Były mistrz świata Toutai Kefu zaatakowany we własnym domu. Jest w ciężkim stanie

Były mistrz świata w rugby Australijczyk Toutai Kefu został poważnie ranny w napadzie rabunkowym, jaki miał miejsce w jego domu w Brisbane. Po wejściu do domu Kefu został zaatakowany przez kilku napastników, którzy już byli wewnątrz. Pochodzący z Tonga sportowiec został przewieziony do szpitala w stanie krytycznym, lekarze potwierdzili, że ma kilkanaście ran kłutych zadanych w podbrzusze. Jego stan jest bardzo ciężki, ale lekarze mają nadzieję, że silny organizm się obroni.

Jak ustaliła policja z australijskiego stanu Queensland, atak rabunkowy miał miejsce około godziny trzeciej nad ranem. Napastnicy byli uzbrojeni w siekierę i noże, zaskoczyli wchodzącego do domu Kefu, mistrza świata w rugby z 1999 roku, obecnie trenera reprezentacji Tonga. Policji udało się już zatrzymać dwóch podejrzanych, to 15-letni chłopcy. Trzeci jest nadal poszukiwany.

Kefu wystąpił w reprezentacji Australii 60 razy w latach 1997-2003. Od 2016 roku prowadzi drużynę narodową kraju urodzenia. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

34-latek z łomem napadł na stację paliw

Policjanci z Łodzi zatrzymali 34-latka, który kilka dni temu, uzbrojony w łom, napadł na stację benzynową, sterroryzował jej pracownika i ukradł 3 tys. zł. Mężczyzna ma przeszłość kryminalną. Zanim trafił do aresztu, usłyszał zarzut rozboju, za co grozi mu do 12 lat więzienia. Zgłoszenie o napadzie na stację benzynową mieszczącą się w Łodzi przy ulicy Wareckiej policjanci otrzymali 27 lipca około godziny 21.30.

– Po dotarciu na miejsce wywiadowcy ustalili, że kilkanaście minut wcześniej nieznany mężczyzna wszedł do pomieszczenia stacji i grożąc trzymanym w dłoni łomem, zażądał wydania pieniędzy. Po zabraniu pracownikowi utargu, sprawca domagał się otwarcia sejfu. Słysząc, że pracownik nie ma do niego kluczy, wszedł za ladę, gdzie ukryty był sejf i przy pomocy łomu sam go otworzył. W sumie ukradł 3 tys. zł – przekazał w niedzielę asp. sztab. Adam Dembiński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

W wytypowaniu sprawcy bałuckim policjantom znacząco pomógł monitoring, dzięki któremu poznano wizerunek podejrzanego. Wkrótce okazało się, że jest to były pracownik tej stacji, który miesiąc temu, po zaledwie dwóch dniach pracy, został zwolniony za kradzież pieniędzy z utargu.

Funkcjonariusze zatrzymali 34-latka na łódzkim Polesiu. Podczas rozmowy sprawca przyznał się do napadu na stację, tłumacząc go desperacją spowodowaną licznymi długami. W przeszłości miał już konflikty z prawem. Obecnie usłyszał zarzut rozboju, za co grozi kara pozbawienia wolności do lat 12. Na wniosek bałuckiej prokuratury mężczyzna został tymczasowo aresztowany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Paryż: Napad na jubilera. Skradziono towar o ponad 2 mln euro

Towar o wartości 2-3 milionów euro stał się łupem złodzieja, który z bronią w ręku napadł we wtorek na sklep jubilerski Chaumet w pobliżu Pól Elizejskich w Paryżu – poinformowała AFP, powołując się na prokuraturę w stolicy Francji. Jak pisze AFP napastnik podjechał pod sklep skuterem, po czym wszedł do środka i groził pracownikom bronią palną. Skradł biżuterię i drogocenne kamienie, a po dokonaniu rabunku uciekł swoim jednośladem.

Chaumet to jedna z najstarszych francuskich marek jubilerskich, należąca do koncernu produkującego dobra luksusowe LVMH. W 2009 roku galeria Chaumet na Placu Vendome w Paryżu została okradziona z kamieni szlachetnych o wartości 1,9 mln euro. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Napad na transport kosztowności w Amsterdamie. Napastnicy aresztowani, jeden z nich nie żyje

Przestępcy napadli na transport kosztowności w północnym Amsterdamie. Wywiązała się strzelanina z policją, w wyniku której zginął jeden z napastników. Pozostali zostali aresztowani po policyjnym pościgu z udziałem helikopterów. Sceny jak z kryminalnego filmu miały miejsce w środę po południu. Zaraz po napadzie grupy uzbrojonych przestępców na transport kosztowności doszło do strzelaniny z policjantami. Jak relacjonował dziennikarzom policyjny rzecznik, dobrze uzbrojeni kryminaliści „ostrzelali policyjny radiowóz z karabinów i próbowali zbiec”.

Policja zamknęła północną część miasta, a w pościgu użyto trzech helikopterów. Uciekający przestępcy strzelali do policjantów z broni automatycznej. Jak podała policja, udało im się przebić przez policyjną blokadę.

Dwie osoby postrzelone, jedna zmarła

Policyjne wozy dogoniły ich w okolicy wsi Broek in Waterland, ok. 10 km od Amsterdamu. Z informacji dziennika „De Telegraaf” wynika, że wówczas doszło do kolejnej wymiany strzałów z policją, w wyniku której dwóch kryminalistów zostało rannych, a jeden zginął.

Jak relacjonuje policja, dwóch niedoszłych rabusiów schowało się w koszu na śmieci, zostali jednak wytropieni przez policyjnego psa i aresztowani. Ostatecznie za kratki trafiło siedem osób. Z informacji mediów wynika, że przestępcy porozumiewali się w języku francuskim.

Na pytanie o ich narodowość rzecznik policji odpowiedział, że na tym etapie jest za wcześnie, aby o tym mówić. – Sprawa jest rozwojowa – wyjaśnił.

„De Telegraaf” informuje natomiast, że wartość docelowego łupu rabusiów liczony jest w dziesiątkach milionów euro. „Nasze źródła mówią o 50 milionach euro w złocie i diamentach” – napisał dziennik na stronie internetowej.
Źródło info i foto: interia.pl

Strzelaniny i napad w stolicy Holandii. Łup liczony jest w dziesiątkach milionów euro

Przestępcy napadli na transport kosztowności w północnym Amsterdamie. Wywiązała się strzelanina z policją, w wyniku której zginął jeden z napastników. Pozostali zostali aresztowani po policyjnym pościgu z udziałem helikopterów.

Sceny jak z kryminalnego filmu miały miejsce w środę po południu. Zaraz po napadzie grupy uzbrojonych przestępców na transport kosztowności doszło do strzelaniny z policjantami. Jak relacjonował dziennikarzom policyjny rzecznik, dobrze uzbrojeni kryminaliści „ostrzelali policyjny radiowóz z karabinów i próbowali zbiec”.

Policja zamknęła północną część miasta, a w pościgu użyto trzech helikopterów. Uciekający przestępcy strzelali do policjantów z broni automatycznej. Jak podała policja, udało im się przebić przez policyjną blokadę.

Policyjne wozy dogoniły ich w okolicy wsi Broek in Waterland, ok. 10 km od Amsterdamu. Z informacji dziennika „De Telegraaf” wynika, że wówczas doszło do kolejnej wymiany strzałów z policją, w wyniku której dwóch kryminalistów zostało rannych, a jeden zginął.

Jak relacjonuje policja, dwóch niedoszłych rabusiów schowało się w koszu na śmieci, zostali jednak wytropieni przez policyjnego psa i aresztowani. Ostatecznie za kratki trafiło siedem osób. Z informacji mediów wynika, że przestępcy porozumiewali się w języku francuskim.

Na pytanie PAP o ich narodowość rzecznik policji odpowiedział, że na tym etapie jest za wcześnie, aby o tym mówić. – Sprawa jest rozwojowa – wyjaśnił.

„De Telegraaf” informuje natomiast, że wartość docelowego łupu rabusiów liczony jest w dziesiątkach milionów euro. – Nasze źródła mówią o 50 milionach euro w złocie i diamentach – napisał dziennik na stronie internetowej.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Strzelaniny i napad na ciężarówkę w Amsterdamie

W środę 19 maja w Amsterdamie doszło do dwóch strzelanin. Wszystko zaczęło się od napadu na ciężarówkę przewożącą pieniądze. Jeden ze sprawców nie żyje. Napad z bronią w ręku, który rozpoczął się strzelaniną na postoju dla ciężarówek opancerzonych w Amsterdamie-Noord, zakończył się kolejną strzelaniną w miasteczku Broek. Dwóch z sześciu aresztowanych sprawców zostało rannych, nie wiadomo jednak jakie odnieśli obrażenia.

Do napadu na ciężarówkę doszło około godziny 14:15. To wtedy zgłoszono służbom, że na parkingu padły strzały. Jeden ze świadków powiedział, że widział przynajmniej jedną osobę strzelającą z czegoś „co wyglądało na AK-47” – donosi nltimes.nl.

Policja i ratownicy medyczni natychmiast wyruszyli na miejsce zdarzenia, a sprawcy w dwóch samochodach rozpoczęli ucieczkę. W pościgu wzięło udział kilkadziesiąt pojazdów policyjnych, które zostały doprowadzone do miasteczka Broek, gdzie padły kolejne strzały i doszło do zatrzymania sześciu osób. Ze względu na duże niebezpieczeństwo funkcjonariusze zablokowali okoliczne ulice. Na nagraniach zarejestrowanych przez świadków widać kilka samochodów, które stanęły w płomieniach.

W czasie pościgu wykorzystano trzy helikoptery policyjne i psy tropiące. Na razie nie wiadomo jak zginął jeden ze sprawców, ani czy udało się aresztować wszystkich pozostałych odpowiedzialnych za napad. Siły specjalne wciąż przeszukują teren. Policja nie wyklucza, że po okolicy chodzi więcej podejrzanych – pisze „De Telegraaf”.

W nadchodzących godzinach władze będą utrzymywać zwiększoną ochronę wokół miejsc, w których doszło do incydentów, prawdopodobnie powodując lokalne zakłócenia transportu – informuje garda.com.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Napad na jubilera w Bolesławcu. Trwają poszukiwania sprawcy

Policja poszukuje mężczyzny, który 14 maja napadł na jubilera. Sprawca kradzieży jest średniego wzrostu i krępej budowy ciała. Funkcjonariusze opublikowali wideo z miejskiego monitoringu. Jak informuje Komenda Powiatowa Policji w Bolesławcu (woj. dolnośląskie), o godzinie 9 14 maja Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego otrzymało zgłoszenie o rozboju w jednym ze sklepów jubilerskich.

Na miejsce skierowano policjantów służby kryminalnej oraz prewencji. Zabezpieczone zostało miejsce przestępstwa, a świadkowie zostali przesłuchani. Jak ustalono, zamaskowany mężczyzna wszedł do sklepu jubilerskiego, ukradł biżuterię i uciekł.

Policja opublikowała na swojej stronie nagranie z monitoringu, na którym widać sprawcę rabunku. Funkcjonariusze informują, że poszukiwany mężczyzna jest średniego wzrostu i ma krępą budowę ciała. W chwili napadu miał na sobie ciemną odzież i buty sportowe. Na czarnej bluzie widać jasne napisy, twarz miał zasłoniętą kominem.

KPP w Bolesławcu apeluje o kontakt wszystkie osoby, które mogą pomóc w ustaleniu tożsamości lub miejsca pobytu złodzieja. Informacje można przekazać telefonicznie, dzwoniąc pod numer oficera dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Bolesławcu (47 873 32 00) lub do naczelnika wydziału dochodzeniowo-śledczego (47 873 32 34). Można też wysłać maila na adres dyzurny@boleslawiec.wr.policja.gov.pl. Policjanci zapewniają anonimowość.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

25-latek zatrzymany za napad na kobietę w centrum Kielc

Policjanci z Kielc zatrzymali 25-latka, który miał napaść na kobietę w centrum miasta. Poszkodowana trafiła pod opiekę lekarzy. Policję zaalarmowała pasażerka jednego z miejskich autobusów. Poinformowała nas, że w tym samym autobusie jedzie mężczyzna, który około godzinę wcześniej napadł na nią w centrum miasta. Kobieta poprosiła kierowcę autobusu o zatrzymanie pojazdu – relacjonował sierż. szt. Maciej Ślusarczyk z Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach.

25-latek uciekł z autobusu, ale pobiegł za nim jeden ze świadków. Mężczyznę udało się zatrzymać. Okazało się, że był wcześniej notowany przez policję. Funkcjonariusze badają teraz okoliczności tego zdarzenia. Poszkodowana kobieta trafiła pod opiekę lekarzy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Napad na bank w Błoniu. Policja szuka świadków

Wciąż trwają poszukiwania sprawców piątkowego napadu na bank w Błoniu w woj. mazowieckim. Policja apeluje o pomoc do wszystkich osób, które mogły być świadkami zdarzenia. Funkcjonariuszom zależy również na nagraniach z kamer samochodowych, które mogły zarejestrować moment napadu.

Do zdarzenia doszło w południe w piątek. Policjanci dostali zgłoszenie o wtargnięciu dwóch mężczyzn do jednej z placówek bankowych w Błoniu.

Grożąc przedmiotem przypominającym broń, dokonali kradzieży pieniędzy, po czym oddalili się prawdopodobnie czarnym peugeotem – relacjonowała podinsp. Ewelina Gromek-Oćwieja z KPP dla powiatu warszawskiego zachodniego. Mężczyźni mieli maseczki, jeden z nich był szczupły, a drugi krępy.

Podczas napadu nikt nie ucierpiał. Jak dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada, jeden z napastników oddał strzał wewnątrz budynku w sufit. Pytana o to policjantka zastrzegła, że na obecnym etapie nie może udzielić szczegółowych informacji w tym zakresie.

Podinsp. Gromek-Oćwieja apelowała do wszystkich osób, które mogły być świadkami bądź też mają jakąkolwiek wiedzę na temat tego zdarzenia, o kontakt z Komisariatem Policji w Błoniu. Zaznaczyła, że policji zależy również na nagraniach z kamer samochodowych, które mogły zarejestrować moment zdarzenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjant napadł z bronią na firmę pożyczkową

Wszedł, pokazał kartkę z napisem: „To jest napad” i wyszedł ze zrabowaną gotówką. Sprawcę tego napadu na firmę pożyczkową w Singapurze zidentyfikowano i złapano w ciągu 5 godzin. Okazało się, że był nim 38-letni funkcjonariusz z policyjnych formacji pomocniczych AETOS. Grozi mu dożywocie oraz co najmniej sześć bardzo bolesnych uderzeń długą pałką w obnażone pośladki.

Do napadu na singapurską firmę udzielającą pożyczek doszło w poniedziałek po południu. Do jej siedziby wszedł mężczyzna i pokazał pracownikom kartkę z napisem: „To jest napad, nie krzycz. Mam w kieszeni broń. Włóż wszystkie pieniądze do torby”.

Ponieważ mężczyzna rzeczywiście miał broń, pracownicy bez oporów wydali mu pieniądze z kas, w sumie 24 tys. dolarów singapurskich (ok. 70 tys. zł). Sprawca włożył gotówkę do sportowej torby i spokojnie wyszedł. 

Policja zgłoszenie otrzymała o godz. 15:55 czasu lokalnego. W ciągu pięciu godzin zatrzymano podejrzanego. Zidentyfikowali go m.in. na podstawie nagrań kamer CCTV, zeznań pracowników obrabowanej placówki. Okazało się, że napadu dokonał 38-letni funkcjonariusz formacji policji AETOS.

Napad w trakcie służby

W ciągu pięciu godzin od napadu dokonano zatrzymania. – Biorąc pod uwagę ryzyko, że złodziej miał przy sobie broń palną, podkreślić trzeba, że aresztowania dokonano bez stwarzania zagrożenia dla osób postronnych – powiedział w środę podkomisarz singapurskiej policji How Kwang Kee, dyrektor Wydziału Śledczego ds. Kryminalnych.

Policja ustaliła, że sprawca przed rozpoczęciem służby pobrał rewolwer, ale zdjął mundur, po czym opuścił jednostkę i dokonał napadu. Po rabunku wrócił do jednostki i z powrotem założył mundur i pojechał radiowozem pełnić służbę w wyznaczonym miejscu.

Dochodzenie wykazało, że mężczyzna zdeponował część skradzionych pieniędzy na koncie bankowym 34-letniej przyjaciółki. Resztę przelał na kilka różnych kont, z których spłacał własne pożyczki zaciągane u lichwiarzy. 

Mężczyźnie grozi dożywocie oraz nie mniej niż sześć uderzeń długą pałką. W Singapurze stosowane są bowiem kary cielesne – więźnia przywiązuje się do drewnianej tablicy, a uderzenia wymierza z całej siły w obnażone pośladki. Ciosy przecinają skórę i sprawiają bardzo duży ból. 

Stosowanie kar cielesnych jest mocno krytykowane przez organizacje humanitarne. Głośna stała się dyskusja nad ich stosowaniem, kiedy w 1994 roku za sprawą Michaela Faya, amerykańskiego nastolatka skazanego na chłostę za kradzieże i zniszczenie 18 samochodów i własności publicznej.

O ułaskawienie Faya apelował Bill Clinton, ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych. Bezskutecznie, karę chłosty wykonano, choć zmniejszono liczbę uderzeń – z sześciu do czterech. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl