Policja zatrzymała domniemanego zabójcę 18-letniej Magdaleny M.

18-letnia Magdalena M. zaginęła 24 maja. W poniedziałek rano wyjechała swoim skuterem z rodzinnego domu w Świnicy. Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, w niedzielę, 30 maja, policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Kamieniu Pomorskim zatrzymali 29-letniego mieszkańca Sulikowa. Mundurowi nie wykluczają tego, że zatrzymany mężczyzna może mieć związek z zaginięciem 18-letniej Magdy. W poniedziałek, (31.05.2021) Zbigniew Ziobro złożył za pośrednictwem Twittera rodzinie nastolatki kondolencje.

Magdalena M. ze Świnica zaginęła w poniedziałek 24 maja. Nastolatka pojechała swoim skuterem do pobliskiego Kamienia Pomorskiego, by zrobić zakupy dziadkom. Od tej pory nie było z nią kontaktu. Co stało się z młoda dziewczyną? W niedzielę, 30 maja, odnaleziono zwłoki młodej kobiety. Niestety wiele wskazuje na to, że jest to zagoniona Magda M.

Dotychczas policja, ani prokuratura nie potwierdziła oficjalnie, czy zwłoki, które znaleziono w pobliżu Sulikowa to zaginiona tydzień temu Magdalena M ze Świńca. Prokurator generalny Zbigniew Ziobro złożył kondolencje rodzinie 18-latki.

Nastolatka w poniedziałek, 24.05.2021, rano wyjechała skuterem do Kamienia Pomorskiego, gdzie miała zrobić zakupy dla swoich dziadków. Tam skuter miał się zepsuć. Jak ustalił nieoficjalnie nasz korespondent, dziewczynie pomoc miął zaoferować Dawid J., który w przeszłości odpowiadał za gwałt i śmierć zaledwie 13-letniej dziewczynki. Sam miał wówczas 14 lat.

To właśnie, 29-letniego dziś mężczyznę, zatrzymała do wyjaśnienia w niedzielę (30.05.2021) policja z Kamienia Pomorskiego.
Źródło info i foto: se.pl

Francja: Policjanci boją się pełnić służbę

Mundurowi żądają od rządu lepszej ochrony, stawiając problem bezpieczeństwa w centrum debaty przedwyborczej.

Funkcjonariusze skarżą się, że coraz częściej stają się ofiarami napaści, a władza wykorzystuje ich do mierzenia się z konsekwencjami problemów społecznych, którym sama nie potrafi sprostać. Mundurowi narzekają też na niskie płace, niedobory kadrowe i zbyt łagodny względem przestępców wymiar sprawiedliwości.

Przemoc wobec policji w ciągu ostatnich 20 lat stale rosła. Według danych ministerstwa spraw wewnętrznych liczba zaatakowanych podczas służby funkcjonariuszy wzrosła od 2004 r. o 70 proc. W 2019 r. rannych zostało 6,7 tys. policjantów. Za agresję najczęściej odpowiadają handlarze narkotyków. Dwóch głównych podejrzanych o zabójstwo policjanta Érica Massona na początku maja w Awinionie było powiązanych właśnie z tym nielegalnym biznesem. Krytycy argumentują, że wzrost przemocy idzie w parze z rosnącą brutalnością policji. To ona stała na pierwszej linii frontu, kiedy…
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szczęśliwy finał poszukiwań 12-latka

Wczoraj nad ranem szczęśliwie zakończyły się poszukiwania 12-latka z Leżajska. O jego zaginięciu w niedzielę w nocy zawiadomił ojciec. Dzięki wspólnym działaniom służb mundurowych, chłopak został odnaleziony przez funkcjonariuszy SOK na dworcu kolejowym w Przeworsku.

W niedzielę w nocy do leżajskiej jednostki zgłosił się mężczyzna, który zawiadomił o zaginięciu swojego 12-letniego syna. Z posiadanych informacji wynikało, że chłopak wyszedł z domu w sobotę, 15.05.2021 r., między godz. 15:00 a 16:00. Prawdopodobnie planował wyjazd do dziewczyny mieszkającej w województwie dolnośląskim, którą poznał dzięki komunikatorowi internetowemu.

