Hiszpania: Udostępniał pedofilom zdjęcia nagiej pasierbicy

Zdjęcia m.in. kąpiącej małoletniej dziewczynki, na które natrafili eksperci amerykańskiego Krajowego Centrum ds. Dzieci Zaginionych i Wykorzystywanych Seksualnie (National Center for Missing and Exploited Children), doprowadziły do ujęcia w Hiszpanii pedofila. Nagrywał on swoją pasierbicę i jako młoda kobieta polował w internecie na inne dziewczynki. Skutecznie namawiał je do przesyłania zdjęć i filmów o wyraźnym seksualnym podłożu.

To była żmudna akcja hiszpańskiej Guardia Civill, której finał był zaskoczeniem dla wszystkich, zwłaszcza dla ludzi, których związał z zatrzymanym pedofilem. NCMEC odkrył w sieci wśród plików, którymi wymieniali się różni pedofile, zdjęcia małoletniej dziewczynki w łazience, od rozbierania się po kąpiel i suszenie.

Sposób filmowania i kadrowania wskazywał, że dziecko nie miało pojęcia, że jest cały czas inwigilowane. Prawdopodobnie w łazience była zamontowana co najmniej jedna ukryta kamera.

Analiza ekspertów z NCMEC wykazała, że pedofil oferował także w sieci filmy, na których uwieczniono tradycyjny seks kobiety z mężczyzną. Na to, że sam bohater tej domowej pornografii może stać za pedofilskimi zdjęciami, wskazywało, że robił on fotomontaże mające upodobnić dorosłą kobietę do innej małoletniej dziewczynki.

Informatycy śledczy skupili się na odnalezieniu jak największej ilości szczegółów mogących doprowadzić do regionu, w którym powstały te wszystkie zdjęcia i filmy. Udało się ustalić personalia dorosłej kobiety i dziewczynki z łazienki, która, jak się okazała, była jej córką. Nie miały pojęcia, z kim mieszkają.

Osaczona

Ostrożnie, ze względu na dobro dziewczynki, gwardziści najpierw przepytali okolicznych mieszkańców, kim są mężczyzna jego partnerka i pasierbica. Agenci Departamentu Przestępstw Teleinformatycznych połączyli zabezpieczone zdjęcia z mężczyzną zamieszkałym w mieście Milladoiro (A Coruña). Mając odpowiednie zgody sądu, funkcjonariusze wkroczyli do mieszkania podejrzewanego z nakazałem przeszukania i zabezpieczenia sprzętu komputerowego oraz dostępu do używanych przez niego kont w mediach społecznościowych.

Dla partnerki zatrzymanego to był ogromny szok. Tym bardziej gdy okazało się, że nie ograniczył się do inwigilowania pasierbicy w łazience i nagrywania wszystkiego, co się tam dzieje. Funkcjonariusze odkryli, że pedofil zainstalował także w komputerze dziewczynki specjalne oprogramowanie szpiegowskie.

Dzięki niemu miał dostęp do wszystkich jej plików, ale także mógł bez jej wiedzy uruchamiać kamerę internetową i obserwować, co robi. Z zabezpieczonych dowodów wynika, że najczęściej nagrywał, jak dziewczynka się przebiera.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: W sądzie pokazano nagrania z dnia śmierci George’a Floyda

Podczas kolejnego dnia procesu przeciw byłemu policjantowi Derekowi Chauvinowi, oskarżonemu o zabicie Afroamerykanina George’a Floyda, pokazano nagrania z kamer funkcjonariuszy. Słychać na nich między innymi, jak Floyd powtarza, że nie może oddychać, oraz mówi, że zrobi wszystko, co każą mu policjanci.

George Floyd zmarł po policyjnej interwencji 25 maja 2020 roku. Podduszany przez funkcjonariusza Afroamerykanin twierdził, że nie może oddychać. Nagrania wideo pokazujące, że Floyd był skuty kajdankami i trzymany twarzą w dół na asfalcie, a Derek Chauvin przyciskał jego szyję przez około dziewięć minut, doprowadziły do protestów przeciwko nierówności rasowej i brutalności policji w Stanach Zjednoczonych.

„Gdybym nie wziął banknotu, można by było tego uniknąć”

Na jednym z nagrań zaprezentowanych w środę podczas procesu Chauvina widać, jak policjanci usiłują wepchnąć opierającego się mężczyznę do radiowozu. Składający zeznania świadek wydarzenia Charles McMillian szlochając powiedział, że czuł się „bezradny”. Wołał w kierunku Floyda, że „nie może wygrać”, wzywając do przestrzegania poleceń funkcjonariuszy. – Sam miałem interakcję z policją i rozumiem, że kiedy już założą ci kajdanki, nie możesz wygrać, jesteś przegrany – wyjaśniał.

Jak dodał, widząc, jak Chauvin wciska kolano w szyję Floyda, słyszał go błagającego: „Nie mogę oddychać”, „mama” i „zabijasz mnie”.

Christopher Martin, pracujący w sklepie Cup Foods, zeznał, że Floyd chciał w nim płacić przy użyciu fałszywej 20-dolarówki. Jak powiedział, domyślał się tego, ale ostatecznie przyjął banknot, bo „widział, że mężczyzna wyglądał, jakby był oszołomiony, pod wpływem jakiejś substancji”. Inny pracownik sklepu wezwał policję.

Martin opisywał też przebieg aresztowania Floyda. Wyznał, że ogarnęło go uczucie „niedowierzania i poczucia winy”. – Gdybym po prostu nie wziął banknotu, można by było tego uniknąć – przypuszczał i dodał, że Floyd „mógł nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że pieniądze były fałszywe”.

„Mam klaustrofobię. Mam stany niepokoju”

Prokuratorzy odtworzyli też nagrania z kamery policjanta. Podszedł on do SUV-a Floyda, wyciągnął broń, kazał mu położyć ręce na kierownicy i wysiąść z samochodu.

Floyd przepraszał, błagał policjanta, by nie strzelał, dodając, że niedawno zmarła jego matka. Początkowo wydawało się, jakby stawiał opór, ale w ciągu około dwóch minut został skuty kajdankami. Mówił też policjantom, że nie stawia oporu i „zrobi wszystko, co mu każą”. Zaprzeczał, jakoby był pod wpływem (środków odurzających) – opisują media.

– Mam klaustrofobię. Mam stany niepokoju – przekonywał, dodając, że „nie jest złym człowiekiem”.

Kiedy Chauvin uciskał mu szyję, powtarzał, że nie może oddychać. Thomas Lane, inny funkcjonariusz, uznał to za dowód, że Floyd nie ma problemów z mówieniem i radził, by głęboko oddychał. Inny policjant zauważył, że sporo mówi, na co „potrzeba bardzo dużo tlenu”. Floyd mówił też „mamo, kocham cię” oraz „powiedz moim dzieciom, że je kocham”.

Na nagraniu widać też osoby postronne, które przekonywały policjantów, aby „przestali przytrzymywać Floyda przy ziemi i sprawdzili jego puls”.

Prokuratorzy wezwali w środę porucznika Jamesa Rugela z jednostki ds. technologii policji w Minneapolis, by zaświadczył o autentyczności nagrań, które pokazują sceny śmierci Floyda, a także tych pochodzących z kamer noszonych przez policjantów.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Burmistrz Murowanej Gośliny nagrany w trakcie zażywania narkotyków? Jest reakcja

„Nigdy nic takiego nie miało miejsca w moim życiu, jestem ostatnio wściekle atakowany” – oświadczył we wtorek Dariusz Urbański, burmistrz podpoznańskiej Murowanej Gośliny, który miał zostać nagrany w trakcie zażywania białego proszku.

Portal epoznan.pl jako pierwszy poinformował we wtorek, że do jego redakcji przysłano film, na którym ma być widoczny burmistrz Murowanej Gośliny Dariusz Urbański. „Mężczyzna siedzi przy stole, a w pewnym momencie ma wciągać biały proszek. Osoby, które przesłały nagranie do naszej redakcji sugerują, że burmistrz może zażywać narkotyki” – podał portal.

Żartobliwa scenka?

„Film przedstawia żartobliwą scenkę ze spotkania prywatnego, która została celowo wyjęta z kontekstu, aby sugerować, że były na nim obecne zabronione substancje. Nigdy nic takiego nie miało miejsca w moim życiu. Jestem ostatnio wściekle atakowany non stop i to jest kolejna tego odsłona” – napisał w oświadczeniu przesłanym PAP Urbański.

Burmistrz podkreślił, że osoby, które chcą mu zaszkodzić „wyciągają nagrania prywatnych spotkań i nimi celowo manipulują, aby wpłynąć na opinię publiczną”. Jak zaznaczył ma to podtekst polityczny, bo w Murowanej Goślinie powstała inicjatywa referendum ws. odwołania Urbańskiego ze stanowiska.

Urbański ocenił w swoim oświadczeniu, że „w ostatnim czasie telewizja publiczna oraz środowiska prawicowe oraz skrajnie prawicowe” starają się wpłynąć na jego wizerunek jako burmistrza.

Radny Murowanej Gośliny Kamil Grzebyta ujawnił w styczniu, że w ub.r. burmistrz wysłał, wraz z kilkoma innymi pracownikami, ok. 3 tys. SMS-ów premium po to, by jego pełnomocniczka, przewodnicząca gminy żydowskiej w Poznaniu Alicja Kobus wygrała plebiscyt na najbardziej wpływową kobietę regionu. Plebiscyt został ogłoszony przez „Głos Wielkopolski”. Radny opublikował m.in. faktury za komórki urzędników.

Kilka dni później burmistrz Dariusz Urbański opublikował w mediach społecznościowych skan przelewu na konto gminy 7 tys. 686 zł ze „zwrotem z tytułu wykonywania prywatnych SMS z telefonu służbowego”. Już wcześniej deklarował, w rozmowie z lokalnymi mediami, że zwróci pieniądze za wysłane SMS-y.

Jak wówczas podkreślał, SMS-y były „wyrazem jego uznania jako burmistrza wobec działalności pani Kobus”. Przyznał, że nie spodziewał się, że „może to zostać odebrane w tak negatywny sposób”. W tej sprawie prokuratura, po zawiadomieniu przez radnego z Murowanej Gośliny, wszczęła postępowanie dotyczące możliwości przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Francja: Zabójstwo Samuela Paty’ego. Uczennica przyznała się do kłamstw

Francuska uczennica przyznała się do kłamstw i rozpowszechniania fałszywych twierdzeń na temat Samuela Paty’ego – ustalił dziennik „Le Parisien”. W październiku 2020 roku nauczyciel historii został zamordowany za to, że podczas lekcji miał prezentować uczniom karykatury Mahometa.

Prokuratorzy przekazali później, że do zbrodni by nie doszło, gdyby nie pomoc uczniów Collège du Bois d’Aulne. Pochodzący z Czeczenii Anzorow znał jedynie nazwisko swojej ofiary, ale nie wiedział, jak ona wygląda – potrzebnych informacji za pieniądze udzieliło mu dwóch nastolatków.

W niedzielę dziennik „Le Parisien” ustalił, że nastolatka, która poskarżyła się rodzicom na nauczyciela, który miał pokazać uczniom obrazoburcze treści, przyznała się do kłamstwa. Początkowo 13-latka twierdziła, że Paty poprosił muzułmańskich uczniów o zamknięcie oczu lub opuszczenie klasy, a później zaprezentował pozostałym karykaturę Mahometa.

Oburzony tym faktem ojciec nastolatki, Brahim Chnina, zamieścił w mediach społecznościowych nagranie, w którym oskarżył Paty’ego o piętnowanie muzułmanów i wzywał do zwolnienia go ze szkoły. Zdaniem śledczych to właśnie z internetu Anzorow dowiedział się o przebiegu lekcji.

Jak informuje „Le Parisien”, dziewczyna skłamała, ponieważ nie chciała przyznać się rodzicom do tego, że została zawieszona za liczne nieobecności w szkole. Skutecznie przekonała ojca, że w prawach ucznia zawiesił ją Paty, a stało się to po tym, jak wyraziła sprzeciw wobec jego prośby o opuszczenie klasy przez muzułmańskich uczniów. W rzeczywistości – jak powiedziała właśnie śledczym – tego dnia w ogóle nie pojawiła się w sali lekcyjnej.

Dziewczyna miała trzymać się swojej wersji, dopóki nie usłyszała od policjantów, że kilkoro innych uczniów potwierdziło jej nieobecność oraz to, że Paty wcale nie poprosił ich o opuszczenie klasy. Śledczy mieli też stwierdzić, że 13-latka cierpiała na „kompleks niższości” i była bardzo oddana ojcu.

„To przesadne zachowanie ojca doprowadziło do tej serii zdarzeń”

Prawnik dziewczyny, Mbeko Tabula, twierdzi, że uczennicy nie powinno obarczać się całym ciężarem tragedii.

– To przesadne zachowanie ojca, tworzenie i umieszczanie wideo obciążającego nauczyciela, doprowadziło do tej serii zdarzeń. Moja klientka kłamała i nawet jeśli to prawda, reakcję jej ojca nadal należy traktować jako nieproporcjonalną – stwierdził prawnik.

Chnina, wobec którego toczy się dochodzenie w sprawie „współudziału w zabójstwie na tle terrorystycznym”, powiedział policji, że jego zachowanie było „idiotyczne i głupie”.

– Nigdy nie myślałem, że moje posty zobaczą terroryści. Nie chciałem nikogo skrzywdzić. Trudno sobie wyobrazić, jak znaleźliśmy się w tym miejscu. Straciliśmy profesora historii i wszyscy winią mnie – powiedział ojciec 13-latki, której po zabójstwie Paty’ego również postawiono zarzuty karne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Taśmy Daniela Obajtka. Ciąg dalszy

Ty jesteś od grubszych tematów – mówi do Szymona, pracownika firmy TT Plast Daniel Obajtek. Według „Gazety Wyborczej” rozmowa została zarejestrowana w sierpniu 2009 roku, gdy obecny prezes Orlenu był wójtem Pcimia. Potwierdzać ma to obecność na materiałach Bernadetty Obajtek, która jeszcze do lipca 2009 roku pracowała w firmie Elektroplast. Według gazety Daniel Obajtek „z tylnego siedzenia” kierował spółką TT Plast. Ustawa o samorządach zabrania łączenia funkcji wójta oraz działalności biznesowej – przypomina „GW”.

Pierwsze nagrania z udziałem ówczesnego wójta Pcimia, a dzisiejszego prezesa Orlenu Daniela Obajtka „Gazeta Wyborcza” opublikowała w piątek. Są to nagrania rozmów telefonicznych z 2009 roku, podczas których rozmawia z mężczyzną, którego nazywa Szymonem. Mężczyzna ten pracuje dla spółki TT Plast działającej w branży elektroinstalacyjnej. TT Plast jest konkurencją dla Elektroplastu – firmy wujów Obajtka Romana i Józefa Lisów.

W jednej z nagranych rozmów Obajtek w wulgarnych słowach krytykuje Romana Lisa – współwłaściciela Elektroplastu, swojego wuja. „Sk*****yn. Ten ch*j pi******ny, brudna pała. W****ia mnie to, wiesz, ale co mam zrobić? Ten pie******y Elektroplast wiecznie, k***a, słyszę. (…) Stary buc, który na emeryturze powinien siedzieć po sześćdziesiątce. (…) Nie damy się, my go i tak weźmiemy. C***a trypla” – mówi.

„Daniel powiedział, żebym się kontaktowała z panem, jak Polskę dzielić”

W środę „Gazeta Wyborcza” opublikowała kolejne nagrania z udziałem osób związanych z firmą TT Plast. W pierwszej części materiału, zarejestrowanego 14 sierpnia 2009 roku, słychać rozmowę Szymona z Bernadettą Obajtek, pracownicą firmy TT Plast, prywatnie żoną kuzyna Daniela Obajtka. Obecnie jest ona członkiem zarządu TT Plastu. – Sławek będzie teraz nominowany na Bieruń i teraz mam pytanie, jak ja mam podzielić Polskę między tymi dwoma przedstawicielami? – pyta Bernadka, jak w dalszej części nagrania nazywa ją Szymon.

Szymon, wydaje się zaskoczony słowami kobiety, deklaruje, że „nic takiego nie słyszał”. – Nie? Mi tak Daniel powiedział, żebym się kontaktowała z panem, jak Polskę dzielić – mówi Bernadetta Obajtek.

