Groził matce i 4-latkowi śmiercią za rowerek na klatce

Stołeczna policja zatrzymała 39-latka, który groził 22-letniej kobiecie i jej 4-letniemu synkowi śmiercią. Mężczyzna spryskał rower chłopczyka żrącą substancją, którą dziecko wtarło sobie w oczy. Konieczna była interwencja lekarzy. Zarzuty usłyszała także 42-letnia partnerka agresora, która podczas jego zatrzymania wyzywała policjantów, naruszała nietykalność i utrudniała wykonywanie czynności.

Policjanci z Komendy Rejonowej Policji II w Warszawie zatrzymali 39-latka, który groził 22-letniej kobiecie i jej 4-letniemu synowi śmiercią. Rzecznik mokotowskiej policji podkomisarz Robert Koniuszy powiedział, że mężczyznę zirytował pozostawiany na klatce schodowej dziecięcy rowerek.

W jednym z bloków przy al. Niepodległości 39-letni Sebastian D. groził kilka dni temu 22-letniej sąsiadce, że ją pobije, jeżeli będzie stawiała rowerek dziecka na korytarzu obok drzwi do swojego mieszkania. – Spośród wszystkich sąsiadów dziecięcy jednoślad tylko jemu przeszkadzał – poinformował policjant.

– Nerwowy sąsiad nie szczędził słów wulgarnych, wykrzykując, w jaki sposób zrobi krzywdę kobiecie i jej dziecku. Po koniec ubiegłego tygodnia mężczyzna spryskał kierownicę oraz ramę dziecięcego rowerka żrącą substancją. Kiedy 4-latek wsiadł na swój mały pojazd, zaczęły go piec rączki. Odruchowo niebezpieczną substancję wtarł w oczy – powiedział Koniuszy.

Chłopczyk wymagał interwencji lekarza. – Matka pojechała z dzieckiem na pogotowie. Oczy udało się uratować, ale były bardzo podrażnione” – zaznaczył.

Groził po raz kolejny. Wezwała policję

Kiedy kobieta wróciła do domu, po raz kolejny usłyszała groźby od rozwścieczonego mężczyzny. Wtedy o pomoc poprosiła policjantów. Pokrzywdzona powiedział mundurowym, że sąsiad odgrażał się, że w okrutny sposób zabije ją i jej dziecko.

– Opowiedziała też, jak oblał rowerek jej synka żrącą substancją, narażając go na utratę zdrowia – relacjonował funkcjonariusz.

– Policjanci zapukali do drzwi agresywnego sąsiada. Mężczyzna nie przyznawał się do popełnienia przestępstwa. Mając dowody w ręku, funkcjonariusze poinformowali go, że jest zatrzymany. 39-latek powiedział, że nie da się wyprowadzić z mieszkania i sam nie wyjdzie. Wobec czego mundurowi pomogli mu, stosując kajdanki i chwyty transportowe – podał rzecznik.

Podkom. Koniuszy przekazał także , że zatrzymanie mężczyzny utrudniała jego 42-letnia partnerka, która zaczęła wyzywać policjantów oraz szarpać za mundur. – W trakcie umieszczania podejrzanego w radiowozie kobieta zdjęła zegarek i ostrą częścią bransolety porysowała powłokę lakierniczą. Została obezwładniona i zatrzymana – powiedział.

– Następnego dnia kobieta usłyszała zarzuty znieważenia policjantów, naruszenia ich nietykalności oraz umyślnego uszkodzenia mienia. Przyznała się do przestępstw, po czym wróciła do domu. W najbliższym czasie będzie musiała stanąć przed sądem, który może ją skazać nawet na 5 lat więzienia – podkreślił rzecznik.

Zatrzymany sąsiad usłyszał zarzuty stosowania gróźb karanych oraz narażenia 4-latka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Decyzją prokuratora wobec mężczyzna zastosowano dozór policji oraz zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej.

Areszt za kolejny atak na sąsiadkę

„Szybko okazało się, gdzie mężczyzna ma nałożone na niego zakazy. Pierwsze, co zrobił po powrocie do siebie, to stanął przed drzwiami pokrzywdzonej i w akompaniamencie wulgaryzmów, wykrzyczał, że teraz to ją na pewno zabije” – przekazał.

Dodał, że po tym zdarzeniu 39-latek ponownie został zatrzymany i usłyszał kolejny zarzut. Decyzją sądu został wtedy tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Lekarze wzywają Aleksieja Nawalnego do przerwania głodówki

Lekarze wzywają Aleksieja Nawalnego do natychmiastowego zakończenia protestu głodowego. Opozycjonista głoduje od 31 marca. Jak informuje jego adwokatka, schudł około 20 kg. Współpracownicy Aleksieja Nawalnego twierdzą, że jego stan zdrowia jest krytyczny, ma mieć problemy z kręgosłupem, sercem i nerkami. Jak podaje Radio Free Europe, lekarze opozycjonisty wezwali go do zakończenia głodówki, „aby zachować życie i zdrowie”. „Jeśli będzie trwała jeszcze trochę dłużej, po prostu nie będziemy już mieć pacjenta do leczenia” – podkreślili.

20 kwietnia Nawalny został zbadany w szpitalu poza więzieniem. Dwa dni później przekazano wyniki badań adwokatom opozycjonisty. Lekarze Nawalnego zapowiedzieli, że na ich podstawie postawią własną diagnozę i przekażą ją przez adwokatów lekarzom, którzy teraz mają leczyć opozycjonistę. Stwierdzili, że z badań wynika, że Nawalny ma niewydolności nerek, wysokie nadciśnienie i poważne objawy neurologiczne. Jednocześnie medycy starają się o dopuszczenie do pacjenta.

W sierpniu ubiegłego roku Aleksiej Nawalny stracił przytomność na pokładzie samolotu lecącego z Tomska do Moskwy. Pilot lądował w Omsku i tam przez dwa dni opozycjonistą zajmowali się rosyjscy lekarze. Omscy specjaliści przekonywali, że pacjenta nie otruto, a jedynie ma kłopoty z metabolizmem. Rodzina i współpracownicy Nawalnego nie uwierzyli w ich słowa i przetransportowali polityka do Berlina. Tam stwierdzono, że próbowano go otruć bojowym preparatem z grupy substancji nowiczok o działaniu paralityczno-drgawkowym. Taką informację potwierdziły także dwa niezależne laboratoria z Francji i Szwecji.

Kreml zaprzecza, że miał coś wspólnego z próbą zabójstwa Aleksieja Nawalnego. W styczniu działacz wrócił do Rosji, gdzie został zatrzymany i skazany.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Aleksiej Nawalny zostanie przeniesiony do szpitala

Lekarze podjęli decyzję o przewiezieniu Aleksieja Nawalnego na oddział szpitala regionalnego dla więźniów we Włodzimierzu.

„Obecnie stan zdrowia A. Nawalnego ocenia się jako zadowalający, jest on codziennie badany przez lekarza internistę. Za zgodą pacjenta przepisano mu terapię witaminową” – poinformowały rosyjskie służby penitencjarne.

O losie Aleksieja Nawalnego dyskutują w poniedziałek ministrowie spraw zagranicznych UE.

– Rosja musi pozwolić Aleksiejowi Nawalnemu, który – jak przekazują jego współpracownicy – jest w krytycznym stanie zdrowia w więzieniu, na dostęp do odpowiedniej opieki medycznej – stwierdził przed rozpoczęciem rozmów szef unijnej dyplomacji Josep Borrell.

– Czynimy rosyjskie władze odpowiedzialnymi za stan zdrowia Nawalnego – dodał Borrell.

Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas poinformował w rozmowie z dziennikiem „Bild”, że już w piątek zażądał od Rosji natychmiastowego zapewnienia Aleksiejowi Nawalnemu odpowiedniej opieki medycznej. – Z wielkim niepokojem śledzimy fakt, że stan zdrowia Aleksieja Nawalnego nadal się pogarsza – powiedział dziennikowi „Bild”.

W sprawie przebywającego w kolonii karnej Aleksieja Nawalnego zaapelowali do prezydenta Rosji Władimira Putina deputowani z kilku zgromadzeń ustawodawczych w regionach Rosji. „Stan zdrowia zagraża jego życiu. Mimo to nie udziela się mu pomocy medycznej”- napisali deputowani.
Źródło info i foto: wp.pl

Groźby i hejt wylewany na lekarzy. Coraz więcej osób boi się o swoje życie

– Stałem się celem ruchów antykoronawirusowych – przyznaje Interii dr Bartosz Fiałek, który o COVID-19 pisze lub mówi niemal codziennie. To nie tylko hejt, ale także groźby skierowane w stronę lekarza i jego rodziny. Dr Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych, mówi o „hektolitrach hejtu”. I niepokojącym przyzwyczajeniu do tej sytuacji.

Medycy, z którymi rozmawiamy, zgodnie przyznają, że w ostatnim czasie przybrała na sile fala nienawiści i gróźb kierowanych w ich stronę.

Hejt nawet w SMS

– Każda osoba publiczna, która wypowiada się na temat pandemii COVID-19, dostaje różnego typu groźby. Ja z uwagi na to, iż jestem w przekazywaniu tej wiedzy bardzo aktywny, stałem się celem ruchów antykoronawirusowych. Większość nieakceptowalnych wiadomości otrzymuję na Messengera, ale także na adres e-mail, a niektórzy wysyłają mi nawet SMS-y – mówi dr Bartosz Fiałek, lekarz i specjalista w dziedzinie reumatologii.

I dodaje: – W ostatnim czasie znacznie przybyło hejtu i gróźb, których jestem adresatem. Teraz straszy się mnie na przykład międzynarodowym sądem, tym na wzór norymberskiego, który rozliczał zbrodniarzy po drugiej wojnie światowej. Wyzywa się mnie też, że jestem nieukiem, nic nie wiem i głoszę nieprawdę.

Najpoważniejsza groźba dotarła do dra Fiałka na przełomie stycznia i lutego. – Grożono mi i mojej rodzinie, że jeśli nie przestanę mówić o COVID-19, to pewne osoby odwiedzą mnie w Płońsku, w którym mieszkam, i będzie nieciekawie. To był e-mail, który zawierał realną groźbę. Trochę na własną rękę szukam obecnie, wraz z informatykami, osoby, która go wysłała – przyznaje lekarz. Zapowiada, że niebawem sprawa trafi do organów ścigania. Liczy na to, że tego typu działanie zostanie adekwatnie rozpatrzone.

Zgłoszenie, sprawa umorzona. „Stwierdzono, że bałam się za mało”

– Na nas, medyków, spływają hektolitry hejtu – ocenia dr Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych. – Są też groźby. W moim przypadku nasila się to zawsze, gdy wypowiem się gdzieś lub wystąpię w telewizji – dodaje. Podobnie, jak dr Fiałek, w ostatnim czasie otrzymuje wiadomości z groźbą postawienia jej przed „międzynarodowym trybunałem” za mówienie o pandemii koronawirusa.

– Największa fala hejtu wylała się na mnie jednak po jednym z artykułów w dużym portalu internetowym. Dostawałam dziesiątki wiadomości dziennie, obrażających mnie, a także moją siostrę. W tym czasie jeden z internautów groził mi ucięciem głowy, co zostało zgłoszone do prokuratury. To była najpoważniejsza z gróźb, jaką dostałam – wspomina dr Kłudkowska.

Postępowanie jednak umorzono. – W uzasadnieniu napisano, że nie bałam się zbyt mocno, bo upubliczniłam groźby w mediach społecznościowych. A ja się naprawdę przestraszyłam i właśnie dlatego je udostępniłam, by ten człowiek przestał mi grozić – tłumaczy lekarka.

Przyzwyczajenie
– Straszne jest to, że powoli zaczynam przyzwyczajać się do takich rzeczy. Przyzwyczajać do tego, że grozi się mi śmiercią za to, że mówię o COVID-19 to, co mówi cały naukowy i medyczny świat – dodaje nasza rozmówczyni.

I ocenia: – Dopóki nic złego się nie wydarzy, to mam wrażenie, że te groźby spływające do mnie, do dra Bartka Fiałka, prof. Krzysztofa Simona i innych medyków nie są traktowane poważnie. Wszyscy przymykają na nie oko.

– Nie chciałabym być tą osobą, której faktycznie przydarzy się coś złego, i której przypadek sprawi, że organy państwowe podejdą do sprawy poważnie. Obawiam się, że za tymi wiadomościami naprawdę stoją niezrównoważone osoby, które swoje słowa mogą zamienić w czyny – podsumowuje.

