Iran: Starcia po śmierci zatrzymanej kobiety. Są ofiary

Pięć osób zginęło w poniedziałek w kurdyjskim regionie Iranu w trakcie protestów w związku ze śmiercią młodej Iranki, która zmarła po zatrzymaniu jej przez policję ds. moralności, egzekwującej surowe przepisy dotyczące nakrycia głowy – poinformowały kurdyjskie grupy prawnicze.

Mahsa Amini, 22-latka z kurdyjskiej prowincji w Iranie, zapadła w śpiączkę i zmarła po aresztowaniu w Teheranie w zeszłym tygodniu. Wydarzenie to wywołało falę protestów, które trwają od trzech dni. Według lokalnych organizacji praw człowieka dwie osoby zginęły, gdy siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do protestujących w kurdyjskim mieście Sakez, rodzinnym mieście Amini.

Bezpośredni ostrzał

Dwie inne osoby zostały zabite w mieście Divandarreh w „bezpośrednim ostrzale” sił bezpieczeństwa, a jedna zginęła w Dehgolan, również w regionie kurdyjskim. Teheran nie potwierdził tych danych. Oficjalna agencja informacyjna Irna poinformowała, że w wielu miastach w siedmiu prowincjach odbyły się „ograniczone” protesty, które zostały rozpędzone przez policję. Telewizja państwowa podała, że aresztowano wielu protestujących, ale zaprzeczyła „niektórym twierdzeniom o śmierci w mediach społecznościowych”.

Władze rozpoczęły dochodzenie w sprawie śmierci Mahsy Amini po tym, jak zażądał tego prezydent Iranu Ebrahim Raisi. Policja twierdzi, że 22-latka zachorowała, gdy czekała wraz z innymi zatrzymanymi kobietami na posterunku policji ds. moralności. Zgodnie z irańskim (islamskim) prawem Szariatu, narzuconym po rewolucji w 1979 r., kobiety są zobowiązane do zakrywania włosów i noszenia długich, luźnych ubrań, aby ukryć swoją sylwetkę. Łamiącym prawo grozi publiczne upomnienie, grzywna lub areszt.
Źródło info i foto: TVP.info

Zabójstwo młodej Ukrainki na warszawskich Włochach. Sprawca wciąż poszukiwany

We wtorek na balkonie jednego z bloków w warszawskich Włochach znaleziono ciało młodej obywatelki Ukrainy. Wszystko wskazuje na to, że doszło do zbrodni na tle obyczajowym. Morderca jest nadal poszukiwany. Do zabójstwa 21-letniej obywatelki Ukrainy doszło we wtorek w mieszkaniu na trzecim piętrze w bloku przy ul. Borsuczej w Warszawy. Jak nieoficjalnie ustaliła PAP, młoda Ukrainka wynajmowała to mieszkanie od jesieni ubiegłego roku.

Jak dowiedziała się PAP, kobieta dobrze znała swojego oprawcę, być może byli parą. Śledczy wstępnie zakładają, że do zabójstwa doszło na tle obyczajowym. We wtorek po południu pomiędzy młodą kobietą a mężczyzną doszło do kłótni, która przeniosła się na balkon od strony ulicy Borsuczej na trzecim piętrze. To tam napastnik zaatakował poszkodowaną, zadając jej liczne rany kłute.

Śledczy we wtorek do późnych godzin wieczornych pracowali na miejscu zabójstwa. Balkon został zasłonięty policyjnym parawanem. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz poinformowała, że Prokuratura Rejonowa Warszawa Ochota wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa młodej obywatelki Ukrainy. – Trwają czynności zmierzające do zatrzymania sprawcy – zaznaczyła prokurator. Dodała także, że zlecono sekcję zwłok ofiary.
Źródło info i foto: wp.pl

Lubuskie: Efekty kontroli wewnętrznych po zabójstwie młodej Ukrainki Kristiny V.

