Białoruś: Dziennikarze wypuszczeni z aresztu

Niezależni białoruscy dziennikarze: Studzińska, była wieloletnia reporterka Radia Swaboda oraz Hruzdziłowicz i Daszczyński z tej samej redakcji a także Iliasz i Halota z telewizji Biełsat zostali wypuszczeni z aresztu w Mińsku – poinformowały w poniedziałek rano niezależne media.

Inna Studzińska, Aleh Hruzdziłowicz i Aleś Daszczyński ze Swabody oraz Ihar Iliasz i jeszcze jedna dziennikarka Biełsatu Hanna Halota zostali zatrzymani 16 lipca. Tego dnia funkcjonariusze resortów siłowych Białorusi przeprowadzili co najmniej kilkanaście rewizji w mieszkaniach dziennikarzy oraz w redakcjach niekontrolowanych przez państwo mediów, w tym wielu mediów lokalnych.

Daszczyńskiego i Halotę zwolniono z aresztu w piątek.

Władze i rządowe media twierdzą, że niezależne redakcje i organizacje pozarządowe, które również stały się celem masowych rewizji, przesłuchań i zatrzymań, działały na rzecz „mocodawców z Zachodu” i uczestniczyły w „finansowaniu protestów” na Białorusi. Radio Swaboda jest finansowane przez USA, a telewizja Biełsat przez Polskę. Dziennikarze tych mediów pracujący na Białorusi są obywatelami tego kraju.
Źródło info i foto: TVP.info

Białoruś: Partnerka Ramana Protasiewicza otrzymała dyplom ukończenia studiów. „Smutne, że to my go odbieramy”

Sofia Sapiega, 23-letnia partnerka opozycyjnego dziennikarza Ramana Protasiewicza, otrzymała zaocznie dyplom ukończenia studiów. Kobieta pod koniec maja została zatrzymana wraz ze swoim partnerem na lotnisku w Mińsku. Postawiono jej zarzut organizacji zamieszek, za co grozi nawet do 12 lat więzienia. Obecnie przebywa w areszcie domowym.

Jak podaje agencja Reutera, w piątek (2.07) miała miejsce ceremonia rozdania dyplomów ukończenia studiów na Europejskim Uniwersytecie Humanistycznym, białoruskiej uczelni działającej na emigracji w Wilnie. Sofia Sapiega nie mogła wziąć udziału w uroczystości, dlatego dyplom symbolicznie odebrali jej rodzice za pośrednictwem łącza wideo.

– Ukończenie studiów i otrzymanie dyplomu było marzeniem naszej córki. Smutne, że to my go odbieramy w imieniu ciężkiej pracy, którą w to włożyła – powiedziała Anna Dudich, matka Sapiegi.

23-latka została zatrzymana pod koniec maja br., jeszcze przed obroną pracy magisterskiej. – Postanowiliśmy jednak wręczyć jej dyplom jako apel do wszystkich ludzi na świecie o wsparcie dla naszych studentów – podkreślił rektor uczelni Siergiej Ignatow. Dodał, że obecnie pięciu studentów uczelni jest więźniami politycznymi na Białorusi.

– Wszyscy wspieramy ją i bardzo cieszymy się, że otrzymała dyplom. Chcemy, żeby wiedziała, że nie jest sama – powiedziała Aliaksandra, studentka prawa, która brała udział w uroczystości rozdania dyplomów.

Białoruś. Sofii Sapiedze grozi do 12 lat więzienia

Sofia Sapiega to 23-letnia Rosjanka, która wychowywała się na Białorusi. 23 maja wraz ze swoim chłopakiem Romanem Protasiewiczem, opozycyjnym dziennikarzem oraz byłym redaktorem naczelnym kanału NEXTA, wracała z wakacji w Atenach do Wilna na pokładzie samolotu Ryanair. Maszyna została jednak zmuszona do lądowania na lotnisku w Mińsku na podstawie fałszywych informacji o bombie.

Po lądowaniu, na pokład samolotu wkroczyły białoruskie służby specjalne, które wyprowadziły Protasiewicza. Służby zatrzymały również Sapiegę, co potwierdziła później rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa. Protasiewicz został oskarżony przez białoruski reżim o działalność terrorystyczną i organizację zamieszek. Z kolei Sapiedze postawiono zarzuty organizacji zamieszek oraz grupowych działań sprzecznych z żądaniami przedstawicieli władzy.

Sapiedze grozi do 12 lat pozbawienia wolności, a Protasiewiczowi do 15 lat więzienia. Para z początku przebywała w areszcie KGB w Mińsku, ale w ubiegłym tygodniu została przeniesiona do aresztu domowego w osobnych mieszkaniach.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd w Mińsku zdecyduje ws. partnerki Ramana Pratasiewicza

Sąd w Mińsku ma w poniedziałek rozpatrzyć skargę Sofii Sapiegi, partnerki Ramana Pratasiewicza, na jej zatrzymanie – poinformował jej adwokat Alaksandr Fiłanowicz. Kobieta przebywa w areszcie w Mińsku od końca maja. Według niepotwierdzonych informacji przekazywanych w mediach grożą jej zarzuty z trzech artykułów karnych – dotyczących masowych zamieszek, organizacji działań naruszających porządek publiczny i podżegania do nienawiści na tle społecznym.

Fiłanowicz powiedział również, że w piątek miał okazję zapoznać się z dokumentami w sprawie Sapiegi w Komitecie Śledczym. Wynika z nich, że 23 maja „wszczęto wobec niej jeszcze jedną sprawę karną”, jednak nie wiadomo, z jakiego artykułu. Nie wiadomo również dokładnie, ile i jakich postępowań wobec Sapiegi toczyło się wcześniej, ponieważ oficjalnie informacji na ten temat nie podawano, a adwokat ma zakaz ujawniania takich informacji.

Możliwe zarzuty

Według niepotwierdzonych informacji przekazywanych w mediach grożą jej zarzuty z trzech artykułów karnych – dotyczących masowych zamieszek, organizacji działań naruszających porządek publiczny i podżegania do nienawiści na tle społecznym.

Władze twierdzą, że była administratorką kanału, który ujawniał dane osobiste funkcjonariuszy struktur siłowych. Prorządowe sieci społecznościowe opublikowały nagranie, w którym Sapiega „przyznaje się” do prowadzenia tego kanału.

Przebywa w areszcie od końca maja

23-letnia Sapiega przebywa w areszcie od 23 maja. Została zatrzymana razem z Ramanem Pratasiewiczem po przymusowym lądowaniu w Mińsku samolotu Ryanair z Aten do Wilna (w związku z anonimową informacją o bombie). Pratasiewicz i Sapiega byli wśród pasażerów samolotu.

Sapiega jest obywatelką Rosji, ale posiada prawo pobytu na Białorusi. Studiuje w Wilnie. Adwokat Sapiegi po raz pierwszy zdołał się z nią spotkać dopiero po pięciu dniach od zatrzymania. Widział się z nią dwukrotnie rosyjski konsul.

W wywiadzie dla rosyjskiego „Kommiersanta” minister spraw zagranicznych Białorusi Uładzimir Makiej powiedział, że proces Sapiegi najpewniej odbędzie się na Białorusi. Wskazał on również na możliwość późniejszego ułaskawienia jej przez głowę państwa lub odbywania wyroku na terytorium Rosji.

Rada Praw Człowieka przy prezydencie Rosji oświadczyła, że będzie domagać się ekstradycji Sapiegi.

Pratasiewicz na liście osób „zaangażowanych w terroryzm”

Pratasiewiczowi władze zarzucają między innymi „organizację zamieszek” i działań poważnie naruszających porządek publiczny. Komitet Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) umieścił go na liście osób „zaangażowanych w terroryzm”, podobnie jak innych przedstawicieli opozycji.

Państwa zachodnie są przekonane, że władze Białorusi wymusiły lądowanie samolotu Ryanair groźbami i poderwaniem myśliwca. Działania Białorusi potępiło wiele rządów, w tym Polska, zarzucając władzom w Mińsku złamanie prawa międzynarodowego, piractwo, „terroryzm państwowy” i „porwanie samolotu”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Raman Pratasiewicz udzielił wywiadu białoruskiej telewizji. Krytykuje Polskę

Aresztowany w Mińsku opozycyjny dziennikarz Raman Pratasiewicz udzielił wywiadu białoruskiej telewizji państwowej. Skrytykował białoruską opozycję oraz krytyczny wobec Mińska kanał NEXTA. Ujawnił kilka informacji o środowisku opozycyjnym. oskarżał działaczy i media. Polsce i Litwie, które wspierają opozycję, zarzucił, że robią to dla własnych korzyści politycznych.

Pratasiewicz, który został zatrzymany 23 maja po przymusowym lądowaniu w Mińsku samolotu linii Ryanair i od tamtej pory przebywa w areszcie, w wyemitowanym w czwartek wywiadzie dla stacji ONT ze łzami w oczach wyraził skruchę i zapewnił, że współpracuje ze śledztwem, udzielając wszelkich możliwych informacji. Białoruskie media niezależne odniosły się do tej rozmowy z dużą rezerwą.

Powiedział również, że anonimowo uczestniczył w konferencjach na platformie Zoom osób spiskujących przeciwko władzy i dążacych do siłowego przewrotu oraz – jak przekonują władze – „fizycznej eliminacji” Alaksandra Łukaszenki. Jak przekonywał, robił to, ponieważ wyznaczono mu rolę łącznika pomiędzy „spiskowcami” a sztabem liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej. Część uczestników tego domniemanego spisku przebywa już w areszcie z zarzutami karnymi.

Pratasiewicz prosił, by Łukaszenka „znalazł w sobie dość woli i zdecydowania”, by nie wydać go tzw. Ługańskiej Republice Ludowej, proklamowanej przez wspieranych przez Rosję separatystów na wschodzie Ukrainy, która poszukuje go za rzekomą walkę (Pratasiewicz zaprzeczył tym informacjom) w ukraińskim batalionie Azow w Donbasie.

Krytycznie o Polsce i białoruskiej opozycji

W ponad półtoragodzinnym wywiadzie dla telewizji ONT Pratasiewicz przedstawił działalność opozycji oraz opozycyjnych kanałów na komunikatorze Telegram jako projekt sponsorowany przez zagraniczne służby, by osłabić Białoruś. Wymienił również nazwiska osób, które, jak przekonywał, były zaangażowane w „organizację i koordynowanie protestów” poprzez czat internetowy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Mińsk: Zatrzymano nie tylko Ramana Pratasiewicza

epa09223072 (FILE) Police officers detain a journalist Roman Protasevich attempting to cover a rally in Minsk, Belarus, 26 March 2017 (reissued 23 May 2021). A Ryanair flight from Athens, Greece to Vilnius, Lithuania, with Belarus’ opposition journalist Roman Protasevich onboard, has been diverted and forced to land in Minsk on 23 May 2021, after alleged bomb threat. Protasevich was detained by Belarusian Police after landing, as Belarusian Human Rights Center ‚Viasna’ reports and Lithuanian President Gitanas Nauseda demanded immediate release of Protasevich. EPA/STRINGER *** Local Caption *** 53411871
Dostawca: PAP/EPA.

Samolotem linii Ryanair relacji Ateny-Wilno, który lądował w niedzielę awaryjnie w Mińsku, nie odleciało po starcie z Mińska do Wilna sześć osób – poinformował na komunikatorze Telegram były białoruski minister i dyplomata Pawał Łatuszka.

Samolot lecący z Aten lądował awaryjnie w Mińsku po informacji o bombie na pokładzie. Linie Ryanair poinformowały, że polecenie lądowania otrzymały od kontrolerów lotów na lotnisku w Mińsku. Informacja o bombie po sprawdzeniu samolotu nie potwierdziła się. Jednak w Mińsku zatrzymany został i wyprowadzony z samolotu żyjący na emigracji opozycyjny aktywista Raman Pratasiewicz, który poszukiwany był przez białoruskie organy ścigania listem gończym.

Teraz okazuje się, że nie tylko Pratasiewicz pozostał w stolicy Białorusi. Jak informuje były białoruski minister i dyplomata Paweł Łatuszka, z Mińska do Wilna nie odleciało dwóch obywateli Białorusi i czterech obywateli Rosji – napisał Łatuszka. Nie jest jasne, czy wśród tych osób uwzględnia on Pratasiewicza.

Radio Swaboda podaje natomiast – za niewskazanym kanałem na komunikatorze Telegram – że na pokładzie samolotu zabrakło również dziewczyny Ramana Pratasiewicza.

Na lotnisku w Mińsku poinformowano, że na pokładzie jest 123 pasażerów. Z kolei strona litewska podała informację o prawie 170 pasażerach z 12 krajów. Ponad 90 wśród tych pasażerów to obywatele Litwy. Po ponad siedmiogodzinnym postoju w Mińsku samolot odleciał do Wilna, gdzie wylądował w niedzielę ok. godz. 21:25. 
Źródło info i foto: Rado ZET.pl

Zapadł wyrok w procesie dziennikarek Biełsatu

Sąd w Mińsku skazał dziennikarki Biełsatu, Kaciarynę Andrejewą i Darię Czulcowa na dwa lata pozbawienia wolności za organizowanie zamieszek. Operatorka Biełsatu Daria Czulcowa i jej koleżanka korespondentka Kaciaryna Andrejewa zostały aresztowane 15 listopada 2020 r. podczas relacjonowania strać między służbą bezpieczeństwa a protestującymi na Placu Przemian. Dziennikarkom, które oskarżono o „zorganizowanie i przygotowanie akcji mającej na celu zburzenie porządku publicznego”, grozi do trzech lat więzienia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Dwóch protestujących z Białorusi ukrywa się w ambasadzie Szwecji w Mińsku. Od pięciu miesięcy

Dwóch Białorusinów ukrywa się w szwedzkiej ambasadzie od pięciu miesięcy. Sztokholm nie chce oddać mężczyzn w ręce białoruskiej policji, ale boi się, że sprawa może spowodować napływ wniosków o azyl ze strony protestujących przeciw Aleksandrowi Łukaszence.

Dwóch Białorusinów, ojciec i syn, znalazło się na terenie szwedzkiej ambasady we wrześniu 2020 r., kiedy uciekali przed siłami policyjnymi w czasie antyrządowych protestów. Mężczyźni przeskoczyli przez płot prowadzący na parking placówki dyplomatycznej i w ten sposób znaleźli się terenie ambasady. Ann Linde, szwedzka minister spraw zagranicznych, jeszcze w listopadzie mówiła, że mężczyźni dostali się na teren ambasady w sposób „bezprawny”. Pomimo tego, mężczyźni przebywają w szwedzkiej placówce dyplomatycznej już od pięciu miesięcy.

– Te dwie osoby nadal przebywają na terenie ambasady (…) Działamy zgodnie z wymogami sytuacji, uwzględniając wymogi bezpieczeństwa i ochrony – powiedział cytowany przez „The Guardian” rzecznik szwedzkiego ministerstwa spraw zagranicznych. Rzecznik odmówił jednak dalszych komentarzy na temat działań podjętych przez Szwecję.

Obaj mężczyźni objęci są dochodzeniem w sprawie starcia demonstrantów z policją, do którego doszło w Witebsku na początku września. Mężczyznom, którzy schronili się na terenie ambasady może grozić nawet 6 lat pozbawienia wolności za „użycie przemocy wobec funkcjonariuszy publicznych”.

Szwedzkim dyplomatom zależy na tym, aby sprawa nie nabrała zbyt dużego rozgłosu. – Nie chcą oczywiście przekazać mężczyzn białoruskiej policji. Ale jednocześnie nie chcą stwarzać sytuacji, w której wiele innych osób mogłoby przyjść do ambasady i poprosić o azyl – powiedział Martin Uggla, przewodniczący szwedzkiej organizacji Östgruppen, zajmującej się ochroną praw człowieka.

Uggla dodał, że ambasada mogłaby spróbować otrzymać gwarancję od białoruskich władz, że ojciec i syn nie zostaną aresztowani albo zostaną odprowadzeni w bezpieczny sposób do granicy z Polską lub Litwą. – Myślę, że ambasada nigdy się ich nie pozbędzie bez tego typu gwarancji bezpieczeństwa, ponieważ może to doprowadzić do ostrej krytyki władzy w Szwecji – powiedział.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Co najmniej kilkudziesięciu zatrzymanych po wczorajszych protestach na Białorusi

Na Białorusi 106. dzień trwają demonstracje opozycji. Niedzielne akcje różnią się od wcześniejszych tym, że mają lokalny charakter. W Mińsku demonstranci zbierają się na osiedlach i kolumnami kierują w stronę centrum miasta. Służby zatrzymały co najmniej kilkadziesiąt osób.

Milicyjny OMON rozpędzał w Mińsku kolumny demonstrantów między innymi w dzielnicy Kamienna Horka, przy ulicy Sergiusza Prytyckiego, Feliksa Dzierżyńskiego i Maksima Bogdanowicza. Białoruska milicja ponownie użyła granatów hukowych. Funkcjonariusze zatrzymali już co najmniej kilkadziesiąt osób. Dziennikarz Andrzej Poczobut pisze na Twitterze wręcz o „polowaniu na ludzi”.

Z informacji mediów wynika, że w stolicy protestuje co najmniej kilkanaście tysięcy ludzi. Dziennikarz Franak Viacorka podaje na Twitterze, że w stolicy odbywa się ok. 30 zgromadzeń. Wyłączono tam z ruchu 10 stacji metra i nie działa mobilny internet. Niewielkie akcje protestu odbywają się w innych białoruskich miastach: Mohylewie, Homlu, Żodino i Smolawiczach.

„Grodno. Łańcuch Solidarności w jednej z dzielnic miasta. Tym razem nie ma w Grodnie jednej wspólnej akcji, ale w różnych dzielnicach jednocześnie odbywają się kilkunasto-kilkudziesięcioosobowe łańcuchy i marsze. Ma to utrudnić siłowikom ich dławienie i dokonanie aresztowań” – relacjonuje niedzielne protesty dziennikarz Andrzej Poczobut.

Protesty na Białorusi

Niezależne media niemal wyłącznie publikują archiwalne lub amatorskie zdjęcia i nagrania z akcji protestu. Redakcje obawiają się wysyłać dziennikarzy na demonstracje w obawie przed aresztami. Dziennikarze, którzy relacjonowali na miejscu wcześniejsze akcje protestu, byli często zatrzymywani przez milicję. Potem sądy skazywały ich na kary aresztu za udział w nielegalnych demonstracjach. Walery Kalinowski dziennikarz rozgłośni Radio Swaboda powiedział Polskiemu Radiu, że obecnie w aresztach przebywa 18 dziennikarzy niezależnych mediów w tym kilku z jego redakcji.

– Teraz dziennikarzom jest bardzo trudno pracować na akcjach protestacyjnych w Mińsku. Niemal każde wyjście w celu obserwowania demonstracji kończy się aresztem. Dziennikarstwo na Białorusi to jeden z najbardziej niebezpiecznych zawodów – mówi Walery Kalinowski.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Bezpieka zatrzymała lekarza i dziennikarkę ws. śmierci Bandarenki

W Mińsku zatrzymano Kaciarynę Barysiewicz – dziennikarkę największego białoruskiego portalu internetowego TUT.by, która opisywała historię śmierci Ramana Bandarenki. To 31-letni Białorusin, który zmarł przed tygodniem po tym, jak ze śladami pobicia został przewieziony do szpitala z komisariatu milicji. Kilka dni temu Komitet Śledczy Białorusi poinformował, że zmarły Raman Bandarenka był pijany. Jednak lekarze ze szpitala, do którego przywieziono mężczyznę, udostępnili mediom kartę przyjęcia pacjenta, z której wynikało, że w jego krwi nie było alkoholu. Historię opisał portal.

W czwartek dziennikarka Kaciaryna Barysiewicz, która napisała artykuł na ten temat, została zatrzymana przez ludzi w maskach, najpewniej milicyjny OMON.

Aresztowany został również lekarz, który prawdopodobnie udostępnił dane zmarłego. Prokuratura Generalna oświadczyła, że doktor umyślnie i bez służbowej konieczności przekazał wyniki badań. Tym samym ujawnił tajemnicę służbową, przy czym – zdaniem prokuratury – miał przekazać niedokładne dane.

Pogrzeb Ramana Bandarenki odbędzie się w piątek w Mińsku.
Źródło info i foto: TVP.info

Ponad 700 zatrzymanych na protestach w Mińsku

W Mińsku zatrzymano ponad 700 uczestników opozycyjnej akcji protestu. To rekord zatrzymań na Białorusi w tym miesiącu. Wśród zatrzymanych w Mińsku znajdują się miss Białorusi z 2008 roku Wolha Chiżynkoua, wicemistrz olimpijski w dziesięcioboju Andrej Krauczanka, znany aktor dziecięcy z białoruskiej „Dobranocki” Alaksandr Żdanowicz, lekarka Iryna Markieława i kilku dziennikarzy, którzy wykonywali swoje obowiązki służbowe.

Zamknięte przez władze Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” do godzin wieczornych ustaliło nazwiska ponad 700 zatrzymanych osób. Niezależne media pokazują nagrania, jak demonstranci byli po zatrzymaniu bici, ciągnięci po asfalcie, czy stawiani na kolana z podniesionymi rękoma. Widziano również, jak zatrzymanych demonstrantów zabierały karetki pogotowia.

Do zatrzymań protestujących dochodziło również w Brześciu, Homlu, Pińsku, Wołkowysku i innych białoruskich miastach. Mija trzeci miesiąc protestów białoruskiej opozycji, która domaga się odejścia prezydenta Aleksandra Łukaszenki.
Źródło info i foto: Gazeta.pl