Pojawiły się nowe fakty ws. śmierci Bartosza S. Wyciekła treść policyjnej notatki

Ciąg dalszy kontrowersji w związku ze śmiercią Bartka S., do której doszło po interwencji policji na początku sierpnia w Lubinie. Policjantka biorąca udział w akcji twierdzi, że 34-latek żył, gdy trafiał do karetki pogotowia. Ujawniono notatkę służbową w tej sprawie. W poniedziałek RMF FM przedstawił treść policyjnej notatki, jaką sporządziła funkcjonariuszka lubińskiej policji, biorąca udział w feralnej interwencji na ul. Traugutta. To właśnie tam 6 sierpnia 2021 roku zmarł 34-letni Bartek S.

Serwis internetowy RMF FM przytacza treść notatki. Policjantka twierdzi, że mężczyzna żył, gdy oddawano go ratownikom medycznym. Miał oddychać, a jego klatka piersiowa „wyraźnie się unosiła, a serce biło”.

W swojej notatce policjantka z Lubina podkreśliła, że ratownicy z pogotowia ratunkowego poprosili jednego z funkcjonariuszy, by towarzyszył im w ambulansie podczas transportu do szpitala. Miało to być zabezpieczenie na wypadek, gdyby Bartek S. znów stał się agresywny. Przeczy to tezie medyków, jakoby mężczyzna już w momencie wkładania do karetki był nieżywy.

Z notatki policjantki wynika też, że ratownicy nie podłączyli Bartka S. do żadnej aparatury, ani nie monitorowali jego funkcji życiowych. Nie otrzymał on też żadnych leków.

Załoga pogotowia nie zgłosiła też szpitalowi, że wiezie pacjenta na SOR, a w samochodzie nie włączono sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Policjantka odnotowała też, że w karetce ratowniczka przykryła twarz lubinianina dużą ilością chusteczek. „Co ty zrobiłaś, przecież on nie oddycha” – miał powiedzieć do niej kierowca karetki po tym, jak pojazd dojechał do szpitala w Lubinie i szykowano się do wyciągnięcia noszy.

Lubin. Wyciekły również nagrania ratowników

W poniedziałek do sieci wyciekły też nagrania rozmów, jakie prowadzono w karetce pogotowia po dotarciu na miejsce policyjnej interwencji. Opublikował je portal Onet. – W jakim celu wy go wzięliście do karetki, jeżeli okazało się, że pacjent nie żyje – słychać w pewnym momencie na opublikowanym materiale.

– No bo on jeszcze był w kajdankach i trzeba było go wziąć, żeby wszystkie tam parametry, bo na tym deszczu na ulicy nie mieliśmy co badać – odpowiedziała dyspozytorce ratowniczka biorąca udział w akcji.

Sprawę śmierci Bartka S. wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Policja z Lubina podjęła interwencję 6 sierpnia po tym, jak otrzymała telefon od matki mężczyzny. Kobieta podkreśliła przez telefon, że jej syn ma problemy z narkotykami i może znajdować się pod jej wpływem. Mundurowi mieli problem z okiełznaniem 34-latka i zastosowali względem niego chwyty obezwładniające. Na nagraniach opublikowanych w internecie widać m.in., jak dociskają go kolanami do ziemi.

Z ostatnich danych podanych przez śledczych wynika, że w organizmie Bartka S. znajdowało się sporo narkotyków oraz leków psychotropowych.
Źródło info i foto: wp.pl

Lubin: Śmierć 34-letniego Bartosza S. Onet ujawnia rozmowy policji i ratowników. „To ty masz te zwłoki?”

– To już trzecie zwłoki przywozicie w tym tygodniu, SOR nie jest od stwierdzenia zgonów – takie słowa skierował lekarz do ratowników, którzy przywieźli Bartosza S. na pogotowie. Z nagrań ujawnionych przez Onet wynika, że mężczyzna nie żył, gdy zabierali go ratownicy. Przeczy to wersji policji, która twierdzi, że gdy funkcjonariusze przekazywali go medykom, u Bartka był wyczuwalny oddech i tętno.

