Turcja: Brytyjczyk zatrzymany za zabicie ojca

Brytyjski turysta został we wtorek zatrzymany za rzekome zabicie własnego ojca. To tragicznych wydarzeń doszło w mieście Muğla w Turcji. Turysty nie udało się uratować mimo wszelkich wysiłków miejscowych lekarzy. Brytyjski turysta został aresztowany w Muğla w Marmaris w Turcji. 22-latek jest podejrzany o zabicie własnego ojca.

Ethan Hallows i jego ojciec Gary spędzali wakacje w tym samym hotelu. Jak zeznają świadkowie zdarzenia, panowie bardzo się pokłócili i zaczęli szarpać. W pewnym momencie 22-latek popchnął ojca, który bezwładnie upadł na ziemię. 22-latek nie udzielił pomocy swojemu ojcu. Karetkę wezwali przechodnie. 51-latek trafił do szpitala z poważnym urazem głowy. Mimo wysiłków lekarz, zmarł dwa dni później.

Ethan został od razu zatrzymany przez policję. Zaprzeczył, jakoby miał wyrządzić krzywdę ojcu. Powiedział, że Gary po prostu upadł na ziemię i uderzył się w tył głowy. Policja nie uwierzyła w te zeznania. Funkcjonariusze przesłuchali wszystkich świadków i przejrzeli nagrania z monitoringu.
Źródło info i foto: o2.pl

Agenci CBA zatrzymali lekarzy

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało prezesa i b. prezesa Fundacji Pomocy Transplantologii w Szczecinie – dowiedziała się PAP. Zatrzymań lekarzy dokonano w Warszawie i Lublinie. Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało prezesa i b. prezesa Fundacji Pomocy Transplantologii w Szczecinie – dowiedziała się PAP. Zatrzymań lekarzy dokonano w Warszawie i Lublinie. W nadzorującej śledztwo Prokuraturze Regionalnej w Szczecinie obaj lekarze usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz prania pieniędzy.

Zespół prasowy CBA powiedział PAP, że zatrzymań dokonano w śledztwie m.in. dotyczycącym „podejrzenia podejmowania czynności, które mogły udaremnić lub znacznie utrudnić stwierdzenie przestępnego pochodzenia środków płatniczych pochodzących z oszustw oraz korzyści majątkowych przyjmowanych w związku z pełnieniem funkcji publicznych”

Miało do tego dochodzić pod pozorem dobrowolnych wpłat na cele statutowe Fundacji Pomocy Transplantologii w Szczecinie.

W śledztwie zebrano obszerny materiał dowodowy, m.in. dokumentację bankową i zeznania świadków – przypomniał Zespół.

Oszustwa

Według śledczych mechanizm przestępstw korupcyjnych i oszustw miał polegać na tym, że wprowadzano pacjentów szczecińskiego szpitala w błąd co do odpłatności za zabiegi chirurgiczne, które były finansowane z NFZ oraz przyjmowano korzyści majątkowych za skrócenie terminu przyjęcia do szpitala. Takie środki wpłacane były do Fundacji, żeby – według śledczych – udaremnić możliwość stwierdzenia pochodzenia tych pieniędzy z przestępstwa.

Pacjenci wpłacali środki na rzecz Fundacji Pomocy Transplantologii w Szczecinie spośród których część była przekazywana na konto wcześniej zatrzymanego przez CBA lekarza. Były ordynator oddziału chirurgii ogólnej i naczyniowej Specjalistycznego Szpitala im. prof. A. Sokołowskiego w Zdunowie k. Szczecina usłyszał w prokuraturze 166 zarzutów dotyczących m.in. przyjmowania korzyści majątkowych, oszustwa, składania fałszywych oświadczeń oraz prania pieniędzy. Łączna suma korzyści, którą miał uzyskać przekroczyła 1,5 mln zł – przypomniał Zespół Prasowy CBA.

Zaznaczył, że śledztwo w tej sprawie nadal rozwija się.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: 18-latek zabił parę znanych lekarzy

Do makabrycznego zabójstwa pary znanych i lubianych lekarzy doszło w Mistelbach w Niemczech. Ciała małżeństwa znaleziono w piwnicy ich domu. Godzinę później na policję zgłosił się 18-letni chłopak i przyznał do zabójstwa rodziców swojej dziewczyny.

W niedzielny poranek 9 stycznia niemiecką miejscowość Mistelbach wstrząsnęło doniesienie o makabrycznym morderstwie. W jednym z domków jednorodzinnych znaleziono ciała zamordowanego małżeństwa. Ofiarami okazała się pora znanych i w lubianych w okolicy lekarzy.

