Nowe kary za brak maseczki

W województwie lubelskim posypały się mandaty za niezakrywanie ust i nosa. Tylko podczas jesiennej fali epidemii koronawirusa policjanci wystawili ich ponad sześć tysięcy! Teraz karać będą mogli też strażnicy miejscy, a wartość mandatu wzrośnie dwukrotnie! Nowe kary za brak maseczki – zapłacimy 1000 zł!

Na Lubelszczyźnie – podobnie jak w całym kraju – posypały się mandaty za brak maseczki, przyłbicy, kołnierza lub jakiegokolwiek innego elementu, którym zakrywamy usta i nos. Teraz zmieniają się przepisy, a ich lekceważenie może być jeszcze bardziej kosztowne. Nowy mandat za brak maseczki może wynieść 1000 zł!

– „W związku z nowymi obostrzeniami, dotyczącymi COVID-19, jakie pojawiły się jesienią, a więc obowiązkiem noszenia maseczki w miejscu publicznym, policjanci pouczyli 1104 osoby na terenie województwa, nałożyli 6476 mandatów karnych, a 1300 wniosków zostało skierowanych do sądu” – wylicza w rozmowie z Radiem ESKA Lublin kom. Andrzej Fijołek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Źródło info i foto: se.pl

51-latka Polka pobiła inne pasażerki lotu z Egiptu. Interweniowała Straż Graniczna

Straż Graniczna musiała interweniować w samolocie z Egiptu, którzy przyleciał na lotnisko Chopina w Warszawie. Jedna z pasażerek odmawiała założenia maseczki, a także uderzyła inne osoby na pokładzie. Grozi jej grzywna. Jak opisuje Straż Graniczna, 51-letnia Polka pobiła dwie inne pasażerki podczas lotu z Egiptu. Samolot lądował w tym tygodniu na Lotnisku Chopina. Tamtejszy oddział Straży Granicznej został zawiadomiony o pasażerce, która nie stosuje się do poleceń załogi.

Po wylądowaniu funkcjonariusze weszli do samolotu, a załoga wskazała im pasażerkę. Kobieta nie chciała założyć maseczki ochronnej, co jest obowiązkowe w samolotach w czasie całej podróży. Ponadto wywiązała się kłótnia między nią a innymi pasażerkami. 51-latka oskarżyła je o kradzież i użyła przemocy fizycznej – opisuje SG.

Kobieta była nietrzeźwa

Po interwencji funkcjonariuszy pasażerka dobrowolnie opuściła pokład samolotu. Na lotnisku została zbadana alkomatem i okazało się, że jest pod wpływem alkoholu.

„Dlatego nie kontynuowano wobec niej tego dnia dalszych czynności służbowych, została przekazana pracownikom SOL, celem przekazania Straży Miejskiej, a następnie umieszczenia jej w Stołecznym Ośrodku dla Osób Nietrzeźwych” – czytamy w komunikacie.

Za niewykonywanie poleceń dowódcy statku powietrznego związanych z porządkiem na pokładzie grozi jej kara grzywny w wysokości do 500 złotych. Pobite kobiety stwierdziły, że nie będą składać oficjalnego zawiadomienia – podaje Straż Graniczna.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Brutalny atak w Lidlu we Francji

W pralni w Lidlu we Francji doszło do brutalnego pobicia. Mężczyzna został zaatakowany kijami baseballowymi przez czterech napastników po tym, jak poprosił ich o noszenie masek w miejscu publicznym. Do zdarzenia doszło w Soisy-sous-Montmorency, na północ od Paryża we Francji. W pralni znajdującej się na terenie sklepu sieci Lidl 44-letni Augustin M. podszedł do młodego mężczyzny i poprosił go, aby założył maseczkę, która jest wymagana w miejscach publicznych.

Mężczyzna zaczął się kłócić z Augustinem. Stanowczo odmówił włożenia maseczki, zaczął także wykrzywiać groźby. Chwilę później dołączyło do niego trzech znajomych, którzy mieli ze sobą kije bejsbolowe.

„Pobili mnie kijami baseballowymi i upadłem na ziemię. Bili mnie dalej, gdy leżałem i na kilka minut straciłem przytomność” – powiedział Augustin.

Nagranie z monitoringu zostało przekazane gazecie „Le Parisien”, a następnie opublikowane w internecie. Na wideo widać, że Augustin był wielokrotnie uderzany, zanim upadł. Napastnicy nie przestali go bić, nawet gdy w leżał nieruchomo na podłodze. Po wszystkim grupka mężczyzn spokojnie opuściła pralnię.

Augustin odniósł spore obrażenia i został przewieziony na intensywną terapię do pobliskiego szpitala Simone-Veil. Tam zdiagnozowano u niego uraz głowy. Mężczyzna złożył już skargę na policji.
Źródło info i foto: o2.pl

Bójka w samolocie z Amsterdamu na Ibizę. Nie chcieli założyć maseczek, byli agresywni.

Na pokładzie samolotu linii KLM z Amsterdamu na Ibizę doszło do bójki między pasażerami. Dwóch mężczyzn zachowywało się agresywnie i nie miało wymaganych masek. Współpasażerowie wzięli sprawy w swoje ręce i obezwładnili agresorów. Do wydarzenia doszło w piątek na pokładzie samolotu Boeing 737 holenderskich linii KLM, który leciał z Amsterdamu na Ibizę. Wideo z zajścia udostępnił na Instagramie Menno Swart, dziennikarz, specjalista w dziedzinie lotnictwa, który prawdopodobnie znajdował się na pokładzie.

Na jednym z nagrań widać szarpaninę między uczestnikami lotu, którzy próbują uspokoić jednego z mężczyzn bez maseczki. Jeden z pasażerów krzyczy „Przestańcie natychmiast. Tu są dzieci”. Na dalszej części wideo widać, że jeden ze sprawców zdarzenia leży na ziem, obezwładniony przez pozostałych pasażerów. Obok stoi pracownik linii KLM.

Dziennikarz, który udostępnił nagranie podaje, że sprawcy zdarzenia to pijani Brytyjczycy, którzy mieli spożywać alkohol także na pokładzie samolotu. Mężczyźni mieli odmówić założenia masek, a także mieli zachowywać się agresywnie wobec pozostałych pasażerów. „Dokonano dwóch aresztowań” – pisze autor nagrania.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Łukasz Szumowski przesłuchany ws. afery maseczkowej

„Chciałem przekazać całą wiedzę, jaką posiadam. To dla mnie niezwykle istotne, by sprawa została gruntownie wyjaśniona” – powiedział portalowi tvp.info Szumowski.

Z kolei RMF FM podało we wtorek, że to minister poprosił o przesłuchanie. Dokładnej daty przesłuchania nie ujawniła ani prokuratura, ani on sam. „Sam się zgłosiłem i złożyłem zeznania w tej sprawie. Śledztwo nie jest publiczną sprawą” – odpowiedział na pytania dziennikarza radia o to, co dokładnie zeznał.

„Gazeta Wyborcza” w maju napisała, że resort zdrowia kupił za 5 mln zł maseczki ochronne od znajomego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, instruktora narciarskiego Łukasza G. W transakcji pośredniczył też brat ministra Marcin Szumowski. Jak się później okazało, maseczki nie spełniały wymaganych norm, a resort zażądał od Łukasza G. zwrotu pieniędzy. Minister zdrowia potwierdził wtedy, że maseczki, o których napisała gazeta, nie spełniają norm, i że w związku z tym zażądano „wymiany towaru na adekwatny”. MZ złożyło potem zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie. Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.(PAP)
Źródło info i foto: Bankier.pl

CBA wiedziało o zakupie bezwartościowych maseczek

Ministerstwo Zdrowia kupiło maseczki ochronne od górala Łukasza Guńki, któremu zapłacono 38 zł za sztukę. To ogromna przebitka, bo firmie 3M za dobry, a nie wadliwy produkt płacono ok. 4 zł za sztukę. CBA od początku miało wątpliwości.

Od marca resort zdrowia w ramach interwencyjnych zakupów maseczek ochronnych wydał 12,7 mln zł – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Ponad 40 proc. tej kwoty trafiło do podmiotów, dla których pośrednikiem był – jak ustaliła wcześniej „Wyborcza” – instruktor narciarski i znajomy ministra zdrowia Łukasz Guńka.

Już w piątek w money.pl minister zdrowia Łukasz Szumowski ujawnił informacje o nieudanym biznesie żony, dotacjach dla brata i zakupie maseczek. – Jestem gotowy na przesłuchanie. Chcę, żeby śledczy szybko przesłuchali mnie i mojego brata – zapewnił nas szef resortu zdrowia.

– Zabezpieczyliśmy się możliwie najlepiej. Powiedzieliśmy panu Guńce, że nie zapłacimy za towar, dopóki nie będzie go w Polsce. W praktyce nigdy nikomu nie dostarczyliśmy maseczek niespełniających norm FFP – powiedział „Dziennikowi Gazecie Prawnej” Łukasz Szumowski.

Łukasz Szumowski i jego zastępca Janusz Cieszyński tłumaczą, że w tym czasie zapotrzebowanie na maseczki wynosiło ponad milion sztuk tygodniowo, więc kupowano wszystko. Problem w tym, że podmiotom związanym z Guńką zapłacono znacznie więcej niż innym.

Dla porównania, firmie 3M Ministerstwo Zdrowia za maseczki FFP2 zapłaciło ok. 4 zł za sztukę (pozytywnie przeszły weryfikację), z kolei Łukaszowi Guńce resort zapłacił 38 zł i to za produkt, który ostatecznie okazał się wadliwy. Sam Guńka kupił prawdopodobnie maseczki w Chinach za około 1 mln zł, a państwu sprzedał je za 5 mln zł. O transakcji wiedziało CBA.

– CBA wskazało, że oferta budzi wątpliwości ze względu na niewielkie doświadczenie pana Guńki. W marcu nie było nic, żadnej innej oferty z płatnością po dostarczeniu towaru. Zwracam uwagę, że 3M dostarczyło towar miesiąc później. Kupowaliśmy wszystko, co się dało – powiedział z kolei wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński.
Źródło info i foto: money.pl

Nowe informacje dotyczące afery maseczkowej

Nie milkną echa transakcji, które przeprowadził resort zdrowia, kupując maseczki od znajomego ministra Szumowskiego. 5 mln zł poszło w piach, bo sprzęt nie ma żadnych atestów. Wiemy jednak, że Łukasz G. handlował nie tylko z ministerstwem zdrowia. Dotarliśmy do ofert, jakie wystawiał na Facebooku. Maseczki sprzedawał taniej niż rządowi.

Nawet ok. 5 mln zł kosztowały maseczki ochronne, które nie spełniają polskich norm. Resortowi zdrowia miał je sprzedać instruktor narciarski, który zna się z ministrem Łukaszem Szumowskim oraz jego bratem – podała we wtorek „Gazeta Wyborcza”. Gdy w ministerstwie zorientowano się, że maseczki nie spełniają norm, zażądano wymiany lub zwrotu pieniędzy.

Ów instruktor to Łukasz G. Ofertę sprzedaży maseczek wrzucał też na swój profil na Facebooku. Po wybuchu afery skasował post. Zostawił jednak sporo innych ofert zarówno kupna, jak i sprzedaży maseczek, w różnych miejscach w internecie.

Był na przykład aktywny w grupie założonej specjalnie po to, by handlować maseczkami, rękawiczkami i innymi środkami ochrony przed koronawirusem. Z informacji „Wyborczej” wynika, że pierwszego SMS-a z ofertą wysłał 16 marca 2020 roku do Marcina Szumowskiego. Ten obiecał skontaktować go ze swoim bratem – czyli ministrem Łukaszem Szumowskim.

Oferta Łukasza G. była droga – jedna maseczka chirurgiczna za 4,60 zł plus VAT. Owszem, w internecie roiło się od różnych ofert z kosmicznymi wręcz wycenami, sięgającymi kilkunastu złotych za sztukę. Mimo wszystko cena ok. 5 złotych za maseczkę była już wtedy uważana za wygórowaną, w hurcie sprzedawały się za cenę w przedziale 2-3 zł.

Pod koniec marca na facebookowej grupie zrzeszającej sprzedawców i nabywców artykułów do ochrony przed wirusem, maseczki jednorazowe dało się kupić za 3-3,5 zł netto za sztukę, w dużych ilościach nawet za ok. 2 zł. Maseczki z certyfikatem FFP2 kosztowały ok. 2,5 euro, czyli ok. 10 zł. Według informacji przekazanych przez Janusza Cieszyńskiego, wiceministra zdrowia, resort zdrowia zakupił za pośrednictwem Łukasza G. 100 tys. masek FFP2, 20 tysięcy maseczek chirurgicznych, 3 tys. przyłbic ochronnych oraz 10 tys. masek FFP2 od innego producenta.

Maseczki typu FFP2 kosztowały ok. 39 zł netto za sztukę (z VAT to ok. 42 zł), maseczki chirurgiczne – po 8 zł za sztukę. To musiał być dla niego świetny biznes, bo na facebookowej grupie, w której udzielał się Łukasz G., maseczki chirurgiczne kosztowały… 2,20 zł za sztukę.

Ministerstwo odpiera zarzuty o wygórowane ceny

Trzeba jednak dodać, że z ministerstwem obrotny instruktor narciarski handlował w środku marca, na Facebooku miesiąc później. Te parę tygodni wystarczyło, by cena spadła o 70 proc. Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia, odpiera zarzuty, iż resort przepłacił, kupując maseczki od Łukasza G.

– Porównywanie połowy marca, kiedy kupowaliśmy maseczki u wskazanego dostawcy z połową kwietnia, jest pozbawione racjonalności. Porównujemy okres, w którym na rynku nie było środków ochrony osobistej i każdy kraj walczył o możliwość zdobycia choćby małych ilości środków, z okresem, kiedy te środki zaczęły być już dostępne z różnych źródeł. Dziś też ceny są inne niż w połowie kwietnia i my dziś, w połowie kwietnia i połowie marca płaciliśmy i płacimy inne kwoty za zamówienia. Tak się dzieje na całym świecie. W każdym z tych okresów zarówno popyt, jak i podaż są zupełnie inne. A to te dwie rzeczy kształtują ceny – mówi Andrusiewicz w rozmowie z money.pl

Rzecznik resortu zdrowia podkreśla, że ministerstwo szukało i szuka najlepszych ofert w danym momencie. – Nikt nie oferował takich ilości masek ministerstwu za te pieniądze. Dla obiektywizmu trzeba sprawdzić, po ile państwa kupowały maski – a kupowały nawet za kwoty wyższe. Nikt ówcześnie nie składał do nas ofert w tych cenach, a my szukaliśmy też na innych rynkach – mówi nam Wojciech Andrusiewicz.

Rzecznik ministerstwa dodaje, że większość sprzedawców żądała zapłaty przed dostawą towaru, a na to resort nie wyrażał zgody. Byli to wyłącznie pośrednicy, niedający na dodatek gwarancji dostawy. Wymaganiem ministerstwa była więc dostawa, a następnie zapłata. Łukasz G. wystawił fakturę już po dostarczeniu sprzętu.

To już sprawa dla prokuratury, warto jednak przypomnieć, że na początku kwietnia farmaceutyczna grupa Neuca sprowadziła do Polski 8 milionów maseczek, które sprzedawała w aptekach (czyli w detalu) w cenie rekomendowanej 2,50 zł. Czyli 5,50 zł taniej, niż resort zdrowia kupił od Łukasza G.

Znajomość z instruktorem potwierdzili Łukasz oraz Marcin Szumowscy. Zdaniem gazety znajomość z rodziną ministra zdrowia miała ułatwić przedsiębiorcy sprzedaż artykułów potrzebnych do walki z pandemią. Z kolei w ocenie resortu, oferta zakopiańskiego przedsiębiorcy została potraktowana jak każda inna. Nie zajmował się nią Szumowski, a wiceminister Cieszyński.

Chcieliśmy zadać Łukaszowi G. pytania dotyczące różnic w cenach produktów: dlaczego ministerstwu sprzedawał o wiele drożej? Niestety nie odbiera telefonu i nie odpowiada na SMS-y.
Źródło info i foto: wp.pl

Warszawa: 28-latek uszkodził radiowóz, bo policjanci zwrócili mu uwagę odnośnie maseczki

Funkcjonariusze stołecznego wydziału ruchu drogowego zwrócili uwagę 28-latkowi, który spacerował bez maseczki lub innej formy zasłaniającej usta i nos. Mężczyzna zaczął uciekać i uszkodził policyjny radiowóz. Grozi mu do 5 lat więzienia.

Do incydentu doszło na warszawskiej Pradze-Południe. Jak poinformowała rzeczniczka Komendy Rejonowej Policji VII nadkom. Joanna Węgrzyniak, policjanci, przejeżdżając ulicami Grochowa, zauważyli mężczyznę spacerującego bez osłoniętych ust i nosa.

W trosce o zdrowie tego mężczyzny, jak i innych mieszkańców, funkcjonariusze podjęli interwencję. Zapytali o przyczynę braku maseczki lub innej formy zasłonięcia ust i nosa – poinformowała policjantka.

Zapytali 28-latka o brak maseczki. Powiedział, że się dusi

Mężczyzna odpowiedział, że biega i się dusi, dlatego nie stosuje maseczki. Jak przekazała Węgrzyniak, policjanci wskazywali 28-latkowi na inne metody ochrony podczas epidemii.

„Mężczyzna zlekceważył rady mundurowych, a poproszony o okazanie dokumentów nagle zaczął uciekać” – dodała.

