Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dwie osoby za udział w tzw. mafii paliwowej

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało kolejne dwie osoby podejrzewane o udział w tzw. mafii paliwowej – dowiedziała się Polska Agencja Prasowa. Jak ustalili śledczy, zatrzymani nie odprowadzili ponad 300 tys. podatku VAT. Wydział komunikacji społecznej CBA potwierdził, że kolejnych zatrzymań podejrzewanych o członkostwo w zorganizowanej grupie przestępczej działających w ramach tzw. mafii paliwowej dokonali funkcjonariusze łódzkiej delegatury Biura.

Do zatrzymań dwóch mężczyzn doszło na terenie Małopolski i Mazowsza. Jednocześnie przeszukano ich miejsca zamieszkania, a także inne wytypowane uprzednio lokalizacje – podał wydział.

Zarzuty

Śledczy ustalili, że zatrzymani przez CBA mężczyźni kontrolowali dwie spółki paliwowe, których celem było wyłącznie nieodprowadzanie VAT. Agenci CBA przewieźli zatrzymanych do nadzorującej śledztwo Prokuratury Regionalnej w Białymstoku. Postawiono im zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej oraz uszczuplenia należności podatkowych skarbu państwa. Wobec obu mężczyzn prokurator zastosował poręczenie majątkowe i dozór policji.

Działania mafii paliwowej

Wydział przypomniał, że zatrzymania to kolejne działania, elementy śledztwa dotyczącego działania w latach 2013-2018 tzw. mafii paliwowej. Jak wynika z dotychczas zgromadzonych informacji, grupa przestępcza wprowadziła do obrotu, a następnie wystawiała fikcyjne faktury na towary – olej napędowy, olej smarowy, benzyny oraz olej rzepakowy, i fałszowano dokumentację księgową.

Postępowanie przeciw tzw. mafii paliwowej prowadzone jest przez cztery delegatury CBA – białostocką, katowicką, łódzką i wrocławską. Do tej pory ponad 120 osób usłyszało zarzuty w nadzorującej śledztwo Prokuraturze Regionalnej w Białymstoku. Zabezpieczony przez śledczych majątek to blisko 13 mln zł.

Śledztwo nadal rozwija się, a Biuro nie wyklucza kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: interia.pl

W Hiszpanii rozbito marokańską mafię imigracyjną

Hiszpańska policja we wspólnej operacji z Europolem rozbiła działające w tym kraju komórki imigracyjnej mafii marokańskiej. Zatrzymano 19 osób, w tym w większości Marokańczyków, ale i Hiszpanów – podał dziennik „La Razon”, powołując się na wiarygodne źródła. Jak napisała gazeta w sobotę, podczas akcji policja użyła dronów do śledzenia podejrzanych.

Operacja policyjna, która rozpoczęła się w połowie ubiegłego tygodnia, była skierowana przeciwko organizacjom zajmującym się przerzucaniem nielegalnych imigrantów z Maroka drogą morską na Wyspy Kanaryjskie. Na archipelagu imigranci byli lokowani w wiejskich domach lub w nielegalnie zajmowanych mieszkaniach, gdzie przebywali do czasu wyrobienia im fałszywej dokumentacji umożliwiającej kontynuowanie podróży na Półwysep Iberyjski, a stamtąd do innych krajów UE.

Jak działała mafia?

Sposób działania mafii polegał m.in. na tym, że nielegalni imigranci zgłaszali rzekomą utratę dokumentów, np. kradzież paszportu, a z otrzymanym legalnym zaświadczeniem i po nabyciu biletów mogli wejść na pokład samolotu lub statku płynącego do Hiszpanii kontynentalnej.

Mafia miała komórki na Wyspach Kanaryjskich, w Kadyksie, Maladze, Granadzie i Murcji. Osoby, które nie płaciły wcześniej ustalonej kwoty, były porywane – napisał dziennik. Obecnie policja usiłuje obliczyć wysokość zysków mafii z organizowania nielegalnej imigracji.

Według agencji Europa Press od stycznia do listopada br. przybyło na hiszpański archipelag blisko 20 tys. nielegalnych imigrantów, w tym ponad połowa z Maroka. Obecnie tylko 9 tys. imigrantów pozostaje na wyspach, a pozostali prawdopodobnie znajdują się na Półwyspie Iberyjskim lub w innych krajach Europy.

Co mają wspólnego z biednymi mieszkańcami Afryki subsaharyjskiej

Konserwatywny „La Razon” pisał o nielegalnej imigracji nie tylko w kontekście mafii imigracyjnych, ale także dżihadyzmu.

Agenci policji pracującej w terenie, z którymi konsultował się ten dziennik, wyrażali zaniepokojenie zjawiskiem „doskonale zorganizowanej i dysponującej środkami finansowymi nielegalnej imigracji z krajów Maghrebu, a zwłaszcza z Maroka”. „(Ci imigranci) nie mają nic wspólnego z biednymi mieszkańcami Afryki subsaharyjskiej” – ocenili policjanci cytowani przez tę gazetę.
Źródło info i foto: TVP.info

Procesy członków mafii pod znakiem zapytania. W tle koronawirus

Wielkie procesy członków mafii z włoskiej Kalabrii są zagrożone z powodu pandemii – ostrzegła prokuratura w Turynie. Jak wyjaśniono, niemożliwa jest organizacja połączeń wideo z osadzonymi w aresztach oskarżonymi, którzy są zakażeni koronawirusem. Brak możliwości zorganizowania wideokonferencji z udziałem osób, które nie mogą zasiąść na ławie oskarżonych, oznacza, że rozprawy będą odraczane, a procesy znacznie się przedłużą. Ponadto, jak zauważono, istnieje ryzyko, że oskarżeni w procesie kalabryjskiej mafii ‘ndranghety opuszczą areszt tymczasowy, gdyż miną terminy zastosowania tego środka.

Procesy dotyczą przypadków przeniknięcia mafijnych gangów z południa do gospodarki Piemontu. Już jeden z takich procesów, toczący się przed sądem w Asti, został odroczony z powodów organizacyjnych i dlatego prokuratura wystosowała ostrzeżenie, że może to dotyczyć także innych spraw.

‘Ndrangheta uważana jest za najpotężniejszą włoską mafię. Swój majątek zgromadziła przede wszystkim handlując kokainą, której sprzedaż kontroluje w Europie. Ostatnio jej gangi są szczególnie aktywne w życiu gospodarczym w bogatych regionach na północy.
Źródło info i foto: TVP.info

Nowe zatrzymania w sprawie „mafii lekowej”

Agenci CBA zatrzymali pięć osób mających brać udział w tzw. mafii lekowej, która sprzedawała za granicę medykamenty znajdujące się na wykazie tzw. zagrożonych brakiem dostępności na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Według śledczych z białostockich „pezetów” Prokuratury Krajowej, podejrzani skupili z aptek farmaceutyki o wartości ok. 8,6 mln zł.

Podlaski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oraz agenci CBA od ponad dwóch lat prowadzą śledztwo w sprawie tzw. mafii lekowej. W głównym wątku postępowania ustalono, że gang działający od 2014 r., mógł nielegalnie sprzedać za granice farmaceutyki warte 150 mln zł. Grupa miała współpracować z ponad 6,5 tys. aptek w całej Polsce.

Za granicę trafiały medykamenty znajdujące się w specjalnym wykazie ministra zdrowia, tzw. leków zagrożonych brakiem dostępności w Polsce – były to np. leki onkologiczne, przeciwcukrzycowe i przeciwzakrzepowe. Przekręt był dobrze pomyślany. Oszuści kupowali leki za pośrednictwem kontrolowanej przez niech placówki leczniczej, tzw. Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej.

Hurtownia na usługach mafii

Na polecenie białostockich „pezetów”, agenci CBA zatrzymali w ostatnich dniach pięć osób powiązanych z „mafią lekową”. Prokurator Podlaskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej przedstawił podejrzanym zarzuty m.in. „udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, naruszenia zakazu zbycia produktów leczniczych z apteki ogólnodostępnej lub punktu aptecznego do hurtowni farmaceutycznej oraz wystawiania faktur VAT w których poświadczano nieprawdę, że produkty lecznicze były sprzedawane na potrzeby podmiotów prowadzących działalność leczniczą”.

Grozi za to do ośmiu lat więzienia. Wobec podejrzanych zastosowano poręczenia majątkowe (do 2 mln zł), zakaz opuszczania kraju i dozór policji. Według śledczych, w latach 2015-18 podejrzani działali w rozpracowywanym gangu, sprzedając medykamenty z naruszeniem zakazu „odwróconego łańcucha dystrybucji leków”.

– Podejrzani są związani z dwiema spółkami prowadzącymi hurtowanie farmaceutyczne do których od października do grudnia 2018 r. sprzedane zostały leki o łącznej wartości prawie 8,6 mln zł – poinformowała Prokuratura Krajowa.

W tym wątku śledztwa dotychczas zarzuty usłyszało łącznie 19 osób. Łączna wartość „wyeksportowanych” leków mogła wynosić nawet 50 mln zł.
Źródło info i foto: TVP.info

Skazany na dożywocie szef włoskiej mafii odgryzł palec strażnikowi więziennemu

Podczas inspekcji celi Giuseppe Fanary, szefa sycylijskiej grupy Cosa Nostra doszło do bójki. W jej wyniku gangster odgryzł palec jednemu ze strażników. Włoskie media przekazały, że tamtejszy prokurator uznał, iż przestępca go połknął. 60-letni Giuseppe Fanara odbywa karę dożywotniego pozbawienia wolności w więzieniu Rebibbia w stolicy Włoch. W czerwcu miał on zaatakować siedmiu strażników, którzy przeprowadzali inspekcję jego celi. To właśnie wtedy miało dojść do bójki – podaje włoski dziennik „Il Messagero”.

Fanara został skazany na mocy surowego włoskiego kodeksu karnego, zarezerwowanego dla członków mafii. Reżim więzienny izoluje szefów grup przestępczych, aby uniemożliwić im prowadzenie działalności klanów zza krat.

Media opisały sytuację, do której miało dojść w czerwcu tego roku. – Podczas bójki Fanara odgryzł mały palec prawej dłoni strażnika. Palec zniknął, co doprowadziło rzymskiego prokuratora do wniosku, że został zjedzony – podaje włoski dziennik.

Następnie Fanara miał zaatakować pozostałych sześciu strażników, używając miotły jako swojej broni. Dodatkowo miał wykrzykiwać w ich stronę, że „poderżnie im gardła jak świniom”.

Szef mafii przeniesiony do innego więzienia

Po tej sytuacji służby bezpieczeństwa podjęły decyzję o przeniesieniu Fanary w inne miejsce. Obecnie szef sycylijskiej grupy Cosa Nostra przebywa w więzieniu o zaostrzonym rygorze w mieście Sassari na Sardynii. Na początku 2020 roku włoskie władze zdecydowały się uwolnić wielu starszych i niedomagających bossów mafii, w tym kilku należących do Cosa Nostra. Decyzja ta wywołała oburzenie, zmuszając ministerstwo sprawiedliwości do wycofania się i ponownego rozpatrzenia decyzji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ruszyła pierwsza rozprawa w procesie „Masy”

Przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczęła się w czwartek pierwsza rozprawa w procesie, w którym jednym z oskarżonych jest Jarosław Ł. ps. „Masa”. Wyłączono jawność postępowania – poinformował w czwartek PAP sędzia Damian Krakowiak rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Łodzi. Postępowanie przed łódzkim sądem rozpoczęło się przy drzwiach zamkniętych. „W uzasadnieniu wyłączenia jawności sąd wskazał na ważny interes państwa i ważny interes uczestników postępowania” – powiedział PAP w czwartek rano sędzia Damian Krakowiak.

Akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Łodzi skierował pod koniec stycznia 2020 roku prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Były gangster tzw. grupy pruszkowskiej Jarosław Ł. ps. „Masa” (dawniej Jarosław S. – PAP), od 20 lat najbardziej znany polski świadek koronny, który niegdyś zeznawał przeciwko swoim mafijnym kompanom, w łódzkim postępowaniu oskarżony jest o popełnienie siedemnastu czynów, w tym m.in. o oszustwa związane z mieniem o znacznej wartości, czyny o charakterze korupcyjnym, fałszywe zeznania, przywłaszczenie powierzonego mienia i paserstwo.

„To są zarzuty przestępstw przeciwko mieniu i ważności dokumentów” – podsumował Krakowiak. „Masie” grozi do 10 lat więzienia.

Oskarżono także Zbigniewa G., byłego naczelnika wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji o popełnienie dziesięciu czynów, w tym m.in. przestępstw o charakterze korupcyjnym oraz ujawnienia informacji niejawnych. Za te czyny również grozi do 10 lat więzienia.

Pozostałe osoby zostały oskarżone o popełnienie szeregu czynów, w tym o charakterze korupcyjnym, oraz oszustw, co do mienia znacznej wartości. Tutaj również wymiar kary to 10 lat więzienia.

Postępowanie dotyczyło m.in. oszustw kredytowych. Przestępstwa te, zdaniem prokuratury, polegały one na doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem szeregu banków, powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych oraz udzielania korzyści majątkowych i wyłudzania usług budowlanych.

„Masie” przedstawiono m.in. zarzuty korumpowania oficera policji, bo śledztwo dotyczyło również m.in. wielokrotnego udzielania korzyści majątkowych naczelnikowi wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji w związku z pełnioną przez niego funkcją publiczną.

Zarzuty wobec oskarżonych to także m.in. wyłudzenia odszkodowań komunikacyjnych, ujawniania informacji niejawnych, składania zawiadomień o przestępstwach niepopełnionych i składania fałszywych zeznań, przywłaszczanie pieniędzy, zakup artykułów uzyskanych w wyniku czynu zabronionego oraz przyjmowanie korzyści majątkowych przez funkcjonariusza policji.

