Niemcy: Rozbito prawicową grupę ekstremistyczną

Rozbito prawicową grupę ekstremistyczną, która planowała obalenie rządu oraz porwanie ministra zdrowia – poinformował Juergen Brauer, prokurator generalny Nadrenii-Palatynatu. Grupa posiadała broń i planowała zakup kolejnej. Śledztwem objętych zostało 70 osób; do tej pory w związku ze sprawą aresztowano dwóch mężczyzn.

Jak poinformował prokurator Brauer, grupa działała na Telegramie, gdzie stworzyła trzyetapowy plan: destabilizacji dostaw energii w kraju poprzez ataki ukierunkowane i doprowadzenie tym samym do warunków wojny domowej, porwania federalnego ministra zdrowia Karla Lauterbacha oraz obalenia rządu federalnego w celu „przejęcia władzy”.

Od środy policja w Nadrenii-Palatynacie, Badenii-Wirtembergii, Brandenburgii, Bawarii, Dolnej Saksonii, Saksonii i Szlezwiku-Holsztynie przeszukała łącznie 20 nieruchomości. Zaangażowanych było 270 policjantów i trzech prokuratorów. Podczas przeszukań znaleziono łącznie 14 sztuk broni długiej, w tym dwa karabiny AK47 i siedem pistoletów (m.in. Glock).

Na terenie Brandenburgii w środę aresztowano dwóch mężczyzn w wieku 55 i 54 lat, których oskarża się o poważne przestępstwa zagrażające państwu, takie jak planowane zamachy bombowe i łamanie ustawy o broni. Policja objęła śledztwem łącznie 70 osób, niewykluczone jest postawienie zarzutów kolejnym osobom z tej grupy. Już w październiku 2021 roku Państwowy Urząd Ochrony Konstytucji w Nadrenii-Palatynacie przekazał Prokuratorowi Generalnemu w Koblencji i Państwowemu Urzędowi Policji Kryminalnej (LKA) w Moguncji informację o podejrzanej grupie czatowej na Telegramie.

Wg określenia szefa LKA Johannesa Kunza, grupa stanowiła zbiór zwolenników teorii spiskowych, prawicowych ekstremistów i osób wcześniej nieznanych. – Elementem łączącym była nienawiść do naszej demokracji i osób tworzących rząd –podkreśla Kunz i dodaje, że „sprzeciw przeciw działaniom antycovidowym zadziałał jak katalizator i połączył te osoby poprzez komunikator Telegram”.
Źródło info i foto: TVP.info

Niemcy: Strzelanina w Hamburgu

Po strzelaninie w Hamburgu trwa duża akcja policji w dzielnicy Altona, gdzie znaleziono dwie martwe osoby – pisze we wtorek portal FOCUS Online. Policja potwierdziła akcję na Twitterze. „Z powodu dużej operacji policyjnej, ulica Scheel-Plessen-Strasse i część ulicy Grosse Rainstrasse w Altonie są całkowicie zamknięte dla ruchu kołowego i pieszego” – czytamy w komunikacie. Rzeczniczka hamburskiej policji poinformowała serwis FOCUS Online, że jedna z mieszkanek wielorodzinnego budynku usłyszała strzały na klatce schodowej i miała powiadomić policję.

Kiedy służby ratunkowe przybyły na miejsce zdarzenia, znalazły ciała mężczyzny i 22-letniej kobiety. Pomimo prób reanimacji kobieta zmarła. Policja przypuszcza, że mogło to być rozszerzone samobójstwo – pisze FOCUS.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy też wyrzucają rosyjskich dyplomatów

Szefowa MSZ Niemiec Annalena Baerbock poinformowała, że rząd uznał 40 rosyjskich dyplomatów za osoby niepożądane. Niemcy zapowiadają też zwiększenie pomocy dla ukraińskiej armii. Na wyrzucenie dyplomatów zdecydowali się też Francuzi.

„Obrazy z Buczy świadczą o niewiarygodnej brutalności rosyjskich przywódców i tych, którzy podążają za ich propagandą” – stwierdziła Baerbock w oświadczeniu dotyczącym masakry cywilów w Buczy.

„Rząd federalny zdecydował dziś o uznaniu znacznej liczby członków ambasady Rosji, którzy tutaj w Niemczech pracowali na co dzień przeciwko naszej wolności, przeciwko spójności naszego społeczeństwa, za osoby niepożądane” – zaznaczono.

