Niemiecka policja szuka 44 ton skradzionej czekolady

44 tony czekolady warte 400 tys. euro skradziono w parku przemysłowym we Fryburgu w południowych Niemczech – poinformowała w poniedziałek policja. Trwają poszukiwania kierowców dwóch ciężarówek, na które załadowano łup. Do kradzieży doszło w piątkową noc.

Jedną z ciężarówek, w pełni załadowaną skradzioną czekoladą, odnaleziono w sobotę w pobliżu niemiecko-francuskiej granicy. Jej kierowca uciekł. Drugi pojazd namierzono w Lahr, również w pobliżu francuskiej granicy. W ciężarówce nie było już jednak ani kierowcy, ani 2/3 czekoladowej zdobyczy.
Źródło info i foto: interia.pl

Makabryczne znalezisko w niemieckiej wiosce. Ciała dzieci w znalezione w zamrażarce

46-letnia pielęgniarka z Benndorf we wschodnich Niemczech w domowej zamrażarce trzymała zwłoki dwójki niemowląt. Nie wiadomo, czy dzieci urodziły się martwe, czy też zostały zabite. Mieszkańcy tego liczącego ok. 2 tys. mieszkańców miasteczka są w szoku. O odnalezieniu ciała noworodka w zamrażarce poinformował we wtorek policję były partner kobiety. Jest on ojcem dwojga starszych dzieci kobiety: 20-letniego syna i 15-letniej córki, która nadal mieszka z matką. Para, jak informuje portal mz-web.de była ze sobą przez dwadzieścia lat.

Policjanci, którzy przyjechali do mieszkania 46-latki, znaleźli w zamrażarce drugie ciało noworodka.

46-latka została zatrzymana. Jednak w środę po południu opuściła areszt. Śledczy nie wnieśli o jej tymczasowe aresztowanie. – Na razie nie wiemy, co się stało – powiedział mz-web.de prokurator Heike Geyer – Quelle. – Musimy poczekać na wyniki autopsji.

Prokurator tłumaczy portalowi, że nie wiadomo, kiedy urodziły się dzieci. – To mogło się wydarzyć miesiąc temu, albo lata temu. Dowiemy się tego, gdy znane będą wyniki badań – dodał.
Źródło info i foto: wp.pl

15-letni Afgańczyk podejrzany o zabójstwo w Niemczech

15-letni Afgańczyk został aresztowany pod zarzutem śmiertelnego ugodzenia nożem swojej niemieckiej rówieśnicy – poinformowała agencję AFP prokuratura z Landau, wykluczając jednocześnie pobudki terrorystyczne sprawcy. Do kłótni między nastolatkami doszło w środę w jednym ze sklepów spożywczych. Ugodzona nastolatka zmarła tego samego dnia w szpitalu z powodu odniesionych ran.

Młody Afgańczyk został aresztowany na podstawie rysopisów podanych przez świadków.

– Na razie nie wiadomo, czy 15-latek z Afganistanu jest uchodźcą – podała agencja AFP.

Nie ujawniono, jaki był powód kłótni, która wybuchła między nastolatkami.
Źródło info i foto: interia.pl

Atak w biurze Jugendamtu. Napastnik wziął zakładnika

Uzbrojony napastnik w poniedziałek rano wziął zakładnika w biurze Jugendamtu w Pfaffenhofen w Bawarii – podały niemieckie media. Około godziny 14 na Twitterze lokalnej policji pojawiła się informacja o uwolnieniu przetrzymywanej kobiety. Jak informował „Bild”, sprawca był uzbrojony w nóż. Media spekulują, że mógł to być ojciec, który ma zostać pozbawiony opieki nad dzieckiem.

Zakładniczką była jedna z pracownic Jugendamtu. Budynek został ewakuowany, a teren otoczony przez policję. Funkcjonariusze pozostawali w kontakcie z napastnikiem. Około godziny 14 pojawiła się informacja o uwolnieniu przetrzymywanej kobiety.
Źródło info i foto: interia.pl

Zatrzymano szantażystę, który groził, że zatruje żywność w całym kraju

​Niemiecka policja zatrzymała człowieka podejrzanego o zatruwanie produktów spożywczych w sklepach. Mężczyzna groził, że jeśli nie dostanie 10 milionów euro, to zatruje żywność w całym kraju. Na razie służby nie podają konkretnych informacji. Rzecznik policyjny podkreślił jedynie, że nie jest jasne, czy zatrzymany to faktycznie poszukiwany mężczyzna. Policja wpadła na trop podejrzanego dzięki informacjom od świadków. Mężczyzna został zatrzymany w Ofterdingen w Badenii-Wirtembergii. Pojawiały się także sygnały, że człowiek podobny do szantażysty był widziany w Dolnej Saksonii.