Pod numer alarmowy zadzwonił sąsiad, który usłyszał krzyki i wołanie o pomoc dobiegające z ich posiadłości. Wysłani na miejsce policjanci znaleźli ciała zamordowanych małżonków. Według różnych źródeł funkcjonariusze znaleźli ciała medyków w piwnicy, a według innych w sypialni. Kluczowa informacja potwierdza się jednak we wszystkich przekazach: na ciałach zamordowanych widoczne były obrażenia zadane ostrym narzędziem.

Jak podała prokuratura w poniedziałek 10 stycznia, podejrzanym o zabójstwo jest osiemnastolatek. Chłopak sam zgłosił się na policję, około trzy godziny po zajściu. W trakcie dochodzenia wyszło na jaw, że młody mężczyzna jest chłopkiem 16-letniej córki zamordowanych. Po kłótni ze swoimi rodzicami, nastolatek przeprowadził się do domu lekarzy. W święta Bożego Narodzenia był z nim widziany w kościele na nabożeństwie. W rozmowie z dziennikarzami gazety „Bild” sąsiedzi zamordowanych powiedzieli, że rodzina lekarzy przyjęłą nastolatka „jak własnego syna”.

Policja wyklucza, by 16-latka miała coś wspólnego z zabójstwem. Jednocześnie śledczy przyznają, że w chwili śmierci rodziców była w domu, podobnie jak troje jej młodszego rodzeństwa. Najmłodsze z nich ma zaledwie 5 lat.
Źródło info i foto: wp.pl

Udało się odnaleźć zaginionego 37-latka

Szczęśliwie zakończyły się prowadzone od wczoraj poszukiwania 37-latka. Mężczyzna oddalił się w nieznanym kierunku z placówki zakładu opiekuńczo-leczniczego w Międzybrodziu Bialskim. Sytuacja była bardzo poważna, ponieważ mężczyzna był ubrany nieadekwatnie do panujących warunków atmosferycznych. W poszukiwaniach brało udział ponad 100 osób, wykorzystano drony oraz psy tropiące. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło- zaginiony został odnaleziony dziś rano i trafił pod opiekę lekarzy.

Wczoraj po 21.00 dyżurny żywieckiej komendy otrzymał informację, że z placówki zakładu opiekuńczo-leczniczego w Międzybrodziu Bialskim w nieznanym kierunku oddalił się 37-latek. Mężczyzna ubrany był nieadekwatnie do panujących warunków atmosferycznych. Z uwagi na zagrożenie dla jego życia i zdrowia rozpoczęto akcję poszukiwawczą. W poszukiwaniach brało udział ponad 100 osób. Byli to policjanci z Żywca, Bielska i Katowic, strażacy z Państwowej Straży Pożarnej z Żywca, ratownicy z Beskidzkiego GOPR-u, strażacy ochotnicy z Międzybrodzia Bialskiego, Żywieckiego oraz Czernichowa, grupa specjalistyczna z PSP Katowice i grupa poszukiwawcza z OSP Dąbrówka oraz Jastrzębie-Zdrój. W poszukiwaniach wykorzystano również drony oraz psy tropiące. Przez całą noc przeczesywano masywy leśne, sprawdzono też nadbrzeże i taflę Jeziora Międzybrodzkiego. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło – dzisiaj po 9.00 mężczyzna został odnaleziony i trafił pod opiekę lekarzy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Austria wprowadziła legalną eutanazję

Od soboty w Austrii można legalnie dokonywać eutanazji. Będzie ona podlegała ścisłym regułom, a każdy przypadek zostanie oceniony przez dwóch lekarzy – w tym eksperta medycyny paliatywnej. Osoby dorosłe bez stwierdzonych chorób psychicznych, które chcą umrzeć, muszą posiadać diagnozę medyczną wskazującą m.in. na nieuleczalność schorzenia, a także potwierdzoną zdolność do podejmowania decyzji. Następnym krokiem jest odbycie rozmów z dwoma lekarzami. Po okresie przeznaczonym na podjęcie decyzji (12 tygodni, a w przypadku choroby śmiertelnej 2 tygodnie – PAP) będzie można sporządzić testament u notariusza i otrzymać w aptece śmiercionośny preparat.

Austriacka Rada Narodowa w połowie grudnia zatwierdziła ustawę zdecydowaną większością głosów. Dotychczas według austriackiego prawa każdemu, kto nakłaniał do popełnienia samobójstwa lub w nim pomagał innej osobie, groziło do pięciu lat więzienia.

