Kolejny atak antysemicki w stolicy Niemiec

33-latek jechał pociągiem S-Bahn (kolej miejska) przez Charlottenburg, kiedy został “antysemicko znieważony” przez pasażera – poinformowała w czwartek policja. Kiedy zaprotestował, napastnik złapał go za ramię. Dołączył też drugi mężczyzna. Obaj uderzali pięściami w głowę i tułów pasażera – pisze portal dziennika „Bild”.

Kiedy interweniował inny pasażer, napadnięty wysiadł na stacji Wedding S-Bahn, napastnicy pojechali dalej. Ofiara odniosła lekkie obrażenia. Policja kryminalna prowadzi dochodzenie w sprawie obrażeń ciała, zniewag i podżegania do nienawiści. Nie wiadomo, dlaczego napastnicy uznali mężczyznę za Żyda. Do ataku w kolejce miało dojść we wtorek. Również we wtorek rabin z Poczdamu został w Berlinie agresywnie antysemicko znieważony i poturbowany, kiedy prowadził rozmowę telefoniczną po hebrajsku. Jego ubiór również miał wskazywać na to, że jest Żydem.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemiecki kardynał zniszczył listę księży podejrzanych o nadużycia seksualne. Dziś nie pamięta nazwisk

Kardynał Rainer Maria Woelki pozostaje w ogniu krytyki po tym, jak wyszło na jaw, iż siedem lat temu zniszczył listę księży podejrzewanych o molestowanie seksualne. Wcześniejsze doniesienia oficjalnie potwierdziła archidiecezja w Kolonii. W komunikacie podano, że dane duchownych nie zostały utracone.

Archidiecezja w niemieckiej Kolonii potwierdziła doniesienia dotyczące kardynała i doktora teologii Rainera Marii Woelkiego, który miał zatuszować listę tamtejszych duchownych podejrzanych o molestowanie seksualne. Okazało się, że tego typu sytuacja miała miejsce w 2015 roku. W oświadczeniu podano, że kapłan zniszczył dokumenty ze względu na ochronę danych osobowych. Jednocześnie podkreślono, że wszystkie informacje na temat wspomnianych księży zostały zachowane.

Niemiecka gazeta codzienna „Kölner Stadt-Anzeiger” podaje, że Woelki otrzymał listę z nazwiskami duchownych niedługo po objęciu urzędu w kolońskiej archidiecezji. W arkuszu kalkulacyjnym Excel znajdowały się także płatności, które zostały dokonane na rzecz ofiar przemocy w uznaniu ich cierpienia.

Jak podaje niemiecki portal „ntv” powołujący się na informacje przekazane przez księży z Kolonii, kardynał otrzymując listę duchownych chciał uzyskać ogólny obraz sytuacji. Kapłan nie pamięta dziś już nazwisk osób, które siedem lat temu figurowały w dokumentach. Archidiecezja podkreśla jednak, że sprawa została dokładnie zbadana.

Lokalne media przypominają, że w ubiegłym roku Rainer Maria Woelki został oddelegowany przez papieża Franciszka na pięciomiesięczny urlop naukowy. Zdaniem głowy Kościoła, niemiecki kapłan popełnił „duże błędy”, zwłaszcza jeśli chodzi o jego nieopublikowany raport o nadużyciach. Duchowny wrócił do pracy w marcu bieżącego roku i już na wstępie złożył wniosek o rezygnację. Papież wciąż nie podjął decyzji w tej sprawie.

Woelki od dłuższego czasu znajduje się w ogniu krytyki. W połowie sierpnia 2022 roku około 50 proboszczów, pracowników parafii i innych urzędników kolońskiej diecezji wydało specjalne oświadczenie, w którym zdystansowało się od kapłana. Jako oficjalny powód swoje stanowiska wskazali na doniesienia o tym, że kardynał zasięgał porad zewnętrznych w sprawach PR.

Serwis „ntv” podaje, że dwa lata temu jedna z agencji specjalizujących się w komunikacji opracowała „plan przetrwania” Woelkiego na stanowisku. Eksperci od PR radzili mu wówczas m.in., by w sporze o nieopublikowany raport o wykorzystywaniu seksualnym spróbował pozyskać utworzoną w kolońskiej diecezji radę ds. ofiar nadużyć seksualnych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokuratura nie łączy Olafa Scholza z aferą cum-ex

W Niemczech ciągle głośno o tzw. aferze cum-ex z udziałem banku Warburg, któremu zarzuca się uchylanie od płacenia podatków. W sprawie pojawił się wątek kanclerza Niemiec Olafa Scholza, który miał mieć ewentualny współudział w aferze. Skargę przeciwko Scholzowi odrzuciła dziś jednak prokuratura w Hamburgu. Prokuratura w Hamburgu nie widzi dalszych przesłanek, dotyczących ewentualnego współudziału Scholza w aferze u udziałem banku Warburg, któremu zarzuca się uchylanie od płacenia podatków – podał niemiecki portal „Tagesschau”.

