Policja prosi o pomoc w zidentyfikowaniu zwłok mężczyzny

Policjanci z Leszna proszą o pomoc w identyfikacji zwłok mężczyzny, które odnaleźli 16 stycznia tego roku na jednej z posesji w miejscowości Kłoda (woj. wielkopolskie). Przy zmarłym nie znaleziono żadnych dokumentów, a podjęte do tej pory działania nie przyniosły skutku.

Zwłoki mężczyzny odkryto na terenie jednej z posesji w Kłodzie w gminie Rydzyna. Przez wiele miesięcy nie dało się ustalić jego danych. Mundurowi wiedzą jedynie, że zmarły miał od 40 do 50 lat. Podali też opis ubioru w dniu odkrycia zwłok.

„Był ubrany w ciemną kurtkę, spodnie jeansowe z przełożonym przez szlufki jasnozielonym paskiem, bluzę koloru niebieskiego z napisem „Enea Cup”, buty koloru brązowego, typu trekkingowego m-ki HI-TEC, czapkę zimową koloru czarnego z białym paskiem wokół głowy, rękawice koloru czarnego” – opisuje wygląd denata Wielkopolska Policja.

Przy zwłokach znaleziono torbę podróżną koloru granatowego z białymi wstawkami z napisem „BUT Spółka Akcyjna”, wewnątrz której znajdowały się ubrania i kosmetyki osobiste. Mundurowi wykonali wiele „czynności identyfikacyjnych”, ale nie udało się ustalić tożsamości zmarłego.

Policjanci w trakcie prowadzonego postępowania zwrócili się do Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji KGP o wykonanie retuszu rekonstrukcyjnego zdjęć z przeprowadzonych oględzin zwłok. Wielkopolska Policja udostępniła zdjęcia denata po retuszu. Prosi też wszystkich, którzy rozpoznają zmarłego z fotograficznej rekonstrukcji o kontakt.

„W związku z powyższym leszczyńscy policjanci proszą wszystkie osoby, które rozpoznają mężczyznę ze zdjęcia lub znają jego tożsamość – o kontakt w godzinach od 7.30 do 15.30 z sekretariatem Wydziału Dochodzeniowo – Śledczego KMP w Lesznie pod nr telefonu 47 77 31 600 lub policjantem prowadzącym postępowanie mł. asp. Tomaszem Sterną  pod numerem 47 77 31 699” – czytamy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Lublin: Zwłoki mężczyzny na daszku klatki schodowej

Koszmarny poranek przy ul. Fantastycznej w Lublinie. Interweniowały tam służby, które zostały zawiadomione o tym, że na daszku klatki schodowej leży ciało mężczyzny. Zawiadomienie o osobie niedającej oznak życia służby ratunkowe otrzymały w niedzielę około godz. 7:00. Jak relacjonuje portal lublin112.pl, mężczyzna leżał na daszku klatki schodowej przy jednym z bloków mieszkalnych na ul. Fantastycznej w Lublinie.

Na miejscu zdarzenia pojawiły się wszystkie służby – straż pożarna, pogotowie ratunkowe i policja. Oczywiście miejsce zdarzenia zostało odpowiednio zabezpieczone.
Źródło info i foto: o2.pl

Poznań: Ciało mężczyzny przed wejściem do parku

Policja znalazła zwłoki mężczyzny przed wejściem do poznańskiego parku Wilsona. W sprawie zatrzymano drugiego mężczyznę, który może mieć związek ze zdarzeniem. Jak poinformował PAP w niedzielę kom. Maciej Święcichowski z wielkopolskiej policji, ciało mężczyzny zaleziono w nocy z soboty na niedzielę.

Ok. godz. 1 w nocy operator monitoringu zauważył dwie osoby, które leżały przy wejściu do parku Wilsona. Kiedy policjanci przyjechali na miejsce okazało się, że jedna z tych osób nie żyje. Ustalamy teraz tożsamość tego mężczyzny i będziemy czekali na wyniki sekcji, która da nam, mam nadzieję, odpowiedź na pytanie o to, co było przyczyną śmierci tego mężczyzny – powiedział.

Drugi z mężczyzn został zatrzymany w pobliżu parku; był nietrzeźwy. Święcichowski podkreślił, że na poniedziałek zaplanowano sekcję zwłok. W poniedziałek ma też być przesłuchany zatrzymany w sprawie mężczyzna.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest wyrok za napaść na policjantów w czasie Marszu Równości

Na rok więzienia w zawieszeniu i konieczność zapłaty na cel społeczny 3 tys. zł świadczenia pieniężnego skazał w poniedziałek Sąd Rejonowy w Białymstoku młodego mężczyznę oskarżonego m.in. o czynną napaść na policjantów w czasie Marszu Równości. Skazany był uczestnikiem kontrmanifestacji. Wyrok nie jest prawomocny.

Marsz Równości z lipca 2019 roku odbywał się pod hasłem „Białystok domem dla wszystkich”; był legalny, ale towarzyszyło mu kilka kontrmanifestacji, których uczestnicy kilkakrotnie próbowali go zablokować. W stronę uczestników marszu rzucano kamieniami, petardami, jajkami i butelkami, wykrzykiwano też obraźliwe słowa, policja musiała użyć gazu.

Rzucanie kostką brukową

Ostatecznie ustaliła ponad 140 osób, które popełniły różne wykroczenia, w kilku przypadkach były też zarzuty karne, m.in. dotyczące pobić. Białostockie sądy wciąż zajmują się tymi sprawami.

Oskarżonemu, którego sprawą sąd rejonowy zajmował się w poniedziałek, prokuratura zarzuciła udział w zbiegowisku, którego celem było zablokowanie przejścia uczestników Marszu Równości oraz czynną napaść na kilku policjantów zabezpieczających to zgromadzenie, w stronę których miał rzucać kostką brukową.

Proces zakończył się w ciągu jednego dnia, oskarżony złożył wniosek o wyrok bez konieczności przeprowadzania postępowania dowodowego. W śledztwie przyznał się do udziału w blokowaniu marszu, ale nie do czynnej napaści na funkcjonariuszy. „Rzucałem, ale nie w stronę policji tylko w zupełnie inną stronę. To było pod presją tłumu” – mówił wtedy. Przed sądem zapewniał, że żałuje tego co zrobił i powtórzył, że był pod presją tłumu. Prosił o łagodną karę.

– Wszystko, co było w aktach sprawy, za wyjątkiem części wyjaśnień, ewidentnie świadczyło o tym, że pan popełnił zarzucane mu przestępstwo – mówił w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Piotr Markowski. Zwracając się do skazanego powiedział, że oznacza to, iż nie toleruje on „innych osób”. – A nasza przestrzeń jest dla każdego, należy się i tym, co inaczej myślą i tym, co po pana myśli myślą – mówił podkreślając, że chodzi o to, by nie naruszało to wolności innych obywateli.

Sędzia mówił, że dowody na to, iż skazany rzucał w policjantów kostką brukową „są ewidentne”. – To, co działo się w tamtym miejscu niestety z tolerancją nie ma nic wspólnego – dodał.

Jaka kara?

Sędzia Markowski wyjaśnił, że wpływ na zawieszenie wykonania kary (na trzy lata) miała dotychczasowa niekaralność sprawcy oraz to, że wyraził żal.

Świadczenie pieniężne (wpłata na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej) ma być finansową dolegliwością pokazującą, że „nie opłaca się w ten sposób postępować”. – Warunkowe zawieszenie wykonania kary ma nie oznaczać, że pan bezrefleksyjnie wyjdzie z tej sali i pomyśli sobie, że udało się. Tylko że będzie nadzór kuratora, będzie długi okres próby i ta wpłata w kwocie 3 tys. zł, która – gdy pan będzie ją uiszczał – z pewnością spowoduje myślenie, że nie opłacało się – powiedział sędzia.

Skazany ma też zapłacić 1,4 tys. zł kosztów sądowych. Sędzia powtórzył, że to również powinno dać do myślenia i świadczyć o tym, że „chyba jednak się nie opłaca”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

USA: W pobliżu Kapitolu zatrzymano mężczyznę. Miał niezarejestrowaną broń

W pobliżu Kapitolu aresztowano mężczyznę z Wirginii, który okazał służbom dokumenty nieuprawniające go do wejścia na teren w pobliżu Kongresu – poinformowała w sobotę policja. W jego samochodzie znaleziono niezarejestrowaną broń palną i ponad 500 sztuk amunicji. Wesley Allen Beeler podjechał do punktu kontroli bezpieczeństwa w pobliżu waszyngtońskiego dworca Union Station w piątek około godz. 18:30. Na jego samochodzie były naklejki z wizerunkami broni palnej i hasłami opowiadającymi się za szerokim dostępem do niej.

Policja twierdzi, że Beeler przedstawił dokumenty nieuprawniające go do wejścia na teren, gdzie trwają przegotowania do inauguracji prezydenta elekta Joe Bidena. Jak informuje źródło dziennika „New York Times”, mężczyzna był zatrudniony jako podwykonawca. Funkcjonariusze policji przeprowadzili przeszukanie pojazdu Beelera. Znaleziono w nim broń palną oraz kilkaset sztuk amunicji. Broń ta nie została zarejestrowana w Waszyngtonie.

Mężczyzna pytany przez policję przed przeszukaniem przyznał, że w środku samochodu ma broń. Został aresztowany. Postawiono mu m.in. zarzuty posiadania niezarejestrowanej broni palnej i nielegalne posiadanie amunicji. Dokumenty złożone w sądzie przez policję nie wyjaśniają, dlaczego mężczyzna próbował dostać się do obszaru o ograniczonym dostępie. Rodzina Beelera utrzymuje, że nie stanowi on żadnego zagrożenia. W sobotę sąd zwolnił go do domu w Wirginii, zakazując przy tym wjazdu na teren Waszyngtonu

Przed prezydencką inauguracją w centrum miasta powstają punkty kontrolne i zamykane są ulice. W centrum miasta powstały zmilitaryzowane strefy „czerwona” i „zielona”, ulice patroluje Gwardia Narodowa. Biden sprzeciwia się wezwaniom, by przenieść ceremonię inauguracji sprzed Kongresu do pomieszczenia zamkniętego. Jego komitet inauguracyjny, jeszcze przed szturmem zwolenników prezydenta Donalda Trumpa na Kapitol 6 stycznia, z powodu epidemii planował uroczystość na mniejszą skalę, z ograniczoną liczbą uczestników.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zwłoki 41-latka na przystanku autobusowym w Tarnobrzegu

Zwłoki 41-letniego mężczyzny znaleziono na jednym z przystanków autobusowych w Tarnobrzegu. Policja będzie teraz ustalać przyczyny oraz dokładne okoliczności jego śmierci. O sprawie informuje lokalny portal tarnobrzeg.naszemiasto.pl. W poniedziałek ok. godz. 8:30 miejscowa policja otrzymała zgłoszenia o ludzkich zwłokach, znajdujących się na przystanku autobusowym przy ul. Stanisława Moniuszki w Tarnobrzegu. 

– Z przekazanych informacji wynikało, że człowiek leżący na ławce jednej z wiat przystankowych nie daje oznak życia – powiedziała w rozmowie z portalem podinspektor Beata Jędrzejewska-Wrona, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Tarnobrzegu.

Na miejsce wezwano lekarza, który stwierdził zgon. Okazało się, że zmarłym był mężczyzna w wieku 41 lat. Teraz śledczy będą ustalać przyczyny oraz dokładne okoliczności jego śmierci. 

„Jak przekazywali nam internauci, którzy pierwsi powiadomili nas o zdarzeniu, bezdomny w tym miejscu prawdopodobnie spędzał noc, szukając schronienia przed chłodem. Świadkowie widzieli mężczyznę leżącego na ławce około godziny 6. Już wtedy prawdopodobnie nie żył” – czytamy w artykule. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Brutalna interwencja policji wobec mężczyzny z hulajnogą w Jeleniej Górze. Jest wideo z monitoringu

Policja odpowiada na zarzuty związane ze zbyt brutalną interwencją funkcjonariuszy w jeleniogórskim autobusie. – Mężczyzna był poszukiwany do ustalenia miejsca pobytu, a ponadto znieważył interweniujących funkcjonariuszy oraz groźbą próbował zmusić ich do odstąpienia od wykonywania czynności – tłumaczy się policja oraz publikuje nagranie z monitoringu w autobusie.

W niedzielę 30 sierpnia w jednym z autobusów miejskich w Jeleniej Górze doszło do incydentu. Policjanci siłą wyciągnęli 35-letniego mężczyznę z pojazdu i na oczach dwójki jego dzieci zakuli go w kajdanki. Powodem interwencji był niedozwolony przejazd autobusem z hulajnogą elektryczną. Nagranie wywoła oburzenie w internecie oraz oskarżenia o brutalność policji. Poseł KO Dariusz Joński zapowiedział złożenie interpelacji do MSWIA.

– Istotnym w tej sprawie jest fakt, że kilka godzin przed zatrzymaniem 35-latka te same dzieci chcąc podróżować autobusem z hulajnogą elektryczną, zostały poproszone przez kierowcę o jego opuszczenie, co uczyniły – przekazała policja.

Kilka godzin później w autobusie pojawił się 35-latek z hulajnogą elektryczną. Broniąc się przed zarzutami o brutalność, policja opublikowała nagranie z monitoringu, na którym widać całość interwencji. Policja zwraca uwagę na to, że przed siłowym wyprowadzeniem mężczyzny z autobusu, funkcjonariusze prowadzili z nim dłuższą rozmowę. Na interwencje z użyciem środków przymusu bezpośredniego zdecydowano się dopiero, kiedy okazało się, że konwersacja jest bezskuteczna.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Mężczyzna zakażony koronawirusem uciekł ze szpitala w Krakowie. Grozi mu 12 lat pozbawienia wolności

Nawet 12 lat pozbawienia wolności może grozić mężczyźnie, który mając pozytywny wynik testu na koronawiursa, uciekł ze szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Wcześniej został zatrzymany przez policję – mężczyzna zniszczył zaparkowane samochody. Obywatel Norwegii w nocy z wtorku na środę zniszczył 6 aut zaparkowanych w centrum Krakowa, wybijając lusterka i szyby. Został zatrzymany przez policję, ale – z powodu obrażeń ręki – został przewieziony do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Tam wykonano mu test na obecność koronawiursa. Po badaniu okazało się, że mężczyzna choruje na Covid-19.

Po chwili pacjent uciekł ze szpitala, a w ucieczce pomógł mu jego znajomy. Samochód, którym uciekali kierował się w stronę granicy ze Słowacją.

Dwa dni później policjantom udało się jednak odnaleźć i samochód i pasażerów.

Mężczyznę przesłuchano w prokuraturze z uwzględnieniem specjalnych środków bezpieczeństwa. Sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt – mężczyźnie grozi do 12 lat pozbierania wolności.

To pierwszy przypadek w Małopolsce, w którym wiadomo że osoba przesłuchiwana i aresztowana jest zakażona koronawirusem. Areszt mężczyzna także odbywa według specjalnych zasad bezpieczeństwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zwłoki 61-latka znaleziono w niedzielne w opuszczonym budynku w Stąporkowie

14.07.2020 – Mierzyno, Wypadek autokaru N/z tasma policyjna, policja | Fot. Marcin Bruniecki/REPORTER

Zwłoki 61-letniego mężczyzny znaleziono w niedzielne w opuszczonym budynku w Stąporkowie. Niewykluczone, że do śmierci mężczyzny mogły się przyczynić osoby trzecie. Policja zatrzymała w tej sprawie dwóch mężczyzn. Zwłoki mężczyzny znaleziono w jednym z  opuszczonych budynków.

„W niedzielę rano w jednym z opuszczonych budynków w Stąporkowie znaleziono zwłoki mężczyzny. Zmarłym okazał się 61-letni mieszkaniec gminy Radoszyce. Przybyły na miejsce zdarzenia lekarz nie wykluczył, że do jego śmierci mogły przyczynić się osoby trzecie” – powiedziała w niedzielę oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Końskich Marta Przygodzka.

Zaznaczyła, że policjanci z komisariatu w Stąporkowie wytypowali dwóch mężczyzn, którzy mogą mieć związek ze śmiercią 61-latka.

„Funkcjonariusze zatrzymali 59-latka i 33-latka. Obaj mężczyźni w momencie zatrzymania byli w stanie upojenia alkoholowego. Po wytrzeźwieniu zostaną przesłuchani w tej sprawie” – zaznaczyła.

Ciało 61-latka zabezpieczono do sekcji zwłok, która wyjaśni, co było bezpośrednią przyczyną śmierci mieszkańca gminy Radoszyce.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zielona Góra: Mordercza para brutalnie zabiła kochanka kobiety. Trwa śledztwo

Zatrzymano kobietę i mężczyznę, a do akcji wkroczył prokurator. Ma trudne zadanie. Czy próba zabójstwa to skutek zazdrości męża, który odkrył zdradę, a może efekt pikantnej zabawy, która wymknęła się spod kontroli…

Horror rozegrał się w sierpniu zeszłego roku w centrum Zielonej Góry, ale dopiero teraz „krwawe małżeństwo” skierowano na obserwację psychiatryczną. Istnieje bowiem wątpliwość, czy w chwili usiłowania zabójstwa byli w pełni poczytalni.

Co tak naprawdę wydarzyło się w Zielonej Górze?

Śledczy pracujący nad sprawą mówią o wątku miłosnym i zazdrości. Konrad P. miał mieć romans z kobietą, która zwabiła go do mieszkania. On sam zaprzecza jednak romansowi. Mówi, że kobieta sobie to wymyśliła. Ale dlaczego znalazł się z nią w łóżku i pozwolił sobie zapiąć kajdanki?

– Przyszedłem do niej, bo to moja znajoma. Prosiła, żebym jej pomógł, bo mąż znęca się nad nią i dziećmi – opowiada. – Usiadła mi na kolanach i założyła kajdanki – wspomina.

Wtedy wbiegł mąż kobiety i rzucił się na niego z nożem. – Dostałem kilka ciosów, on chciał mnie zabić – twierdzi ofiara ataku. Mężczyzna ocalał, bo w ostatniej chwili wyskoczył przez okno. Ona się przyznała, on nie

Śledztwo trwa. – Małżonkowie usłyszeli zarzut usiłowania zabójstwa oraz spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała – mówi prok. Łukasz Wojtasik z zielonogórskiej prokuratury okręgowej. Kobieta przyznała się do zarzutów. Jej mąż nie, twierdząc, że nic nie pamięta. Morderczej parze grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl