Wpływowy prokurator mordercą nastolatki. Sprawa rozwiązana po 50 latach

Były zastępca prokuratora generalnego amerykańskiego stanu Nevada, 77-letni Tudor Chirila Junior, został aresztowany w mieście Reno w związku z morderstwem Nancy Anderson w styczniu 1972 roku na Hawajach. 19-latka została dźgnięta nożem ponad 60 razy. Policja dotarła do mężczyzny dzięki badaniom DNA. Policja z Honolulu nigdy nie zrezygnowała z prób odnalezienia sprawcy brutalnego zabójstwa. Śledztwo na przestrzeni lat było wielokrotnie wznawiane. Przesłuchiwano m.in. sprzedawców noży, byłych partnerów kobiety i zarządców budynku, jednak żadna z tych osób nie była powiązana ze sprawą. 

Dochodzenie ponownie nabrało tempa w grudniu ubiegłego roku. Wówczas funkcjonariusze otrzymali anonimowe zawiadomienie o tym, że mordercą może być 77-letni Tudor Chirila Junior, były zastępca prokuratora generalnego stanu Nevada. Policja przystąpiła do działania i pobrała próbkę DNA od syna mężczyzny, Johna. Badanie wykazało, że jest on biologicznym dzieckiem osoby, której DNA zabezpieczono 50 lat temu na miejscu zbrodni. 

Sprawca próbował odebrać sobie życie

6 września policja z miasta Reno w stanie Nevada weszła do mieszkania byłego prokuratora. Pobrała od niego próbkę DNA i przeszukała posiadłość. 77-latek podjął nieudaną próbę samobójczą. Parę dni później, gdy badanie potwierdziło, że to jego ślady biologiczne były na zakrwawionych ręcznikach w mieszkaniu 19-latki, został aresztowany. Tudor Chirila Junior oczekuje na ekstradycję na Hawaje, gdzie odbędzie się jego proces. Zamordowana Nancy Anderson przeprowadziła się do Honolulu w październiku 1971 roku. Wcześniej ukończyła szkołę średnią w stanie Michigan. Pracowała w restauracji McDonald’s. 

Tudor Chirila Junior w 1994 roku bez powodzenia kandydował na sędziego Sądu Najwyższego Nevady. W latach 90. XX wieku miał też problemy z prawem – był oskarżony m.in. o przestępstwa gospodarcze, w tym pranie pieniędzy z agencji towarzyskich. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Stefan W. w piśmie do sądu: będę zabijał

Po ponad trzech latach od zabójstwa Pawła Adamowicza na ławie oskarżonych usiadł morderca prezydenta Gdańska. Oskarżony Stefan W. nie powiedział dzisiaj ani jednego słowa. Sąd odczytał odpowiedź Stefana W. na akt oskarżenia. „Jestem niewinny, nie zabiłem Adamowicza” — napisał. W piśmie do sądu ostrzegł, że jeżeli trafi do zakładu psychoterapeutycznego „będzie zabijał”. Sąd odczytywał złożone w toku śledztwa zeznania Stefana W. Pojawiło się sporo wątków politycznych. Ale też sporo zupełnie nieprawdopodobnych tłumaczeń — kwestia poczytalności oskarżonego z pewnością powróci.

Rozprawa w sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska rozpoczęła się w poniedziałek o godzinie 9:30. W gdańskim sądzie pojawił się oskarżony. Stefan W. zgodził się na publikację jego wizerunku i nazwiska. Ale wniosek zakwestionował jego obrońca. Ostatecznie sąd przychylił się do argumentacji obrońcy i zabronił publikacji wizerunku oskarżonego.

Na początku procesu Stefan W. nie odpowiadał na pytania sądu. Kilkanaście minut po rozpoczęciu rozprawy, sąd zarządził krótką przerwę. Brat zamordowanego prezydenta, poseł Piotr Adamowicz, który jest oskarżycielem posiłkowym w sprawie, mówił Onetowi, że dzisiejsze zachowanie Stefana W. w sądzie go nie dziwi. — Spodziewałem się czegoś takiego – komentował.

Po godzinie 10 sąd wznowił proces. Obrońca oskarżonego zeznał, że Stefan W. nie odpowiada na jego pytania. — Nie jestem w stanie wyjaśnić, co jest powodem jego postawy – mówił obrońca.

Po przerwie Stefan W. nadal nie odpowiadał na pytania sądu. Prokuratura rozpoczęła odczytywanie aktu oskarżenia. Szczegółowo podawała, jakich ran doznał prezydent Adamowicz podczas ataku, do którego doszło 13 stycznia 2019 r. w Gdańsku.

Sąd odczytał odpowiedź Stefana W. na akt oskarżenia. Stefan W. wysłał ją do sądu na początku marca. „Akt oskarżenia jest fałszywy i zmanipulowany (…) Jestem niewinny, nie zabiłem Adamowicza (…) Moje zeznania sfałszowała prokuratura (…) Mam problemy ze zdrowiem (…) Specjalnie zaraziła mnie służba więzienna” – napisał Stefan W.

Oskarżony w piśmie do sądu ostrzegł, że w przypadku gdyby trafił do zakładu psychoterapeutycznego, „będzie zabijał”. Podpisał się jako „więzień polityczny”.
Źródło info i foto: onet.pl

Sąd podjął decyzję ws. Breivika

Sąd okręgu Telemark w południowej Norwegii jednomyślnie odrzucił wniosek Andersa Breivika o przedterminowe warunkowe zwolnienie z więzienia. W opublikowanym we wtorek uzasadnieniu podkreślono, że istnieje duże ryzyko, że ten masowy morderca popełni nowe akty przemocy.

– Dziś ma on (Breivik) ten sam ideologiczny punkt wyjścia dla swoich działań, jak w 2011 roku (gdy doszło do zamachu). (…) Wydaje się, że brakuje mu empatii i współczucia dla ofiar – napisał sędzia.

Jak przekazał mediom obrońca Oystein Storrvik, „Breivik wyraził chęć odwołania od decyzji sądu”. Według norweskiego prawa sąd apelacyjny może nie przyjąć sprawy. Breivik odsiaduje karę 21 lat pozbawienia wolności za dokonanie zamachu bombowego w dzielnicy rządowej w Oslo oraz strzelaniny na wyspie Utoya z 2011 roku, w których zginęło łącznie 77 osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Anders Breivik chce na wolność. Jest komentarz ojca mordercy

Anders Behring Breivik 22 lipca 2011 r. pozbawił życia 77 osób w Oslo i na wyspie Utoya. Większość ofiar stanowiły dzieci i młodzież. Teraz morderca chce przedterminowego warunkowego zwolnienia z więzienia. Jego ojciec mówi niemieckiemu dziennikowi „Bild”: „Nie chcę, żeby wyszedł”.

„Bild” odwiedził w Norwegii ojca zamachowca. „W małym miasteczku, około 40 minut jazdy samochodem od Oslo, leży śnieg. (…) Jens Breivik mieszka w żółtym domu ze żwirowym podjazdem. Na dzwonku do drzwi nie ma jego nazwiska” – relacjonuje gazeta.

Szczupły siwy mężczyzna nie chce pokazywać twarzy do kamery. Zbyt wiele się wydarzyło. Minęło wiele lat, odkąd były dyplomata wypowiadał się w międzynarodowych mediach o swoim synu.

Nie mogę zapomnieć tego, co zrobił – mówi 86-latek, który był w wielu krajach jako przedstawiciel rządu Królestwa Norwegii. Mój syn zabił 77 niewinnych, bezbronnych ludzi. Oczywiście, jest to coś, o czym myślę bardzo często – wyznaje mężczyzna. I dalej: Nie mogę więc powiedzieć, że kiedykolwiek jeszcze będę miał normalne życie. Żałuję, że nie było mnie wtedy w budynku rządowym lub na Utoyi. Żeby mnie też zabrał. Następnie „formuje palce w pistolet i celuje nimi we własną skroń” – opisuje „Bild”.

Co Jens Breivik sądzi o tym, że jego 42-letni syn chce wyjść z więzienia? Myślę, że to absurd – wyjaśnia. Bo Anders nie wyjdzie. Prawdopodobnie nie przez najbliższe 20 lat. Nie chcę, żeby wyszedł. Od wielu lat nie ma kontaktu ze swoim dzieckiem, mówi: Wszystkiego, co o nim wiem, dowiedziałem się z gazet”.

Anders Breivik, który „obecnie nazywa się Fjotolf Hansen, od czasu wydania wyroku przebywa w więzieniu w Skien w skrzydle o zaostrzonym rygorze. Masowy morderca nie ma kontaktu z innymi więźniami. Nawet strażnicy są regularnie zmieniani, ponieważ psychologowie obawiali się, że więzień Breivik może mieć na nich wpływ, jeśli będzie miał z nimi zbyt bliski kontakt. 42-latek mieszka samotnie w trzech celach – z telewizorem, konsolą do gier, komputerem (bez Internetu), sprzętem fitness. W 2015 roku rozpoczął tam studia licencjackie (politologia na Uniwersytecie w Oslo)”.

Breivik twierdzi jednak, że naruszane są jego prawa człowieka. Już w 2012 roku skarżył się na to w liście, a w 2016 roku nawet pozwał państwo do sądu. Domagał się m.in. Internetu i kontaktu z innymi więźniami. Jego pozew przez kilka lat zajmował sądy. Jednak po kilku apelacjach nic się nie zmieniło w jego warunkach więziennych. W 2018 r. odrzucono również sprawę przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.

Prokuratora, służba więzienna oraz psychiatra sprzeciwiają się warunkowemu zwolnieniu mordercy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójstwo 29-letniej Polki na Malcie. Szokujące słowa zabójcy

Nie milkną echa zabójstwa Polki na Malcie. Na jaw wyszły nowe szokujące fakty w tej sprawie. Zabójca Pauliny D. miał twierdzić, że przed dokonaniem zbrodni słyszał głosy diabła. Sprawa zabójstwa Pauliny wstrząsnęła Polską. 29-latka została brutalnie zamordowana na Malcie. 2 stycznia jej zwłoki odkryto w parku Gnien Indipendenza w Sliemie. Polka została zaatakowana w trakcie swojego porannego treningu. Wyniki sekcji zwłok wykazały, że ofiara została zgwałcona, a następnie uduszona.

Maltańskie media (Malta Today, Times of Malta) przedstawiły nowe fakty w sprawie. Kilka godzin przed zabójstwem Abner Aquilina miał brać udział w ceremonii River of Love. Informację potwierdził inny uczestnik. Według ustaleń policji 20-latek po udziale w ceremonii miał spać w domu jednego z członków tej organizacji, ale tego nie zrobił.

Po dokonaniu zabójstwa Aquilina pobiegł do pobliskiego kościoła. To właśnie tam miał przyznać się do okropnej zbrodni. Miał wtedy twierdzić, że przed zamordowaniem Pauliny słyszał w głowie głosy szatana. To właśnie te miały skłonić go do morderstwa.

Wspólnota odcięła się od zabójcy po morderstwie. Ponadto stwierdzono, że 20-latek nie był jej członkiem, a jedynie niekiedy ją odwiedzał. Maltańskie media przeczą jednak tej teorii pokazując nagranie wideo z nocy sylwestrowej, na którym widać Aquilinę bawiącego się z członkami River of Love. Po nagłośnieniu sprawy na policję zgłosiło się kilka kobiet, które miały być nękane w sieci przez 20-latka. Policja chce postawić zabójcy zarzut zabójstwa, jednak czeka do zakończenia obserwacji psychiatrycznej.
Źródło info i foto: o2.pl

Missisipi: Egzekucja brutalnego mordercy i gwałciciela

W środę w stanie Missisipi został wykonany wyrok śmierci na mężczyźnie, który przyznał się do zastrzelenia żony, z którą był w separacji oraz seksualnego molestowania pasierbicy. Był pierwszą osobą straconą w tym stanie od 2012 roku. David Neal Cox dostał zastrzyk z dawką trucizny w więzieniu stanowym w miejscowości Parchman. Władze poinformowały, że jego zgon nastąpił o godzinie 18:12 miejscowego czasu (1:12 czasu polskiego).

Według agencji AP Cox przyznał się do winy w 2012 roku, w dwa lata po zabójstwie. Potwierdził też napaść seksualną na 12-letnią pasierbicę na oczach umierającej matki. Mężczyzna zrezygnował z wszelkich apelacji. W dokumentach sądowych przyznał, że zasłużył na śmierć.

Zrezygnował z apelacji

Komisarz ds. więziennictwa Burl Cain powiedział m.in., że 50-letni Cox w dniach przed oczekiwaną egzekucją był spokojny. Egzekucja została zaplanowana po tym, jak zrezygnował z wszystkich apelacji.

– Wyraził bardzo, bardzo dużo skruchy za to, co zrobił. Mówił, że kiedyś był dobrym, zanim stał się złym człowiekiem – dodał Cain.

Prokuratorzy twierdzili, że mężczyzna strzelił do żony Kim Kirk Cox i pozwolił jej wykrwawić się na śmierć, co trwało kilka godzin. W tym czasie trzykrotnie napastował seksualnie swoją 12-letnią pasierbicę Lindsey Kirk na oczach jej umierającej matki.

Interwencja Death Penalty Action

Missisipi i inne stany miały problemy ze znalezieniem substancji do śmiercionośnego zastrzyku ponieważ firmy farmaceutyczne zaczęły blokować ich użycie do wykonywania wyroków śmierci. Cain odmówił identyfikacji źródła skąd pochodziła trucizna. Organizacja Death Penalty Action, która sprzeciwia się egzekucjom, zwróciła się do republikańskiego gubernatora stanu Tate Reevesa z petycją o interwencję, twierdząc, że egzekucja kogoś, kto wyrzekł się apelacji, jest równoznaczna z samobójstwem sponsorowanym przez stan.

Jak zauważyła AP po tym, gdy Sąd Najwyższy stanu Missisipi wyznaczył datę egzekucji, Cox wysłał odręczne oświadczenie, w którym stanowczo sprzeciwił się dalszemu zaangażowaniu w jego sprawę obrońców z urzędu.

Opisał Davida Coxa jako „diabła”

AP podała wcześniej, że wśród świadków egzekucji miała być 23-letnia obecnie pasierbica Coxa. W trakcie zabójstwa, z 14 na 15 maja 2010 roku przetrzymywał ją i jednego z jej młodszych braci jako zakładników w domu, w małym miasteczku Sherman. Ojciec Kim Cox, emerytowany funkcjonariusz organów ścigania Benny Kirk, opisał Davida Coxa jako „diabła”. Wyjaśnił, że zadzwonił on tej nocy i powiedział, że postrzelił Kim. Kirk rozmawiał też przez telefon z córką. Powiedziała mu: „Tato, ja umieram”.

Policja otoczyła dom i próbowała nakłonić Coxa do wypuszczenia żony i dwójki dzieci. Kiedy funkcjonariusze wkroczyli do domu po ponad ośmiu godzinach, kobieta już nie żyła.

Groził, że ją zabije

W zeszłym tygodniu pasierbica zgodziła się na wywiad dla AP. Mówiła, że ojczym napastował ją seksualnie przez kilka lat, kiedy matka była poza domem i groził, że zabije ją, jeśli komukolwiek o tym powie.

„Podczas pobytu u dziadków latem 2009 roku, Lindsey wysłała matce SMS-a, w którym opowiedziała o atakach ojczyma. Wkrótce potem David Cox został aresztowany i oskarżony o gwałt, pobicie na tle seksualnym, znęcanie się nad dziećmi i posiadanie metamfetaminy. Został zwolniony w kwietniu 2010 roku bez procesu. Kim Cox uzyskała zakaz zbliżania się do niej męża i przeniosła się z dziećmi do domu swojej siostry”

W 2012 roku Missisipi wykonało sześć egzekucji. Stan nie ma zaplanowanych kolejnych, choć w celach śmierci przebywa obecnie ponad 30 osób.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Służby ustaliły tożsamość kolejnej ofiary Johna Wayne’a Gacy’ego

Kolejna ofiara Johna Wayne’a Gacy’ego została zidentyfikowana – podaje Associated Press. W latach 70. w rejonie Chicago seryjny zabójca zamordował 33 mężczyzn i chłopców. John Wayne Gacy został skazany na śmierć za zabicie 33 młodych mężczyzn i chłopców w latach 70. ubiegłego wieku. Większość szczątków ofiar służby znalazły pod domem mordercy w Chicago lub zakopane w innym miejscu na terenie posiadłości.

W 2011 roku szczątki ośmiu zabitych osób zostały ekshumowane w nadziei na ich identyfikację za pomocą testów DNA. W tym samym roku zidentyfikowano szczątki Williama George’a Bundy’ego, 19-letniego budowlańca z Chicago. Sześć lat później stwierdzono, że kolejne szczątki należą do 16-letniego Jamesa Byrona Haakensona. Nastolatek opuścił swój dom w Minnesocie w 1976 roku i ostatni raz słyszano o nim w sierpniu tego samego roku.

Służby zidentyfikowały kolejną ofiarę „klauna Pogo”

Jak informuje Associated Press, w poniedziałek 25 października służby zidentyfikowały trzecią z tych ośmiu osób jako Francisa Wayne’a Alexandera. To mężczyzna pochodzący z Północnej Karoliny, który przeprowadził się do Chicago na krótko przed zniknięciem. Oznacza to, że nieznana pozostaje wciąż tożsamość pięciu ofiar.

John Wayne Gacy urodził się 17 marca 1942 roku. W latach 70. mężczyzna pracował jako „klaun Pogo” na przyjęciach dla dzieci. W tym stroju przychodził do hospicjum dla dzieci, angażował się także w różnego rodzaju akcje charytatywne. Jak podkreśla AP, Gacy zwabiał młodych mężczyzn i chłopców w celach seksualnych do swojego domu. Później ich mordował.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Amerykańscy śledczy twierdzą, że znają tożsamość seryjnego mordercy „Zodiaka”

Kim był Zodiak? Niezależna grupa śledczych twierdzi, że zna tożsamość seryjnego mordercy, którego zbrodnie wstrząsnęły Ameryką na przełomie lat 60. i 70. XX wieku. Tajemniczego przestępcy nigdy nie udało się schwytać. Śledczy są zdania, że pod pseudonimem Zodiaka krył się zmarły trzy lata temu lotnik i malarz.

Case Breakers to grupa 40 emerytowanych śledczych, w której skład wchodzą byli agenci FBI, łamacze kodów Narodowej Agencji Bezpieczeństwa i profesorowie kryminologii. Uważają, że znają tożsamość Zodiaka – mordercy, którego wiąże się z pięcioma brutalnymi morderstwami z końca lat 60. Zodiak szydził z policji i mediów w przesyłanych im, często zaszyfrowanych notatkach, a także zakrwawionych fragmentach odzieży – jednak przez lata pozostawał nieuchwytny. W jednym z listów przekazał, że zabił łącznie nie pięć, ale aż 37 osób.

Zespół niezależnych śledczych uważa, że zidentyfikowany przez nich sprawca zabił także 18-letnią Cheri Jo Bates. Do zbrodni doszło 31 października 1966 r. w hrabstwie Riverside w Kalifornii – setki kilometrów na południe od San Francisco i dwa lata przed pierwszym morderstwem oficjalnie łączonym z Zodiakiem. Zwłoki Bates znaleziono na kampusie Riverside City, krótko po tym, jak ojciec dziewczyny zgłosił policji jej zaginięcie.

Śledczy twierdzą, że Zodiak w rzeczywistości nazwał się Gary F. Poste. Mężczyzna był lotnikiem i malarzem. Zmarł w 2018 roku. Dowodami, na które wskazują Case Breakers, są: zegarek poplamiony farbą, kupiony w bazie wojskowej, który policja znalazła po morderstwie Cheri Bates, odcisk buta w podobnym stylu i rozmiarze do śladów znalezionych na miejscach trzech innych zbrodni Zodiaka, charakterystyczne zmarszczki na czole Poste’a, podobne do tych z portretu pamięciowego mordercy, a także powiązania między jego nazwiskiem a zaszyfrowanymi wiadomościami, które sprawca podsyłał policji i mediom. Informację tę przekazał portal ABC News.Zrob

– Sprawa Zodiaka pozostaje otwarta. W tej chwili nie mamy żadnych nowych informacji do przekazania – powiedział przedstawiciel FBI w oświadczeniu dla telewizji CNN. Specjalista ds. informacji publicznych policji w Riverside, Ryan Railsback, zaprzeczył natomiast, by Zodiak był odpowiedzialny za śmierć Cheri Bates. Case Breakers są zdania, że wątpliwości mogłoby rozwiać jedynie porównanie DNA zabójcy 18-latki z DNA Garry’ego Poste’a.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Samosąd na pedofilu, który wykorzystywał jego córkę. Mieszkańcy bronią ojca

Rosjanin Wiaczesław M. podczas spotkania ze Olegiem Swiridowem zwracał uwagę na to, że jego przyjaciel często zagląda to telefonu. Gdy Swiridow zasnął, jego towarzysz odblokował urządzenie i znalazł na nim pedofilskie treści. Na jednym z nagrań M. rozpoznał swoją własną córkę. Kilka dni później, ciało pedofila znaleziono w lesie. Mordercę, ojca wykorzystywanego dziecka, uznano za bohatera.

Szczegóły wydarzeń z rosyjskiego regionu Samara opisuje Gazeta.ru 32-letni Oleg i 34-letni Wiaczesław byli przyjaciółmi ze wsi Pribrezny w regionie Samara. W przeszłości Oleg miał wielokrotnie opiekować się dziećmi Wiaczesława i okolicznych mieszkańców.

Pod koniec sierpnia Oleg pomagał przyjacielowi wnieść szafę do mieszkania. Mężczyźni wykorzystali okazję i zaczęli spożywać alkohol. W pewnym momencie Wiaczesław zwrócił uwagę, że jego przyjaciel jest „zapatrzony w telefon”, co wydało mu się podejrzane. Gdy tylko Oleg zasnął, Mieczysław sprawdził pliki na urządzeniu. Na jednym z nagrań rozpoznał swoją 8-letnią córkę – dziecko było wykorzystywane seksualnie przez Swiridowa.

„Wiaczesław zaatakował gwałciciela, zaczął go bić i chwycił za nóż. Obu mężczyzn rozdzielili sąsiedzi, którzy przybiegli do mieszkania. Oleg uciekł, zostawiając telefon. Wiaczesław znalazł na nim kolejne filmy w tym jeden z 2016 r., na którym Swiridow wykorzystał córkę swojego byłego współlokatora” – relacjonuje gazeta.ru.

Wiaczesław M. powiadomił rodziców drugiego wykorzystywanego dziecka. Wspólnie zgłosili sprawę na policję, a za pedofilem wysłano list gończy. Z ustaleń „The Sun” wynika, że Swiridow miał też wykorzystywać córkę swojej byłej partnerki. Poszukiwania podejrzanego trwały kilka dni. Swój nieoczekiwany finał miały w ostatni czwartek, 2 września. Ciało Olega, przysypane ziemią, zostało znaleziono w lesie, niedaleko sąsiedniej wioski. Ktoś zadał mu kilka ciosów nożem.

„Bronił córki i dzieci”

Z ustaleń rosyjskich mediów wynika, że do zabicia mężczyzny przyznał się Wiaczesław M., który sam zgłosił się na policję i wskazał miejsce ukrycia ciała. Źródła agencji „RIA Novosti” podają, że mężczyzna nie zgadza się jednak z zarzutami o morderstwo, tłumacząc, że Swiridow „sam nadział mu się na nóż”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Mężczyzna zmarł po interwencji policji. Protest pod komendą w Lubinie

Przed Komendą Powiatową Policji w Lubinie pojawiła się spora grupa osób, która domaga się wyjaśnień w sprawie 34-latka, który zmarł chwile po interwencji policji. Manifestanci oskarżają funkcjonariuszy, a tłum zaczął krzyczeć „mordercy”. Krótko po rozpoczęciu protestu w stronę budynku poleciały jajka, butelki i kamienie. Funkcjonariusze odpowiedzieli gazem.

W niedzielę przed Komendą Powiatową Policji w Lubinie zgromadziło się ok. 200 osób, aby zaprotestować przeciwko zachowaniu policji podczas interwencji. Część manifestantów przyniosła znicze, które zapalono przed komendą. Pod adresem funkcjonariuszy wykrzykiwali m.in. „Zawsze i wszędzie policja j… będzie”, „Mordercy”.

Część z manifestantów przyniosła znicze, które zapalono przed komendą, ale z każdą chwilą atmosfera przed budynkiem policji staje się coraz bardziej napięta. Protestujący rzucali też jajkami, a po pewnym czasie także kamieniami w elewację budynku komendy.

W pewnym momencie tłum ok. 30 osób zaczął szturmować wejście do budynku. Policjanci użyli wobec nich gazu łzawiącego. W odpowiedzi manifestujący zaczęli rzucać w kierunku policjantów oraz budynku butelkami. Wybite zostały szyby.

Do tragicznej śmierci mężczyzny doszło w czwartek rano po interwencji policji w Lubinie przy ul. Traugutta. Funkcjonariusze dostali wezwanie do agresywnego i pobudzonego mężczyzny. Do sieci trafił drastyczny film z interwencji, na którym widać, jak trzech funkcjonariuszy obezwładnia i przyciska młodego mieszkańca Lubina do ziemi. Mężczyzna zmarł w karetce wiozącej go do szpitala.

Interwencję w tej sprawie zapowiedział Piotr Borys, poseł Koalicji Obywatelskiej. Sprawą zajmuje się także prokuratura, która wszczęła własne śledztwo. O sprawie poinformowana została także komórka kontrolna Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

Do piątkowego zdarzenia odniosła się w sobotę dolnośląska policja, która poinformowała, że lubińscy funkcjonariusze ok. godz. 6 rano udali się na interwencję dotyczącą agresywnego mężczyzny, który miał rzucać kamieniami w okna zabudowań. Na numer alarmowy zadzwoniła matka mężczyzny, informując policję, że jej syn nadużywa narkotyków.

„We wskazanym miejscu policjanci zastali agresywnego mężczyznę, którego próbowali uspokoić i wylegitymować. Ten jednak nie reagował na polecenia, był bardzo agresywny i niezwykle pobudzony. Z uwagi na irracjonalne zachowanie mężczyzny użyto wobec niego chwyty obezwładniające oraz kajdanki. Mężczyzna w dalszym ciągu nie podporządkowywał się poleceniom, szarpał się i wyrywał. Mając na uwadze agresywne zachowanie, a także uzasadnione podejrzenie, że może znajdować się pod wpływem narkotyków, na miejsce wezwano dodatkowych funkcjonariuszy w celu zapobieżenia eskalacji całej sytuacji oraz pogotowie ratunkowe z ratownikami” – czytamy w oświadczeniu.

W komunikacie na stronie komendy policji czytamy, że „po około dwóch godz. od przewiezienia do szpitala, dyżurny KPP w Lubinie został powiadomiony, że mężczyzna zmarł”. Tę ostatnią informację podważa jednak poseł Piotr Borys, który na swoim Twitterze informuje, że według dyrekcji szpitala mężczyzna zmarł jeszcze w karetce.
Źródło info i foto: onet.pl