Policjanci ruszyli za uciekinierem. Po krótkim pościgu 28-latek został zatrzymany.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

CBŚP zlikwidowało ogromną plantację marihuany

37-latka podejrzanego o udział w grupie przestępczej oraz produkcję i handel narkotykami zatrzymali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji. Podczas akcji ubrani byli w kombinezony ochronne i maseczki. W piwnicy domu odkryli i zlikwidowali plantację konopi, na której rosło 330 krzewów.

Do zatrzymania 37-letniego Krzysztofa G. doszło w Krakowie. – Mężczyzna jest podejrzany o udział w zorganizowanej grupie przestępczej powiązanej ze środowiskiem pseudokibiców jednego z klubów sportowych – informuje Iwona Jurkiewicz z Centralnego Biura Śledczego Policji.

Działania prowadzone były na polecenie małopolskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej.

Plantacja pod domem

Podczas przeszukania domu Krzysztofa G. okazało się, że w piwnicy znajduje się plantacja narkotyków. W sumie zabezpieczono tam 330 krzaków konopi. Do tego policjanci znaleźli ponad 460 sztuk tabletek.

– Po przeprowadzeniu wstępnych badań 250 z nich wykazuje obecność substancji psychotropowej o nazwie MDMA. Odnaleziono także półprodukty (wypełniacze) do produkcji tabletek oraz dwa urządzenia do ich wytwarzania tak zwane tabletkarki. Policjanci przejęli również inne przedmioty i substancje, które mogą być wykorzystywane do wytwarzania lub przerabiania substancji psychotropowych oraz sterydów anabolicznych – wymienia Jurkiewicz.

Prokurator przedstawił Krzysztofowi G. zarzuty związane z udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej, udziału w obrocie 18 kilogramów marihuany, 7 kilogramów mefedronu, uprawę konopi innych niż włókniste oraz wyprodukowanie znacznych ilości tabletek MDMA.

– Podejrzanemu grozić może kara do 20 lat pozbawienia wolności. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące – wyjaśnia Jurkiewicz.

Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik, Krzysztof G. miał być członkiem zorganizowanej grupy przestępczej powiązanej z środowiskiem pseudokibiców klubu piłkarskiego Cracovia Kraków.

– Śledztwo, w toku którego zatrzymano Krzysztofa G., toczy się przeciwko Magdalenie K. (podejrzana o kierowanie grupą przestępczą związaną z kibolami Cracovii). Stanowi ono kolejny wątek i kontynuację postępowania zakończonego 24 grudnia 2019 roku skierowaniem do Sądu Okręgowego w Krakowie aktu oskarżenia przeciwko Mariuszowi Z. i dziewiętnastu innym podejrzanym – podała rzeczniczka PK.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Ukrainiec próbował wwieźć do Polski 10 653 jednorazowych maseczek medycznych. Udaremniono przemyt

Obywatel Ukrainy próbował wwieźć do Polski 10 653 jednorazowych maseczek medycznych. Ukraińska straż graniczna znalazła je w specjalnych skrzyniach, ukrytych pod podłogą bagażnika auta dostawczego. Jak informuje ukraińska straż graniczna, obywatel Ukrainy jechał samochodem dostawczym marki volkswagen do sąsiedniego kraju przez punkt kontrolny Ustiług. To przejście graniczne między Ukrainą a Polską, po naszej stronie znajduje się miejscowość Zosin w województwie lubelskim.

Według służb naszego wschodniego sąsiada, strażnicy postanowili dokładnie sprawdzić volkswagena. Ujawnili podwójny bagażnik. Pod podłogą znaleźli dwie skrzynie, a w środku jednorazowe maseczki medyczne. Pogranicznicy przeliczyli 10 653 sztuk o wartości 356 hrywien. W przeliczeniu na polską walutę to około 50 tysięcy złotych.

Ukraińska straż graniczna podaje dodatkowo, że to już druga udaremniona próba przemytu maseczek z Ukrainy na Zachód. Do pierwszej doszło na Zakarpaciu na zielonej granicy z Rumunią. Przechwycono wtedy 3,5 tysiąca maseczek.

Na Ukrainie zdiagnozowano jeden przypadek zakażenia koronawirusem. Mężczyzna przyleciał z żoną z Włoch do Rumunii, stamtąd dotarli do Ukrainy samochodem. Stan pacjenta lekarze oceniają jako stabilny.
Źródło info i foto: tvn24.pl