Molestowanie seksualne dzieci w przedszkolu pod Łodzią? Minister Wójcik zlecił analizę

Minister Michał Wójcik odniósł się do doniesień mediów dotyczących molestowania dzieci w jednym z prywatnych przedszkoli pod Łodzią. O sprawie jako pierwsza poinformowała „Uwaga” TVN, przytaczając m.in. zeznania rodziców dzieci, które były podopiecznymi placówki. – Ten reportaż jest wstrząsający. Zleciłem analizę dotyczącą statusu punktów przedszkolnych w Polsce – powiedział Wójcik.

Minister Michał Wójcik w rozmowie z Onetem zareagował na serię tekstów i reportaż „Uwagi” TVN, w którym dziennikarze ujawnili, że w jednym z mieszczących się pod Łodzią prywatnych punktów przedszkolnych mogło dochodzić do gwałtów i molestowania seksualnego dzieci. W sądzie dla nieletnich toczy się obecnie proces w tej sprawie przeciwko 16-letniemu synowi dyrektorki, który – jak wynika z zeznań pokrzywdzonych dzieci – miał być sprawcą molestowania, pokazywać im filmy pornograficzne i zwabiać do jednego z pokoi pod pretekstem m.in. pogrania na konsoli.

Jak ujawniono w materiale „Uwagi”, w budynku przedszkola było przejście między częścią „oficjalną”, w której przebywały dzieci, a częścią prywatną. – Wewnętrznym przejściem między punktem przedszkolnym a posesją prywatną dzieci miały być zabierane na górę do pokoju 16-latka, który jest synem pani dyrektor – mówił w rozmowie z TVN detektyw Dariusz Korganowski zaangażowany w badanie sprawy.

Molestowanie w przedszkolu? Minister Wójcik: Wstrząsający reportaż

Sprawa ma swój początek w czerwcu zeszłego roku – wówczas sześcioletni Igor, podopieczny przedszkola, w rozmowie z rodzicami przyznał, że był krzywdzony przez syna dyrektorki przedszkola (zdaniem biegłych jego zeznania są wiarygodne). Z czasem okazało się, że pokrzywdzonych dzieci najprawdopodobniej może być więcej. Onet opublikował 15 lutego rozmowę z mamą 4-letniego Kacpra, również podopiecznego przedszkola. – Na obecnym etapie wiemy, że syn dyrektorki mógł puszczać dzieciom filmy pornograficzne, masturbować się przy nich i molestować je. To mogło spotkać także mojego syna. Poza nim i Igorem o molestowaniu w trakcie przesłuchań przed sądem opowiedziała jeszcze dwójka innych dzieci – powiedziała w rozmowie z portalem.

Mama sześciolatka, który jako pierwszy opowiedział o sprawie, w rozmowie z „Uwagą” TVN powiedziała: – Wybierał dzieci i brał je do góry. Oglądali filmy pornograficzne, później odwzorowywali to u niego w łóżku, bądź w sypialni rodziców. Dodała także, że wraz z mężem skonfrontowała sprawę z 16-letnim synem dyrektorki – ten miał powiedzieć, że „już nie będzie, żeby nie mówić jego mamie” i stwierdzić „przepraszam, nie będę już tak robił”. Natomiast matka 16-latka i dyrektorka przedszkola zaprzecza, jakoby w placówce dochodziło do molestowania.

Postępowanie do niedawna toczyło się także w prokuraturze – dotyczyło niedopełnienia obowiązków przez dyrektora oraz opiekunów przedszkola – śledczy umorzyli je jednak, bo – jak wskazano w uzasadnieniu – dyrektorka i pracujący w prywatnym przedszkolu opiekunowie „nie są funkcjonariuszami publicznymi, którzy podlegają pod przepisy dotyczące przekroczenia uprawnień.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ksiądz zachęcał do bicia dzieci. Otrzymał od kurii zakaz publicznego wypowiadania się w mediach społecznościowych

Ksiądz Dariusz Drzewiecki, który w sieci zachęcał do bicia dzieci uczestniczących w Strajkach Kobiet, otrzymał od kurii zakaz publicznego wypowiadania się w mediach społecznościowych. Duchowny musiał też usunąć konto na Facebooku. Kuria wydała oświadczenie, w którym podkreśliła, że nie zgadza się z jego wypowiedziami.