Od chwili zgłoszenia policjanci z Leżajska prowadzili poszukiwania chłopaka. Ogłoszono alarm dla jednostki. Jednocześnie działania poszukiwawcze prowadzone były na terenie miasta i sąsiedniego powiatu przeworskiego. Każda informacja była skrupulatnie analizowana i sprawdzana przez funkcjonariuszy. W poszukiwania 12-latka włączyli się policjanci przeworskiej komendy i funkcjonariusze SOK z Posterunku w Przeworsku.

Po godz. 5:00 nad ranem nastolatek został odnaleziony przez funkcjonariuszy SOK na dworcu w Przeworsku. Został przekazany pod opiekę ojcu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Trwają poszukiwania Jarosława Kopacza

Mężczyzna jest poszukiwany przez policjantów z Nowego Tomyśla. Jeśli ktoś ma informacje na temat jego zaginięcia to proszony jest o kontakt z funkcjonariuszami. Policjanci z Nowego Tomyśla poinformowali o poszukiwaniach Jarosława Kopacza. Mężczyzna ma 51 lat i w dniu zaginięcia ubrany był w spodnie jeansowe i zieloną kurtkę z futrzanym kapturem.

– Przemieszcza się pojazdem Rover 75 koloru srebrnego o nr rej. PNT32425 – dodają mundurowi.

Jeśli ktoś ma wiedzę na temat zaginięcia mężczyzny lub napotkał wyżej wymieniony pojazd to proszony jest o kontakt z policjantami z KPP w Nowym Tomyślu pod numerem telefonu 47 772 32 00.
Źródło info i foto: se.pl

Zatrzymano go z torbą pełną narkotyków

W ostatni dzień 2020 roku, 31 grudnia, około 21:20 na ulicy Stradomskiej policjanci dostrzegli mężczyznę ze sporych rozmiarów bagażem. Na widok patrolu mężczyzna zmienił kierunek marszu i zaczął pośpiesznie się oddalać. Jego zachowanie wzbudziło u mundurowych pewne podejrzenia, przy czym funkcjonariusze przeczuwali, że nie chodzi tu tylko o naruszenie zakazu przemieszczania się, który obowiązywał już od ponad 2 godzin.

Policjanci podjęli interwencję wobec pieszego, a w trakcie jego legitymowania okazało się, że 48-latek jest poszukiwany w celu ustalenia miejsca pobytu, zatrzymania i doprowadzenia do prokuratury. Przeszukanie „podróżnika” skutkowało ujawnieniem w jego bagażu środków psychoaktywnych w postaci: amfetaminy, haszyszu, mefedronu, marihuany i grzybów halucynogennych.

Zatrzymany oprócz sprawy, za którą był poszukiwany odpowie również za łamanie przepisów Ustawy o Przeciwdziałaniu Narkomanii. Grozi mu za to kara do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Ojciec zostawił 7-miesięczne dziecko „na chwilę”. Już nie wrócił

Policjanci zajęli się 7-miesięcznym dzieckiem, które ojciec miał „na chwilę” zostawić ze swoim bratem. – Miał wrócić za godzinę, ale nie wrócił wcale – przekazała Irmina Sulich z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI. Matka niemowlęcia przebywa w zakładzie karnym.

Policja zajęła się niemowlęciem kilka dni temu, ale informacja w tej sprawie pojawiła się dopiero w czwartek, 31 grudnia. – Na numer alarmowy zatelefonował mężczyzna, który oświadczył, że jest u niego siedmiomiesięczny bratanek. Miał się nim opiekować tylko przez godzinę – tak zapowiedział ojciec chłopca, lecz po syna nie wrócił – przekazała mł. asp. Irmina Sulich.

Zakłopotany mężczyzna, na którego spadł ciężar opieki, powiedział mundurowym, że nie ma jak zająć się młodziutkim bratankiem. – Poprosił, aby zajęli się nim policjanci – podała policja.

