Strzelanina pod szkołą w Filadelfii. Nie żyje 14-latek

14-letni chłopiec zginął po tym, jak został postrzelony przez nieznanych sprawców gdy wychodził ze szkoły po meczu piłki nożnej. Czterech jego kolegów zostało rannych i trafili do szpitala – ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Do tragicznej w skutkach strzelaniny doszło przed szkołą Roxborough High School w Filadelfii w stanie Pensylwania w USA. „New York Post” przekazał, że około godziny 17, kiedy grupa nastoletnich piłkarzy wracała ze szkoły, siedzący w jasnoniebieskim fordzie napastnicy zaczęli strzelać w ich kierunku.

„Dwóch uzbrojonych napastników oddało co najmniej 70 strzałów w kierunku grupy nastolatków na Pechin Street za Roxborough High School” – informowało NBC.

Policja poinformowała, że 14-latek został trafiony w klatkę piersiową i zmarł niecałe 30 min po strzelaninie. Czterech jego kolegów trafiło do szpitala z ranami postrzałowymi i niegroźnymi draśnięciami. Ich stan jest stabilny. Ofiary brutalnej napaści były zawodnikami drużyny piłki nożnej Roxborough High School, a sam atak nastąpił gdy wracali do domów po rozegraniu meczy z reprezentacjami dwóch innych szkół.  Media podają, że tamtejsza policja prowadzi w tej sprawie śledztwo, obecnie nikt nie został jednak zatrzymany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczecin: Eksplozja tajemniczej substancji, nie żyje mężczyzna

Eksplozja nieznanej substancji przy ul. Rymarskiej w Szczecinie. W wyniku wybuchu zginął 55-letni mężczyzna. Mieszkańców okolicznych budynków ewakuowano. Eksplozja nieznanej substancji w budynku gospodarczym przy ul. Rymarskiej w Szczecinie. Do zdarzenia doszło w sobotę 10 września o godz. 9.30.

– W wyniku tego wybuchu śmierć na miejscu poniósł mężczyzna, który znajdował się w pomieszczeniu – powiedziała oficer prasowa KMP w Szczecinie mł. asp. Ewelina Gryszpan.

Policja ustaliła tożsamość zmarłego. To 55-latek, mieszkaniec pobliskiego budynku. Mł. asp. Gryszpan przekazała, że na miejscu zdarzenia pracują policjanci z KMP w Szczecinie pod nadzorem prokuratora.

– Mężczyzna miał 55 lat, osierocił czwórkę dzieci. Dusza człowiek. Często siedział w tej swojej komórce i coś tam robił. Nikt się nie spodziewał, że trzyma tam jakieś niebezpieczne substancje – powiedziała w rozmowie z „Głosem Szczecińskim” kobieta mieszkająca w sąsiedztwie.

– Ustalamy przyczyny i okoliczności tego wybuchu. Na czas prowadzonych działań przez pirotechników mieszkańcy z czterech klatek budynku sąsiadującego z pomieszczeniami gospodarczymi zostali poproszeni o ewakuację – poinformowała oficer prasowa.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Szczecin: Śmierć 1,5-rocznego dziecka w rozgrzanym aucie. Nowe informacje

Fot. Bartlomiej Magierowski/EastNews. Wroclaw 1.06.2022. Radiowoz policyjny Komendy Miejskiej z wlaczonymi sygnalami swietlnymi.

W środę doszło do tragicznego zdarzenia w Szczecinie. Kobieta zapomniała odwieźć 1,5-rocznego chłopca do żłobka i zostawiła go w samochodzie. Niestety, dziecko zmarło. Świadkowie zdarzenia przytaczają tragiczną relację. – Kiedy zabrali kobietę do karetki, ojciec padł i zaczął walić głową w ziemię – mówi jeden ze świadków.

– To dobra rodzina. Ta kobieta to dobra i czuła matka. Doszło do tragedii, która jest niewyobrażalna. Być może miała jakieś problemy. Może w pracy coś się wydarzyło. Trudno to zrozumieć, ale tu chyba zawiniło zabieganie. Nikt tu nie wierzy, że zrobiła to celowo – powiedziała Onetowi kobieta.

