Śmierć profesora Tadeusza Łapińskiego. „Kluczowe wyniki sekcji zwłok”

Profesor Tadeusz Łapiński nie żyje. Ciało lekarza i jego żony znaleziono na prywatnej działce we wsi Zajezierce k. Zabłudowa na Podlasiu. Przyczyna śmierci małżeństwa wciąż nie jest znana. Kluczowe będą wyniki sekcji zwłok.

Profesor Tadeusz Łapiński i jego żona nie żyją. Informację potwierdził w czwartek Uniwersytet Medyczny w Białymstoku. „Z głębokim żalem zawiadamiamy, że w dniu 2 czerwca zmarli tragicznie prof. dr hab. Tadeusz Wojciech Łapiński i jego żona dr Małgorzata Michalewicz, wieloletni pracownik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, przedstawicielka Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Pan Profesor był pracownikiem Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii, lekarzem, wieloletnim nauczycielem akademickim, absolwentem Wydziału Lekarskiego UMB w 1984 r.” – poinformowano w sieci.

Wcześniej policja podała, że w środę wieczorem znaleziono zwłoki 53-letniej kobiety i 63-letniego mężczyzny. Z nieoficjalnych informacji podawanych w mediach wynikało, że do służb zadzwonił mężczyzna, który miał udzielać pierwszej pomocy swojej żonie na prywatnej działce pod Zabłudowem. Po przyjeździe służb medycznych na miejsce okazało się, że nie żyją dwie osoby.

Profesor Łapiński i dr Michalewicz nie żyją, prokuratura czeka na wyniki sekcji zwłok

Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Białymstoku. Jak powiedział w piątek Polskiej Agencji Prasowej jej szef Karol Radziwonowicz, kluczowe dla kolejnych czynności są wyniki sekcji zwłok zmarłych. Wstępna opinia zakładu medycyny sądowej powinna być znana na początku przyszłego tygodnia.

Prof. Tadeusz Łapiński przez ostatni rok był zaangażowany w walkę o życie pacjentów zakażonych koronawirusem. – Był wieloletnim pracownikiem szpitala i nauczycielem akademickim wielu pokoleń lekarzy. Przez ostatnie miesiące bardzo ciężko pracował na pierwszej linii frontu w klinice, która jako pierwsza zaczęła leczyć pacjentów covidowych. Był bardzo oddany pacjentom, empatyczny z olbrzymią wiedzą praktyczną. Po ponad roku pracy z pacjentami zakażonymi koronawirusem był autorytetem. Jego śmierć to olbrzymia strata dla naszego szpitala i całego środowiska akademickiego – powiedziała w rozmowie z Radiem Białystok rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku Katarzyna Malinowska-Olczyk.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zaginął były szef szpitala, do którego trafił Aleksiej Nawalny po otruciu. To już seria

W okolicach Omska na Syberii zaginął były szef szpitala, w którym leczono Aleksieja Nawalnego. Rosyjska policja potwierdziła, że 7 maja Aleksandr Murachowski pojechał na polowanie i do dziś nie wiadomo co się z nim stało. Wcześniej media informowały o śmierci dwóch lekarzy z tego samego szpitala, a także o jeszcze jednym medyku, który odszedł z pracy i zatrudnił się w prywatnej klinice. Radio Echo Moskwy podało, że wiceszef obwodowego resortu zdrowia Aleksandr Murachowski pojechał na polowanie do bazy łowieckiej we wsi Pospiełowo. Według rozgłośni, 7 maja lekarz wraz z kolegami udał się do lasu. On quadem, a koledzy samochodem.

Po drodze Murachowski miał oświadczyć przez krótkofalówkę, że jego quad ugrzązł w bagnie i musi pieszo dojść do pobliskiej wsi. Od tamtej pory nikt go więcej nie widział. Koledzy niemal dobę przeszukiwali las, ale bezskutecznie. Jedynie 6 kilometrów od bazy łowieckiej znaleźli porzuconego quada.

Rosyjskie media niezależne przypominają, że w sierpniu 2020 roku Aleksandr Murachowski był szefem szpitala w Omsku, do którego zaraz po zamachu przywieziono nieprzytomnego Aleksieja Nawalnego. Kilka miesięcy później Murachowski dostał awans na wiceszefa obwodowego resortu zdrowia. Rosyjskie media odnotowały także, że po hospitalizacji lidera opozycji i wywiezieniu go na leczenie do Niemiec, zmarło dwóch lekarzy pracujących w omskiej klinice – Siergiej Maksimyszyn i Rustam Agiszew. Inny z medyków, Anatolij Kalininczenko, zrezygnował natomiast z pracy w szpitalu i zatrudnił się w prywatnej placówce.