Ojciec porzucił 7-miesięczne dziecko. Matka przebywa w zakładzie karnym 

Sprawą zajęli się funkcjonariusze z wydziału wywiadowczo-patrolowego z Targówka, którzy natychmiast udali się do mieszkania zgłaszającego. – Na miejscu okazało się, że ojciec chłopca już ponad dobę nie okazuje zainteresowania, natomiast matka od kilku dni przebywa w zakładzie karnym – przekazali mundurowi.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Atak z nożem na policjanta w Koszalinie

Policjant z Koszalina trafił do szpitala po uderzeniu ostrym, tępym narzędziem w głowę. Do zdarzenia doszło w czasie interwencji w bloku przy ul. Sianowskiej w Koszalinie, gdzie 35-latek spowodował w jednym z pomieszczeń pożar. Mundurowych wezwała na miejsce matka mężczyzny, a że zabarykadował się on w pokoju, policjanci użyli siły, by otworzyć drzwi.

Policjant z Koszalina trafił do szpitala, po tym jak 35-latek uderzył go tępym, ostrym narzędziem w głowę. Mundurowi interweniowali w bloku przy ul. Sianowskiej dziś ok. godz. 13, gdzie wezwała ich matka agresora. Mężczyzna zabarykadował się w swoim pokoju, gdzie spowodował pożar, rozpalając ognisko. Policjanci użyli siły, by sforsować drzwi, a po tym jak jeden z nich dostał się do środka, 35-latek uderzył go w głowę tępym, ostrym narzędziem.

Napastnik został zatrzymany i podobnie jak mundurowego również przetransportowano go do szpitala. Jak informuje policja w Koszalinie, nie stwierdzono, by agresor znajdował się pod wpływem alkoholu lub narkotyków, ale jego krew będzie jeszcze badana pod tym kątem.
Źródło info i foto: se.pl

Nowe informacje ws. zaginięcia Kingi Kozak? Znaleziono czaszkę

Kinga Kozak zaginęła w tajemniczych okolicznościach w sierpniu 2018 roku. Teorii na temat zaginięcia kobiety jest wiele. Jedna z nich mówi, że została zamordowana przez zazdrosnego męża, który potem popełnił samobójstwo. Taką wersję przyjmuje m.in. bielska policja. Stróże prawa uznali poszukiwania za zakończone. Znaleziono nawet czaszkę, która miała należeć do kobiety. Wyniki badań DNA potwierdzały, że należała do Kingi Kozak. Ale jej rodzice nie wierzą w taką wersję wydarzeń. Sprawą zajął się reporter śledczy Janusz Szostak.

Kinga Kozak zaginęła w sierpniu 2018 roku. Kobieta miała się rozwieść ze swoim mężem Zbigniewem. Ich małżeństwo nie należało do zbyt udanych. Wszystko miało się zakończyć szybko i pomyślnie, ale sprawy przybrały nieoczekiwanego biegu. Mąż Kingi powiedział na rozprawie, że liczy na poprawę relacji z małżonką. To był zaskakujący ruch, bowiem wcześniej ustalili między sobą warunki rozwodu. Po rozprawie Kinga Kozak odwiozła ojca na dworzec PKP w Bielsku-Białej. Potem była w swoim miejscu pracy, w kancelarii adwokackiej i na zakupach w Gemini Park. To był 10 sierpnia 2018 roku. Dzień później ślad po niej zaginął.

Kinga Kozak była poszukiwana przez policję. Mundurowi pytali Zbigniewa, gdzie może się znajdować jego żona. Mężczyzna twierdził, że nie ma pojęcia. Kilka dni później sam przestał odbierać telefon. 16 sierpnia znaleziono jego ciało. Powiesił się na strychu. Jedna z hipotez, jaką przyjęto, mówiła o zamordowaniu Kingi przez męża, który był ponoć o nią chorobliwie zazdrosny. Jednak jak podaje serwis crime.com.pl nie znaleziono żadnych śladów czy dowodów potwierdzających, że doszło do zbrodni.

W poszukiwania zaangażowano nawet jasnowidza Jackowskiego i tarocistkę. To jednak nie pomogło. Przesłuchiwano świadków, gromadzono materiały. Ostatecznie policjanci umorzyli śledztwo. Uznali, że Kinga Kozak została zamordowana przez męża. Ten targnął się potem na swoje życie. W lutym 2020 roku rodzice zaginionej pojechali do prokuratury w Cieszynie. Przedstawiono im zdjęcia czaszki, która miała należeć do ich córki. Wyniki badań DNA potwierdziły tę wersję. Ale rodzina ma wątpliwości. – Na pierwszy rzut oka byłam pewna, że to nie jest czaszka, to była bardzo stara czaszka, może nawet sprzed II Wojny Światowej. Była pozbawiona jakiejkolwiek tkanki ludzkiej. Po roku zawsze coś się zachowa. Ponadto to była duża czaszka, a nasza córka miała małą głowę. Także zęby nie odpowiadały kształtowi zębów Kingi – powiedziała Ewa Jakubska, mama Kingi dla portalu crime.com.pl.

Kobieta jest przekonana, że czaszka nie należy do jej córki, a wyniki badań DNA są błędne. – Tuż przed ich wykonaniem umyliśmy zęby. A nikt nas nie poinformował, że nie można tego robić – dodaje Stanisław Jakubski, ojciec Kingi.

Rodzice Kingi wierzą, że ich córka żyje. Tym bardziej, że 17 stycznia w jednym z tramwajów w Warszawie zauważono kobietę, która wyglądem była bardzo podobna do 43-letniej zaginionej. – Wracałam tramwajem z uczelni i dostrzegłam tę kobietę. Ona zachowywała się normalnie, naturalnie, nie wyglądała na wystraszoną, chorą czy smutną. Natomiast wydała mi się znajoma, zapadła mi w pamięć i starałam się sobie przypomnieć, skąd ja ją znam. Nie myślałam wówczas, że to jest jakaś zaginiona osoba. To był przypadek, gdy wróciłam do domu, weszłam na Facebooka, to tam pokazała mi się informacja o zaginionej, była to Kinga Kozak – opisuje Aleksandra. Studentka zgłosiła sprawę na policję, ale mundurowi nie chcieli podjąć tego wątku.
Źródło info i foto: se.pl

Marszałek Sejmu domaga się wyjaśnień po ataku gazem na Barbarę Nowacką

Po tym jak Barbara Nowacka została podczas manifestacji spryskana gazem przez policję, marszałek Sejmu domaga się wyjaśnień od mundurowych. Przypadek posłanki Koalicji Obywatelskiej nie jest odosobniony, bo w ten sam sposób potraktowano wcześniej Magdalenę Biejat z Razem. – Elżbieta Witek działa cynicznie – w rozmowie z Interią oceniła Nowacka. Nowacka została potraktowana gazem łzawiącym podczas sobotniej manifestacji w stolicy. Dzień później Kancelaria Sejmu poinformowała, że Elżbieta Witek rozmawiała z komendantem głównym policji gen. Jarosławem Szymczykiem. Marszałek oczekuje również „niezwłocznych, pisemnych wyjaśnień w tej sprawie”.

Zarówno Magdalena Biejat jak i Barbara Nowacka uważają, że taka reakcja po ataku na posłankę KO to za mało. – Trudno mi zrozumieć, dlaczego pani marszałek wybiórczo decyduje, kiedy będzie podejmowała jakieś kroki, a kiedy nie – mówi Biejat. – Nie powinna reagować dopiero wtedy, kiedy gazem obrywa ta czy inna posłanka – dodaje. Jak mówi nam parlamentarzystka Lewicy, Elżbieta Witek „powinna reagować na brutalność w stosunku do wszystkich pokojowo manifestujących osób”.

Nowacka podkreśla, że marszałek Sejmu nie zrobiła nic zarówno w przypadku Magdaleny Biejat jak i Moniki Wielichowskiej, której podczas manifestacji połamano legitymację poselską. – Elżbieta Witek powinna dowiadywać się, co dzieje się z posłami i posłankami. Bierność pokazuje, że nie interesują ją osoby z opozycji – ocenia Nowacka. – Ciężko mi powiedzieć, dlaczego w moim przypadku podjęto interwencję, a jeśli chodzi o innych nie – zastanawia się.

A może w pani przypadku sytuacja jest ewidentna, a jeśli chodzi o koleżanki są wątpliwości? – dopytujemy Nowacką. – Psiknięcie mi gazem prosto w twarz ma znamiona nie tylko przekroczenia uprawnień. To narażenie mojego zdrowia i bezpieczeństwa – odpowiada posłanka. – Może (Elżbieta Witek – red.) nie mogła już udawać, że nie widzi. Nie wiem. Jeśli się z nią spotkam, zapytam czemu nie interweniuje w tych sprawach – zapewnia parlamentarzystka.