W czwartek policja w Niemczech opublikowała wizerunek mężczyzny, który domagał się od sieci handlowych okupu w wysokości 10 milionów euro. Groził, że w razie odmowy do soboty umieści w sklepach w Niemczech, a także w innych krajach, zatrute artykuły spożywcze. By uwiarygodnić swe groźby, zatruł wcześniej pięć produktów dla dzieci w Friedrichschafen.

W zatrutej żywności znaleziono glikol etylenowy. Policja ostrzega, że nawet 30 mililitrów może zagrażać życiu. Funkcjonariusze pouczali, by robiąc zakupy zwracać uwagę na opakowanie i nawet na najmniejszą dziurkę, która mogłaby pochodzić od igły.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Proces niemieckiej neonazistki Beate Zschaepe w decydującej fazie

Po ponad czterech latach proces niemieckiej neonazistki Beate Zschaepe, oskarżonej o współudział w 10 morderstwach popełnionych przez Narodowosocjalistyczne Podziemie (NSU), wszedł w decydującą fazę. We wtorek zaczęła się końcowa mowa prokuratora federalnego.

Wystąpienie prokuratora Herberta Diemera blokowane było od zeszłego tygodnia przez obrońców oskarżonej, którzy domagali się prawa do nagrywania jego mowy. Wystąpienie Diemera ma potrwać 22 godziny. Mowy obrończe powinny odbyć po przerwie wakacyjnej, na przełomie sierpnia i września. Proces Zschaepe rozpoczął się w maju 2013 roku. Podczas 373 dni rozpraw sąd przesłuchał 815 świadków i wysłuchał opinii 42 biegłych.

Morderstwa, napady na banki i zamachy bombowe

42-letnia kobieta oskarżona jest o współudział w zamordowaniu w latach 2000-2007 ośmiu tureckich drobnych przedsiębiorców i jednego greckiego restauratora oraz niemieckiej policjantki. Członkowie NSU dokonali ponadto 15 napadów na banki i dwóch zamachów bombowych. Zschaepe była przez niemal 14 lat partnerką życiową członków NSU Uwe Mundlosa i Uwe Boehnharda w czasach, gdy popełniali zbrodnie – zdaniem prokuratury – z motywów rasistowskich. Twierdziła, że nic nie wiedziała o planach zamachów. Jak utrzymuje, dowiadywała się o nich po fakcie i była im przeciwna.

Mundlos i Boehnhard popełnili w listopadzie 2011 roku samobójstwo, otoczeni przez policję w przyczepie kempingowej po nieudanym napadzie na bank w Eisenach. Po śmierci swoich kompanów Zschaepe podpaliła ich wspólne mieszkanie w Zwickau w Saksonii, ostatnim miejscu pobytu trojga terrorystów, i oddała się w ręce policji.

Wyraziła skruchę i przeprosiła

Do zeszłego roku oskarżona odmawiała zeznań. Przerwała milczenie we wrześniu 2016 roku. Odczytała wówczas oświadczenie, w którym przyznała, że dawniej identyfikowała się częściowo z nazistowską ideologią, jednak obecnie zmieniła zdanie. – Dziś oceniam ludzi nie na podstawie ich pochodzenia czy poglądów politycznych, lecz ze względu na ich zachowania – powiedziała.

Oskarżona wyraziła skruchę po raz pierwszy i przeprosiła rodziny ofiar w grudniu 2015 roku, jednak wówczas jej oświadczenie zostało odczytane przez adwokatów. Neonazistowskie NSU działało od końca lat 90. Parlamentarne komisje śledcze powołane przez Bundestag oraz przez parlamenty regionalne wykazały, że policja popełniła rażące błędy. Błędy aparatu ścigania oraz pomoc ze strony skrajnie prawicowych sympatyków w niemieckim społeczeństwie umożliwiły neonazistowskim terrorystom bezkarne działanie przez ponad 10 lat.

Oprócz Zschaepe, na ławie oskarżonych zasiadają cztery dalsze osoby. Zarzuca się im m. in. logistyczne wspieranie NSU. Jeden dzień procesu kosztuje 150 tys. euro. Dotychczasowe koszty całej rozprawy szacuje się na 56 mln euro. Wyrok spodziewany jest w październiku. Zschaepe grozi kara dożywotniego więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Niemiecka policja rozbroiła butlę gazową z zapalnikiem

Przed wejściem do restauracji Mc Donald’s w berlińskiej dzielnicy Kreuzberg znaleziono butlę gazową z zainstalowanym zapalnikiem. Informację potwierdził w rozmowie z Polskim Radiem rzecznik prasowy policji w Berlinie. Funkcjonariusze, którzy przyjechali na miejsce, natychmiast ewakuowali ludzi i zamknęli przyległą ulicę. Śledztwo przejął niemiecki Urząd Ochrony Państwa.

Rzecznik berlińskiej policji powiedział Polskiemu Radiu, że podejrzaną metalową butlę z gazem znaleziono dziś rano. „To była butla gazowa pozostawiona przed wejściem do fast foodu. Z butli wychodził przewód, którego końcówkę umieszczono w budynku” – poinformował rzecznik. Dodał, że cała konstrukcja nie znalazła się tam przypadkowo – została zainstalowana przez kogoś celowo, aby wpuścić gaz do wnętrza pomieszczeń. „To było niebezpieczne” – przyznał rzecznik policji.

Śledztwo przejął Urząd Ochrony Państwa, istnieje bowiem podejrzenie, że mogła to być próba dokonania zamachu. Obecnie technicy kryminologii sprawdzają, jakie konsekwencje mogła wywołać eksplozja butli. Jak informuje berlińska policja, na miejscu zdarzenia nie znaleziono żadnego listu. Niemieckie media mimo to piszą o udaremnionym zamachu terrorystycznym.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemieccy policjanci zamiast chronić oddali się zabawie. „Taniec na stole, seks i publiczne oddawanie moczu”

Dziesiątki berlińskich policjantów wysłanych do Hamburga w ramach ochrony i organizacji szczytu G20 zostały odesłane do domu. Według doniesień medialnych policjanci zamiast skupić się na pracy oddali się zabawie. Niektórzy z nich mieli między innymi publicznie oddawać mocz i wymachiwać bronią pod wpływem alkoholu. Rzecznik policji w Hamburgu potwierdził, że około 300 funkcjonariuszy z trzech jednostek berlińskiej policji zostało odesłanych do domu i nie będzie brało udziału w ochronie szczytu.

Niemiecka gazeta „Bild” opublikowała zdjęcia ubranych po cywilnemu ludzi, którzy trzymają butelki z alkoholem i palą fajkę wodną. Zdjęcie zrobiono w obozie, w którym zatrzymali się policjanci. Według gazety imprezowicze z fotografii to berlińscy funkcjonariusze. W nocy urządzili oni imprezę z głośną muzyką, zabawa trwała do godz. 6.30 następnego dnia. Jak twierdzi „Bild”, berlińscy funkcjonariusze pobili się na koniec z kolegami z Wuppertalu stacjonującymi w sąsiedztwie. Jedna z policjantek miała również tańczyć na stole. Kobieta swój taniec wykonała w samym szlafroku, a na ramieniu miała zawieszoną broń.

Media: seks podczas imprezy, taniec na stole pod wpływem alkoholu

Inne niemieckie źródło donosi natomiast o policjancie i policjantce uprawiających seks podczas imprezy. Niektórzy funkcjonariusze mieli też oddawać mocz na ogrodzenie osiedla używanego do umieszczania w nim osób ubiegających się o azyl.

– Mogę potwierdzić, że kierownictwo policji w Hamburgu zdecydowało o odesłaniu berlińskich policjantów. Powodem było ich nieodpowiednie zachowanie – powiedział reporterom Reutersa rzecznik.

Władze wyjaśniają, czy ekscesy miały miejsce w czasie wolnym, czy w czasie, gdy policjanci powinni być w gotowości. Funkcjonariusze tłumaczyli się, że dowództwo nie przedstawiło im żadnych propozycji kulturalnego spędzenia czasu. W miejscu zakwaterowania nie było nawet telewizorów. G20 to grupa 19 państw oraz Unia Europejska, a celem organizacji jest dyskusja nad wspólną polityka finansową. Około 20 tys. policjantów będzie 7-8 lipca zabezpieczać szczyt grupy, który odbędzie się w Hamburgu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wybuch w rządowej dzielnicy Kabulu, blisko ambasady Niemiec

W stolicy Afganistanu, Kabulu, doszło do silnej eksplozji samochodu-pułapki. W wyniku wybuchu zginęło co najmniej 9 osób, a 84 zostały ranne – podaje BBC. Jak informuje BBC, do ataku doszło w rządowej dzielnicy Kabulu – blisko zagranicznych ambasad oraz pałacu prezydenckiego. Jeden ze świadków wskazuje, że zdarzenie miało miejsce tuż obok niemieckiej placówki.

Korespondent BBC donosi, że siła wybuchu była tak duża, iż doszło do uszkodzenia budynków oddalonych od miejsca eksplozji nawet o setki metrów. Na zdjęciach zamieszczanych w mediach społecznościowych widać m.in. słup białego dymu unoszący się nad miastem oraz zniszczone samochody, które znajdowały się w pobliżu miejsca zdarzenia.

Motyw ataku pozostaje na razie nieznany. Według afgańskich służb, zginęło co najmniej 9 osób, ale prawdopodobnie liczba ta jeszcze wzrośnie. Wcześniej w maju ośmiu cywilów zginęło w samobójczym ataku na konwój wojsk NATO przejeżdżający obok ambasady USA w Kabulu. Do tamtego zamachu przyznało się wówczas tzw. Państwo Islamskie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Atak na autobus Borussii Dortmund. Zatrzymano podejrzanego

Niemiecka policja zatrzymała islamistę podejrzanego w związku z wtorkowym zamachem bombowym na autobus z drużyną Borussii Dortmund – poinformowała w środę rzeczniczka prokuratury federalnej z siedzibą w Karlsruhe Frauke Koehler.

Dodała, iż dokonano przeszukania mieszkań zatrzymanego oraz mającego także islamistyczne zaplecze innego podejrzanego w tej sprawie. Obecnie rozważa się wystąpienie do sądu o nakaz aresztowania zatrzymanego.

Rzeczniczka mówiła o terrorystycznym podłożu czynu, ale wydanie ostatecznej opinii w tej sprawie nie jest na razie możliwe.
Jak podała rzeczniczka, na miejscu zamachu znaleziono trzy listy z deklaracją sprawstwa o identycznej treści. Wskazuje ona na możliwość inspiracji islamistycznej. Tekst żąda między innymi wycofania niemieckich samolotów wielozadaniowych Tornado z działań w Syrii i zamknięcia bazy lotniczej USA w Ramstein w Niemczech. Eksperci zbadają tekst w szczególności pod kątem wiedzy o islamie.

Według wstępnych ocen wątpliwa jest autentyczność umieszczonej na portalu internetowym linksunten.indymedia.org deklaracji sprawstwa, sugerującej lewicowo-ekstremistyczne motywy czynu.

Z kolei szef policji w Dortmundzie Gregor Lange powiedział, że eksplozje ładunków wybuchowych w pobliżu autokaru Borussii Dortmund były „celowym atakiem na drużynę BVB”. Na zorganizowanej w Dortmundzie konferencji prasowej Lange podkreślił, że policja nie wyklucza żadnego motywu sprawców, także „tego najgorszego”, nie precyzując, o co chodzi. Szef policji powtórzył wcześniejszą opinię, że podłożone ładunki wybuchowe „miały swoją siłę rażenia” i „należy je traktować poważnie”.
Uczestnicząca w konferencji przedstawicielka prokuratury w Dortmundzie Sandra Luecke poinformowała, że prokuratura wdrożyła postępowanie w związku z podejrzeniem o próbę zabójstwa.

Z wypowiedzi przedstawicieli policji wynika, że zawodnik Borussii Marco Bartra odniósł poważniejsze obrażenia niż początkowo przyjmowano. W pierwszych komunikatach była mowa o lekkim urazie ręki. Przedstawiciel policji powiedział dziennikarzom, że stan piłkarza „został wieczorem skorygowany z lekko rannego na ciężko rannego”. Bartra doznał złamania kości promieniowej i był operowany.

Szef policji w Dortmundzie Lange dodał, że oprócz trzech ładunków, które eksplodowały przy drodze, którą jechali autokarem zawodnicy BVB na mecz Ligi Mistrzów z AS Monaco, znaleziono jeszcze jeden przedmiot, który nie wybuchł. Nie miał zapalnika, jest obecnie sprawdzany przez specjalistów.

Rzecznik BVB, pytany, czy klub nie jest szantażowany – zaprzeczył. – Pierwszy raz słyszę – powiedział Sascha Fligge.
Wtorkowy mecz Borussii Dortmund z AS Monaco w ćwierćfinale Ligi Mistrzów został przełożony na środę z powodu eksplozji, które uszkodziły autokar wiozący piłkarzy BVB na stadion.
Źródło info i foto: PolskieRadio.pl