„Serdeczne życzenia śmierci”

– Właśnie dostałem, oprócz świątecznych serdeczności, pierników i kwiatów od pacjentów: „serdeczne życzenia śmierci za propagowanie szczepień ochronnych przeciw COVID-19”. Oraz groźby zabicia mnie i wysadzenia klinki – mówił w grudniu Onetowi prof. Krzysztof Simon. Grożono też jego rodzinie. Sprawą zajęła się niedawno policja.

Wcześniej, w październiku, hejterów na policję zgłosił też wirusolog dr Tomasz Dzieciątkowski.
Źródło info i foto: interia.pl

Rektor WUM Zbigniew Gaciong przeprasza za „nieprawidłowości” w organizacji szczepień

„Działając w dobrej wierze, ale pod presją czasu, dopuszczono do nieprawidłowości, za co jako rektor – osoba odpowiedzialna za całokształt działalności uczelni – czuję się również odpowiedzialny” – napisał w liście rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego Zbigniew Gaciong. W liście przekazanym PAP przez biuro prasowe WUM rektor uczelni przeprosił za ostatnie wydarzenia związane z organizacją szczepień przeciw COVID-19, zapewniając, że zrobi wszystko, aby WUM odzyskał należną mu renomę.

„Przepraszam całe środowisko naszej uczelni, studentów, kadrę naukową i dydaktyczną, lekarzy, pielęgniarki, przedstawicieli pozostałych zawodów medycznych, pracowników administracyjnych, jak również opinię publiczną za ostatnie wydarzenia z końca 2020 r., związane z nieprawidłowościami w organizacji szczepień przeciw COVID-19 przez podległą spółkę Centrum Medyczne WUM. Odbiły się one szerokim i negatywnym echem, godząc w dobre imię naszego środowiska” – napisał Zbigniew Gaciong.

Podkreślił, że zgodnie z misją i statutem uczelni jej „działalność jest oparta na tradycjach uniwersyteckich i uniwersalnych wartościach, a w szczególności na poszanowaniu praw człowieka, dążeniu do prawdy, szacunku dla wiedzy, umiejętności i rzetelności”.

Działając w dobrej wierze, ale pod presją czasu, dopuszczono do nieprawidłowości, za co jako rektor – osoba odpowiedzialna za całokształt działalności uczelni – czuję się również odpowiedzialny – napisał Gaciong. Poinformował, że na podstawie wyników kontroli wewnętrznej komisji w spółce zależnej i w samym WUM „podjęto kroki adekwatne do sytuacji”.

„Uniwersytetowi przywrócimy należną mu renomę”
„Zorganizowano sprawny system szczepień dla pracowników i studentów. Do dziś zaszczepiliśmy już 3500 osób. Po wyszczepieniu naszych kadr i studentów jesteśmy gotowi do podjęcia masowej akcji szczepień osób z kolejnych grup wskazanych w Narodowym Programie Szczepień” – zapowiedział rektor WUM.
Źródło info i foto: Policja.pl

Krosno: Brutalne pobicie 27-latka. Mężczyzna nie przeżył

27-letni mężczyzna został zaatakowany na jednej z głównych ulic Krosna (woj. podkarpackie). Z ciężkimi obrażeniami trafił do szpitala. Lekarze walczyli o jego życie dwa tygodnie. Nie udało im się go jednak uratować. Policja zatrzymała dwóch podejrzanych. Śledczy ustalili, że sprawcy bili bez powodu. Do zdarzenia doszło 3 września na ulicy Krakowskiej w Krośnie. 27-latek został zaatakowany przez dwóch mężczyzn, którzy kopali go po głowie i tułowiu.

Recydywista bił bez powodu

Poszkodowany mężczyzna został ciężko ranny. Trafił do szpitala. Lekarze przez dwa tygodnie walczyli o jego życie. Jednak w czwartek 27-latek zmarł. W tym czasie policja zatrzymała obu napastników. Mężczyźni po pobiciu uciekli z miejsca zdarzenia.

Jednemu z zatrzymanych – 33 latkowi, prokuratura postawiła zarzut ciężkiego uszkodzenia ciała, które spowodowało zagrożenie życia i złożyła wniosek o jego tymczasowe aresztowanie. Sąd zdecydował, że spędzi on w areszcie najbliższe trzy miesiące.

Sprawca przyznał się do winy

– Sprawca przyznał się do winy. Działał w warunkach recydywy. Był kilkakrotnie karany za pobicia i uszkodzenia ciała – powiedziała portalowi krosno24.pl Iwona Czerwonka-Rogoś, prokurator rejonowy w Krośnie.

Drugi z zatrzymanych – 36-latek, usłyszał zarzut pobicia i spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała. – Przyznał, że brał udział w zdarzeniu, ale nie przyznał się, że to on spowodował obrażenia – powiedziała prokurator Czerwonka-Rogoś. – Mężczyzna był już karany, ale nie ma w tym przypadku recydywy – dodała. Sąd uznał, że także i on powinien spędzić trzy miesiące w areszcie.

Prokuratura musi zmienić zarzuty

Prokuratura poinformowała, że w czasie zdarzenia obaj napastnicy byli pod wpływem alkoholu. Nie znali poszkodowanego, a pobili go bez powodu. W związku ze śmiercią 27-latka zarzuty postawione obu mężczyznom najprawdopodobniej ulegną zmianie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Stan zdrowia Nawalnego poprawia się

Jak poinformowała agencja Reutera, powołując się na przedstawicieli berlińskiego szpitala Charite, stan Aleksieja Nawalnego uległ poprawie. Rosyjski opozycjonista został odłączony od respiratora. Berliński szpital poinformował w poniedziałek (7 września), że rosyjski opozycjonista został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej, odłączony od respiratora i reaguje na mowę, a jego ogólny stan się polepszył.

Przedstawiciele szpitala podkreślają jednak, ze nie można wykluczyć długotrwałych i poważnych skutków wywołanych przez truciznę, jaka została wprowadzona do jego organizmu. Nawalny przebywał w stanie śpiączki w szpitalu Charite w Berlinie, dokąd na żądanie rodziny został przewieziony z Rosji. Polityk został hospitalizowany 20 sierpnia w Omsku na Syberii. Poczuł się źle na pokładzie samolotu, lecącego z Tomska do Moskwy, i stracił przytomność.

Według rządu Niemiec istnieją „jednoznaczne dowody” na próbę otrucia opozycjonisty środkiem bojowym z grupy nowiczok.
Źródło info i foto: interia.pl

Wybuch w Kamiennej Górze. Zarzuty dla pracownika spółki gazowej

Wybuch gazu doprowadził do znacznego uszczerbku na zdrowiu 12-letniej Martyny. Do zdarzenia doszło w Kamiennej Górze. Według informacji lekarzy nastolatka ma poparzone nawet 90 proc. powierzchni ciała. Kamienna Góra w województwie dolnośląskim. Właśnie tam doszło do wybuchu gazu, w wyniku którego 12-letnia Martyna walczy o życie. Jej stan lekarze określają jako ciężki. – Dziś wiemy, że oparzenia mogą obejmować nawet 90 procent ciała dziewczynki – mówił w rozmowie z RMF FM dr Witold Miaśkiewicz.

Kamienna Góra. Wybuch gazu. 12-latka z poparzeniami 90 proc. ciała

Wybuch gazu całkowicie zdestabilizował stan 12-latki. Kierownik oddziału chirurgii i traumatologii dziecięcej Szpitala w Ostrowie Wielkopolskim dodał, że przeprowadzono już pierwsze działania chirurgiczne w obrębie ran dziewczyny. Martyna walczy też z niewydolnością wielonarządową.

Miaśkiewicz poinformował również, że 12-latka przebywa obecnie w śpiączce farmakologicznej. Ma także poparzenia dróg oddechowych, co wiąże się z koniecznością jej mechanicznego wentylowania. – Rokowania są złe, ale walczymy – podkreślił lekarz.