Nagranie z policyjnej kamery

Jeszcze w niedzielę Komenda Stołeczna Policji ujawniła nagranie z kamery osobistej jednego z interweniujących policjantów. „Nagranie wyraźnie pokazuje, że jedna osoba lekceważy komunikaty nadawane przez urządzenia nagłaśniające i wezwania policjantów” – twierdzą mundurowi. Zupełnie innego zdania jest posłanka spryskana gazem łzawiącym.

Barbara Nowacka „cieszy się, że nagrania policjantów się pojawiły”. – Chociaż nie widać, kiedy dostaję gazem, cała sytuacja jest jasna. Stoję, nikogo nie atakuję. Kamery pokazują, że działania policji są absolutnie nieadekwatne – przekazała nam posłanka KO. – Przecież nie tylko ja oberwałam. Sporo innych osób nie zasłużyło na takie traktowanie. Koło mnie stał mężczyzna, również dostał gazem za nic – usłyszeliśmy.

Jak przekazała nam parlamentarzystka KO, razem z koleżankami z opozycji obserwowała działania policji. Urszula Zielińska i Małgorzata Tracz z Zielonych były obok. Kiedy doszło do incydentu, poszły za manifestującymi, przy których interweniowała policja. – Trzeba było dobrze widzieć, żeby później dowiedzieć się gdzie pójść, sprawdzić jak się nazywają zatrzymane osoby i jeżeli je wywożą, ustalić dokąd – tłumaczy Nowacka.

Nielegalne zgromadzenie

– Ta sprawa musi być wyjaśniona – na antenie „Śniadania w Polsat News” stwierdziła Mirosława Stachowiak-Różecka z PiS. Podkreślała jednak, że posłanka Koalicji Obywatelskiej brała udział w nielegalnych manifestacjach. – Niektórych posłów trzeba douczyć, jak wygląda interwencja poselska – oświadczyła.

Barbara Nowacka: – Dobrze byłoby, żeby posłowie i posłanki znali przepisy obowiązującego prawa. Zgromadzenie spontaniczne nie jest zgromadzeniem nielegalnym. Po drugie, czym innym jest obserwowanie i branie udziału. Nie siedziałam na blokadzie tylko stałam obok – słyszymy.

Z kolei, zdaniem Magdaleny Biejat, najważniejsi politycy powinni reagować, kiedy dochodzi do przemocy. Uważa też, że obecność parlamentarzystów na ulicach to obowiązek.

– Posłowie i posłanki są na miejscu jako przedstawicielki i przedstawiciele obywateli – tłumaczy posłanka Lewicy. – Kiedy Elżbieta Witek aktywizuje się, bo jedna czy druga posłanka zostaje potraktowana gazem to nie świadczy najlepiej o tym, jak jest wyczulona na łamanie praw obywatelskich – dodała.

Z informacji, które uzyskaliśmy wynika, że Elżbieta Witek nie wyznaczyła dotąd spotkań z żadną z posłanek opozycji.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjanci z Gdańska jadą do stolicy. Chodzi o zabezpieczenie manifestacji dot. wyroku TK

Do stolicy zostały wysłane co najmniej dwa autokary mundurowych z oddziałów prewencji z Gdańska – dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM Kuba Kaługa. Funkcjonariusze mają pomóc w zabezpieczaniu manifestacji po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. W Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku potwierdzają jedynie, że grupa jedzie do Warszawy, nie informują o tym jakie dokładnie siły zostały wysłane.

Do zabezpieczania ewentualnych zgromadzeń w Trójmieście oddelegowani mają być policjanci z wydziałów kryminalnych czy np. konwojowych, jeśli będzie potrzeba mogą zostać ściągnięte siły z jednostek powiatowych. Z nieoficjalnych rozmów reportera RMF FM Kuby Kaługi z wynika, że nastroje wśród mundurowych są bardzo złe. Po tygodniu zabezpieczania protestów mówią wprost o przemęczeniu, braku czasu na odpoczynek.

Podobne głosy było słychać i przed wybuchem protestów – choćby dlatego, że w dobie pandemii pracy jest więcej, a siatkę dyżurów, przy brakach kadrowych, ułożyć jest bardzo trudno.
Źródło info i foto: RMF24.pl