Szef NIK złożył zawiadomienie do prokuratury ws. wiceprezesa

Szef NIK Marian Banaś wystąpił do marszałek Sejmu o odwołanie wiceprezesa Tadeusza Dziuby ze stanowiska. Ponadto w jego sprawie do prokuratury zostało złożone zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa – przekazali urzędnicy Najwyższej Izby Kontroli. Banaś wystąpił też do premiera i CBA w związku z kontrolą w Funduszu Sprawiedliwości.

Najwyższa Izba Kontroli zwołała dziś konferencję prasową w związku z obecnością kontrolerów NIK w Ministerstwie Sprawiedliwości. Instytucja kierowana przez Mariana Banasia szczególnie zbadała Fundusz Sprawiedliwości, którym zarządza osobiście Zbigniew Ziobro. Urzędnicy rozpoczęli konferencję od wyjaśnień w sprawie wiceprezesa Izby Tadeusza Dziuby.

– 21 lipca odbyło się posiedzenie Kolegium NIK, na którym rozpatrywano zastrzeżenia ministra sprawiedliwości w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. W trakcie tego posiedzenia doszło do bezprecedensowej sytuacji pokazującej, że wiceprezes Tadeusz Dziuba zmierza do paraliżu kolegium i całej izby – powiedział sekretarz NIK Tomasz Sobecki.

Tadeusz Dziuba miał wnioskować o zdjęcie z porządku obrad punktu dotyczącego rozpatrzenia zastrzeżeń zgłoszonych przez ministra sprawiedliwości, co motywował obszernością zgłoszonego materiału. Wniosek wiceprezesa Dziuby został poddany głosowaniu i nie uzyskał wymaganej większości.

– Po przystąpieniu do rozpatrywania punktu porządku dziennego dotyczącego zastrzeżeń ministra sprawiedliwości wiceprezes Tadeusz Dziuba bez jakiegokolwiek merytorycznego odniesienia się do sprawy oświadczył, że nie weźmie udziału i faktycznie w głosowaniu udziału nie wziął, choć pozostał na sali obrad – mówił Sobecki.

Dodał, że uchwała w tej sprawie została ostatecznie podjęta, „pomimo podjętej przez wiceprezesa izby Tadeusza Dziubę próby sparaliżowania prac kolegium poprzez odmowę wzięcia udziału w głosowaniu”.

– Wczoraj prezes izby wystąpił do marszałek Sejmu o odwołanie wiceprezesa Dziuby ze stanowiska. Do prokuratury zostało wysłane zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa, tj. czynu niedopełnienia obowiązków poprzez odmowę udziału w głosowaniu kolegium, co zagrażało realizacji ustawowych działań NIK – poinformowali urzędnicy izby.
Źródło info i foto: onet.pl

Ataki na ratowników medycznych. Zespoły karetek kupują gazy pieprzowe i paralizatory

– Gazy, paralizatory są elementem nieformalnego wyposażenia sporej grupy ratowników – mówi cytowany przez Polsat News ratownik medyczny. O atakach na zespoły karetek słyszy się coraz częściej. Teraz ratownicy starają się zabezpieczyć na własną rękę, kupując dostępne materiały do obrony własnej.

Nie tylko leki, opatrunki i sprzęt medyczny, ale i gaz pieprzowy czy paralizatory coraz częściej znajdują się na wyposażeniu karetek. Ratownicy obawiają się ataków – podaje polsatnews.pl.

W Warszawie tylko w kwietniu doszło co najmniej dwóch ataków na ratowników medycznych. We Władysławowie pijany mężczyzna rzucił się na ratowników z japońskim mieczem. We Włocławku przewożony karetką mężczyzna zranił ratownika scyzorykiem. W marcu w Warszawie mężczyzna rzucił cegłą w ambulans wezwany do chorego dziecka – miał to być partner matki pacjenta.

Cytowany przez portal ratownik medyczny ze Szczecina, Wojciech Skotnicki, powiedział, że akty agresji zdarzały się wcześniej, ale od pewnego czasu częstsze jest „zbrojenie się” przez zespoły karetek. – Gazy, paralizatory, już dawno są elementem nieformalnego wyposażenia sporej grupy ratowników. Ja sam zresztą raz zmuszony byłem bronić się przy użyciu gazu – powiedział.

Szkolenia z samoobrony i „cichy alarm”

Inny ratownik powiedział dziennikarzom, że po tym, jak na karatekę rzucił się agresor, kupił gaz pieprzowy, a rozważa też zakup paralizatora i pałki teleskopowej, których używają jego znajomi ratownicy.

Ratownicy mają szkolenia z samoobrony, a czasem także zajęcia z radzenia sobie z agresją pacjentów. W systemie do dokumentacji medycznej jest też specjalny „cichy alarm” – przycisk, który powiadamia dyspozytora o niebezpieczeństwie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Były ksiądz uczący etyki w szkole podstawowej wyrzucony. Wykorzystał seksualnie niepełnosprawnego

Jest reakcja po materiale wyemitowanym w środowym „Raporcie” na antenie Polsat News. Były ksiądz uczący etyki w szkole podstawowej stracił pracę. Wcześniej mężczyzna miał wykorzystać seksualnie niepełnosprawnego chłopca, a mimo to zatrudniono go w placówce, gdzie dalej uczył dzieci. W tej sprawie, do prokuratury zwróciła się komisja ds. pedofilii. Sytuacja z molestowaniem przez Jana U. ujrzała światło dzienne w 2019 roku. Wtedy to chłopiec – od urodzenia upośledzony i głuchoniemy – postanowił pokazać rodzicom, co robił mu były ksiądz, duszpasterz osób głuchoniemych i niewidomych, podczas lekcji religii w gimnazjum.

– Któregoś dnia syn przyszedł do nas i opowiedział, jak jego lekcje religii wyglądają. Pytam: „Mariusz, co się stało, dlaczego ty płaczesz, dlaczego się denerwujesz?”. I wtedy zaczął nam opowiadać, jak ksiądz z nim postąpił – mówiła w „Raporcie” matka Mariusza.

Kościół zareagował natychmiast

W maju 2019 roku matka niepełnosprawnego chłopca postanowiła zawiadomić prokuraturę w Katowicach, że człowiek, który miał z jej synem indywidulane lekcje religii – wykorzystywał go seksualnie. Prokuratura w Katowicach przyjęła zawiadomienie i wystąpiła do władz kościelnych z pytaniem, czy na Jana U. były już jakieś skargi. Okazało się, że mężczyzna, kiedy przestał uczyć religii i trafił do parafii pod Katowicami, został oskarżony przez dwoje dzieci o pedofilie. Jan U. przyznał się jedynie, że prowadził erotyczną korespondencję z 13-latką.

Sprawę niepełnosprawnego Mariusza prokuratura prowadzi od dwóch lat. Jan U. cały czas w postępowaniu ma status świadka, co oznacza, że nie zostały mu przedstawione żadne zarzuty.
Źródło info i foto: Policja.pl

Trwają przesłuchania adwokatów i strażników więziennych. Chodzi o kontrabandę do aresztu na Białołęce

W Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga trwają przesłuchania adwokatów, strażników więziennych. Funkcjonariusze i prawnicy są podejrzani o przemycanie na teren aresztów m.in. telefonów komórkowych, narkotyków i filmów pornograficznych. Do sprawy aresztowano Andrzeja Z. ps. „Słowik”.

„Jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, zatrzymanie Andrzeja Z., ps. Słowik, przed laty jednego z liderów gangu pruszkowskiego, nie przypominało scen z gangsterskiego filmu. Odbyło się bez użycia przez policjantów długiej broni, kominiarek czy granatów hukowych. We wtorek funkcjonariusze po prostu podeszli do „Słowika” na schodach w Sądzie Okręgowym w Warszawie, skąd dyskretnie zabrali go do radiowozu” – czytamy w materiale opublikowanym w czwartek na stronie tvn24.pl.

Jak wynika z informacji przekazanej przez Sekcję Prasową Sądu Okręgowego w Warszawie, 15 września o godz. 10 miała odbyć się rozprawa przeciwko tzw. gospodarczej mafii pruszkowskiej – m.in. o udział w wyłudzeniach VAT, rozbojach i handlu narkotykami. Andrzej Z. przebywał w związku z tą sprawą w areszcie, który opuścił w sierpniu 2020 roku wpłacając 400 tysięcy złotych poręczenia majątkowego. Andrzej Z. usłyszał w prokuraturze zarzuty korupcyjne i jak ustaliła PAP, został już tymczasowo aresztowany.

Według dziennikarzy tvn24.pl ujęcie „Słowika” było wstępem do „głównego etapu policyjnej operacji”. „Policjanci zjawili się w mieszkaniach i miejscach pracy blisko dwudziestu funkcjonariuszy Służby Więziennej, w tym strażników z aresztu na warszawskiej Białołęce” – podaje portal. Śledczy, cytowany przez tvn24.pl, twierdzą, że funkcjonariusze mieli pomagać w kontrabandzie za mury aresztów i więzień m.in. telefonów komórkowych, narkotyków, alkoholu, filmów pornograficznych, a także robota kuchennego.

Zatrzymań dokonało Centralne Biuro Śledcze Policji pod nadzorem Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, ale rzecznicy tych instytucji odmówili komentarza w sprawie. Jak dowiedziała się PAP, w czwartek cały wydział śledczy tej prokuratury był wyłączony z innych czynności i przesłuchiwał zatrzymane osoby. Wśród nich jest troje adwokatów, w tym mecenas Olga J. Prawniczka była znana w mediach jako pełnomocnik Jarosława B., sportowca oskarżanego o udzielanie narkotyków i pomawianego o gwałt.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjantka zatrzymała dwie osoby, które miały zaatakować mężczyznę nożem

Policjantka w czasie wolnym od służby udzieliła pomocy zakrwawionemu mężczyźnie leżącemu na chodniku. Następnie, wspólnie ze strażnikiem miejskim, zatrzymała dwie osoby podejrzane o ugodzenie go nożem. Do zdarzenia doszło w Lublinie na ul. Turystycznej. Policjantka Komendy Powiatowej Policji we Włodawie, która na co dzień pełni służbę jako zastępca dyżurnego, jechała w czasie wolnym od służby samochodem. Zauważyła leżącego na chodniku zakrwawionego mężczyznę. Z samochodu wyjęła sterylny materiał i razem z kobietą, która już udzielała pomocy, zatamowały krwawienie.

Policjantka zauważyła leżący na ziemi nóż oraz ślady krwi. Nieopodal stało dwóch mężczyzn, których ranny wskazał jako sprawców ugodzenia. Na miejscu był również w czasie wolnym funkcjonariusz Straży Miejskiej w Lublinie. Razem obezwładnili mężczyzn.
Źródło info i foto: wp.pl

Agenci CBA przeprowadzili akcję na Mazowszu. Chodzi o wyłudzanie świadczeń z PFRON i fałszywe faktury

CBA przeszukało i zabezpieczyło materiał dowodowy w kilku lokalizacjach na terenie Mazowsza. Akcja funkcjonariuszy biura ma związek ze śledztwem dotyczącym fałszywych faktur i unikania opodatkowania. Straty, na które narażono Skarb Państwa, liczone są w dziesiątkach milionów złotych – poinformował w rozmowie z portalem tvp.info rzecznik CBA Temistokles Brodowski.

Przeszukania przeprowadzili funkcjonariusze Delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Warszawie, którzy wspólnie z Prokuraturą Krajową w Krakowie prowadzą postępowanie w sprawie wyłudzania nienależnych świadczeń z PFRON oraz podawania nieprawdy i wprowadzania w błąd organów podatkowych. Chodzi o wzajemne wystawianie nierzetelnych faktur kosztowych przez grupę kilkudziesięciu powiązanych spółek. – W związku z toczącym się śledztwem przeszukano i zabezpieczono materiał dowodowy w siedzibach podmiotów i osób, które były zaangażowane w proceder. Czynności przeprowadzono w dziesięciu miejscach na terenie Warszawy i okolic – powiedział Temistokles Brodowski. Jak zaznaczył rzecznik CBA, sprawa ma charakter rozwojowy.

Straty Skarbu Państwa z tytułu objętych śledztwem wyłudzeń i fałszywych faktur przekraczają 20 mln zł.
Źródło info i foto: TVP.info

CBA rozbiło grupę przestępczą, która wyłudziła 41 mln zł z podatku VAT

Agenci CBA zatrzymali dwie osoby wchodzące w skład zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się wyłudzaniem VAT. Zatrzymane osoby łącznie wyłudziły ponad 40 mln zł.

