą w rodzinie. W internecie pisał o sobie „trzymam stronę kobiet”. Na ławę oskarżonych trafił pod zarzutem znęcania się nad żoną, „jako osobą najbliższą i nieporadną ze względu na jej stan psychiczny i fizyczny”. Kobieta przeszła ciężką chorobę nowotworową. Teraz jest na rencie.

„Wielokrotnie wszczynał awantury, wielokrotnie wyzywał i poniżał pokrzywdzoną, (…) szarpał i popychał, zaś od lutego 2018 r. stosował przemoc fizyczną wobec pokrzywdzonej, polegającą na wielokrotnym biciu pięściami po głowie i kopaniu po całym ciele” – napisał prokurator w akcie oskarżenia.

Krzysztof S. został zatrzymany w marcu po tym, jak „przewrócił pokrzywdzoną, kopał ją po głowie, uderzał ją w głowę metalowym pojemnikiem typu żardiniera nie mniej niż 10 razy i uderzał po całym ciele plastikowym wieszakiem, czym doprowadził do powstania u pokrzywdzonej urazu głowy, urazu twarzoczaszki ze złamaniem dolnej ściany oczodołu lewego z przemieszczeniem odłamków, rany tłuczonej łuku brwiowego lewego krwiaka okularowego po stronie lewej, rany podeszwy lewej” – wyliczał prokurator.

Jak informował w maju rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, „z relacji świadków, w tym sąsiadów, wynika, iż Krzysztof S. został przez nich poznany, jako osoba często widywana w stanie upojenia alkoholowego, miał też opinię osoby agresywnej” – mówił prok. Łukasz Łapczyński.

Krzysztofowi S. grozi nawet 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Areszt dla b. prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie

Warszawski sąd zgodził się na aresztowanie na trzy miesiące b. prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie sędziego Krzysztofa S. Jest on podejrzany m.in. o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i przyjęcie korzyści majątkowej w wysokości co najmniej 376 tys. zł.

Rozstrzygając wniosek prokuratury „sąd wziął pod uwagę realną obawę matactwa oraz zagrożenie surową karą” – poinformowała dziś rzeczniczka warszawskiego sądu okręgowego ds. karnych sędzia Anna Ptaszek. Dodała, że okres zastosowanego aresztu wyznaczono do 6 września 2017 r.

– Z decyzją sądu się nie zgadzam, będę na nią składał stosowne zażalenie. W moim odczuciu w tym przypadku areszt nie jest konieczny, staje się antycypacją kary. Dotychczasowa postawa mojego klienta wskazywała, że nie ma potrzeby sięgnięcia po ten najbardziej rygorystyczny środek zapobiegawczy- powiedział natomiast dziennikarzom po wyjściu z sądu obrońca podejrzanego mec. Jan Olszewski.

Obrońca dodał, że sąd zgodził się z argumentami prokuratury dotyczącymi „powagi postawionych zarzutów oraz ewentualnej obawy matactwa i rozwojowego charakteru sprawy”. – Podkreślam, że te zarzuty nie mają nic wspólnego z działalnością orzeczniczą mojego klienta – dodał mec. Olszewski.

Posiedzenie ws. aresztu odbyło się przed południem w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa, trwało ponad godzinę. Po godz. 13 sąd ogłosił zaś decyzję w sprawie.

Krzysztof S. zatrzymany w Krakowie

Sędzia Krzysztof S. został zatrzymany w czwartek w Krakowie przez CBA, kilka godzin po tym, jak Sąd Najwyższy wyraził zgodę na jego zatrzymanie i ewentualne aresztowanie. SN uwzględnił tym samym zażalenie prokuratury na uchwałę łódzkiego sądu, który w marcu nie wyraził takiej zgody.

Wątek dotyczący b. prezesa SA w Krakowie został wyłączony do odrębnego postępowania ze śledztwa prowadzonego przez CBA pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie i przekazany do Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej. Prowadzi on postępowania karne dotyczące prokuratorów i sędziów.

Udział w zorganizowanej grupie przestępczej

Wczoraj prokuratorzy zarzucili S. udział w zorganizowanej grupie przestępczej, niedopełnienie obowiązków prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie i przyjmowanie korzyści majątkowych znacznej wartości w kwocie nie mniejszej niż 376 tys. 300 zł oraz pranie brudnych pieniędzy i poświadczania nieprawdy w dokumentach. Podejrzanemu grozi nawet 12 lat więzienia.

Z ustaleń śledczych w tej sprawie, m.in. z zeznań świadków, wynika, że umowy opiewające zwykle na 8 tys. zł miały charakter fikcyjny, a były prezes sądu przyjmował pieniądze, ale nie wykonywał zleceń. Nie informował też Ministerstwa Sprawiedliwości, że podejmuje dodatkowe prace zarobkowe, ani nie wykazywał dodatkowych zarobków w oświadczeniach majątkowych.

20 marca sąd dyscyplinarny przy łódzkim sądzie apelacyjnym badał wniosek Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie o uchylenie immunitetu sędziemu, a także o wyrażenie zgody na jego zatrzymanie i ewentualne aresztowanie. Sąd zgodził się wtedy na uchylenie immunitetu i postawienie mu zarzutów, ale nie wyraził zgody na jego zatrzymanie i areszt.

Na tę decyzję – w zakresie braku zgody na zatrzymanie i ewentualny areszt – zażalenie złożyła prokuratura. W czwartek rozpoznał je Sąd Najwyższy – jako sędziowski sąd dyscyplinarny II instancji i zmienił uchwałę łódzkiego sądu, wyrażając zgodę także na zatrzymanie i ewentualne aresztowanie sędziego.
Krzysztof S.: postąpiłem „nieroztropnie”

B. prezes krakowskiego SA mówił w czwartek przed SN, że być może w niektórych kwestiach postąpił „nieroztropnie”, ale – jak zapewnił – nie mataczył w tej sprawie i nie będzie mataczył. „Chciałbym, aby sprawa była wyjaśniona przez sąd, więc nie składałem zażalenia na uchylenie mi immunitetu” – dodawał. Ponieważ nie wpłynęło odwołanie sędziego od tamtej decyzji, uchylenie immunitetu uprawomocniło się już na przełomie kwietnia i maja.

W śledztwie prowadzonym przez rzeszowską prokuraturę regionalną podejrzanych jest już kilkanaście osób, z których większość przebywa w aresztach. Są to m.in.: dyrektor SA w Krakowie Andrzej P., główna księgowa tego sądu Marta K., dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa Marcin B. oraz osoby reprezentujące podmioty gospodarcze, które miały wykonywać fikcyjne usługi na rzecz sądu.

Według prokuratury, wszyscy wchodzili w skład zorganizowanej grupy przestępczej działającej co najmniej od lipca 2012 r. do listopada 2016 r. w Krakowie i innych miejscowościach, na której czele stał dyrektor SA w Krakowie. Według śledczych proceder polegał na zawieraniu przez SA w Krakowie licznych umów z zewnętrznymi firmami o świadczenie fikcyjnych usług. Firmy te zlecały następnie zamówione przez SA usługi pracownikom tego sądu, w tym jego ówczesnemu prezesowi.
Źródło info i foto: onet.pl

Akcja CBŚP w Szczecinie. Utrudniali śledztwo w sprawie zabójstwa byłego boksera

Pomagali w ukrywaniu się sprawcom zabójstwa Krzysztofa S., byłego boksera oraz przechowywali przedmioty, które posłużyły do tej zbrodni. Szczecińscy funkcjonariusze CBŚP zatrzymali trzech mężczyzn, utrudniających postępowanie w tej sprawie. Znaleźli też u nich nielegalną broń.

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji ze Szczecina od ponad roku pracują nad sprawą zabójstwa 35-letniego Krzysztofa S. Doszło do niego 18 lutego 2016 roku w dzielnicy Dąbie w tym mieście. Były bokser i ochroniarz w klubach nocnych miał dostarczyć do jednego z salonów gier nowy automat. Tam doszło do awantury. Do lokalu wpadło kilku mężczyzn uzbrojonych w pałki i siekiery mężczyzn. Zaatakowali Krzysztofa S. i dotkliwie go pobili. Mężczyzna zdołał jeszcze dotrzeć do pobliskiej jednostki policji, ale jego obrażenia okazały się na tyle poważne, że wkrótce potem zmarł.

Od tego czasu sukcesywnie zatrzymywane są osoby, które miały swój udział w tym przestępstwie. – Policjanci ustalili, że do zbrodni doszło na tle porachunków między członkami grup przestępczych. Natomiast ofiara zmarła w wyniku obrażeń powstałych po użyciu maczety – poinformowała Onet komisarz Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka CBŚP.