Baerbock zaznaczyła, że Niemcy pracują ze swoimi partnerami nad kolejnymi krokami. „Będziemy dalej zaostrzać sankcje przeciwko Rosji i zdecydowanie zwiększymy nasze wsparcie dla ukraińskich sił zbrojnych, wzmocnimy także wschodnią flankę NATO” – podkreśliła.

Uznanie dyplomaty za osobę niepożądaną oznacza wydalenie tej osoby z kraju przyjmującego. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji zapowiedziało odpowiedź na działania rządu Niemiec. Dziennik „Sueddeutsche Zeitung” podał w weekend, że rząd Niemiec rozważa wydalenie z kraju znaczącej liczby rosyjskich dyplomatów podejrzanych o pracę w tajnych służbach. Według „SZ” MSZ w Berlinie konsultował tę decyzję w minionym tygodniu z partnerami z krajów G7.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rozbito gang. Odzyskano rowery skradzione w Niemczech. Ich wartość to 2,1 mln złotych

Rozbicie gangu, zlikwidowanie 2 magazynów ze skradzionymi rzeczami i odzyskanie towaru ukradzionego w Niemczech, o łącznej wartości ponad 3 mln zł, to efekt współpracy CBŚP i policji niemieckiej. Policjanci zatrzymali 7 osób i odzyskali m.in. ponad 100 wysokiej klasy rowerów wartych blisko 2,1 mln zł, skradzionych tej samej nocy w Niemczech. Śledztwo nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wlkp.

Wszystko zaczęło się, gdy funkcjonariusze z Polizeipräsidium Landeskriminalamt przekazali informację policjantom z Centralnego Biura Śledczego Policji o kradzieży z włamaniem do pojazdów ciężarowych. Zdarzenie miało miejsce w Niemczech w nocy z 24 na 25 lutego 2022 roku. Łupem sprawców padło ponad 100 wysokiej klasy rowerów, o łącznej wartości blisko 2,1 mln zł. Z przekazanej informacji wynikało, że sprawcy działali w grupie kilkuosobowej i przemieszczali się samochodami osobowymi oraz pojazdem ciężarowym. Jednocześnie funkcjonariusze Policji niemieckiej przekazali, że z okolic Berlina sprawcy pojechali kolumną kilku pojazdów w kierunku granicy z Polską. W tym momencie do akcji wkroczyli policjanci z Zarządu w Gorzowie Wielkopolskim Centralnego Biura Śledczego Policji.

Policjanci CBŚP objęli dyskretną obserwacją wszystkie osoby jadące w kolumnie od granicy polsko-niemieckiej. W efekcie funkcjonariusze dotarli do miejsc zamieszkania podejrzanych i do magazynu, gdzie rozładowywano skradziony towar z samochodu ciężarowego. W krótkim czasie, w różnych rejonach Gorzowa Wlkp. i okolic zatrzymano 7 osób uczestniczących w nocnym wyjeździe lub odbierających towar. Jak się okazało członkowie gangu do porozumiewania się posiadali krótkofalówki, które zostały także zabezpieczone. Podczas akcji przejęto również 7 pojazdów, które prawdopodobnie posłużyły do popełnienia przestępstwa.

W trakcie działań odzyskano nie tylko skradzione tej nocy mienie, ale ujawniono także inne przedmioty, które najprawdopodobniej pochodzą z przestępstw popełnionych w Niemczech. Policjanci dotarli do drugiego magazynu, gdzie znajdowało się mnóstwo artykułów spożywczych, przemysłowych oraz odzieży różnych marek, jak również 7 motocykli co do których istnieje podejrzenie, że mogą pochodzić z kradzieży.

Łącznie podczas realizacji zabezpieczono mienie pochodzące z przestępstw o szacunkowej wartości ponad 3 mln zł.

Podczas akcji zatrzymano 7 osób, które doprowadzono do Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Tam przedstawiono im zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej, z czego 6 osób jest podejrzanych o udział w pięciu kradzieżach z włamaniem. Jedna osoba usłyszała zarzut paserstwa. Na podstawie zebranego materiału dowodowego Sąd Rejonowy w Gorzowie Wlkp. wobec wszystkich zatrzymanych zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Niemcy zbierają dowody na zbrodnie wojenne Rosji

epaselect epa09807246 The body of a dead man lies on a destroyed bridge next to abandoned cars left by people fleeing from the frontline town of Irpin, Kyiv (Kiev) region, Ukraine, 07 March 2022. Irpin, the town which is located near Kyiv city had heavy fightings for almost a week between Ukrainian and Russian militaries forcing thousands of people to escape from the town. EPA/ROMAN PILIPEY
Dostawca: PAP/EPA.