W wyniku eksplozji rannych zostało sześć osób, w tym pracownik firmy, która prowadziła prace w budynku. Dziewczyna została zabrana do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Źródło info i foto: wp.pl

Aleksiej Nawalny w drodze do Niemiec

Samolot medyczny, na pokładzie którego znajduje się opozycjonista Aleksiej Nawalny, wystartował z lotniska w Omsku i jest w drodze do Niemiec – poinformowała w sobotę rzeczniczka Nawalnego Kira Jarmysz na Twitterze. Wcześniej Nawalny został przewieziony karetką, w eskorcie policyjnych radiowozów, ze szpitala w Omsku na miejscowe lotnisko, gdzie czakał na niego wyczarterowany niemiecki samolot medyczny. Na płycie lotniska byli obecni niemieccy i rosyjscy lekarze, a także urzędnicy i policja. Przy Nawalnym była jego żona, Julia.

Będzie leczony w berlińskiej klinice

Start maszyny potwierdził agencji Interfax szef lotniska w Omsku. Lot do stolicy Niemiec potrwa około sześciu godzin. Jak podała agencja dpa, 44-letni Nawalny ma być leczony w znanej berlińskiej klinice Charite.

„Dziękuję wszystkim za wsparcie. Walka o życie i zdrowie Aleksieja dopiero się zaczyna i jest wiele do zrobienia. Ale zrobiliśmy już pierwszy krok” – napisała Kira Jarmysz na Twitterze.

Stan stabilny

Początkowo lekarze ze szpitala w Omsku nie zgadzali się na przewiezienie Nawalnego za granicę, zapewniając, że pacjent będzie leczony na miejscu, jednak w piątek wieczorem zmienili zdanie.

„Pacjent wykazuje pozytywną dynamikę i jest wystarczająco stabilny”, stan jego mózgu jest stabilny – mówił lekarz Anatolij Kaliniczenko.

Kaliniczenko powiedział też, że lekarze „ostatecznie wykluczyli” substancję chemiczną, o której wcześniej pisały media, jako że nie wykryto jej w krwi i moczu chorego. Aleksiej Nawalny, jeden z najważniejszych rosyjskich opozycjonistów, został hospitalizowany w czwartek w Omsku na Syberii. Poczuł się źle na pokładzie samolotu lecącego z Tomska do Moskwy i stracił przytomność. Samolot lądował awaryjnie w Omsku. Opozycjonista jest w śpiączce. Jego współpracownicy uważają, że próbowano go otruć.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Brazylia: Zgwałcona 10-latka musiała poddać się aborcji. Protest przed kliniką

Ta sprawa wstrząsnęła brazylijską opinią publiczną. Zgwałcona 10-latka musiała polecieć do innego miasta, aby poddać się aborcji. W jej rodzinnej miejscowości proliferzy zorganizowali demonstrację, aby zablokować możliwość wykonania zabiegu. Na początku sierpnia 10-latka trafiła do szpitala w Sao Mateus w stanie Espirito Santo z powodu silnych bóli brzucha. Po przeprowadzeniu badań okazało się, że dziewczynka jest w ciąży. 10-latka przyznała, że padła ofiarą molestowania seksualnego ze strony swojego 33-letniego wujka. Mężczyzna został już zatrzymany przez brazylijskie służby. W trakcie składania zeznań 10-latka powiedziała, że krewny wykorzystywał ją od czterech lat, jednak bała się komukolwiek o tym powiedzieć.

Zgodnie z brazylijskim prawem aborcja jest dozwolona tylko w przypadku gwałtu, jeśli życie kobiety jest zagrożone lub gdy u płodu wystąpi bezmózgowie. W tym wypadku wymiar sprawiedliwości wyraził zgodę na przeprowadzenie zabiegu. Jak podaje „The Guardian”, dziewczynka musiała udać się na zabieg do innego miasta. Powód? Środowiska pro-life zorganizowały demonstrację przed szpitalem. W ten sposób chciano uniemożliwić przeprowadzenie aborcji.

Opinię publiczną zszokował również fakt, że zadeklarowana przeciwniczka aborcji Sara Giromini, znana również jako Sara Winter ujawniła w internecie dane osobowe dziewczynki. Sąd nakazał Facebookowi, Twitterowi oraz Google’owi usunięcie imienia i nazwiska dziecka oraz wszystkich informacji, które mogłyby naruszać jej dobra osobiste.

Finalnie lekarze przeprowadzili zabieg aborcji. 10-latka nadal przebywa w szpitalu, jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: Wprost.pl