6 sierpnia 34-letni Bartek Sokołowski umiera w czasie lub tuż po interwencji policji w Lubienie. Wersja ratowników medycznych od początku rozbiega się z relacją policji. Rodzina oskarża funkcjonariuszy o złamanie krtani Sokołowskiego, co miało doprowadzić do jego śmierci.

Do sieci trafiają coraz to nowe nagrania z interwencji. Pod koniec sierpnia pełnomocnicy rodziny Bartosza S. zaprezentowali niepublikowane dotąd nagranie, na którym w dużym przybliżeniu widać interwencję lubińskich policjantów. Jedno z ujęć wygląda tak, jakby policjant przyciskał kolanem do ziemi głowę albo szyję obezwładnianego mężczyzny. Na materiale widać, jak mężczyzna przestaje się ruszać, lecz ani policja, ani ratownicy, którzy chwilę później przyjeżdżają na miejsce, nie podejmują się jego reanimacji.

W poniedziałek Onet opublikował nagrania z karetki. Z zapisu rozmów wynika, że mężczyzna nie żył, gdy zabierali go ratownicy. Przeczy to wersji policji, która twierdzi, że gdy funkcjonariusze przekazywali go medykom, u Bartka był wyczuwalny oddech i tętno.

„To ty masz te zwłoki na pokładzie?”

Pierwsze z ujawnionych nagrań przedstawia rozmowę dyżurnego policji z dyspozytorką pogotowia. Z zapisu rozmowy wynika, że policjant nie był pewien, czy Bartosz jest przytomny. – Przed chwilą mi zgłosił patrol, że odpłynął, ale słyszę, że znowu krzyczy, więc chyba oprzytomniał – powiedział funkcjonariusz.

Drugie nagranie to rozmowy między ratowniczką medyczną a dyspozytorami, jakie były prowadzone już z miejsca zdarzenia. „Wynika z nich, że ratownicy zabrali do karetki zwłoki Bartka, a później nie za bardzo wiedzieli, kto ma stwierdzić zgon i gdzie mają przewieźć ciało” – podaje Onet.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Śmierć 34-letniego Bartosza S. z Lubina. ” Na tym nagraniu widać, kiedy umiera”

Bliscy tragicznie zmarłego Bartosza S. z Lubina ujawnili kolejne nagranie monitoringu, na którym zarejestrowano interwencję policji. Ich zdaniem widać na nim moment, w który 34-latek umiera. Ojciec mężczyzny nie ma wątpliwości, że jego syn został zamordowany.

Ujawniono nowe nagranie, na którym widać, jak policjant przyciska kolanem szyję Bartosza S. Zdaniem jego bliskich to doprowadziło do śmierci mężczyzny. – Zarejestrowano moment, na którym najprawdopodobniej Bartek zakończył swoje życie. Nikt mu wtedy też nie pomógł – mówi mecenas Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodziny.

Prawnik apeluje też do policjantów, którzy brali udział w zdarzeniu, aby skontaktowali się z nimi i porozmawiali. Ich zeznania, które złożyli w śledztwie, mają kompletnie różnić się od tego, co zarejestrowały kamery. Od osoby, która zna szczegóły postępowania usłyszeliśmy, że policjanci złożyli wyjaśnienia przed tym, jak wyszły na jaw nagrania.

Jednocześnie rodzina ujawniła, że przeprowadzono już drugą sekcję zwłok 34-latka: nie w Polsce, a za granicą, w renomowanym instytucie. – Była bardzo szczegółowa, na wyniki musimy poczekać ok. dwóch tygodni – mówi Kasprzyk. – Będziemy mogli porównać wyniki z tymi po pierwszej sekcji – dodaje prawnik.
Źródło info i foto: se.pl

Łódzka prokuratura przejęła sprawę śmierci 34-latka z Lubina

Prokuratura Okręgowa w Łodzi jest w trakcie przejmowania śledztwa w sprawie śmierci 34-latka z Lubina, który zmarł po interwencji policji. Wcześniej postępowanie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Lubinie. Aktualnie zapoznajemy się z dotychczas zebranymi materiałami sprawy, skrupulatnie je analizujemy, staramy się jak najszybciej zaplanować niezbędne czynności i przystąpić do ich realizacji – poinformował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

6 sierpnia w Lubinie, po interwencji policji zmarł 34-letni mieszkaniec tego miasta. Prokuratura Rejonowa w Lubinie wszczęła śledztwo pod kątem przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji oraz nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonego.

W środę Prokuratura Regionalna we Wrocławiu skierowała wniosek do Prokuratury Krajowej o przeniesienie sprawy śledztwa poza obszar regionu wrocławskiego. Chodziło o uniknięcie ewentualnych zarzutów co do braku bezstronności prowadzących postępowanie prokuratorów. Decyzją Zastępcy Prokuratora Generalnego Krzysztofa Sieraka postępowanie będzie kontynuowane w Prokuraturze Okręgowej w Łodzi

Rzecznik łódzkiej Prokuratury Okręgowej zapewnił, że chce ona jak najbardziej precyzyjnie odtworzyć przebieg wydarzeń, które rozegrały się nad ranem 6 sierpnia, w szczególności od czasu podjęcia interwencji przez funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Policji w Lubinie.

Materiał dowody, który jest gromadzony, będzie stanowił podstawę do wyciągania wniosków, co do podstaw i zakresu ewentualnej odpowiedzialności karnej poszczególnych osób – wyjaśnił Kopania.

Rodzina kwestionuje ustalenia prokuratury i policji

W poniedziałek w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu odbyła się sekcja zwłok 34-latka. Jak poinformował dzień później zastępca Prokuratora Okręgowego w Legnicy Arkadiusz Kulik „nie wykazała ona zmian urazowych, które byłyby bezpośrednią przyczyną zgonu mężczyzny”. Biegli lekarze nie stwierdzili obrażeń, które wskazywałyby na wywieranie ucisku na szyję ani żadnych innych obrażeń, które mogłyby skutkować zgonem mężczyzny – powiedział wcześniej PAP prokurator, komentując doniesienia medialne dotyczące wyników sekcji.

Biegli zaznaczyli, że w celu ustalenia przyczyny i mechanizmu zgonu 34-latka niezbędne jest przeprowadzenie dalszych badań, w tym badań toksykologicznych i histopatologicznych.

Na czwartkowym briefingu prasowym pełnomocnicy rodziny 34-latka oraz jego rodzice podkreślali, że ich ustalenia są sprzeczne z tym, co podają prokuratura i policja. W ocenie pełnomocników, postępowanie w sprawie zostało im skrajnie utrudnione. Jak podkreślili, nie są dopuszczani do wielu czynności, nie uzyskują odpowiedzi na wnioski i pytania. W ich opinii ciało 34-letniego Bartka na zdjęciach zrobionych przez rodzinę po sekcji zwłok jest „poturbowane, zasinione, nie da się opisać tych obrażeń”. Pełnomocnicy rodziny 34-latka złożyli wniosek o przeprowadzenie ponownej sekcji zwłok.

Sprzeczne relacje co do śmierci 34-latka

Film z piątkowej interwencji policji na ul. Traugutta w Lubinie trafił do internetu. Na kilkuminutowym nagraniu widać, jak policjanci próbują obezwładnić mężczyznę, m.in. przyciskając go do ziemi. Mężczyzna próbuje się wyrywać, krzyczy i wzywa pomocy. W pewnym momencie 34-latek traci przytomność. Widać wówczas, jak funkcjonariusze starają się go ocucić, poklepując po twarzy.

