Hiszpania: Zatrzymano niemieckich handlarzy bronią. „Jeden z nich miał nazistowskie muzeum”

Hiszpańska policja aresztowała dwóch Niemców, którzy od lat mieli sprzedawać broń wojskową handlarzom narkotyków. W domu jednego z mężczyzn odkryto również „nazistowskie muzeum”. W śledztwo zaangażowane były niemieckie służby – pisze w środę dziennik „Die Welt”. W nocy z poniedziałku na wtorek hiszpańska policja rozbiła międzynarodową grupę handlarzy bronią, przez lata wspierającą działającą między Europą a Afryką mafię narkotykową. Zatrzymano dwóch Niemców i Brytyjczyka.

Mężczyźni są oskarżani o dostarczanie przemytnikom znanym jako Narcos, działającym na wybrzeżu Costa del Sol i w Cieśninie Gibraltarskiej, broni wojskowej – w tym karabinów maszynowych, pistoletów i granatów. Grupa handlarzy bronią była na celowniku śledczych od dwóch lat. W dochodzeniu służby hiszpańskie współpracowały z niemieckim Federalnym Urzędem Kryminalnym (BKA).

Wojna narkotykowa w Hiszpanii

W związku z eskalacją wojny narkotykowej w południowej Hiszpanii w 2018 r., kiedy to zginęło dwóch funkcjonariuszy, a kilku zostało rannych, Madryt zintensyfikował walkę z Narcos na południu kraju – m.in. poprzez utworzenie specjalnej jednostki stacjonującej w stolicy Andaluzji, Sewilli. W tym czasie śledczy zwrócili uwagę na Niemców i Brytyjczyka.

Jeden z Niemców miał zdobywać broń głównie w Europie Wschodniej. Mężczyzna mieszkał jako rzekomy emeryt na przedmieściach Malagi. Według informacji, jakie „Die Welt” otrzymał od jednego z prowadzących dochodzenie, Niemcy w zamian za broń zasadniczo nie otrzymywali pieniędzy, ale sprowadzany z Maroka haszysz, który następnie sami sprzedawali.

Niemiec, który przekazywał broń Narcos podróżował po Europie na sfałszowanych paszportach. Policjanci znaleźli u niego kilkadziesiąt sztuk broni palnej i tysiące nabojów, a także granat przeciwpancerny.

Setki nazistowskich „pamiątek”

Oprócz broni mężczyzna przechowywał w swoim domu na Costa del Sol setki nazistowskich „pamiątek”, w tym mundury, flagi, hełmy, popiersia i broń. Guardia Civil informowała o odkryciu „nazistowskiego muzeum”. Na opublikowanych przez hiszpańska policję zdjęciach i filmie widać m.in. portrety Adolfa Hitlera i manekiny przebrane w niemieckie mundury z czasów II wojny światowej. Z punktu widzenia władz hiszpańskich, fakt ten nie ma znaczenia karnego.

Trzej mężczyźni są tymczasowo aresztowane, a sprawą zajmuje się sąd w Coin w prowincji Malaga.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Migranci zabili 35-latka podczas festynu

Niemiecka prasa obszernie komentuje tragiczne wydarzenia, do których doszło na festynie w Chemnitz. „Wzeszło ziarno populistów” – uważa lokalna gazeta, komentując reakcje na zasztyletowanie 35-letniego Niemca przez migrantów.

Dziennik „Die Welt” zauważa: „Właściwie we wtorek 28 sierpnia Chemnitz miało nadzieję spoglądać z otuchą w pokojową i przyjazną przyszłość w związku z inauguracją akcji Strategia z Chemnitz. Ma ona na celu skierowanie uwagi na potencjał rozwojowy tego miasta, które ubiega się o nominację do tytułu kulturalnej stolicy Europy. Zamiast tego Chemnitz stało się centrum sporu o politykę migracyjną, podobnie jak od początku roku Kandel w Nadrenii-Palatynacie. Partia AfD, ruch PEGIDA i partia NPD zaciekle rywalizują teraz w Chemnitz o monopol na interpretację zaszłych wydarzeń i o to, kto zmobilizuje najwięcej demonstrantów. Niemieckie państwo prawa i policja mają obecnie przed sobą ogniową próbę, która odnosi się do całego kraju. Nie może być w nim żadnych stref przemocy, ani żadnego podzielonego bezpieczeństwa. Tak było już w przypadku szczytu G20, a teraz dotyczy zarówno Kandel, jak i Chemnitz”.

Tę myśl rozwija dziennik „Badische Neueste Nachrichten” z Ratzbony: „W tej naładowanej emocjami, nienawiścią i wezwaniami do dokonywania samosądów atmosferze w przyszłym roku odbędą się wybory do parlamentu krajowego. Od dawna już nie chodzi w nich o to, która partia będzie w nich najsilniejsza i jaka koalicja będzie tam rządzić. W Saksonii podstawowym pytaniem jest to, czy wartości liberalnej demokracji mają jeszcze w ogóle jakiekolwiek znaczenie i czy można w niej przy pomocy rzeczowych argumentów zwalczać rozpowszechniane w Internecie fejki i plotki. A to wszystko każe nam podczas nadchodzących wyborów obawiać się najgorszego”.

Lokalny „Mindener Tageblatt” pisze: „Niszczcie zło w zarodku! – na spełnienie tego życzenia jest już od dawna za późno. Na ulicach Chemnitz zaszło coś więcej niż tylko niewinny wstęp do czegoś znacznie groźniejszego. Wzeszło na nich ziarno, rozsiewane od lat przez populistów. Ci zaś ryją coraz głębiej. Ziarna gniewu, celowo przez nich wysiewane, aby wzbudzić niczym niepohamowaną wściekłość wśród innych, wydały obfity plon. To, co wymyślili w zaciszu, zaczyna dawać wyniki. Na ulicy, a więc tam, gdzie wszystko się rozstrzyga. Kto opanuje ulice, do tego będzie wkrótce należał cały kraj. W takiej sytuacji zazwyczaj wystarczają słowa wzywające do opamiętania się, ale czasem państwo prawa musi okazać całą siłę, którą ma do dyspozycji. Na położenie kresu przemocy na ulicy nigdy nie może być za późno”.

Podobnie uważa „Landeszeitung” z Lueneburga: „Najwyraźniej warstewka cywilizacji w Saksonii jest tak cienka, że wystarczy jeden krwawy czyn i związane z nim plotki oraz pogłoski, żeby zachęcić ludzi do przemocy i samosądu. Jednak bagatelizowaniem sytuacji byłoby przypisywanie winy za próbę stworzenia społeczeństwa równoległego tylko Saksończykom. W rzeczywistości bowiem nienawiść jest głównym sprawcą sporów i zamieszek nie tylko na ulicach w Chemnitz. Z brutalizacją mamy do czynienia wszędzie. Wściekłość i oburzenie kieruje się przeciwko szybko zmieniającemu się światu, który zmusza wielu do życia obok młodych mężczyzn wyrosłych w kulturze opartej na swoiście pojętym kulcie męskości umacnianym przez Koran. Niektórzy życzą sobie w związku z tym systemu, w którym większość będzie mogła gonić na ulicach przedstawicieli różnych mniejszości. Jeśli uda im się zmienić nasz kanon wartości, wtedy przyszłe pokolenia będą nas pytały, dlaczego nie dostrzegliśmy w porę nadchodzącego nieszczęścia”.

Kropkę nad i stawia „Stuttgarter Zeitung”: „Narodowość podejrzanych o dokonanie przestępstwa w żadnym wypadku nie może usprawiedliwiać rasistowskiej nagonki, do której doszło w niedzielę w Chemnitz. Jej siłą napędową były najniższe instynkty i, jak wiele na to wskazuje, groźny potencjał przemocy, który w tym zakątku kraju nie po raz pierwszy dał o sobie znać. Tymczasem chęć dokonania samosądu, którą część uczestników tych wydarzeń się kierowała, jest tylko formą czystego barbarzyństwa”.
Źródło info i foto: wp.pl

Czy Żydzi są bezpieczni w Niemczech?

Przywódca społeczności żydowskiej w Niemczech radzi, by nie nosić publicznie jarmułki. W odpowiedzi ponad dwa tysiące Niemców założyło kipy w marszu solidarności. Ale antysemityzm pozostaje problemem w Niemczech.

21-letni Adam Arusz, izraelski Arab przebywający w Berlinie, chciał przeprowadzić eksperyment. Planował pokazać żydowskiemu koledze, że publiczne noszenie jarmułki jest bezpieczne. Eksperyment nie okazał się sukcesem. Przechadzając się po centrum miasta, został zaatakowany przez 19-letniego Syryjczyka, który zadając mu ciosy skórzanym pasem, krzyczał „Żyd! Żyd!”.

Zarejestrowany na wideo incydent spowodował w Niemczech duże wzburzenie. Przewodniczący Centralnej Rady Żydów Josef Schuster w wywiadzie dla berlińskiego radia poradził współwyznawcom, żeby nie nosili jarmułek publicznie. Stwierdził, że bezpieczniej będzie założyć zwykłą bejsbolówkę W reakcji na te słowa w środę ulicami stolicy Niemiec przeszło ok. 2000 osób – głównie nie-Żydów – w jarmułkach na głowach. Podobny gest solidarności wykonał też szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas.

„Nie możemy pozwolić, by antysemityzm znów stał się powszechny w Niemczech” – napisał na Twitterze.

Problem w tym, że Maas mógł się z tym stwierdzeniem spóźnić – i to o dobrych kilka lat.

– Antysemityzm istnieje wszędzie, ale wiadomo, że w Niemczech nabiera on szczególnego znaczenia, ze względu na ich historię i fakt, że racją stanu powojennych Niemiec była walka z tym zjawiskiem – mówi WP prof. Andrzej Sakson, socjolog z Instytutu Zachodniego w Poznaniu. – Ale nie ulega wątpliwości, że jest to problem, chociaż niekoniecznie jest on nowy – dodaje.

W ostatnim czasie o antysemityzmie w Niemczech było głośno w kontekście napływu muzułmańskich imigrantów. W odpowiedzi na ostatni incydent z Berlina Joerg Meuthen, wiceszef skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec, stwierdził, że Niemcy stały się „wiodącym importerem muzułmańskiego antysemityzmu”. I faktycznie, jedne z najbardziej widocznych aktów nienawiści wobec Żydów w ostatnim czasie były sprawką muzułmanów. Np. wtedy, kiedy w grudniu tłum demonstrantów palił flagi Izraela pod Bramą Brandenburską. Paleniu towarzyszyły okrzyki takie jak „śmierć Żydom”.

Ale jak mówi Sakson, to tylko część problemu.

– Uczynienie z muzułmańskich uchodźców kozłów ofiarnych byłoby wygodne. Ale prawda jest taka, że od lat badania pokazują, że znaczna część niemieckiego społeczeństwa posiada antysemickie poglądy. W zależności od badania, mówimy o jednej piątej do jednej trzeciej Niemców – dodaje.
Źródło info i foto: wp.pl

Śledczy poproszą Niemców o pomoc w sprawie wypadku Beata Szydło

Ekspertyza ws. wypadku Beaty Szydło jest już gotowa, ale biegłym nie udało się odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: z jaką prędkością poruszała się limuzyna ówczesnej premier – donosi „Rzeczpospolita”.

Jak informowaliśmy w środę, ekspertyza biegłych dotycząca wypadku rządowej limuzyny w Oświęcimiu trafiła już do specjalnego zespołu śledczych z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Zawartość dokumentu stanowi jednak tajemnice śledztwa, stąd nie wiadomo, co dokładnie zawiera.

Odpowiedzialny za jego przygotowanie krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych im. Sehna przekazał jedynie, że ekspertyza obejmuje m.in. rekonstrukcję zdarzeń z 10 lutego tego roku.

Biegłym nie udało się jednak ustalić, z jaką prędkością poruszała się wówczas pancerne audi przewożące Beatę Szydło – dowiedziała się „Rz”. „Z odczytem danych nie poradzili sobie nawet najlepsi w kraju specjaliści z Politechniki Krakowskiej” – pisze dziennik. Stąd o pomoc poproszono ekspertów z Niemiec. Ich opinia ma być gotowa w ciągu trzech tygodni.

Wypadek Beaty Szydło
Do wypadku limuzyny z Beatą Szydło doszło 10 lutego w Oświęcimiu, gdy rządowa kolumna z pojazdem wiozącym ówczesną premier wyprzedzała fiata seicento. Ranna została wówczas szefowa rządu oraz dwaj funkcjonariusze BOR.

Zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał 21-letni kierowca fiata seicento – Sebastian K. Do ostatecznego wyjaśnienia sprawy potrzebne jest jednak ustalenie wszystkich okoliczności wypadku – nie tylko prędkości rządowej limuzyny.

Wątpliwości budzi również to, czy cała kolumna poruszała się z wykorzystaniem sygnałów dźwiękowych – zgodnie z przepisami – czy tylko świetlnych. O wykorzystaniu dźwięków zapewniają funkcjonariusze BOR, przeczą jednak temu postronni świadkowie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Trzej Niemcy zatrzymani w Warszawie odpowiedzą za znieważenie polskiej flagi

​Policja zatrzymała trzech młodych obywateli Niemiec, którzy z jednego z budynków w centrum Warszawy zdjęli, a następnie zdeptali biało-czerwoną flagę – dowiedziała się w poniedziałek PAP w Komendzie Stołecznej Policji. Za to przestępstwo grozi nawet rok więzienia. Do zdarzenia doszło w okolicy skrzyżowania ulic: Chmielnej i Żelaznej, przy gmachu Zarządu Dróg Miejskich.

Pytany przez PAP o szczegóły sprawy rzecznik KSP kom. Sylwester Marczak powiedział, że trzech młodych mężczyzn – w wieku od 21 do 25 lat – zauważył w nocy operator monitoringu miejskiego. W pewnym momencie zdjęli oni ze ściany budynku biało-czerwoną flagę i ją zdeptali. Zgodnie z artykułem 137. kodeksu karnego, kto znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Niemcy boją się zamachów. Ponad połowa uważa, że rząd ich nie chroni

51 procent Niemców uważa, że władze nie chronią ich w wystarczający sposób przed terrorystami – wynika z najnowszego sondażu telewizji ZDF Politbarometer. Odsetek osób krytycznie oceniających bezpieczeństwo wzrósł w ciągu trzech miesięcy o 20 punktów procentowych.

Obecnie 44 procent Niemców ocenia działania podejmowane przez rząd za wystarczające. Trzy miesiące temu tego zdania było znacznie więcej, bo 62 procent. 51 procent Niemców uważa, że władze nie chronią ich w wystarczający sposób przed terrorystami.

W grudniu w Berlinie doszło do najpoważniejszego jak dotychczas zamachu terrorystycznego o podłożu islamistycznym. W ataku na bożonarodzeniowy jarmark w centrum stolicy Niemiec 12 osób zginęło, a ponad 50 zostało rannych. Zdecydowana większość Niemców opowiada się za zaostrzeniem polityki wobec imigrantów wchodzących w kolizję z prawem. Propozycję aresztowania nawet na dłuższy czas osób uznanych za niebezpieczne, których nie można deportować do kraju pochodzenia, popiera 88 procent ankietowanych.

Pomimo zastrzeżeń co do bezpieczeństwa większość uczestników sondażu uważa, że Niemcy poradzą sobie z przybyłymi do ich kraju uchodźcami. 41 procent jest zdania, że problemy związane z migracją przekraczają możliwości Niemiec.
Żródło info i foto: TVP.info

Niemcy: Coraz więcej obywateli nosi przy sobie broń hukowo-alarmową

Wzrasta liczba Niemców występujących o tzw. małe pozwolenie na broń. Dokument ten pozwala m.in. nosić przy sobie broń hukowo-alarmową i użyć jej w razie konieczności. Pod koniec października br. liczba tego typu pozwoleń wynosiła ok. 449 tys. – poinformowało niemieckie ministerstwo spraw wewnętrznych. To wzrost aż o 63 proc. w porównaniu z końcem 2015 roku. Wtedy małe pozwolenie na broń posiadało ok. 275 tys. osób.

Troska o własne bezpieczeństwo

Dla Klausa Bouillona, przewodniczącego konferencji ministrów spraw wewnętrznych, wzrost ten to dowód troski o własne bezpieczeństwo. – Ludzie czują się niepewnie – mówi Bouillon.

Zaznacza jednocześnie, że państwo musi zrobić w kwestii bezpieczeństwa więcej niż dotychczas: zwiększyć liczbę policjantów, zadbać o lepsze wyposażenie policji, a jednocześnie skutecznie zwalczać międzynarodowe grupy przestępcze i rozbudować monitoring miejsc publicznych.

O odpowiednich środkach bezpieczeństwa ministrowie spraw wewnętrznych niemieckich krajów związkowych będą rozmawiać na wspólnej konferencji 29 i 30 listopada w Saarbruecken.

Obawy po sylwestrowych ekscesach

Już na początku tego roku w wielu landach wzrosło zainteresowanie pozwoleniem na broń. Jak zauważają eksperci, powodem były ekscesy wokół dworca głównego w Kolonii w sylwestrową noc. Ofiarą molestowania i kradzieży padło wtedy wiele kobiet, a siły policyjne nie były w stanie opanować sytuacji. Kolońska policja odnotowała ponad tysiąc zawiadomień o przestępstwie.

Pozwolenie na noszenie przy sobie broni hukowo-alarmowej może otrzymać w Niemczech każda pełnoletnia osoba, która „wydaje się być wiarygodna”. Pozwolenie nie jest koniecznie przy samym kupnie tego typu broni.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Większość Niemców nie wini polityki Merkel za ataki terrorystyczne

Większość Niemców nie wini ekspansywnej polityki w sprawie uchodźców prowadzonej przez rząd Angeli Merkel za ostatnie ataki islamistów – wynika z sondażu, który w czwartek ukaże się w tygodniku „Stern”. 69 proc. badanych nie widzi bezpośredniego związku między przybyciem do Niemiec rekordowej liczby azylantów, w tym głównie muzułmanów, a dwoma atakami z lipca, do których przyznała się dżihadystyczna organizacja Państwo Islamskie (IS).

Czarna seria w Niemczech

18 lipca 17-letni uchodźca z Afganistanu zaatakował siekierą i nożem pasażerów w pociągu pod Wuerzburgiem, raniąc pięć osób. 24 lipca 27-letni uchodźca z Syrii wysadził się w powietrze przed restauracją w Ansbach, raniąc 15 osób. Do największej tragedii doszło 22 lipca, gdy 18-latek pochodzenia irańskiego zastrzelił w centrum handlowym w Monachium dziewięć osób, a następnie popełnił samobójstwo. Według policji jego czyn nie miał charakteru terrorystycznego. Z sondażu ośrodka Forsa, który 28 i 29 lipca przepytał 1007 osób, wynika, że 28 proc. respondentów uważa, iż za ataki te należy winić politykę Merkel, na której skorzystali głównie migranci uciekający przed wojnami w Syrii, Afganistanie i Iraku.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Niemcy: 77% obywateli obawia się rychłego zamachu terrorystycznego

Reuters zauważa, że w zeszłym tygodniu, czyli jeszcze przed atakiem, odsetek badanych obawiających się ataku w Niemczech był o osiem punktów procentowych mniejszy niż obecnie. Według wyników piątkowego sondażu 20 proc. ankietowanych nie przewiduje jednak zamachu terrorystycznego w niedalekiej przyszłości. Badanie wykazało również, że 59 proc. ankietowanych jest zdania, iż przedsięwzięto wystarczające kroki, by zapewnić bezpieczeństwo.

W sondażu, przeprowadzonym przez instytut Forschungsgruppe Wahlen na zlecenie telewizji ZDF, o opinię poproszono 1271 osób. Badanie przeprowadzono w ciągu trzech dni po poniedziałkowym zamachu.

Polska na wojnie z IS. 79 proc. osób obawia się zamachu w naszym kraju

Do lęku przed atakami terrorystycznymi przyznają się też Polacy. Ponad połowa badanych (52 proc.) w sondażu CBOS uważa, że Polska powinna wspomóc kraje walczące z tzw. Państwem Islamskim. Ale zdecydowana większość osób (79 proc.) obawia się też, że udział Polski w działaniach przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu może spowodować ataki terrorystyczne fundamentalistów muzułmańskich w naszym kraju. Ponadto 73 proc. badanych uważa, że Polska nie powinna angażować się militarnie w walkę z ISIS.

Zwolennikiem takiego zaangażowania jest jedynie co piąty badany (20 proc.), a 7 proc. respondentów nie potrafiło zająć stanowiska w tej kwestii. Jak podkreśla CBOS, poczucie zagrożenia atakami, w związku z zaangażowaniem Polski w operację przeciwko ISIS, jest znacznie wyższe niż notowane w latach 2007-2008 w odniesieniu do udziału Polski w operacjach militarnych w Iraku i Afganistanie.

Sondaż CBOS został zrealizowany w dniach od 30 czerwca do 7 lipca tego roku na liczącej 983 osoby reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.
Żródło info i foto: wp.pl

Niemcy: bilans karnawału w Kolonii

Niemiecka policja pozytywnie podsumowała pierwszą noc karnawałową. W Kolonii odnotowano jednak więcej przypadków molestowania seksualnego niż w ubiegłych latach. Mimo bójek, przypadków uszkodzenia mienia, kradzieży i molestowania seksualnego niemiecka policja pozytywnie podsumowała pierwszą noc karnawałową w Nadrenii Północnej-Westfalii. W „stolicy” karnawału – Kolonii – obawiano się powtórki sytuacji z sylwestrowej nocy. Obawy nie potwierdziły się, ale policja musiała interweniować szczególnie wieczorem. W Kolonii odnotowano też więcej ekscesów na tle seksualnym niż w latach ubiegłych.

Ogólnie kolońska policja przyjęła 224 doniesień. W większości przypadków chodziło o bójki, niszczenie mienia, ale także o kradzieże i molestowanie seksualne. Jedenastu policjantów doznało lekkich obrażeń ciała. Do aresztu policyjnego trafiło około 180 osób.

Spokojnie przebiegła pierwsza karnawałowa noc w innych miastach Nadrenii Północnej-Westfalii, m.in. w Bonn, Duisburgu i Moenchengladbach. – Z wyjątkiem kilku konfrontacji i przypadków zakłócenia ciszy nocnej nic wielkiego się u nas nie działo – przyznał rzecznik policji w Duisburgu.

W czasie karnawału ulicznego w miejscowości Stukenbrock (koło Guetersloh) doszło do jednego gwałtu. Jeszcze jego samego wieczoru policja aresztowała podejrzanego 29-latka.

Molestowanie częściej zgłaszane

W Kolonii wzrosła znacznie liczba zgłoszonych przypadków molestowania seksualnego. W tłusty czwartek policja odnotowała 22 takie delikty, w tym dwa poważne. Jeden z nich, jak podał szef kolońskiej policji Michael Temme, dotyczy belgijskiej dziennikarki, nagabywanej i obrażanej przed włączoną kamerą, drugi – pobicia i najprawdopodobniej gwałtu. W poprzednich latach policja odnotowywała tylko około dziesięciu przypadków molestowania seksualnego. – Więcej zgłoszeń wynika najprawdopodobniej z faktu, iż po ekscesach sylwestrowej nocy w Kolonii wzrosła gotowość kobiet do zgłaszania takich przypadków na policji – mówi Temme. Jako przykład podał doniesienie kobiety, która usłyszała przy wstępie do dyskoteki, że wejdzie tam za 25 euro albo całusa. Temme zaznaczył, że nie zamierza bagatelizować takich sytuacji, ale przed rokiem doniesienia o podobnych zajściach nie były na porządku dziennym.

Na ulicach, dworcach i w pociągach

W tym roku niemiecka policja zwiększyła swoje patrole podczas karnawału. W samej Kolonii w tłusty czwartek na ulicę wyszło ponad 2 tys. policjantów. Podobnie wygląda sytuacja w Duesseldorfie, gdzie wzmożone patrole policyjne potrwają do środy popielcowej. W obydwu miastach policja zorganizowała tzw. punkty ochrony, gdzie ofiary przemocy mogą szybko złożyć doniesienie o przestępstwie. W czasie karnawału policja jest widoczna także w pociągach. W całej Nadrenii Północnej-Westfalii pociągi i dworce kolejowe patroluje około tysiąca policjantów.
Żródło info i foto: dw.com