W nowej ustawie, na życzenie Izby Aptekarskiej, znajduje się zapis dotyczący nieupubliczniania informacji o aptekach wydających śmiertelne preparaty. Dane te będą przekazywane wyłącznie notariuszowi lub adwokatowi pacjenta. Przeciwnicy nowego prawa argumentują, że przepisy nie wyjaśniają, co stanie się ze śmiertelnym preparatem, jeśli nie zostanie użyty lub będzie zużyty tylko częściowo. Wskazują również, że nie zapewnia się opieki tym osobom, które „z pewnością pod ogromną presją psychiczną” pomagają w samobójstwie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szczytno: Bił swoją dziewczynę nawet, gdy już straciła przytomność. Trafił do aresztu

Sąd Rejonowy w Szczytnie na trzy miesiące aresztował we wtorek Nikodema C. podejrzanego o usiłowanie zabójstwa 17-letniej dziewczyny. Według śledczych pokrzywdzona była kopana i bita pięściami w głowę nawet po tym jak straciła przytomność.

Jak podawała policja, do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę przed domem dziewczyny w Szczytnie. Została ona brutalnie pobita po imprezie urodzinowej. Odniosła rozległe obrażenia twarzoczaszki. Niespełna godzinę później policjanci zatrzymali w miejscu zamieszkania 19-letniego chłopaka nastolatki. Szczycieńska prokuratura ustaliła, że Nikodem C., działając z tzw. zamiarem ewentualnym pozbawienia życia dziewczyny, miał przewrócić ją na ziemię, a następnie dusić rękoma oraz wielokrotnie kopać i uderzać pięściami w głowę, nawet po utracie przez nią przytomności, powodując u pokrzywdzonej ciężki uszczerbek na zdrowiu.

Decyzja sądu

Sąd Rejonowy w Szczytnie we wtorek przychylił się do wniosku prokuratora i zastosował wobec Nikodema C. tymczasowe aresztowanie na okres trzech miesięcy – przekazał PAP rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie sędzia Olgierd Dąbrowski-Żegalski. W ocenie sądu, zebrany dotychczas w sprawie materiał dowodowy wskazuje na duże prawdopodobieństwo, że podejrzany dopuścił się popełnienia zarzucanego mu czynu.

Zdaniem Sądu, odizolowanie podejrzanego od świadków oraz pokrzywdzonej na tym etapie postępowania jest konieczne dla zabezpieczenia prawidłowego toku śledztwa. Istnieje uzasadniona obawa, że podejrzany, któremu grozi surowa kara, pozostając na wolności mógłby wpływać na relacje świadków, w tym także tych jeszcze nieprzesłuchanych, uzgadniając z nimi wersję zdarzenia najkorzystniejszą dla siebie – poinformował rzecznik.

Postanowienie sądu w tej sprawie nie jest prawomocne. Poszkodowana dziewczyna znajduje się w szpitalu w Olsztynie pod opieką lekarzy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Śmierć ciężarnej 30-latki w Pszczynie. Zawieszono dwóch lekarzy

Szpital Powiatowy w Pszczynie w piątek podjął decyzję o zawieszeniu realizacji kontraktów dwóch lekarzy, którzy pełnili dyżur w czasie pobytu 30-letniej ciężarnej pani Izabeli.

Pod koniec września ciężarna 30-letnia kobieta zmarła w szpitalu w Pszczynie (w województwie śląskim), bo lekarze mieli czekać na obumarcie płodu. Przypadek ten 29 października opisała radczyni prawna Jolanta Budzowska, pełnomocniczka rodziny zmarłej. Napisała, że to konsekwencja ubiegłorocznego wyroku Trybunału Konstytucyjnego kierowanego przez Julię Przyłębską, zaostrzającego prawo aborcyjne. Sprawą zajmuje się prokuratura.

Szpital Powiatowy w Pszczynie poinformował w piątek w komunikacie zamieszczonym na swojej stronie, że dyrekcja szpitala „bezpośred­nio po trag­icznym zdarze­niu przeprowadz­iła postępowanie wyjaś­ni­a­jące, przegląd pro­ce­dur oraz sposobu dzi­ała­nia odd­zi­ału”. Dodano, że „na bieżąco i z najwyższą powagą wery­fikuje również infor­ma­cje pojaw­ia­jące się w przestrzeni publicznej”.

„W związku z trwa­ją­cym postępowaniem, 5 listopada pod­jęto decyzję o zaw­iesze­niu real­iza­cji kon­trak­tów dwóch lekarzy, którzy pełnili dyżur w cza­sie pobytu Pac­jen­tki w szpi­talu. W chwili obec­nej lekarze nie pełnią w placówce swoich obowiązków” – poinformowała placówka.

Oświadczono, że „szpi­tal deklaruje pełną otwartość na współpracę z wszys­tkimi właś­ci­wymi organami podejmującymi dzi­ała­nia kon­trolne i wyjaśniające”.

„Raz jeszcze przekazu­jemy Rodzinie Zmarłej Pac­jen­tki szczere wyrazy współczu­cia i żal” – czytamy w komunikacie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Groził matce i 4-latkowi śmiercią za rowerek na klatce

Stołeczna policja zatrzymała 39-latka, który groził 22-letniej kobiecie i jej 4-letniemu synkowi śmiercią. Mężczyzna spryskał rower chłopczyka żrącą substancją, którą dziecko wtarło sobie w oczy. Konieczna była interwencja lekarzy. Zarzuty usłyszała także 42-letnia partnerka agresora, która podczas jego zatrzymania wyzywała policjantów, naruszała nietykalność i utrudniała wykonywanie czynności.

Policjanci z Komendy Rejonowej Policji II w Warszawie zatrzymali 39-latka, który groził 22-letniej kobiecie i jej 4-letniemu synowi śmiercią. Rzecznik mokotowskiej policji podkomisarz Robert Koniuszy powiedział, że mężczyznę zirytował pozostawiany na klatce schodowej dziecięcy rowerek.

W jednym z bloków przy al. Niepodległości 39-letni Sebastian D. groził kilka dni temu 22-letniej sąsiadce, że ją pobije, jeżeli będzie stawiała rowerek dziecka na korytarzu obok drzwi do swojego mieszkania. – Spośród wszystkich sąsiadów dziecięcy jednoślad tylko jemu przeszkadzał – poinformował policjant.

– Nerwowy sąsiad nie szczędził słów wulgarnych, wykrzykując, w jaki sposób zrobi krzywdę kobiecie i jej dziecku. Po koniec ubiegłego tygodnia mężczyzna spryskał kierownicę oraz ramę dziecięcego rowerka żrącą substancją. Kiedy 4-latek wsiadł na swój mały pojazd, zaczęły go piec rączki. Odruchowo niebezpieczną substancję wtarł w oczy – powiedział Koniuszy.

Chłopczyk wymagał interwencji lekarza. – Matka pojechała z dzieckiem na pogotowie. Oczy udało się uratować, ale były bardzo podrażnione” – zaznaczył.

Groził po raz kolejny. Wezwała policję

Kiedy kobieta wróciła do domu, po raz kolejny usłyszała groźby od rozwścieczonego mężczyzny. Wtedy o pomoc poprosiła policjantów. Pokrzywdzona powiedział mundurowym, że sąsiad odgrażał się, że w okrutny sposób zabije ją i jej dziecko.

– Opowiedziała też, jak oblał rowerek jej synka żrącą substancją, narażając go na utratę zdrowia – relacjonował funkcjonariusz.

– Policjanci zapukali do drzwi agresywnego sąsiada. Mężczyzna nie przyznawał się do popełnienia przestępstwa. Mając dowody w ręku, funkcjonariusze poinformowali go, że jest zatrzymany. 39-latek powiedział, że nie da się wyprowadzić z mieszkania i sam nie wyjdzie. Wobec czego mundurowi pomogli mu, stosując kajdanki i chwyty transportowe – podał rzecznik.

Podkom. Koniuszy przekazał także , że zatrzymanie mężczyzny utrudniała jego 42-letnia partnerka, która zaczęła wyzywać policjantów oraz szarpać za mundur. – W trakcie umieszczania podejrzanego w radiowozie kobieta zdjęła zegarek i ostrą częścią bransolety porysowała powłokę lakierniczą. Została obezwładniona i zatrzymana – powiedział.

– Następnego dnia kobieta usłyszała zarzuty znieważenia policjantów, naruszenia ich nietykalności oraz umyślnego uszkodzenia mienia. Przyznała się do przestępstw, po czym wróciła do domu. W najbliższym czasie będzie musiała stanąć przed sądem, który może ją skazać nawet na 5 lat więzienia – podkreślił rzecznik.

Zatrzymany sąsiad usłyszał zarzuty stosowania gróźb karanych oraz narażenia 4-latka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Decyzją prokuratora wobec mężczyzna zastosowano dozór policji oraz zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej.