W sierpniu 2020 r. Aleksiej Nawalny stracił przytomność na pokładzie samolotu lecącego z Tomska do Moskwy. Opozycjonista został zabrany do szpitala w Omsku, gdzie przez dwa dni przebywał pod opieką rosyjskich lekarzy. Według nich Nawalny nie został otruty, miał jedynie problemy z metabolizmem.

Rodzina oraz współpracownicy Rosjanina nie uwierzyli w zapewnienia lekarzy i przetransportowali go do szpitala w Berlinie. Na miejscu stwierdzono, że został otruty preparatem bojowym z grupy substancji nowiczok o działaniu paralityczno-drgawkowym.

Według Aleksieja Nawalnego i międzynarodowej grupy dziennikarzy śledczych za zamach na polityka odpowiedzialna jest Federalna Służba Bezpieczeństwa, której funkcjonariusze mieli działać za wiedzą najwyższych władz państwowych.

Po powrocie do zdrowia, w styczniu 2021 r., Nawalny powrócił do Rosji, gdzie od razu został zatrzymany. Opozycjonista został skazany na trzy i pół roku pobytu w kolonii karnej za rzekomą defraudację funduszy firmy Yves Roche. W praktyce spędzi w niej dwa i pół roku, bo na poczet kary zaliczono mu wcześniejszy areszt domowy.

23 kwietnia Nawalny poinformował o zakończeniu protestu głodowego, który prowadził od 31 marca. Swoją decyzję tłumaczył m.in. tym, że zaniepokoiła go diagnoza lekarzy, którzy ostrzegli go, iż w każdej chwili może umrzeć.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd w Białej Podlaskiej odrzucił wniosek lekarza Macieja T. o odroczenie kary pozbawienia wolności

Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej nie uwzględnił kolejnego wniosku bialskiego lekarza Macieja T. o odroczenie wykonania kary pozbawienia wolności.

We wtorek sąd nie podzielił argumentu lekarza jakoby osadzenie jego w więzieniu miało przynieść zbyt ciężkie skutki dla neonatologa oraz jego rodziny. Sędzia Barbara Markowska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie, poinformowała nas, że to postanowienie nie jest prawomocne.

W lutym 2020 r. Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej uznał lekarza neonatologa winnego tego, że w lipcu 2018 roku „w krótkich odstępach czasu w wykonaniu z góry powziętego zamiaru wielokrotnie kontaktował się z małoletnią za pośrednictwem portalu internetowego i składał jej propozycje obcowania płciowego, poddania się i wykonania innych czynności seksualnych oraz zmierzał do ich realizacji. ” Ponadto sąd uznał Macieja T. winnym tego, że także wtedy doprowadził 14-letnią dziewczynę do poddania się innym czynnościom seksualnym oraz doprowadził do wykonania przez nią „innych czynności seksualnych”. Obrońcy doktora wnieśli apelację, ale w październiku 2020 r. Sąd Okręgowy w Lublinie zaskarżony wyrok utrzymał w mocy
Źródło info i foto: bialasiedzieje.pl

Zwłoki 42-letniego mężczyzny przed domem. Policja zatrzymała pijane małżeństwo

Policja zatrzymała w niedzielę małżeństwo z Ostrowca Świętokrzyskiego, które może mieć związek ze śmiercią 42-letniego mieszkańca miasta. Jak poinformował Kamil Tokarski, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach, w niedzielę funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie, że w jednym z domów jednorodzinnych na osiedlu Denków w Ostrowcu Świętokrzyskim leży mężczyzna i nie daje oznak życia. Na miejsce przybyły służby medyczne oraz policja.

„Do śmierci ktoś się przyczynił”

– Lekarz stwierdził zgon. Ze wstępnych ustaleń wynika, że do śmierci mężczyzny ktoś się przyczynił, wskazują na to obrażenia na jego ciele – powiedział Tokarski.

Ciało zmarłego zabezpieczono do sekcji zwłok. – Wykaże ona jakich i ile konkretnie obrażeń mógł doznać 42-latek – dodał. Ponadto w sprawie zatrzymano 52-latka i jego 49-letnia żonę. Oboje byli pijani mężczyzna miał około pół promila alkoholu w organizmie, kobieta promil. Z ustaleń policji wynika, że w sobotę trójka ostrowczan wspólnie spożywała alkohol. Trwa wyjaśnianie okoliczności zdarzenia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sprawa Nawalnego. Zmarł kolejny lekarz ze szpitala, w którym leczony był opozycjonista

Zmarł kolejny lekarz ze szpitala w Omsku na Syberii, w którym latem 2020 roku leczony był Aleksiej Nawalny – poinformowało Radio Swoboda. Brak informacji, by lekarz ten, Rustam Agiszew, zajmował się leczeniem opozycjonisty. 63-letni Rustam Agiszew kierował oddziałem chirurgii urazowej i ortopedii w Szpitalu nr 1 Pogotowia Ratunkowego w Omsku. Pracował w tej placówce przez 30 lat. Przyczyną śmierci był udar.

Na początku lutego zmarł na atak serca Siergiej Maksimyszyn, zastępca lekarza naczelnego omskiego szpitala. Współpracownik Nawalnego Leonid Wołkow mówił wówczas, że lekarz ten najlepiej znał stan Nawalnego.

Awans lekarza

Wcześniej inny zastępca lekarza naczelnego Anatolij Kalininczenko odszedł z pracy i zatrudnił się w klinice prywatnej. W czasie, gdy Nawalny znajdował się w Szpitalu nr 1, Kalininczenko zajmował się jego leczeniem i kontaktował się z lekarzami z Niemiec, którzy potem zabrali opozycjonistę do Berlina.

Tuż po hospitalizacji Nawalnego Kalininczenko również rozmawiał z prasą. Potem kontakty z mediami przejął szef szpitala Aleksandr Murachowski. Według Radia Swoboda to właśnie Murachowski przez dwie doby nie zezwalał na transport Nawalnego do Niemiec. W następnych miesiącach Murachowski awansował – został mianowany szefem regionalnego resortu zdrowia w obwodzie omskim.

Próba otrucia

Nawalny w sierpniu 2020 roku stracił przytomność na pokładzie samolotu lecącego z Tomska na Syberii do Moskwy. Po awaryjnym lądowaniu w Omsku trafił do tamtejszego szpitala. Na prośbę rodziny został przetransportowany lotniczą karetką pogotowia do Niemiec. Przeszedł tam leczenie i rehabilitację. Władze niemieckie uznały, że opozycjonistę próbowano w Rosji otruć bojowym środkiem chemicznym z grupy nowiczok. Władze Rosji temu zaprzeczają.
Źródło info i foto: interia.pl

Groźby i hejt wylewany na lekarzy. Coraz więcej osób boi się o swoje życie

– Stałem się celem ruchów antykoronawirusowych – przyznaje Interii dr Bartosz Fiałek, który o COVID-19 pisze lub mówi niemal codziennie. To nie tylko hejt, ale także groźby skierowane w stronę lekarza i jego rodziny. Dr Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych, mówi o „hektolitrach hejtu”. I niepokojącym przyzwyczajeniu do tej sytuacji.

Medycy, z którymi rozmawiamy, zgodnie przyznają, że w ostatnim czasie przybrała na sile fala nienawiści i gróźb kierowanych w ich stronę.

Hejt nawet w SMS

– Każda osoba publiczna, która wypowiada się na temat pandemii COVID-19, dostaje różnego typu groźby. Ja z uwagi na to, iż jestem w przekazywaniu tej wiedzy bardzo aktywny, stałem się celem ruchów antykoronawirusowych. Większość nieakceptowalnych wiadomości otrzymuję na Messengera, ale także na adres e-mail, a niektórzy wysyłają mi nawet SMS-y – mówi dr Bartosz Fiałek, lekarz i specjalista w dziedzinie reumatologii.

I dodaje: – W ostatnim czasie znacznie przybyło hejtu i gróźb, których jestem adresatem. Teraz straszy się mnie na przykład międzynarodowym sądem, tym na wzór norymberskiego, który rozliczał zbrodniarzy po drugiej wojnie światowej. Wyzywa się mnie też, że jestem nieukiem, nic nie wiem i głoszę nieprawdę.

Najpoważniejsza groźba dotarła do dra Fiałka na przełomie stycznia i lutego. – Grożono mi i mojej rodzinie, że jeśli nie przestanę mówić o COVID-19, to pewne osoby odwiedzą mnie w Płońsku, w którym mieszkam, i będzie nieciekawie. To był e-mail, który zawierał realną groźbę. Trochę na własną rękę szukam obecnie, wraz z informatykami, osoby, która go wysłała – przyznaje lekarz. Zapowiada, że niebawem sprawa trafi do organów ścigania. Liczy na to, że tego typu działanie zostanie adekwatnie rozpatrzone.

Zgłoszenie, sprawa umorzona. „Stwierdzono, że bałam się za mało”

– Na nas, medyków, spływają hektolitry hejtu – ocenia dr Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych. – Są też groźby. W moim przypadku nasila się to zawsze, gdy wypowiem się gdzieś lub wystąpię w telewizji – dodaje. Podobnie, jak dr Fiałek, w ostatnim czasie otrzymuje wiadomości z groźbą postawienia jej przed „międzynarodowym trybunałem” za mówienie o pandemii koronawirusa.

– Największa fala hejtu wylała się na mnie jednak po jednym z artykułów w dużym portalu internetowym. Dostawałam dziesiątki wiadomości dziennie, obrażających mnie, a także moją siostrę. W tym czasie jeden z internautów groził mi ucięciem głowy, co zostało zgłoszone do prokuratury. To była najpoważniejsza z gróźb, jaką dostałam – wspomina dr Kłudkowska.

Postępowanie jednak umorzono. – W uzasadnieniu napisano, że nie bałam się zbyt mocno, bo upubliczniłam groźby w mediach społecznościowych. A ja się naprawdę przestraszyłam i właśnie dlatego je udostępniłam, by ten człowiek przestał mi grozić – tłumaczy lekarka.

Przyzwyczajenie
– Straszne jest to, że powoli zaczynam przyzwyczajać się do takich rzeczy. Przyzwyczajać do tego, że grozi się mi śmiercią za to, że mówię o COVID-19 to, co mówi cały naukowy i medyczny świat – dodaje nasza rozmówczyni.

I ocenia: – Dopóki nic złego się nie wydarzy, to mam wrażenie, że te groźby spływające do mnie, do dra Bartka Fiałka, prof. Krzysztofa Simona i innych medyków nie są traktowane poważnie. Wszyscy przymykają na nie oko.

– Nie chciałabym być tą osobą, której faktycznie przydarzy się coś złego, i której przypadek sprawi, że organy państwowe podejdą do sprawy poważnie. Obawiam się, że za tymi wiadomościami naprawdę stoją niezrównoważone osoby, które swoje słowa mogą zamienić w czyny – podsumowuje.

„Serdeczne życzenia śmierci”

– Właśnie dostałem, oprócz świątecznych serdeczności, pierników i kwiatów od pacjentów: „serdeczne życzenia śmierci za propagowanie szczepień ochronnych przeciw COVID-19”. Oraz groźby zabicia mnie i wysadzenia klinki – mówił w grudniu Onetowi prof. Krzysztof Simon. Grożono też jego rodzinie. Sprawą zajęła się niedawno policja.

Wcześniej, w październiku, hejterów na policję zgłosił też wirusolog dr Tomasz Dzieciątkowski.
Źródło info i foto: interia.pl

Przestępcza praktyka lekarza ze stanu Nowy Jork. Miał przepisać 1,8 mln dawek opioidów. Nie żyje pięć osób

Lekarz ze stanu Nowy Jork, który przepisywał ogromne ilości opioidów, został oskarżony o morderstwo – donoszą amerykańskie media. Przestępcza praktyka George’a Blattiego doprowadziła do śmierci pięciu osób w latach 2016-2018. Recepty wystawiał nawet po tym, jak dowiedział się, że niektórzy z jego pacjentów zmarli.

„Dr George Blatti zignorował powtarzające się ostrzeżenia i przepisał ogromne ilości opioidów i innych leków, które zabiły pięciu pacjentów i zagroziły życiu sześciu innych” – przekazali prokuratorzy z hrabstwa Nassau, cytowani przez telewizję ABC.

George Blatti aresztowany za wystawianie recept na masową skalę. Pięciu jego pacjentów zmarło

„Bloczek z receptami tego lekarza był równie śmiercionośny jak każde inne narzędzie zbrodni” – dodała Madeline Singas, prokuratorka okręgowa hrabstwa Nassau.

W opinii śledczych aresztowany w czwartek 75-letni lekarz pierwszego kontaktu zlekceważył nie tylko prawo, ale i etykę lekarską. W zamian za gotówkę Blatti miał przepisywać opioidy i inne środki m.in. osobom zmagającym się z uzależnieniami. Nie weryfikował też w żaden sposób dokumentacji medycznej czy historii chorób. Zdarzało się, że środki przepisywał „na ślepo”, czyli osobom, których nigdy nie spotkał. Prokuratorzy uważają, że w ciągu pięciu lat lekarz mógł przepisać nawet 1,8 miliona dawek leków.

Wszystkie ofiary otrzymały receptę od medyka na kilka dni przed śmiercią. Blatti kontynuował swoją „praktykę” nawet po tym, gdy dowiedział się o śmierci trzech osób, które zgłosiły się do niego po receptę. Oskarżony miał spotykać się z pacjentami na parkingu jednego z hoteli oraz w kawiarni sieci Dunkin’ Donuts w Rockville Centre.

Blatti nie przyznał się do winy. Jeśli zostanie skazany za najpoważniejszy zarzut, grozi mu maksymalnie 25 lat więzienia. 75-latek po raz pierwszy został aresztowany w 2019 r. i wówczas dobrowolnie zrzekł się prawa do wykonywania zawodu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wrocław: Martwy lekarz w hotelu. Znaleziono materiały pedofilskie

11.07.2019 Poszukiwania 5-letniego Dawida Zukowskiego w Grodzisku Mazowieckim Fot Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Wstrząsające doniesienia wrocławskiej „Gazety Wyborczej”. W jednym z hoteli we Wrocławiu w ubiegłym tygodniu policjanci odkryli zwłoki lekarza. Okazało się, że mężczyzna przedawkował narkotyki. W jego telefonie znaleziono materiały pedofilskie i sadystyczne. „Jest podejrzenie, że lekarz usypiał swych pacjentów do celów orgiastycznych” – podaje lokalny dziennik.

Zwłoki lekarza, który miał być zatrudniony w Szpitalu Wojskowym przy ulicy Weigla, zostały znalezione w ubiegłym tygodniu w jednym z wrocławskich hoteli – informuje w piątek wrocławska „Wyborcza”. Mężczyzna – jak ustalono – w przeszłości był także funkcjonariuszem policji, Wojska Polskiego i współpracował z ABW. Policja, którą na miejsce tragedii wezwał towarzysz lekarza, przystąpiła do rutynowego zabezpieczania pomieszczania. To doprowadziło do kolejnych, wyjątkowo makabrycznych odkryć. W telefonie zmarłego znaleziono materiały o treści pedofilskiej i sadystycznej.

Wstrząsające słowa policjanta, który przeprowadzał czynności, cytuje lokalny dziennik: „To, co w nim znaleźliśmy, jest nie do opowiedzenia (…) Widziałem w życiu wiele rzeczy, wiele okropieństw. Ale to była pornografia z wykorzystywaniem dzieci 5- i 6-letnich. Do tego sceny z sadystycznych orgii z udziałem dorosłych”. Jak dodał, miały tam znajdować się również sceny upuszczania krwi.

Według doniesień gazety, podobne szokujące materiały odnaleziono również w telefonie towarzysza denata. Dotychczas nie podawano do wiadomości publicznej żadnych informacji o tym drastycznym odkryciu – ze względu na prowadzone śledztwo oraz brutalność zabezpieczonych treści. Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu.

Fakt ten potwierdził w rozmowie z „Wyborczą” rzecznik wrocławskiej prokuratury, Radosław Żarkowski. – Znaleziony sprzęt zostanie poddany oględzinom pod kątem dokonania analizy jego zawartości. Dane ujawnione w zabezpieczonych jednostkach stanowić będą tajemnicę postępowania – przekazał dziennikarzom. Jak dodał, znajomy zmarłego lekarza również usłyszał zarzuty. Za posiadanie pornografii dziecięcej może grozić mu do 5 lat więzienia. Nie został jednak tymczasowo aresztowany, co sąd wytłumaczyć miał „zastosowaniem środków zapobiegawczych o charakterze wolnościowym w postaci dozoru policji”.