Dolnośląska policja w wydanym kolejnego dnia oświadczeniu poinformowała, że lubińscy funkcjonariusze w piątek ok. godz. 6 rano udali się na interwencję dotyczącą agresywnego mężczyzny, który miał rzucać kamieniami w okna zabudowań. Na numer alarmowy zadzwoniła matka mężczyzny, informując policję, że jej syn nadużywa narkotyków. Z wyjaśnień policji wynikało, że skierowani na miejsce funkcjonariusze próbowali wylegitymować i uspokoić mężczyznę. Ten jednak nie reagował na polecenia. W rezultacie policjanci obezwładnili 34-latka używając kajdanek i chwytów obezwładniających.

Policja utrzymuje, że w chwili, kiedy funkcjonariusze przekazywali 34-latka pod opiekę ratowników, zachowane były jego funkcje życiowe, a mężczyzna zmarł w szpitalu. W mediach pojawiły się relacje świadków zdarzenia, zdaniem których śmierć 34-latka nastąpiła jeszcze podczas interwencji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rodzina 34-latka z Lubina była w kostnicy. „Przerażający widok”

Rodzina Bartosza S. (+34 l.) z Lubina wreszcie została wpuszczona do kostnicy i zobaczyła jego ciało. To było przerażające doznanie. Widoczne były sińce, zadrapania i inne obrażenia. Zdaniem bliskich Bartka to dowodzi, że mężczyzna był bity, co doprowadziło do jego śmierci.

Piątkowa interwencji lubińskiej policji wobec Bartosza S. wywołuje emocje w całej Polsce. Czy funkcjonariusze zmiażdżyli mężczyźnie krtań, a przez to się udusił i zmarł? Prokuratura zdecydowanie temu zaprzecza, ale innego zdania jest rodzina 34-latka. Rodzice Bartosza widzieli ciało syna w prosektorium i był to dla nich szok. Na ciele mężczyzny widoczne były liczne obrażenia, sińce, otarcia. Najgorzej, jak słyszymy, wyglądała głowa. – Jakby samochód po niej przejechał – mówi mecenas Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodziny. Prawnik zapowiedział, że w czwartek ujawnią fotografie z prosektorium. Mają dowodzić, że Bartosz zmarł przez brutalność policji.
Źródło info i foto: se.pl

Śmierć 34-latka w Lubinie. Jest wniosek o przeniesienie śledztwa

Rodzina tragicznie zmarłego podczas interwencji policji domagała się przeniesienia śledztwa prokuratury poza Lubin. Taki wniosek złożył też prokurator okręgowy w Legnicy, „celem ewentualnego uniknięcia zarzutów, co do bezstronności prokuratorów w tej sprawie”. Śledztwo dotyczy niedopełnienia obowiązków służbowych przez policjantów oraz ewentualnego przekroczenia przez nich uprawnień. Sprawdzone zostanie także działanie podjęte przez służby medyczne.

Przypomnijmy, do śmierci 34-letniego Bartka doszło w piątek nad ranem po interwencji policji przy ul. Traugutta w Lubinie. Funkcjonariusze zostali wezwani do mężczyzny przez jego matkę. Kobieta informowała, że jej syn nadużywa narkotyków. Wcześniej Bartek rzucał kamyczkami w okna budynku, gdzie mieszkał z babcią. Chciał zbudzić bliskich, by dostać się do środka.

Nagranie z interwencji trafiło do sieci. Widać na nim, jak trzech policjantów obezwładnia i przyciska mężczyznę do ziemi. Ten wyrywa się i krzyczy. Wzywa pomocy. Później Bartek traci przytomność, bo jeden z policjantów próbuje go ocucić, klepiąc go po twarzy.

– Bartka trzy razy dusili kolanem. On charczał. Cucili go i znowu dusili kolanem – mówi w rozmowie z Onetem Bogdan Sokołowski, ojciec zmarłego 34-latka.

Całe zajście mama Bartka zarejestrowała telefonem. Z jej relacji wynika, że po interwencji policjanci przyszli do jej mieszkania, by zabrać telefon. – Przyszło w sumie pięciu funkcjonariuszy. Chcieli robić przeszukanie, doszło do przepychanek, żeby odebrać ten telefon – mówi mec. Kolerska. Wcześniej rodzina zdążyła przegrać film z telefonu.

Ratownik przeczy wersji policji
Z pisma Prokuratury Rejonowej w Lubinie, opublikowanego na Twitterze przez posła KO Piotra Borysa, wynika, że według ratownika medycznego zgon 34-latka stwierdzono w miejscu zatrzymania go przez policję, czyli przy ul. Traugutta.

Według policji mężczyzna zmarł po około dwóch godzinach od przewiezienia do szpitala. Na wczorajszym briefingu prasowym Wojciech Jabłoński z dolnośląskiej policji zapewniał, że w chwili gdy funkcjonariusze przekazywali 34-latka załodze karetki, u mężczyzny wyczuwalny był oddech i tętno.

– Prosiłem dziś rzecznika, żeby sprostował to, co wczoraj powiedział i przeprosił. Jestem już zmęczony tymi kłamstwami. Wychodzi policjant na konferencję i publicznie opowiada bzdury. Mówi, że syn miał tętno, a to już były zwłoki – mówił ojciec zmarłego 34-latka.

Śledztwo prokuratury

Wczoraj też prokurator rejonowa w Lubinie Magdalena Serafin poinformowała, że prokuratura wszczęła śledztwo pod kątem przekroczenia uprawnień przez policjantów i nieumyślnego spowodowania śmierci 34-latka. Jak dodała Serafin, prokuratorzy przesłuchali funkcjonariuszy, którzy brali udział w interwencji, zabezpieczyli monitoringi oraz nagrania m.in. z komendy, SOR-u, oraz te wykonane przez świadków zdarzenia.

Policjanci, którzy interweniowali wobec Bartka, nie zostali zawieszeni. Nadal pełnią swoje obowiązki. – Nie ma podstaw do ich zawieszenia. Nikomu nie postawiono zarzutów – mówił Onetowi Wojciech Jabłoński z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.
Źródło info i foto: onet.pl

Są wyniki sekcji zwłok 34-latka z Lubina. Rodzinie odmówiono wydania protokołu

Są wstępne wyniki sekcji zwłok 34-latka, który zmarł po interwencji policji w Lubinie na Dolnym Śląsku. Jego rodzinie odmówiono jednak wydania protokołu z sekcji. Te informacje potwierdza w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Pawłem Pyclikiem pełnomocnik rodziny.

Jak powiedziała dziennikarzowi RMF FM Renata Kolerska, pełnomocnik rodziny 34-letniego Bartka z Lubina, prokuratura oznajmiła bliskim, że przyczyna zgonu mężczyzny nie jest znana. Adwokat wystąpiła do prokuratury o protokół oględzin ciała i sekcji zwłok. Pierwotnie miała dostać na to zgodę, ale kiedy dojechała do prokuratury – odmówiono wydania dokumentów.

Pełnomocniczka złożyła oficjalne pisma o udostępnienie protokołów i dopuszczenie jej do udziału w czynnościach. Renata Kolerska powiedziała też dziennikarzowi RMF FM, że w tym przypadku naruszane są prawa do rzetelnego reprezentowania jej klientów.

Mecenas będzie wnosić o ponowną sekcję, która miałaby być przeprowadzona w Poznaniu. Dodaje, że rodzinie przekazano jedynie kartę upoważniającą do wydania zwłok i pochówku. Prokuratura nadal nie udziela mediom informacji o sprawie.

Sprzeczne relacje

Wcześniej informowaliśmy, że pojawiły się rozbieżne relacje ws. czasu zgonu 34-latka. W piśmie z prokuratury, które wczoraj opublikował na Twitterze poseł KO Piotr Borys, czytamy: „Według ratownika, zgon pokrzywdzonego stwierdzono już na ul. Traugutta”. Właśnie tam miała miejsce zakończona tragicznym finałem policyjna interwencja.

Policja podała natomiast, że 34-latek zmarł w szpitalu dwie godziny po interwencji, a także, że w chwili, gdy był przekazywany załodze karetki, jego tętno i oddech były wyczuwalne.

Dokument, który opublikował poseł Borys, został podpisany przez prok. Włodzimierza Hładyka z Prokuratury Rejonowej w Lubinie, która wszczęła śledztwo ws. policyjnej interwencji i śmierci 34-latka. Dochodzenie prowadzone jest pod kątem przekroczenia przez policjantów uprawnień i niedopełnienia obowiązków oraz nieumyślnego spowodowania śmierci mężczyzny.

Wczoraj na konferencji Wojciech Jabłoński z dolnośląskiej policji zapewnił, że kiedy funkcjonariusze przekazywali 34-latka zespołowi karetki, jego funkcje życiowe były zachowane, oddech i tętno były wyczuwalne. Zaznaczył, że „są to wstępne informacje pozyskane w toku czynności”.

Policję miała wezwać matka 34-latka

Do tragedii doszło w piątek przy ul. Traugutta w Lubinie. Jak podała policja, funkcjonariuszy wezwała matka mężczyzny. Zgłosiła, że jej syn „biega po jednej z ulic miasta i rzuca kamieniami w okna zabudowań”. Stwierdziła także, że mężczyzna nadużywa narkotyków.

Na 7-minutowym filmie opublikowanym w sieci widać, jak czterech policjantów próbuje obezwładnić krzyczącego i rzucającego się mężczyznę. W końcu prowadzą go do radiowozu, ale zatrzymują się przed samochodem. Widać ujęcie, które może sugerować, że leżący na ziemi 34-latek stracił przytomność, a policjant próbował go ocucić. Ostatecznie mężczyzna został zabrany przez wezwaną karetkę na szpitalny oddział ratunkowy.

Dolnośląska komenda podała, że 34-latek zmarł w szpitalu dwie godziny po interwencji.

Komenda zaznaczyła ponadto w komunikacie, że 34-latek „nie reagował na polecenia (funkcjonariuszy – przyp. RMF), był bardzo agresywny i niezwykle pobudzony (…) szarpał się i wyrywał”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Lubin: Zgon 34-latka stwierdzono już na ul. Traugutta. Relacja ratownika

Według ratownika zgon 34-latka z Lubina stwierdzono już na ul. Traugutta – wynika z pisma Prokuratury Rejonowej w Lubinie opublikowanego na Twitterze przez posła KO Piotra Borysa. Zdaniem policji, w chwili, kiedy funkcjonariusze przekazywali 34-latka pod opiekę ratowników, zachowane były jego funkcje życiowe.

Po piątkowej interwencji policji w Lubinie zmarł 34-letni mężczyzna. Film z zatrzymania na ul. Traugutta trafił do internetu. Na kilkuminutowym nagraniu widać, jak policjanci próbują obezwładnić mężczyznę i umieścić go w radiowozie. Mężczyzna, który leży na ziemi, próbuje się wyrywać, krzyczy i wzywa pomocy. W pewnym momencie traci przytomność. Widać wówczas, jak funkcjonariusze starają się go ocucić, poklepując po twarzy. Jak poinformowała kolejnego dnia policja, mężczyzna zmarł po dwóch godzinach od przewiezienia do szpitala. W mediach pojawiły się relacje świadków zdarzenia, zdaniem których śmierć 34-latka nastąpiła jeszcze podczas interwencji.

Prokuratura Rejonowa w Lubinie wszczęła śledztwo pod kątem przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji oraz nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonego. „Kto mówi prawdę, policja czy ratownicy medyczni? Według ratownika w piśmie z prokuratury otrzymanego od rodziców Bartka, zgon Bartka nastąpił na ul. Traugutta przy komisariacie” – napisał w poniedziałek wieczorem na Twitterze poseł KO Piotr Borys, który zaangażował się w sprawę wyjaśnienia śmierci 34-latka. W piśmie Prokuratury Rejonowej w Lubinie, opublikowanym przez posła, czytamy, że „według informacji przekazanych przez policjantów, ratownicy nie podjęli żadnych czynności ratowniczych czy medycznych, takich jak zmierzenie pulsu czy ciśnienia krwi”. Mieli natomiast zażądać „asysty policji w transporcie pokrzywdzonego do szpitala”.
Źródło info i foto: se.pl

Ranni policjanci. Ponad 30 zatrzymanych po zamieszkach w Lubinie

Pod komisariatem policji w Lubinie (woj. dolnośląskie) doszło do zamieszek w związku ze śmiercią zatrzymanego przez funkcjonariuszy 32-latka. W stronę budynku poleciały kamienie, butelki i jajka. Wobec manifestujących użyto gazu i armatki wodnej. Zatrzymano ponad 30 osób.

W piątek około godz. 6:00 rano policjanci z Lubina otrzymali zgłoszenie od kobiety, że jej syn jest najprawdopodobniej pod wpływem narkotyków i rzuca kamieniami w okna pobliskich domów. Funkcjonariusze, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia, próbowali obezwładnić – jak wynikało z komunikatu policji – agresywnego mężczyznę.

Medycy, którzy pojawili się na miejscu zadecydowali, że stan 32-latka wymaga hospitalizacji, więc został on przewieziony w asyście policji na SOR. Po niemal dwóch godzinach komenda w Lubinie została poinformowana o tym, że mężczyzna zmarł w szpitalu.

Manifestacja przerodziła się w zamieszki

W niedzielę pod komisariat przyszło kilkaset osób. Część z nich miała ze sobą znicze, które postawiła przed budynkiem. Manifestujący skandowali „mordercy!” oraz „zawsze i wszędzie policja j***na będzie” – informuje wrocławska „Gazeta Wyborcza”. Niektórzy krzyczeli również do policjantów „chodź, klęknij na mnie”.

W stronę komisariatu rzucano kamieniami, butelkami i jajkami. Te ostatnie udało się wrzucić także do środka budynku. W odpowiedzi na to funkcjonariusze użyli gazu wobec manifestujących. „Wyborcza” podkreśla, że część zgromadzonych stała się bardziej agresywna, zasłoniła twarze kominiarkami i zaczęła rzucać w policjantów i budynek cegłówkami. Manifestujący odpalili również race. „Część z rzucających jest wyraźnie pod wpływem alkoholu, część to nastolatkowie, którzy zasłonili twarze koszulkami. Manifestanci wybili też szybę w drzwiach do głównego wejścia komendy podpalili kontener na śmieci i próbowali wepchnąć go pod drzwi komendy. Zerwali też kostkę brukową i rzucali nią w stronę funkcjonariuszy” – relacjonowała wrocławska „Wyborcza”.

Grażyna Wiatr, reporterka Radia ZET, informowała, że policjanci użyli również armatki wodnej, a także zatrzymali kilka osób.

„Przemoc rodzi przemoc. Ten problem należy rozwiązać. Robi się niebezpiecznie” – podkreśla poseł Koalicji Obywatelskiej Piotr Borys.

Po godzinie 20 przed lubińskim komisariatem wciąż byli manifestujący. – Uwaga, uwaga, prosimy o rozejście się. To zgromadzenie jest nielegalne – można było usłyszeć z policyjnych megafonów. Z relacji reportera OKO.Press wynika, że na miejscu pojawił się transporter opancerzony, a policja utworzyła kordony oddzielające komendę od ulicy.

Po godzinie 21 policja opanowała zamieszki, ale działania operacyjne nadal trwały. Łącznie zatrzymano ponad 30 osób. „Mają odpowiadać za nielegalne zgromadzenie, zniszczenie mienia czy naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy” – poinformował Paweł Pyclik z RMF FM.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Mężczyzna zmarł po interwencji policji. Protest pod komendą w Lubinie

Przed Komendą Powiatową Policji w Lubinie pojawiła się spora grupa osób, która domaga się wyjaśnień w sprawie 34-latka, który zmarł chwile po interwencji policji. Manifestanci oskarżają funkcjonariuszy, a tłum zaczął krzyczeć „mordercy”. Krótko po rozpoczęciu protestu w stronę budynku poleciały jajka, butelki i kamienie. Funkcjonariusze odpowiedzieli gazem.

W niedzielę przed Komendą Powiatową Policji w Lubinie zgromadziło się ok. 200 osób, aby zaprotestować przeciwko zachowaniu policji podczas interwencji. Część manifestantów przyniosła znicze, które zapalono przed komendą. Pod adresem funkcjonariuszy wykrzykiwali m.in. „Zawsze i wszędzie policja j… będzie”, „Mordercy”.

Część z manifestantów przyniosła znicze, które zapalono przed komendą, ale z każdą chwilą atmosfera przed budynkiem policji staje się coraz bardziej napięta. Protestujący rzucali też jajkami, a po pewnym czasie także kamieniami w elewację budynku komendy.

W pewnym momencie tłum ok. 30 osób zaczął szturmować wejście do budynku. Policjanci użyli wobec nich gazu łzawiącego. W odpowiedzi manifestujący zaczęli rzucać w kierunku policjantów oraz budynku butelkami. Wybite zostały szyby.

Do tragicznej śmierci mężczyzny doszło w czwartek rano po interwencji policji w Lubinie przy ul. Traugutta. Funkcjonariusze dostali wezwanie do agresywnego i pobudzonego mężczyzny. Do sieci trafił drastyczny film z interwencji, na którym widać, jak trzech funkcjonariuszy obezwładnia i przyciska młodego mieszkańca Lubina do ziemi. Mężczyzna zmarł w karetce wiozącej go do szpitala.

Interwencję w tej sprawie zapowiedział Piotr Borys, poseł Koalicji Obywatelskiej. Sprawą zajmuje się także prokuratura, która wszczęła własne śledztwo. O sprawie poinformowana została także komórka kontrolna Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

Do piątkowego zdarzenia odniosła się w sobotę dolnośląska policja, która poinformowała, że lubińscy funkcjonariusze ok. godz. 6 rano udali się na interwencję dotyczącą agresywnego mężczyzny, który miał rzucać kamieniami w okna zabudowań. Na numer alarmowy zadzwoniła matka mężczyzny, informując policję, że jej syn nadużywa narkotyków.

„We wskazanym miejscu policjanci zastali agresywnego mężczyznę, którego próbowali uspokoić i wylegitymować. Ten jednak nie reagował na polecenia, był bardzo agresywny i niezwykle pobudzony. Z uwagi na irracjonalne zachowanie mężczyzny użyto wobec niego chwyty obezwładniające oraz kajdanki. Mężczyzna w dalszym ciągu nie podporządkowywał się poleceniom, szarpał się i wyrywał. Mając na uwadze agresywne zachowanie, a także uzasadnione podejrzenie, że może znajdować się pod wpływem narkotyków, na miejsce wezwano dodatkowych funkcjonariuszy w celu zapobieżenia eskalacji całej sytuacji oraz pogotowie ratunkowe z ratownikami” – czytamy w oświadczeniu.

W komunikacie na stronie komendy policji czytamy, że „po około dwóch godz. od przewiezienia do szpitala, dyżurny KPP w Lubinie został powiadomiony, że mężczyzna zmarł”. Tę ostatnią informację podważa jednak poseł Piotr Borys, który na swoim Twitterze informuje, że według dyrekcji szpitala mężczyzna zmarł jeszcze w karetce.
Źródło info i foto: onet.pl