Nocna interwencja policji w jednym z warszawskich klubów

Policja interweniowała w nocy z czwartku na piątek w znanym stołecznym lokalu przy ul. Parkingowej. O działaniach mundurowych poinformował na swoim profilu na Facebooku klub. Według relacji zamieszczonej na Facebooku lokalu, który reklamuje się, jako Warszawskie Muzeum Kapsli, funkcjonariusze mieli zająć znajdujący się tam towar.

Z informacji przekazanych przez rzecznika śródmiejskiej policji podinsp. Roberta Szumiatę wynika, że podczas czwartkowej akcji swoje czynności w klubie przy Parkingowej prowadziły początkowo KAS i sanepid.

– Asystowaliśmy przy czynnościach tych służb, ale jednocześnie podjęliśmy interwencję we własnym zakresie, gdyż podejrzewaliśmy, że w lokalu sprzedawany jest alkohol bez wymaganych koncesji i faktycznie okazało się, że właściciel sprzedawał alkohol niezgodnie z warunkami zezwolenia – przekazał Szumiata.

Wylegitymowano 53 osoby

Policjant dodał, że właściciel lokalu na sprzedaż alkoholi wysokoprocentowych w ogóle nie posiadał zezwolenia, zaś koncesja na piwo nie była opłacona.

– Na potrzeby postępowania zabezpieczyliśmy cały alkohol, który był w lokalu. O tym co dalej stanie się z tym alkoholem zdecyduje sąd. Będziemy prowadzić czynności w kierunku art. 43 ust. 1 Ustawy o wychowaniu w trzeźwości – powiedział.

Rzecznik śródmiejskiej komendy dodał, że policjanci wylegitymowali wszystkie osoby przebywające w lokalu włącznie z obsługą – razem 53 osoby. Akcja służb w lokalu przy parkingowej trwała od godz. 18 do 21.

Zgodnie z aktualnymi zarządzeniami epidemiologicznymi w całej Polsce obowiązuje zakaz działalności stacjonarnej gastronomii – możliwe jest oferowanie posiłków na wynos oraz w dowozie.
Źródło info i foto: interia.pl

Rybnik: Właściciele klubu o brutalnej interwencji policji. „Do nas przyszli bandyci”

31.01.2021 Rybnik Pikieta pod komenda miejska policji w zwiazku z zamknieciem klubu muzycznego Face2Face przez policje w zwiazku ze stanem epidemii koronawirusa Nz Marcin Wojciechowski fot. Dominik Gajda/REPORTER

Uważam, że wczoraj nie było interwencji policji – nikt się nie wylegitymował. Do nas przyszli bandyci. Weszli, zaatakowali wszystkich ludzi – mówiła w niedzielę współwłaścicielka klubu w Rybniku, w którym z soboty na niedzielę interweniowała policja. Funkcjonariusze użyli m.in. broni gładkolufowej i granatów hukowych.

Właściciele lokalu w Rybniku, w którym minionej nocy interweniowała policja, wystąpili na konferencji prasowej. Przypomnijmy, że klub muzyczny został otwarty mimo obowiązujących obostrzeń a wewnątrz, podczas interwencji, bawili się ludzie. Doszło do poważnych starć, policja użyła gazu, pałek, granatów hukowych i broni gładkolufowej. Konferencji przysłuchiwali się również ludzie, którzy zgromadzili się pod lokalem w niedzielę w ramach solidaryzowania się z właścicielami. Policjanci tłumaczyli, że użycie środków przymusu bezpośredniego było wynikiem agresji skierowanej przeciwko funkcjonariuszom. Policja podkreślała, że lokal działał wbrew przepisom – został zamknięty decyzją sanepidu, a decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Policjanci asystowali sanepidowi przy doręczaniu decyzji i wezwali gości do opuszczenia klubu.

Osoby zgromadzone w niedzielne popołudnie przed rybnicką komendą przysłuchiwały się konferencji prasowej, podczas której właściciele klubu Face 2 Face relacjonowali dziennikarzom wydarzenia z nocy z soboty na niedzielę. Głos zabrał także aktywista grupy skupionej wokół Strajku Przedsiębiorców, Michał Wojciechowski, według którego interwencja policji w klubie była „festynem przemocy, festynem reżimu”. – Policja sprowokowała, wtargnęła nielegalnie do klubu Face 2 Face w Rybniku; wtargnęła siłą, użyła gazu – mówił Wojciechowski, informując, iż właściciele klubu dysponują licznymi nagraniami, potwierdzającymi, że policja użyła gazu wobec gości lokalu nie tylko na zewnątrz, ale także w środku. Z tego powodu – jak mówiono – miała zasłabnąć przebywająca w klubie kobieta.

Witani przez zgromadzonych oklaskami współwłaściciele klubu, Marcin Koza i Sandra Konieczny, oceniali, że policja weszła do lokalu bez podstaw prawnych, a proszeni o przedstawienie się funkcjonariusze używali filmowych nazwisk: James Bond i Grzegorz Brzęczyszczykiewicz. – Myślałam, że w tym trudnym czasie, kiedy jest pandemia, policja chce chronić ludzi przed pandemią. Jak się jednak okazuje, policja atakuje ludzi, żeby chronić pandemię – powiedziała Sandra Konieczny. – Weszli na lokal bez żadnej zgody, siłą, zaatakowali klientów. Gazowali nas w lokalu, przez co jedna z naszych klientek miała problemy z oddychaniem w górnej strefie lokalu; nie pozwolili nam jej sprowadzić na dół – relacjonowała.

Policja przyszła nas prowokować; policja przyszła po to, żeby nas siłą wyszarpać z tego lokalu – dodała współwłaścicielka rybnickiego klubu. – Ja uważam, że wczoraj nie było interwencji policji – nikt się nie wylegitymował. Do nas przyszli bandyci. Weszli, zaatakowali wszystkich ludzi, którzy pojawili się w naszym lokalu; ludzie byli wystraszeni, my również – ocenił współwłaściciel lokalu Marcin Koza, zarzucając przedstawicielom sanepidu, że także oni weszli do lokalu nielegalnie, wbrew przepisom. „Wolna Polska”, „Morawiecki do więzienia”, „Popieramy” – skandowano podczas niedzielnego zgromadzenia przed komendą. „Zamknąć rząd, otworzyć gospodarkę” – głosiło jedno z napisanych na kartonach haseł jego uczestników. Protestujący domagali się rozmowy z komendantem lub rzecznikiem prasowym rybnickiej policji. Chcieli wiedzieć, kto wydał rozkaz interwencji oraz czy na miejscu był negocjator i policjanci z zespołu antykonfliktowego. Wzywali do dymisji funkcjonariuszy odpowiedzialnych za interwencję.

Policja stanowczo odpiera zarzuty o nielegalność swoich działań oraz agresywne zachowania funkcjonariuszy. „Decyzją Państwowego Inspektora Sanitarnego lokal został zamknięty, a decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. W związku z powyższym policjanci asystowali pracownikom sanepidu w doręczeniu dokumentu właścicielowi. Następnie mundurowi poinformowali uczestników imprezy o zamknięciu lokalu i konieczności wyjścia z klubu” – podała policja w niedzielnym komunikacie.

Część uczestników – jak informują policjanci – dobrowolnie opuściła lokal, zaś pozostali nie chcieli dostosować się do poleceń. „Na zewnątrz zebrała się grupa kilkuset osób, wśród których” – jak głosi policyjny komunikat – „większość była nietrzeźwa i agresywna w stosunku do policjantów”; niektórzy nie mieli na twarzach maseczek, pili alkohol i podawali policjantom fałszywe dane personalne” – informuje policja. „Po opuszczeniu lokalu uczestnicy byli agresywni i atakowali mundurowych niebezpiecznymi przedmiotami. Policjanci podawali komunikaty wzywające do rozejścia się. Kiedy to nie przyniosło rezultatu, wobec agresywnych uczestników zgromadzenia użyli środków przymusu bezpośredniego w postaci ręcznych miotaczy gazu, pałek służbowych, granatów hukowych, oddali także strzały ostrzegawcze z broni gładkolufowej” – czytamy w komunikacie śląskiej policji. W interwencji uczestniczyło prawie 150 policjantów z Rybnika oraz z oddziałów prewencji z Katowic. „Interwencja była skuteczna i doprowadziła do przywrócenia ładu i porządku publicznego” – podała policja. Zatrzymano trzech mężczyzn w wieku 30, 44 i 48 lat, podejrzewanych o naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. Wylegitymowano 213 osób. Część osób ukarano mandatami, wobec innych mają być kierowane wnioski o ukaranie do sądów.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Olsztyn: Napad na lokal i strzelanina

