Gwałcił i to nagrywał. Wacław R. w rękach policji

Mieszkaniec Rybnika miał zgwałcić trzy kobiety. Mężczyzna najpierw odurzał swoje ofiary alkoholem, a swoje przestępstwa nagrywał telefonem komórkowym. Prokuratura nie wyklucza, że ofiar Wacława R. może być więcej. Rybniccy policjanci, działając na polecenie prokuratora, zatrzymali Wacława R, który miał gwałcić kobiety i nagrywać swoje przestępstwa za pomocą telefonu komórkowego. Postępowanie jest w toku, a prokuratura nie wyklucza, że ofiar mogło być więcej.

Wacław R. jest podejrzany o gwałty na trzech kobietach. Mieszkaniec Rybnika wszystkie swoje przestępstwa miał nagrywać telefonem komórkowym. Gwałty, które są przedmiotem śledztwa miały miejsce w latach 2018, 2019 i 2021 roku.

– Dotychczasowe ustalenia śledztwa wskazują na to, iż podejrzany podstępem doprowadzał pokrzywdzone (najczęściej poznane np. w dyskotece lub miejscu publicznym) do stanu nieprzytomności podając im alkohol, często ze środkiem chemicznym, a następnie wykorzystując brak ich świadomości, obcował z nimi płciowo, a w części przypadków czynności te nagrywał kamerą z telefonu komórkowego – podaje „Dziennik Zachodni”.

– W telefonie mężczyzny odnaleziono treści pornograficzne. W jego mieszkaniu odnaleziono środki odurzające oraz amunicję do broni – precyzuje Joanna Smorczewska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Wacław R. został tymczasowo aresztowany. Postępowanie trwa, a prokuratura szuka informacji na temat innych ofiar gwałciciela.
Źródło info i foto: wp.pl

Premier Finlandii zrobiła test na obecność narkotyków

Fińska premierka poinformowała, że wykonała test na obecność narkotyków. Po wycieku nagrań z imprezy, na której była Sanna Marin, testu domagali się od niej niektórzy politycy. W piątek Sanna Marin na konferencji prasowej powiedziała dziennikarzom, że wykonała test, a jego wyniki są spodziewane w przyszłym tygodniu. Powtórzyła też, to co mówiła od początku – że nie robiła nic nielegalnego i nie przyjmowała narkotyków.

Premierka dodała, że nie przyjmowała nielegalnych substancji również kiedy dorastała, a test wykonała, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. Dziennikarze dopytywali, czy gdyby w czasie, kiedy bawiła się na domówce, zaszła potrzeba podjęcia nagłej decyzji, byłaby w stanie wykonywać swoje obowiązki. – Rząd jest zawsze w pełni sprawny, ale spotkania nie są zwoływane w środku nocy. Jeśli jest taka konieczność, zawsze jestem gotowa do pracy – odpowiadała Marin.

Do wykonania testu, poza przeciwnikami politycznymi, wzywał poseł partii koalicyjnej (oprócz Socjaldemokratycznej Partii Finlandii rząd tworzą jeszcze cztery inne ugrupowania), bowiem na jednym z nagrań z imprezy słychać, że pada słowo „kokaina”. Reporterzy chcieli wiedzieć, czy towarzysze premierki przyjmowali narkotyki. – Nie mogę wiedzieć, czy ktoś przyjął jakieś środki, jeśli tego nie widziałam. W nocy, z której pochodzi nagranie, nie widziałam, żeby ktoś przyjmował narkotyki – mówiła Sanna Marin.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Piłkarz Manchesteru United oskarżany o pobicie i gwałt

Była partnerka Masona Greenwooda oskarżyła 20-letniego piłkarza Manchesteru United o pobicie i gwałt. Jako dowód zamieściła w mediach społecznościowych zdjęcia z siniakami oraz nagranie audio na którym słychać jak piłkarz zmuszą ją do seksu. Harriet Robson, była dziewczyna Greenwooda opublikowała zdjęcia, nagrania wideo oraz audio na swoim profilu na Instagramie. Po kilku godzinach profil został „wyczyszczony” do zera. Zniknęły nie tylko materiały obciążające piłkarza, ale i wcześniejsze zdjęcia Robson.