Jak ustalił dziennik, prokuratura bada różne wątki w sprawie denata. Sprawdza m.in., czy lekarz odurzał swoje ofiary, a następnie wykorzystywał je w orgiach i upuszczał im krew. Ustala również, czy zmarły brał udział w filmach pedofilskich. – Ujawnione w zabezpieczonych urządzeniach dane pozwolą na podjęcie dalszych decyzji, a jeśli zajdzie taka potrzeba, przeprowadzenia postępowania także w innym kierunku – mówi Żarkowski, pytany przez dziennikarzy. Jak dodał, „jeśli w trakcie realizowanego postępowania prokuratura ujawni informacje wskazujące na popełnienie przestępstwa, z mocy prawa zobowiązana jest do podjęcia czynności koniecznych do zweryfikowania takiego stanu”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Bezpieka zatrzymała lekarza i dziennikarkę ws. śmierci Bandarenki

W Mińsku zatrzymano Kaciarynę Barysiewicz – dziennikarkę największego białoruskiego portalu internetowego TUT.by, która opisywała historię śmierci Ramana Bandarenki. To 31-letni Białorusin, który zmarł przed tygodniem po tym, jak ze śladami pobicia został przewieziony do szpitala z komisariatu milicji. Kilka dni temu Komitet Śledczy Białorusi poinformował, że zmarły Raman Bandarenka był pijany. Jednak lekarze ze szpitala, do którego przywieziono mężczyznę, udostępnili mediom kartę przyjęcia pacjenta, z której wynikało, że w jego krwi nie było alkoholu. Historię opisał portal.

W czwartek dziennikarka Kaciaryna Barysiewicz, która napisała artykuł na ten temat, została zatrzymana przez ludzi w maskach, najpewniej milicyjny OMON.

Aresztowany został również lekarz, który prawdopodobnie udostępnił dane zmarłego. Prokuratura Generalna oświadczyła, że doktor umyślnie i bez służbowej konieczności przekazał wyniki badań. Tym samym ujawnił tajemnicę służbową, przy czym – zdaniem prokuratury – miał przekazać niedokładne dane.

Pogrzeb Ramana Bandarenki odbędzie się w piątek w Mińsku.
Źródło info i foto: TVP.info

Jeden z łódzkich lekarzy usłyszał 34 zarzuty

Lekarz z Łodzi zatrzymany został kilka dni temu w swoim mieszkaniu. 54-latkowi przedstawiono 34 zarzuty z katalogu czynów korupcyjnych oraz przeciwko wiarygodności dokumentów. Mężczyzna wystawiał zwolnienia wskazujące na niezdolność do pracy oraz udziału w czynnościach procesowych, poświadczając w nich nieprawdę co do stanu zdrowia pacjentów. W niektórych sytuacjach otrzymywał korzyść majątkową. Grozi mu nawet do 10 lat za kratkami.

Policjanci z Wydziału do Walki z Korupcją KWP w Łodzi 9 listopada zapukali do drzwi mieszkania jednego z łódzkich lekarzy. Jak ustalili wcześniej, 54-latek poświadczał nieprawdę w sporządzanej przez siebie dokumentacji medycznej. – Wystawiał on zwolnienia lekarskie bez przeprowadzania badań pacjentów lub wskazując chorobę które pacjent nie miał. Ponadto, korzystając z uprawnień lekarza sądowego wystawiał zaświadczenia o niezdolności do udziału w czynnościach procesowych przed sądem, które były niezgodne z prawdą. W pewnych sytuacjach, w związku z wystawieniem poświadczających nieprawdę zaświadczeń lekarskich, otrzymywał gratyfikację finansową tj. pieniądze, alkohol czy perfumy – opisuje policja.

Łącznie mężczyzna usłyszał 34 zarzuty. Przyznał się do popełnionych czynów. Policjanci przeszukali jego miejsce zamieszkania oraz przychodnie w której pracował, zabezpieczając niezbędną dokumentację. Prokurator zastosował wobec mężczyzny poręczenie w kwocie 25 tys. zł, zawieszenie wykonywania zawodu lekarza, w tym lekarza sądowego oraz zakaz opuszczania kraju. Teraz grozi mu kara nawet do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl