Holandia: Kierowca ciężarówki wjechał w tłum ludzi

W miejscowości Nieuw-Beijerland koło Rotterdamu kierowca ciężarówki zjechał z drogi na plac, na którym trwał piknik sąsiedzki. Zginęły co najmniej trzy osoby, a kilka zostało rannych. Trwa akcja ratunkowa. Na razie wiadomo, że zginęły trzy osoby stratowane przez ciężarówkę – ale liczba ofiar może być większa. Trwa akcja ratunkowa, w której uczestniczy śmigłowiec i kilka karetek. Wiadomo, że pojazd należał do hiszpańskiej firmy El Mosca. Jej kierowca nie odniósł obrażeń – został aresztowany. Policja bada przyczyny tragedii.

– To, co powinno być przyjęciem, zamieniło się w bezprecedensowy dramat – opisują świadkowie zdarzenia w rozmowie z lokalnym portalem AD.nl. Jak dodają, ciężarówka najpierw stała na skrzyżowaniu, a później z impetem ruszyła i stratowała duży namiot, pod którym odbywał się sąsiedzki piknik.

Wśród rannych są dzieci. – Na razie panuje ogromny szok – powiedział rzecznik policji reporterowi regionalnej stacji telewizyjnej Rijnmond.

Burmistrz pobliskiego Dodrechtu, Wouter Kolff, napisał na Twitterze: „Jestem myślami z ofiarami, ich krewnymi i funkcjonariuszami służb, którzy robią wszystko, co w ich mocy”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Niemcy: 36-latek zabił ojca, potem wjechał w ludzi

W niemieckim Mannheim w kraju związkowym Badenia-Wirtembergia uciekający przez policją 36-latek potrącił samochodem czworo rowerzystów. W wyniki wypadku zginęła 71-letnia kobieta, a trzy kolejne osoby odniosły poważne obrażenia i trafiły do szpitali – poinformowały policja i prokuratura. Wcześniej mężczyzna zabił swojego ojca i zbiegł przed przyjazdem służb. 36-latek jest podejrzany o zabicie swojego 69-letniego ojca w niedzielę w Ellerstadt w Nadrenii-Palatynacie. Sprawca uciekł samochodem, zanim przyjechała policja.

W Mannheim zderzył się z czwórką rowerzystów, po czym ponownie uciekł, tym razem pieszo. Następnie miał wskoczyć do przepływającego w pobliżu Renu. Policji udało się w końcu aresztować mężczyznę.

„Zgodnie z obecnym stanem śledztwa jest prawdopodobne, że podejrzany celowo potrącił rowerzystów” – stwierdził rzecznik policji, cytowany w poniedziałek przez dziennik „Bild”.

Według informacji gazety aresztowany mężczyzna od dzieciństwa choruje psychicznie i wielokrotnie przebywał w ośrodkach psychiatrycznych. Nadal mieszkał z rodzicami w Ellerstadt. Obecnie 36-latek przebywa w szpitalu, prawdopodobnie cierpi z powodu hipotermii po skoku do Renu – pisze „Bild”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

W Kanadzie trwa protest przeciwko obostrzeniom. Tysiące ludzi i setki ciężarówek blokują centrum Ottawy

Trwa drugi dzień blokady centrum Ottawy. Protestujący manifestują sprzeciw wobec restrykcji pandemicznych. Jest to prawdopodobnie jeden z największych protestów w historii Kanady. Początkowo akcja była wymierzony tylko w obowiązkowe szczepienia przeciwko COVID-19 dla kierowców ciężarówek. Kierowcy tirów z Freedom Convoy (Konwoju Wolności) 2022 zapewniają, że nie ruszą się ze stolicy, dopóki premier Justin Trudeau nie zniesie zakazów pandemicznych.

Tymczasem premier został wraz z rodziną ewakuowany przez służby specjalne ze stołecznego mieszkania w obawie o jego bezpieczeństwo. Wcześniej nazwał protestujących „małą mniejszością z marginesu”.

Wszystkie drogi dojazdowe do miasta są zablokowane. Na przedmieściach słychać jedynie ogłuszający dźwięk klaksonów. Tłum na placu przed Parlamentem, oceniany przez jego służby ochrony na 10 tys. ludzi, w niedzielę się powiększył. Żeby dostać się na plac przed Parliament Hill, gdzie znajduje się kancelaria premiera, trzeba przeciskać się pieszo między nieprzerwanym strumieniem tirów, pickup-ów, furgonetek, kamperów i zwykłych samochodów. Demonstranci z flagami i wolnościowymi hasłami maszerują w górę i dół Wellington Street, ulicy która biegnie przed Parliament Hill i Kancelarią Premiera.

Protestujący twierdzą, że decyzje premiera doprowadziły do bankructwa ich rodzin i są pogwałceniem Karty Praw i Wolności Człowieka. Do protestu kierowców tirów przyłączyli się farmerzy i Indianie.

– Nie chodzi tylko o zastrzyki, jak wszyscy myślą – powiedział Don Finlayson, który prowadzi firmę budowlaną. – Jesteśmy tu dla rdzennych mieszkańców, którzy nie mają świeżej wody. Jesteśmy po to, aby dzieci nie nosiły maseczek przez 10 godzin dziennie. Jesteśmy tu dla bezdomnych, jesteśmy tu dla weteranów. Musimy mieć pewność, że wszyscy Kanadyjczycy staną razem.

Miejsce pod parlamentem zamieniło się w morze kanadyjskich flag, wśród nich powiewają biało-czerwone oraz banery z napisem „Solidarność”. Można zobaczyć protestujących niosących kopie Karty Praw i Wolności Człowieka.

Inne hasła, to: „Boże, aby nasza ziemia była błogosławiona i wolna”, „Uczyń Kanadę znów wielką”, „Jesteśmy tu dla naszej wolności”, „Nie możesz być posłuszny, jeśli chcesz się wydostać spod tyranii”, „Jeśli wydostaniemy się z tego bałaganu nie trafiając do »Gułagu«, to tylko dzięki truckerom”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Syn ministra wjechał w tłum protestujących rolników. Zmarło 8 osób

​Co najmniej osiem osób zginęło w stanie Uttar Pradeś na północy Indii podczas protestu przeciwko reformie rynku rolnego. Część ofiar zginęła pod kołami samochodu, który miał prowadzić syn ministra spraw wewnętrznych. Pozostałe osoby zostały śmiertelnie pobite przez tłum, który zaatakował kolumnę i podpalił samochody – podało BBC.

Protest rolników odbywał się w niedzielę niedaleko miasta Lakhimpur Kheri w stanie Uttar Pradeś na północy Indii. W tym samym czasie przebywał tam szef MSW Indii Ajay Kumar Mishra (Indyjska Partia Ludowa). Gdy kolumna samochodów przejeżdżała obok rolników, jeden z samochodów ministerialnych zjechał z drogi i uderzył w protestujących.

Według przywódców demonstrantów samochód, którym miał kierować syn ministra Monu Mishra, celowo wjechał w tłum. Podczas wypadku zginęły co najmniej dwie osoby. Z kolei policja podała, że pod kołami poniosło śmierć czterech rolników. Minister Ajay Mishra tłumaczył potem, że do tragedii doszło, gdy jeden z kierowców obrzucanych przez tłum kamieniami samochodów stracił panowanie nad pojazdem. Polityk zaprzeczył, by w incydencie brał udział jego syn.

Po wypadku doszło do starć, które rozgorzały wokół pojazdów konwoju ministra. Wzburzeni wypadkiem rolnicy zaatakowali pojazdy i podpalili je – podała w poniedziałek agencja AFP. Według Ajaya Mishry tłum śmiertelnie pobił trzech członków rządzącej Indyjskiej Partii Ludowej i towarzyszącego im kierowcę.

Lokalna policja potwierdziła w sumie śmierć ośmiu osób. Asad Rehman, korespondent „Indian Express” w Uttar Pradeś, opublikował na Twitterze zdjęcia z obozu protestujących rolników. Demonstranci nie dopuścili po zamieszkach do zabrania zwłok, które ułożyli w miejscu manifestacji. Jak twierdzi dziennikarz, chcą pokazać czarne flagi rządzącym.
Źródło info i foto: interia.pl

Podkarpackie: Chciał rozjechać ludzi. Został zatrzymany

Policjanci ustalili tożsamość mężczyzny, który z niewiadomych przyczyn próbował rozjechać ludzi w Radymnie (woj. podkarpackie). Głos zabrali także świadkowie zdarzenia. W rękach policji znalazły się jeszcze dwie inne osoby powiązane ze zdarzeniem. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez służby, podczas incydentu nie ucierpiała żadna osoba, a pojazd mężczyzny jest już na policyjnym parkingu.

Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło w sobotę w godzinach wieczornych. Policja otrzymała informację o groźnej sytuacji przy kąpielisku.

Na krótkim nagraniu, które udostępniła stacja Polsat News, można było zauważyć, że mężczyzna agresywnie przyspiesza i hamuje, jednocześnie skręcając w stronę przechodniów. Maska pojazdu minęła ich na milimetry.

– Nieznane są motywy zdarzenia, gdyż jest to świeża sprawa. Trwa przesłuchiwanie świadków – mówiła w rozmowie z dziennikarzami Anna Długosz z policji w Jarosławiu.

Agresywny kierowca. Jest relacja świadków

Polsat News dotarł także do świadków sobotniego zdarzenia.

– Po dyskotece właśnie to się wydarzyło, wszyscy wyszli elegancko i tu zaraz wjechał nie wiem skąd i wrócił drugi raz. Widziałem jak kolegę potrącił, to było coś takiego pisk, hałas i tyle. To chory człowiek. On potrafił wjeżdżać w ludzi po prostu, to dla mnie wyglądało jak terrorysta – powiedział jeden z nich.
Źródło info i foto: wp.pl

USA: Aptekarz zniszczył setki szczepionek. Część z nich podano ludziom

46-letni aptekarz szpitalny z Grafton w stanie Wisconsin w USA Steven Brandenburg przyznał się we wtorek przed sądem do zniszczenia setek szczepionek na koronawirusa. Od dawna znany był w swoim środowisku jako zwolennik teorii spiskowych oraz przeciwnik szczepień – podał portal „Breaking911”.

Podczas rozprawy aptekarz przyznał, że na dwóch kolejnych nocnych zmianach pod koniec grudnia celowo wyjmował z chłodni pudełka szczepionek Moderny, aby preparat stał się obojętny i nieskuteczny. Wyjaśnił, że po kilku godzinach szczepionki wracały do lodówki, a następnego dnia były wykorzystywane w szpitalnej klinice szczepień. Zanim odkryto proceder Brandenburga, 57 osób otrzymało dawkę z tych fiolek. Jego sprawa trafiła do sądu, gdzie został oskarżony o narażenie innych osób na niebezpieczeństwo śmierci lub obrażeń ciała. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Służby zapowiadają akcje przeciw podobnym zachowaniom

Manipulowanie przy szczepionkach w trakcie światowego kryzysu zdrowotnego wymaga zdecydowanej reakcji, co znajduje odzwierciedlenie w poważnych zarzutach, jakie Stany Zjednoczone postawiły dzisiaj – powiedział Brian Boynton, pełniący obowiązki prokuratora generalnego wydziału cywilnego ministerstwa sprawiedliwości USA – Będziemy nadal współpracować z organami ścigania, aby zapewnić społeczeństwu bezpieczne i skuteczne szczepionki.

Farmaceuci należą do najbardziej zaufanych specjalistów – mówił agent specjalny FBI Robert Hughes – Ta osoba wykorzystała swój specjalny dostęp do szczepionek. FBI bardzo poważnie traktuje zarzuty fałszowania produktów konsumenckich i wykorzysta wszystkie dostępne zasoby, aby postawić przed sądem tych, którzy celowo narażają zdrowie publiczne.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Białoruś: Kolejna fala zatrzymań demonstrantów

Białoruski OMON rozproszył uczestników kolejnej opozycyjnej demonstracji. W poniedziałek wieczorem w centrum Mińska zbierali się ludzie, aby poprzeć strajki w zakładach pracy. Doszło do licznych zatrzymań. W poniedziałek wieczorem demonstranci zebrali się na centralnym Placu Niepodległości. Następnie poszli chodnikiem w kierunku centrum Mińska. Po kilkuset metrach demonstrantów zaczęli zatrzymywać funkcjonariusze milicyjnego OMON-u. Media informują, że niektórzy demonstranci podczas interwencji zostali mocno pobici.

Podobna akcja z zatrzymywaniem demonstrantów miała miejsce w pobliżu placu Jakuba Kołasa i w okolicy stacji metra Puszkińska. Wcześniej funkcjonariusze masowo zatrzymywali w stolicy studentów biorących udział w strajku. Zamknięte przez władze Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” dotychczas zebrało nazwiska około 230 osób zatrzymanych na całej Białorusi. Większość zatrzymań miała miejsce w Mińsku.

„Białoruś pod okupacją Łukaszenki. Ludzie są sprawdzani i zatrzymywani, jeśli wyglądają na nieco podejrzanych. Mińsk jest pełen łańcuchów solidarności” – napisał na Twitterze białoruski dziennikarz Franciszak Wiaczorka.

Protesty na Białorusi trwają od 9 sierpnia, kiedy odbyły się tam wybory prezydenckie. Urzędujący prezydent Aleksandr Łukaszenka ogłosił się ich zwycięzcą, ale opozycja twierdzi, że wyniki wyborów zostały sfałszowane. Gazeta „Nasza Niwa” informowała w weekend, że od czasu wyborów prezydenckich, które odbyły się 9 sierpnia na Białorusi zatrzymano w sumie ok. 15-16 tys. osób. Tylko w niedzielę na Białorusi zatrzymano ponad pół tysiąca demonstrantów. Zatrzymanych zazwyczaj karze się grzywnami i karami administracyjnymi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Węgierska policja zatrzymała 28-letniego Polaka. Próbował przemycić 10 Syryjczyków

Węgierska policja aresztowała obywatela Polski podejrzanego o próbę przemytu dziesięciu Syryjczyków poza granice kraju – poinformowała komenda policji w Veszprem na zachodzie Węgier. 28-letni podejrzany jechał w kierunku Austrii pojazdem z polskimi tablicami rejestracyjnymi, gdy został zatrzymany przez policję niedaleko miejscowości Varpalota, w zachodniej części Węgier, w sobotę krótko po godz. 21 – przekazała policja w oświadczeniu cytowanym przez agencję MTI.

W samochodzie było 10 pasażerów, którzy twierdzili, że są obywatelami Syrii. Nie byli jednak w stanie przedstawić żadnych dokumentów potwierdzających ich status prawny. Zostali odeskortowani z powrotem do węgierskiej granicy.
,br> Policja przesłuchała kierowcę i zastosowała wobec niego areszt tymczasowy w związku z podejrzeniem przemytu ludzi.

Zatrzymania dokonali funkcjonariusze z Veszprem z pomocą Narodowego Biura Śledczego (NNI) i policji w komitacie Fejer.
Źródło info i foto: TVP.info

Francja zmierzy się z „zamieszkami głodowymi”?

Prefekt podparyskiego departamentu Sekwana-Saint Denis, Georges-Francois Leclerc, obawia się „zamieszek głodowych” z powodu „zagrożenia żywnościowego” dla najuboższych ludzi w tym zamieszkanym głównie przez migrantów i ich potomków departamencie.

Francuskie media ujawniły treść maila wysłanego przez Leclerca z 18 kwietnia do jego odpowiednika na cały region paryski Ile-de-France. Jak pisał w nim Leclerc, od 15 do 20 tysięcy mieszkańców slumsów i schronisk dla pracowników migracyjnych będzie miało trudności z zapewnieniem sobie wyżywienia. Jego zdaniem w tej sytuacji „można było wytrzymać miesiąc, ale nie dwa”.

W wywiadzie dla tygodnika „L’Obs” komunistyczny mer miasta La Courneuve w departamencie Sekwana-Saint-Denis, Gilles Poux, również uznał, że „nic nie chroni nas przed wybuchem zamieszek społecznych”.

Dziennikarz telewizji LCI William Molinie rozmawiał z policjantem z tego departamentu, który ostrzegał przed „lekceważeniem ryzyka zamieszek głodowych”. Według funkcjonariusza rodziny, których dzieci przed epidemią żywiły się w szkolnych stołówkach, obecnie nie dają sobie rady finansowo.

W zeszłym tygodniu alarm podniosła także deputowana skrajnie lewicowego ugrupowania Francja Nieujarzmiona (LFI) Clementine Autain. – Kolejki po kosze z jedzeniem nie przestają się wydłużać – twierdziła deputowana reprezentująca Sekwanę-Saint-Denis. Powoływała się na stowarzyszenia pomocowe, które podają, że rozprowadzają o 40 proc. żywności więcej niż przed izolacją sanitarną związaną z koronawirusem.

Te jeszcze poważniejsze niż zazwyczaj trudności wynikają z zawalenia się szarej strefy gospodarki, utrzymującej dotąd wielu mieszkańców departamentu – tłumaczył mer La Courneuve.

Rząd i władze lokalne ogłosiły subwencje i bezpośrednią pomoc „dla osób najbardziej cierpiących biedę”. Miasto Bobigny całkowicie zrezygnowało z komornego za kwiecień w mieszkaniach komunalnych. Inny deputowany departamentu z ramienia LFI Alexis Corbiere uznał jednak „pomoc państwa za niewystarczającą na czas kryzysu”.

Dziennik „Liberation” wskazuje dziś, że z powodu nieprzestrzegania izolacji sanitarnej w departamencie Sekwana-Saint Denis wypisano trzy razy więcej mandatów, niż wynosi średnia krajowa.

Według cytowanej przez gazetę prokurator Fabienne Klein-Donati „młody wiek mieszkańców i trudne warunki mieszkaniowe” powodują, że często są oni spisywani, szczególnie gdy stoją w grupach pod domem. – Nie ustał również handel narkotykami – podkreśliła.

Wielu policjantów i specjalistów wskazuje na załamanie się handlu narkotykami jako na przyczynę wrzenia na „trudnych przedmieściach”, takich, jak w opisywanym departamencie.

Według lutowego badania francuskiego urzędu statystycznego INSEE 28 proc. mieszkańców departamentu Sekwana-Saint Denis żyje poniżej progu ubóstwa. Dla całej Francji wskaźnik ten wynosi 14 proc.

Według oficjalnych danych 30 proc. mieszkańców departamentu to cudzoziemcy, przede wszystkim przybysze z Czarnej Afryki i Afryki Północnej. Statystyki te nie uwzględniają jednak osób z obywatelstwem francuskim i ich dzieci. Gdyby tak było, odsetek ten byłby wielokrotnie wyższy – twierdzą eksperci.
Źródło info i foto: onet.pl

Coraz więcej osób łamie przepis o zgromadzeniach

Minionej doby policjanci w całej Polsce wypisali ponad 2200 mandatów za złamanie zakazu przemieszczania się i gromadzenia. To bardzo duży skok, bo do wczoraj od ogłoszenia dwa tygodnie temu nowych ograniczeń tych kar było 9700.

Teraz funkcjonariusze sprawdzają więcej autobusów i tramwajów. Ostatniej doby skontrolowali 7 tysięcy pojazdów komunikacji zbiorowej. Jak informuje Mariusz Ciarka z komendy głównej – nie wykryto większych uchybień w przewozie ograniczonej liczby pasażerów.

W samej stolicy 227 mandatów

Jak przekazał podkom. Rafał Retmaniak z Komendy Stołecznej Policji, od 24 marca policjanci 1348 razy podejmowali czynności wobec osób łamiących przepisy o zakazie zgromadzeń.

Nałożono 1060 mandatów karnych. W pozostałych przypadkach kierowane są wnioski o ukaranie do sądu. Ostatnia doba to 12 kolejnych informacji przekazanych do Powiatowych Inspektorów Sanitarnych. W sumie takich informacji przekazano już 224. W tych przypadkach mogą być zastosowane jeszcze surowsze kary administracyjne – podał podkom. Rafał Retmaniak.

Zaznaczył, że tylko we wtorek mandatami ukarano 227 osób. Z tego samego artykułu, w związku z odmową przyjęcia mandatów do sądu skierowane są kolejne 32 wnioski o ukaranie – poinformował policjant.

Kara, która może być nałożona na osobę łamiącą obejmującą ją kwarantannę, a także na osoby, które nie przestrzegają ograniczeń dotyczących przemieszczania się i zgromadzeń w miejscu publicznym, może wynosić nawet 30 tys. zł. Osobom, które – mając świadomość zakażenia koronawirusem – narażają na to zakażenie innych, grozi do 5 lat więzienia, a w przypadku narażenia wielu osób – do 10 lat.
Źródło info i foto: RMF24.pl