Skargę prawną przeciwko Scholzowi i innym podejrzanym złożył hamburski prawnik Gerhard Strate, wskazując, że prokuratura w Hamburgu nie wszczęła postępowania karnego.

We wtorek prokuratura generalna odrzuciła tę skargę – potwierdziła w rozmowie z dziennikiem „Tagesspiegel” prokurator Mia Sperling-Karstens. Stwierdzono, że „nic nie wskazuje na podejrzenie, że oszustwa podatkowe dokonywane przez bank Warburg były świadomie lub celowo wspierane przez osoby odpowiedzialne za organy finansowe Hamburga”.

Inwestorzy wykorzystywali lukę

Jak przypomniał „Tagesschau”, sprawa sięga 2016 roku, gdy Scholz był burmistrzem Hamburga. Po ówczesnym spotkaniu Scholza z udziałowcami banku Christianem Oleariusem i Maxem Warburgiem hamburskie władze podatkowe zrzekły się zwrotu od banku Warburg podatku w wysokości 47 mln euro – ze stratą skarbu państwa.

„Rok później odzyskano 43 mln euro po interwencji federalnego ministerstwa finansów” – dodał portal.

Parlamentarna komisja śledcza ma ustalić, czy politycy mieli wpływ na decyzję o niepobieraniu milionowych podatków od banku. Prokuratura w Kolonii prowadzi już w tej sprawie śledztwo dotyczące dwóch byłych polityków SPD z Hamburga i urzędnika podatkowego.

Jak podkreślił „Tagesschau”, w transakcjach cum-ex „inwestorzy wykorzystywali lukę w prawie, aby przez lata narażać finanse skarbu państwa”. Dzięki tej luce urzędy skarbowe zwracały podatki od zysków kapitałowych z obrotu akcjami. W efekcie skarb państwa poniósł miliardowe straty.

Transakcje cum-ex są przestępstwem

Luka została zlikwidowana w 2012 roku, a „kilku prokuratorów i sądy w całym kraju prowadzą od lat śledztwo, mające wyjaśnić ten jeden z największych skandali podatkowych w powojennej historii Niemiec”. W ubiegłym roku Federalny Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że transakcje cum-ex są przestępstwem.

Były główny przedstawiciel banku Warburg został skazany w ubiegłym roku przez sąd okręgowy w Bonn na pięć i pół roku więzienia w pierwszym w Niemczech postępowaniu karnym, które dotyczyło tej praktyki uchylania się od płacenia podatków. W maju Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe odrzucił apelację, co uprawomocniło wyrok.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Niemcy: Szefowa MSW chce więcej policjantów na basenach ze względu na akty chuligańskie

Po niedawnych chuligańskich ekscesach na niemieckich kąpieliskach minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser postuluje zwiększenie obecności policjantów na basenach. – Potrzebujemy mniej chuliganów, a nie więcej policji. Trzeba kontrolować, kogo się wpuszcza – odpowiada szef związku zawodowego policjantów.

W wywiadzie dla telewizji BILD szefowa MSW mówiła m.in. o bijatykach z udziałem setek osób na odkrytych basenach. Sceny przemocy z Berlina skomentowała jako „całkiem oczywistą przemoc ze strony środowisk migracyjnych”. – Rodziny i dzieci muszą mieć możliwość pójścia na basen w Niemczech bez żadnych obaw – podkreśliła.

– Dla mnie ważne jest (…), aby było wystarczająco dużo personelu, aby coś takiego się nie zdarzało. W przypadku takich problemów musi być odpowiednia obecność policji. Podniosę tę kwestię na konferencji ministrów spraw wewnętrznych” krajów związkowych – zapewniła Faeser.

Szef związku zawodowego policjantów odpowiada 

Na wypowiedź minister zareagował szef Niemieckiego Związku Zawodowego Policjantów Rainer Wendt. – Jeśli do setek chuliganów na otwartych basenach dołączą teraz setki policjantów, to nie pozostanie wiele miejsca dla rodzin z dziećmi. „Potrzebujemy mniej chuliganów, a nie więcej policji. A to można zrobić tylko dzięki kontroli wstępu” – mówił Wendt, cytowany w piątek przez dziennik „Bild”.