„Masa”, w związku z zarzutami – a potem z oskarżeniami w rozpoczynającym się łódzkim postępowaniu sądowym – był aresztowany. W maju 2020 roku Jarosław Ł. Wyszedł na wolność.

„Uchylono tymczasowe aresztowanie, zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze” – poinformował rzecznik łódzkiego sądu okręgowego.
Źródło info i foto: portalsamorzadowy.pl

Włochy: Policjanci jak mafia. Skonfiskowano posterunek

Tortury, wymuszenia, handel narkotykami, oszustwa – takie zarzuty postawiono w środę siedmiu karabinierom z posterunku w mieście Piacenza na północy Włoch. Wszyscy zostali aresztowani, a posterunek – po raz pierwszy w historii kraju – skonfiskowano.

„Styl Gomorra” – tak włoskie media określają to, co działo się na posterunku w regionie Emilia-Romania, nawiązując do głośnej powieści i filmu o mafii. Okazało się, że żołnierze kontrolowali handel narkotykami i dilerów, którzy zajmowali się nim w mieście.

– Mam kłopot z nazwaniem tych osobników karabinierami, bo zachowywali się jak przestępcy. Na tym posterunku nie działo się nic zgodnego z prawem – powiedziała szefowa prokuratury w Piacenzy Grazia Pradella na konferencji prasowej.

– Wszystkie te najcięższe przestępstwa zostały popełnione w szczytowym okresie zamknięcia kraju z powodu pandemii, przy lekceważeniu najbardziej elementarnych reguł ostrożności wprowadzonych na mocy dekretów prezesa Rady Ministrów – dodała.

– Podczas gdy w mieście liczono kolejnych zmarłych z powodu koronawirusa, ci karabinierzy dostarczali narkotyki dilerom siedzącym w domu w związku z kwarantanną w kraju – wyjaśniła prokurator. Zaznaczyła, że przestępstwa, jakich dopuścili się żołnierze, „są poruszające”.

– To zdarzenia niebywałe i nie do opisania, niedopuszczalne czyny, które grożą splamieniem wizerunku formacji karabinierów – oświadczył minister obrony Włoch Lorenzo Guerini.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

„Lawendowa mafia” w Kościele. Burza po premierze filmu „Zabawa w chowanego”

Po premierze filmu Marka i Tomasza Sekielskich „Zabawa w chowanego” znów zrobiło się głośno o istnieniu wśród katolickich duchownych tzw. lawendowej mafii, którą tworzyć mają księża homoseksualiści. – W Kościele istnieją nieformalne grupy, ale nie są one złączone wyłącznie preferencją homoseksualną. Proste wytłumaczenie: „ja mam na ciebie haka, ty masz na mnie haka, więc trzymamy się razem” nie wyjaśnia tych „półmafijnych”, przyjacielskich struktur – mówi Onetowi prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista.

W opublikowanym ostatnio filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, na temat zjawiska pedofilii w Kościele, znalazł się również fragment poświęcony innemu zagadnieniu – istnieniu rzekomej „lawendowej mafii”, czyli nieformalnej, wspierającej się grupy księży homoseksualistów, odpowiedzialnej za tuszowanie różnego rodzaju niewygodnych tematów i skandali, jakie mają miejsce w kościelnych strukturach. W filmie Sekielskich o istnieniu „lawendowej mafii” mówili ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski oraz katolicki publicysta Tomasz Terlikowski.

– Jest to pojęcie, które pojawiło się na przełomie lat 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych. Oznacza środowisko homoseksualne w Kościele, szczególnie wśród duchownych, i wzajemne powiązania, które prowadzą do ukrywania pewnych rzeczy. W naszym, księżowskim środowisku nieraz te skłonności nazywa się „chorobą rzymską”. Dlatego że bardzo często dopiero tam ludzie stykają się z tą sprawą. Byłem krótko w Rzymie, parę miesięcy w Kolegium Ormiańskim. Pierwsza informacja, jaką przekazał mi jeden ze starszych księży, to żebym zdawał sobie sprawę, że Watykan i Rzym to siedlisko „mafii lawendowej” – mówił ks. Isakowicz-Zaleski w „Zabawie w chowanego”.

Terlikowski dodawał natomiast, że „nie można nie zauważyć tego wymiaru, o którym pisze choćby Martel w »Sodomie«, tego problemu związanego z pewnym układem, który funkcjonuje i ma tendencje do tuszowania pewnych rzeczy, tak żeby nie wyszły czyny, niekoniecznie przestępcze”. – Nie chodzi zawsze o przestępstwo, czasami chodzi po prostu o grzech, o coś co nie powinno wyjść, bo przeszkodzi w karierze – wyjaśnił publicysta.