W piątek wieczorem doszło do napadu na lokal usługowy w Olsztynie – podaje PAP. Napastnik postrzelił kobietę i mężczyznę, policja prowadzi poszukiwania sprawcy używając m.in. psa tropiącego. Napad na lokal w Olsztynie. Zamaskowany napastnik po godzinie 19 wtargnął do lokalu, użył broni palnej raniąc dwie osoby, kobietę i mężczyznę – przekazał PAP oficer prasowy olsztyńskiej policji Andrzej Jurkun.

„Napastnik najprawdopodobniej zabrał ze sobą złotą biżuterię o nieustalonej wartości i oddalił się z miejsca zdarzenia” – powiedział Jurkun. Portal Olsztyn.com.pl podał, że dwie osoby postrzelone są w stanie ciężkim, a do strzelaniny doszło w kantorze.

Policjant dodał, że na miejscu pracuje grupa dochodzeniowo-śledcza z technikiem kryminalistycznym. Napastnika szukają policjanci i pies tropiący. Z nieoficjalnych informacji wynika, że lokal, w którym doszło do strzelaniny, mieści się w ścisłym centrum Olsztyna, w wieżowcu biurowo-usługowym na czwartym piętrze. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ciało 44-letniego zaginionego od kilku tygodni leżało w pokoju. Domniemany sprawca wciąż mieszkał w tym lokalu

Dożywocie grozi 58-latkowi z Poznania, który jest podejrzany o zabójstwo swojego współlokatora. Ciało 44-latka odnaleziono w jego mieszkaniu po kilku tygodniach. – Przez cały ten czas 58-latek mieszkał w tym lokalu – informuje prokuratura.

Policja i prokuratura w Poznaniu wyjaśniają okoliczności zabójstwa, do którego doszło w jednym z mieszkań na Wildzie. Ofiara to 44-latek.

– Rodzina tego mężczyzny zgłosiła jego zaginięcie. W związku z tym policjanci pojechali na miejsce, by sprawdzić, co się stało. 28 grudnia w mieszkaniu zaginionego ujawniono ciało zaginionego. Sekcja wykazała, że przyczyną śmierci był uraz mózgowo-czaszkowy, spowodowany uderzeniem narzędziem tępokrawędzistym. – Wiemy, że użyto siekiery- podaje Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Przyznał się do zabójstwa

Jak podaje prokuratura, do zabójstwa najprawdopodobniej doszło w połowie listopada. Podejrzanym w sprawie jest 58-letni, współlokator ofiary. – Z naszych ustaleń wynika, że od chwili zabójstwa do momentu ujawnienia, zwłoki znajdowały się w tym mieszkaniu, a podejrzany dalej zamieszkiwał ten lokal – dodaje Wawrzyniak.

58-latek w chwili zatrzymania był pod wpływem alkoholu. Po wytrzeźwieniu został przesłuchany. Złożył obszerne wyjaśnienia, które teraz będą weryfikowane. – 58-latek usłyszał zarzut zabójstwa i przyznał się do winy. Opisał całą sekwencję zdarzeń, do której doszło w chwili zdarzenia. Mężczyźnie grozi dożywocie – mówi rzecznik prokuratury.

30 grudnia sąd przychylił się do wniosku o trzymiesięczny areszt tymczasowy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Słowacja: Strzelanina w karczmie. Polak sprawcą

Polak z bronią w ręku napadł na karczmę w słowackich Tatrach. Do napadu doszło w niedzielę wieczorem (23 sierpnia) w jednej z „kolib” nad popularnym wśród turystów Szczyrbskim Jeziorem. Do lokalu pełnego gości wejściem od zaplecza wszedł mężczyzna i grożąc bronią zażądał od personelu pieniędzy. Wystrzelił dwa razy w sufit i uciekł zabierając część utargu. Goście lokalu wpadli w panikę. Część schowała się pod stołami, a reszta rzuciła do wyjścia.

Według świadków napastnikiem był dobrze zbudowany Polak. Miał na twarzy maskę, na sobie spodnie od dresu, bluzę i plecak. Słowacka policja prowadzi intensywne poszukiwania napastnika.
Źródło info i foto: interia.pl

Bójka między gośćmi chrzcin i poprawin w Sokołowie Podlaskim

Nietypowa bójka wywiązała się między gośćmi chrzcin i poprawin w Sokołowie Podlaskim. Uroczystości odbywały się w tym samym lokalu. Starło się tam kilkadziesiąt osób. Do zdarzenia doszło w niedzielę w lokalu mieszczącym się przy ul. Lipowej w Sokołowie Podlaskim. Pierwsze zgłoszenie wpłynęło na policję około godziny 19:30.

Sokołów Podlaski. Bójka gości chrzcin i poprawin

Ze wstępnych informacji policji wynika, że powodem awantury było nieporozumienie pomiędzy gośćmi dwóch oddzielnych imprez: chrzcin i poprawin. Obie uroczystości miały miejsce w tym samym lokalu. Awantura przerodziła się w bójkę. Jak informuje policja z Sokołowa Podlaskiego, w starciu mogło wziąć udział nawet 50 osób.

– Pięć osób zostało przewiezionych do szpitala. Były pod wpływem alkoholu – poinformował w rozmowie z posatnews.pl asp. Jakub Więsak, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Sokołowie Podlaskim.

Funkcjonariusze prowadzą śledztwo w sprawie. Głównym celem jest szczegółowe ustalenie okoliczności, w jakich doszło do awantury, której finałem była bójka w lokalu. Jak informuje KPP w Sokołowie Podlaskim, na ten moment nikt nie został zatrzymany.
Źródło info i foto: wp.pl

Zwłoki znalezione w jednym z mieszkań w Nowym Tomyślu

02.09.2019 Warszawa N/z Tasma policyjna Fot Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Dramatyczne odkrycie w jednym z mieszkań w Nowym Tomyślu (województwo wielkopolskie). Strażacy, którym udało się wejść do zamkniętego lokalu, znaleźli tam zwłoki. Tragedia miała miejsce w piątek, około godziny 18.00.

Zwłoki w mieszkaniu

Jak informuje portale naszemiasto.pl, w Nowym Tomyślu do jednego z mieszkań, znajdujących się na Placu Niepodległości, wezwano zastęp straży pożarnej. Strażacy mieli wesprzeć działania policji. Funkcjonariusze nie mogli wejść do przedostać się do lokalu.Straż pożarna zadysponowała do akcji również drabinę hydrauliczną.

Kiedy strażacy weszli do mieszkania, ich oczom ukazał się tragiczny widok. Funkcjonariusze znaleźli zwłoki. Policja na razie szerzej nie komentuje sprawy. Nie wiadomo także, jakiej płci była osoba, która zmarła w mieszkaniu. Na miejscu prowadzone są czynności operacyjne.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Szkocja: 31-letni Polak zrobił z mieszkania socjalnego centrum dystrybucji narkotyków

31-letni Polak w mieszkaniu socjalnym w Szkocji sprzedawał tabletki ecstasy, amfetaminę i marihuanę. W lokalu znaleziono narkotyki o wartości ok. 40 tysięcy funtów (198 tysięcy złotych). Jak podaje „Daily Record”, 31-latek mieszkanie socjalne otrzymał w miejscowości Perth w Szkocji. Wykorzystywał je jednak też do prowadzenia na szeroką skalę handlu narkotykami. W lokalu zajmowanym przez Polaka odkryto tabletki ecstasy, amfetaminę i marihuanę.

31-letni Polak zamienił mieszkanie socjalne w Szkocji na centrum dystrybucji narkotyków

Wartość narkotyków (tysiąca tabletek ecstasy i ponad kilograma marihuany) znalezionych przez policję w mieszkaniu mężczyzny to ok. 198 tysięcy złotych. Pod materacem funkcjonariusze odkryli także 5 tysięcy funtów w gotówce. O tym, że mieszkanie Polaka jest centrum handlu narkotykami, policja dowiedziała się od anonimowego informatora. Po obserwacjach potwierdzono ten zarzut.

Polak nie stawiał oporu podczas zatrzymania i poddał się policji. Podczas przesłuchania miał przyznać się do handlu narkotykami w terminie od 31 stycznia do 31 lipca 2019 roku. W rozmowie ze szkocką prasą szeryf Gillian Wade powiedział, że 31-latek „nie powinien mieć wątpliwości, że czeka go wiele lat za kratkami”. Mężczyzna miał być wcześniej karany w Polsce, w Wielkiej Brytanii będzie to jego pierwszy wyrok.