Dymisje, postępowania dyscyplinarne i wyjaśniające w lubuskiej policji – to efekty kontroli wewnętrznych rozpoczętych po zabójstwie młodej Ukrainki Kristiny V. Kobieta szukała ochrony przed jej przyszłym zabójcą, ale jej nie znalazła. Na razie nie wiadomo jednak, czy to wyłącznie błędy ludzkie, czy winny jest system działania policji.

Mordercą 26-letniej Ukrainki był jej równolatek, mieszkaniec Gorzowa Paweł R. Kamery monitoringu pralni, w której pracowała kobieta, zarejestrowały zabójstwo: 11 września mężczyzna wszedł do środka, wyciągnął broń i z bardzo bliskiej odległości strzelił jej w głowę. W trzy godziny po dokonaniu zabójstwa sam został śmiertelnie postrzelony przez niemieckich policjantów na autostradzie pod Berlinem.

– Nie chciała być z Pawłem R., dlatego odgrażał się jej wielokrotnie. On się w niej zakochał na zabój, nagabywał ją, wysyłał SMS-y – relacjonowali dziennikarzom „Uwaga TVN” znajomi Kristiny i Pawła R. Z dotychczasowych ustaleń policji wiadomo, że mężczyzna strzelił z broni „czarnoprochowej”, na którą nie jest potrzebne żadne zezwolenie.

Tylko wykroczenie

Po zabójstwie komendant główny policji generał Jarosław Szymczyk zdecydował, że wszystkie okoliczności działań lubuskiej policji mają wyjaśnić doświadczeni funkcjonariusze z biura kontroli. Poznaliśmy wstępne ustalenia opisane w ich raporcie. Wiadomo, że młoda Ukrainka w połowie czerwca przyszła do komisariatu II w Gorzowie. Prosiła policjantów o pomoc. Tłumaczyła, że czuje się zastraszana przez Pawła R.

– Oficer dyżurny po wysłuchaniu kobiety uznał, że działania Pawła R. to wyłącznie wykroczenie, a nie przestępstwo – mówi nasz rozmówca z lubuskiej policji.

Już następnego dnia komendant komisariatu potwierdził decyzję oficera dyżurnego i skierował sprawę do prowadzenia przez funkcjonariusza referatu do spraw wykroczeń. Chodzi o wykroczenie z artykułu 107 Kodeksu wykroczeń, który mówi o „złośliwym dokuczaniu innej osobie”. Grozi za to kara ograniczenia wolności (np. do ograniczenia pobytu do miejsca zamieszkania) lub grzywna w maksymalnej wysokości 1500 złotych.

Doświadczony funkcjonariusz policji w ten sposób wyjaśnia znaczenie decyzji oficera dyżurnego, którą potwierdził później komendant: – Artykuł 107 Kodeksu wykroczeń jest stosowany najczęściej w przypadku sporów sąsiedzkich. Oficer dyżurny miał wybór, mógł zakwalifikować doniesienie Kristiny jako przestępstwo z artykułu 190 Kodeksu karnego, czyli gróźb karalnych. To otwiera drogę policjantom i prokuraturze do zdecydowanych działań, jak wydania zakazu zbliżania się, kontaktowania, a nawet objęcia ochroną osoby zagrożonej. Nasz rozmówca prosi przy tym o zachowanie anonimowości.

Pomoc policjanta

Postępowanie o wykroczenie szybko trafiło z komisariatu do Sądu Rejonowego w Gorzowie, który już na początku września uznał winę Pawła R. i ukarał go finansowo. Niemal w tym samym czasie w pomoc Kristinie V. zaangażował się funkcjonariusz miejscowego zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji.

– Skontaktował się z nim kolega Kristiny, opowiedział o jej problemach z Pawłem R. O rosnącym strachu, kolejnych pogróżkach kierowanych przez SMS-y i poprzez komunikatory. Policjant przejrzał materiały, przejął się sprawą. Wszyscy wspólnie pojechali ponownie do komisariatu – relacjonuje nam osoba znająca kulisy sprawy.

Policjanta z CBŚP, Kristinę V. oraz jej kolegę przyjął zastępca komendanta komisariatu. Ukrainka potwierdziła wtedy, że Paweł R. kieruje wobec niej groźby karalne. Jednak nie złożyła zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa z artykułu 190 tego dnia – policjanci z pionu dochodzeniowego byli zajęci innymi sprawami.