Na kilku zdjęciach była dziewczyna piłkarza publikowała siniaki, oskarżając piłkarza o pobicie. Opublikowała także nagranie, na którym krew ścieka jej z ust na szyję, z podpisem: „Dla każdego, chcącego wiedzieć, co zrobił mi Mason Greenwood”. Robson twierdzi też, że 20-latek zmuszał ją do uprawiania seksu. Oskarża go także o napaść seksualną. Dowodem tego mają być z kolei nagrania audio.

Klub zawodnika, Manchester United, błyskawicznie wydał oświadczenie w tej sprawie.

„Jesteśmy świadomi powagi oskarżeń, opublikowanych w mediach społecznościowych. Nie będziemy ich komentować, dopóki wszystkie fakty nie zostaną ustalone. Manchester United nie toleruje żadnej formy przemocy” – napisał klub z Manchesteru.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymano 67-letniego pedofila. Wykorzystywał seksualnie 12-latkę

67-letni mężczyzna z Krzyża Wielkopolskiego jest oskarżony o wykorzystywanie seksualne 12-letniej córki swojej konkubiny. Nakłaniał do tego również jej 13-letnią koleżankę. Sprawa wyszła na jaw po tym, jak dziewczynka opowiedziała o wszystkim mamie. O sprawie jako pierwszy poinformował portal asta24.pl. 67-latek z Krzyża Wielkopolskiego (woj. wielkopolskie) wykorzystywał seksualnie 12-letnią córkę swojej konkubiny. Zaczepiał też w mediach społecznościowych jej 13-letnią koleżankę.

– Prokurator zarzucił mężczyźnie popełnienie trzech przestępstw na szkodę 12 i 13-letnich dziewczynek. Przestępstwa te polegały na początku na nakłanianiu dziewczynek do wykonania i poddania się innym czynnościom seksualnym, natomiast ostatnie przestępstwo polega na doprowadzeniu jednej z pokrzywdzonych – 12-letniej dziewczynki – do obcowania płciowego – przekazała portalowi prokuratorka rejonowa w Trzciance Magdalena Roman. Dziewczynka, z którą regularnie współżył 67-latek, to córka jego byłej konkubiny.

Mężczyzna nakłaniał do stosunku także 13-letnią koleżankę pokrzywdzonej. 67-latek zaczepiał ją w mediach społecznościowych, ta opowiedziała o wszystkim mamie. Kobieta natychmiast zgłosiła zdarzenie na policję. Informację o zdarzeniu potwierdziła w rozmowie z Gazeta.pl. prokuratorka Magdalena Roman. Jak przekazała, mężczyzna po zatrzymaniu przez policję został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.

Podczas przeszukania w jego domu odnalezione zostały nagrania oraz zdjęcia, na których dokumentował zbliżenia z 12-latką. Prokuratura w Trzciance 29 października skierowała do sądu akt oskarżenia. 67-latkowi grozi do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Berlińscy policjanci robili pompki na pomniku Holocaustu

Policjanci robili pompki, wykorzystując do ćwiczeń bloki Pomnika Pomordowanych Żydów w Europie. Zdarzenie miało miejsce w Berlinie w Zielone Świątki – 23 maja. W poniedziałek o sprawie poinformowały media, które dotarły do nagrań wideo, wykonanych przez samych policjantów. Autentyczność materiału potwierdziła Barbara Slowik, szefowa berlińskiej policji, która przeprosiła za zaistniałą sytuację i zapowiedziała zbadanie sprawy.

Dzienniki „Bild” oraz „Berliner Zeitung” poinformowały w poniedziałek rano o nagraniach wideo, mających ukazywać umundurowanych funkcjonariuszy berlińskiej policji, wykonujących ćwiczenia sportowe na blokach Pomnika Pomordowanych Żydów w Europie. Policja potwierdziła, że nagranie jest autentyczne i przedstawia siły policyjne. Pomnik ofiar Holokaustu upamiętnia 6 milionów Żydów, zamordowanych przez Niemców. Ten nietypowy pomnik, zajmujący powierzchnię ok. 19 tys. mkw., składa się z blisko 2,7 tys. betonowych bloków różnej wielkości. „Chociaż jest to zabronione, niektórzy wykorzystują tę przestrzeń jako miejsce na piknik, opalanie się lub rozrywkę” – podkreśla „Berliner Zeitung”.

Nagrania robili sami policjanci

Nagrania zostały wykonane najprawdopodobniej przez samych policjantów telefonem komórkowym – opisuje gazeta. „Pokazują one funkcjonariuszy z bronią, umundurowanych, uprawiających sport na blokach pomnika w dzień Zielonych Świątek”. Wg informacji „Berliner Zeitung”, incydent miał miejsce w niedzielę 23 maja (Zielone Świątki). Policjanci należeli do sił wsparcia, rozmieszczonych w centrum stolicy z powodu kilku demonstracji, mających się odbywać tego dnia w dzielnicy rządowej.

Za zaistniałą sytuację w poniedziałek przeprosiła Barbara Slowik – szefowa berlińskiej policji. Pomnik jest miejscem pamięci i upamiętnienia sześciu milionów Żydów, ofiar Holokaustu, a także miejscem pamięci dla teraźniejszości i przyszłości. (…) Zachowanie kolegów jest lekceważeniem tego, co symbolizuje ten pomnik, i nie jest adekwatne do szacunku, jaki powinien mu być okazywany i jaki okazuje mu berlińska policja – podkreśliła Slowik. Przepraszając, podkreśliła też bardzo dobrą współpracę ze społecznością żydowską. Slowik zapowiedziała, że incydent zostanie zbadany zgodnie z prawem i przepisami.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Ruszył proces chirurga plastycznego. Filmował krwawe zabiegi i publikował w sieci. Nie żyją dwie kobiety

W Niemczech ruszył proces chirurga plastycznego, który oferował zabiegi powiększania pośladków. Medyk zamieszczał nagrania krwawych procedur w mediach społecznościowych. Według prokuratury dwie jego pacjentki zmarły wskutek błędów, które miał popełnić. M.in. powinny być operowane nie w warunkach ambulatorium, ale na sali operacyjnej. Eksperci uznają działania medyka za „nie do usprawiedliwienia”.

Przed Sądem Krajowym w Düsseldorfie rozpoczął się we wtorek proces lekarza, który w swojej klinice oferował pacjentkom zabiegi z zakresu chirurgii plastycznej, które obejmowały powiększanie pośladków. 49-letni lekarz przeprowadził wiele takich zabiegów, które polegają na przeszczepieniu pacjentce jej własnej tkanki tłuszczowej pobranej z innej okolicy ciała. Chirurg filmował krwawe zabiegi, a nagrania umieszczał w mediach społecznościowych.

Zmarła po wadliwej liposukcji

Okazało się jednak, że dwie pacjentki chirurga plastycznego zmarły. 2 lipca 2019 roku lekarz przeprowadził zabieg odsysania tłuszczu u 42-letniej kobiety, a następnie pobraną tkankę wstrzyknął w pośladki kobiety. Jednak kobieta zmarła wskutek powikłań: utraty krwi połączonej z zatorowością tłuszczową.

Prokuratura, która zajęła się sprawą, ustaliła, że zgodnie z zasadami sztuki lekarskiej zabieg tego rodzaju, łącznie z leczeniem przeciwzakrzepowym, powinien być przeprowadzony na sali operacyjnej. Odbył się jednak w warunkach ambulatoryjnych. Lekarz nie tylko nie prowadził po wykonaniu zabiegu obserwacji, ale nie wdrożył także opieki pooperacyjnej. Śledczy ustalili, że ani liposukcja, czyli pobranie tkanki tłuszczowej, ani iniekcja – czyli wstrzyknięcie jej pod skórę, nie zostały wykonane prawidłowo.

Tłuszcz zatkał płuca pacjentki

W akcie oskarżenia jest także zarzut związany ze śmiercią innej kobiety, która została poddana zabiegowi 6 sierpnia 2018 roku. Lekarz odessał tłuszcz z ponad 12 litrów tkanki tłuszczowej, a następnie wykonał zabieg wstrzyknięcia go do tkanki piersi i pośladków. 20-letnia pacjentka zmarła tego samego dnia. Powodem jej zgonu była duża utrata krwi oraz zatorowość. Tłuszcz przedostał się do tętnic płucnych, blokując je. Śledczy ustalili, że w takich przypadkach dozwolone jest pobieranie maksymalnie pięciu litrów tkanki tłuszczowej. Ustalono także, że kobieta otrzymała zbyt wysoka dawkę znieczulenia.

Trzecia kobieta, ofiara nieprawidłowo przeprowadzonego w tym samym roku zabiegu, przeżyła, ale również została wypuszczona do domu bez opieki pooperacyjnej. W jej przypadku ustalono, że chirurg miał użyć lekarstwa, które nie zostało dopuszczone na niemiecki rynek.

W akcie oskarżenia prokuratura zarzuciła medykowi uszkodzenie ciała, które dwukrotnie doprowadziło do śmierci oraz, w wypadku trzeciej klientki, która przeżyła zabieg, uszkodzenie ciała powstałe w wyniku zaniedbań. Profesor Dennis von Heimburg, przewodniczący Stowarzyszenia Niemieckich Chirurgów Estetycznych, podkreślił w rozmowie z Deutsche Welle, że współczynnik śmiertelności przy tego rodzaju interwencjach wynosi 1:3 tys. i jego zdaniem „taka interwencja jest właściwie nie do usprawiedliwienia”.

Prokuratura opiera zarzuty na ekspertyzach, które przeprowadzili biegli. Mimo to oskarżony lekarz nadal zaprzecza zarzutom, nie może jednak do odwołania prowadzić praktyki lekarskiej. Został warunkowo zwolniony z aresztu po wpłaceniu kaucji w wysokości 100 tys. euro. Według Międzynarodowego Towarzystwa Estetycznej Chirurgii Plastycznej zabiegi powiększania pośladków gwałtownie zyskują na świecie popularność. Ich liczba wzrosła o 38,4 proc w 2019 roku, najszybciej spośród wszystkich zabiegów chirurgicznych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Holandia: Opiekunka molestowała dziewczynki. Najmłodsza ofiara miała roczek

52-letnia opiekunka molestowała seksualnie dzieci w wieku od jednego do sześciu lat. Kobiecie udowodniono czyny lubieżne w stosunku do co najmniej siedmiu dziewczynek. Opiekunka mieszkająca w jednej z miejscowości w prowincji Limburgia na południu Holandii została zatrzymana przez policję w czerwcu br. Sprawa wyszła na jaw dzięki nagraniom z monitoringu, na których widać, jak kobieta seksualnie napastowała jedną z dziewczynek. Rodzice dziecka natychmiast powiadomili służby. 

W domu 52-latki znaleziono nagrania dowodzące, że ofiar było więcej. Z informacji prokuratury wynika, że opiekunka miała się dopuścić czynów lubieżnych w stosunku do co najmniej siedmiu dziewczynek w wieku od jednego do sześciu lat.

Jak poinformował portal RTL Nieuws, razem z nią aresztowano 58-letniego mężczyznę, któremu również postawiono zarzut pedofilii.

– Rodzice byli zszokowani informacją o zatrzymaniu opiekunki – powiedziała portalowi rzeczniczka prokuratury Janine Kramer. Jej zdaniem wynika to m.in. z faktu, że liczyli oni na to, że ich dzieci zostały powierzone godnej zaufania opiekunce.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

„Frog” nieuchwytny. Od stycznia powinien być w więzieniu

Pirat drogowy Robert N. ps. Frog znany z nagrywania swoich szaleńczych rajdów po ulicach Warszawy został skazany prawomocnym wyrokiem na półtora roku więzienia. W styczniu miał stawić się do odbycia kary, ale do tej pory tego nie zrobił. Za kratki nie odprowadziła go również policja.

„Frog” znany jest przede wszystkim z niebezpiecznych rajdów po stolicy i na trasie między Jędrzejowem a Kielcami. Nagrania pokazujące popisy kierowcy, były udostępniane w sieci. Pirat drogowy ma już kilka wyroków na koncie. Na początku tego roku powinien stawić się w zakładzie karnym do odbycia kary więzienia, ale do tej pory mężczyzna pozostaje na wolności. Sprawę nagłośnili kilka dni temu dziennikarze Polsat News.

„Nakazem doprowadzenia zajmuje się policja”

Jak przekazała nam sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie, chodzi o wyrok z 28 stycznia 2020 roku. Wtedy sąd uznał Roberta N., „za winnego tego, że w dniu 19 września 2018 r. w Warszawie na drodze publicznej prowadził pojazd osobowy pomimo zakazu prowadzenia pojazdów orzeczonego wyrokami”. Sąd skazał Roberta N. na karę półtora roku więzienia. Wobec „Froga” zasądzono również zakaz prowadzenia pojazdów na okres ośmiu lat. Obrońca „Froga” złożył jeszcze apelację od tego wyroku, ale Sąd Okręgowy w Warszawie podtrzymał orzeczenie sądu niższej instancji.

„Skazany nie stawił się dobrowolnie do Aresztu Śledczego celem odbycia kary. W dniu 22.01.2021 r. wystawiono nakaz doprowadzenia skazanego do zakładu karnego wraz z zarządzeniem o wszczęciu poszukiwań ogólnokrajowych. Do dnia dzisiejszego nie zdołano ustalić miejsca pobytu skazanego i doprowadzić do Aresztu Śledczego celem odbycia kary. Realizacją nakazu doprowadzenia zajmuje się Policja” – poinformowała sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jak się okazuje, nieskutecznie. Dziennikarze Polsatu ustalili, że Robert N. jest widywany przez znajomych, którzy biorą udział w nielegalnych wyścigach. Jak twierdzą, „Frog” nie bierze w nich udziału, ale przyjeżdża na miejsce samochodem. Reporterom udało się również dotrzeć do matki N., która stwierdziła, że jej syn „w ogóle się nie ukrywa”.

Komendę Stołeczną Policji zapytaliśmy dlaczego od stycznia, czyli od momentu wydania zarządzenia o doprowadzeniu skazanego do zakładu karnego, Robert N. tam nie trafił? A także, jak wyglądają jego poszukiwania? Czekamy na odpowiedź.

Wyroki „Froga”

Wyrok, który powinien odbywać teraz „Frog”, dotyczy wydarzeń z września 2018 roku. Na ulicy Dywizjonu 303 policjanci zatrzymali do kontroli porsche – okazało się, że kierujący prowadził pojazd pomimo sądowego zakazu. Za kierownicą siedział właśnie Robert N. Porsche zostało odholowane na parking, a mężczyzna dostał wezwanie do prokuratury.

W 2016 roku uprawomocniło się pięć wyroków związanych z łamaniem przez niego przepisów drogowych. Sąd zadecydował wówczas między innymi o trzyletnim zakazie prowadzenia pojazdów. Wtedy N. sądzony był za wykroczenia, jakie popełnił podczas jazdy ulicami Warszawy.

W marcu 2019 roku pisaliśmy, że Robert N. usłyszał też inny wyrok. Mężczyzna, pomimo obowiązującego go zakazu prowadzenia samochodów, urządził sobie w marcu 2018 roku przed warszawskim centrum handlowym rajd sportowym mercedesem. Wówczas został skazany na karę grzywny.

Na uprawomocnienie czeka również wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa, który skazał „Froga” na 2,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym pod Kielcami.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zamość: Obława na podpalacza punktu szczepień. Nowe nagranie

Policja z Zamościa udostępnia nowe nagranie, na którym widać, co zrobił podpalacz. Kolejne wideo pokazuje też wyraźniej samego sprawcę, którego szukają mundurowi z Zamościa i Lublina. Jego złapanie miało być kwestią czasu, ale on wciąż jest na wolności. Trwa obława. Za pomoc w jego rozpoznaniu przewidziano nagrodę.

Zamość. Podpalił punkt szczepień, a później budynek sanepidu. Trwa obława na podpalacza z Zamościa. Policjanci starają się zidentyfikować i namierzyć sprawcę i publikują nowe nagranie. Na wideo widać, co zrobił i jak wygląda. Podpalacz z Zamościa wciąż jednak pozostanie nieuchwytny! Policjanci przypominają o nagrodzie w wysokości 10 tys. złotych. Uruchomiono też specjalną, całodobową infolinię, która ma usprawnić przyjmowanie zgłoszeń. Pierwsze sygnały zaczęły napływać już w poniedziałek, ale jak na razie w sprawie nie doszło do żadnego przełomu. – Publikujemy nowe nagranie z monitoringu pokazujące sprawcę w momencie podpalenia budynku zamojskiego sanepidu. Pod numerem telefonu 575 688 507 przez całą dobę można przekazywać informację na temat mężczyzny. Dla osoby, która przyczyni się do ustalenia podpalacza, minister zdrowia przeznaczył nagrodę w wysokości 10 tysięcy złotych. Informację można przekazać anonimowo – zachęca st. asp. Dorota Krukowska-Bubiło z Komendy Miejskiej Policji w Zamościu.
Źródło info i foto: se.pl

Hiszpania: Udostępniał pedofilom zdjęcia nagiej pasierbicy

Zdjęcia m.in. kąpiącej małoletniej dziewczynki, na które natrafili eksperci amerykańskiego Krajowego Centrum ds. Dzieci Zaginionych i Wykorzystywanych Seksualnie (National Center for Missing and Exploited Children), doprowadziły do ujęcia w Hiszpanii pedofila. Nagrywał on swoją pasierbicę i jako młoda kobieta polował w internecie na inne dziewczynki. Skutecznie namawiał je do przesyłania zdjęć i filmów o wyraźnym seksualnym podłożu.

To była żmudna akcja hiszpańskiej Guardia Civill, której finał był zaskoczeniem dla wszystkich, zwłaszcza dla ludzi, których związał z zatrzymanym pedofilem. NCMEC odkrył w sieci wśród plików, którymi wymieniali się różni pedofile, zdjęcia małoletniej dziewczynki w łazience, od rozbierania się po kąpiel i suszenie.

Sposób filmowania i kadrowania wskazywał, że dziecko nie miało pojęcia, że jest cały czas inwigilowane. Prawdopodobnie w łazience była zamontowana co najmniej jedna ukryta kamera.

Analiza ekspertów z NCMEC wykazała, że pedofil oferował także w sieci filmy, na których uwieczniono tradycyjny seks kobiety z mężczyzną. Na to, że sam bohater tej domowej pornografii może stać za pedofilskimi zdjęciami, wskazywało, że robił on fotomontaże mające upodobnić dorosłą kobietę do innej małoletniej dziewczynki.

Informatycy śledczy skupili się na odnalezieniu jak największej ilości szczegółów mogących doprowadzić do regionu, w którym powstały te wszystkie zdjęcia i filmy. Udało się ustalić personalia dorosłej kobiety i dziewczynki z łazienki, która, jak się okazała, była jej córką. Nie miały pojęcia, z kim mieszkają.

Osaczona

Ostrożnie, ze względu na dobro dziewczynki, gwardziści najpierw przepytali okolicznych mieszkańców, kim są mężczyzna jego partnerka i pasierbica. Agenci Departamentu Przestępstw Teleinformatycznych połączyli zabezpieczone zdjęcia z mężczyzną zamieszkałym w mieście Milladoiro (A Coruña). Mając odpowiednie zgody sądu, funkcjonariusze wkroczyli do mieszkania podejrzewanego z nakazałem przeszukania i zabezpieczenia sprzętu komputerowego oraz dostępu do używanych przez niego kont w mediach społecznościowych.

Dla partnerki zatrzymanego to był ogromny szok. Tym bardziej gdy okazało się, że nie ograniczył się do inwigilowania pasierbicy w łazience i nagrywania wszystkiego, co się tam dzieje. Funkcjonariusze odkryli, że pedofil zainstalował także w komputerze dziewczynki specjalne oprogramowanie szpiegowskie.

Dzięki niemu miał dostęp do wszystkich jej plików, ale także mógł bez jej wiedzy uruchamiać kamerę internetową i obserwować, co robi. Z zabezpieczonych dowodów wynika, że najczęściej nagrywał, jak dziewczynka się przebiera.
Źródło info i foto: TVP.info