Pracujący nad sprawą funkcjonariusze ustalili, że w zdarzeniu brało bezpośrednio udział czterech mężczyzn. Jeden z nich został zatrzymany w ciągu kilku godzin od zabójstwa. Inny uciekł i zaczął ukrywać się w Norwegii. Współpracując z tamtejszą policją polscy funkcjonariusze CBŚP ustalili miejsce pobytu poszukiwanego Tomasza K. W konsekwencji mężczyzna został zatrzymany w tym państwie, a następnie w styczniu tego roku odbyła się jego ekstradycja do Polski.

Teraz policjanci dotarli do osób, które pomagały bezpośrednim sprawcom, aktualnie przebywającym w tymczasowym areszcie. – W Szczecinie, Wolinie i Kołobrzegu funkcjonariusze zatrzymali trzech mężczyzn, którzy utrudniali prowadzenia postępowania w tej sprawie. Byli kompletnie zaskoczeni wizytą policjantów. Według ustaleń funkcjonariuszy, zatrzymani pomagali sprawcom zabójstwa w ukrywaniu się, jak również przechowywali przedmioty, który posłużyły do tej zbrodni – relacjonuje Agnieszka Hamelusz.

Policjanci podczas przeszukania znaleźli m.in. nielegalną broń palną, amunicję, pałkę teleskopową oraz maczetę. Ten ostatni przedmiot mógł zostać użyty w zabójstwie. Zabezpieczono także ponad trzy tysiące euro.

Zatrzymani zostali doprowadzeni do zachodniopomorskiego Wydziału do Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie, gdzie usłyszeli zarzuty posiadania nielegalnej broni oraz utrudniania postępowania karnego. Sąd zadecydował o tymczasowym aresztowaniu jednego z nich na dwa miesiące. Śledztwo w tej sprawie wciąż trwa.
Źródło info i foto: onet.pl

Dwie osoby zatrzymane w związku z aferą podsłuchową. Kilkanaście przeszukań

Dwie osoby zostały zatrzymane w śledztwie dotyczącym zdarzeń powiązanych z tzw. aferą podsłuchową; przedstawiono im zarzuty – poinformował w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Jak dodał w całym kraju dokonano kilkunastu przeszukań.

„Prowadzimy śledztwo dotyczące zdarzeń powiązanych z tzw. aferą taśmową. W toku czynności procesowych, wykonywanych 13 i 14 października, dokonano kilkunastu przeszukań i zatrzymano dwie osoby. Osobom tym przedstawiono zarzuty” – powiedział PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Łukasz Łapczyński.

Śledczy nie ujawniają innych szczegółów tej sprawy. Według nieoficjalnych doniesień chodzi o właściciela jednej z sieci agencji detektywistycznych, Krzysztofa S. oraz jego współpracownicę Katarzynę W.

Przed warszawskim sądem okręgowym toczy się proces biznesmena Marka Falenty oskarżonego ws. nielegalnych podsłuchów w stołecznych restauracjach oraz jego współpracownika Krzysztofa Rybki. Mężczyźni nie przyznali się do stawianych im zarzutów.

Chodzi o głośną sprawę nielegalnego nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych. Oskarżonymi w sprawie oprócz Falenty i Rybki są dwaj kelnerzy Konrad Lassota i Łukasz N. Lassota i N. przyznali się do zarzutów. N. zeznawał, że Falenta za pieniądze zlecał nagrywanie rozmów w restauracjach. Wszystkim grozi do 2 lat więzienia.

W sumie, podczas 66 nielegalnie nagranych spotkań, utrwalono rozmowy ponad stu osób; prokuraturze udało się ustalić tożsamość 97. Akt oskarżenia wysłała we wrześniu 2015 r. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Według niej motywy działania oskarżonych miały charakter biznesowo-finansowy. Media twierdzą, że nagrania miały być zemstą Falenty za śledztwo w sprawie firmy Składy Węgla, w której miał udziały, a także próbą zdobycia ważnych informacji dla działalności gospodarczej. Falenta twierdzi, że jest niewinny i liczy na uniewinnienie. Według prokuratury miał on zlecić wykonanie nagrań dwóm pracownikom restauracji. Wszyscy odpowiadają z wolnej stopy.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl