ABW: Osiem osób oskarżonych o propagowanie totalitaryzmu

Ośmiu podejrzanych o propagowanie nazistowskiego ustroju państwa stanie przed sądem. Funkcjonariusze ABW zabezpieczyli w ich domach ponad 20 tys. przedmiotów, które przedstawiały symbole związane z III Rzeszą Niemiecką i gloryfikujące Adolfa Hitlera. Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach poinformował, że akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do Sądu Rejonowego w Kielcach. Dochodzenie prowadzone przez ABW nadzorowała Prokuratura Rejonowa Kielce-Wschód.

Ustalono, że na początku 2020 roku jeden z podejrzanych próbował przesłać z Polski za granicę znaczną liczbę przedmiotów zawierających treści propagujące ustrój nazistowski.

Funkcjonariusze ABW, którzy wpadli na jego trop, przeszukali miejsce jego zamieszkania i zameldowania oraz magazyn. Ustalono, że jest w kontakcie z innymi osobami, które zajmują się produkcją oraz dystrybucją przedmiotów o tematyce nazistowskiej.

Funkcjonariusze ABW dokonali kolejnych przeszukań u każdej z tych osób i łącznie zabezpieczyli ponad 20 tys. przedmiotów, które przedstawiały symbole związane z III Rzeszą Niemiecką w postaci przede wszystkim emblematów, medali, tablic, naszywek, odlewów, statuetek, hełmów, flag – przekazał Prokopowicz.

Wśród przedmiotów były głównie swastyki i treści przedstawiające oraz gloryfikujące Adolfa Hitlera. Ponadto zabezpieczono urządzenia służące do wykonywania odlewów i statuetek oraz matryce przeznaczone do produkcji emblematów.

Zarzuty polegające na posiadaniu oraz produkowaniu w celu rozpowszechniania w latach 2018-2020 przedmiotów zawierających treści propagujące nazistowski ustrój państwa przedstawiono w sumie ośmiu osobom z województw łódzkiego, śląskiego, dolnośląskiego oraz lubuskiego.

Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i złożyli wyjaśnienia. Grozi im do dwóch lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wynajmowane mieszkanie służyło jako lokal przerzutowy narkotyków

Kryminalni ze Śródmieścia zatrzymali dwie osoby podejrzane o posiadanie znacznej ilości środków odurzających. W mieszkaniu wynajmowanym przez braci policjanci znaleźli marihuanę, mefedron oraz haszysz. Lokal pełnił rolę magazynu służącego do przerzutu narkotyków. W sumie policjanci znaleźli i zabezpieczyli ponad 6 kilogramów środków odurzających. Za to przestępstwo zatrzymanym mężczyznom grozi teraz do 10 lat pozbawienia wolności. Sąd na wniosek prokuratury zdecydował już o tymczasowym aresztowaniu obu mężczyzn na 3 miesiące.

Praca operacyjna policjantów ze śródmiejskiego wydziału operacyjno-rozpoznawczego doprowadziła ich do jednego z mieszkań przy ulicy Szymczaka. To tam kryminalni namierzyli lokal wynajęty na tzw. słupa i służący jako magazyn przerzutowy dużych ilości narkotyków. Z posiadanych przez kryminalnych informacji wynikało, że do mieszkania przychodzi regularnie dwóch mężczyzn.

Policjanci bardzo szybko ustalili także, kim są figuranci i zorganizowali zasadzkę. Cierpliwość i ponad 12-godzinne oczekiwanie przyniosły w końcu oczekiwany rezultat. Jak tylko mężczyźni weszli na klatkę schodową i zobaczyli policjantów, rzucili się do ucieczki. Bezskutecznie. Zostali błyskawicznie obezwładnieni i zatrzymani.

Chwilę później w obecności zatrzymanych kryminalni przystąpili do przeszukania wytypowanego wcześniej mieszkania. Narkotyki były dosłownie wszędzie, w podróżnej walizce, słoikach, torbie na zakupy, kartonie, rozsypane na stole, a nawet ukryte w lodówce. Policjanci znaleźli i zabezpieczyli ponad 9000 złotych mogące pochodzić z przestępstwa, 16 foliowych pakietów z marihuaną, mefedron oraz haszysz. W sumie ponad 6 kilogramów środków odurzających.

Bracia w wieku 26 i 30 lat usłyszeli już zarzuty posiadania znacznej ilości środków odurzających, za co zgodnie z ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii grozi im teraz do 10 lat pozbawienia wolności. Sąd na wniosek prokuratury zdecydował już o tymczasowym aresztowaniu mężczyzn na 3 miesiące.
Źródło info i foto: Policja.pl

Strzelał do uczniów z wiatrówki. Ranna 16-latka

32-letni mężczyzna z okna swojego mieszkania strzelał z wiatrówki do uczniów znajdujących się przed budynkiem legnickiej szkoły raniąc śrutem 16-latkę w okolice oka. Podczas przesłuchania tłumaczył, że dzieci zakłócały mu spokój. 32-latkowi grozi do trzech lat więzienia. Do zdarzenia doszło w poniedziałek. Legniccy policjanci otrzymali zgłoszenie, że na terenie jednej z legnickich szkół, ktoś strzela do przebywających na podwórku szkolnym dzieci.

Na miejsce natychmiast udali się funkcjonariusze, którzy ustalili, że w wyniku zdarzenia ranna śrutem w okolice oka została 16-letnia dziewczyna. Została przetransportowana do szpitala – przekazała w środę oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Legnicy podkom. Jagoda Ekiert.

Dodała, że policjanci natychmiast udali się we wskazane przez świadków miejsce, skąd mogły paść strzały. – Mundurowi zapukali do drzwi jednego z mieszkań. Po chwili otworzył je mężczyzna trzymający na rękach małe dziecko. 32-latek zaprzeczał, aby w domu posiadał jakąkolwiek broń pneumatyczną, z której mógłby strzelać do dzieci – powiedziała Ekiert.

„Dzieci zakłócały mu spokój”

Mężczyzna nie chciał wpuścić policjantów do swojego mieszkania. Funkcjonariusze weszli jednak do środka, a podczas przeszukania znaleźli pięć jednostek broni pneumatycznej oraz śrut i kapsuły CO2.

32-latek został zatrzymany. Policjanci postawili mu zarzut m.in. narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. – Mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów, tłumacząc się tym, że dzieci zakłócały mu spokój, zdenerwował się, więc postanowił je nastraszyć, strzelając z tzw. wiatrówki. Prokurator zastosował wobec niego dozór policji – podała Ekiert. Za popełnione przestępstwo grozi mu kara do trzech lat więzienia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Amsterdam: Zamordował i spalił ciężarną żonę. Jest wyrok

Sąd w Amsterdamie wymierzył w poniedziałek Bashirowi K. karę 20 lat pozbawienia wolności za zamordowanie i spalenie ciężarnej żony. 46-letni mężczyzna udusił we wrześniu 2019 r. w Haarlem swoją ciężarną żonę, a następnie podpalił mieszkanie. Pożar spowodował eksplozję i konieczna była ewakuacja 48 mieszkań – informowały wówczas media. Mężczyzna został zatrzymany na miejscu przez policję.

W poniedziałek po południu sąd w Amsterdamie przychylił się do wniosku prokuratora i wymierzył sprawcy karę 20 lat pozbawienia wolności – podał portal NU. Sąd uznał go za poczytalnego i nakazał mu również wypłacenie po 20 tys. euro trójce jego dzieci, które przebywały w mieszkaniu tego dnia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Oszust wyłudził pieniądze od Polaków w Holandii. Stracili tysiące euro

Pośrednik wynajmujący w Holandii mieszkania migrantom zarobkowym z Polski wyłudził od nich tysiące euro. Sprawa została zgłoszona policji – poinformował dziennik „NRC”. Z artykułu wynika, iż co najmniej siedmiu Polaków przez prawie dwa lata zapłaciło pośrednikowi tysiące euro poza należnym czynszem.

W podpisanym kontrakcie oferowano im pakiet usług za około 300 euro miesięcznie. Usług, których nigdy nie chcieli i z których nigdy nie korzystali, np. pomoc w tłumaczeniach czy ubieganie się o pozwolenie na parkowanie – podaje dziennik. Polacy przekazali pieniądze na konto firmy pośrednika. Dziennikarze „NRC” uzyskali dostęp do wyciągów bankowych, umów najmu i innych dokumentów siedmiu polskich migrantów zarobkowych, które to potwierdzają. Opisywany pośrednik zaprzecza, że doszło do oszustwa. Polacy świadomie podpisywali umowę – powiedział dziennikowi. Dodał, że „pakiet relokacyjny” był przez nich szeroko wykorzystywany.

„Okropna forma oszukiwania polskich najemców”

Sprawa została zgłoszona na policję przez Fundację Samen Onze Solidariteit (SOS), która zajmuje się pomocą migrantom zarobkowym z krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

„Okropna forma oszukiwania polskich najemców” – czytamy na profilu organizacji na Facebooku. Fundacja pracowała nad zgromadzeniem materiałów w sprawie oszustwa przez ponad dziewięć miesięcy – wynika z jej postu.

„NRC” informuje, że Vivada Properties, firma będąca wścieleniem nieruchomości, wysłała w lutym br. pismo do 25 najemców, którzy prawdopodobnie również zostali obciążeni dodatkowymi kosztami. „Chcielibyśmy zwrócić państwu uwagę, aby natychmiast wstrzymać te płatności, ponieważ są one niezgodne z prawem” – cytuje pismo dziennik. Dyrektor zarządzający firmy, Victor van Bommel, powiedział „NRC”, że jest dla niego całkiem jasne, że doszło do oszustwa.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Bandyci porwali znanego biznesmena z Jaworzna. Zażądali okupu

Biznesmen z Jaworzna został porwany. Zwabiła go była partnerka, która później, wraz ze wspólnikami, zażądała 60 tys. złotych. Następnie w sprawę zaangażowali się Czeczeni. Już przygotowywali się do kolejnego porwania, kiedy do ich mieszkań weszli uzbrojeni funkcjonariusze policji.

Tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia 2020 roku na parking przed marketem w Jaworznie został zwabiony 30-letni biznesmen. Miał się tam spotkać z byłą partnerką. Okazało się jednak, że 25-latka nie przyjechała sama. Towarzyszył jej nieznajomy 28-latek.

– „Osoby te zażądały od pokrzywdzonego wydania 25 tysięcy złotych, a następnie, grożąc mu przedmiotem przypominającym broń palną, zmusiły go, aby udał się z nimi samochodem do Krakowa” – informuje prok. Waldemar Łubniewski z Prokuratury Rejonowej w Katowicach.

W ten sposób mężczyzna został uprowadzony. Trafił na teren Małopolski, gdzie pod groźbą wypłacił z bankomatu 5 tys. złotych, które przekazał porywaczom.

– „Duet, powołując się na znajomości u Czeczenów oraz w towarzystwie jednego z nich, zażądał kolejnej sumy pieniędzy w kwocie 60 tys. złotych. Dopiero następnego dnia rano porywacze wypuścili mężczyznę i pozostawili go w Krakowie” – zdradza podinsp. Aleksandra Nowara z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

– „Dali mu również kilka dni czasu na zorganizowanie brakującej gotówki” – dodaje.

Po pewnym czasie 28-latek z Żor, biorący udział w porwaniu, przekazał sprawę swoim znajomym. Chciał spłacić dług. Jednym z nich był Czeczen, który uczestniczył w wymuszeniu gotówki, drugim inny obywatel Rosji.
Źródło info i foto: dziennikzachodni.pl

Policja zatrzymała 10 osób podejrzanych o organizowanie i czerpanie korzyści z prostytucji oraz handel ludźmi

Policjanci wkroczyli równocześnie do kilkunastu mieszkań i zatrzymali dziesięć osób, podejrzanych o organizowanie i czerpanie korzyści z prostytucji, handel ludźmi, wymuszenia rozbójnicze, nielegalne ściąganie długów z użyciem przemocy, uprowadzenia dla okupu i pozbawienia wolności ze szczególnym udręczeniem, udział w obrocie narkotykami i nowymi substancjami psychoaktywnymi oraz pranie brudnych pieniędzy.

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach rozbili grupę przestępczą, zajmującą się m.in. handlem ludźmi. Kryminalni weszli w tym samym czasie do kilkunastu mieszkań, zatrzymując 10 osób. Zatrzymani, związani ze środowiskiem pseudokibiców jednego z klubów piłkarskich, usłyszeli zarzuty m.in. udziału i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, czerpania korzyści z prostytucji, wymuszeń rozbójniczych oraz handlu narkotykami. Dziewięcioro z nich zostało już tymczasowo aresztowanych.

Kryminalni z katowickiej komendy wojewódzkiej od kliku miesięcy rozpracowywali pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Gliwicach zorganizowaną grupę przestępczą. Miała działać od początku 2020 roku w okolicy Wodzisławia Śląskiego. Sledczy opisują, że cechowała ją multiprzestępczość ukierunkowana przede wszystkim na czerpanie korzyści majątkowej z prostytucji w powiązaniu z handlem ludźmi, ściąganie haraczy i utrzymywanie dominującej roli w środowisku przestępczym na terenie Wodzisławia Śląskiego, w tym kontrolowanie rynku narkotykowego. Jej członkowie, wedle policji, byli związani ze środowiskiem pseudokibiców jednego z klubów piłkarskich. Policjanci, po zebraniu wystarczającej ilości materiału dowodowego, wkroczyli jednocześnie do kilkunastu mieszkań, zatrzymując łącznie 10 osób.

Mają od 20 do 35 lat

Zatrzymanym osobom tym przedstawione zostały zarzuty: kierownictwa i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, organizowania i czerpania korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji przez inne osoby, handlu ludźmi, wymuszeń rozbójniczych, nielegalnego ściągania długów z użyciem przemocy, uprowadzeń dla okupu i pozbawienia wolności ze szczególnym udręczeniem, a także udziału w obrocie narkotykami i nowymi substancjami psychoaktywnymi, czy prania brudnych pieniędzy.

Dziewięć osób w wieku od 20 do 35 lat zostało już tymczasowo aresztowanych. Czterem osobom za poszczególne czyny grozi kara do 25, a pozostałym od 8 do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Policja publikuje zdjęcia podejrzanych o podpalenie mieszkania podczas Marszu Niepodległości

W czasie Marszu Niepodległości w Warszawie doszło do podpalenia mieszkania. Nieustaleni i zamaskowani uczestnicy rzucili racę na jeden z balkonów budynku mieszkalnego przy moście Poniatowskiego. Policja opublikowała wizerunki potencjalnych sprawców pożaru. W środę ulicami Warszawy przeszedł coroczny Marsz Niepodległości. Doszło do zamieszek oraz starć między narodowcami a policją. Kilkudziesięciu funkcjonariuszy zostało rannych. Zatrzymano 36 osób. Podczas pochodu doszło też do podpalenia mieszkania.

Kilku z uczestników, przechodząc przez most Poniatowskiego, rzuciło race w kierunku stojącego obok bloku. Jedna z nich trafiła na balkon mieszkania i wywołała pożar. Ustalono już, że poszkodowane mieszkanie jest pracownią znanego artysty fotografika oraz znawcy twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza.

„Policjanci ze śródmiejskiego wydziału dochodzeniowo-śledczego prowadzą postępowanie w sprawie zniszczenia mienia poprzez wywołanie pożaru na skutek wrzuconej do lokalu racy tj. o czyn z art. 288 kodeksu karnego ” – poinformowali stołeczni policjanci. Całe zdarzenie z chwilą podpalenia uchwyciły kamery miejskiego monitoringu. Policja zdecydowała się opublikować wizerunku osób, które mogą mieć związek z przestępstwem. Funkcjonariusze apelują o kontakt do każdego, kto rozpozna podejrzanych mężczyzn.

„Informacje w tej sprawie można przekazać dzwoniąc na numer +48 47 723-70-20, + 48 47 723-79-40, +48 47 723-91-50 albo w formie elektronicznej pisząc na adres: komendant.krp1@policja.gov.pl” – czytamy w komunikacie policji.

Mieszkanie, w którym wybuchł pożar, to pracownia Stefana Okołowicza, znanego artysty fotografika, znawcy życia i sztuki Stanisława Ignacego Witkiewicza, współfundatora Instytutu Witkacego. Gdy w pomieszczeniu pojawił się ogień, artysty nie było w pracowni. Straż pożarną powiadomili sąsiedzi.

Niebezpieczny akt chuligaństwa skomentowała już Katarzyna Kobro-Okołowic, poetka i współzałożycielka Instytutu Witkacego.

„Drodzy, krótka informacja. To nie jest nasze mieszkanie, a pracownia. Nie spłonęły dzieła sztuki Witkacego, bo nie są tam przechowywane. Są tam banery na wystawy z reprodukcjami. Uszkodzone są okna i podłoga, wyważono drzwi. Celowano zapewne, dwa piętra wyżej – na balkonie były banery nawiązujące do Strajku Kobiet… Dziękujemy osobie, która wezwała straż” – napisała na swoim profilu na Facebooku.
Źródło info i foto: wp.pl

Przeszukania CBA w warszawskiej siedzibie PZPN

Afera melioracyjna sięgnęła Polskiego Związku Piłki Nożnej. W czwartek rano, na polecenie prokuratora, funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeprowadzili kilkanaście przeszukań, w tym w siedzibie PZPN w Warszawie. Prokuratura w oficjalnej informacji przekazała, że przeszukano nie tylko główną siedzibę PZPN w Warszawie, ale też okręgowe związki piłki nożnej, Urząd Miejski w Koszalinie, siedziby kilku firm i prywatne mieszkania.

Afera melioracyjna: o co w niej chodzi?

Czwartkowe przeszukania są związane z jednym z wątków tzw. afery melioracyjnej, dotyczącej „nieprawidłowości finansowych w działalności Fundacji All Sports Promotion, działającej w imieniu AZS Koszalin SA”.

PK przypomina, że w lipcu 2019 roku zatrzymano w tej sprawie 7 osób, które usłyszały zarzuty prania pieniędzy i oszustwa. Wśród zatrzymanych w ubiegłym roku był prezes fundacji Łukasz B. oraz radca prawny i doradca podatkowy Michał D.

W latach 2011-2013 Fundacja działająca w imieniu AZS Koszalin SA miała podpisywać umowy na usługi reklamowe z Zakładami Chemicznymi. Jednak po przeprowadzeniu analizy dokumentacji ujawniono, że część środków przekazywanych przez ZC nie trafiała do AZS Koszalin SA, tylko były przelewane na konto innej fundacji, a następnie przekazane na rzecz spółki i wypłacone przez jej wspólników. „W konsekwencji doszło do niekorzystnego rozporządzenia mieniem przez Zakłady Chemiczne w kwocie ok. 2 milionów złotych” – podała PK.

W toku prowadzonego w zachodniopomorskim wydziale PK śledztwa zgromadzono dowody, które – jak podaje Dział Prasowy PK – uzasadniały przeprowadzenie przeszukań w dniu 10 września.

Jednym z wyłączonych wątków tego postępowania jest wątek senatora Stanisława Gawłowskiego. 3 lipca 2019 roku prokurator skierował przeciwko niemu akt oskarżenia. Gawłowski oskarżony jest m.in. o przyjęcie łapówek w wysokości co najmniej 733 tys. zł w gotówce, a także w postaci nieruchomości w Chorwacji i dwóch luksusowych zegarków. Miał też nakłaniać do wręczenia łapówki dyrektorowi Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie, ukrywać pochodzenie z przestępstwa chorwackiej nieruchomości, ujawnić informację niejawną i popełnić plagiat w pracy doktorskiej.

Proces toczy się w szczecińskim sądzie okręgowym.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gangsterzy założyli agencję nieruchomości, żeby zorganizować sieć agencji towarzyskich

Siedleccy gangsterzy założyli agencję nieruchomości, aby pod jej przykrywką wynajmować lokale prostytutkom. Kobiety płaciły od 200 do 300 zł za dzień z korzystania lokalu, bez względu na to ilu miały klientów. Interes popsuli śledczy z mazowieckich „pezetów” i funkcjonariusze CBŚP, którzy zatrzymali pięciu sutenerów i zlikwidowali w kilku miejscowościach sześć lupanarów. Co ciekawe jeden z przybytków rozkoszy działał naprzeciwko prokuratury.

Biznes rozkręcili młodzi gangsterzy z Siedlec, którzy byli przekonani, że wpadli na dobry sposób zamaskowania dodatkowej działalności. Założyli bowiem firmę, która oficjalnie zajmowała się wynajmem nieruchomości.

Następnie przestępcy wynajęli kilka lokali, głównie w Siedlcach, Mińsku Mazowieckim czy Łukowie, których właściciele nie mieli pojęcia, do czego posłużą. A to właśnie te mieszkania, były później wynajmowane prostytutkom. Już oficjalnie jako zasoby gangsterskiej agencji nieruchomości.

– „Panienki” musiały płacić za dzień wynajmu. W zależności czy była to kawalerka, czy mieszkanie dwupokojowe stawka wynosiła 200 lub 300 zł. Prostytutki nie musiały już oddawać gangsterom nawet części zarobku. A niektóre potrafiły zarobić nawet do 1,5-2 tysiąca złotych dziennie. Dodatkowo „agenci” zaopatrywali lokale w stosowne akcesoria czy lubrykanty – mówi tvp.info jeden ze śledczych.

Sutenerzy płacili nawet stosowne podatki za wynajem mieszkań, w których działały „mieszkaniówki”. Nie mieli też najmniejszego problemu z najemczyniami. Kontaktowali się z nimi za pomocą popularnych serwisów z seksualnymi anonsami. Według informacji portalu tvp.info, dochodziło do sytuacji, że do sutenerów zgłaszały się kobiety chętne na pracę na ich terenie, ale musiały czekać, aż konkurentki zwolnią lokale.

Upadek

Na trop sutenerów wpadli śledczy z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Razem z funkcjonariuszami CBŚP z Warszawy rozpracowywali grupę przez blisko rok. Przez ten czas zdobyli wiele dowodów, w tym tych wynikających z inwigilacji przestępców. Przez lokale gangu przewinęło się od połowy 2018 roku co najmniej 60 kobiet, ale liczba ta jest pewnie znacznie większa.

Niedawno zapadła decyzja o zatrzymaniu przedsiębiorczych gangsterów. Na terenie Siedlec i okolicznych miast zatrzymano pięć osób w wieku od 30 do 59 lat. Najstarszym z podejrzanych jest ojciec jednego z gangsterów, który nie mógł znaleźć pracy i syn wkręcił go w seksbiznes.

W mazowieckich „pezetach” wszyscy usłyszeli zarzuty „ułatwiania uprawiania prostytucji oraz czerpania z tego korzyści majątkowych”. Dodatkowo dwóch mężczyzn odpowie za „wprowadzanie do obrotu i posiadanie znacznych ilości narkotyków”, a jeden za nielegalne posiadanie broni. Czterech podejrzanych trafiło do aresztów.

Policjanci zlikwidowali także sześć „mieszkaniówek” na terenie Siedlec, Mińska Mazowieckiego i Łukowa. Jeden z takich przybytków rozkoszy co najmniej od połowy 2018 roku działał w budynku naprzeciwko miejscowej prokuratury.

Podczas przeszukań funkcjonariusze znaleźli między innymi pistolet maszynowy skorpion oraz narkotyki: amfetaminę, marihuanę czy kokainę. Policjanci zabezpieczyli także sprzęt do uprawy konopi.
Źródło info i foto: TVP.info