Były proboszcz parafii Grądy-Woniecko z wyrokiem za molestowanie ministranta

Na cztery lata i dwa miesiące więzienia skazał w piątek Sąd Rejonowy w Zambrowie byłego proboszcza parafii katolickiej w Grądach-Woniecku (woj. podlaskie), obecnie już osobę świecką, oskarżonego m.in. o przestępstwa o charakterze seksualnym wobec małoletniego, popełnione w latach 2012-2015. Historia księdza była jednym z wątków filmu dokumentalnego „Tylko nie mów nikomu” o przypadkach pedofilii w polskim kościele.

Sąd orzekł wobec skazanego dożywotni zakaz prowadzenia działalności, czy też zajmowania stanowisk związanych z edukacją nieletnich; na 5 lat nałożył na niego obowiązek powstrzymywania się od przebywania na terenie parafii w Grądach-Woniecku i kontaktowania się z pokrzywdzonym – poinformował PAP rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Łomży, sędzia Jan Leszczewski.

Wyrok nie jest prawomocny. Ze względu na to, że cały proces odbywał się z wyłączeniem jawności, które objęło również akt oskarżenia, prokuratura nie podaje, o jaką karę wnioskowała.

Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte 2,5 roku temu, po zawiadomieniu osoby pokrzywdzonej. Prokuratura Okręgowa w Łomży podawała wówczas w swoich komunikatach, że oskarżony – nadużywając stosunku zależności i zaufania małoletniego – kilka razy doprowadził go do „poddania się innym czynnościom seksualnym”, za które udzielił tej osobie korzyści majątkowych. Drugi zarzut dotyczył rozpijania osoby małoletniej.

W połowie października 2018 r. kuria diecezjalna w Łomży (do tej diecezji należy parafia Grądy-Woniecko) informowała w komunikacie, że do delegata biskupa łomżyńskiego ds. ochrony dzieci i młodzieży wpłynęło zgłoszenie dotyczące proboszcza tej parafii. Duchowny zrezygnował po tym z urzędu proboszcza, a jego rezygnacja została przyjęta.
Źródło info i foto: se.pl

Polska: Mimo sądowego nakazu ksiądz pedofil nie chce przeprosić swoich ofiar

Marek Mielewczyk, bohater filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, w latach 80. był ministrantem. Wówczas ksiądz Andrzej Srebrzyński wykorzystywał go seksualnie. Mimo sądowego nakazu przeproszenia, duchowny nigdy tego nie zrobił – podaje Onet.

W 2014 roku Marek Mielewczyk złożył do sądu pozew przeciwko księdzu Andrzejowi Srebrzyńskiemu, kartuskiej parafii i diecezji pelplińskiej. Pięć lat później Sąd Apelacyjny w Gdańsku nakazał parafii i diecezji przeprosić mężczyznę na piśmie. Zdecydował także, że Mieleczyk ma otrzymać 400 tys. złotych zadośćuczynienia. Wyrok został wykonany w maju bieżącego roku.

Natomiast 13 sierpnia w Sądzie Rejonowym w Świeciu podczas rozprawy sądowej Srebrzyński miał przeprosić mężczyznę, którego wykorzystywał, gdy ten miał 12 lat lat. Jednak ani duchowny, ani jego pełnomocnik do sądu nie przyszli. Jak podaje Onet, Srebrzyński ostał już skazany wyrokami kanonicznym i karnym, jednak nie przyznaje się do winy i nie chce przeprosić Mielewczyka.

„Ten człowiek po raz kolejny nie przyznaje się do popełnionej winy. W stosunku do mnie, ale też innych ofiar to wyraz znieczulicy i arogancji z jego strony. Po raz kolejny Srebrzyński potraktował nas jak śmieci. Po tych wszystkich latach, kiedy walczę o sprawiedliwość i po tej całej korespondencji, którą w tym czasie ja i mój adwokat otrzymaliśmy od tego człowieka to obrzydliwe, że dziś nie przyznaje się do winy i nie wykazuje żadnej skruchy” – powiedział w rozmowie z Onetem Marek Mielewczyk. Sąd jednak orzekł, że na przeprosiny duchowny ma trzy dni robocze – jeśli tego nie zrobi, za każdy dzień zwłoki będzie musiał zapłacić 500 zł na rzecz poszkodowanego. Będzie musiał to zrobić z własnych pieniędzy – do tej pory płacił Kościół.