Ksiądz z parafii w Jeruzalu Skierniewickim we wtorek opublikował na swoim profilu zdjęcie kabla elektrycznego i zachęcał do użycia go wobec dzieci uczestniczących w Strajkach Kobiet. „Drodzy Rodzice młodzieży biorącej udział w strajku kobiet i demolujących mienie publiczne. Chcę Wam przypomnieć, że tym kablem możecie przywrócić dziecku ustawienia fabryczne” – napisał duchowny.

Wpis stał się popularny, a ksiądz pod wpływem krytyki zaczął się tłumaczyć. „Przypisywanie mi chęci bicia dzieci jest fałszem, gdyż dzieci nie chodzą na strajk kobiet. A jeśli nawet, to przecież nie demolują mienia. Powtarzam raz jeszcze, to była forma czarnego humoru, za który biorę pełną odpowiedzialność” – czytamy na Facebooku.

Jak poinformował reporter Radia Zet Mateusz Szkudlarek, duchownego wezwał na rozmowę biskup łowicki. Po tym spotkaniu ksiądz dostał zakaz wypowiadania się w mediach społecznościowych. Musiał tez usunąć profil na którym opublikował komentarz.

Do wypowiedzi księdza Drzewieckiego odniosła się kuria łowicka. W oświadczeniu opublikowanym na stronie diecezji poinformowano, że „ksiądz Drzewiecki po rozmowie z biskupem Andrzejem F. Dziubą otrzymał upomnienie i przeprasza wszystkich, którzy mieli prawo poczuć się tymi wypowiedziami urażeni. Jak wyznaje, jego intencją nie było nawoływanie do popełnienia przestępstwa względem młodzieży”.

Kuria podkreśliła w oświadczeniu, że poglądy wyrażone w poście księdza Drzewieckiego nie są zgodne z nauczaniem Kościoła. „Kuria Biskupia w żaden sposób nie utożsamia się z prywatnymi poglądami i wypowiedziami księdza Dariusza niezgodnymi z nauczaniem Kościoła i aktualnie obowiązującym porządkiem prawnym, ubolewa nad zaistniałym zdarzeniem oraz wydaje zakaz publicznych wypowiedzi w mediach społecznościowych”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rusza proces Mamuki K. Jest oskarżony o zabójstwo Pauliny D.

Zabójstwo Pauliny D. jest jednym z głównych tematów w gruzińskich mediach. „Wstyd dla Gruzji i Gruzinów” – mówi Zurab, prawnik mieszkający w Tbilisi. Podejrzanego o zabójstwo łodzianki na tle seksualnym Mamukę K., 39-letniego obywatela Gruzji, zatrzymano w czwartek ok. godz. 6 rano na jednej z ulic Kijowa. Mężczyzna od 28 października był poszukiwany międzynarodowym listem gończym wydanym przez Prokuraturę Rejonową Łódź-Polesie. Grozi mu dożywocie.

O zatrzymaniu mężczyzny głośno było w gruzińskich mediach. „Gruzin zabił kobietę w Polsce”, „Gruzin oskarżony o zamordowanie kobiety w Polsce” – można było przeczytać na tabula.ge czy imedinews.ge. Media publikowały też zdjęcia zrobione pod Ambasadą Polski w Tbilisi – Gruzini w akcie solidarności przyszli zapalić znicze.

– W mediach społecznościowych i na portalach to bardzo popularny temat. Ludzie są zszokowani. Jest to najszerzej komentowana sprawa, poza wyborami w Gruzji i informacjami o 8-letniej dziewczynce – mówi WP.pl Zurab, prawnik, który na co dzień mieszka w Tbilisi. – Wstyd dla Gruzji i Gruzinów.

„Niewątpliwie dla Gruzinów jest to duży cios. Zdają sobie sprawę z tego, że zabójstwo Pauliny D. przez ich obywatela, mieszkającego w Polsce, może źle wpłynąć na obraz Gruzinów w naszym kraju. Kraju, który od lat postrzegają jako jednego z największych swoich sojuszników”, dodaje też WP.pl.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Strajk generalny na Białorusi

W niektórych zakładach na Białorusi rozpoczął się w poniedziałek strajk – donoszą białoruskie media niezależne. Nocą z niedzieli na poniedziałek upłynął termin postawionego władzom w Mińsku przez Swiatłanę Cichanouską ultimatum. Opozycjonistka ogłosiła strajk generalny. Niezależny portal Tut.by podaje, że w mińskiej fabryce traktorów MTZ kolumna pracowników idzie przez zakład, zbierając ludzi na strajk. Administracja zarządziła, by zamykać hale przed kolumną. Akcja strajkowa trwa też w MZKT (mińskiej fabryce ciągników kołowych). Na terenie zakładu stoi OMON. Tu też pracownicy przeszli przez hale i zbierali kolegów na strajk.

Na zdjęciu sprzed zakładów Grodno Azot opublikowanym przed Tut.by widać grupę kilkudziesięciu ludzi stojącą przed budynkiem. Czytelnik poinformował, że zgromadziło się tam ok. 100 osób. Według portalu na terenie zakładów doszło do zatrzymań. Koncern Biełnaftachim zapewnia, że przedsiębiorstwo Grodno Azot pracuje w zwykłym trybie.

Strajk generalny

Strajk siedzący trwa na Białoruskim Uniwersytecie Państwowym. Bierze w nim udział ok. 100 osób. Akcja solidarności odbywa się też na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Medycznym. Cichanouska zapowiedziała, że w poniedziałek w kraju rozpocznie się strajk generalny, jeśli do niedzieli włącznie Alaksandr Łukaszenka nie spełni trzech żądań – ma on ogłosić swoją dymisję, doprowadzić do całkowitego zaprzestania przemocy na ulicach i do zwolnienia wszystkich więźniów politycznych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Hakerzy włamali się na portal białoruskiej telewizji. Opublikowali nagrania brutalnych ataków milicji

W sobotę wieczorem widzowie internetowej transmisji białoruskiej państwowej telewizji zobaczyli obrazy, jakich zazwyczaj nie widują: nagrania brutalności i przemocy ze strony służb wobec protestujących. Odpowiadają za to hakerzy, którzy zamienili obraz telewizji na nagrania z protestów.

Grupa popierających opozycję białoruskich hakerów przerwała internetową transmisję kanału Bielarus 1. Do akcji doszło w sobotę czasie głównego wydania wiadomości. Zamiast „Panoramy” widzowie mogli obejrzeć sceny przemocy na ulicach Mińska, której dopuszczali się funkcjonariusze organów ścigania w pierwszych dniach demonstracji.

Jak mówi szef fundacji Białoruski Dom w Polsce Aleś Zarembiuk, akcja mogła dotrzeć do wielu widzów. Szef fundacji zwraca uwagę, że znakomita większość Białorusinów ogląda telewizję i wiadomości właśnie za pośrednictwem internetu. – Dzięki temu zamiast łukaszenkowskiej propagandy obejrzeli kadry z brutalnych interwencji przedstawicieli władz – stwierdził.

Opublikowane materiały wideo przedstawiają milicjantów bijących pałkami uczestników demonstracji. Funkcjonariusze w hełmach i kevlarowych kamizelkach rozbijają samochody i wywlekają z nich pasażerów, którzy następnie są bici do utraty przytomności. Wśród brutalnie atakowanych są kobiety.

„Cyberpartyzanci” białoruskiej opozycji

Aktywiści włamali się również na stronę internetową z transmisją innego kanału białoruskiej telewizji, ONT. Atak nie objął łączy analogowych. Cyberpartyzanci to anonimowa grupa hakerów, która wspiera białoruski protest. Dotychczas włamywali się m.in. na stronę białoruskiego MSW, gdzie opublikowali informację o poszukiwaniu listem gończym Alaksandra Łukaszenki oraz akademii milicyjnej.

Z informacji w mediach i sieciach społecznościowych wynika, że ta sama grupa włamała się do bazy z danymi funkcjonariuszy struktur siłowych, a następnie przekazała je opozycyjnemu kanałowi NEXTA w komunikatorze Telegram.

Protesty w Mińsku, ograniczenie dostępu do internetu

Niedziela to 50. dzień protestu białoruskiej opozycji domagającej się odejścia prezydenta Łukaszenki. W Mińsku rozpoczęły się zatrzymania uczestników opozycyjnej akcji protestu. Funkcjonariusze milicyjnego OMON-u starają się nie dopuścić do utworzenia w centrum stolicy kolumny demonstrantów. Do zatrzymań demonstrantów doszło już również w Grodnie, Lidzie, Witebsku i Mohylewie.

Po południu w Mińsku pojawiły się trudności z dostępem do internetu. Lokalne agencje donoszą, że strony otwierają się z dużym opóźnieniem, lub w ogóle są niedostępne. Operator sieci komórkowej poinformował, że „ograniczył prędkość przesyłania danych w sieciach mobilnych na polecenie organów państwowych”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

27-letni gwiazdor disco polo wysłał nagie zdjęcia 14-latce

Policja zatrzymała 27-letniego mieszkańca powiatu wejherowskiego (woj. pomorskie), który składał propozycje seksualne 14-letniej dziewczynce. Jak nieoficjalnie dowiedziało się Radio Gdańsk, 27-latek to „znany muzyk disco polo”.

Oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku Karina Kamińska potwierdza w rozmowie z mediami, że 27-latek miał świadomość, z kim nawiązał kontakt. Mężczyzna ma 27 lat, jego ofiara – zaledwie 14. 27-latek proponował dziewczynce seks, a przez komunikator internetowy wysyłał zdjęcia swoich genitaliów. Wszystko robił z premedytacją. Policja zatrzymała go w mieszkaniu, gdzie zabezpieczyła nośniki, które teraz będą badane. Kto wie, co może się na nich znajdować…

W ręce policji trafiły: telefon, tablet, komputery, pendrive’y oraz broń palna z nabojami (!) i marihuana. Biegły z zakresu balistyki orzekł już, że na broń tego rodzaju potrzebne jest pozwolenie, którego 27-latek najprawdopodobniej nie posiadał.

– Mężczyzna usłyszał trzy zarzuty, które dotyczyły prezentowania treści pornograficznych oraz składania za pośrednictwem systemu teleinformatycznego małoletniemu poniżej lat 15 propozycji obcowania płciowego, posiadania środków odurzających oraz nielegalnego posiadania broni i amunicji – mówi Karina Kamińska.

27-latek może trafić do więzienia na osiem lat. Póki co przebywa pod policyjnym dozorem.
Źródło info i foto: se.pl

Pierwsze zatrzymania uczestników niedzielnego protestu na Białorusi

O zatrzymaniach uczestników niedzielnego protestu, którzy próbują skoncentrować się w różnych punktach w centrum miasta, informują media niezależne na Białorusi. Mimo tych zatrzymań ludzie gromadzą się, by wziąć udział w Pochodzie Sprawiedliwości. Portale TUT.by i Onliner.by informują o zatrzymaniach przy Prospekcie Zwycięzców i na ulicy Niamiha, a także w innych miejscach.

Mimo interwencji służb ludzie gromadzą się w okolicy pomnika Mińska Miasta-Bohatera. Media niezależne szacują, że zebrało się tam już kilka tysięcy ludzi i wciąż napływają nowi uczestnicy.

Przed niedzielnym protestem w Mińsku, które władze uważają za „nielegalną akcję masową”, na ulice miasta wyprowadzono milicję i wojsko, a także ciężarówki, sprzęt do rozpędzania demonstracji i transportery opancerzone.

Do centrum Mińska wjechało wiele ciężarówek z funkcjonariuszami i więźniarek, armatki wodne i inny sprzęt milicyjny, a także transportery opancerzone. Otoczone są niektóre budynki w centrum, a także zablokowane ulice – m.in. Prospekt Niepodległości na odcinku prowadzącym do pałacu prezydenckiego, Prospekt Puszkina i inne ulice.

Stacje metra w centrum zostały zamknięte, jak podano: „ze względu na bezpieczeństwo pasażerów”.

Ok. godziny 14.30 czasu białoruskiego (13.30 w Polsce) w centrum miasta tradycyjnie już zaczęły się problemy z dostępem do internetu z telefonów komórkowych. TUT.by powołując się na jednego z operatorów podał, że zrobiono to na żądanie „uprawnionych instytucji państwowych”.

Wiadomo również o zatrzymaniach w innych miastach, m.in. w Homlu i w Grodnie.
Źródło info i foto: TVP.info

Ukraińskie media o sprawie Sławomira Nowaka

„Czy obecność zagranicznych doświadczonych „top managerów” na ważnych stanowiskach na Ukrainie może być gwarancją braku korupcji?” – zastanawia się na łamach portalu Ukrinform Jurij Banachewycz, odnosząc się do sprawy Sławomira Nowaka, byłego szefa Ukrawtodoru, podejrzanego o korupcję.

Nowak stał na czele ukraińskiej państwowej agencji drogowej Ukrawtodor trzy lata. Jak podkreśla korespondent Ukrinformu w Warszawie, „ta państwowa instytucja od dawna »jest znana« ze swojej korupcjogennej atmosfery, a ogony skandali w sprawie przywłaszczenia albo nieracjonalnego wykorzystania ogromnych środków ciągną się za wieloma byłymi urzędnikami Ukrawtodoru różnych szczebli”.

Błyskawiczna kariera Nowaka

„Inaczej miało być z zagranicznym specjalistą, który miał doświadczenie zarządzania w sferze budowy dróg w dużym kraju UE, gdzie dróg buduje się prawie najwięcej w Europie, (który miał) niezłe osobiste kontakty w Brukseli i innych europejskich stolicach” – dodaje.

Wydawało się, że to zadziałało – podkreśla Banachewycz. „Komunikatywny i sympatyczny Nowak szybko zdobył zaufanie w gabinetach rządowych, wśród podwładnych i nawet w mediach, bez względu na to, że przez cały czas pracy na Ukrainie pozostawał tylko pełniącym obowiązki szefa Ukrawtodoru” – pisze korespondent. Według niego „dodatkowe punkty” Nowak zdobył dzięki dobrej znajomości języka ukraińskiego i paszportowi obywatela Ukrainy, który otrzymał w 2016 r.

W ciągu trzech lat pracy jego działalność na stanowisku szefa Ukrawtodoru nie obrosła w legendy i plotki o możliwej korupcji, na odwrót, jego praca oceniana była bardzo pozytywnie – wskazuje. Jedynym zarzutem ze strony organów ścigania w tym czasie wobec Nowaka było nieprawidłowe wypełnienie deklaracji podatkowej za 2017 r. – dodaje. Jesienią 2019 r. Nowak poinformował, że wygrał w sądzie postępowanie w sprawie deklaracji.

„Wydawało się, że żadnych pretensji wobec Nowaka na Ukrainie już nie będzie, wszystko zmieniło się po ośmiu miesiącach” – zauważa.

Miliony w skrytkach

Banachewycz przypomina, że Nowaka zatrzymano w lipcu w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i prania pieniędzy. Jak podała wówczas polska prokuratura, zatrzymanie Nowaka było efektem międzynarodowego śledztwa, prowadzonego przez wspólny zespół prokuratorów z Polski i Ukrainy, a także funkcjonariuszy CBA oraz NABU.

15 września CBA poinformowało o kontynuacji śledztwa i zabezpieczeniu środków pieniężnych pochodzących z przestępstw korupcyjnych, popełnionych przez Sławomira Nowaka. Pieniądze były ukryte w dwóch specjalnie przygotowanych skrytkach. Funkcjonariusze zabezpieczyli gotówkę w kwocie ponad 4 mln zł (4,163 mln) w tym 536 400 euro, 470 000 dolarów i 30 000 zł.

„Czy były przesłanki do takich możliwych działań Nowaka i czy rzeczywiście może mieć to tło polityczne, jak twierdzi były szef Ukrawtodoru?” – zastanawia się dziennikarz.

Banachewycz pisze, że „za Nowakiem ciągnie się pewien ogon dwuznacznych działań jeszcze w »przedukraińskim« okresie jego kariery w Polsce”. „I nawet zwracano na to uwagę na Ukrainie po mianowaniu Nowaka na stanowisko w Ukrawtodorze, sugerując, że możliwa jest powtórka na Ukrainie” – dodaje. Jak podkreśla, „wątpliwości co do uczciwości Nowaka zostały rozwiane poprzez ogłoszenie informacji o tym, że otrzymuje w państwowej firmie dosyć dobre wynagrodzenie zarówno na standardy ukraińskie, jak i polskie”. Według deklaracji podatkowej, co miesiąc Nowak otrzymywał 140 tys. hrywien (ok. 18,7 tys. zł).

„Po wybuchu afery związanej z Ukrawtodorem Nowak od razu nazwał to zamówieniem i ogłosił, że nie jest powiązany z korupcyjnymi działaniami. Zasugerował udział w tym politycznych przeciwników – partii Prawo i Sprawiedliwość” – kontynuuje Banachewycz.

„Wątpią nawet byli partyjni koledzy Nowaka”

„Rzeczywiście dla PiS sprawa Nowaka to dobra możliwość uderzenia w największą opozycyjną partię. Choć Nowak formalnie już sześć lat jest poza polityką, jest w Polsce znaną osobą i jednoznacznie kojarzy się z Platformą Obywatelską. W związku z tym uderzenie w Nowaka będzie uderzeniem w największą opozycyjną siłę. Jednak wersja o tym, że zarzuty wobec Nowaka są wymyślone i PiS był w stanie wciągnąć w to też ukraińskie organy śledcze, wygląda dosyć wątpliwie” – pisze.

„Wydaje się, że wątpią w nią nawet byli partyjni koledzy Nowaka. Komentując tę sprawę, obecny lider PO Borys Budka dyplomatycznie zaznaczył, że wierzy w polski wymiar sprawiedliwości i będzie trzymać kciuki za to, żeby Nowak okazał się niewinny” – dodaje.

Pierwszy po Łazarence?

Nowak może zostać drugim, po premierze Pawle Łazarence, znanym politykiem, któremu grozi kara więzienia za granicą za przestępstwa korupcyjne na Ukrainie – zauważa korespondent Ukrinformu. Łazarenko to premier Ukrainy w latach 1996-1997, skazany w USA za oszustwa finansowe.

Według Banachewycza, „niezależnie od tego, jak zakończy się sprawa Nowaka, pozostawia ona po sobie posmak i jest materiałem do refleksji”. Wskazuje, że dla Kijowa aktualne staje się pytanie: czy obecność zagranicznych doświadczonych top managerów na ważnych stanowiskach na Ukrainie może być gwarancją braku korupcji? I z drugiej strony – czy ten przypadek nie będzie precedensem i nie zamknie drogi ku reformowaniu gospodarki Ukrainy przez cudzoziemców z wiedzą i nieposzlakowaną przeszłością? – zastanawia się dziennikarz.
Źródło info i foto: TVP.info