– Ze zgromadzonego do tej pory w śledztwie materiału wynika, że członkowie grupy działając pod pozorem prowadzenia działalności gospodarczej, fikcyjnie obracali opakowaniami kartonowymi. Ustalenia śledczych wskazują, że członkowie grupy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej wystawili blisko 1500 faktur VAT na kwotę ponad 41 mln zł, dokumentując pozorną sprzedaż. Następnie występowali o zwrot naliczonego VAT, czym wyrządzili szkodę w mieniu Skarbu Państwa na co najmniej 9.5 mln zł. Fikcyjny obrót towarem miał miejsce pomiędzy co najmniej 6 podmiotami gospodarczymi zarejestrowanymi na terenie Polski i jednym na terenie Czech – informuje Temistokles Brodowski, rzecznik CBA.

Zatrzymani usłyszą zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, poświadczenia nieprawdy w dokumentach, oszustwa oraz prania brudnych pieniędzy.

W styczniu i lutym tego roku CBA zatrzymało już pięciu podejrzanych do tej sprawy, w tym odpowiedzialnego za zorganizowanie i kierowanie grupą przestępczą oraz tzw. słupów wystawiających fikcyjne faktury VAT. Wobec kierownika grupy sąd zastosował trzymiesięczny areszt
Źródło info i foto: gloswielkopolski.pl

CBA: Układ korupcyjny w Radomiu?

W 2016 roku Centralne Biuro Antykorupcyjne miało materiał do postawienia zarzutów korupcyjnych dwóm posłom PiS z Radomia. Jednak po zmianie władzy sprawę rozmyto, a funkcjonariusz, który ją prowadził, odszedł ze służby – wynika z dziennikarskiego śledztwa Radia ZET i „Gazety Wyborczej”. Lokalni politycy PiS – były prezydent miasta Andrzej Kosztowniak oraz Marek Suski – byli wezwani na dywanik do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, zdołali go jednak przekonać notarialnym poświadczeniem, że są niewinni.

Dziennikarz Radia ZET Mariusz Gierszewski i Wojciech Czuchnowski z „GW” dotarli do materiałów operacyjnych CBA, z których wynika, że od 2013 roku biuro rozpracowywało układ korupcyjny działający wśród czołowych samorządowców PiS w Radomiu.

Wśród rozpracowywanych był także prezydent z PiS Andrzej Kosztowniak. Zarzuty były na tyle poważne, że sprawą miał interesować się sam Jarosław Kaczyński, który na jednym ze spotkań zażądał poświadczenia notarialnego od radomskich polityków PiS, że ci nie brali łapówek.

Kosztowniak o szczegółach nie chciał rozmawiać z Radiem ZET, a pytany o spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim uciął krótko: „To są sprawy wewnątrzpartyjne”.

Mercedes w formie łapówki

Jak wynika z materiałów zebranych przez CBA, radomskich samorządowców miał korumpować lokalny biznesmen, którego firmy były jednym z głównych wykonawców prowadzonych w Radomiu i województwie mazowieckim robót budowlanych zlecanych m.in. przez Urząd Miasta w Radomiu.

W materiałach CBA padają między innymi nazwiska Andrzeja Kosztowniaka, posła PiS i wieloletniego prezydenta Radomia, czy Igora M., byłego wiceprezydenta miasta, a także ówczesnego, a teraz już byłego posła PiS Krzysztofa S.

Operacja pod kryptonimem „Pierwszak” była prowadzona na szeroką skalę. W jej toku wszystkim tzw. figurantom założono podsłuchy telefoniczne, do akcji zaangażowano też dwóch tajnych współpracowników o kryptonimach „Fredro” oraz „Doktor”. Do działań wykorzystany był również agent CBA działający pod przykryciem.

Posiadany i zweryfikowany przez dziennikarzy materiał wylicza kilkadziesiąt przypadków, w których CBA podejrzewało, że doszło do korupcji przy kontraktach z instytucjami samorządowymi.

Do korupcji miało dojść przy przetargu na zakup firmy Techmatrans, przetargach na inwestycje przy rozbudowie Fabryki Broni „Łucznik” czy rozbudowie i modernizacji Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej. Łapówki, które mieli przyjmować urzędnicy, były wręczane w gotówce, ale także w postaci nieruchomości. W jednym przypadku korzyścią był mercedes CLA (rocznik 2013, wartość 200 tys. zł).

Tłumaczyli się przed Kaczyńskim

Sprawa i zebrany materiał był na tyle poważny, że według informacji Radia ZET i „GW” Marek Suski, bez którego, jak mówią partyjni koledzy, „w radomskim PiS nic się nie dzieje”, musiał tłumaczyć się władzom PiS. Po raz pierwszy sprawę poruszono na posiedzeniu Komitetu Politycznego partii, po raz kolejny miesiąc przed wyborami samorządowymi w 2014 roku.

Jak relacjonuje nasz informator, prezes Kaczyński wezwał Suskiego i Andrzeja Kosztowniaka na Nowogrodzką. Kosztowniak miał usłyszeć, że nie jest już kandydatem na prezydenta Radomia. Obaj politycy przekonywali Kaczyńskiego o swojej niewinności.

Prezes PiS dał im dwie godziny na znalezienie notariusza, przed którym złożą oświadczenie, że nie brali udziału w żadnych nielegalnych działaniach. Według naszego informatora takie oświadczenie na pewno złożył Kosztowniak.

W lutym 2016 r. kierująca sprawą łódzka delegatura CBA miała już gotowy materiał dla prokuratury. Na jego podstawie można było skierować do Sejmu wniosek o pozbawienie Kosztowniaka immunitetu poselskiego, a pozostałym od razu postawić zarzuty.

Tak się jednak nie stało. Jak ustali dziennikarze w toku swojego śledztwa, dowodzący operacją „Pierwszak” funkcjonariusz został od niej odsunięty i odszedł ze służby. Dziennikarze dotarli do niego, ale nie chciał rozmawiać o sprawie. Jak mówią jego znajomi, „jest rozgoryczony i chce o wszystkim zapomnieć”.

CBA wciąż prowadzi sprawę

Pytane o sprawę „Pierwszak” biuro prasowe CBA odpowiada, że działania są prowadzone. „Sprawa zaowocowała skierowaniem do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Obecnie śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. Sprawa weszła w fazę ad personam, zarzuty usłyszała jedna osoba” – informuje biuro prasowe CBA.

Zarzuty korupcyjne usłyszał były wiceprezydent Igor M. Dwa dni temu prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Do Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Radomiu trafił także wniosek o wydanie wyroku skazującego na pierwszym posiedzeniu bez procesu i orzeczenie uzgodnionych z oskarżonym kar.

To oznacza, że oskarżony Igor M. musiał przyznać się do winy. Dziennikarze śledczy Radia ZET i „GW” skontaktowali się z Andrzejem Kosztowniakiem, który mówi, że nic nie wie, by był obiektem „operacji specjalnej” CBA.

– Jako prezydent Radomia byłem przez CBA wiele razy przesłuchiwany – stwierdza jedynie. Nie chce rozmawiać o szczegółach. Pytany o to, czy musiał tłumaczyć się przed prezesem Kaczyńskim, ucina: – Nie będę mówił w mediach o wewnętrznych sprawach partii. Temu, że takie spotkanie się odbyło, jednak nie zaprzecza.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Dwulatek zamknięty w pralce. Nowe fakty

Drugi z mężczyzn, którzy wrzucili do internetu film z dzieckiem zamkniętym w pralce, został tymczasowo aresztowany. Prokuratura bada też inny wątek w sprawie. Dwulatek ma na jednym ze zdjęć papierosa w ustach.

Sąd zdecydował o aresztowaniu drugiego z mężczyzn, którzy zamknęli w pralce 2-letniego chłopca, a nagranie wrzucili do sieci. Sprawcy zdarzenia usłyszeli zarzuty znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem i narażenia go na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – podaje „Gazeta Wyborcza”. Najbliższe trzy miesiące spędzą w więzieniu.

Mężczyźni podczas przesłuchania przyznali, że cała sprawa była rodzajem żartu, którą „zrobili z głupoty”. Prokuratura bada też inną kwestię. Na jednym ze zdjęciu 2-latek ma papierosa w ustach. Śledczy sprawdzają czy podobnych przypadków nie było więcej, ponieważ sytuacja ciągnęła się od miesięcy. Doniesienia mówią, że jeden z mężczyzn miał oddać mocz do kubka dziecka.

Filmik do internetu miał wrzucić kolega matki chłopca. Żaneta Dz. twierdzi, że nie była świadoma istnienia materiału, który powstał w kwietniu, kiedy jej syn był pod opieką dwóch znajomych. Mężczyzna był w jego posiadaniu od dłuższego czasu, ale między nim a konkubentem 21-latki doszło do sprzeczki w innej sprawie. Ujawnienie nagrania miało być formą zemsty.
Źródło info i foto: wp.pl

Kraków: Sąd uniewinnił tzw. „baronów paliwowych”

Przed krakowskim Sądem Okręgowym zapadł wyrok w głośnym procesie ws. „mafii paliwowej”. Sąd nie dopatrzył się w materiale dowodowym procederu wyłudzania podatku VAT i prania brudnych pieniędzy i uniewinnił głównych oskarżonych, tzw. baronów paliwowych Jana B. i Zdzisława M.

Spośród 18 oskarżonych osób uniewinnionych zostało ośmioro. Oskarżony Tomasz K. za zlecanie wystawiania fałszywych faktur i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą został skazany na trzy i pół roku pozbawienia wolności i grzywnę 60 tys. zł.

Pozostałych dziewięciu oskarżonych za wystawianie fałszywych faktur lub posługiwanie się nimi zostało skazanych na kary od pół roku do trzech lat pozbawienia wolności i grzywny. Wobec niektórych oskarżonych sąd orzekł także czasowy zakaz prowadzenia działalności gospodarczej związanej z handlem produktami ropopochodnymi.

Sąd uznał, że dowody zebrane w sprawie nie są wystarczające do przypisania oskarżonym winy za zarzuty opisane w akcie oskarżenia, dotyczące wyłudzenia i prania brudnych pieniędzy. Nastąpiła także zmiana w zakresie stanu prawnego, która też miała istotne znaczenie z punktu widzenia ustalenia odpowiedzialności karnej. W związku z tym doszło do uniewinnienia oskarżonych – tłumaczy rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego sędzia Beata Górszczyk.

Wskazała także, że sąd rozważał możliwość przypisania oskarżonym odpowiedzialności na podstawie przepisów Kodeksu karnego skarbowego, ale w takim przypadku nastąpiło już przedawnienie. Tak samo przedawnieniu uległ zarzut działania zorganizowanej grupy przestępczej.

Natomiast sąd przypisał oskarżonym, łącząc zarzuty, poświadczenie nieprawdy, ale tylko tym osobom, co do których można było wskazać, jakie faktury zostały przez nich sfałszowane bądź jakie polecili wystawić. Jeżeli w materiale dowodowym nie było konkretnych faktur, oskarżeni zostali uniewinnieni, pomimo że przyznali się do ich sfałszowania – poinformowała rzeczniczka.

Dużą część ustnego uzasadnienia wyroku sąd poświęcił omówieniu braków aktu oskarżenia. Jak podkreślił, znalazły się w nim m.in. zarzuty, których nie poparto materiałem dowodowym lub dowody, które nie znajdowały odzwierciedlenia w zarzutach. Zastrzeżenia sądu budziły także nieselekcjonowane zbiory dokumentów, np. rzekoma opinia informatyczna, będąca w istocie wydrukiem dokumentów z komputerów firmy BGM, zawierająca się w 749 tomach akt lub zbiór dokumentów z ówczesnego CBŚ w Szczecinie.

Wyrok jest nieprawomocny. Na ogłoszenie wyroku nie stawiła się żadna z oskarżonych osób. Oprócz prokuratora na sali obecni byli tylko dwaj obrońcy. Akt oskarżenia w tej sprawie powstał w 2004 r., proces rozpoczął się w kwietniu 2005 r..

Śledztwo dotyczyło jednego z wątków największego w Polsce śledztwa paliwowego, prowadzonego przez ówczesną Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie. Chodziło o proceder nielegalnego obrotu paliwami z wyłudzaniem akcyzy przez różne spółki i prania brudnych pieniędzy. Materiały w tej sprawie trafiły do Krakowa z dziesięciu innych prokuratur w kraju.
Źródło info i foto: RMF24.pl