List gończy za 30-latką. Ściga ją policja

Wydział kryminalny Komendy Miejskiej Policji w Łomży poszukuje Anity Szudrawskiej. Za 30-latką wydano list gończy. Jej wizerunek i dane od 2 września są dostępne na stronie policji. Kobieta jest podejrzewana o sutenerstwo, za co grożą jej 3 lata więzienia.

Jak czytamy na stronie policji, mieszkanka Łomży jest poszukiwana na podstawie: Art. 204 § 2 – czerpanie korzyści majątkowej z uprawiania prostytucji przez inną osobę (sutenerstwo) oraz Art. 258 § 1 – branie udziału w zorganizowanej grupie albo związku mających na celu popełnienie przestępstwa lub przestępstwa skarbowego. Za ten pierwszy czyn kobieta może spędzić w więzieniu 3 lata, a za drugi nawet 5. Poszukiwana przez policję Anita Szudrawska ma 30 lat. Wzrost: 161-165 CM, oczy jasne. Osoby, które mogą przyczynić się do zlokalizowania kobiety są proszone o kontakt telefoniczny z KMP Łomża Wydział Kryminalny: 48 85 670 23 05 lub email: dyzurny.kwp@bk.policja.gov.pl Czytaj też: W uszach miał białe słuchawki. Policjanci z Hajnówki szukają tego człowieka!
Źródło info i foto: se.pl

Po 18 latach zatrzymano podejrzanego o zabójstwo w Jeleniej Górze

Hiszpańska policja zatrzymała w Walencji mężczyznę poszukiwanego listem gończym od 18 lat za współudział w zabójstwie. Do zbrodni doszło w 2003 roku w Jeleniej Górze. Trwają czynności zmierzające do ekstradycji zatrzymanego.

Młodszy aspirant Przemysław Ratajczyk poinformował, że ścisła współpraca polskiej i hiszpańskiej policji w ramach sieci ENFAST doprowadziła do zatrzymania mężczyzny podejrzanego o współudział w zabójstwie, do którego doszło w 2003 roku w Jeleniej Górze.

– Zatrzymany przez 18 laty ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości, bardzo często zmieniając miejsca pobytu i tożsamości. Jednak prowadzone intensywne czynności oraz bieżąca wymiana informacji pomiędzy policjantami z Polski i Hiszpanii zaowocowała w sierpniu br. zatrzymaniem podejrzanego w Walencji. W chwili obecnej trwają czynności zmierzające do ekstradycji zatrzymanego – powiedział Ratajczyk.

Zabójstwo z 2003 roku

Przypomniał, że w sierpniu 2003 roku w Jeleniej Górze, w jednej z hurtowni budowlanych, doszło do zabójstwa. W toku prowadzonych czynności ustalono sprawców.

– Jednemu z nich udało się jednak zbiec z kraju. Rozpoczęły się wówczas intensywne poszukiwania o zasięgu międzynarodowym, jednak częstotliwość z jaką poszukiwany zmieniał miejsca pobytu oraz tożsamość utrudniały jego namierzenie – powiedział policjant.

Dodał, że ustalono, iż poszukiwany przez Prokuraturę Okręgową w Jeleniej Górze Europejskim Nakazem Aresztowania mężczyzna jest w Hiszpanii i posługuje się fałszywymi danymi personalnymi na różne osoby. Ukrywający się mężczyzna był ponadto poszukiwany listami gończymi przez Prokuraturę Okręgową we Włocławku, która zarzuca mu działalność w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się nakłanianiem i czerpaniem korzyści z prostytucji oraz Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji we Wrocławiu w związku z popełnieniem przestępstw narkotykowych na szeroką skalę.

Współpraca polskiej i hiszpańskiej policji

W celu schwytania poszukiwanego funkcjonariusze Zespołu Poszukiwań Celowych KWP we Wrocławiu nawiązali ścisłą współpracę w ramach sieci ENFAST z policją hiszpańską.

 – Podczas zatrzymania mężczyzna po raz kolejny posłużył się fałszywymi danymi personalnymi, tym razem obywatela Polski. Jednak funkcjonariusze hiszpańscy, dzięki informacjom systematycznie przekazywanym przez policjantów z dolnośląskiej komendy wojewódzkiej, nie mieli wątpliwości co do prawdziwej tożsamości mężczyzny i zatrzymali go – podkreślił policjant.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jacek Jaworek oddał do ofiar 10 strzałów

Rany postrzałowe były przyczyną śmierci członków rodziny poszukiwanego od 10 lipca Jacka Jaworka, podejrzanego o ich zabójstwo – wskazały wstępne wyniki sekcji zwłok, przeprowadzonej w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

– Wstępne wyniki sekcji zwłok wskazują, że wszystkie 3 osoby zginęły w wyniku ran postrzałowych oddanych we wrażliwe życiowo rejony ciała. Było to łącznie 10 strzałów z broni kalibru 7,65 – powiedział w piątek prokurator Krzysztof Budzik z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Broni, z której zginęła rodzina, dotychczas nie odnaleziono.

Wciąż jest poszukiwany

52-letni podejrzany o zabójstwo brata, jego żony i syna Jacek Jaworek wciąż jest poszukiwany. W czwartek policja zwróciła się z prośbą do mieszkańców gminy Dąbrowa Zielona w powiecie częstochowskim oraz innych osób, aby w godzinach 18.00-6.00 przez kilka kolejnych dni powstrzymali się od przebywania na terenach leśnych w tej miejscowości. Ma to związek z działaniami służb w zakresie poszukiwań Jacka Jaworka oraz użyciem w tym miejscu specjalistycznego sprzętu.

– Specyfika tych czynności wymaga, aby były prowadzone w nocy, nie mogę jednak ujawnić szczegółów – powiedział w piątek młodszy aspirant Kamil Sowiński z Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

W nocy z piątku na sobotę (9-10 lipca) w Borowcach k. Dąbrowy Zielonej w powiecie częstochowskim wezwani do awantury domowej policjanci w domu jednorodzinnym znaleźli zwłoki małżeństwa 44-latków i ich 17-letniego syna z ranami postrzałowymi. Uratował się drugi, 13-letni syn zamordowanego małżeństwa, który schronił się u rodziny. Sprawca zbrodni uciekł.

List gończy

Od wtorku Jaworek poszukiwany jest listem gończym. Prokurator zdecydował o zaocznym przedstawieniu mu zarzutów potrójnego zabójstwa, co stało się podstawą wniosku o aresztowanie, zaakceptowanego we wtorek przez sąd. Wiadomo, że Jacek Jaworek w ostatnim czasie mieszkał u brata po tym, jak opuścił zakład karny, gdzie odbywał dwumiesięczną karę zastępczą w związku z niepłaceniem alimentów. Mężczyzna nie miał zezwolenia na posiadanie broni.

Policja zaznacza, że w przypadku napotkania tego mężczyzny należy zachować daleko idącą ostrożność – nie podejmować samodzielnie żadnych działań oraz powiadomić policję. Informacje o poszukiwanym mają policjanci z całego kraju oraz Straż Graniczna. Policyjne czynności nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Częstochowie, która przejęła sprawę od śledczych z Myszkowa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wydano list gończy za Jackiem Jaworkiem

Jacek Jaworek, który od soboty poszukiwany jest przez setki policjantów, ma usłyszeć zarzut potrójnego morderstwa. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie wydała postanowienie w tej sprawie – podaje Radio ZET. Sąd zgodził się na tymczasowy areszt dla mężczyzny, w związku z czym prokuratura mogła opublikować list gończy.

Jacek Jaworek zdaniem śledczych jest sprawcą potrójnego morderstwa. W nocy z piątku na sobotę w Borowcach k. Dąbrowy Zielonej w powiecie częstochowskim miał zabić 44-letniego brata i bratową oraz ich 17-letniego syna. Wszyscy zginęli od strzałów z broni palnej. Uratował się drugi, 13-letni syn zamordowanego małżeństwa, który schronił się u rodziny. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie wydała postanowienie o postawieniu zarzutów związanych z potrójnym zabójstwem. Sąd przychylił się do wniosku o tymczasowy areszt, prokuratorzy wydali list gończy za mężczyzną. Śledczy zlecili sekcję zwłok ofiar i przesłuchują świadków.

Poszukiwania na 1500 hektarach lasu

Policjanci przeszukali ponad 1500 hektarów lasów i bagien w okolicy miejsca zbrodni. Korzystają z dronów i sprzętu mapującego teren. Śledczy mają jeszcze raz przeszukać trudno dostępne miejsca. Miejscowym funkcjonariuszom pomagają niemieccy policjanci, którzy przywieźli ze sobą wyspecjalizowane w poszukiwaniach psy.

Jak poinformował młodszy aspirant Kamil Sowiński z częstochowskiej policji, dotąd policja nie ma informacji, które mogłyby wskazywać, gdzie Jacek Jaworek może być. Sowiński uściślił, że policja musi w takich sytuacjach zakładać wszelkie możliwe scenariusze zachowania po tragedii osoby podejrzewanej. Jednym z nich jest możliwość ukrywania się w terenie pobliskim miejscu zdarzenia. Brane są również pod uwagę inne scenariusze – sprawca mógł uciec za granicę albo targnąć się na własne życie.

„Dziennik Zachodni” podał, że prokuratorzy badają wątek, który pojawił się w mediach społecznościowych. Osoba podająca się za rodzinę zamordowanych twierdzi, że policja wiedziała o posiadaniu przez sprawcę niebezpiecznej broni i jego groźbach śmierci, kierowanych do rodziny. Rzeczniczka Śląskiej Policji Aleksandra Nowara zapewniła w rozmowie z Radiem ZET, że nie było zgłoszenia dotyczącego nielegalnego posiadania broni. – Policja nie miała takiej wiedzy – podkreśla w rozmowie z reporterką Radia ZET.

Rysopis poszukiwanego

Poszukiwany mężczyzna jest tęgiej budowy ciała, ma wzrost około 170-180 cm, włosy krótkie jasne i owalną twarz. Ubrany był prawdopodobnie w spodnie dżinsy koloru granatowego, koszulkę z krótkim rękawem koloru granatowego, może posiadać przy sobie bluzę lub kurtkę koloru jasnego.

Wszystkie osoby, które znają aktualne miejsce pobytu poszukiwanego mężczyzny, mogące pomóc w ustaleniu jego miejsca pobytu, lub które mogą mieć istotne dla śledztwa informacje, proszone są o pilny kontakt z Komendą Miejską Policji w Częstochowie pod numerem telefonu 47 858 12 55 lub numerem alarmowym 112.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójstwo rodziny pod Częstochową. 13-latek świadkiem zbrodni. Trwają poszukiwania 52-letniego Jacka Jaworzaka

Trwa policyjna obława w trzech województwach, po tym jak 52-letni Jacek Jaworzak zabił 17-latka i jego rodziców oddając strzały z broni palnej. Jak informują dziennikarze Polsat News w momencie morderstwa w domu przebywał jeszcze 13-latek, któremu udało się uciec. To jedyny świadek dramatu. Ciała trzech postrzelonych osób zostały znalezione w domu jednorodzinnym w miejscowości Borowce pod Częstochową (woj. śląskie).

– Bezpośrednio w akcję poszukiwawczą zaangażowanych jest obecnie kilkudziesięciu policjantów, zarówno z komendy w Częstochowie jak i z jednostek w ościennych powiatach – powiedział mł. asp. Kamil Sowiński z zespołu prasowego częstochowskiej policji. W akcji uczestniczą dwa śmigłowce, dron oraz psy tropiące.

Dziennikarze Polsat News dotarli do rodziny mordercy i zamordowanej rodziny. Według ustaleń 13-letni syn zamordowanego 44-letniego małżeństwa przeżył tylko dlatego, że schował się za kanapą. Kiedy kłótnia się uspokoiła i przestały padać strzały chłopak uciekł, aby schronić się u swoich bliskich.

W sobotę po południu Rządowe Centrum Bezpieczeństwa opublikowało alert, informujący o poszukiwaniach Jacka Jaworka, wraz z jego fotografią. Informację adresowano do mieszkańców trzech graniczących ze sobą województw: śląskiego, świętokrzyskiego i łódzkiego. Mieszkańcy tych regionów otrzymali także smsy z ostrzeżeniem dotyczącym poszukiwań niebezpiecznego przestępcy i linkiem do informacji śląskiej policji na ten temat. Wszystkie osoby, które znają aktualne miejsce pobytu Jacka Jaworka, mogące pomóc w ustaleniu jego miejsca pobytu, lub które mogą mieć istotne dla śledztwa informacje, proszone są o pilny kontakt z Komendą Miejską Policji w Częstochowie pod nr telefonu 47 858 12 55 lub nr alarmowym 112.

Jak poinformował prok. Ozimek, poszukiwany należy do rodziny ofiar – od pewnego czasu mieszkał z nimi w domu w miejscowości Borowce w powiecie częstochowskim.
Źródło info i foto: interia.pl

Holandia: Polak zatrzymany po zamachu na dziennikarza był poszukiwany listem gończym

Jeden z dwóch podejrzanych o zamach na holenderskiego dziennikarza śledczego Petera R. de Vriesa, 35-letni Polak Kamil E., przed tygodniem został zatrzymany za grożenie bronią, ale wkrótce go wypuszczono. Ponadto jak ustalił TVN24, to ścigany w Polsce listem gończym recydywista. 64-letni Peter R. de Vries został postrzelony we wtorek wieczorem w Amsterdamie. Dziennikarza zaatakowano wkrótce po opuszczeniu przez niego studia telewizyjnego RTL4, gdzie uczestniczył w programie Boulevard.

Napastnik oddał do niego kilka strzałów z bliskiej odległości. Mężczyzna został trafiony w głowę. Jest w szpitalu, a lekarze walczą o jego życie. Po zamachu policja zatrzymała dwie osoby: jedną z nich jest 35-letni Polak Kamil E. Jak podają niderlandzkie media, prowadził on w wiosce Maurik jednoosobową firmę zajmującą się pracami montażowymi. Mieszkał z żoną, która jest w ciąży i dwójką dzieci.

„Pokryty tatuażami, łysy i mrukliwy” – powiedział dziennikowi „De Telegraaf” jeden z mieszkańców.

Jak informuje dziennik „De Volkskrant”, Kamil E. został zatrzymany 1 lipca za grożenie bronią w miejscowości Tiel, niedaleko Utrechtu. Potem go wypuszczono.
Źródło info i foto: RMF24.pl

16 oskarżonych ws. dopalaczy. Nie żyją dwie osoby

Do Sądu Okręgowego w Szczecinie trafił akt oskarżenia przeciwko 16 osobom. Prokurator zarzuca oskarżonym popełnienie łącznie 49 czynów, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie 18 maja 2021 roku skierował do Sądu Okręgowego w Szczecinie akt oskarżenia przeciwko handlarzom „dopalaczami” – poinformował dział prasowy Prokuratury Krajowej w środę.

Aktem oskarżenia objęto 16 osób, przy czym 7 oskarżonych pozostaje tymczasowo aresztowanych. Prokurator zarzucił oskarżonym popełnienie łącznie 49 czynów, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Akt oskarżenia liczy blisko 900 stron. Na mieniu oskarżonych prokurator dokonał zabezpieczenia w wysokości ponad 250 tysięcy złotych.

Postępowanie było prowadzone z Komendą Wojewódzką Policji w Szczecinie.

Sprzedawali przez internet

Śledczy zarzucił oskarżonym m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej kwalifikowany z art. 258 par. 1 kk, sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób kwalifikowane z art. 165 par. 1 pkt 2 kodeksu karnego oraz tzw. prania brudnych pieniędzy kwalifikowane z art. 299 par. l i 5 kk.

Akt oskarżenia obejmuje również zarzuty dotyczące obrotu substancjami psychotropowymi oraz nowymi substancjami psychoaktywnymi w łącznej ilości ponad 121 kilogramów. Środki te zostały zabezpieczone w toku śledztwa w jednym z magazynów na terenie Kielc, z którego korzystała grupa. W toku postępowania w paczkomatach zabezpieczono ponad 380 przesyłek zawierających dopalacze.

Według ustaleń prokuratury zorganizowana grupa przestępcza działała na terenie całej Polski i dokonywała obrotu dopalaczami za pośrednictwem strony internetowej pasjonat.cc, a po jej zamknięciu stron „Rcmonster.shop”, „Rcmonster.io”, „Bostlab.fun”. Łączna wartość dopalaczy, którymi handlowali oskarżeni wynosiła ponad 10 milionów złotych. Do dystrybucji grupa wykorzystywała paczkomaty, w których dopalacze miały być odbierane. Ponadto korzystała z rachunków bankowych założonych na tzw. słupy, które służyły do dokonywania płatności za dopalacze. Rachunki te oraz rachunki w serwisach do wymiany kryptowalut, służyły do legalizacji uzyskiwanych korzyści majątkowych, a następnie ich wypłacania.

Ofiary śmiertelne

W wyniku działalności grupy zmarła co najmniej jedna osoba ze Szczecina oraz jedna osoba z Radzynia Podlaskiego. Wiele osób w wyniku zażycia dopalaczy było hospitalizowanych.

Prokuratura Krajowa zapowiedziała, że skierowanie aktu oskarżenia nie kończy czynności w tej sprawie. Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie nadal prowadzi postępowanie przeciwko 8 osobom, w tym 4 osobom poszukiwanym listami gończymi oraz europejskimi nakazami aresztowania.

Podczas czynności prowadzonych w październiku 2020 roku w Łodzi zatrzymano mężczyznę prowadzącego kantor wymiany walut, którego zadaniem było przyjmowanie kryptowalut z handlu dopalaczami, a następnie wymiana ich na złotówki i wydawanie ich członkom grupy.

Prowadzący kantor faktycznie zajmował się praniem pieniędzy na rzecz członków grupy. Usłyszał zarzuty i został tymczasowo aresztowany. Prokurator zabezpieczył gotówkę w kwocie ponad 2 milionów złotych, ekskluzywne zegarki oraz samochód marki aston martin.

Postępowanie nadal ma wielowątkowy charakter, a prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań – zapowiedziała Prokuratura Krajowa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Mińsk: Zatrzymano nie tylko Ramana Pratasiewicza

epa09223072 (FILE) Police officers detain a journalist Roman Protasevich attempting to cover a rally in Minsk, Belarus, 26 March 2017 (reissued 23 May 2021). A Ryanair flight from Athens, Greece to Vilnius, Lithuania, with Belarus’ opposition journalist Roman Protasevich onboard, has been diverted and forced to land in Minsk on 23 May 2021, after alleged bomb threat. Protasevich was detained by Belarusian Police after landing, as Belarusian Human Rights Center ‚Viasna’ reports and Lithuanian President Gitanas Nauseda demanded immediate release of Protasevich. EPA/STRINGER *** Local Caption *** 53411871
Dostawca: PAP/EPA.

Samolotem linii Ryanair relacji Ateny-Wilno, który lądował w niedzielę awaryjnie w Mińsku, nie odleciało po starcie z Mińska do Wilna sześć osób – poinformował na komunikatorze Telegram były białoruski minister i dyplomata Pawał Łatuszka.

Samolot lecący z Aten lądował awaryjnie w Mińsku po informacji o bombie na pokładzie. Linie Ryanair poinformowały, że polecenie lądowania otrzymały od kontrolerów lotów na lotnisku w Mińsku. Informacja o bombie po sprawdzeniu samolotu nie potwierdziła się. Jednak w Mińsku zatrzymany został i wyprowadzony z samolotu żyjący na emigracji opozycyjny aktywista Raman Pratasiewicz, który poszukiwany był przez białoruskie organy ścigania listem gończym.

Teraz okazuje się, że nie tylko Pratasiewicz pozostał w stolicy Białorusi. Jak informuje były białoruski minister i dyplomata Paweł Łatuszka, z Mińska do Wilna nie odleciało dwóch obywateli Białorusi i czterech obywateli Rosji – napisał Łatuszka. Nie jest jasne, czy wśród tych osób uwzględnia on Pratasiewicza.

Radio Swaboda podaje natomiast – za niewskazanym kanałem na komunikatorze Telegram – że na pokładzie samolotu zabrakło również dziewczyny Ramana Pratasiewicza.

Na lotnisku w Mińsku poinformowano, że na pokładzie jest 123 pasażerów. Z kolei strona litewska podała informację o prawie 170 pasażerach z 12 krajów. Ponad 90 wśród tych pasażerów to obywatele Litwy. Po ponad siedmiogodzinnym postoju w Mińsku samolot odleciał do Wilna, gdzie wylądował w niedzielę ok. godz. 21:25. 
Źródło info i foto: Rado ZET.pl

Wpadł poszukiwany od 3 lat legendarny złodziej samochodów

Policjanci z wydziału do walki z przestępczością samochodową Komendy Stołecznej Policji zatrzymali 36-letniego Krzysztofa R., ps. Lala. Legendarny złodziej samochodów był poszukiwany od 3 lat,

36-letni Krzysztof R., ps. Lala, wiedząc, że jest poszukiwany listem gończym, skutecznie ukrywał się przez ostatnie lata. – Aż do ubiegłego tygodnia, kiedy to funkcjonariusze stołecznej samochodówki ustalili, że 36-latek może ukrywać się na jednej z posesji w miejscowości Stare Lipiny – podkreślił rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak. 

Policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Samochodową Komendy Stołecznej Policji przy wsparciu kolegów z Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji KSP zaczęli obserwację tej posesji. W pewnym momencie śledczy zauważyli przed bramą osobę przypominającą wyglądem poszukiwanego.

– Mężczyzna poruszał się w obrębie posesji, a następnie udał się na sąsiednie podwórko. Tam wsiadł do zaparkowanego ciągnika siodłowego, wyjął z niego jakiś przedmiot, a następnie otworzył stojącego obok czerwonego opla astrę, z którego również wyjął jedną rzecz i powrócił na swoją posesję – tłumaczył policjant.

W tym momencie funkcjonariusze postanowili zatrzymać 36-latka, poszukiwanego przez sąd na Żoliborzu do odbycia kary roku i 8 miesięcy pozbawienia wolności. – W trakcie prowadzonych działań funkcjonariusze wspólnie z technikiem kryminalistyki oraz biegłymi z zakresu mechanoskopii Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji i Laboratorium Kryminalistycznego KSP przeszukali posesję, na której ukrywał się poszukiwany  – wyjawił.

– Policjanci zabezpieczyli do badań mechanoskopijnych dwa lexusy, a także hyundaia tuscon, które znajdowały się na posesji. Istnieje podejrzenie, że samochody zostały przerobione, bądź naprawione częściami pochodzącymi ze skradzionych pojazdów. Dodatkowo, w garażach mieszczących się na posesji, zabezpieczyli części i podzespoły samochodowe: skrzynie biegów, poduszkę powietrzną, nawigację, urządzenie do dekodowania kluczyków, służące do kradzieży samochodów, a także deskę rozdzielczą – wyliczył nadkom. Sylwester Marczak.

Z uwagi na fakt, że „Lala” wsiadał do samochodów mieszczących się na sąsiedniej posesji, policjanci przeszukali również te pojazdy. – W kabinie ciągnika siodłowego zabezpieczyli 13 kompletów tablic rejestracyjnych, jak się okazało po sprawdzeniu w systemach informatycznych, podrobionych i nieprzypisanych do istniejących pojazdów zarejestrowanych w Polsce, 28 sterowników rożnych marek pojazdów, 2 zagłuszarki GPS i GSM, 2 radiostacje, a także inne części i podzespoły samochodowe – podał.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Na każde trzy tysiące Białorusinów przypada jeden „ekstremista”

Na Białorusi wszczęto 2500 spraw karnych dotyczących ekstremizmu – pisze na łamach rosyjskiej niezależnej „Nowej Gaziety” białoruska publicystka Iryna Chalip.

Liczba spraw karnych o charakterze „ekstremistycznym” na Białorusi, gdzie od sierpnia zeszłego roku trwają protesty przeciwko reżimowi Alaksandra Łukaszenki, rośnie w szybkim tempie. 25 lutego ówczesny szef Komitetu Śledczego Iwan Naskiewicz mówił, że w kraju od lata ubiegłego roku wszczęto 2300 takich spraw. 4 marca liczba wynosiła już 2407, trzy dni później wiceminister spraw wewnętrznych Hienadź Kazakiewicz mówił na antenie państwowej telewizji Białoruś-1, że wszczęto 2500 spraw karnych.

„To znaczy, że w ciągu zaledwie 10 dni w kraju wszczęto 200 nowych spraw karnych dotyczących ekstremizmu. Co pięć dni – kolejna setka „przestępców”. Codziennie – 20. Osama bin Laden mógłby tylko zazdrościć krajowi takich ludzi, gdyby żył do dziś” – podkreśliła na łamach „Nowej Gaziety” Iryna Chalip.

Publicystka oszacowała, że w kraju, w którym żyje 7,5 miliona dorosłych osób, na każde trzy tysiące mieszkańców przypada jeden ekstremista.

Na Białorusi wszystko nazywa się teraz ekstremizmem: graffiti „Żyje Białoruś!” czy zerwanie kominiarki z twarzy cywila, który nagle okazał się funkcjonariuszem OMON. Władze w Mińsku twierdzą, że 70 procent takich przestępstw zostało popełnionych z wykorzystaniem Internetu. Portret przeciętnego białoruskiego ekstremisty zaczyna nabierać realnych rysów: jest to osoba korzystająca ze smartfona. Czyli większość. Mniejszością są ci, którzy mają puszki z farbą i piszą hasła „Wolność dla więźniów politycznych!” – napisała dziennikarka.

Jeszcze jedna kategoria „ekstremistów” to kobiety, które zrywały kominiarki z twarzy napastników, którzy je zaatakowali. Jedną z nich jest Polina Szarendo-Panasiuk z Brześcia, aktywistka kampanii obywatelskiej Europejska Białoruś, matka dwójki dzieci, oskarżona o stawianie oporu milicjantowi. W styczniu tego roku w jej mieszkaniu odbyła się rewizja. Funkcjonariusze nie zadzwonili jednak do drzwi i nie powiedzieli „Otwierać, milicja”. Po prostu je wyłamali. Polina była w domu ze swoimi dziećmi (czteroletnim i jedenastoletnim). Kiedy nieznane osoby w kominiarkach i bez znaków identyfikacyjnych wdarły się do jej mieszkania, zerwała kominiarkę jednemu z napastników. Trafiła do aresztu – przypomniała sprawę aktywistki Iryna Chalip.

„Szczególnie niebezpieczne gangi”

W aresztach czekają na procesy sądowe inni „ekstremiści”: studenci, programiści, przedsiębiorcy, blogerzy i administratorzy czatów. Według urzędników kanały Telegram i czaty „podwórkowe” to szczególnie niebezpieczne gangi. Wobec jednego z białoruskich blogerów, mieszkającego za granicą, wszczęto postępowanie karne dotyczące „łączenia grup ekstremistycznych” (czatów podwórkowych). Komitet Śledczy zamierza wystawić za nim list gończy.

Na początku marca szef KGB raportował Łukaszence, że „zagrożenia terrorystyczne się nasilają”, mówił o zatrzymaniu kolejnej grupy terrorystów, kilkudziesięciu kilogramach trotylu odkrytych przez służby specjalne i broni sprowadzanej na Białoruś z zagranicy.

Pod koniec marca białoruska opozycja planuje zorganizować masowe protesty. KGB już oświadczyło, że opozycjoniści „szykują prowokacje i starcia z funkcjonariuszami”.

„Widać, że Łukaszenka i jego funkcjonariusze boją się wiosny, gotowi są zrobić wszystko, by nie dopuścić do kolejnej fali protestów. Stąd skala represji i tysiące ekstremistów. Mogą skazać znacznie więcej. Mogą zabić, zastraszać, wypędzić z kraju. Ale nie są w stanie odwołać wiosny – podkreśliła Iryna Chalip.
Źródło info i foto: tvn24.pl