Ojciec 31-latka również zajmował się handlem narkotykami. Mężczyzna został przyłapany z prawie dwoma kilogramami amfetaminy, której wartość szacowano na 20 tysięcy funtów. Obecnie odbywa on karę w polskim więzieniu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zamach w pobliżu lokalu wyborczego w Afganistanie

Co najmniej 15 osób zostało rannych w sobotę w zamachu w mieście Kandahar na południu Afganistanu – poinformowały lokalne władze. Do ataku doszło niedaleko lokalu do głosowania, zaledwie godzinę po rozpoczęciu w całym kraju wyborów prezydenckich. Na razie nikt nie przyznał się do zamachu.

Wszyscy ranni to mężczyźni i zostali zabrani do szpitala – poinformowało kierownictwo szpitala.

Jest to pierwszy incydent w dniu wyborów, które odbywają się w warunkach eskalacji przemocy po załamaniu się negocjacji między USA i talibami, mających na celu zakończenia wojny w Afganistanie, i gróźb talibskich bojowników, żeby nie uczestniczyć w głosowaniu.

We wszystkich 34 prowincjach rozmieszczono 72 tysiące żołnierzy i policjantów, którzy mają strzec bezpieczeństwa w około pięciu tysięcy lokali wyborczych.

Przedłużający się kryzys

Ubiegający się o reelekcję Aszraf Ghani, który stoi w obliczu oskarżeń o korupcję i nadużycie władzy, jest wiodącym pretendentem do najwyższego urzędu w państwie. Jego największym rywalem jest obecny premier Abdullah Abdullah. Przez ostatnie pięć lat obaj politycy – na mocy porozumienia, wynegocjowanego między swymi obozami za pośrednictwem USA – musieli podzielić się władzą w tak zwanym rządzie jedności narodowej, w następstwie wyborów z 2014 r., po których pojawiły się zarzuty o powszechne oszustwa i korupcję.

Zwycięzca nie mógł zostać ogłoszony; wstępne rezultaty drugiej tury dawały zwycięstwo Ghaniemu, ale zakwestionował je Abdullah. Przedłużający się kryzys pogłębiał destabilizację kraju; na mocy porozumienia dla Abdullaha specjalnie utworzono stanowisko „szefa władzy wykonawczej”.
16 kandydatów

W tegorocznych wyborach, oprócz 70-letniego Ghaniego i 59-letniego Abdullaha, startuje jeszcze 14 kandydatów, w tym były lider mudżahedinów, 70-letni komendant Gulbuddin Hekmatjar, roszczący sobie pretensje do tytułu przywódcy Pasztunów (prawie połowa ludności Afganistanu) i wszystkich muzułmańskich radykałów. Hekmatjar wrócił do kraju w maju 2017 r. po 20 latach wygnania.

O prezydenturę ubiegają się także: 51-letni Rahmatullah Nabil, dwukrotny szef afgańskiego wywiadu zagorzały przeciwnik talibów i administracji Ghaniego, 55-letni Ahmad Wali Masud – były ambasador Afganistanu w Wielkiej Brytanii i najmłodszy brat legendarnego przywódcy afgańskiej opozycji przeciwko talibom, a wcześniej bohatera walk z wojskami sowieckimi Ahmada Szaha Masuda, zabitego w zamachu w 2001 r., oraz 56-letni Abdul Latif Pedram, lider Narodowej Partii Kongresowej Afganistanu, deputowany walczący na rzecz federalizmu i o prawa kobiet.

Do głosowania uprawnionych jest 9,6 mln wyborców w 35-milionowym Afganistanie. Lokale wyborcze będą czynne do godz. 15 czasu lokalnego (godz. 12.20 w Polsce). Wstępne wyniki mają zostać ogłoszone 19 października.

Jeśli w pierwszej turze wyborów żaden z kandydatów nie uzyska ponad połowy głosów, 23 listopada odbędzie się druga tura z udziałem dwójki kandydatów, którzy zdobędą najwięcej głosów.
Źródło info i foto: interia.pl

Burkina Faso: Sześć osób zabitych w ataku na kościół katolicki

Sześć osób zostało zabitych, w tym ksiądz, w ataku uzbrojonej grupy mężczyzn na kościół katolicki w środkowo-północnej części Burkina Faso – podała agencja AFP. Do ataku doszło w niedzielę rano.