Homoseksualiści w Watykanie

To nie pierwszy raz, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się twierdzenia o istnieniu i szerokich wpływach tego typu grupy w Kościele katolickim (często określanej też jako kościelne „homolobby”). Wspomniany przez Terlikowskiego Frédéric Martel to autor książki „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, poświęconej głównie zjawisku homoseksualizmu wśród księży. Martel pisze, że podczas dziennikarskiego śledztwa trwającego ponad cztery lata przeprowadził wywiady z ponad 1,5 tys. osób w Watykanie i w 30 krajach. Wśród nich było kilkudziesięciu kardynałów, biskupów i nuncjuszy apostolskich, a także ponad 200 księży i seminarzystów.

Zdaniem wielu rozmówców Martela, bardzo wielu duchownych w Watykanie to homoseksualiści. Według byłego księdza Francesca Lepore może być to nawet 80 proc. Jeden z ambasadorów w Stolicy Apostolskiej ocenił, że „w Watykanie jest dużo gejów: 50, 60, 70 proc. Ilu dokładnie, tego nikt nie wie”. Ma to dotyczyć także innych państw. Na przykład meksykański dziennikarz Emiliano Ruiz Parra powiedział nawet, że w jego kraju „minimum 50 proc. księży to geje, chociaż oceniając bardziej realistycznie, to 75 proc.”. Stwierdził też, że „seminaria są homoseksualne, a meksykańska hierarchia katolicka jest spektakularnie gejowska”.

W książce Martela znalazło się twierdzenie, że „homoseksualna wspólnota w Watykanie należy do największych na świecie”. W wywiadzie dla „Kultury Liberalnej” Martel tłumaczył, że ucieczka w kościelne struktury była wygodnym rozwiązaniem dla homoseksualistów. – Gej w burżuazyjnej włoskiej rodzinie w latach 50. XX wieku był czarną owcą. (…) Tysiące duchownych na całym świecie zdecydowały się na dołączenie do kleru nie tylko ze względu na swoją wiarę i powołanie, ale właśnie dlatego, że byli homoseksualistami – ocenił Martel.

„Państwo w państwie”

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski o „lawendowej mafii” mówił już przed laty w wywiadzie rzece pt. „Chodzi mi tylko o prawdę”, który przeprowadził z nim Tomasz Terlikowski. Duchowny oceniał, że „środowisko homoseksualne zawsze miało w Watykanie ogromne wpływy”, a o homoseksualnych księżach mówił, że w Kościele „tworzą państwo w państwie”.

Jego zdaniem, „lobby homoseksualne bardzo dobrze się maskuje, ukrywa i trzyma razem”. Isakowicz-Zaleski oceniał, że jest ono „niebezpieczne, dlatego że deformuje drogę awansu w Kościele. Nie może być tak, że ktoś otrzymuje ważne i odpowiedzialne stanowisko tylko z powodu swojego homoseksualizmu. A tak niestety bywa, co szczególnie widoczne jest w systemie feudalnym, jaki panuje w Kościele”.

Zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego powiązania duchownych wytworzyły też swego rodzaju „solidarność zawodową”, która sprawia, że „wiernymi nikt się nie przejmuje”. – Tak jak lekarz nie wystąpi przeciw lekarzowi, tak ksiądz nie wystąpi przeciwko księdzu. Jak w każdej kaście, liczy się dobro duchownego, a nie dobro wiernych czy wspólnoty – mówił Terlikowskiemu.

Jak tłumaczył Isakowicz-Zaleski, „ksiądz nie jest osobą świecką i nie powinien być traktowany jak zwyczajny pracownik firmy. Nie wystarczy, że wypełnia on swoje obowiązki zawodowe, nie można powiedzieć, że nie ma dla nas znaczenia, czy on jest także moralny i pobożny w przestrzeni prywatnej. W ten sposób sprowadza się Kościół do roli zwyczajnej instytucji, a księdza do jej urzędnika. Takie podejście jest sprzeczne z teologią kapłaństwa”.

Arkadiusz Stempin: nieformalne grupy łączy nie tylko preferencja homoseksualna

Czy tzw. lawendowa mafia rzeczywiście istnieje w Kościele? Wyjaśnia to prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista, wykładowca Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. prof. Józefa Tischnera. – Clou sprawy polega nie na tym, czy istnieje lawendowa mafia, tylko czy faktycznie jest ona zewnętrzną strukturą, która niczym pajęczyna oplotła Kościół od środka – mówi w rozmowie z Onetem. I dodaje: „Takie tłumaczenie zjawiska pedofilii w Kościele katolickim przedkłada jego konserwatywny nurt”.