Niemiecka prokuratura federalna rozpoczęła śledztwo w sprawie możliwości popełnienia zbrodni wojennych przez wojska rosyjskie na terenie Ukrainy – poinformował we wtorek minister sprawiedliwości Marco Buschmann. 2 marca Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze na wniosek 38 państw wszczął śledztwo ws. zbrodni wojennych popełnionych w Ukrainie. We wtorek podobną decyzję podjęła niemiecka prokuratura federalna, która prowadzi odrębne postępowanie. Nakaz wydał minister sprawiedliwości Marco Buschmann.

Według informacji dpa prokuratura posiada już konkretne dowody na zbrodnie wojenne, które zostały popełnione do tej pory. Śledczy obawiają się, że przestępstw będzie więcej. Pierwszym krokiem w rozpoczętym śledztwie jest zabezpieczenie jak największej liczby dowodów. Informacje te będą później wykorzystywane do pociągnięcia konkretnych osób do odpowiedzialności karnej – dodaje dpa. Przed haskim trybunałem może stanąć m.in. Władimir Putin, bo to on wydał rozkaz zaatakowania zachodniego sąsiada.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Niemcy wydały Polsce Dominika H. Odpowie za wypadek, w którym zginął 3-latek

W czerwcu u. br. w tragicznym wypadku zginął 3-letni Wiktorek. Podejrzany o jego spowodowanie Dominik H. uciekł do Niemiec. Za mężczyzną został wydany Europejski Nakaz Aresztowania. Po kilku miesiącach niemiecki sąd zgodził się na ekstradycję. Dominik H. jest już w polskim areszcie.

Ponad pół roku niemiecki sąd rozpatrywał wniosek o ekstradycję Dominika H., który podejrzany jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Do koszmaru doszło 6 czerwca 2021 roku na drodze Zgorzelec – Bogatynia, w pobliżu miejscowości Koźmin. Prowadzone przez Dominika H. audi zjechało ze swojego pasa i uderzyło w prawidłowo jadącego volkswagena passata, którym podróżowała trzyosobowa rodzina. Skutki były tragiczne. W wypadku – mimo reanimacji – zginął 3-letni Wiktorek, a jego rodzice, w tym mama w zaawansowanej ciąży, zostali ranni i trafili do szpitala. Na tym jednak nie koniec. Kierowca audi, mimo próby zatrzymania przez strażaków, uciekł jak tchórz z miejsca wypadku do pobliskiego lasu. Następnie zbiegł do Niemiec, gdzie mieszka jego rodzina.
Źródło info i foto: se.pl

Rozbito gang paserów

Działania CBŚP i Prokuratury Okręgowej w Słupsku doprowadziły do rozbicia zorganizowanej grupy przestępczej składającej się z trzech odłamów. Samochody kradziono w Szwecji, Niemczech i w Polsce, następnie legalizowano je i sprzedawano. Do sprawy zatrzymano 20 osób, odzyskano 6 aut i zabezpieczono części i podzespoły samochodowe, o łącznej wartości ok. miliona zł. Zatrzymani są podejrzani m.in. o kradzieże z włamaniami, paserstwa, oszustwa czy poświadczanie nieprawdy w dokumentacji.

Policjanci z Zarządu w Gdańsku Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Słupsku, prowadzą postępowanie dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie są podejrzani o kradzieże samochodów z terenu Szwecji, Niemiec i Polski. Do przestępstw dochodziło w latach 2017-2020. Z ustaleń śledztwa wynika, że członkowie gangu wywodzili się głównie z Pomorza i były to trzy grupy współpracujące ze sobą. Śledczy ustalili, że członkowie grup mieli określone zadania, były osoby odpowiedzialne za znalezienie konkretnego modelu auta, jego kradzież, zorganizowanie przeróbek blacharskich czy mechanicznych. W kolejnym etapie do działań włączali się paserzy i tzw. słupy, na których rejestrowane były skradzione pojazdy. Po zalegalizowaniu samochody były sprzedawane w kraju, niczego niepodejrzewającym klientom.

Wiele miesięcy zajęło policjantom sprawdzanie w kolejnych urzędach dokumentów dotyczących wytypowanych pojazdów. Funkcjonariusze dokładnie analizowali wszystkie informacje, sprawdzali poszczególne numery, marki, a nawet kolory zarejestrowanych samochodów. Weryfikowano także osoby występujące przy rejestracji pojazdów.

Policyjne działania były prowadzone na terenie województwa pomorskiego, podlaskiego i mazowieckiego od 2021 roku. Ostatnie uderzenie nastąpiło w lutym w powiecie bytowskim, kiedy to zatrzymano 2 osoby. Łącznie w sprawie występuje 20 podejrzanych, którym zarzucane są przestępstwa m.in. kradzieży z włamaniem, paserstwa, oszustwa czy poświadczanie nieprawdy w dokumentacji. 13 osób usłyszało w Prokuraturze Okręgowej w Słupsku zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, w tym 3 osobom zarzuca się kierowanie gangami.

Sprawa jest rozwojowa i funkcjonariusze nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Niemcy: „Anioł śmierci” zabił 85 pacjentów. Rzuca oskarżenia na inne osoby

Niels Hoegel, uważany za najgorszego niemieckiego seryjnego mordercę od czasów wojny, został skazany na dożywocie za zabicie 85 osób. Teraz oskarża 8 współpracowników o przyczynienie się do zbrodni. W czwartek w Weser-Ems-Halle w Dolnej Saksonii rozpoczął się proces przeciwko siedmiu współpracownikom Nielsa Hoegla. Trzej lekarze, trzy starsze pielęgniarki i były szef kliniki są oskarżani o ciche przyzwolenie na praktyki seryjnego mordercy.

W procesie powinno wziąć udział ośmiu oskarżonych, jednak jedna osoba jest poważnie chora. Jak ogłosił w poniedziałek Sąd Okręgowy w Oldenburgu, jego sprawa zostanie oddzielona od pozostałych, a postępowanie będzie toczyło się osobno. Oskarżeni nie zostali wymienieni z imion i nazwisk. Wszyscy są podobno doświadczonymi i starszymi członkami personelu w wieku od 60 do 77 lat. Prokurator zarzuca im brak interwencji i ciche przyzwolenie na działania pielęgniarza, aby nie zrujnować reputacji kliniki. Obrońcy oskarżonych zaprzeczają temu i twierdzą, że wszyscy pracownicy zostali oszukani i zmanipulowani przez Hoegela.
Źródło info i foto: o2.pl

Policjanci śmiertelnie postrzeleni w czasie kontroli drogowej w Niemczech

W południowo-zachodnich Niemczech dwoje policjantów zostało śmiertelnie postrzelonych w czasie rutynowej kontroli drogowej – poinformowała w poniedziałek tamtejsza policja. Zarządzono obławę na zbiegłych podejrzanych – poinformowały służby.

Nie wiadomo, jakim samochodem poruszali się podejrzani, jak wyglądali ani w którym kierunku uciekli – przyznała policja niemieckiego landu Nadrenia-Palatynat. Do zdarzenia doszło około godziny 4.20 w poniedziałek w pobliżu miejscowości Kusel, około 30 kilometrów od Kaiserslautern. Ofiary to 24-letnia policjantka i 29-letni policjant – podał dziennik „Bild”.

Zaraz po zdarzeniu oboje byli w stanie wezwać posiłki, jednak po ich przybyciu na miejsce postrzelonym nie udało się już pomóc – relacjonowała gazeta. Policjanci w zgłoszeniu wskazali, że zatrzymany do kontroli samochód przewoził w bagażniku martwą zwierzynę. Służby wezwały, by w okolicy miejsca zdarzenia kierowcy nie zabierali autostopowiczów. Ostrzegły, że co najmniej jeden z podejrzanych jest uzbrojony.

Powód zabójstwa pozostaje nieznany.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Ukrainiec przemycał migrantów do Niemiec. Jest wyrok

Na karę dziewięciu miesięcy bezwzględnego więzienia pruszkowski sąd skazał 35-letniego Ukraińca oskarżonego o próbę przewozu do Niemiec czterech Syryjczyków, którzy wcześniej nielegalnie przekroczyli granicę Białorusi z Polską. Mężczyzna konsekwentnie nie przyznawał się do stawianego mu zarzutu. Wyrok zapadł w ekspresowym tempie, bo już dwa miesiące od skierowania do sądu aktu oskarżenia. Karę wymierzono również czterem Syryjczykom. W przypadku trzech z nich była to grzywna w wysokości 1000 zł; jednej osobie oprócz grzywny wymierzono też karę więzienia w zawieszeniu. Wyrok nie jest prawomocny.

Do zatrzymania Artura S. doszło we wrześniu ub.r. w m. Jawczyce na Mazowszu. Mężczyzna usłyszał zarzut organizacji co najmniej czterem obywatelom Syrii nielegalnego przekroczenia granicy, do którego nie przyznał się ani w śledztwie, ani na sali sądowej. 35-latek tłumaczył, że przewożone przez niego osoby to autostopowicze, których miał zawieźć na Dworzec Zachodni w Warszawie. Fakt, że w jego telefonie można było znaleźć informacje dotyczące planów związanych właśnie z tym przewozem, tłumaczył tym, że z jego telefonu korzystały też inne osoby.

Akt oskarżenia, który objął również cztery przemycane przez Artura S. osoby, został skierowany do sadu rejonowego w Pruszkowie pod koniec listopada ub.r. Proces zakończył się po jednej rozprawie. W czwartek sąd skazał 35-latka na karę dziewięciu miesięcy pozbawienia wolności – to dokładnie tyle, o ile wnioskowała prokuratura.

Jak uzasadniał sędzia Michał Pałka, sprawa nie budzi wątpliwości – migranci przyznali się do zarzucanych im czynów, a jako osobę, która miała przewieźć ich do Niemiec, wskazali Artura S. – Obrona oskarżonego S. opiera się na twierdzeniach, które były ciągle zmieniane i są niewiarygodne. Oskarżony powoływał się na to, że telefon, który logował się w drodze na granicę i z powrotem, pożyczył innym osobom, ale nie pamięta, jakim. Ta wersja w dodatku pojawiła się dopiero na rozprawie. Przesłuchiwany kilka razy wcześniej w żaden sposób o tym nie wspominał – mówił sędzia.

Jak wskazał, to tylko jedna z wielu sprzeczności, które pojawiły się w wyjaśnieniach mężczyzny. – Dowody zgromadzone przeciwko Arturowi S. przeczą tezom obrony – podkreślił. Jak dodał, oskarżonego należy skazać, a „kara nie jest bardziej dolegliwa niż wskazuje na to stopień społecznej szkodliwości czynu, który jest znaczny”. Jako okoliczność łagodzącą uznano fakt, że mężczyzna nigdy wcześniej nie był karany.

Na poczet wymierzonej kary zaliczono ponad cztery miesiące aresztu, w którym S. przebywał aż do pierwszej rozprawy w ten poniedziałek. Sąd zdecydował wówczas o zmianie tego środka zapobiegawczego na dozór policji.

Trzem z czterech przemycanych przez 35-latka Syryjczyków sąd wymierzył karę grzywny w wysokości 1000 zł. Jednej osobie wymierzono karę surowszą – są to trzy miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz grzywna w wysokości 2000 zł.

Jak Syryjczycy znaleźli się w Polsce?

Z wyjaśnień migrantów wynikało, że we wrześniu ub.r. przylecieli do Mińska ze stolicy Jordanii, a stamtąd zostali przewiezieni taksówkami na granicę z Polską. Jak informowała prokuratura, w trakcie tej drogi migranci byli kilkakrotnie zatrzymywani przez umundurowanych przedstawicieli białoruskich służb, którzy mieli ich pobić, a następnie zabrać część posiadanych pieniędzy. Po dojechaniu na miejsce wskazano im trasę marszu na zachód oraz punkt, gdzie miało dojść do spotkania z Arturem S., który miał przewieźć ich dalej do Niemiec.

Zgodnie z Kodeksem karnym osoba, która wbrew przepisom przekracza granicę Polski, używając przemocy, groźby, podstępu lub we współdziałaniu z innymi osobami, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. Ten, kto „organizuje innym osobom przekraczanie granicy wbrew przepisom”, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Liczba zatrzymań przemytników migrantów znacząco wzrosła w momencie, gdy na granicy białorusko-polskiej wybuchł kryzys migracyjny wywołany przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Jak informowała wówczas policja, cena za przewiezienie jednej osoby do Niemiec waha się od kilkuset do nawet kilku tysięcy dolarów.
Źródło info i foto: Dziennik.pl