„Żadne przeprosiny pod przymusem nie są ważne, więc, nawet jeśli Srebrzyński mnie przeprosi, to ja tych przeprosin nie przyjmę. Ten człowiek przez całe lata zaprzeczał temu, że wykorzystywał seksualnie mnie i wiele innych chłopaków. Przez te wszystkie lata kpił z nas i kłamał w żywe oczy. Zaprzeczał również, że mnie w ogóle zna, mam na to dowody” – stwierdził Mielewczyk.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Były ministrant z zarzutami za 13 włamań do kościoła

21-latek usłyszał zarzuty trzynastokrotnego włamania do jednego ze skierniewickich kościołów. Mężczyźnie, byłemu ministrantowi w okradzionej parafii, grozi do 10 lat więzienia – poinformowała Justyna Florczak-Mikina ze skierniewickiej policji. Mężczyznę, który w czerwcu i lipcu 13 razy włamywał się do zakrystii jednego z kościołów w Skierniewicach i systematycznie okradał parafię, miejscowi policjanci zatrzymali na gorącym uczynku w niedzielę późnym wieczorem.

„Proboszcz oraz zakrystian zauważyli, że ze zbiórki na tzw. tacę, która składana była w sejfie, znikały pieniądze. Sejf jednak nie miał na powierzchni żadnych uszkodzeń, podobnie jak drzwi do świątyni. Łącznie od czerwca 2020 roku zginęło blisko 7 tysięcy złotych” – podała rzeczniczka skierniewickiej policji młodsza aspirant Justyna Florczak-Mikina.

Policja ustaliła, że pieniądze i wartościowe rzeczy ginęły systematycznie. „Kradzieży mógł dokonywać ktoś, kto używał dorobionych kluczy, a działanie sprawcy wskazywało, że mógł znać rozkład pomieszczeń, zwyczaje i mechanizmy funkcjonowania kościoła” – przekazała Florczak-Mikina.

Okazało się, że takie klucze miał 21-letni były ministrant skierniewickiej parafii, którego zatrzymano podczas kolejnej próby kradzieży. Po przeszukaniu, w jego miejscu zamieszkania na terenie powiatu sochaczewskiego, znaleziono ponad 9 tys. zł oraz krzyże, kielichy i monstrancje.

Byłemu ministrantowi grozi 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Były ksiądz prawomocnie skazany za wykorzystywanie seksualne ministranta

2,5 roku w więzieniu ma spędzić były ksiądz z Opolszczyzny. Mężczyzna był oskarżony o to, że przed laty wykorzystał seksualnie jednego z ministrantów. Wyrok jest prawomocny. W maju 2019 roku Mariusz K., były ksiądz z parafii w Jemielnicy na Opolszczyźnie, został skazany na 2,5 roku więzienia. Mężczyzna był oskarżony o molestowanie 13-letniego ministranta, dziś dorosłego już mężczyzny. Do winy się przyznał, ale wyjaśnień składać nie chciał.

Wtedy sąd pierwszej instancji byłemu duchownemu dożywotnio zakazał zajmowania stanowisk i zawodów związanych z edukacją małoletnich. Oprócz tego mężczyzna otrzymał także 10-letni zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym i zakaz zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż 150 metrów. Decyzją Sądu Rejonowego w Strzelcach Opolskich miał też zapłacić 50 tysięcy złotych zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonego przez siebie byłego ministranta. Wyrok nie był prawomocny.

„Zaczął się do mnie dobierać”

Ofiara duchownego, 22-letni obecnie Dariusz Kołodziej (jego adwokat Tomasz Płachtej informuje, że jego klient zgadza się na podawanie pełnego imienia i nazwiska), tak relacjonował zachowania ekskapłana: – Przed moimi urodzinami ksiądz Mariusz powiedział, że ma dla mnie niespodziankę, że mnie zabierze gdzieś. Zabrał mnie do spa w Głuchołazach, rozebrał się w środku tam już do naga, nakłaniał mnie, żebym też się rozebrał.

To jednak, jak wynikało z słów mężczyzny, nie był koniec niewłaściwych zachowań K. W trakcie drogi powrotnej ksiądz miał zatrzymać samochód „gdzieś w środku pola”. – Nie minęło 15 minut, a on się zaczął do mnie dobierać – wspominał po latach Kołodziej.

Od wyroku sądu pierwszej instancji odwołały się wszystkie strony. Pełnomocnik Dariusza Kołodzieja kwestionował wysokość zadośćuczynienia. Z kolei oskarżyciel publiczny i obrońca oskarżonego odwoływali się od wysokości kary.

W czwartek sprawą zajął się Sąd Okręgowy w Opolu. Poprzednie rozstrzygnięcie utrzymano w mocy.

„Oskarżony wykazał pełną premedytację”

– Przy działaniu oskarżony wykazał pełną premedytację. To było działanie przemyślane i misterna intryga w celu doprowadzenia tego młodego człowieka do tych czynów. Te osoby dodatkowo były sobie bliskie, ponieważ oskarżony nadużył bardzo zaufania ministranta, jakim poszkodowany darzył księdza – podkreślał, w ustnym uzasadnieniu wyroku, sędzia.

Rozstrzygnięcie komentowała matka ofiary byłego duchownego. – Od dzisiaj może będę spokojniejsza o syna, że będzie mógł spokojniej funkcjonować, spać. Żadna kara nie jest adekwatna do czynu, który popełniono Chciałam mu podziękować za walkę, którą stoczył. Był na każdym procesie. Dzisiaj akurat nie mógł, bo jest na pogrzebie swojego przyjaciela, aby go pożegnać – przyznała Irena Kołodziej.

Mecenas Tomasz Płachtej poinformował, że wystosował wezwanie do zapłaty do kurii. Jednak ta miała odmówić zapłaty. – Wywalczona kwota nie jest kwotą wysoką wobec przestępstwa, jakiego dopuścił się ksiądz, który był odpowiedzialny za opiekę nad ministrantami. Odpowiedzialność spada nie tylko na samego oskarżonego, ale również na instytucję w której pracował, bo to ona była odpowiedzialna za opiekę nad ministrantami, a opieka dobra nie była – stwierdził Płachtej.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Były ksiądz Krzysztof G. jest podejrzany o dokonanie kilkudziesięciu gwałtów na ministrancie

Były ksiądz Krzysztof G. usłyszał zarzuty dokonania co najmniej kilkudziesięciu gwałtów na ministrancie z Chodzieży – poinformował w sobotę lokalny dziennik „Głos Wielkopolski”. Do przestępstw seksualnych miało dochodzić przez ponad 10 lat. Krzysztof G. zarzucane mu przestępstwa miał popełniać w latach 2001-2013, będąc jeszcze księdzem. Dopiero niedawno mężczyzna został wydalony ze stanu kapłańskiego.

Lokalny dziennik „Głos Wielkopolski” podał w sobotę, że Prokuratura Rejonowa w Chodzieży (woj. wielkopolskie) przedstawiła Krzysztofowi G. zarzuty m.in. dokonania co najmniej kilkudziesięciu gwałtów na Szymonie, byłym ministrancie z Chodzieży.

Do gwałtów miało dochodzić w latach 2002-2013. Jak wskazuje „Głos Wielkopolski”, „ksiądz przemocą lub podstępem miał doprowadzać do stosunków z Szymonem. To niejedyne zarzuty. Jest również podejrzany o inne przestępstwa seksualne związane również z molestowaniem. Niektóre z nich miał popełniać już od sierpnia 2001 roku, gdy Szymon nie miał jeszcze ukończonych 15 lat”.

Rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej prok. Michał Smętkowski podkreślił cytowany w publikacji, że „oprócz co najmniej kilkudziesięciu gwałtów, byłemu księdzu zarzucono również to, że co najmniej kilkadziesiąt razy nadużył stosunku zależności między nim, a ministrantem. Wykorzystał również jego trudną sytuację życiową oraz późniejsze uzależnienie od alkoholu i doprowadzał do obcowania płciowego”.

Krzysztof G. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Zastosowano wobec niego dozór policji i zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego.

„Głos Wielkopolski” przypomniał, że prokuratura śledztwo w tej sprawie prowadzi od trzech lat. O pomoc zwracała się wcześniej m.in. do poznańskiej kurii i abpa Stanisława Gądeckiego. Księża zasłaniali się jednak tajemnicą zawodową oraz sekretem papieskim i – jak wskazano w publikacji – „nie pomogli prokuraturze w zgromadzeniu dowodów w sprawie księdza Krzysztofa i pedofilii w Kościele”.
Źródło info i foto: interia.pl

Wielkopolska: ksiądz molestował ministranta?

Proboszcz niewielkiej podpoznańskiej parafii miał odurzać alkoholem i wykorzystać nastoletniego chłopca. Ksiądz nie przyznaje się do winy. Ta bulwersująca historia wstrząsnęła niewielkim Otorowem (woj. wielkopolskie). Jak twierdzą śledczy, proboszcz tamtejszej parafii Janusz Ś. (61 l.) molestował i rozpijał nastoletniego ministranta. Usłyszał już prokuratorskie zarzuty. Do winy się nie przyznaje, a zamiast do aresztu trafił do sanatorium.

Piekło, przez jakie przeszedł młody ministrant, rozegrało się na plebanii kościoła Wszystkich Świętych. Proboszcz najpierw składał chłopcu seksualne propozycje, potem go upijał i w końcu – korzystając z jego nietrzeźwości – brutalnie wykorzystał. Śledczy nie chcą mówić o szczegółach, jednak ksiądz najprawdopodobniej obmacywał chłopca w miejscach intymnych.

Molestowanie wyszło na jaw, gdy do szkoły chłopca trafił list podpisany fałszywym nazwiskiem. Anonimowy autor zawarł w nim różne pomówienia wobec ministranta, a władze szkoły zareagowały natychmiast i o sprawie zawiadomiły śledczych.

– Podejrzany usłyszał zarzut doprowadzenia do innych czynności seksualnych i rozpijania nieletniego – potwierdza Michał Franke z Prokuratury Rejonowej w Szamotułach. Ksiądz Janusz Ś. nie odpowie jednak za pedofilię, bo wykorzystany przez niego ministrant skończył już 15 lat. Po usłyszeniu zarzutów poprosił przełożonych o urlop zdrowotny, po czym wyjechał do sanatorium. – Nie przyznał się do winy i przedstawił odmienną wersję wydarzeń – twierdzi Franke.

Prokuratorzy zajmujący się sprawą nie zastosowali wobec proboszcza żadnych środków zapobiegawczych, jak choćby tymczasowego aresztowania. Ich zdaniem nie ma niebezpieczeństwa, że przebywając na wolności będzie utrudniał śledztwo. Obecnie prokuratura czeka na opinię biegłego grafologa, który przeanalizuje list przesłany do szkoły chłopca. Później do sądu ma trafić akt oskarżenia wobec księdza. Grozi mu do 5 lat więzienia.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Mariusz B. może zostać skazany na dożywocie za morderstwo 4 osób. Ciał brak

Na ławie oskarżonych 34-letni były menedżer, w młodości ministrant i szef pielgrzymek. Biegli: ponadprzeciętnie inteligentny, manipulujący ludźmi, z psychopatyczną osobowością. Zarzut: zamordowanie czterech osób. Ofiary: 40-letni Zbigniew D., 18-letnia Ola D., 55-letni Henryk S. oraz ksiądz Piotr. Motywy zbrodni: finansowe i emocjonalne. Dowody: poszlakowe. Ciał brak. Wyrok ws. Mariusza B. ma zapaść w najbliższy piątek. Jego sprawą media interesują się od lat. Lata 90. Parafia na warszawskiej Woli. Ministrant Mariusz B. jest nastolatkiem pochodzącym z rozbitej rodziny. Jak opisze to później Bogdan Wróblewski w „Gazecie Wyborczej”, ksiądz Piotr odkrywa w nim talent muzyczny, zapisuje do kościelnego chóru, zaczyna się nim opiekować. Niemal zastępuje mu ojca, do czasu, kiedy zaczyna się molestowanie. B. nie protestuje. Jest wierzący, uważa, że to Bóg osądzi zachowanie księdza. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Finał głośnego procesu o zabójstwo księdza

Obrońca Dawida M. wniósł, by wymierzyć jego klientowi jak najłagodniejszą karę. Prokurator żąda natomiast 25 lat pozbawienia wolności. Sąd Okręgowy w Częstochowie orzeknie w poniedziałek, jaką karę wymierzy byłemu ministrantowi w kościele w Blachowni (Śląskie) oskarżonemu o zabójstwo tamtejszego proboszcza. Proces, który z uwagi na charakter sprawy odbywał się z wyłączeniem jawności, rozpoczął się w czerwcu 2009 r. We wtorek sąd wysłuchał wystąpień końcowych stron. Zdaniem oskarżenia mężczyzna, który długo był ministrantem w parafii w Blachowni, kierował się motywem rabunkowym. Żródło info i foto: tvn24.pl