Indie: Polityk zorganizował huczne wesele w czasie kwarantanny. Przyszło ponad 100 osób

Podczas 40-dniowej ogólnonarodowej kwarantanny syn byłego premiera stanu Karnataka wziął ślub. Indyjskie media podały, że mimo zakazu zgromadzeń w uroczystości wzięło udział ponad stu gości, a wobec polityka zostaną wyciągnięte konsekwencje. W piątek Nikhil poślubił 22-latenią Rewathi. Jak poinformował „The Economic Times”, pan młody przywdział kurtę – długą szatę – w kolorze kości słoniowej, a panna młoda – jedwabne sari tkane złotą nicią.

Na ślub syna byłego premiera stanu Karnataka H.D. Kumaraswamiego i wnuka byłego premiera Indii Deve Gowdy z panną młodą pochodzącą z rodziny byłego ministra mieszkalnictwa przyszło ponad sto osób. Przez epidemię koronawirusa i związaną z nią 40-dniową kwarantannę uroczystość została przeniesiona do prywatnej willi pod Bengaluru. W Karnatace podczas kwarantanny dozwolone są śluby w prywatnych rezydencjach na mniej niż sto osób.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Szwajcarskie media o poszukiwanym Olgierdzie Michalskim. „Polski zabójca ukrywa się w Szwajcarii”

W szwajcarskich mediach pojawiły się artykuły ostrzegające, że Olgierd Michalski może ukrywać się tam przed policją. Mężczyzna jest poszukiwany przez polską policję w związku z podejrzeniem o śmiertelne pobicie Dominika Sikory.

W piątek o Olgierdzie Michalskim, podejrzewanym o śmiertelne pobicie Dominika Sikory przed klubem w centrum Poznania, napisały dzienniki „Blick” oraz „20 minuten”. To dwie największe gazety w Szwajcarii, ukazujące się w kilkuset tysiącach egzemplarzy. Szwajcarscy dziennikarze opisują okoliczności pobicia zapaśnika Dominika Sikory w nocy z 25 na 26 stycznia przed klubem na Starym Rynku w Poznaniu, którego miał się dopuścić Olgierd Michalski.

Zaraz po tym zdarzeniu Michalski uciekł z Polski. We wtorek tvn24.pl podał, że mężczyzna może ukrywać się u swojej partnerki w Szwajcarii. Rzecznik wielkopolskiej policji przyznał, że śledczy sprawdzają ten trop.

Szwajcarskie media o poszukiwanym Polaku

Dziennikarz „20 minuten” próbował dopytać Federalny Urząd Bezpieczeństwa w Bernie, który odpowiada za międzynarodową współpracę prawną, o szczegóły poszukiwań Olgierda Michalskiego w Szwajcarii. Urzędnicy zasłonili się tajemnicą i odmówili przekazania jakichkolwiek szczegółów.

Dziennikarz „Blicka” przypomniał, że tragicznie zmarły Dominik Sikora był również zawodnikiem niemieckiego klubu zapaśniczego KFC Lipsk. Polski zapaśnik walczył w niemieckiej drużynie od trzech lat. „Cały klub KFC w Lipsku jest głęboko wstrząśnięty” – napisali przedstawiciele klubu na swoim profilu na Facebooku.

Areszt poszukiwawczy wobec podejrzanego o pobicie

W czwartek Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto zastosował wobec Olgierda Michalskiego tymczasowy areszt poszukiwawczy. Areszt poszukiwawczy to inaczej postanowienie o tymczasowym aresztowaniu ukrywającej się osoby podejrzanej. W przypadku zatrzymania, podejrzanego przewozi się na jego podstawie do sądu rejonowego, w którym prowadzone jest przeciw niemu postępowanie. Dopiero po rozpoczęciu procedury aresztu poszukiwawczego możliwe jest wystawienie listu gończego za poszukiwanym.
Źródło info i foto: tvn24.pl