– W Kościele, w Watykanie istnieją nieformalne grupy, ale nie są one złączone tylko i wyłącznie preferencją homoseksualną. Proste wytłumaczenie: „ja mam na ciebie haka, ty masz na mnie haka, więc trzymamy się razem” nie wyjaśnia tych „półmafijnych”, przyjacielskich struktur. Nie da się ich wytłumaczyć wyłącznie solidarnością homoseksualną. Nieformalne grupy są połączone siecią zróżnicowanych interesów, wynikających np. ze wspólnoty geograficznej, zakonnej, aksjologicznej. W kościelnej centrali, w Watykanie, tak tworzą się pewne układy. Na szczycie piramidy takiego układu stoi prominentny kurialny kardynał, jego szeroką podstawę tworzą ok. 30-letni księża doktoranci ze wszystkich kontynentów, którzy przybyli do Rzymu na studia i przystąpili do „wyścigu szczurów” – wyjaśnia prof. Stempin.

Również Frederic Martel mówił „Kulturze Liberalnej”, że homoseksualiści w Kościele nie są grupą jednolitą. Autor „Sodomy” wskazywał jednak na inny podział: jego zdaniem część księży z tej grupy zachowuje celibat, inni mają sporadyczne kontakty seksualne, jeszcze inni mają stałych partnerów.

Prof. Stempin przyznaje, że w Kościele liczba homoseksualistów jest dosyć spora, choć na ten temat nie ma oczywiście szczegółowych badań. – Badania na ten temat są głównie szacunkowe, nie wiemy, na ile są wiarygodne. Jeżeli w społeczeństwie liczba homoseksualistów nie przekracza kilku proc., to w Kościele miałoby to być powyżej 20, a nawet powyżej 30 proc. To są oceny szacunkowe, które pochodzą od „insiderów” (od osób z wewnątrz Kościoła – red.).

„Mafia lawendowa” a ukrywanie pedofilii

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” autor „Sodomy” wskazywał: – Księża pedofile mogą szantażować przełożonych, którzy żyją w stałych, hetero- lub homoseksualnych związkach, ujawnieniem ich sekretów – ocenił. Na to, że „lawendowa mafia” jest jednym z elementów zmowy milczenia w Kościele, wskazywali też w filmie „Zabawa w chowanego” ks. Isakowicz-Zaleski i Tomasz Terlikowski. Tak tłumaczyli to również Marek i Tomasz Sekielscy.

Mówiąc o przypadkach tuszowania pedofilii w Kościele, prof. Stempin twierdzi, że „wyjaśnienie pedofilii w Kościele poprzez istnienie »lawendowej mafii« i nieformalnych powiązań homoseksualnych zakładałoby, że spora część biskupów ma skłonności homoseksualne i to ona kryje księży pedofilów. To jest statystycznie niemożliwe (według raportu John Jay College of Criminal Justice z 2012 r. 30 proc. wśród księży katolickich to homoseksualiści – red.), a pedofilię wśród podwładnych kryją biskupi niezależnie od tego, czy mają orientację homoseksualną, czy heteroseksualną”. – Biskupi kierują się dobrem korporacyjnym instytucji, w tym przypadku reprezentującej porządek prawdy objawionej, transcendentalny, i obawiają się jej desakralizacji – powiedział w rozmowie z Onetem.

– Widzimy teraz, na tle ujawnień kolejnych przypadków księży z deliktem pedofilskim, że biskupi, których absolutnie nie przypisalibyśmy do „lawendowej mafii” – i to nie tylko w Polsce – a którzy kierowali się dobrem korporacji, dopiero teraz, pod presją opinii publicznej mają odwagę walczyć z pedofilią we własnych szeregach, bo rozumieją, że mimo wszystko obrona za wszelką cenę bardziej szkodzi Kościołowi, niż przyznanie się do deliktu – dodał.

Prof. Stempin zastrzega też, że tuszowanie pedofilii nie może być wyjaśnione skłonnością homoseksualną duchownych, „tylko możliwościami, jakich nie posiada żadne inne środowisko”. – Kościół dysponuje dwoma fundamentalnymi kanałami umożliwiającymi krycie pedofilii duchownych – to własna jurysdykcja, niezależna od cywilnego wymiaru sprawiedliwości, a także sieć „bunkrów”, czyli parafii, rozsianych po całym świecie. Przerzut księdza pedofila jest możliwy nie tylko z parafii do parafii w obrębie jednego kraju, ale i z kontynentu na kontynent. Porównywanie pedofilii duchownych z jakimikolwiek innymi środowiskami jest więc ułomne – ocenia.

Prof. Stempin dodaje też, że „nie ma badań, na które rzekomo powołują się konserwatyści, a które dokumentowałyby związek przyczynowo-skutkowy między homoseksualizmem a pedofilią. Tak jak nie ma takiego związku między heteroseksualną orientacją a gwałtem seksualnym”. – Większy związek przyczynowy zachodzi między seksualnie niedojrzałym księdzem, który swoją seksualność, także homoseksualność, postrzega represyjnie – mówi.

Czy w Kościele istnieje „homolobby”?

Obok pojęcia „lawendowej mafii” często powtarzającym się określeniem w dyskusji o Kościele jest „homolobby”, które rzekomo ma istnieć wśród katolickich hierarchów. Frédéric Martel w swojej książce oceniał: „Na podstawie setek wywiadów zrealizowanych na potrzeby tej książki doszedłem do wniosku, że lobby w ścisłym znaczeniu tego słowa nie istnieje. Gdyby taka swoista masoneria rzeczywiście działała, musiałaby lobbować w jakimś konkretnym celu, w tym wypadku na rzecz promocji homoseksualistów. W Watykanie nic takiego się nie dzieje, a gdyby takie lobby istniało, to nie byłoby godne tego miana, ponieważ większość homoseksualnych kardynałów i duchownych w Stolicy Apostolskiej zasadniczo działa przeciwko interesom gejów”.

Podobnie wypowiadał się w książce Martela Francisco Lepore. – Sądzę, że mówienie o lobby gejowskim w Watykanie jest błędem. (…) Zakładałoby to istnienie jakiejś struktury władzy, która w tajemnicy działałaby w jakimś celu. To niemożliwe i absurdalne. Rzeczywistość jest taka, że w Watykanie większość osób to homoseksualiści i większość ma jakąś władzę. Ze wstydu, strachu, ale też z uwagi na własną karierę ci kardynałowie, arcybiskupi, księża chcą chronić swoją władzę i sekretne życie. Osoby te nie mają najmniejszego zamiaru robić czegokolwiek dla homoseksualistów. Okłamują innych, a czasem też siebie. Ale nie ma żadnego lobby – mówił.

Martel oceniał, że w Kościele „homoseksualizm z jego licznymi podziemnymi zażyłościami ma strukturę kłącza”. „Posiadający własną dynamikę homoseksualizm czerpiący energię z jednej strony z pożądania, a z drugiej z tajemnicy łączy między sobą setki księży i kardynałów w sposób wymykający się wszelkim hierarchiom i klasyfikacjom. Ta porozgałęziana, dynamiczna i przeobfita sieć stwarza okazję do niezliczonych, wielokierunkowych kontaktów (…) a wszystko to bez możliwości ustalenia ani rozszyfrowania z zewnątrz przyczyn, kierunków i powiązań”.

Benedykt XVI: taka zbiorowość została rozwiązana. Franciszek: nie znalazłem nikogo z identyfikatorem „gej”

Co o rzekomym homolobby w Kościele i jego wpływach mówili papieże? Benedykt XVI stwierdził, że istniała jedynie niewielka tego typu grupa hierarchów, która została rozbita w czasie jego pontyfikatu. – Doniesiono mi o takiej zbiorowości, która wkrótce została rozwiązana. Wspomniano o tym w raporcie komisji trójstronnej, która ustaliła istnienie jednej grupy liczącej cztery czy pięć osób. Czy coś znowu się tworzy, tego nie wiem. W każdym razie nie jest tak, że te sprawy się mnożą – powiedział papież emeryt w rozmowie z Peterem Seewaldem, która opublikowana została w książce „Ostatnie rozmowy”.

Franciszek do tej kwestii odniósł się natomiast w czasie jednej z rozmów z dziennikarzami, jakie odbywa, podróżując samolotem. – Jak dotąd nie znalazłem w Watykanie nikogo, kto by przedstawiał się z identyfikatorem „gej”. Mówią, że tacy są. Sądzę, że jeśli ktoś znajduje się w obliczu osoby o takiej orientacji, musi odróżnić fakt homoseksualizmu od uprawiania lobbingu, bo wszelkie lobbowanie nie jest dobre. Lobbowanie na rzecz homoseksualizmu jest złem. Jeśli ktoś jest homoseksualistą, poszukuje Pana Boga, ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby go osądzać? (…) Problemem nie jest posiadanie tej skłonności, nie – musimy być braćmi. To jedna kwestia, inną jest natomiast lobbing, zarówno lobbing biznesowy, polityczny czy lobbing masoński – ocenił.
Źródło info i foto: onet.pl

Włochy: Mafia korzysta z epidemii koronawirusa

Kilku wpływowych członków włoskich mafii zostało zwolnionych z więzienia w ramach nowych rozporządzeń w dobie pandemii koronawirusa – informuje CNN. Włoska opinia publiczna jest oburzona. Jak informują zagraniczne media, więzienia dostały polecenie sporządzenia spisu narażonych na koronawirusa osadzonych. Czynnikami ryzyka są, jak w przypadku osób na wolności, podeszły wiek i choroby współistniejące.

W przypadku więźniów, którzy znajdą się na liście, sądy mają zdecydować, czy dalsze przebywanie w więzieniu może zostać zamienione na areszt domowy. Kilka takich decyzji już podjęto. Dotyczyły one szefów włoskich mafii – podaje CNN i przytacza kilka głośnych nazwisk.

Kogo zwolniono?

Pierwszy z nich to Francesco Bonura – 78-letni wpływowy członek sycylijskiej mafii Cosa Nostra. Do końca 23-letniego wyroku zostało mu dziewięć miesięcy – przypomina CNN.

Kolejny to Vincenzo Iannazzo – 65-latek, członek gangu ‚Ndrangheta (organizacji przestępczej wywodzącej się z Kalabrii). Został skazany w 2018 roku na 14 lat więzienia. Jest znany jako przywódca klanu w mieście Lamezia Terme. Trzeci osadzony to Pasquale Zagaria, członek klanu Casalesi (część znanej na całym świecie Camorry). Aresztowany w 2007 roku i skazany na 20 lat pozbawienia wolności. Był uważany za „finansowy mózg” organizacji.

Głosy sprzeciwu

W mediach pojawiają się doniesienia, że lista wypuszczonych na wolność osadzonych członków mafii będzie dłuższa. Decyzja ta wzbudza powszechne oburzenie i obawy.

„To szalone” – komentuje lider włoskiej opozycji Matteo Salvini. „To brak szacunku dla ludzi, sędziów, dziennikarzy, policjantów i ofiar mafii” – przekonuje.

Jak odpowiada minister sprawiedliwości Włoch, decyzja o zwolnieniu osadzonych należy do sądów rozpatrujących każdy przypadek z osobna. W rozmowie z CNN krajowy prokurator ds. walki z mafią Cafiero De Raho mówi, że decyzja ta rodzi wiele obaw.

„W dobie kryzysu organizacje mafijne mogą dalej infiltrować życie gospodarcze, zwłaszcza poprzez wspieranie lub nawet nabywanie przedsiębiorstw mających trudności finansowe, które nie są w stanie uzyskać dostępu do pomocy publicznej i dlatego są zmuszone do skorzystania z alternatywnych źródeł finansowania, pochodzących z organizacji przestępczych” – alarmuje.
Źródło info i foto: interia.pl

Turystyka nowym biznesem włoskiej mafii?

Turystyka może stać się nowym biznesem mafii w czasach pandemii i po nich – przewidują eksperci i prokuratura w Palermo. Według tej hipotezy właśnie w ten sektor, głęboko dotknięty przez obecny kryzys, zainwestują prawdopodobnie mafijne klany.

W kolejnym tygodniu walki z pandemią we Włoszech opublikowany został raport „Wpływ koronawirusa na przenikanie przestępczości zorganizowanej do biznesu”. Powstał on w międzyuniwersyteckim włoskim ośrodku badawczym Transcrime. Punktem wyjścia dokumentu są wyniki analiz wskazujące na to, że 10 procent firm w kraju zagrożonych jest bankructwem, jeśli obecny kryzys epidemiologiczny nie zakończy się w tym roku.

Zdaniem autorów raportu istnieje realne ryzyko, że mafijne klany mogą zwrócić uwagę na nowe obszary i sektory, w tym na ponoszącą obecnie ogromne straty turystykę oraz na cały krąg aktywności wokół niej: gastronomię, hotele, transport itp. Jak przypomniano, już są w nich od dawna obecne.

„Potrafią wyszukać każdą okazję”

Prokurator z Palermo Francesco Lo Voi zaakcentował, że mafie mają zdolność wyczuwania atrakcyjnych interesów i przenikania do legalnej gospodarki także dzięki olbrzymim sumom pieniędzy, jakimi dysponują.

Silniejsze organizacje mafijne potrafią wyszukać wszystkie okazje, w których można odnieść korzyści. I to jest coś, co może teraz dotyczyć nie tylko Włoch, ale także innych krajów europejskich pogrążonych w kryzysie, które potem będą musiały się z niego podnieść – stwierdził szef prokuratury w głównym mieście na Sycylii.

Jeden z badaczy i autorów raportu Andrea Carnì wyraził zaś opinię, że jednym z rezultatów obecnej kryzysowej sytuacji może być wzrost społecznego przyzwolenia dla mafii.
Źródło info i foto: RMF24.pl