Napastnicy otworzyli ogień do wiernych na samym początku mszy świętej w kościele w Dablo – podał mer miasta Ousmane Zongo. Dablo leży 90 km od miasta Kaya, stolicy regionu Centre Nord i prowincji Sanmatenga.

Według źródeł w służbach bezpieczeństwa atak przeprowadziła grupa złożona z około dwudziestu kilku do trzydziestu uzbrojonych ludzi. Był to pierwszy w Burkina faso atak na kościół katolicki od czasu, kiedy w tym kraju zaczęły się zamachy terrorystyczne.

– Podpalili kościół, a potem sklepik i bar, po czym udali się do ośrodka zdrowia, gdzie przeszukali lokal i spalili pojazd należący do głównej pielęgniarki – dodał Zongo. – W mieście panuje klimat paniki. Ludzie są uwięzieni w domach, nic nie działa. Sklepy i sklepiki są zamknięte. To praktycznie martwe miasto”.

Do ataku na kościół doszło dwa dni po uwolnieniu na północy Burkina Faso czterech zakładników przez francuskie siły specjalne.

Ataki w Burkina Faso

Burkina Faso od czterech lat jest miejscem coraz częstszych i coraz krwawszych ataków przypisywanych grupom dżihadystycznym, w tym Ansar ul Islam (nie mylić z Ansar al-Islam z irackiego Kurdystanu), Nusrat al-Islam (Grupie Wsparcia Islamu i Muzułmanów, GSIM) oraz EIGS – Państwu Islamskiemu na Wielkiej Saharze (organizacja terrorystyczna dżihadystów ideologii salafickiej).

Ataki, początkowo koncentrujące się na północy kraju, następnie objęły stolicę – Wagadugu – i inne regiony. Zginęło w nich według – rachuby AFP – co najmniej 400 osób. Głównie na północy kraju często atakowani są duchowni, tak chrześcijańscy, jak i muzułmańscy, uważani przez dżihadystów za nie dość radykalnych lub oskarżani o współpracę z władzami.

Niedzielny atak to drugi w ciągu dwóch miesięcy atak na kościół. Pierwszy miał miejsce w Silgadji, gdzie w końcu marca zaatakowano kościół protestancki i gdzie zginęło sześć osób.

W połowie marca ojciec Joel Yougbare, kapłan Djibo na północy kraju, został porwany przez uzbrojonych ludzi. 15 lutego ks. Cesar Fernandez, misjonarz salezjański pochodzenia hiszpańskiego, zginął w zbrojnym ataku dżihadystów w Nohao w centrum kraju.

Francuscy komandosi oswobodzili turystów w nocy z czwartku na piątek, w pobliżu granicy z Mali.

Francuska operacja

Od 2014 r. w Afryce Zachodniej trwa francuska operacja „Barchan” (Barkhane), w której uczestniczy 4,5 tys. żołnierzy. Początkowo Francuzi interweniowali w 2013 r. w Mali w celu ratowania tamtejszego rządu przed ofensywą grup islamistycznych. Obecnie operacja obejmuje Mali, Niger, Burkinę Faso, Czad i Mauretanię.

– Sytuacja w Afryce jest skomplikowana – powiedział w niedzielnej debacie radia France Info specjalizujący się w sprawach Czarnego Kontynentu dziennikarz tygodnika „L’Express” Vincent Hugeux. Liczni obserwatorzy, przyznając, że bez wojskowej obecności Francji liczba ofiar ugrupowań terrorystycznych byłaby wielokrotnie większa, zgadzają się, że rozwiązanie problemów musi być polityczne.

Według organizacji pozarządowej Armed Conflict Location & Event Data Project od listopada 2018 roku do 26 marca tego roku w wyniku ataków dżihadystów zginęło prawie 5 tys. osób, wielokrotnie więcej niż rok wcześniej.

„Mnożeniem pożarów” nazwał rozprzestrzenianie się dżihadyzmu jeden z komentatorów dziennika „Le Monde”, mające na celu zmuszenie francuskiego kontyngentu do poszerzenia zakresu działania ponad możliwości operacyjne.
Źródło info i foto: polsatnews.pl