Wendt podał przykład dyskotek, gdzie „każdy właściciel, który ma porządnego bramkarza, może dopilnować, żeby taka klientela nie została wpuszczona, bo policja nie zawsze może przyjechać”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Berlin: 29-letni kierowca celowo wjechał samochodem w tłum

Dzień po tragedii w Berlinie wciąż wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Według wstępnych ustaleń 29-letni kierowca celowo wjechał samochodem w tłum. Według dotychczasowych ustaleń 29-letni kierowca Renault Clio celowo wjechał w Berlinie samochodem w grupę ludzi. Zginęła przy tym jedna osoba, a dziewięć zostało rannych. Życie sześciu osób nadal jest zagrożone. Poszkodowani to przede wszystkim grupa nastoletnich uczniów z Bad Arolsen w Hesji. W Berlinie zginęła ich 51-letnia nauczycielka.

„Otwarte głębokie rany”

W czwartek rano burmistrzyni Berlina Franziska Giffey w wywiadzie radiowym dla RBB mówiła o „mrocznym dniu w historii Berlina”. To wydarzenie, które „na nowo otworzyło bardzo głębokie rany i traumatyczne przeżycia” – powiedziała Giffey, nawiązując do islamistycznego zamachu na jarmark bożonarodzeniowy w grudniu 2016 roku, który miał miejsce w tej samej okolicy.

Do tragedii doszło w środę rano (8.6.2022) na skrzyżowaniu berlińskiego bulwaru Kurfuerstendamm i Tauentzienstrasse w centrum zachodniego Berlina. To okolica chętnie odwiedzana przez berlińczyków i turystów. Mieści się w niej wiele sklepów, kawiarnie, a nieopodal znajduje się węzeł komunikacyjny wokół dworca kolejowego Zoologischer Garten. Kierowca samochodu wjechał w grupę ludzi na chodniku, po czym przejechał jeszcze około 200 metrów i wjechał w witrynę sklepu.

Samochodem kierował 29-letni mężczyzna, mieszkaniec Berlina, Niemiec o pochodzeniu ormiańskim. Berlińska senator ds. wewnętrznych Iris Spranger i burmistrzyni Berlina Franziska Giffey mówiły o „ataku osoby poważnie chorej psychicznie”. Senator Spranger poinformowała, że śledztwo jest prowadzone we wszystkich kierunkach. Policja przeszukała m.in. mieszkanie podejrzanego i samochód jego siostry, którym kierował. Niemiecki kontrwywiad (BfV) nie posiada żadnych informacji o 29-latku. Nie ma też żadnego listu, w którym zapowiadałby czyn. Senator spraw wewnętrznych Berlina zaprzeczyła w ten sposób doniesieniom medialnym, jakoby znaleziono list z przyznaniem się do winy.

Berlińska policja zaapelowała do naocznych świadków o udostępnienie nagrań wideo i zdjęć, które mogłyby pomóc w wyjaśnieniu sprawy.

Wczoraj wieczorem miało miejsce nabożeństwo żałobne w Kościele Pamięci Cesarza Wilhelma. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz opisał tragedię w Berlinie jako „atak szaleńca”, który głęboko go poruszył.
Źródło info i foto: dw.com/pl

Jest przełom ws. zaginięcia Madeleine McCann. Niemiec oficjalnie podejrzanym w sprawie

Niemiecki mężczyzna został formalnie uznany podejrzanym w sprawie zaginięcia brytyjskiej trzylatki Madeleine McCann w 2007 roku – poinformowała portugalska prokuratura. Brytyjskie media wskazują, że chodzi o odsiadującego wyrok w niemieckim więzieniu 44-letniego Christiana Bruecknera. Portugalskie służby wskazały podejrzanego po raz pierwszy od 2007 roku, kiedy to podejrzani byli rodzice Madeleine – Kate i Gerry McCann. Ustalono jednak, że to nie oni odpowiadają za zaginięcie dziewczynki w rejonie Algarve.

Portugalczycy nie wymienili Niemca z nazwiska, jednak powołali się ustalenia niemieckich śledczych, a ci wskazali wcześniej właśnie Christiana Bruecknera.

Obrońca Niemca reaguje

Decyzja prokuratorów ma wymiar proceduralny – muszą zdążyć z oskarżeniem przed 15. rocznicą zaginięcia Madeleine 3 maja, by móc doprowadzić do skazania mężczyzny na 10 lub więcej lat więzienia. Obrońca Bruecknera określił decyzję mianem „proceduralnego triku” i podkreślił, że jego klient nie usłyszał w tej sprawie zarzutów. Brueckner zaprzecza, by przyczynił się do zaginięcia dziewczynki.

