Polski dziennikarz TVN zatrzymany w Mińsku przez OMON jest już na wolności

6318409 27.08.2020 Law enforcement officers are pictured during a rally against presidential elections results on Minsk streets, Belarus. Viktor Tolochko / Sputnik

Andrzej Zaucha, korespondent „Faktów” TVN zatrzymany w Mińsku przez OMON, jest już na wolności. „Cieszymy się z tego, że nic mu się nie stało podczas zatrzymania przez białoruską milicję” – powiedział w czwartek wiceszef MSZ Marcin Przydacz. Dziennikarz TVN Andrzej Zaucha zatrzymany w trakcie protestów na Białorusi został wypuszczony. „Cieszymy się, że redaktor Andrzej Zaucha jest już wolny i może realizować swoje zadania, cieszymy się również z tego, że nic mu się nie stało podczas zatrzymania przez białoruską milicję w Mińsku” – powiedział w czwartek wiceszef MSZ Marcin Przydacz.

Jak informowała stacja TVN24, wśród 20 dziennikarzy zatrzymanych w czwartek przez białoruską milicję w Mińsku był korespondent „Faktów” TVN Andrzej Zaucha.

Przydacz pytany w czwartek wieczorem w TVN24, czy otrzymał jakieś wytłumaczenie zaistniałej sytuacji, odparł, że w pierwszej kolejności otrzymał informację od innego polskiego dziennikarza znajdującego się na Białorusi o fakcie zatrzymania grupy dziennikarzy, wśród której znajdował się także dziennikarz TVN.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

24-letni Polak zatrzymany w Mińsku. Matka błaga o pomoc

Mój syn Kacper Sienicki został zatrzymany przez milicję na Białorusi. Nie mam z nim kontaktu. Płaczę, nie wiem, gdzie go wywieźli – mówi Aneta Sienicka, matka chłopaka.

Kacper Sienicki do Mińska poleciał w piątek. Jak mówi „Wprost” jego mama, uważał, że to przełomowy czas dla Białorusinów. „Bardzo chciał tam być i wspierać swoich znajomych”. 24-latek ukończył Studium Europy Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim, stąd jego zainteresowanie wyborami prezydenckimi na Białorusi.

– Od poniedziałku, od godziny 18:00 nie mam z nim kontaktu. We wtorek o 19:00 miał być w Warszawie, ale nie przyleciał. Wiem, że zdążył się jeszcze odprawić na wtorkowy lot do Polski. Prawdopodobnie wykorzystał chwilowy dostęp do internetu – mówi matka Kacpra, Aneta Sienicka.

Pytana, skąd ma informację o zatrzymaniu syna, odpowiada: – Dowiedziałam się nieoficjalnie z ambasady w Mińsku, która niestety nie uzyskała potwierdzenia, ale od postronnych osób wie, że zatrzymano dwóch Polaków, z których jeden miał wylecieć dzisiaj do Polski.

„Nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ambasada RP w Mińsku nie są obecnie w stanie mi pomóc. Nie wiem, gdzie go wywieziono i nie wiem co robić. Płaczę i błagam was o udostępnianie tego postu, bo tylko nagłaśniając tę sprawę mogę cokolwiek teraz zrobić. Mam nadzieję, że nic mu nie jest i szybko się do mnie odezwie” – apeluje o wsparcie.

W sprawie Kacpra Sienickiego skierowaliśmy pytania do Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Ambasady RP w Mińsku. Czekamy na odpowiedź.

W poniedziałek poinformowano o pierwszej ofierze śmiertelnej protestów na Białorusi. Zginął mężczyzna, który brał udział w antyrządowej demonstracji. W dłoni eksplodował mu granat, który chciał rzucić w kierunku milicjantów. Białoruski resort zdrowia poinformował, że po protestach w szpitalach przebywa ponad 200 rannych. Głównie z urazami czaszki, klatki piersiowej i jamy brzusznej.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Brutalne zatrzymania przez milicję na Białorusi

Po dużych protestach w niedzielę i poniedziałek, we wtorek siły bezpieczeństwa starają się je uniemożliwić i organizują „polowania” na protestujących i dziennikarzy. Białorusini wychodzą na ulice pomimo nagrania – wykonanego przez reżimowe służby – na którym Swiatłana Cichanouska wzywała, by „nie marnować życia”.

Trzeci dzień z rzędu na Białorusi były dziś przygotowywane protesty. Zapowiadano je w przynajmniej kilkunastu miejscach. Między innymi w Brześciu, Witebski i Mińsku. Jednak utrudniony dostęp do internetu komplikuje ich organizację, zaś siły specjalne już po południu obstawiły centrum miasta i inne jego części.

We wtorek protestów tak dużych jak dzień wcześniej już nie było – pojawiały się za to jeszcze liczniejsze informacje o wyłapywaniu czy wręcz „polowaniu” na protestujących i dziennikarzy. Wielu przedstawicieli mediów zostało zatrzymanych lub pobitych przez służby bezpieczeństwa. Także ze względu na represje wobec mediów oraz blokadę internetu trudno jest mieć pełen obraz sytuacji w Mińsku i innych miastach.

Według relacji Biełsatu milicjanci z OMON systematycznie rozbijają szyby i lampy samochodów na ulicach, by zastraszyć ludzi i zniechęcić do wyjazdu autami na protesty (odbywają się m.in. strajki samochodowe). W ciągu dnia pojawiały się także informacje o strajkach w zakładach pracy.

Wiadomo, że poniedziałkowe starcia protestujących z milicją trwały prawie całą noc. W szpitalach w Mińsku przebywa obecnie około 200 osób, które odniosły obrażenia w trakcie starć w niedzielę i w poniedziałek. Mieszkańcy stolicy przynoszą kwiaty i białe wstążki na ulicę Prytyckiego, w miejscu, w którym podczas wczorajszych starć z OMON-em zginał mieszkaniec Mińska. Tylko wczoraj służby porządkowe zatrzymały ponad 2 tysiące osób.

„OMON i wojska wewnętrzne działały dzisiaj bezlitośnie, pacyfikując i zastraszając każdą niewielką grupę. W okolicy metra Kamienna Horka rzucano granaty. Padały strzały. Podjeżdżały duże ciężarówki i busy, z których wychodzili żołnierze wojsk wewnętrznych i OMON-owcy” – relacjonował w korespondencji Outriders dla Gazeta.pl Piotr Andrusieczko.

Wyjazd i nagranie Cichanouskiej

W nocy z poniedziałku na wtorek pojawiły się informacje dot. opuszczenia kraju przez opozycyjną kandydatkę na prezydenta Swiatłanę Cichanouską. We wtorek rano minister spraw zagranicznych Litwy poinformował, że Cichanouska – kontrkandydatka Alaksandra Łukaszenki, która według niezależnych sondaży wygrała wybory – przebywa na terenie jego kraju, gdzie „jest bezpieczna”.

Niedługo później w sieci pojawiło się nagranie, na którym Cichanouską zapewnia, że sama podjęła decyzję o wyjeździe z kraju. – Nikt mnie do tego nie przekonał. Nikt, ani przyjaciele, rodzina, ani sztab, ani Sergiej (mąż – red.), nikt nie mógł tej decyzji (o wyjeździe – red.) za mnie podjąć – mówiła. Apelowała też do protestujących, by baczyli na swoje bezpieczeństwo. – Nie warto marnować życia. Ani jedno życie nie jest warte tego, do czego teraz dochodzi. Życie dzieci jest najważniejsze – stwierdziła.

Kamil Kłysiński z Ośrodka Studiów Wschodnich mówił na antenie TOK FM, że wyjazd Cichanouskiej z Białorusi to „z pewnością efekt pracy służb”. Według relacji Maryji Kalesnikawej, współpracowniczki opozycjonistki, kandydatka była sama przez kilka godzin z przedstawicielami organów ścigania w siedzibie Centralnej Komisji Wyborczej. Wtedy miało powstać nagranie.

Później w swoich nagraniach dwie pozostałe opozycjonistki (w tym Kalesnikawa) z „kobiecego triumwiratu”, który rzucił wyzwanie prezydentowi, zapewniły o dalszym poparciu dla Cichanouskiej po jej wyjeździe.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Próba szturmu na ambasadę USA w Bagdadzie

Ambasador Stanów Zjednoczonych w Iraku oraz pracownicy ambasady zostali ewakuowani z budynku w stolicy kraju – Bagdadzie. Na ulicach miasta i przed ambasadą zgromadziło się kilka tysięcy osób, które próbowały wedrzeć się do budynku. W gmachu pozostali pracownicy ochrony.

Demonstracje wybuchły po amerykańskich nalotach na cele szyickiej milicji Kataib Hezbollah, do których doszło w weekend w Iraku i w Syrii. Demonstranci, którzy sprzeciwiają się tym działaniom, rozbijali kamery miejskiego monitoringu, rzucali butelkami w kierunku ambasady, wznosili antyamerykańskie i antyżydowskie hasła.

Media opisują, że doszło do próby „szturmu” na ambasadę. Zniszczono i podpalono fragment ogrodzenia. Grupa zwolenników milicji dostała się na teren placówki – opisuje AP. Użyto wobec nich gazu łzawiącego. Ogień zauważono także w recepcji i na parkingu ambasady.

Atak USA na wspieraną przez Iran milicję

Niedzielny atak wojsk amerykańskich miał być odwetem na siły wspieranego przez Iran Kataib Hezbollah, który według nich stoi za piątkowym atakiem rakietowym na bazę wojskową w pobliżu miasta Kirkuk w północnym Iraku. Zginął wtedy cywilny pracownik amerykańskiej misji wojskowej, a pozostałych sześć osób zostało rannych.

W odwetowych amerykańskich nalotach zginęło 25 osób, a ponad 50 zostało rannych. Irak uznał, że działania wojsk Stanów Zjednoczonych są pogwałceniem suwerenności, a jego rada bezpieczeństwa stwierdziła, że będzie musiała zrewidować relacje z USA.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Bagdad: porwano trójkę obywateli Stanów Zjednoczonych

Trójka obywateli Stanów Zjednoczonych została uprowadzona przez „milicje” w stolicy Iraku, Bagdadzie – podała panarabska stacja telewizyjna Al-Arabija, powołując się na własne źródła. Amerykańska ambasada w Bagdadzie przekazała, że wie o tych doniesieniach, ale nie może komentować sprawy. Cytowany przez agencję Reutera przedstawiciel Departamentu Stanu USA oświadczył z kolei, że resort dyplomacji zna doniesienia o zaginionych i wraz z irackimi władzami pracuje nad ustaleniem ich miejsca pobytu i uwolnieniem.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Potrójny zamach samobójczy w Tall Tamer

Co najmniej 22 osoby zginęły w potrójnym zamachu samobójczym w kontrolowanym przez Kurdów mieście Tall Tamer na północnym wschodzie Syrii – podało w piątek Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Zamachowcy wysadzili się w powietrze w trzech ciężarówkach.

Liczba ofiar ataków, do których doszło w czwartek wieczorem, może wzrosnąć.

Przedstawiciel Obserwatorium dodał, że ofiary śmiertelne są również wśród funkcjonariuszy kurdyjskich sił bezpieczeństwa, ale nie podał liczb. Chodzi o agencję bezpieczeństwa wewnętrznego o nazwie Asaisz, ustanowioną przez autonomiczną kurdyjską administrację na północy Syrii. Jedna z ciężarówek wybuchła niedaleko centrum zdrowia, a druga w pobliżu targowiska – poinformowało Obserwatorium z siedzibą w Londynie.

Miasto Tall Tamer w prowincji Al-Hasaka jest kontrolowane przez kurdyjską milicję YPG (Ludowe Jednostki Samoobrony), która zwalcza dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS) przy wsparciu z powietrza sił amerykańskich. YPG pokazały, że są jak dotychczas najskuteczniejszym partnerem w terenie koalicji międzynarodowej pod dowództwem USA.
Żródło info i foto: interia.pl

„Obozy gwałtu” w Sudanie

W Sudanie Południowym powstały „obozy gwałtu”. Żołnierze oraz pomagające im milicje porywają kobiety, by wykorzystywać je jako seksualne niewolnice. 30-letnia Nyabena, matka pięciorga dzieci, została pojmana w swej wiosce nieopodal Bentiu, stolicy roponośnego stanu Unity na północy kraju. Od ponad półtora roku trwa tam brutalna wojna domowa między poplecznikami prezydenta Salvy Kiira i byłego wiceprezydenta Rieka Machara. Zbrojni watażkowie przyszli do wioski w kwietniu. Mężczyzn i chłopców zastrzelili. Domy zrabowali i zrównali z ziemią. Blisko 40 kobietom i dziewczynkom kazano maszerować do Kotongu, twierdzy majora-generała Matthewa Puljanga, dowódcy plemiennej bojówki Bul-Nuer walczącej u boku sił rządowych przeciw innym Nuerom.

Nyabena płakała, gdy rozdzielano ją z dziećmi. W obozie za dnia kazano jej pracować – musiała przenosić zrabowaną żywność i inne dobra, czerpać wodę, pleć grządki. Była pilnie strzeżona. W nocy przywiązywano ją do słupa. Każdy z mężczyzn mógł ją odwiązać i zgwałcić. Jednej nocy przychodziło nawet czterech.

Kobiety, które się opierały lub nie chciały pracować, znikały bez śladu. Taki los spotkał dziesięć towarzyszek Nyabeny.

Reporterzy AFP wysłuchali w bazie ONZ w Bentiu dziesiątek takich opowieści. Niektórym kobietom udało się zbiec; inne wypuścili sami oprawcy, gdy uznali, że są zbyt poranione i wychudzone.

„Porwania kobiet i dziewczynek, by czynić z nich seksualne niewolnice – niektóre są trzymane w niewoli bezterminowo wraz z setkami innych w ukrytych obozach gwałtu – to niepokojący nowy aspekt konfliktu w Sudanie Południowym, który trwa już 21 miesięcy. Zbrodnie wojenne i naruszenia praw człowieka są tam już dobrze udokumentowane” – czytamy w raporcie AFP.

O porwaniach w tym kraju mówi się mniej niż w przypadku Nigerii, gdzie uwagę świata przykuły dziewczynki uprowadzone z internatu w Chibok przez dżihadystów Boko Haram w kwietniu 2014 r. Tymczasem cytowany przez AFP wojskowy ocenia, że podczas trwającej od kwietnia do lipca ofensywy sił rządowych w Unity porwano „tysiące kobiet”.

O bestialstwach, jakich dopuszczali się podczas tej akcji żołnierze, donosili już w zeszłym miesiącu eksperci ONZ. „Taka intensywność i brutalność przemocy wobec cywili była dotąd niespotykana. W niezwykle gwałtownym konflikcie osoby cywilne są celem dla każdej ze stron” – głosił dokument ekspertów dla Rady Bezpieczeństwa ONZ. Wspominał o stosowanej przez rządową armię taktyce spalonej ziemi – doszczętnym niszczeniu wiosek, tropieniu ludzi, którzy skryli się na bagnach, gwałtach na kobietach i dzieciach, paleniu mieszkańców żywcem w ich domach. Wcześniej obrońcy praw człowieka alarmowali także o okrucieństwach rebeliantów.

Al-Dżazira zapytała niedawno rzecznika rządu w Dżubie o oskarżenia pod adresem żołnierzy. Odparł, że „dochodzenia są w toku”, ale przestrzegł, by nie wierzyć w „kampanię oszczerstw” mówiących o masowych gwałtach.

W sierpniu pod naciskiem międzynarodowej społeczności walczące strony podpisały porozumienie pokojowe przewidujące m.in. przerwanie walk. Jednak rozejm jest łamany. Na niesnaski polityczne, które stanowiły bezpośrednią przyczynę konfliktu, nakładają się podziały etniczne: większość Nuerów popiera Machara, większość Dinków – Kiira. Walki wypędziły z domów ok. 2,3 mln spośród ponad 11 mln mieszkańców Sudanu Południowego. Zabitych przestano liczyć, jest ich co najmniej kilkadziesiąt tysięcy. Spustoszony dziś kraj jeszcze przed wojną należał do najbiedniejszych na świecie.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Dżihadyści IS zajęli Palmirę

Bojownicy Państwa Islamskiego (IS) przejęli w środę po zażartych walkach kontrolę nad prawie całą Palmirą w środkowej Syrii. Z miasta prorządowe milicje ewakuowały wcześniej ludność, a także kilkaset cennych rzeźb. O zajęciu przez dżihadystów miasta w prowincji Hims, a w języku arabskim noszącego nazwę Tadmur, poinformowało Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie.

Palmira zajęta przez islamistów

Atak IS na Palmirę to część ofensywy w kierunku zachodnim prowadzonej przez dżihadystów, która zwiększa ciężar walk toczonych przez syryjskie wojsko i milicje wierne prezydentowi Baszarowi el-Asadowi. Wojsko i milicje również na północnym zachodzie ponoszą straty w walce z islamistami. Wideo umieszczone na portalu YouTube pokazało czarny dym nad Palmirą, a podpis z datą 20 maja informował o atakach powietrznych na miasto. Obserwatorium podało że obie strony długie godziny się ostrzeliwały i że wojsko przeprowadziło naloty.

W środowy wieczór obserwatorium podało, że islamiści zajęli Palmirę i nie wiadomo, jaki los spotkał dużą część syryjskich oddziałów rządowych. Nie wiadomo, ile wojsk zdołało się wycofać z miasta.
„Boimy się o muzeum i wielkie monumenty”

Dyrektor Departamentu Starożytności i Muzeów Syryjskich Maamun Abdul Karim wezwał w środowy poranek syryjskie wojsko, opozycję i społeczność międzynarodową do ratowania miasta wpisanego na listę zabytków dziedzictwa kultury UNESCO przed dżihadystami. Jak powiedział później agencji Reutera, ze starożytnego miasta część posągów przetransportowano do bezpieczniejszych miejsc. Palmira słynie m.in. z kolumnowych portyków i rzeźby sepulkralnej, a na liście UNESCO figuruje od 1980 roku. Od 2013 r. została wciągnięta na listę zabytków zagrożonych, na której w Syrii jest również Aleppo, Bosra, Damaszek, starożytne miasta na północy oraz twierdze Krak de Chevaliers i Kalat Salah ad-Din.

– Setki rzeźb, o które obawialiśmy się, że zostaną porozbijane i sprzedane, są teraz w bezpiecznym miejscu – powiedział Abdul Karim, który w zeszłym roku otrzymał nagrodę UNESCO za ratowanie dziedzictwa kultury. – Boimy się o muzeum i wielkie monumenty, których nie można przenieść.

W obliczu postępów sunnickich ekstremistów z IS Francja zapowiedziała na 2 czerwca międzynarodowe spotkanie w Paryżu, w celu ogarnięcia „całości sytuacji” w Iraku i Syrii, z udziałem amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry’ego.

290 miejsc dziedzictwa kultury uszkodzonych

IS w Iraku zniszczyło liczne starożytności i zabytki. W marcu Syria odzyskała ponad 120 obiektów, m.in. nagrobków z nielegalnych wykopalisk, zrabowanych w Palmirze, gdzie złodzieje włamywali się do grobowców i rzymskich świątyń. Część łupów została wywieziona. Według UNESCO z nekropolii w Palmirze w listopadzie zrabowano ponad 20 portretowych popiersi zmarłych i kamienną głowę dziecka.

Zdjęcia satelitarne z Syrii ukazują 290 miejsc dziedzictwa kultury uszkodzonych podczas toczącej się tam wojny domowej – podał w grudniu Instytut ONZ ds. Badań i Szkoleń (UNITAR). W samej Syrii dżihadyści zniszczyli dwa wspaniałe asyryjskie lwy w mieście Ar-Rakka na północnym brzegu Eufratu. IS, które w Ar-Rakce założyło swoją stolicę, dokonało zniszczeń w pobliskim starożytnym semickim Mari (obecnie stanowisko archeologiczne Tall Hariri), które kwitło w latach 2900-1759 p.n.e., a także w Dura Europos i Apamei nad Orontesem – głównym ośrodku wojskowym Seleucydów (stanowisko archeologiczne Afamija) oraz Tell Hammam al-Turkman nad Balichem, lewostronnym dopływem Eufratu.

W tym roku według dyrektor generalnej UNESCO Iriny Bokowej „łupienie i niszczenie stanowisk archeologicznych osiągnęło bezprecedensową skalę”. Z muzeów w Ar-Rakce oraz w Dajr Atij na północ od Damaszku, jednego z największych i najbogatszych muzeów syryjskich, zrabowano ponad 1500 przedmiotów.

W marcu dyrektor syryjskich muzeów Ahmad Dib informował, że dla ratowania zabytków muzea dwa lata temu przekazały swoje zbiory do magazynów. Natomiast przedmioty złupione ze stanowisk archeologicznych wpisano na „czerwoną listę”, którą przekazano Interpolowi. W tym roku Rada Bezpieczeństwa ONZ ogłosiła zakaz handlu starożytnościami z Syrii.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Libia: porwano zastępcę szefa wywiadu

Zastępca szefa libijskiego wywiadu Mustafa Noah został porwany na parkingu przy lotnisku w Trypolisie – informuje Reuters, powołując się na źródła w służbach bezpieczeństwa Libii. Noaha, który nie miał przy sobie ochroniarzy, wciągnięto do samochodu i wywieziono w nieznanym kierunku. Nikt nie przyznał się do tego porwania; w przeszłości rywalizujące libijskie milicje porywały znane osobistości. W zeszłym miesiącu porwano nawet premiera Alego Zidana, ale uwolniono go po kilku godzinach, nie czyniąc mu żadnej krzywdy. W piątek i w sobotę w Trypolisie co najmniej 43 osoby zginęły, a ponad 450 zostało rannych w starciach, które wybuchły po protestach mieszkańców przeciw stacjonującej w stolicy zbrojnej milicji. Władze miejskie Trypolisu ogłosiły w sobotę wieczorem trzydniowy strajk generalny w tym mieście na znak żałoby i solidarności z rodzinami ofiar starć. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Ukraina: zgwałcili i podpalili 18-latkę

Trzech młodych mężczyzn, którzy w marcu zgwałcili, próbowali udusić i podpalili 18-letnią dziewczynę w Mikołajewie na Ukrainie zostało skazanych przez miejscowy sąd na kary wieloletniego więzienia. Sprawa śmierci Oksany, która zmarła trzy tygodnie po napaści, wywołała liczne protesty w kraju. Tragedia rozegrała się w Mikołajewie w pierwszych dniach marca. Pewnego wieczora trzech młodych mężczyzn zaprosiło do domu jednego z nich poznaną w barze 18-latkę. Tam dziewczynę zgwałcili, a kiedy ta zagroziła, że poinformuje o wszystkim milicję, zaczęli ją dusić. Myśląc, że ich ofiara nie żyje, wynieśli ją na dwór, zawieźli na plac budowy i podpalili. Żródło info i foto: tvn24.pl