– Następnego dnia policjant z CBŚP osobiście napisał zawiadomienie do prokuratury, skierował wniosek o ściganie Pawła R. Jednak Kristina V. nie złożyła pod tym dokumentem swojego podpisu, bo uznała, że poprzedniego dnia źle została potraktowana na komisariacie – mówi nasz rozmówca.

To ważny moment, gdyż zgodnie z kodeksowymi zapisami przestępstwo groźby karalnej – czyli właśnie artykuł 190 Kk – ścigane jest na wniosek pokrzywdzonego. To znaczy, że ani policja, ani prokuratura bez inicjatywy ze strony osoby zagrożonej nie mogą podejmować żadnych czynności.

W służbie statystyki

Dlaczego Kristina V. tak się zachowała? – Proszę wczuć się w jej sytuację. Imigrantka, starająca się ułożyć sobie życie w nowym kraju. Jej było strasznie ciężko zdecydować się na działania przeciwko Polakowi. Bała się, że straci szansę na stały pobyt, pracę i przyszłość – mówi dziennikarzowi tvn24.pl jeden z jej polskich znajomych. A dlaczego tak się zachowywali funkcjonariusze z komisariatu II w Gorzowie Wielkopolskim?

– Myślę, że minimalne znaczenie miała narodowość dziewczyny. Dla mnie działanie oficera dyżurnego i jego przełożonego to klasyczna ucieczka przed wszczęciem postępowania o przestępstwo. To rzutuje na statystykę przestępczości, która jest ujęta w mierniki. A jak ktoś ma złe wyniki, to obrywa na odprawach, więc najlepiej jest spychać przestępstwa na wykroczenia – mówi doświadczony funkcjonariusz. – Policjant z CBŚP nie ma mózgu opanowanego przez dążenie do sukcesu statystycznego i dzięki temu dobrze ocenił sytuację. Bo Centralne Biuro Śledcze jest w ogromnej mierze wolne od statystyki – dodaje.

– Gdy będą znane pełne wnioski z kontroli w tej sprawie, natychmiast je wdrożymy – deklaruje rzecznik lubuskiej Komendy Wojewódzkiej Policji nadkomisarz Marcin Maludy.

Kontrola kontroli

W Komendzie Głównej Policji potwierdziliśmy oficjalnie odwołania z funkcji komendanta i zastępcy komendanta komisariatu II w Gorzowie Wielkopolskim.

– Dodatkowo prowadzone są postępowania dyscyplinarne wobec funkcjonariusza komisariatu, który prowadził czynności po pierwszym zgłoszeniu o zagrożeniu od Kristiny V. Prowadzone są również czynności wyjaśniające wobec funkcjonariuszy wydziału kontroli komendy wojewódzkiej, którzy jako pierwsi badali sprawę – usłyszeliśmy w KGP.

Udało nam się również potwierdzić, że trwa „postępowanie wyjaśniające” wobec funkcjonariuszy pionu kontroli wewnętrznej z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie, wysłanych na miejsce tuż po zabójstwie. Ich zadaniem było prześwietlenie działań policjantów z komisariatu i przedstawienie raportu przełożonym.

– Mamy podejrzenia, że nie przedstawili prawdziwego przebiegu zdarzeń. Nie tyle chcieli bezstronnie skontrolować działanie policjantów z komisariatu, co je wytłumaczyć – mówi nam oficer komendy głównej policji.

Niezależne od ustaleń kontrolerów Komendy Głównej Policji śledztwo prowadzi także prokuratura wspólnie z Biurem Spraw Wewnętrznych, czyli „policją w policji”. Prokuratorzy będą oceniać działania funkcjonariuszy w kontekście ewentualnej odpowiedzialności karnej – żadne takie decyzje jeszcze nie zapadły, choć np. niedawno na komisariacie II „policja w policji” zabrała wszelkie dokumenty związane ze sprawą Kristiny V. Natomiast ustalenia kontroli wewnętrznej służą komendantowi głównemu policji i komendantom wojewódzkim do podejmowania decyzji personalnych, takich jak dymisje lub nawet wydalenie ze służby, a także do wprowadzania zmian w funkcjonowaniu policji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Gérard Depardieu został oskarżony o gwałt i molestowanie seksualne przez młodą francuską aktorkę

Znany francuski aktor Gérard Depardieu został oskarżony o gwałt i molestowanie seksualne przez młodą francuską aktorkę – podał portal BBC, powołując się na źródła sądowe. – Depardieu zaprzecza wszelkim nadużyciom, podejmie współpracę w śledztwie i odpowie na każde pytanie – przekazał jego adwokat.

Śledztwo ws. aktora prowadzi paryska prokuratura. Jak informował adwokat Depardieu, skarga na jego klienta wpłynęła na policję w poniedziałek, 27 sierpnia.

Zarzuty wobec 69-latka zostały formalnie przekazane przez 22-letnią francuską aktorkę, która miała znać się z Depardieu, zanim miało dojść do seksualnych nadużyć – informuje BBC.

– Miałem długie spotkanie z Gérardem Depardieu i jestem całkowicie przekonany, że jego niewinność zostanie udowodniona – powiedział francuskim mediom jego adwokat Hervé Temime.

Gwałt miał mieć miejsce w sieprniu w jednej z paryskich rezydencji Depardieu – podał brytyjski portal.

Gérard Depardieu to jeden z najbardziej znanych francuskich aktorów na świecie. Zagrał w ponad 170 filmach, dzięki czemu zyskał światową sławę. Depardieu od 2013 r. przyjął z rąk prezydenta Rosji tamtejsze obywatelstwo. Przyczyną takiej decyzji aktora, była chęć ucieczki przed płaceniem we Francji zbyt wysokich podatków.
Źródło info i foto: TVP.info

Nastoletnia Hiszpanka odnaleziona w peruwiańskiej dżungli. Padła ofiarą lidera sekty religijnej?

Młoda, 19-letnia Hiszpanka Patricia Aguilar, po półtorej roku poszukiwań została odnaleziona w peruwiańskiej dżungli. Kobieta padła ofiarą domniemanego lidera sekty religijnej, podejrzanego o handel ludźmi i wykorzystywanie seksualne. Prawdopodobnie ma z nim dziecko, które zostało odnalezione razem z nią – informuje „El Pais”.

Jak tłumaczył szef policji Antonio Capa, mężczyzna „uważał się za wysłannika Boga, i potrzebował kobiet, które zostały wybrane, aby wypełniać zadanie opieki nad nim”. Razem z Hiszpanką znaleziono dwie inne kobiety i kolejną trójkę dzieci. Wszystkie były niedożywione. Służby otoczyły całą grupę specjalną opieką.

Patricia Aguilar poznała swojego prześladowcę Felixa Manrique w internecie. Peruwiańczyk przekonał 19-latkę do opuszczenia rodziny i przeprowadzenia się do Ameryki Południowej. Wszystkie kobiety mieszkały z nim w miejscowości Alto Celedin, oddalonej o 450 km od stolicy kraju – Limy. Zdaniem gazety to obszar kontrolowany przez handlarzy narkotyków.

Grupa religijna do której miał należeć Manrique stanowczo zaprzeczyła o powiązaniach z rzekomym prześladowcą. Ich zdaniem mężczyzna nigdy nie był przywódcą, ani przedstawicelem grupy, w której miał spędzić jedynie cztery miesiące w 2012 r. Został z niej wykluczony ze względu na wyznawane poglądy. Peruwiańczyk uważał się za specjalnego wysłannika, którego zadaniem jest zaludnienie świata. W tym celu chciał mieć 9 żon.
Źródło info i foto: onet.pl

Karaiby: Młoda Brytyjka została zgwałcona na plaży. Sprawca zatrzymany

Młoda Brytyjka została zgwałcona w okolicy plaży na Karaibach. Policji udało się zatrzymać gwałciciela dzień po ataku na kobietę. To 20-latek, którego podejrzewa się także o inne przestępstwa. Okazało się, że mógł skrzywdzić więcej kobiet. Na razie w jego sprawie trwa dochodzenie, które ma ustalić, jakie zostaną postawione zarzuty – informuje Mirror.

Wciągnął młodą kobietę w krzaki nieopodal plaży i wielokrotnie zgwałcił. Nikt nie pomógł, chociaż wołała o pomoc – komentuje rzecznik miejscowej policji.

Ofiara wypoczywała na popularnej karaibskiej wyspie Saint Lucia. Tragedia miała miejsce w najpopularniejszym wśród turystów regionie Gros Islet, gdzie co roku wakacje spędzają tysiące podróżników z Europy.
Źródło info i foto: o2.pl

Dlaczego 20-letnia Anna R. zakopała dziecko tuż po urodzeniu? Materiał programu „Uwaga!” TVN

Zaraz po urodzeniu włożony do worka na śmieci i pogrzebany niedaleko miejsca gdzie doszło do porodu. Dlaczego kobieta, która miała dwoje dzieci, mogła podjąć decyzję o pozbyciu się kolejnego? Co doprowadziło ją do takiego czynu? Dlaczego nikt jej nie powstrzymał? Materiał programu „Uwaga!” TVN.

– To był cios prosto w serce. Pierwsze pytanie nasunęło się jedno: dlaczego? Dlaczego nie przyznała się, że jest w ciąży? Dlaczego ukrywała to przed nami? – powiedziała o śmierci dziecka bliska znajoma rodziny ojca dziecka. – Nazwaliśmy go Adasiem. Z tego względu, żeby miał imię – dodała.

„Takie coś zrobić i normalnie chodzić”

Bił czteromiesięczną Oliwkę po głowie, winę zrzucał na jej dwuletnią siostrę. Ojcu dzieci grozi dożywocie Z podbitym okiem… czytaj dalej » 20 letnia Anna R. urodziła dziecko w domu swoich rodziców. Przy porodzie była jej matka, babka dziecka, Teresa Sz. Ojciec kobiety twierdzi, że nie wiedział o tym, że jego córka jest w ciąży, a także nie zauważył, że urodziła na terenie jego posesji.

– Nawet nie wiedziałem, jaka płeć była, dopiero prokuratura mi powiedziała. Nie wiem, jak to się stało, kiedy one to zrobiły. Ja sobie nie mogę wyobrazić do tej pory – stwierdził w rozmowie z reporterką „Uwagi!” TVN. Jak przypuszcza, poród odbył się w zabudowaniach gospodarczych.

– Prawdopodobnie gdzieś na górze, po drabinie – wskazał jedno z pomieszczeń. Według niego córka i żona zachowywały się po porodzie normalnie. – Nie rozumiem takiego czegoś, takie coś zrobić i normalnie chodzić – powiedział mężczyzna.

O tym, że jest w ciąży, plotki krążyły po okolicy od dawna. Dlatego gdy kobieta wróciła od matki bez widocznego brzucha, zaniepokoił się dzielnicowy, który interesował się rodziną.

– Zapytałem, co się stało z dzieckiem, bo widziałem, że była w zaawansowanej ciąży. Pani stwierdziła, że nie była w ciąży, że to były jakieś błędne informacje – relacjonował Gabriel Jagodziński i dodał, że zaraz potem na osobności rozmawiał też z mężem kobiety, który także zaprzeczył, jakoby para wcześniej spodziewała się dziecka.

– Nie przekonało mnie to, dlatego niezwłocznie udałem się do komendy, powiadomiłem o tym przełożonych – powiedział. Wszczęte od razu śledztwo szybko ujawniło prawdę.

– Anna R. po urodzeniu noworodka włożyła tego chłopczyka do worka na śmieci, przekazała matce i następnie ta zakopała to dziecko na terenie posesji w takim dole po latrynie – przybliżała ustalenia śledczych Lidia Tkaczyszyn, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy. Według prokuratury noworodek nie miał wad rozwojowych. – Chłopczyk urodził się rozwinięty, dojrzały, przemawiają za tym zarówno narządy wewnętrzne i ich obraz, jak i zewnętrzny wygląd dziecka: włoski, paznokcie – powiedziała.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rzym: Imigrant z Bangladeszu zgwałcił młodą Finkę

Młoda kobieta z Finlandii została zgwałcona w Rzymie przez imigranta z Bangladeszu, który ma prawo pobytu we Włoszech z powodów humanitarnych – podały media. Sprawca napaści został aresztowany.

Włoskie media wyjaśniły, że do ataku doszło w nocy z piątku na sobotę w rejonie dworca Termini. Do młodej Finki, idącej z koleżanką po wieczorze w barze podszedł mężczyzna, który zaoferował, że odwiezie ją do domu. Jej koleżanka nie skorzystała z propozycji i wzięła taksówkę.

Finka została wciągnięta do pustej klatki schodowej i zgwałcona. Kobieta złożyła zeznania na policji, a potem trafiła do szpitala. Gwałciciela aresztowano. Okazał się nim 22-letni imigrant z Bangladeszu, z prawem pobytu we Włoszech z powodów humanitarnych. Prasa przytacza zeznania ofiary, która mówiła, że napastnik groził jej śmiercią.

Przypomina się, że prawo pobytu z powodów humanitarnych ma także sprawca napaści na polskich turystów w Rimini, 20-letni Kongijczyk. Burmistrz Wiecznego Miasta Virginia Raggi wyraziła solidarność z kobietą z Finlandii i oświadczyła: „Rzym nie akceptuje żadnej formy przemocy”.
Źródło info i foto: TVP.info

Policja poszukuje sprawców pobicia Ukrainki w Lublinie

Dwaj młodzi mężczyźni i kobieta zaczepili 23-letnią Ukrainkę w okolicach Pl. Lecha Kaczyńskiego w centrum miasta. Kobieta nad ranem 13 sierpnia wracała z klubu razem z koleżankami. Doszło do szarpaniny, a potem sprawcy zaczęli bić i kopać 23-latkę. Ukrainka została też uderzona butelką w głowę. Policjanci opublikowali wizerunki napastników i proszą o pomoc w ich ujęciu.

Policjanci zabezpieczyli monitoring z miejsca zdarzenia. Osoby, które rozpoznają napastników policja prosi o kontakt. Informacje można przekazywać pod numerami tel. 81-535-53-12, 696-881-241 bądź 997.

Do pobicia doszło 13 sierpnia przed godz. 5:00 rano w centrum Lublina. Młoda kobieta wracając z koleżankami z klubu została zaczepiona przez grupę nieznajomych osób. Między nimi doszło do utarczki słownej i wyzwisk, które później przerodziły się w agresję fizyczną.

Doznała urazu głowy

23-latka została uderzona w głowę butelką. Z obrażeniami ciała zgłosiła się później do szpitala, a lekarz powiadomił policję. Postępowanie w sprawie pobicia prowadzą funkcjonariusze z Wydziału Kryminalnego KMP w Lublinie. Nadzór nad śledztwem przejęła Prokuratora Rejonowa Lublin-Południe. Za stosowanie przemocy wobec osoby z powodu jej przynależności narodowej grozić może kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Przyznała się, że zabrała przedmioty z terenu Auschwitz. Teraz mówi, że kłamała

W izraelskich mediach powiedziała, że zabrała kilka przedmiotów z terenu byłego nazistowskiego obozu zagłady, by użyć ich do stworzenia projektu na zakończenie studiów. Wtedy Muzeum Auschwitz-Birkenau zawiadomiło o sprawie prokuraturę. Później w komunikacie uczelnia poinformowała, że studentka kłamała, a rzeczy zostały zebrane poza terenem obozu.

Władze Muzeum Auschwitz-Birkenau złożyły zawiadomienie do prokuratury w związku z informacją, którą do mediów przekazała studenta z Izraela. Przyznała, że z terenu obozu Auschwitz-Birkenau podczas kilku swoich wizyt w tym miejscu zabrała kawałki szkła, zwęgloną puszkę, dwie łyżeczki, metalową śrubę oraz znak, który uświadamia zwiedzającym, gdzie są i ostrzega, by nie zabierali niczego.

„Czułam, że muszę coś zrobić”

Jak podają media tłumaczyła, że jej przodkowie ocaleli z Holokaustu. Jeden z jej dziadków był w Auschwitz, a jej praca artystyczna miała służyć badaniu i pokazaniu jej osobistej historii. – Czułam, że to coś, co muszę zrobić – mówiła w tekście, który w poniedziałek został opublikowany na izraelskim portalu ynet. O sprawie pisał m.in. „New York Times”. W reakcji na informacje, które ukazały się w mediach Muzeum Auschwitz-Birkenau zawiadomiło prokuraturę.

– To dla nas niezwykle bolesna, skandaliczna i oburzająca historia. Miejsce Pamięci Auschwitz-Birkenau jest chronioną integralną całością. Jest czytelnym dowodem tragedii Holokaustu i drugiej wojny światowej, który ma być świadectwem dla przyszłych pokoleń. Trudno sobie nawet wyobrazić, by jego rozkradanie było w jakikolwiek sposób tłumaczone – także poprzez sztukę, co może być oceniane wyłącznie, jako próba zdobycia rozgłosu – podkreślił w oświadczeniu dla mediów rzecznik prasowy Muzeum Auschwitz Bartosz Bartyzel.

„Skłamała”

Dodał, że na podstawie zdjęć nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy przedmioty te faktycznie pochodzą z terenu byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady. Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau zgłosiło sprawę prokuraturze i poinformowało o niej ambasadora Izraela w Polsce. W czwartek wieczorem izraelska uczelnia Bet Berl poinformowała, że studentka, skłamała.

W czwartek wieczorem izraelska uczelnia Bet Berl poinformowała, że studentka, skłamała. Komisja dyscyplinarna Bet Berl wezwała studentkę i – jak głosi wydany przez władze uczelni komunikat – stwierdziła, że Bides skłamała, a rzeczy, które chce ona wykorzystać w swym projekcie, nie pochodzą z muzeum, lecz zostały zebrane poza jego terenem. O sprawie poinformowała w czwartek Informacyjna Agencja Radiowa.

Kradzieże w Muzeum

W minionych latach dochodziło już do kradzieży z terenu byłego obozu. W 2011 r. na lotnisku w podkrakowskich Balicach funkcjonariusze straży granicznej zatrzymali małżeństwo z Izraela, które próbowało wywieźć przedmioty znalezione na terenie byłego obozu Birkenau. Dobrowolnie poddali się karze. Sąd wymierzył im rok i 4 miesiące więzienia w zawieszeniu na 3 lata i po 4,2 tys. zł nawiązki na cel społeczny. Podobnie zakończyła się sprawa niemieckiego nauczyciela, którego krakowski sąd skazał w 2014 r. za to samo na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata i 8 tys. zł nawiązki. Sąd zajmuje się też dwoma Anglikami.

Najgłośniejsza dotychczas kradzież w byłym obozie wydarzyła się w grudniu 2009 r. Złodzieje ukradli napis „Arbeit macht frei” znad bramy byłego obozu Auschwitz I. Bezpośredni sprawcy, a także Szwed Anders Hoegstroem, który ich nakłaniał do przestępstwa, zostali skazani na kary bezwzględnego więzienia.

Niemcy założyli obóz Auschwitz w 1940 r., aby więzić w nim Polaków. Auschwitz II-Birkenau powstał dwa lata później. Stał się miejscem zagłady Żydów. W kompleksie obozowym funkcjonowała także sieć podobozów. W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, jeńców sowieckich i osób innej narodowości. W 1947 r. na terenie byłych obozów Auschwitz I i Auschwitz II-Birkenau powstało muzeum. W ubiegłym roku zwiedziło je ponad 2,05 mln osób. Były obóz w 1979 r. został wpisany, jako jedyny tego typu obiekt, na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Źródło info i foto: tvn24.pl