Za sprawą nowego statusu w sprawie możliwa będzie ekstradycja 44-latka do Portugalii – informuje „Guardian”.

Skazany za gwałt

Christian Brueckner obecnie odsiaduje wyrok w niemieckim więzieniu w Brueckner za gwałt, którego dokonał w 2005 roku również na południu Portugalii. Niemiec mieszkał w Algarve od 1995 do 2007 roku. Jak ustalił Reuters, okradał tam hotele i apartamenty. Za gwałt na 72-letniej Amerykance został skazany w 2019 roku.

Madeleine McCann zaginęła kilka dni przed swoimi czwartymi urodzinami podczas rodzinnych wakacji w Algarve. Stało się to, gdy jej rodzice wyszli do baru na kolację z przyjaciółmi, a ona została w apartamencie. Śledztwo w tej sprawie prowadziły wspólnie portugalskie, brytyjskie i niemieckie służby. Niemiecka policja ustaliła w 2020 roku, że Madeleine nie żyje a sprawcą prawdopodobnie jest Brueckner. W Wielkiej Brytanii Madeleine McCann nadal ma status zaginionej.
Źródło info i foto: interia.pl

Hakerzy z kolektywu Anonymous przejęli dane Rosnieftu

Hakerom z grupy Anonymous udało się w poniedziałek uzyskać dostęp do danych niemieckiego oddziału rosyjskiej spółki energetycznej Rosnieft Deutschland GmbH. Jak podkreślają hakerzy, udało im się zdobyć dane „na dużą skalę”, a część z nich zniszczyć – informuje portal rbb24. Cyberatak potwierdził rzecznik niemieckiego oddziału Rosnieftu. Burkhard Woelki, rzecznik prasowy Rosnieftu w Niemczech, poinformował, że rozmiarów szkód po ataku hakerów „nie można na razie oszacować”. Jego zdaniem, włamanie nie ma wpływu na funkcjonowanie rafinerii w Schwedt (Uckermark), gdzie nadal trwają prace i realizowane są planowane dostawy w regionie Berlina i Brandenburgii.

Federalny Urząd Bezpieczeństwa Informacji (BSI) potwierdził dodatkowo w poniedziałek doniesienia „Die Welt” i „Spiegla”, według których Rosnieft Deutschland GmbH zgłosiła w weekend incydent, związany z bezpieczeństwem IT. Hakerzy z Anonymous twierdzą, że zdobyli dostęp do 20 terabajtów danych, w tym kopii zapasowych laptopów kierownictwa firmy, a pobrane dane „będą teraz przeglądane”. Anonymous „nie planuje publikacji wszystkich danych”.

Rosnieft to największy koncern naftowy w Rosji. Szefem rady nadzorczej jest były niemiecki kanclerz Gerhard Schroeder (SPD). W Niemczech firma ma udziały w trzech rafineriach – w Schwedt, Karlsruhe i Neustadt. Niemiecki oddział Rosnieftu odpowiadał w ostatnich latach za około jedną czwartą całego importu ropy naftowej do RFN. Oznacza to, że koncern należy do obiektów tzw. infrastruktury krytycznej, które mają obowiązek m.in. zgłaszania zagrożeń związanych z cyberbezpieczeństwem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Chcieli wyłudzić pieniądze od uchodźców za transport do Niemiec

Zatrzymaliśmy dwie osoby, które usiłowały wyłudzić pieniądze od obywateli Ukrainy uciekających przed wojną. Przed punktem recepcyjnym zaoferowali 4 kobietom z 3 dzieci darmowy przewóz do Niemiec. Podczas podróży zażądali 150 euro od każdej przewożonej osoby. Do zdarzenia doszło wczoraj w Lubyczy Królewskiej (powiat tomaszowski). Zatrzymani to: 53 letni obywatel Bułgarii i jego 52-letnia znajoma.

Do zdarzenia doszło wczoraj przed punktem recepcyjnym w Lubyczy Królewskiej. 4 kobiety z trójką dzieci zamierzały jechać do Niemiec. Darmowy transport zaoferowała im kobieta i jej znajomy. W trakcie jazdy busem marki Mercedes zażądali 150 euro od każdej przewożonej osoby. Kiedy para spotakła się ze stanowczą odmową wyasdzili uchodźców i posatnowili wyjechać z Polski. Roztrzęsione kobiety, które wróciły na punkt recepcyjny zauważyli policjanci. Podeszli do kobiet i ustalili co się stało.

Szybkie działania doprowadziły do ustalenia sprawców. Zostali zatrzymani na przejściu granicznym (Hrebenne), kiedy próbowali przekroczyć granicę. Zatrzymani to: 53-letni obywatel Bułgarii i jego 52-letnia znajoma. Za usiłowanie oszustwa grozi do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Policjanci CBŚP rozbili gang, który kradł i legalizował auta

Działania CBŚP i Prokuratury Okręgowej w Słupsku doprowadziły do rozbicia zorganizowanej grupy przestępczej składającej się z trzech odłamów. Samochody kradziono w Szwecji, Niemczech i w Polsce, następnie legalizowano je i sprzedawano. Do sprawy zatrzymano 20 osób, odzyskano 6 aut i zabezpieczono części i podzespoły samochodowe, o łącznej wartości ok. miliona zł. Zatrzymani są podejrzani m.in. o kradzieże z włamaniami, paserstwa, oszustwa czy poświadczanie nieprawdy w dokumentacji. Ostatnie działania CBŚP prowadzone były w Bytowie.

Policjanci z Zarządu w Gdańsku Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Słupsku, prowadzą postępowanie dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie są podejrzani o kradzieże samochodów z terenu Szwecji, Niemiec i Polski. Do przestępstw dochodziło w latach 2017-2020. Z ustaleń śledztwa wynika, że członkowie gangu wywodzili się głównie z Pomorza i były to trzy grupy współpracujące ze sobą. Śledczy ustalili, że członkowie grup mieli określone zadania, były osoby odpowiedzialne za znalezienie konkretnego modelu auta, jego kradzież, zorganizowanie przeróbek blacharskich czy mechanicznych. W kolejnym etapie do działań włączali się paserzy i tzw. słupy, na których rejestrowane były skradzione pojazdy. Po zalegalizowaniu samochody były sprzedawane w kraju, niczego nie podejrzewającym klientom.

– Wiele miesięcy zajęło policjantom sprawdzanie w kolejnych urzędach dokumentów dotyczących wytypowanych pojazdów – informuje CBŚP. – Funkcjonariusze dokładnie analizowali wszystkie informacje, sprawdzali poszczególne numery, marki, a nawet kolory zarejestrowanych samochodów. Weryfikowano także osoby występujące przy rejestracji pojazdów.

Uderzenie CBŚP w Bytowie

Policyjne działania były prowadzone na terenie województwa pomorskiego, podlaskiego i mazowieckiego od 2021 roku. Ostatnie uderzenie nastąpiło w lutym w powiecie bytowskim, kiedy to zatrzymano 2 osoby. Łącznie w sprawie występuje 20 podejrzanych, którym zarzucane są przestępstwa m.in. kradzieży z włamaniem, paserstwa, oszustwa czy poświadczanie nieprawdy w dokumentacji. 13 osób usłyszało w Prokuraturze Okręgowej w Słupsku zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, w tym 3 osobom zarzuca się kierowanie gangami.

Sprawa jest rozwojowa i funkcjonariusze nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: gp24.pl

Efekt raportu o pedofilii w niemieckim Kościele. Liczba apostazji pikuje

Liczba osób odchodzących z Kościoła w bawarskich miastach eksplodowała po przedstawieniu przed miesiącem raportu o pedofilii w Kościele. Tak wynika z ankiety przeprowadzonej przez agencję DPA w kilku miastach Bawarii. W Monachium, według rzecznika Biura Administracji Okręgowej (KVR), liczba osób opuszczających Kościół podwoiła się. – W pierwszej połowie stycznia, tj. przed raportem, mieliśmy ok. 80 wystąpień z Kościoła w ciągu dnia roboczego. Od 20 stycznia, tj. od czasu opublikowania raportu odnotowano około 150-160 wystąpień z Kościoła w przeliczeniu na dzień roboczy, czyli około dwóch razy więcej – podkreślił.

Trzykrotny wzrost zainteresowania

Aktów apostazji może być jeszcze więcej. – Zainteresowanie jest z pewnością trzy razy większe niż na początku roku – powiedział rzecznik agencji DPA. – Ale nie możemy mu sprostać. Granicą są tu nasze możliwości, zwłaszcza pod względem kadrowym – dodał. W KVR wydłużono godziny otwarcia i zatrudniono więcej osób.

– Pomimo przedłużonych godzin otwarcia i przesunięcia pracowników prawdopodobnie nie uda się sprostać oczekiwaniom ze względu na bardzo wysokie zapotrzebowanie. Mimo podjętych środków prawdopodobnie nie będzie możliwe załatwienie wszystkich wniosków o wystąpienie z Kościoła w odpowiednim czasie – stwierdził.
Źródło info i foto: Gazeta.pl