Jak pisze „Wyborcza”, kilka godzin po rozmowie z Bernadką Szymon kontaktuje się z Danielem Obajtkiem, ówczesnym wójtem Pcimia. – Powiedz mi, Danielu, o dwie rzeczy chciałem się zapytać. Coś mi Bernadka mówiła, że Sławek idzie do Bierunia, nic nie wiem – mówi Szymon.

– A to nic, to akurat, przyjacielu, ciebie nie dotyczy, taka sytuacja, że się zastanawiamy z chłopakami. Ty jesteś od grubszych tematów, tych dwóch chłopaków i jeszcze ten mój przyjaciel, który nam pomaga, a w Bieruniu, no, k***a, tam, Szymek, musisz coś mieć, bo słuchaj, ty jesteś w porządku człowiek, ale sam wiesz, jak to wygląda jechać tam na dzień, na dwa, jak tu mamy, k***a, tyle tematów – mówi Obajtek

W odniesieniu do wymienianego wcześniej Sławka, Daniek Obajtek mówi: – A powiem ci jeszcze jedną rzecz, Szymek, tylko tyle, co dla ciebie. Wiesz co, k***a, mi się ten Sławek nie widzi, k***a. Nie lubię takich karierowiczów z deczka. Wiesz.

Obajtek: Jestem w firmie. Patrzę na tę rurę

W rozmowie, którą „Gazeta Wyborcza” datuje na 18 sierpnia 2009 roku, Daniel Obajtek rozmawia z Szymonem o sprawach przedsiębiorstwa. – Jestem w firmie. Patrzę na tę rurę, chcę ci powiedzieć, przyjacielu, że szukają ch**a do d**y. Powiem ci szczerze, że jedynie „37” była cieńsza, ale wizualnie, no rura jak rura, przyjacielu. Ja jeszcze kazałem ją 15 procent pogrubić teraz, i to jest szukanie do d**y – mówi Obajtek, wówczas będący wójtem Pcimia.

– No, to wiesz co, ja bym pojechał jutro do tego, k***a, gdzie była ta akcja, i po prostu autorytetem bym próbował to już jakoś ułagodzić – oznajmia Szymon. W odpowiedzi obecny prezes Orlenu mówi: – No to jedź. Wojtek ma jechać, to zadzwoń do niego, że ty pojedziesz, k***a.

Ustawa „zabrania łączenia posady wójta z działalnością w biznesie”

Błażej Spychalski, rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy, pytany o sprawę nagrań Daniela Obajtka, mówił w niedzielę w „Kawie na ławę” w TVN24, że „wcale nie ma pewności, że te nagrania pochodzą z okresu, kiedy pan prezes Daniel Obajtek był wójtem Pcimia”. – Dlaczego to jest tak istotne? Dlatego, że przed tym, zanim prezes Obajtek objął fotel wójta Pcimia, był współwłaścicielem tej spółki – mówił Spychalski. – Jeżeli to są nagrania, które pochodzą z okresu, kiedy pan prezes Obajtek był współwłaścicielem tej spółki, czyli generalnie mógł wydawać polecenia, mógł rozmawiać z pracownikami na tematy pracownicze, urlopowe, biznesowe, to rzeczywiście kapiszon – kontynuował Spychalski.

„Gazeta Wyborcza” zwraca jednak uwagę, że Bernadetta Obajtek, która w powyższych fragmentach nagrań wypowiada się jako pracownica TT Plast, do 17 lipca 2009 roku pracowała w firmie Elektroplast, a dopiero później przeniosła się do TT Plastu. Daniel Obajtek był wójtem Pcimia w latach 2006-2015.

Gazeta przypomina, że „Ustawa o pracownikach samorządowych zabrania łączenia posady wójta z działalnością w biznesie. Za zatajenie informacji o prowadzeniu działalności gospodarczej grozi nawet do ośmiu lat więzienia”.

Z „firmy w Stróżach” do państwowego koncernu

„Gazeta Wyborcza” odnotowuje również fakt, że w firmie Elektroplast, gdzie przed lipcem 2009 roku pracowała Bernadetta Obajtek, poznała ona swojego męża, kuzyna Daniela Obajtka, Grzegorza. „Grzegorz Obajtek w Elektroplaście został kierownikiem, zastępując na tym stanowisku Daniela Obajtka, gdy wygrał on wybory na wójta. Z firmy w Stróżach odszedł w 2009 r., a po 2015 r. odnalazł się w państwowej spółce Bioeko Tauron” – pisze „GW”.

„GW”: Obajtek skłamał przed sądem

W grudniu 2014 roku – po pięciu latach od zarejestrowania nagrań – przed sądem toczył się proces Romana i Józefa Lisów, współwłaścicieli Elektroplastu, którzy byli oskarżeni o wyłudzenie 200 tysięcy złotych unijnych dotacji.

Obajtek zeznawał w tej sprawie jako świadek. Pełnomocnik Elektroplastu pytał go między innymi o jego współpracę z firmą TT Plast. – Nigdy nie byłem cichym wspólnikiem spółki TT Plast. Wówczas, te 12 czy 15 lat temu, posiadałem udziały w tej spółce przez krótki okres. Gdy pełniłem już funkcję wójta, to nie pełniłem i nie mogłem pełnić żadnych funkcji w tej spółce – zapewnia Obajtek.

Przyznaje – pytany przez adwokata – że „zna Szymona średnio”. – Może z nim rozmawiałem, ale nie współpracowałem z nim. Szymon był zatrudniony w TT Plaście, ale nie wiem, w jakim okresie czasu, ani nie wiem, w jakim charakterze – odpowiada.

Prokuratura nie dopatrzyła się „znamion czynu zabronionego”

Niecałe dwa lata później, w 2016 roku – pisze „GW” – Roman Lis zawiadomił krakowską prokuraturę o podejrzeniu złożenia fałszywych zeznań przez Obajtka. Z informacji „Wyborczej” wynika, że „wuj obecnego prezesa Orlenu jako dowód dołączył dysk z nagraniami rozmów z Szymonem oraz ich pisemną transkrypcję”. Za składanie fałszywych zeznań grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.

Jednak prokuratura – podaje dziennik – „już po miesiącu zdecydowała, że nie będzie badać sprawy ze względu na brak znamion czynu zabronionego”. Obajtek był już wtedy szefem państwowej Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Biegły informatyk o autentyczności nagrań rozmów Roberta Lewandowskiego i Cezarego K.

Z opinii biegłego informatyka wynika, że nagrania rozmów między Cezarym K. a Robertem Lewandowskim nie zostały poddane żadnym modyfikacjom. Na podstawie tych nagrań Kucharskiemu przedstawiono zarzuty szantażowania „Lewego”.

Nagrania – kluczowy dowód w śledztwie

Prok. Marcin Saduś z Prokuratury Regionalnej w Warszawie poinformował, że prokuratura kilka dni temu uzyskała opinię biegłego z zakresu informatyki i teleinformatyki, który przeanalizował dane na zabezpieczonych od Lewandowskiego czterech telefonach komórkowych oraz laptopie, na który piłkarz skopiował pliki.

– Z ustaleń biegłego wynika, że nagrania rozmów, których oględzin dokonał prokurator na początkowym etapie śledztwa, są identyczne z materiałami zapisanymi w pamięciach przebadanych telefonów, czyli oryginalne nośniki, na których dokonano nagrań. Z opinii biegłego wynika jednoznacznie, że zarejestrowane utwory, a tym samym treści rozmów, nie zostały poddane jakimkolwiek modyfikacjom – podał prok. Saduś.

Nagrania rozmów między pokrzywdzonym a podejrzanym są kluczowym dowodem w śledztwie . Robert Lewandowski nagrał kilka rozmów z K., w których wypowiadane przez byłego menedżera piłkarza słowa brzmiały jak groźby zniszczenia wizerunku i żądanie pieniędzy.

Cytowany przez „Rzeczpospolitą” obrońca K. mecenas Oskar Sitek podważał autentyczność nagrań. Zdaniem Sitka „nagrania nie mają ani początku, ani końca i są znacznie krótsze niż sama rozmowa”. Obrona poddawała w wątpliwość także protokoły z oględzin nagrań dźwiękowych, których dokonał prokurator z asystentem.

Przesłuchanie Lewandowskiego

– Powyższe protokoły były już przedmiotem pierwszej oceny sądu, który 15 grudnia 2020 r., rozpoznając zażalenia obrońców na zastosowane środki zapobiegawcze, utrzymał najistotniejsze z nich, wskazując jednocześnie na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez Cezarego K. zarzucanego mu czynu – podkreślił prok. Saduś.

15 grudnia sąd zmniejszył K. poręczenie majątkowe z 1 mln euro do 500 tys. zł. Były menedżer Lewandowskiego ma dalej zakaz kontaktowania się z piłkarzem i jego żoną Anną.

Jednocześnie rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie poinformował, że 16 lutego odbyło się kolejne przesłuchanie Roberta Lewandowskiego „na okoliczności, które nie są objęte zarzutem ogłoszonym Cezaremu K., ale mające z nim pośredni związek”.

– Z uwagi na zakres okoliczności, których dotyczyło przesłuchanie, oraz potrzebę zabezpieczenia prawidłowego toku dalszych czynności procesowych w śledztwie, przesłuchanie odbyło się bez udziału obrońców podejrzanego – podał prok. Saduś.

Zarzuty wobec Cezarego K.

Prokuratura zarzuca Cezaremu K., że „od września 2019 r. do września 2020 r. kilkukrotnie stosował wobec swojego byłego klienta groźbę bezprawną, polegającą na zapowiedzi rozpowszechnienia informacji dotyczących rzekomych nieprawidłowości w rozliczeniach podatkowych należącej do pokrzywdzonego spółki handlowej” – informował w październiku prok. Marcin Saduś.

Cezary K. miał grozić wszczęciem postępowania karnego i „rozgłaszaniem wiadomości uwłaczającej czci pokrzywdzonego oraz jego żony”.

K. miał zapowiedzieć Lewandowskiemu, że go „zniszczy”, jednocześnie obiecywał zachowanie wiadomości w tajemnicy, gdy „Lewy” zapłaci mu 20 mln euro, czyli równowartość 84,6 mln zł.

Były menedżer Lewandowskiego nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. W październiku 2020 r. składał przez kilka godzin wyjaśnienia, w których szczegółowo opisał współpracę z Lewandowskim, historię rozliczeń cywilnoprawnych pomiędzy nimi, które nie miały żadnego związku ze śledztwem. Postępowanie wszczęto po zawiadomieniu złożonym przez pełnomocnika piłkarza.

Na pytanie Lewandowskiego, za co K. chce „te pieniądze”, podejrzany miał odpowiedzieć, że „nie będzie do końca życia kryć oszustów podatkowych”. Prokuratura zamierza poddać szczegółowej analizie nośniki danych, które zabezpieczono podczas przeszukania domu Cezarego K. pod Konstancinem.

O czym napisał „Der Spiegel”?

– Chcemy ustalić, czy w szantażowaniu pokrzywdzonego uczestniczyły inne osoby, w tym przedstawiciele zagranicznych mediów – podał rzecznik prokuratury. Chodzi o publikację w niemieckim dzienniku „Der Spiegel”, która pojawiła się niedługo po tym jak „Lewy” odmówił zapłaty na rzecz K.

Gazeta podała, że Cezary K. skierował przeciwko Robertowi Lewandowskiemu pozew cywilny, domagając się zapłaty około 39 mln zł. Chodzi o udziały w rozwiązanej już spółce RL Management, którą założyli w 2014 r.

„K. wniósł do niej prawa do wizerunku zawodnika wycenione wówczas na 3,5 mln zł. Otrzymał w zamian 2 proc. udziałów firmy, pozostałe 98 proc. należy do Lewandowskiego” – wyjaśniali dziennikarze serwisu wirtualnemedia.pl.

Na łamach „Spiegla” znanemu piłkarzowi zarzucano m.in. antydatowanie umowy dotyczącej praw reklamowych, dzięki czemu miał uniknąć wielomilionowych podatków. Cezary K. zakończył współpracę z Robertem Lewandowskim w 2018 r.

– Publicznie mówię o tym pierwszy raz. (…) Momentem, kiedy on podpisał kontrakt z Bayernem Monachium, największy kontrakt w historii polskiego sportu, na 100 mln euro, zażądał ode mnie, żebym zapłacił mu dodatkowe pieniądze ze swojej prowizji. Ja powiedziałem, że nie, a on odpowiedział, że w takim razie kończymy współpracę; i tak się stało – mówił Cezary K. 12 czerwca 2020 r. w programie „Futbolownia” na YouTube.

Kariera Cezarego K.

Zanim pochodzący z Łukowa K. został menedżerem Roberta Lewandowskiego, sam miał na koncie sportowe osiągnięcia jako zawodnik m.in. Orląt Łuków, szwajcarskiego FC Aarau, hiszpańskiego Sportingu Gijon, greckiego Iraklisu Saloniki oraz Legii Warszawa, w której z przerwami grał do końca sportowej kariery w 2007 r. W latach 1996-2002 17-krotnie wystąpił w reprezentacji narodowej Polski.

Cezary K. został menedżerem piłkarskim, reprezentował m.in. Roberta Lewandowskiego, Jakuba Koseckiego, Michała Kucharczyka. W 2011 r. z list Platformy Obywatelskiej z okręgu lubelskiego dostał się do Sejmu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Policjanci, którzy uczestniczyli w zatrzymaniu Daniela Prude’a zawieszeni

Siedmiu policjantów z Rochester w USA, którzy uczestniczyli w zatrzymaniu 41-letniego Daniela Prude’a, zostało zawieszonych. Do interwencji doszło w marcu, ale nagrania ujawniono dopiero teraz. Na filmach widać, jak policjanci zakładają nagiemu mężczyźnie na głowę kaptur i duszą go. Zmarł kilka dni później. Szef policji przekonywał wcześniej władze miasta, że zgon nastąpił z przedawkowania.

Do tragicznej w skutkach interwencji policji doszło 23 marca, jednak nagranie z zatrzymania opublikowano dopiero w tym tygodniu – czytamy na stronie polsatnews.pl. Pochodzący z Chicago 41-letni Daniel Prude odwiedzał w Rochester swoją rodzinę. To ona wezwała policję po tym, jak mężczyzna stał się agresywny. Rodzina obawiała się, że ma problemy psychiczne i dlatego poprosiła o pomoc.

Na nagraniu widać, jak policjanci zatrzymują 41-latka, który nagi szedł ulicą. Kazali mu położyć się na jezdni, co uczynił bez sprzeciwu. Skuli mu ręce. Później słychać, jak zatrzymany krzyczy do policjantów i na nich pluje. Wtedy jeden z interweniujących funkcjonariuszy założył mu kaptur na głowę i trzymał przez dwie minuty.

Słychać również, że policjanci śmieją się z zatrzymanego, a kaptur nazywają „skarpetą przeciw pluciu”.

Kiedy Daniel Prude przestał oddychać, wezwano karetkę pogotowia. Mężczyzna zmarł siedem dni później.

Zawieszeni „wbrew opinii rady miasta”
Kiedy prawnicy rodziny zmarłego ujawnili nagrania oraz raport koronera, w którym napisano, że bezpośrednią przyczyną śmierci było fizyczne przyduszenie, a jedocześnie okazało się, że policjant, który przyczynił się do śmierci Daniela Prude’a, nie został zawieszony i nadal pracuje, w Rochester wybuchły w środę (2 września) protesty.

Teraz zgon 41-latka uznano za morderstwo. W sprawie wszczęto dochodzenie.

– Pan Prude stracił życie z powodu działań naszych policjantów – powiedziała w czwartek na konferencji prasowej burmistrz Rochester Lovely Warren. Informując, że zawieszono niektórych funkcjonariuszy, którzy uczestniczyli w marcu w zatrzymaniu 41-latka.

Lovely Warren wyjaśniła, że zawieszeni zostali również tacy funkcjonariusze, którzy na nagraniach się nie pojawili, ale „mieli obowiązek powstrzymać to, co się działo”.

– Są zawieszani bez prawa do wynagrodzenia – powiedziała burmistrz i dodała, że decyzję podjęła „wbrew opinii rady miasta”.

Szef policji okłamał burmistrz Rochester

Burmistrz Rochester wyjaśniała również, że została wprowadzona w błąd przez szefa policji, który miał ją zapewniać, że do śmierci zatrzymanego doszło w policyjnym areszcie, a jej przyczyną było przedawkowanie narkotyków.

– Wielu urzędników zawiodło Prude’a przed i podczas incydentu z 23 marca – powiedziała burmistrz.

Dodała, że gdyby mężczyzna był biały, to byłby podczas interwencji traktowany inaczej. – Instytucjonalny rasizm doprowadził do śmierci Daniela Prude’a. Wzywam do sprawiedliwości – powiedziała Warren.

– Powinni zostać aresztowani i sądzeni jako zabójcy, którymi są – powiedziała w czwartek Tashyra Prude, córka zmarłego.
Źródło info i foto: interia.pl

Brutalne zatrzymania przez milicję na Białorusi

Po dużych protestach w niedzielę i poniedziałek, we wtorek siły bezpieczeństwa starają się je uniemożliwić i organizują „polowania” na protestujących i dziennikarzy. Białorusini wychodzą na ulice pomimo nagrania – wykonanego przez reżimowe służby – na którym Swiatłana Cichanouska wzywała, by „nie marnować życia”.

Trzeci dzień z rzędu na Białorusi były dziś przygotowywane protesty. Zapowiadano je w przynajmniej kilkunastu miejscach. Między innymi w Brześciu, Witebski i Mińsku. Jednak utrudniony dostęp do internetu komplikuje ich organizację, zaś siły specjalne już po południu obstawiły centrum miasta i inne jego części.

We wtorek protestów tak dużych jak dzień wcześniej już nie było – pojawiały się za to jeszcze liczniejsze informacje o wyłapywaniu czy wręcz „polowaniu” na protestujących i dziennikarzy. Wielu przedstawicieli mediów zostało zatrzymanych lub pobitych przez służby bezpieczeństwa. Także ze względu na represje wobec mediów oraz blokadę internetu trudno jest mieć pełen obraz sytuacji w Mińsku i innych miastach.

Według relacji Biełsatu milicjanci z OMON systematycznie rozbijają szyby i lampy samochodów na ulicach, by zastraszyć ludzi i zniechęcić do wyjazdu autami na protesty (odbywają się m.in. strajki samochodowe). W ciągu dnia pojawiały się także informacje o strajkach w zakładach pracy.

Wiadomo, że poniedziałkowe starcia protestujących z milicją trwały prawie całą noc. W szpitalach w Mińsku przebywa obecnie około 200 osób, które odniosły obrażenia w trakcie starć w niedzielę i w poniedziałek. Mieszkańcy stolicy przynoszą kwiaty i białe wstążki na ulicę Prytyckiego, w miejscu, w którym podczas wczorajszych starć z OMON-em zginał mieszkaniec Mińska. Tylko wczoraj służby porządkowe zatrzymały ponad 2 tysiące osób.

„OMON i wojska wewnętrzne działały dzisiaj bezlitośnie, pacyfikując i zastraszając każdą niewielką grupę. W okolicy metra Kamienna Horka rzucano granaty. Padały strzały. Podjeżdżały duże ciężarówki i busy, z których wychodzili żołnierze wojsk wewnętrznych i OMON-owcy” – relacjonował w korespondencji Outriders dla Gazeta.pl Piotr Andrusieczko.

Wyjazd i nagranie Cichanouskiej

W nocy z poniedziałku na wtorek pojawiły się informacje dot. opuszczenia kraju przez opozycyjną kandydatkę na prezydenta Swiatłanę Cichanouską. We wtorek rano minister spraw zagranicznych Litwy poinformował, że Cichanouska – kontrkandydatka Alaksandra Łukaszenki, która według niezależnych sondaży wygrała wybory – przebywa na terenie jego kraju, gdzie „jest bezpieczna”.

Niedługo później w sieci pojawiło się nagranie, na którym Cichanouską zapewnia, że sama podjęła decyzję o wyjeździe z kraju. – Nikt mnie do tego nie przekonał. Nikt, ani przyjaciele, rodzina, ani sztab, ani Sergiej (mąż – red.), nikt nie mógł tej decyzji (o wyjeździe – red.) za mnie podjąć – mówiła. Apelowała też do protestujących, by baczyli na swoje bezpieczeństwo. – Nie warto marnować życia. Ani jedno życie nie jest warte tego, do czego teraz dochodzi. Życie dzieci jest najważniejsze – stwierdziła.

Kamil Kłysiński z Ośrodka Studiów Wschodnich mówił na antenie TOK FM, że wyjazd Cichanouskiej z Białorusi to „z pewnością efekt pracy służb”. Według relacji Maryji Kalesnikawej, współpracowniczki opozycjonistki, kandydatka była sama przez kilka godzin z przedstawicielami organów ścigania w siedzibie Centralnej Komisji Wyborczej. Wtedy miało powstać nagranie.

Później w swoich nagraniach dwie pozostałe opozycjonistki (w tym Kalesnikawa) z „kobiecego triumwiratu”, który rzucił wyzwanie prezydentowi, zapewniły o dalszym poparciu dla Cichanouskiej po jej wyjeździe.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zapadł wyrok ws. molestowania i zbiorowego gwałtu na dziewczynce. Koszmar dziecka trwał 5 lat

Jest wyrok w bulwersującej sprawie molestowania i gwałtu na małoletniej dziewczynce. Koszmar ofiary trwał przez pięć lat. Sąd w Rzeszowie skazał pięciu mężczyzn. Wśród nich jest przyrodni brat pokrzywdzonej. Na ile lat mają iść do więzienia? Wyrok jest nieprawomocny. Cały dramat rozegrał w Malawie pod Rzeszowem. Mariusz N. uczynił ze swojej przyrodniej siostry seksualną niewolnicę. Gwałcił i telefonem nagrywał z jej udziałem pornograficzne filmy. Potem zaczął zachęcać swoich kumpli, aby robili to samo.

Dziewczynka jest niepełnosprawna intelektualnie. – Zawsze cichutka, wycofana, ślicznie rysowała – mówi jedna z sąsiadek. Wychowywała się w trudnej rodzinie, gdzie panowała przemoc, a jej sprawcą był jej przyrodni brat. – Ciągłe awantury, wyzwiska. Policja przyjeżdżała tam na okrągło – przyznaje sąsiadka. To właśnie przy okazji śledztwa dotyczącego znęcania się nad matką, wyszedł na jaw koszmar, który przeżywała także siostra mężczyzny – dodaje.

Nastolatka trafiła do rodziny zastępczej i pod opiekę psychologa, co pomogło odkryć kolejną prawdę. Nie tylko, brat, ale także jego kumple mieli wykorzystywać seksualnie ofiarę. Najstarszy z nich ma 68 lat! Prokuratura oskarżyła więc pięciu mężczyzn o obcowanie seksualne z nieletnią.

Mariusz N. został uznany winnym wielokrotnego zmuszania przemocą dziewczynki do obcowania płciowego, zarówno samemu jak i wspólnie z innymi, molestowania seksualnego, utrwalania treści pornograficznych z jej udziałem, znęcania się nad nią oraz grożenia jej, gdyby ujawniła gwałty. 42-latek został skazany na 15 lat więzienia. Natomiast Franciszek D., Andrzej M. i Franciszek K. otrzymali kary po 8 lat więzienia za gwałty i molestowanie, a K. także za utrwalanie treści pornograficznych z udziałem pokrzywdzonej. Z kolei Grzegorza D. sąd skazał na 9 lat pozbawienia wolności za gwałty na dziewczynce, molestowanie, groźby i utrwalanie treści pornograficznych z jej udziałem.

Wszyscy mają także wieloletnie zakazy kontaktowania się i zbliżania się do dziecka; Mariusz N. przez 15 lat, pozostali przez 10 lat. Wszyscy też mają solidarnie zapłacić na rzecz dziewczynki łącznie 100 tys. zadośćuczynienia.

Wyrok jest nieprawomocny. Strony mogą odwołać się od wyroku do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.

Sąsiedzi stoją za nimi murem

Dziewczynka obecnie ma 15 lat. W toku śledztwa nie udało się dokładnie ustalić, od kiedy oskarżeni mieli zacząć ją wykorzystywać seksualnie. Trwało to prawdopodobnie przez 5 lat. W trakcie postępowania prokuratorskiego mężczyźni nie przyznali się do winy. W trakcie procesu, sąsiedzi mężczyzn przyszła delegacja wsi bronić oskarżonych.

– Co do brata, nie wypowiadamy się, bo nie wiemy co działo się tam w domu. Ale pozostali, to porządne chłopy! – przekonywała jedna z protestujących kobiet. – Jesteśmy z wami! – pokrzepiali oskarżonych sąsiedzi.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Dwie pary uprawiały seks na wieży widokowej koło Wolsztyna. Wszystko nagrały kamery, sprawę bada prokuratura

Miejskie kamery zamontowane na wieży widokowej w okolicach Wolsztyna (woj. wielkopolskie) zarejestrowały dwie pary, które uprawiały seks. Nagrania wyciekły do internetu. Sprawę bada już prokuratura, oświadczenie dotyczące incydentu wydał też burmistrz.

Prokuratura Rejonowa w Wolsztynie bada sprawę opublikowania w internecie nagrań, na których widać, jak dwie pary uprawiają seks na wieży widokowej w Świętnie koło Wolsztyna w województwie wielkopolskim – podaje RMF FM. Jak przekazał rzecznik prokuratury, zawiadomienie w tej sprawie wolsztyńscy śledczy otrzymali od burmistrza miasta, Wojciecha Lisa.

Należące do urzędu miasta kamery, na których zarejestrowano uniesienia par, na co dzień mają pilnować bezpieczeństwa i porządku na wieży widokowej. Burmistrz Wolsztyna wydał oświadczenie w tej sprawie.

„Z ubolewaniem potwierdzam fakt, iż do internetu wydostał się fragment zapisu z wewnętrznego monitoringu wizyjnego należącego do Urzędu Miejskiego w Wolsztynie. O powyższym fakcie poinformowałem organy ścigania. Dla dobra sprawy w chwili obecnej nie możemy udzielać żadnych innych informacji”

Zostały już wdrożone niezbędne procedury celem wyeliminowania podobnych incydentów w przyszłości” – napisał.

Jak podaje RMF FM, śledztwo prokuratury może być prowadzone pod kątem art. 191a. Kodeksu karnego, który dotyczy „utrwalania lub rozpowszechniania wizerunku nagiej osoby bez jej zgody”. Grozi za to kara od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia, ale wnioski o ściganie musiałyby złożyć osoby poszkodowane.

Z kolei za „dopuszczenie się nieobyczajnego wybryku w miejscu publicznym” grozi kara aresztu, grzywna do 1,5 tysiąca złotych lub nagana.
Źródło info i foto: Gazeta.pl