38-latka po pracy poszła odebrać Szymka ze żłobka. Samochód stoi kilka metrów dalej. W żłobku dowiaduje się, że dziecka dzisiaj nie było. Wtedy kobieta pobiegła do samochodu, gdzie na tylnim siedzeniu znalazła chłopca.

– To było coś strasznego. Na miejsce przybiegł ojciec. Kiedy zabrali kobietę do karetki, padł i zaczął walić głową w ziemię. To, co tu się wydarzyło, jest dramatem dla całej tej rodziny. Oni już ponieśli najwyższą możliwą karę – mówi świadek.

„Była czuła i kochająca matką”

Świadkowie mówią Onetowi, że kobieta była bardzo czułą i kochającą matką. – Przychodziła, pytała, czy dzieci mogą pogłaskać naszego psa. Widać było miłość, którą darzyła te dzieci. W życiu nie nazwałby jej nikt złą matką – powiedzieli.

Dlaczego nikt przez tyle godzin nie zauważył dziecka zamkniętego w samochodzie? To pytanie zadaje sobie każdy, z kim rozmawiał Onet. Samochód, którym przyjechała kobieta, to SUV z mocno przyciemnianymi szybami. Chłopiec siedział z tyłu, prawdopodobnie tyłem do kierunku jazdy. – A pani zagląda do samochodów, jak przechodzi? – zastanawia się jeden z mężczyzn w rozmowie z dziennikarką Onetu. – Nie, właściwie nikt tego nie robi – mówi.

„Rodzice, którzy przywożą dzieci do żłobka, nie mają dużo czasu. Biegną, by odprowadzić dziecko i zdążyć do pracy. Nikt nie stoi dłużej niż kilka minut. Nikt nie stoi przed budynkiem żłobka. Nikt nie miał więc szans zobaczyć zamkniętego w samochodzie chłopca” – pisze dziennikarka Onetu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Półtoraroczny chłopiec spędził kilka godzin w rozgrzanym aucie. Dziecko nie żyje

Do tragicznego zdarzenia doszło w Szczecinie. Niestety mimo reanimacji nie udało się uratować życia maleńkiego chłopca, który spędził kilka godzin w zamkniętym samochodzie. Jak podaje RM FM, 38-letnia mieszkanka Szczecina zawiozła rano starsze dziecko do przedszkola. Następnie pojechała do pracy i tam zostawiła swój samochód. Przed godziną 17 udała się do żłobka, by odebrać z niego młodszego syna. Na miejscu dowiedziała się, że w tym dniu w ogóle nie przywiozła dziecka do placówki. Po powrocie do samochodu kobieta zauważyła, że na tylnym siedzeniu pasażera znajduje się jej półtoraroczne dziecko. Chłopiec przebywał więc w aucie od samego rana.

Na miejsce wezwano służby, które przeprowadziły reanimację chłopca. Niestety nie udało się uratować życia dziecka. Śledztwo w sprawie prowadzi policja pod nadzorem prokuratury. Rodzina objęta została pomocą psychologiczną.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nie żyje kobieta potrącona przez pijaną 59-latkę

Potrącona w Krasnymstawie 45-letnia kobieta zmarła w poniedziałek w nocy w szpitalu w Lublinie. Jej 3-letni synek jest ciężko ranny. Koszmarny wypadek spowodowała pijana 59-latka. Grozi jej 12 lat więzienia. W sobotę 28 maja w Krasnymstawie kompletnie pijana 59-latka potrąciła rowerzystkę z 3-letnim dzieckiem. 45-latka w stanie krytycznym trafiła do szpitala. Miała liczne złamania i wiele innych obrażeń. Niestety w nocy z poniedziałku na wtorek kobieta zmarła.

Kobieta niestety zmarła dzisiejszej nocy – informuje Alina Pospischil, rzecznik SPSK 4 w Lublinie w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim”.

Pani Agnieszka jechała z synkiem Ignasiem w stronę krasnostawskiego rynku. Około 150 metrów od jej bramy domu w rowerzystkę uderzyła pijana Anna K., kierująca toyotą. Kiedy na miejscu pojawili się policjanci, 59-latka stała się agresywna i wulgarna. Od kobiety pobrana została krew do badań. Sprawczyni wypadku miała 2,5 promila alkoholu w organizmie.

Policjanci wstępnie ustalili przebieg zdarzenia. Okazało się, że 59-latka, kierując toyotą, chwilę wcześniej na parkingu uszkodziła dwa samochody. Podczas ucieczki z miejsca na ul. Kościuszki w Krasnymstawie doprowadziła do kolizji z kolejnym, zaparkowanym autem. W tym przypadku również nie zatrzymała się i uciekała.

Po przejechaniu kilkuset metrów na tej samej ulicy potrąciła rowerzystkę przewożącą dziecko. Kierująca rowerem jechała w tym samym kierunku i nie mogła w żaden sposób uniknąć zdarzenia. Po potrąceniu rowerzystki kierująca toyotą przejechała jeszcze około 50 metrów, gdzie zderzyła się z kierującą autem marki Renault, która zatrzymała pojazd, widząc wypadek. Anna K. została tymczasowo aresztowana na okres trzech miesięcy. Za spowodowanie wypadku drogowego w stanie nietrzeźwości, którego następstwem jest śmierć lub ciężki uszczerbek, grozi jej kara do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: o2.pl

Wielka Brytania: 18-letni Polak nie żyje. Wracał z balu maturalnego

18-letni Kajetan miał piękne plany na przyszłość, niestety wszystkie zostały w jednej chwili przekreślone przez bezwzględnego człowieka. Młody Polak został zaatakowany przez nieznanego sprawcę w Stevenage w Anglii, w drodze powrotnej ze swojego balu maturalnego. Zmarł kilka godzin później w szpitalu z powodu poniesionych obrażeń.

Ok. godziny 23:20 nastolatek został zaatakowany na Cuttys Lane w Stevenage przez nieznanego sprawcę. Niedługo później Kajetan został przewieziony do szpitala miejskiego, jednak lekarzom nie udało się mu pomóc. Polak zmarł w sobotę we wczesnych godzinach porannych.

Policja z Hertfordshire poinformowała, że w sprawie wskazano już podejrzanego. To 18-letni mieszkaniec Stevenage. Nastolatek został aresztowany pod zarzutem zabójstwa. Śledztwo nadal jest w toku, funkcjonariusze starają się ustalić szczegółowe okoliczności zdarzenia. Rodzina Kajeta jest zdruzgotana. Chłopak zostawił zrozpaczonych rodziców Gemmę i Janusza oraz młodszego brata Fabiana. Ciotka 18-latka,Corrie Everett ze smutkiem opowiedziała o swoim siostrzeńcu w rozmowie z „Daily Mail”.

Kajetan był kochającym, radosnym młodym człowiekiem, który miał przed sobą świetlaną przyszłość. Był znany z zamiłowania do tańca, zwierząt, ciężkiej pracy i opiekuńczych przyjaźni. Jako człowiek osiągający sukcesy w nauce i w swoich hobby, był nastawiony na wielkie rzeczy. Właśnie skończył szkołę i czekał na swoje życie. Cała rodzina jest zdruzgotana stratą ukochanego członka rodziny i wszyscy, którzy go znali, będą bardzo tęsknić – stwierdziła.

Pani Everett założyła zbiórkę na stronie GoFundMe, aby pomóc najbliższej rodzinie zmarłego zebrać pieniądze na pogrzeb i koszty podróży z Polski. – Chcielibyśmy, żeby wszyscy razem wsparli moją siostrę, jej męża i młodszego syna i sprawili Kajetanowi pogrzeb, na jaki zasługuje – dodała kobieta w oświadczeniu.
Źródło info i foto: o2.pl

Strzelaniny w barach w Meksyku. Zginęło 11 osób nie żyje

11 osób, w tym osiem kobiet, zginęło w dwóch równoczesnych strzelaninach w barach w mieście Celaya w środkowym Meksyku. Zostawione na miejscu pisane odręcznie znaki wskazują na porachunki gangów – podała we wtorek lokalna policja. Strzelaniny miały miejsce w poniedziałek późnym wieczorem czasu lokalnego; według Associated Press wydarzyło się to w dwóch barach znajdujących się na tej samej ulicy, a agencja AFP podaje, że doszło też do ataku w hotelu.

Policja nie poinformowała, jakie znaki zostawili sprawcy. Associated Press, powołując się na zdjęcia zamieszczone w mediach społecznościowych, podaje jednak, że zabójcy należą prawdopodobnie do gangu Santa Rosa de Lima. Właściciele barów mieli popierać rywalizujący z nim gang Jalisco Nueva Generacion. Według świadków około godz. 22 czasu lokalnego napastnicy weszli do barów i otworzyli ogień do obecnych, a następnie oblali ciała ofiar benzyną i próbowali je podpalić. 10 osób zginęło na miejscu, a jedna zmarła później w szpitalu.

W Guanajuato toczy się wojna gangów Santa Rosa de Lima i Jalisco Nueva Generacion, które rywalizują o dochody z przemytu narkotyków i kradzionych paliw, pochodzących ze znajdującej się w tym stanie rafinerii – wyjaśnia AFP. Od 2006 roku, gdy rząd Meksyku rozpoczął kontrowersyjną operację militarną przeciw kartelom w wojnach narkotykowych zginęło około 340 tys. osób.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strzelanina w Gorzewie. Napastnik nie żyje. Ranni policjanci

W miejscowości Gorzewo (woj. wielkopolskie) doszło do strzelaniny. Policjanci próbowali zatrzymać do kontroli drogowej dostawcze Iveco. Kierowca zaczął uciekać, a następnie otworzył ogień. Do zdarzenia doszło we wtorek ok. godz. 13.50. Mężczyzna nie zatrzymał się do kontroli drogowej w miejscowości Ryczywół w Wielkopolsce. Policjanci podjęli pościg. Po około dwóch kilometrach, w miejscowości Gorzewo, kierowca skręcił w polną drogę, wysiadł z samochodu, wyciągnął pistolet i zaczął strzelać. Funkcjonariusze odpowiedzieli ogniem. 

„W wyniku tego napastnik zginął. Natomiast jeden z policjantów został ranny w nogę, drugi w brzuch” – informuje Wielkopolska Policja w komunikacie na Facebooku. Obaj policjanci trafili do szpitala. 

„Na miejscu są zabezpieczane ślady, zbieramy informacje i ustalamy przebieg całego zdarzenia. O zdarzeniu poinformowaliśmy prokuraturę” – dodała Wielkopolska Policja. 

– Na chwilę obecną nie wiemy dlaczego mężczyzna tak się zachował, co kierowało jego postępowaniem. Trwają ustalenia. Na miejscu pracują policjanci oraz śledczy z prokuratury – powiedziała na antenie Polsat News insp. Iwona Liszczyńska z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

– Napastnik to 53-letni mieszkaniec powiatu czarnkowsko-trzcianeckiego. W przeszłości był wielokrotnie notowany przez policję za różnego rodzaju przestępstwa. W chwili zdarzenia nie był osobą poszukiwaną. Ustaliliśmy, że strzelał do policjantów z rewolweru czarnoprochowego – powiedziała na antenie Polsat News insp. Liszczyńska. 

– Wiemy, że stan policjantów jest stabilny. W najbliższym czasie będą musieli przejść operację – dodała. 

Jeden z policjantów został przetransportowany lotniczym pogotowiem ratunkowym do szpitala w Poznaniu, natomiast drugi trafił do szpitala w Obornikach.  

Rzeczniczka prasowa Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. Józefa Strusia w Poznaniu Zuzanna Pankros przekazała, że we wtorek po południu do placówki trafił funkcjonariusz postrzelony w brzuch. Jak powiedziała, „pacjent został przyjęty w stanie dobrym, to znaczy, że był przytomny, wydolny oddechowo i krążeniowo”. Dodała jednak, że obrażenia pacjenta są dość poważne. – Pacjent właśnie jest operowany – powiedziała Pankros.

Drugi z funkcjonariuszy został przewieziony do szpitala w Obornikach. Starszy lekarz szpitala powiedział, że „pacjent jest na oddziale chirurgicznym, stan pacjenta jest dobry i jest przygotowywany do zabiegu”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Warszawa: Zmarł mężczyzna, który prawdopodobnie padł ofiarą napaści. Miał stanąć w obronie dwóch kobiet

W nocy z soboty na niedzielę do sklepu przy Nowym Świecie w Warszawie wszedł ranny mężczyzna. Pomimo udzielonej pomocy medycznej zmarł w szpitalu – informuje Komenda Stołeczna Policji. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że mężczyzna, który padł ofiarą napaści, miał stanąć w obronie dwóch kobiet.

– W nocy otrzymaliśmy zgłoszenie, że do jednego ze sklepów przy ul. Nowy Świat przyszedł ranny mężczyzna – poinformowała w niedzielę sierż. sztab. Gabriela Putyra z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Na róg ul. Foksal i Nowego Światu została wezwana policja, a także służby ratunkowe.

– Niestety pomimo udzielonej pomocy medycznej i wysiłku lekarzy mężczyzna zmarł – zaznaczyła Putyra.

Nad sprawą pracują policjanci. Czynności nadzoruje prokuratura.

Interia Wydarzenia informuje, że w mediach pojawiają się relacje osób, które mogły być świadkami tragicznego zdarzenia. Z relacji wynika, że mężczyzna, który stał się ofiarą napaści, miał stanąć w obronie dwóch kobiet. Te wcześniej miała zaczepiać grupa – najpewniej – pijanych mężczyzn. Gdy zwrócono im uwagę, mieli rzucić się na osobę, która ich upomniała. Według świadków najpierw mężczyzna został zaciągnięty do pobliskiej bramy, skopany, a następnie kilkukrotnie ugodzony nożem lub innym ostrym narzędziem. W stanie krytycznym miał zostać następnie zabrany do szpitala, gdzie zmarł.

Informacji tych jednak na ten moment nie potwierdzają służby.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Świadek koronny, „Loczek”, nie żyje

Nie żyje jeden z najsłynniejszych polskich świadków koronnych – donoszą media. Według wstępnych ustaleń ciało Krzysztofa P. ps. „Loczek” znaleziono w zakładzie karnym w Tarnowie. Informację o śmierci świadka koronnego Krzysztofa P. pierwsi podali dziennikarze RMF FM. Jak ustalono, ciało mężczyzny znaleziono w monitorowanej celi w zakładzie karnym w Tarnowie, gdzie „Loczek” trafił w 2021 roku po tym, jak usłyszał zarzuty w głośnej sprawie potrójnego zabójstwa w Jurczycach w Małopolsce.

Z doniesień mediów wynika, że Krzysztof P. nie miał problemów ze zdrowiem. Mężczyzna w ostatnim czasie nie skarżył się na żadne poważniejsze dolegliwości. Służby nie zabierają głosu w sprawie śmierci „Loczka”. W rozmowie z portalem straż więzienna podkreśla, że jest za wcześnie na to, by mówić o okolicznościach tragicznego zdarzenia. Teraz policyjni śledczy oraz prokuratura będą musieli ustalić, jak doszło do śmierci jednego z najsłynniejszych polskich świadków koronnych.

„Loczek” trafił do więzienia w Tarnowie pod koniec 2021 roku. Wówczas to usłyszał zarzut potrójnego zabójstwa w Jurczycach sprzed 21 lat. Jak podkreślała wówczas prokuratura, Krzysztof P. nie mógł stracić statusu świadka koronnego, ze względu na fakt, że nie nie został prawomocnie skazany przez sąd.

Do zbrodni w Jurczycach doszło w 2000 roku. W jednym z domów dokonano egzekucji na 44-letniej kobiecie, jej 37-letnim partnerze oraz 30-letnim mężczyźnie, który przyjechał do nich, prawdopodobnie w interesach. Napastnicy najpewniej użyli broni z tłumikiem. Ciała znaleziono w łazience.

Sprawa na wiele lat utknęła w martwym punkcie. Nie znaleziono sprawców zbrodni. Dopiero gdy zbrodni przyjrzeli się „dochodzeniowcy” ze specjalnej grupy „Archiwum x”, okazało się, że w sprawie pojawiają się dowody świadczące o tym, że do morderstwa mógł przyczynić się Krzysztof P. Wówczas do śledztwa włączyła się prokuratura, która zawnioskowała o trzymiesięczny areszt dla „Loczka”.

Krzysztof P. zyskał status świadka koronnego, gdy zaczął zeznawać przeciwko członkom gangu Janusza T. „Krakowiaka”. Dzięki przekazanym informacjom za kratki na długie lata trafił sam szef grupy przestępczej. Zeznania „Loczka” pozwoliły służbom na aresztowanie i osadzenie wielu innych gangsterów z południa Polski.
Źródło info i foto: interia.pl