Areszt za kolejny atak na sąsiadkę

„Szybko okazało się, gdzie mężczyzna ma nałożone na niego zakazy. Pierwsze, co zrobił po powrocie do siebie, to stanął przed drzwiami pokrzywdzonej i w akompaniamencie wulgaryzmów, wykrzyczał, że teraz to ją na pewno zabije” – przekazał.

Dodał, że po tym zdarzeniu 39-latek ponownie został zatrzymany i usłyszał kolejny zarzut. Decyzją sądu został wtedy tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Lekarze wzywają Aleksieja Nawalnego do przerwania głodówki

Lekarze wzywają Aleksieja Nawalnego do natychmiastowego zakończenia protestu głodowego. Opozycjonista głoduje od 31 marca. Jak informuje jego adwokatka, schudł około 20 kg. Współpracownicy Aleksieja Nawalnego twierdzą, że jego stan zdrowia jest krytyczny, ma mieć problemy z kręgosłupem, sercem i nerkami. Jak podaje Radio Free Europe, lekarze opozycjonisty wezwali go do zakończenia głodówki, „aby zachować życie i zdrowie”. „Jeśli będzie trwała jeszcze trochę dłużej, po prostu nie będziemy już mieć pacjenta do leczenia” – podkreślili.

20 kwietnia Nawalny został zbadany w szpitalu poza więzieniem. Dwa dni później przekazano wyniki badań adwokatom opozycjonisty. Lekarze Nawalnego zapowiedzieli, że na ich podstawie postawią własną diagnozę i przekażą ją przez adwokatów lekarzom, którzy teraz mają leczyć opozycjonistę. Stwierdzili, że z badań wynika, że Nawalny ma niewydolności nerek, wysokie nadciśnienie i poważne objawy neurologiczne. Jednocześnie medycy starają się o dopuszczenie do pacjenta.

W sierpniu ubiegłego roku Aleksiej Nawalny stracił przytomność na pokładzie samolotu lecącego z Tomska do Moskwy. Pilot lądował w Omsku i tam przez dwa dni opozycjonistą zajmowali się rosyjscy lekarze. Omscy specjaliści przekonywali, że pacjenta nie otruto, a jedynie ma kłopoty z metabolizmem. Rodzina i współpracownicy Nawalnego nie uwierzyli w ich słowa i przetransportowali polityka do Berlina. Tam stwierdzono, że próbowano go otruć bojowym preparatem z grupy substancji nowiczok o działaniu paralityczno-drgawkowym. Taką informację potwierdziły także dwa niezależne laboratoria z Francji i Szwecji.

Kreml zaprzecza, że miał coś wspólnego z próbą zabójstwa Aleksieja Nawalnego. W styczniu działacz wrócił do Rosji, gdzie został zatrzymany i skazany.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Aleksiej Nawalny zostanie przeniesiony do szpitala

Lekarze podjęli decyzję o przewiezieniu Aleksieja Nawalnego na oddział szpitala regionalnego dla więźniów we Włodzimierzu.

„Obecnie stan zdrowia A. Nawalnego ocenia się jako zadowalający, jest on codziennie badany przez lekarza internistę. Za zgodą pacjenta przepisano mu terapię witaminową” – poinformowały rosyjskie służby penitencjarne.

O losie Aleksieja Nawalnego dyskutują w poniedziałek ministrowie spraw zagranicznych UE.

– Rosja musi pozwolić Aleksiejowi Nawalnemu, który – jak przekazują jego współpracownicy – jest w krytycznym stanie zdrowia w więzieniu, na dostęp do odpowiedniej opieki medycznej – stwierdził przed rozpoczęciem rozmów szef unijnej dyplomacji Josep Borrell.

– Czynimy rosyjskie władze odpowiedzialnymi za stan zdrowia Nawalnego – dodał Borrell.

Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas poinformował w rozmowie z dziennikiem „Bild”, że już w piątek zażądał od Rosji natychmiastowego zapewnienia Aleksiejowi Nawalnemu odpowiedniej opieki medycznej. – Z wielkim niepokojem śledzimy fakt, że stan zdrowia Aleksieja Nawalnego nadal się pogarsza – powiedział dziennikowi „Bild”.

W sprawie przebywającego w kolonii karnej Aleksieja Nawalnego zaapelowali do prezydenta Rosji Władimira Putina deputowani z kilku zgromadzeń ustawodawczych w regionach Rosji. „Stan zdrowia zagraża jego życiu. Mimo to nie udziela się mu pomocy medycznej”- napisali deputowani.
Źródło info i foto: wp.pl